Czy macie sposób jak sobie poradzić z huśtawką emocjonalną nastoletniej dziewczyny?Moje córki mają 13 i 15 lat,czasem nie znoszę ich histerii,narwanych tekstów,kłótni i całej tej "jazdy"...Poza tymi swoimi chwilówkami są dobrze ułożonymi dziewczętami,nigdy nie słyszałam skargi od nikogo,a wręcz pochwały...Gdyby tylko szło jakoś poskromić te moje pannice,kiedy wpadają w furię...Jak to wytrzymać?
Niestety ale każda nastolatka przechodzi huśtawki nastrojów. trzeba zacisnąć zęby na niektóre wybuchy. ale na pewno pomoże rozmowa. z pewnością nie jest łatwo wychowywać dwie dorastające dziewczyny. sama pamiętam, że mama nie raz przeze mnie płakała. spróbuj rozmowy, powiedz, że jest Ci bardzo przykro i ciężko żyć w takim domu, gdzie ciągle są krzyki. nie pocieszę Cię ale wątpię by ktokolwiek znał receptę na poskromnienie nastolatki także chyba musisz to przetrzymać
przed 18-tką najczęściej przechodzi
POWODZENIA
o kurcze...obym tylko wytrzymała i nie powiedziała w nerwach coś głupiego,bo tego najbardziej się boję...nie chcę,żeby straciły do mnie zaufanie...dodałaś mi jednak trochę otuchy uświadamiając,że przecież nie jestem z tym sama...dziękuję:)
Może po prostu nie reaguj?
Powiedz "nie chcę z tobą (z wami) rozmawiać w ten sposób, porozmawiamy jak się uspokoicie" - i wyjdź z pokoju.
To moim zdaniem najlepszy sposób by nie powiedzieć w nerwach czegoś, czego się tak naprawdę nie myśli.
Już nie raz stosowałam karę "nie odzywam się do Ciebie",ale odnośnie każdej osobno...i działało,faktycznie.Spróbuję nie wkraczać,kiedy zaczną żądlić się jak osy,zazwyczaj o byle:pilot do telewizora,kolejkę do komputera,sprzątanie...Najgorsze są te chwile,kiedy przybiegają do mnie wrzeszcząc na siebie,warcząc,spinając się,nawet wyrywając sobie coś tam z rąk i oczekują ode mnie interwencji...Z reguły dla świętego spokoju rozgrywam starcie raz lepiej,raz gorzej,po czym nie są nawet na siebie obrażone,potrafią od razu normalnie funkcjonować.Czasem cały wieczór "drą ze sobą koty",moje nerwy są wtedy na skraju wyczerpania:(,a kiedy w końcu kładę się spać,one najspokojniej w świecie zamykają się w swoim pokoju,mogą być tam nawet całą noc,cichutko sobie gawędzą,czytają,tworzą filmki na kompie,grają itp.O umówionej godzinie wyłączają światło i komputer(sprawdzałam je) i śpią...
A rano znów wojny...
Ja bym nie wchodziła w te awantury między nimi. To już duże dziewczyny, przecież się nie pozabijają - ja też mam młodszą siostrę, i pamiętam że nawet jak byłyśmy mniejsze niż Twoje córki, to nasza mama w takich krytycznych momentach usuwała się. Interweniowała tylko kiedy dochodziło do rękoczynów, no ale myśmy wtedy miały kilka lat.
Poza tym bym je wyśmiała - sory, ale nastolatki przybiegające do mamusi na skargę? Przedszkole to po drugiej stronie ulicy
Powinnaś uczyć je już powoli samodzielnego radzenia sobie w życiu, bez pomocy silniejszych.
Och,skąd ja to znam! Moje córki mają po 16 i 14 lat. Kłótnie na porządku dziennym o byle co. Staram się nie wkraczac-bo wiem,że to i tak nie pomoże. Dziewczyny na szczęście wiedzą gdzie granice i nie doszło do rękoczynów czy obrzucania siebie wulgaryzmami... Ale na szczęście znam rodzeństwa gdzie działo się podobnie albo nawet gorzej, a dzisiaj są najlepszym i kochającym się rodzeństwem na świecie. Z przyjemnością i ze śmiechem wspominają czasy jak to było między nimi jak mieli po naście lat... Więc życzę tobie,sobie i wszystkim rodzicom nastolatek duuuużo cierpliwości. ![]()
ja niestety nie mam siostry,lecz tylko jednego brata i nie mam wspomnień z dzieciństwa dotyczących współżycia z własną siostrą/z bratem mieliśmy od kiedy pamiętam dwa osobne światy,ja damski,on męski/czasem "darliśmy koty" jak nastolatkowie,ale było do wytrzymania jak wspomina moja mama
mam jeszcze syna młodszego o dwa lata,on także ma już swój mały męski światek,inny niż dziewczyny i tu potrafię jako-tako zrozumieć konflikty w relacjach chłopiec-dziewczyna/z nim jest łatwiej,jest jeszcze dzieckiem w gruncie rzeczy/ale dziewczyny to wulkany emocji:)
chciałabym,żeby w przyszłości były dla siebie oparciem,a nie wrogiem...zawsze chciałam mieć siostrę...
U mnie temat w sumie dopiero się zaczyna i uczę się jak reagować.
Przede wszystkim wprowadziłam sama sobie zasadę: nie reagować krzykiem na krzyk, bo doszło do tego, że się przekrzykiwałyśmy, co było bez sensu.
Pilnuję się, staram się spokojnie tłumaczyć mimo głupich wrzasków i tekstów, jak nie działa najpierw ostrzegam a potem odrazu daję karę: np. komórka na tydzień do szuflady- oczywiście mojej szuflady.
chciałabym,żeby w przyszłości były dla siebie oparciem,a nie wrogiem...zawsze chciałam mieć siostrę...
Jeżeli Cie to pocieszy, to swego czasu krzyczyałam do mojej siostry że jej nienawidzę, ona wydzierała się na mnie, ja jej plułam do jedzenia a ona psuła moje zabawki. Ogólnie sceny dantejskie się działy ![]()
Tak było kiedyś, a jak jest teraz? Wyjechałyśmy razem na studia (tj ona dojechała do mnie) i mimo że mieszkamy razem, to kiedy mamy okienka na zajęciach w tym samym czasie to umawiamy się na wspólne śniadanie/kawę na mieście. Jasne, że czasem zdarzają się nam powroty do starych zwyczajów (no może bez rzucania się obiadem) to wiem, że zawsze mogę na nią liczyć.
Jak byłam w tym wieku to też miałam takie "jazdy"
I powiem Ci że im bardziej mama próbowała mnie uspokoić i przemówić do rozumu to ja tym bardziej chciałam robić na złość. Momentami wszystko mi przeszkadzało..kłóciłam sie ze wszytkimi o wszystko
no bo przecież ja jestem najbiedniejszą, najbardziej poszkodowaną osóbką której nikt nie rozumie i której wszyscy robią na złość ;D
Teraz jak sobie przypominam to ładna menda ze mnie była ale cóż.. ;D
Proponuję nie przeszkadzać im w kłótniach..jak nie leci krew to jest dobrze
A za kilka lat będą sie z tego śmiały ![]()
Informacja, "jesteś dla mnie powietrzem", jest gorsza niż "nie lubię Cię". Z tego powodu, ignorowanie prawie nigdy nie spowoduje, że dziecko "przejrzy" i będzie się lepiej zachowywać. Przeciwnie, metoda ignorowania prowadzi nieuchronnie do tego, by wszcząć wojnę o uwagę. Nastolatki wzmagają swoje nieznośne zachowanie do momentu, aż rodzice zareagują. A kiedy prowokowanie trwa długo, reakcja rodziców jest przeważnie szczególnie ostra i wroga
.
