To co chcę opowiedzieć zdarzyło się przed 5 laty. Moja wówczas 16-letnia córka uciekła z domu do kuzynki i powiedziała że do domu nie wróci. Były łzy, prośby żeby wróciła ale Basia sie zawzięła i już. Owa kuzynka wspierała ja w tym postanowieniu i przekonywała że dobrze robi- oczywiście nie rozmawiając wcale z nami, co w tym wszystkim począć. Tak minęło kilka dni i tygodni Basia pozostała pod czasową opieką u kuzynki( tak zadecydował sąd rodzinny) czekaliśmy na werdykt sądu gdzie to nasze dziecko ma być. Był to straszny okres w moim życiu, nie mieć przy sobie swojej córci ( mam ją jedną, moje oczko w głowie mam też oprócz niej jeszcze dwóch synów których również bardzo kocham) przepłakałam wiele nocy i dni poszukując przyczyny.
Wina była jedna! Mąż alkoholik! Fakt przyznaje, przez wiele lat miałam w domu nieciekawie, awantury, kłótnie, zdarzało się że i mąż uderzył
To trwało jakiś czas, do momentu aż skończyła się moja cierpliwość, chęć spokoju i ciszy w której wychowywały by się nasze dzieci. Złożyłam doniesienie na policję o znęcanie się nad rodziną i sprawa trafiła do sądu, wyrok, zawiasy i to zrobiło swoje. Od około 12 lat jest spokój, nie ma przemocy, zdarzają się kłótnie czy mocne sprzeczki ale to nie to co było.
Kilka razy próbowałam sie kontaktować z Basią, rozmawiałam z nią , ale dziecko pozostało niewzruszone na moje prośby. Po czasie Basia zaczęła mnie szkalować, opowiadać niestworzone rzeczy na mój temat, jaką to złą matką byłam że męża nie potrafiłam ustawić do porządku i że to ja jestem winna tego że mąż pił. To ja powinnam dbać o ciepło i miłość w domu itp. Tylko że Basia pomyliła się, ja to wszystko robiłam! to ja kochałam za dwoje, to ja tuliłam i robiłam wszystko żeby w domu było jak w domu. Zapomniała? Szkoda
dodam że Basia jest w rodzinie męża, i głupio by było przez "nich" go oczerniać. Namieszali temu mojemu dziecku w głowie, kiedy ona zrozumie że nigdy ale to przenigdy nie przestanę jej KOCHAĆ.
Po kilku mies. sąd wydał wyrok- Basia pozostaje w rodzinie kuzynki jako rodzinie zastępczej - nie potrafiłam się z tym pogodzić, lecz żyć trzeba. Tak mijały tygodnie bez naszej córci, przez pierwszy rok Basia wcale do domu rodzinnego nie przyjechała nawet w odwiedziny.W Święta Bożego Narodzenia przez te 5 lat również nie była nigdy, to boli
Powoli zaczynam odzwyczajać się od mojego dziecka, i żyć życiem bez niej. Gdyby nie synowie nie wiem czy dała bym sobie z tym wszystkim radę, a tak żyję dla nich
I to jest piękne ... A Basia; Basia ma już 21lat i w głowie dalej pstro ale nie życzę jej źle, życzę jej szczęścia i miłości i opamiętania :*