Witam wszystkie Panie i Panów, bo pewnie i oni tu trafili tak jak ja.
Cały czas rozmyślam nad zaistniałą sytuacją i za nic w świecie nie mogę tego zrozumieć. Może mi pomożecie.
Jakiś czas temu poznałem kobietę, ja i Ona w wieku 27 lat, oboje po długim ostatnim związku. Gdy ją pierwszy raz zobaczyłem nogi zrobiły mi się z waty, a podczas rozmowy utwierdziłem się w przekonaniu że Ona może być tą jedyną. Rozmawialiśmy długo i było sympatycznie, nawet nie wiedzieliśmy kiedy minęło kilka godzin. Na koniec pierwszego spotkania doszliśmy do wniosku że chcemy się jeszcze spotkać. Długo nie czekałem bo odezwała się następnego dnia. Spotykaliśmy się praktycznie co drugi dzień, jak np. planowaliśmy w poniedziałek że spotkamy się dopiero w piątek, to i tak jedna lub druga strona sprawiała że się widzieliśmy wcześniej. Przerodziło się to w związek. Widywaliśmy się praktycznie codziennie, wspólne wypady kino, teatr, zakupy, jedzenie obiadów, kolacji, poza miasto, spacery, odbieranie Ją z pracy - co określiła ze jest cudowne, wiedząc że ktoś na nią czeka i że jestem taki kochany) etc. Mocno się do siebie zbliżyliśmy, fizycznie również (przynajmniej tak mi się wydaje, tak odczuwam to ja). Oboje widzieliśmy że lubimy ze sobą spędzać czas i jest nam miło. Osobiście się zaangażowałem. I nagle z dnia na dzień stwierdziła, że nie chce tego ciągnąć bo nie czuje jak to określiła - chemii. Zaproponowała znajomość bez zobowiązań, na którą nie przystałem informując Ją, że jestem zainteresowany tylko związkiem takim jak był do tej pory i chcę zobaczyć w którą stronę to nas zaprowadzi.
Zakończyło się to tak że nie będziemy się spotykać, sms-ować i dzwonić do siebie. Mam nadzieję że się odezwie pierwsza i wrócimy do siebie.
Nie rozumiem tego co zaszło, dlaczego podjęła taką decyzję. I co to jest ta chemia, wydawało mi się że chemia to jest to co nas przyciągnęło do siebie i że spotykaliśmy się i byliśmy razem.
Nie wiem co mam robić, a zależy mi na niej.