Generalizowanie "Jesteś po prostu nie do zniesienia!", "Przez Ciebie dostanę zawału!", etc.- takimi uwagami, nie krytykujemy zachowania dziecka. Czyniąc tak, pokazujemy mu, że odrzucamy go, i pogardzamy nim jako osobą. Rodzice przeważnie zapowiadają różnego typu niemiłe konsekwencje "Jeżeli jeszcze raz zdenerwujesz siostrę/brata, przez cały tydzień nie będziesz wychodzić z domu!" albo informują o przykrych, ale nierealnych rezultatach podjętych przez dziecko działań "Jeśli będziecie się dalej ze sobą kłócić, to nigdy więcej nie zaprosicie do siebie swoich przyjaciół!", etc. Jeżeli groźby nie są traktowane poważnie i wypowiada je się w sposób nieprzemyślany, działają jak wszystkie inne nie finalizowane zapowiedzi- wówczas, dziecko przestaje nas słuchać, a równocześnie dotyka je wrogi podtekst naszych gróźb, dzięki czemu, wyzwalają się w nim jeszcze większe negatywne emocje.
Zacznij do nich mówić spokojnym, pewnym głosem. Czyny, które mają nastąpić po Twoich słowach, musisz starannie i w porę przemyśleć i zaplanować. Nie powinny one zmierzać do ukarania dziewczyn, tylko do ustawienia granic. Konsekwencje powinny być dla nich nieoczekiwane i niemiłe, jednak nigdy nie powinny im wyrządzić psychicznej ani fizycznej krzywdy. Uzasadnij dziewczynom, Twoje postępowanie "Bardzo Was kocham. Jesteście dla mnie ważne. Dlatego Wasze złe zachowanie nie może być mi obojętne. Ono musi się zmienić. Pomogę Wam w tym.". Usiądźcie i na spokojnie wszystko omówcie, a później dążcie do kompromisu. Po kilku próbach, dziewczynki same zaczną sobie radzić z codziennymi humorkami. A jeśli dalej będą wojować między sobą, zamiast upominać "sprawcę" i z nią dyskutować, zrób następującą rzecz: rozdziel je, na sprawcę nie zwracaj kompletnie uwagi. Nie patrz na nią i nie rozmawiaj z nią. Za to zwróć całą uwagę na "ofiarę"- pocieszaj ją, przytul, zaoferuj wspólny wyjazd na zakupy, etc. W ten sposób rola "sprawcy" stanie się na długo nieatrakcyjna
. Życzę, duuużo cierpliwości
.
13 2011-12-16 18:49:09 Ostatnio edytowany przez słaba kobietka (2011-12-16 18:50:52)
Czuję się podle.Nie potrafię wychować własnej córki.Dlaczego???
Dziś zadzwonił do mnie wychowawca 13-letniej córki.Przyłapał karteczkę ,na której podczas lekcji wychowawczej z tym nauczycielem napisała do kogoś,że wychowawca(było jego nazwisko) jest debilem.Przez telefon powiedział mi,że podczas jego kariery nauczycielskiej trwającej 30 lat w wielu szkołach nigdy czegoś takiego nie widział,że zażył leki uspokajające i że w poniedziałek mam przyjść do szkoły.Przyznała się."Chciałam zobaczyć jego reakcję"-zszokowały mnie jej słowa wyjaśnienia.
Dostała ode mnie w twarz,nie odzywam się do niej.Bo nie wiem co zrobić.Z nią,ze sobą...Juz od jakiegoś czasu tracę nad nią kontrolę,kłamie,bez przerwy wychodzi do koleżanek,maluje się,wyzywająco ubiera,wulgarnie odzywa...
To jest uczennica z "czerwonym paskiem" nie sprawiająca jeszcze rok temu problemów wychowawczych.Co począć?
Kurczę " głupi " wiek. Sama mam 2 można powiedzieć dorosłe córki 20 i 18 lat. Kłócą się o wszystko ,wyzywają ,młodsza nawet łapy wyciąga. Staram się nie wtrącać ,ale nie kiedy to i mi nerwy puszczają . Tak jak któraś tu pisała jak się wtrącałam było jeszcze gorzej,a tak one same się dogadują.
Strasze ojcem ale to i tak nie pomaga. Zauważyłam i to jest smutne że nie mają żadnego szacunku do osoby dorosłej.My nie jesteśmy dla nich żadnym autorytetem,wszystko wiedzą najlepiej a to co my powiemy to jak grochem o ścianę.
Z młodszą były kłopoty w zawodówce,tylko kontakt z pedagogiem ratował nieskończenie szkoły .
Życzę dużo cierpliwości.
Witam wszystkich serdecznie! to że piszę ten post świadczy o tym,ze juz nie daje rady
mam 15 letnia córeczke,która bardzo kocham i do niedawna miałam wrażenie, że mamy wyjątkowy kontakt, jestem młodą mamą (35lat) więc nie trudno było mi dotrzeć do jej świata, i może dzięki temu dobrze wiem o co jej chodzi... Mojemu dziecku niewiarygodnie zależy na akceptacji otoczenia, robi wszystko żeby dołączyć do tej "lepszej" paczki w klasie nawet kosztem własnego zdrowia!!! np. Dziś bylam z nią u lekarza i okazało się że ma powiększone węzły chłonne i brzydkie gardło i doktorka zaleciła zostać w domu 3 dni, więc moje dziecko już na korytarzu zaczęło krzyczeć, wmawiać mi że głupia jestem co ja mężowi opowiadam że wcale lekarka tak nie mówiła!!!! Mój mąż zgłupiał !Ale w domu rozpętało się prawdziwe piekło wszyscy już krzyczeliśmy ! Jej tak naprawdę zależy na tym żeby towarzysko nie ucierpieć! (szok) powiedziała nam ,że w szkole jest szczęśliwa a w domu nie (przykro nam jak cholera bo o ona ma wszystko!!! może za dużo jest rozpieszczoną jedynaczką, wychuchaną) Wiadomo że wiele błędów człowiek popełnia wychowując drugiego człowieka ale dochodzę do wniosku,że dzieci wychowane z klapsem są grzeczniejsze mają szacunek do rodziców, niestety taka prawda. W mojej rodzinie brakuje konsekwencji nie potrafimy z mężem iść w zaparte często ulegamy potem dochodzi między nami do kłótni (niestety dość częstych bo jeden drugiego obwinia...) Ach ciężkie to życie! Nie wiem co mam robić w sytuacjach kiedy nastolatka wrzeszczy na mnie wymusza,płacze,wywołuje poczucie winy,buntuje się, bluzga na swój dom,lekceważy rodziców w połowie zdania odwraca się wychodzi pokazuje pogardę, nie słucha nie reaguje na spokojną rozmowę? Dziś tak się darłam z bezsilności,że pewnie sąsiedzi mnie słyszeli zbiłam buteklę! żeby nie zwariować... boję się że moja psychika tego nie wytrzyma... Dziś ''wygrałam''... niestety tylko dzięki tak strasznemu zachowaniu! nie czuje sie z tym dobrze ale ona inaczej nie posłucha a boje się puszczać jej chorej do szkoły mam świadomość jakie mogłyby być z tego konsekwencje...
Co jest z tymi nastolatkami??? Olew na wszystko! Wkurzający luz jeden chce być ciekawszy od drugiego a dziewczyny,która szczuplejsza tym ładniejsza moja córka nie jest wychudzoną tyczką więc żeby ukryć to i owo (czego w ogóle nie ma) stoi przed lustrem godzinami!!! żeby obciachu nie było, a tego boi się panicznie!!! Bo w szkole są tacy z których się ci "lepsi" śmieją! Wiem zawsze tak było ale teraz wyczuwam niebezpieczny pierwiastek w tym całym zachowaniu nastolatków...
Rozpisałam się
ale nie bardzo mam komu o tym powiedzieć, proszę o opinie na ten temat
Co myślicie???
16 2012-01-25 10:30:44 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-01-25 10:33:22)
Przepraszam za odrobinę prawdy.
Nasze dzieci, niezależnie od wieku, tak się zachowują, jak my im pozwalamy. Zachowanie nastolatków jest efektem wieloletniego stylu wychowania i, niestety, naszych błędów.
Napisałaś, że Twa córka ma wszystko, że jest przez was oboje rozpieszczana, że wielokrotnie każde z was jej ustępuje, że jest przez was wychuchaną. Przyzwyczailiście ją do tego, że otrzyma wszystko, co chce. Jeśli nie może tego uzyskać prośbą, dostaje to wymuszając, szantażując, grożąc, oskarżając. Pod wpływem takiego jej zachowania oboje ustępujecie, jak rozumiem, dla "świętego spokoju". No i tym samym nauczyliście ją, jak ma postępować, by osiągać swoje cele. Jak opisujesz, jest niezwykle skuteczna.
Nie napisałam tego, by zrobiło Ci się przykro, tylko po to, byś wreszcie zobaczyła ciąg zdarzeń przyczynowo-skutkowy. Byś wreszcie przestała oskarżać nastolatków i własną córkę. Byś przejęła wreszcie odpowiedzialność za własne postępowanie (i tak jesteś odpowiedzialną, czy tego chcesz i się przyznajesz, czy nie). To zrozumienie jest potrzebne Tobie do tego, byś wreszcie wprowadziła zmiany we w ł a s n y m postępowaniu (Twój mąż również). Inaczej zachowanie Twej córki nie zmieni się na lepsze.
Teraz trochę teorii.
K a ż d e dziecko bada granice, czyli sprawdza co i ile mu można, sprawdza, jak może, bo dorośli mu pozwalają, się zachowywać.
K a ż d e dziecko sprawdza, kto jest silniejszy, kto w domu i poza nim, rządzi.
K a ż d e dziecko w różnych okresach swego życia buntuje się. Bunt jest ważny dla dzieci, bo dzięki niemu uczą się mieć i prezentować własne zdanie, uczą się niezależności. To czas ważny dla dzieci, choć trudny dla rodziców.
Dla dziecka korzystnym jest, by granice były jasno określone i nie były zbyt ciasne lub zbyt luźne. Każde dziecko usiłuje te granice przesunąć. Robią to również dzieci, których rodzice łagodnie, choć stanowczo, określają zasady.
Dla każdego nastolatka najważniejszą jest grupa rówieśników. Dla uzyskania akceptacji zrobią bardzo dużo.
Wracając do Ciebie i Twej rodziny.
Osiągnęłaś wczoraj jedno. Nareszcie skutecznie sprzeciwiłaś się córce. Wreszcie wczoraj zrozumiała, że tym razem nie ustąpisz. Gratuluję. ![]()
Pytasz, jak masz postępować, by córka zaprzestała wymuszania. Ano, tak jak wczoraj, czyli nie ustępować, nie ulegać szantażom. Oczywiście w granicach zdrowego rozsądku; proponuję byś zawsze odpowiadała sobie na pytanie "dlaczego tego oczekuję, dlaczego tego wymagam?" i odpowiadała sobie bardzo dokładnie, nie sloganami typu "to dla jej dobra". O czym myślę? Kiedyś nie zgadzając się na jakieś wyjście mego syna, doszłam do wniosku, że mój brak zgody spowodowany jest tylko moim lękiem, że nie wyrażam zgody tylko ze względu na siebie. Co zrobiłam? Ustaliłam z synem, co możemy zrobić, by on wyszedł a mój lęk był odrobinę mniejszy.
I jeszcze jedno.
Zmiana Twego zachowania będzie szokiem dla córki. Będzie próbowała swoich starych, wypróbowanych metod. Będzie na Ciebie zła, wkurzona, wściekła. Ważnym jest, co TY zrobisz na skutek jej zachowania, czy ponownie ulegniesz, czy wytrzymasz. Możesz nie brać udziału w takiej drace, jak wczoraj, możesz powiedzieć raz/dwa razy i nie reagować na jej zaczepki, groźby, szantaże. Możesz powtarzać w kółko, do znudzenia" "Powiedziałam Ci moje zdanie, Twój krzyk nie zmieni go". Jeśli będziesz stanowczą i zdecydowaną/zdeterminowaną, po którymś razie córka uzna, że mama "popsuła się" i nie można już wobec niej zachowywać się w stary sposób.
Trzymam kciuki.
Dziękuję Wielokropku
jestem Ci bardzo wdzięczna za te słowa... mam wrażenia jakby mnie pierwszy raz ktoś wysłuchał! Aż się wzruszyłam... Tyle mądrości ! Dziękuję ! Ale mam jeszcze jeden problem, a mianowicie jaka przyjąć postawę na drugi dzień po kłótni? Czy odzywać się ''normalnie" bo wczoraj się do niej w ogóle nie odzywałam, a dziś nie wiem bo mam poczucie że ona mnie ukarze bo juz nie raz tak było, że ja musiałam się przełamać pierwsza ! A może jeszcze raz przeanalizować problem? Ciężko będzie z moim mężem,przekonać go aby zaczął inaczej postępować reaguje bardzo nerwowo na takie sceny, nie rozumie że przez córkę przemawiają hormony bierze sobie wszystko do serca i jest na nią strasznie wściekły,natomiast ja staram się nie brać tego do siebie chociaż ciężko, mnie wytrąca z równowagi to kiedy córka kłamie lub mocno nagina prawdę skutek jest taki że wciąż ktoś jest na nią zły! Taka atmosfera w domu jest często nie do zniesienia nie ma tygodnia aby nasz trójkąt się nie trząsł!!! Czasem myślę,że może nie nadajemy się na rodziców? bo kiedyś słyszałam że rzadko kto się nadaję...bo kochać to za mało, trzeba jeszcze tej mądrości,intuicji rodzicielskiej może ja tego nie mam? Odsunęłam nawet myśli o drugim dziecku może to głupie,ale boję się kolejnego dziecka wychowywać w tak toksycznych warunkach...
Jak się zachować na drugi dzień po kłótni?
Adekwatnie do Twych uczuć, czyli jeżeli jesteś jeszcze zła, to powiedz to wprost i nie zmuszaj się do miłych gestów. Jeśli wrócił Ci dobry nastrój, to też nie katuj się byciem osobą oschłą, nieprzystępną. Jeśli córka nie chce kontaktu z Tobą, to n i e n a r z u c a j s i ę, poczekaj.
Odpowiedzialna jesteś tylko/aż za swoje zachowanie. Możesz zmienić swoje postępowanie i zaproponować takie zmiany swojemu mężowi. Jego sprawa, czy z nich skorzysta, czy nie. Jeśli mąż jest jeszcze wściekły na córkę, to nie namawiaj go do gwałcenia swych uczuć i zachowywania się niezgodnie z nimi. Uczucia, wszystkie, przemijają. Te niezwykle silne, dość szybko, zwłaszcza wówczas, gdy pozwala się na ich odreagowanie.
Jeżeli córka zobaczy, że jesteś zdecydowana i konsekwentna, wówczas, po wielokrotnym sprawdzeniu tego, czy nie da się czegoś wymusić, będzie zachowywała się w stosunku do Ciebie inaczej. Wbrew pozorom, do tej pory, takie wymuszanie Twej córce się opłacało. Z jej perspektywy zyski były większe niż koszty.
Namawiam Cię również do spokojnej rozmowy z córką na temat tego, co dzieje się między wami. Zachęcam do rozmowy a nie do moralizowania, pouczania, wypominania. Podczas takiej rozmowy, być może, padną również zarzuty skierowane w Twoim kierunku. Wysłuchaj ich, pomyśl, czy nie słyszysz gorzkiej prawdy.
Moim zdaniem warto, byś zobaczyła, że wszyscy macie takie same pragnienia, czyli dobrej atmosfery w domu. Czasami jednak, by tak było, trzeba szczerze pogadać. A szczera rozmowa nie zawsze jest miłą.
I jeszcze jedno.
Nie znam ani jednej osoby, która by nie popełniła błędów podczas wychowywania dziecka.
dziękuę Ci mądra kobieto ! bardzo mi pomogłaś
zobaczymy co z tego wyjdzie, będę stosowała sie do Twoich rad ! Głosu nie podniosę ale obawiam się ze wtedy nikt na poważnie mnie nie potraktuje
i czasem może być tak, że córeczka tatę urobi ... i co wtedy a ja skoro bedę spokojna? to każdy pomyśli że może wszystko
jak poprzez spokojne, NORMALNE zachowanie podkreślić swoją rację bo boję sie że stanowcza zarazem spokojna rozmowa może nie podziałać kiedy dochodzi do sporu z moją córką! żaden argument do niej nie trafia mam wrażenie jakby nie słuchała mam wtedy ochotę nią potrząsnąć żeby się ocknęła... Wykańczają nas te kłótnie dlatego zależy mi na złotym środku, analizuje wszystko krok po kroku i nie znajduję go! Może Pani mi pomoże ![]()
20 2012-01-25 15:50:03 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-01-25 15:54:04)
Zaraz, zaraz!
Oczekujesz niemożliwego!
Chcesz, by ta metoda okazała się od razu, w 100% skuteczną.
Chcesz tego po 15 latach uczenia swojego dziecka, że może z Tobą zrobić wszystko.
Wybacz, jeśli się mylę, ale moim zdaniem Ty oczekujesz wyłącznie spokoju. Oczekujesz, że powiesz raz, a Twoje zdanie będzie święte i córka potulnie powie cichutko "tak jest, mamusiu". Pomarzyć, dobra rzecz. ![]()
Zawsze trzeba rozmawiać będąc na tym samym poziomie. O czym myślę? Jeśli rozmawiamy, to z pozycji rozumu, przedstawiając argumenty za i przeciw. Podczas kłótni do głosu dochodzą emocje, rozum idzie na spacer. Używanie wówczas logicznych argumentów mija się z celem, nie są słyszane; by były wysłuchane trzeba odczekać, aż emocje opadną.
tak to prawda pragnę spokoju... marzę żeby udało mi się kiedyś wprowadzić do mojego domu takie konstruktywne, spokojne rozwiązywanie problemów bo ja w takim domu się wychowywałam,z tym że mnie wychowywała mama z babcią, ale to mama była ta najważniejsza nikt jej autorytetu nie podważał była dla mnie bogiem!!! Nie pamiętam tez żebym się buntowała nigdy mamie się nie sprzeciwiłam (może też bałam się mamy bo sroga też potrafiła być, może nawet zbyt sroga:( ale to już inny problem) do dziś próbuje rządzić
) też jestem jedynaczką i jestem jej jedynym sensem życia! Dlatego pewnie nie chce być taka twarda dla mojej córki nie chce żeby była psychicznie uzależniona ode mnie bo wiem jakie to męczące uczucie,z tym że boje się że zapłacę za to obojętnością córki!
Twoja mama była na tyle srogą osobą, że nawet nie pomyślałaś o sprzeciwieniu się jej zdaniu. Efektem takiego wychowania Ciebie są również zasady, które wprowadziłaś w swoim domu. Poszłaś w stronę przeciwną do swej mamy, poszłaś bardzo daleko, za daleko. Twoja córka może wszystko.
Najwyższa pora na znalezienie "złotego środka", w ó w c z a s Twoja córka nie będzie wobec Ciebie obojętną. ![]()
witam...aż mnie korci żeby zabrać głos.Jestem z tych starszych matek.Sprawiałam kłopoty swojej mamie ,ale moja córka przerosła mnie we wszystkim.Młodzież ma dziś dostęp do wszystkiego i nie pomogą nasze zakazy.Walcze ze swoją już 4 rok,może jak będzie pełnoletnia za pare miesięcy to sama będzie za siebie odpowiadać-to zrozumie.Myślałam że jest indywidualnością,miała swoje poglądy /ateistka zadeklarowana/,kłopoty z nauką .Powtarza drugi raz klasy w gimnazjum.Od kilku miesięcy wiem że miała epizod z narkotykami.Zrzucała wine na mnie,chłopaka,nauczycieli.Wciągnełam w to całą rodzine-rozmowy ,prośby.Ustąpiła -zgodziła się na terapie w osierodku .Rozmowy z psychoterapeutą od trzech miesięcy.Diagnoza jest dobra bo nie jest osobą uzależnioną ,ale jej zachowanie w domu nic się nie zmieniło -nadal krzyczy ,pyskuje ,wymusza ,kłamieN.Jej zasada to, to by nie mówić prawdy by rodzice się nie martwili,mówi to co ludzie chcą słyszeć.Dotyczy to nauczycieli ,terapeuty,braci ,kolegów,pracodawce.Nie znam człowieka ,którego by nie oszukała.Zrobiłam dużo ,zmieniłam jej szkołę ,chodziłam też na terapie dla rodzin osób uzależnionych,pilnuję szkoły ,praktyk.Dwukrotnie zrobiłam w domu testy-wyszły ujemne.Nie mam do niej zaufania za te kłamstwa,jak tylko chcę jej uwierzyć i nie skontrolować to zaraz oszukuje.Krzyczy że się wyprowadzi jak będzie miała 18 lat /w maju/,ale ona będzie miała skończone tylko gimnazjum.Jest mitomanką ,nie narkomanką ,to tak dla mnie na pociechę,kłamie i wciąga innych by potwierdzali jej kłamstwa.Już nie pytam gdzie jest jak nie wraca po szkole do domu,nie ma sensu,już jej nie ufam.Moja wina jest na pewno ,broniłam jak lwica -że to taki wiek ,że młoda ,że ma swoje poglądy.Potem już nie pomagały tłumaczenia,krzyki i razy. Nic już nie zrobimy,nie zabierzemy telefonu ,komputera-oni mają swoich znajomych-przyjaciół z którymi mogą pogadać o wszystkim i ponarzekać na rodziców.
24 2012-01-25 21:01:02 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-01-25 21:03:51)
Zastanawiałam się nad tym, czy odpowiedzieć na post utrackiej.
Wahałam się.
Napisałam jedną odpowiedź, skasowałam ją, napisałam kolejną, którą też skasowałam, w końcu napisałam tekst "do szuflady" i dopiero po chwili zdecydowałam się na jego opublikowanie. Oto on.
Jestem matką dwojga dojrzałych i samodzielnych osób (28 i 27 lat), które wychowując się w dużym mieście, miały dostęp do wszystkich zdobyczy cywilizacji.
Mimo tego miały (i używały zgodnie z przeznaczeniem) swój rozum.
Znały możliwe konsekwencje swoich nierozumnych decyzji. Znały, bo udzielałam im informacji. Pokazywałam możliwe rozwiązania różnych sytuacji i informowałam o ewentualnych zaletach i wadach. Mało tego, ponosiły konsekwencje swoich zachowań. To utwierdziło ich, że nie rzucam słów na wiatr.
Decyzje pozostawiałam, najczęściej, im. Podejmowali decyzje dotyczące ich osób bardzo wcześnie, nie pamiętam przedszkola, ale w szkole podstawowej - już tak. Pytałam ich o zdanie w ważnych dla nich kwestiach (m.in. to córka zdecydowała, że nie chce, mimo propozycji wychowawczyni, przenosić się do klasy programowo wyższej).
W niektórych jednak kwestiach byłam nieugięta. Niepodważalną sprawą było chodzenie do przedszkola, szkoły podstawowej. Jednak będąc w liceum mieli moją zgodę na jednodniową nieobecność w ciągu miesiąca. Córka nie wykorzystywała tego, uznając, że taka nieobecność jej się nie opłaca, miałaby zbyt dużo materiału do nadrobienia. Syn natomiast, czasami, mimo tego jednego dnia, chodził na wagary. Konsekwencją tego było wysłuchiwanie uwag ze strony wychowawcy i mój dystans w stosunku do niego, gdy prawda wyszła na jaw. Kolejna kwestią nie podlegająca dyskusji była opieka lekarska.
Czy byli idealni? Oczywiście, że nie. Wielokrotnie ich zachowanie, a zwłaszcza syna, nie było zgodne z moimi marzeniami.
Niedawno moja córka powiedziała mi zaskakującą rzecz. Stwierdziła, że nie mogła się buntować, bo nie miała przeciw czemu, bo było jej wszystko wolno (to jej słowa). Powiedziała mi też, że wielokrotnie wolałaby, bym to ja podejmowała decyzje, bym jej coś nakazywała bądź zakazywała. Wolałaby, bo wówczas ja byłabym odpowiedzialna, nie ona.
Dlaczego o tym napisałam?
Napisałam, by uświadomić, że można uczyć dziecko od bardzo wczesnych lat jego życia odpowiedzialności za swoje działania. Że daje to rezultaty. Że warto, wbrew pokusom, nie decydować za dzieci i ich sprawach.
przykre jest to że cierpią najwięcej rodzice! obwiniamy się, żal nam dzieci ze może za mało z siebie dajemy,ze to może nasza wina
mam nadzieję że WIELOKROPEK przeczyta twój post to madra kobieta byc może Ci pomoże ![]()
Jestem z wykształcenia nauczycielem wych .przedszkolnego.Wychowałam też czterech synów -nie powiem że bez problemów.Do mojego gadania ,tłumaczenia chyba się przyzwyczaili.Ona stwierdziła że uczyć się będzie na własnych błędach.Dziś wróciła z ostatniej terapii,to decyzja pedagoga.Wiem że wyjdzie na ludzi ,ale po przejściach,zrani i skrzywdzi w tym czasie wielu ludzi,którzy jej ufają.Wiele razy przepraszała ,obiecywała poprawę a potem wracała nad ranem .Ja też przepraszałam .Ona jest taką rogatą duszą -zodiakalny BYK.Kontaktu dobrego jeszcze długo nie będzie między nami ale mam cichą nadzieję że wrócą spokojne dni.Co do naszego wpływu na dzieci to jednak bywa różnie i nie wszystko od nas zależy -mam chłopców /bliżniaki/mają różne charaktery,upodobania i poglądy na życie ....jak woda i ogień .Czuję się przegrana jeśli chodzi o wychowanie córki i nic już tu nie pomoże.Ona sama musi zrozumieć że taki bunt niczemu nie służy i do niczego nie prowadzi i nie pomoże tu zmiana szkoły ,kolegów ......chciało by się rzec rodziców.
(...).Czuję się przegrana jeśli chodzi o wychowanie córki i nic już tu nie pomoże.Ona sama musi zrozumieć że taki bunt niczemu nie służy i do niczego nie prowadzi i nie pomoże tu zmiana szkoły ,kolegów ......chciało by się rzec rodziców.
Twoja córka faktycznie wybrała bardzo trudną drogę życia. Wybrała drogę ekstremalną. Wybrała drogę sprawdzania wszystkiego na własnej skórze. Wybrała drogą drogę. Dobrze, że zrobiła to świadomie, że zdaje sobie sprawę z własnej odpowiedzialności.
Rozumiem, że jest Ci bardzo ciężko patrzeć na to, co córka wyprawia sama ze sobą. Rozumiem, że chciałaś uchronić ją przed takimi wyborami i wynikającymi z nich konsekwencjami.
Twoja zasługa w wychowaniu jest spora, pokazałaś swój system wartości, pokazałaś i namawiałaś do tego, co Twoim zdaniem, jest ważne.
Trzymam kciuki.
Śliczne dzięki za słowa zrozumienia.Dzisiaj mamy jakiś dzień dobrych wiadomość-ostatnia sesja w poradni dla młodzieży ,zakończony kurs komputerowy..nawet muzyki słucha łagodnej/bez wyzwisk i przekleństw/.Szkoda że chłopaka odtrąciła,bo był dla niej za spokojny,wszystko jej wybaczał ,każde kłamstwo...i to jest ta osoba którą skrzywdziła ,bo kocha ją może nawet nadal.Widzieliśmy jego zaangażowanie w to by jej pomóc.Studiuje i nie mógł się pozbierać przez te miesiące ,chyba zawalił semestr.Odrzuciła to. Piszę z nim na gg czasami i ta wiara jego w nią jest tak wielka że rozmowa bywa lepsza od tabletki.Ona pocieszyła się kolegą z OHP który ma więcej problemów niż ona ,ale jej imponuje bezczelnością bo nie mądrością.To tylko kolega w jej wieku-tak mówi.Myślałam że to dlatego że sama w siebie nie wierzy ,że ma niską samoocenę,może po tych małych sukcesach przejrzy na oczy.Z tym się zgadzam ,że córka to robi świadomie,ale nie wyciąga wniosków z przegranych spraw.
Wtrącę ponownie swoje trzy grosze.
Napisałaś, że Twoja córka nie wyciąga wniosków z przegranych spraw.
Moim zdaniem, wyciąga, tyle tylko, że nie są one tymi, których byś Ty sobie życzyła.
Wybór chłopaka.
Jeśli Twa córka ma rogatą duszę, to chłopak, który wszystko wybacza, którego można owinąć wokół palca, który jest jej podporządkowany, nie jest moim zdaniem dobrym partnerem.
Myślę podobnie do Ciebie, że Twoja córka sprawdza siebie w różnych sytuacjach, bo kiepsko o sobie myśli, chce zaimponować, chce, taką drogą, znaleźć uznanie.
Jeśli mogę doradzić. Powiedz jej teraz, zaraz, trzy słowa. Te słowa to: "Kocham Cię bardzo".
Niezmiennie trzymam kciuki. ![]()
30 2012-01-27 01:07:53 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-01-27 01:21:53)
Dzisiaj trochę na temat przyczyn agresji - ku przestrodze.
Agresja jest z a c h o w a n i e m w y u c z o n y m przez obserwację, naśladowanie, bezpośrednie doświadczanie i powtarzanie zachowań.
A. Goldstein, B. Glich, J.C.Gibbs, czyli twórcy treningu zastępowania agresji, stwierdzili, że u podstaw nauki agresji leży tzw. zniewalające wychowanie, do którego dochodzi poprzez skłonność rodziców do:
- irytacji, braku konsekwencji;
- rzadko okazywanego ciepła i czułości;
- skrajnej postaci nadzoru i kontroli, czyli albo ograniczonego nadzoru/braku nadzoru, albo nadzoru ścisłego, surowego;
- przymusu w postaci gróźb, nagan, regularnych kar cielesnych.
Jeśli zatem uda nam się te wszystkie nasze, rodziców/osób dorosłych, skłonności wyplenić, to wówczas zmniejszymy prawdopodobieństwo zachowań agresywnych u dzieci.
no i przegrałam..nie wróciła na noc ,nie odbiera telefonu,przekazała bratu że nie wróci.Po wczorajszej rozmowie ,gdzie wypowiedziała się na temat tolerancji że to słuchanie i rozmowa,prawo do własnego zdania.Moja odpowiedz to daj się wypowiedzieć drugiej osobie,niech ma do tego prawo,może jej racje są ważne .Nazwała mnie hipokrytką.Zdenerwowała mnie tym ,że nawet jak dzieci nie mają racji to rodzice mają stać po ich stronie.Oznajmiłam że od dziś odpowiada sama za siebie-nie bedzie kontroli ,tłumaczenia ,świecenia przed ludzmi oczami ,za jej niezliczone kłamstwa.Jak mogę godzić się z tym że syn zostawia rodzine po kilku kłótniach a dla niej to normalne i go popiera.Noc spędza poza domem ,nie pierwsza ale ta ma mieć takie konsekwencje -bez powrotu.Wielokropku jesteś na forum to powiedz ...czy to ja zawiodłam?
Rozumiem, że rozmowa odbywała się w emocjach i z Twojej, i z jej strony. Każda z was, z tego co napisałaś wynika, powiedział ciut za dużo. Bywa.
Cóż ona zrobiła? To, czym mogła Ciebie ukarać za Twoje zachowanie. Ponieważ zna Ciebie bardzo dobrze, uderzyła w najczulsze miejsce, nie wróciła na noc, nie odbiera telefonu.
Czy dobrze zrozumiałam, że nie może już wrócić do Twego domu?
33 2012-02-08 01:04:12 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-02-08 01:05:55)
utracka,
odezwij się, proszę.
Napisz coś więcej o tej rozmowie, o ostatnich dniach.
Odezwij się.
może ,pewnie jest u koleżanki..ale ta jej chęć odwetu mnie martwi ...bo nie wiem z kim jest a ma różnych znajomych ,wiem bo bywało już tak że gdy nie mogła sobie z czymś poradzić ...brała amfetamine.Mój nr 7576070
nr gg ...
36 2012-02-08 01:17:07 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-02-08 01:18:26)
Daj sobie spokój.
A Tobie, gdy na kogoś jesteś wściekła, nie pojawiają się różne niezbyt pochlebne myśli i ochoty? Ile razy zaciskasz pięści, by nie uderzyć? Ile razy powstrzymujesz się, by komuś nie powiedzieć czegoś bardzo przykrego i bolesnego?
Przecież to typowa reakcja: boli, to oddam, by ją też zabolało.
Jedno wiem, Twoja córka nie chce zrobić sobie krzywdy. Na pewno.
***
Nie używam gg. Jestem tutaj często. ![]()
najgorsze że jestem z tym sama .Mąż podzwonił,nie odebrała ,poszedł spać.Jutro chce zgłosić zaginięcie .Wiem że będzie na praktykach-pojadę porozmawiać ,przekonać.Mam przepraszać.Wysłałam sms -przeprosiłam,ale to znaczy że postawiła na swoim-nie licząc się z moim bólem.Czy można zgadzać się na takie zachowanie córki.Jak nie kontrolowałam -zaufałam to zawaliła wszystko -szkołę ,kursy.Zapowiedziałam że teraz ma odpowiadać sama za siebie.Uznała że jest wolna-ma dopiero 17 lat i nie skończone gimnazjum .
38 2012-02-08 01:55:07 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-02-08 02:12:35)
Jeśli powiedziałaś o kilka słów za dużo, to moim zdaniem, słusznie, że przeprosiłaś.
Nie rozumiem, a raczej nie chcę zrozumieć tych słów o Twej przegranej, a jej zwycięstwie.
Jesteście w ringu? Na zawodach? Ścigacie się, która lepsza? Przecież tutaj chodzi o coś innego. Być może jednak ja mam zupełnie inny pogląd na wychowywanie. Zresztą, o jakim wychowywaniu mówię? Przecież Twoja córka jest niemal pełnoletnią osobą - za trzy miesiące kończy 18 lat!
Martwisz się tym, ze ma ukończone dopiero dwie klasy gimnazjum. Rozumiem, że chciałabyś, by nie zawalała kolejnych lat. Wiem też, że nigdy na naukę nie jest za późno. Jeśli córka będzie chciała uczyć się dalej, znajdzie taką formę, która będzie jej odpowiadała.
Moim zdaniem nie warto kontrolować swych dzieci.
Kontrolując ustawiamy się w roli egzekutorów, a ich nikt nie szanuje i wszyscy starają się ich oszukać. Kontrolowanie daje też sygnał, że to kontrolujący przejmuje odpowiedzialność. No i zaczyna się zabawa w policjantów i złodziei, czyli goń mnie, może mnie złapiesz.
Nie warto kontrolować dzieci. A już kontrolowanie niemal dorosłych jest dla mnie olbrzymią pomyłką.
Wybacz szczerość.
***
Nie znam osoby, która podczas wychowywania nie popełniła błędów.
dziekuję za szczerość,ale godzenie się z wracaniem nad ranem,kłamstwami,paleniem papierosów ,narkotykami,wiecznym bałaganem ,wulgaryzmami -bo tak jest u jej znajomych to żaden argument.Czy to żle że wymagam jakieś wartości ..nie moich -tych ogólnie uznanych.Powiedziałabyś że jej nie uczę ,nie wymagam.Zmieniłam jej szkołę bo tamtej nie lubiła załatwiłam praktyki u znajomej-poręczyłam.Poprawy się nie doczekałam bo pierwsze miesiące były tylko wagary,dlatego ta kontrola obecności w szkole /efekt 100% obecności/,podjeła terapie w ośrodku choć nie była osobą uzależnioną ale po to by zrozumiała że to złe ,by po to nie sięgać na przyszłość.Po to by mnie zabolało taki odwet,nawet jak wróci to dlatego że boi się reakcji ojca ,który wkońcu zobaczył problem ,którego nie da się zamieść pod dywan ,żeby tylko inni nie widzieli.
Jak dzisiaj?
Córka wróciła?
Jak jest między wami?
41 2012-02-09 18:26:45 Ostatnio edytowany przez KRYSIA PRZYJACIÓKA (2012-02-09 18:28:17)
DZIEŃ DOBRY JESTEM NOWA NA TYM FORUM,I POSZUKUJĘ POMOCY.
MAM CÓRKĘ 18 LETNIĄ,I MIESZKAM OD 8 LAT Z PARTNEREM Z KTÓRYM NIE MAM ŚLUBU,I MOJA CÓRKA NIE JEST JEGO.
CHCĘ UŁOŻYĆ SOBIE SZCZĘŚLIWĄ RODZINĘ.ALE OD SAMEGO POCZĄTKU MOJA CÓRKA NIE MOŻE GO ZAAKCEPTOWAĆ .
ON JEJ NIE BARDZO LUBI BO BARDZO MI PYSKUJE I ODZYWA SIĘ JAK DO KOLEŻANKI,TYLKO JAK COŚ CHCE TO WIE JAK POWIEDZIEĆ MAMO.A ONA TEŻ GO NIE LUBI CIĄGLE SIĘ KŁÓCĄ.
PODEJRZEWAM ŻE MOJA CÓRKA JEST O MNIE ZAZDROSNA NIE CHCE ABYM ZWIĄZAŁA SIĘ Z OBOJĘTNIE Z JAKIM MĘŻCZYZNĄ.
GDYŻ O KIEDY PRÓBUJE SIĘ Z KIMŚ ZWIĄZAĆ TO ROBI TO SAMO TO ZNACZY;
GDY LEŻYMY Z PARTNEREM W OSOBNYM POKOJU W ŁÓŻKU I JEST W POKOJU CICHO,TO ONA DAJE ZNAKI ŻE NIE ŚPI IDZIE DO ŁAZIENKI I NIE ZAMKNIE DRZWI LEKKO,TYLKO TRZASKA,I SZURA NOGAMI GŁOŚNO W TEDY MÓJ PARTNER ZWRACA JEJ UWAGE ŻEBY NIE TRZASKAŁA BO JEST NP;21 GODZINA A ONA MU I MI PYSKUJE.
WSZYSTKO ROBI ABYM SIĘ Z NIM POKŁÓCIŁA,I POSZŁA DO JEJ POKOJU SPAĆ,WTEDY JEST MIŁA I POMOCNA.A JAK WIDZI ŻE DŁUGO NIE KŁÓCĘ SIĘ Z PARTNEREM,TO PROWOKUJE SWOIM ZACHOWANIEM ABYM SIĘ KŁÓCIŁA,
A JAK SIĘ KŁÓCIMY TO WŁAŚNIE O MOJĄ CÓRKĘ.CO MAM W TAKIEJ SYTUACJI ZROBIĆ?MAM DOSYĆ KŁÓTNI,CHCĘ ABY BYŁA ZGODA MIĘDZY NIMI.KIEDYŚ MOJA CÓRKA POWIEDZIAŁA MI ŻE BRZYDZI SIĘ LUDZI KTÓRZY UPRAWIAJĄ SEX,CZY TO MA COŚ WSPÓLNEGO Z JEJ ZACHOWANIE W STOSUNKU DO NAS?POPROSZĘ O ODPOWIEDZ.40 LETNIA MAMA.
42 2012-02-09 19:51:07 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-02-09 19:51:54)
Wyłącz Caps Lock'a, proszę. Trudno się czyta taki tekst.
W waszym domu mieszkają trzy d o r o s ł e osoby.
Dwie z tych osób rywalizują ze sobą o Twe względy.
Dwie osoby wzajemnie się pouczają.
A Ty pojawiasz się między tymi dwiema osobami i starasz się załagodzić sytuację. Raz bierzesz stronę jednej, raz drugiej osoby.
Nic więc dziwnego, że teatrzyk nienawiści istnieje. Jest widz (Ty), są aktorzy (córka i partner), jest przedstawienie.
Z tego co wiem, spektakl jest odwoływany, gdy nikogo nie ma na widowni.
Może wyjdź z tego teatru?
Może nie bądź adwokatem żadnej osoby?
Może zakończ rolę rozjemcy?
Może uznaj, że nie jesteś jedyną odpowiedzialną osobą za poprawną lub dobrą atmosferę?
utracka,
odezwij się, proszę.Napisz coś więcej o tej rozmowie, o ostatnich dniach.
Odezwij się.
Witam!
czytam wasze wypowiedzi, problemy z jakimi sie borykacie.A może ja też uzyskam jakieś pocieszające słowo???!!!
Mam 16 letniego syna a razem z nim problemy z którymi jako matka nie mogę się pogodzić.a tak naprawdę uważam to za moja porażkę wychowawczą. sama pracuje z młodzieżą(jestem pedagogiem szkolnym) i co? mnie również dopadły problemy a pewnie większość myśli że taka osoba nie powinna ich mieć!. Odkąd pamiętam nie miałam żadnych problemów z synem, zawsze dogadywaliśmy się, nie było nieporozumień uczył się dobrze. Właściwie wszystko było OK do IIkl gimnazjum. Od tego momentu zaczęły się problemy!. Znajomości z rożnymi osobami których nie znałam(a nawet nie byłam w stanie ponieważ jego środowisko koleżeńskie tak się poszerzyło ze nie jestem w stanie wszystkich osób znać).Cale życie starałam się wpajać tłumaczyć rozmawiać przestrzegać przed kłopotami i problemami jakie mogę go spotkać. I na nic moje rozmowy.W wakacje pierwszy raz zorientowałam sie że zażywał marihuanę. Oczywiście na spokojnie z mężem podjęliśmy rozmowę z synem. Która za wiele nie pomogła. ten incydent zdarzył się drugi raz. od tego momentu postawiliśmy synowi warunki, systematycznie sprawdzamy go testem czy jest czysty! jak na razie minęło sporo czasu i jest wszystko OK! no ale cóż, to nie koniec problemów! któregoś dnia dostałam wezwanie na policje, syn również jako osoba oskarżona o czyn karalny. jakiś chłopiec( w środowisko nie ma pochlebnej opinii, miał wiele problemów z prawem) podał iz mój syn udzielał mu środka odurzającego czyli marihuany. po tej informacji nogi mi sie ugięły, załamałam się jetem roztrzęsiona zła, kłębi mi się wiele myśli obwiniając się, ale właściwie analizując życie nie widzę abym popełniła jakiś błąd (jednak nie twierdze że go nie popełniłam, tylko po prostu zastanawiam się gdzie i kiedy przeoczyłam to!).Teraz moja pewność i wiara w swoje możliwości upadła (uważana jestem w pracy za b. dobrego pedagoga umiejącego radzić sobie w najtrudniejszych problemach a tu taka porażka) Ta sytuacja powaliła mnie całkowicie, nie potrafię sobie z tym poradzić!. W najbliższym czasie będzie w sadzie sprawa wyjaśniająca ta sytuacje. Syn twierdzi, że to nieporozumienie, ze nie ma odczynienia z tym chłopcem i że to nie jego kolega. Zna go tylko ze szkoły, bo wspólnie uczęszczają do niej. Twierdzi, że się zemścił na nim, ponieważ kiedyś na przerwie lekcyjnej mieli spięcie i teraz ten chłopak się na min zemścił, (a obecnie ten chłopak jest w poprawczaku). W pewnie sposób wierze swojemu synowi, ale obawiam sie jakiej jeszcze mogę dowiedzieć się prawdy w sądzie. Moje życie się zmieniło diametralnie, nie czuje sie pewna, ani nie mam zaufania do syna. Syn obiecał, ze więcej nie zapali(ZE WZGLĘDU NA MOJA PRACĘ I ŻE JEST NIEPEŁNOLETNI). Jednak stwierdził, że kiedy będzie pełnoletni będzie palił, bo jak donoszą media i inne. marihuana(czysta) jest zdrowsza niż papieros.
I co mam myśleć???? jak postępować dalej??? to nie takie proste jak ktoś nie znalazł się w takiej sytuacji. Każdy dzień dla mnie jest pełen niepokoju!!!
PS. PRZEPRASZAM JEŚLI TREŚĆ JEST CHAOTYCZNA, ALE PISZE TO PEŁNA EMOCJI!!!!!
rodzicu16latka,
jesteś pedagogiem, co nie znaczy, że jesteś osobą nieomylną. Gwarantuję, że popełniłaś błędy, bo jesteś człowiekiem.
Sporo napisałaś o sytuacji Twego syna, mniej o tym z czym sobie nie radzisz. I tego nie wiem.
Nie wiem z czym sobie nie radzisz.
Nie wiem, jakie przeżywasz emocje.
Nie wiem, co sobie wyobrażasz.
Gdybyś choć trochę o tym napisała możliwa byłaby jakaś pomoc.
Własnie napisałam dlatego , żeby powiedzieć wszystkim że każdy popełnia błędy! nawet własnie JA która w oczach innych była osoba idealną która nigdy nie może mieć takich problemów. Wiem bo często rodzice mówią mi o swoich problemach twierdząc czasami że nie wiem jak to jest jak się ma problemy z dzieckiem, bo ja takowych nie mam"
a jesli chodzi o pomoc to właściwie sama nie wiem czego mogę oczekiwać. Po prostu źle się z tym czuje, jestem zawiedziona i nie wiem jaki popełniłam błąd że sie tak stało! teraz czeka mojego syna sprawa w sadzie i to również mnie przeraża nie mogę się z tym pogodzić. Najgorsze to , ze straciłam zaufanie do syna, wciąż chodzą mi rożne myśli po głowie. Jak go nie ma w domu zaraz myślę co robi i czy za jakiś czas znów cos sie nie wydarzy. wszystko widzę w czarnych kolorach i to mnie przeraża. Ta moja bezradność!!!!
Faktycznie, nie masz wpływu na postępowanie sądowe. Możesz jednak, jeśli chcesz, wspierać swego syna, dla którego sprawa w sądzie jest trudniejszym przeżyciem (tak przypuszczam), bo dotyczy jego samego. Sama wiesz, że gimnazjaliści bardzo umiejętnie skrywają swoje uczucia, zwłaszcza wówczas, gdy czegoś się obawiają. Nie występuję przeciw wyciąganiu konsekwencji każdego zachowania, ale wina syna nie jest udowodniona, a uczucia są uczuciami. Nie wiem, czy Twój syn wie, na czym polega rozprawa. Może warto, byś udzieliła mu tychże informacji? Moje doświadczenie podpowiada mi, że zajęcie się kimś innym znakomicie odwraca uwagę od własnej osoby.
Chcesz wiedzieć, jaki popełniłaś błąd w wychowaniu syna? Zapytaj go. Zwykle dzieciaki mają swój pogląd na nasze wychowanie, i jeśli tylko wiedzą, że zadane pytanie jest szczere, to odpowiadają.
Twój syn ma już 16 lat. To dużo. Nie masz wpływu na jego postępowanie. Teraz on podejmuje decyzje dotyczące niego samego i ponosi konsekwencje tychże wyborów. Wyobraźnia Twoja pracuje na najwyższych obrotach. Pohamuj ją. To, że przed synem jest rozprawa nie oznacza, że jego przyszłość rysuje się w czarnych barwach. Nie oznacza tego, że stanie się narkomanem. Nie oznacza tego, że stoczy się na samo dno społeczeństwa.
Trzymam kciuki.
dzień dobry piszę do was,bo odczytałam moją odpowiedz od was na mój post.
dziękuję ale co mam przez to rozumieć że jak córka z partnerem się kłóci to co mam robić?
co mam zrobić żeby oni rozmawiali ze sobą normalnie.i żeby moja córka była inna.to znaczy miła dla nas .
jeżeli on ma racje to ja się nie wtrącam chyba że moja córka za mocno zaczyna mu pyskować.jak mam ją przekonać do zgody z nim.o taką pomoc piszę.
Moim zdaniem, masz siedzieć cicho i nie wtrącać się.
Jest to sprawa między Twoją córką a Twym partnerem. Obydwoje są dorośli. Żadne z nich nie potrzebuje adwokata.
Im bardziej Tobie zależy na tym, by córka była dla was miła ( i to okazujesz), tym bardziej ona wie, że może swoją "dobrocią" Ciebie szantażować.
a jak mam reagować na takie rzeczy jak;mowie do niej ubierz sie cieplej a ona mi odpowie oj boże nie marudz ja wiem jak mam sie ubać,albo mówie do niej posprzątaj w pokoju bo 3 dni nie było sprzątane cały czas mówie spokojnie,a ona mi na to oj zaraz albo nie dziś nie będe sprzątac . ja mówie do niej idz mi po zakupy np; do lidla ona na to niechce mi się.w niczym nie pomaga mi w domu w niczym.nie mogę być dumna z mojej córki ciągle mnie krytykuje i braża.w szkole jest miła i oceny ma w miare.dla innych osób jest miła a w domu nie ,dlaczego jak długo mam czekać na zmianę?
50 2012-02-12 14:53:09 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-02-12 14:54:17)
Twoja córka jest osoba pełnoletnią!
Ty, w dalszym ciągu, nie zauważasz tego prostego faktu.
Traktujesz ja jak mało sprawne umysłowo dziecko, dziecko które jest pozbawione umiejętności podejmowania decyzji o sobie. Nie dziwię się, że Twoja córka tak reaguje na Twoje polecenia dotyczące jej ubioru, czy tez porządku w jej pokoju.
Wybacz, jestem szczera, to zupełnie nie Twoja sprawa. Takie traktowanie nawet dziesięcioletniej osoby wzbudza w niej zniecierpliwienie, złość, wściekłość. Siłą rozpędu córka podobnie negatywnie traktuje kolejne Twoje polecenia.
Jeżeli Twoja córka zmienia swoje zachowanie poza domem oznacza, że przyczyną waszych nieporozumień jest Twoje traktowanie jej. Nikt nie lubi wysłuchiwać poleceń. Nikt nie lubi życia na rozkaz.
Jeśli chcesz poprawy wzajemnych waszych relacji, to namawiam Cię do rozmowy z córką. Do rozmowy, a nie smrodku dydaktycznego, wypominania jej przewinień, obrażania jej, rozkazywania. Niestety, jestem pewna, że usłyszysz część rzeczy nieprzyjemnych o sobie i swoim sposobie wychowania.
Jeśli jesteś gotowa na szczerą rozmowę - pogadaj. Przecież obu wam zależy na tym samym. Na wspólnej miłości, tylko że okazujecie ją sobie w przedziwny sposób.
dziękuje za wsparcie w sprawie mojego syna. Tak jak mówisz wspieram go, rozmowa poważna byla na temat jego występku. Szykujemy sie do sprawy w sadzie. wierze że mój syn jest niewinny co do zarzucanego mu czynu. Własnie sprawdzaliśmy na necie jego rozmowy i obecność na Skypie i innych informatorach aby potwierdzić że w tym czasie co mu zarzucają był w domu a nie w innym miejscu. Wyjaśniłam dokładnie jak toczy sie sprawa i co ma mówić przed sędziną. Niestety nie dowiedziałam sie od niego jaki popełniłam błąd wychowawczy! Podczas długich rozmów nie stwierdził że to moja wina, nie ma do mnie żadnych zarzutów co do bycia dobra matką. jedynie wyraził że to jego głupota. Mimo to jakoś czuje sie winna temu wszystkiemu co sie wydarzyło. Serce boli!!!!!
(...)Podczas długich rozmów nie stwierdził że to moja wina, nie ma do mnie żadnych zarzutów co do bycia dobra matką. jedynie wyraził że to jego głupota. Mimo to jakoś czuje sie winna temu wszystkiemu co sie wydarzyło. Serce boli!!!!!
KOBIETO!
Uciesz się! Uciesz się, że nie popełniłaś na tyle poważnych błędów, by zapadły one w pamięci Twego syna. Jesteś wystarczająco dobrą matką. Nie marz o tym, by być idealną.
Rozumiem, że jest Ci przykro w tej całej sytuacji, ale...
Czy wszystko musi od Ciebie zależeć?
Czy Twój syn, z racji urodzenia go przez Ciebie, może popełnić jakiś błąd na własny rachunek?
Czy też wszystko, co on zrobi, i wszystkie błędy, i wszystkie zasługi, będziesz przypisywała sobie?
Ma on wolną wolę, podejmuje samodzielnie decyzje. Jedne są mądre, inne - głupie. W ten sposób Twój syn uczy się. Cóż, wiem, że chciałabyś by nie uczył się na własnej skórze, ale czy jest to możliwe?
Trzymam kciuki. ![]()
Masz racje i nie przeczę, że każdy rodzic chciałby aby sprawy dotyczące wychowania dziecka układały się po ich myśli!!! Tylko cały problem polega na tym ,ze jeśli jest taki dorosły i chce mieć własna tożsamość itp, itd to czemu my musimy ponosić konsekwencje w 100% za ich winy!!!! To takie sprostowanie tego co czuje, wiem że tak nie powinnam myśleć , ale niestety tak jest i się tego nie wstydzę. Jednak robię wszystko aby pomóc synowi i żeby czuł się dobrze w trudnych dla niego sytuacjach go wspieram. Niebawem sprawa, byłam już u znajomej prawniczki. sama nawet powiedziała że nieźle mi opinie popsuł, trochę mnie dobiła ale taka prawda. Cóż powoli godzę się z tym faktem ale "policzek nadal boli"
Jak tak czytam wszystkie posty to wiem już że nie jestem sama z problemami nastolatek.
Mam 3 córki (dwie w wieku 18 lat i jedną w wieku 15 lat) oraz synusia- ma teraz 13 miesięcy.
Córki nieustannie się kłócą, jedna drugiej by oczy wydłubała, ale po kilku chwilach znowu jest ok. Poza tym są bardzo krytyczne wobec siebie oraz mają niską samoocenę- choć tłumaczę im że tak nie jest, że są wartościowymi ludźmi...
Mamie jednak się nie wierzy:( Pewnie ta wiara w moje słowa przyjdzie z wiekiem.
Chwile wytchnienia mam jak są wszystkie w szkole- mogę wtedy cieszyć się ciszą z Karolkiem:)
Nie wchodzę między nie, same się godzą , szukają kompromisów, po co ja mam jeszcze denerwować się z nimi:)
Muszą się nauczyć że życie nie jest proste, że w życiu trzeba czasem ustąpić ale nie zawsze...
witam mam problem z siedemnastoletnia corka jest pyskata nie slucha co do niej mowie po za tym ma chlopaka ktory byl narkomanem zlodziejem zabronilam jej sie spotykac z nim to pociela sobie rece doradzono mi zebym zglosila na policje ze szantazuje mnie emocjonalnie i zalozyla jej niebieska karte nie wiem co mam robic wiem ze potrzebuje ona pomocy psychologa ale nie chce isc wyzywa mnie i ze jestem alkoholiczka i ze pojdzie do opieki spolecznej i powie ze kupuje jej alkohol co jets zupena bzdura boje sie ze mi zabiora pozostala dwujke dzieci prosze pomuzcie mi sama nie wiem co mam robic
Witaj,
Takie huśtawki emocjonalne to normalna rzecz u nastolatków, nie mniej jednak to są pewne granice, które, jako rodzic musisz postawić. Powiedziałaś, że od osób trzecich nie dostajesz skarg na córki, więc potrafią kontrolować swoje zachowanie tylko musisz to wyegzekwować. Jak?
Pokaż im, że jeśli dalej bd kontynuować swoje zachowanie stracą na tym. Ściślej mówiąc jeśli źle się zachowują nie dostają tego na czym im zależy np. kieszonkowe. Pilnuj tego, aby nie wzmacniać złych zachowań nagrodami lub tym, co lubią dostawać od Ciebie.
Nie wiem, jak wyglądają zasady u Ciebie w domu, ale niech one będą w domu widoczne, pokaż córką, że w Twoim domu nie wrzeszczymy na siebie, że panuje pewien porządek, który Ty będziesz stanowczo egzekwować. Dziecko ma swoje prawa, ale i musi stosować się do norm, które Ty , jako rodzic musisz ustalić i utrwalić w nich.
Pozdrawiam.