Będąc w pełni władz umysłowych,postanawiam odzyskac mojego ukochanego.
Przez caly czas żyłam dla innch,poświęcałam się zeby inni mieli dobrze,nigdy nie byłam egoistką.I co z tego mam?Ano to że inni bez skrupułow biora od życia to co według nich im się należy.
Teraz ja postanowiłam zawalczyc o człowieka który jest miłością mojego życia.Będę to robiła powoli,konsekwentnie dopóki Go nie odzyskam.Czas nie gra roli ,może to trwac 10-15 lat.Stwierdzilam że jest to jedyny mężczyzna z którym moglabym spędzic reszte życia a inni mnie nie interesują.Jeżeli uczucie trwa 20 lat to nie sądze żeby to sie zmieniło.Jesli do mnie wróci to Bóg mi świadkiem że już nigdy nie pozwole mu odejśc!
Nie dbam juz o opinie publiczna,nie interesuje mnie co myślą i powiedzą inni.
Zdaje sobie sprawe że wtym momencie wkladam kij w mrowisko ale mam już dośc bycia dobra i szlachetną.
Tyle się mowi i pisze jakie to jest złe byc tą druga tym drugim.Wiem.Może jednak sie powinno walczyc o swoje szczęście,swoją miłośc jesli dwoje ludzi tak bardzo tego pragnie.Bo niby dla czego nie?Bo to jest niemoralne,bo krzywdzi innych?A co w takim razie z moim życiem,z moimi pragneniami?Czy ja nie mam prawa byc szczęsliwa?Jest żonaty-tak.Rozstaliśmy się jakieś pół roku temu i teraz bardzo tego załuje.W żalu, gniewie,zlości.możliwe że mnie znienawidził.Oklamalam go że kogoś poznalam,ze zakochałam się w kimś innym,po to zeby wrócił do żony i dzieci.Ciągle żyłam w poczuciu winy że robie źle,miałam wyrzuty sumienia.Przez trzy lata romasu rozum mówil co innego a serce co innego.Dopiero teraz pow ielu przemyśleniach,rozum i serce zaczyna współgrac.Możecie nazwac to szaleństwemale ja nie wyobrażam sobie zycia bez niego!
Nie chodzi tu o seks,lecz o braterstwo dusz,przyjaźń.Nie jestem nastolatką lecz dojrzała kobieta więc nie robię tego z zauroczenia ale dojrzałej milości.Teraz czuje gniew na samą siebie,pustke ,zal.Postanwilam jednak życ z całych sil i czekac aż los sie dla mnie odmieni.
Co o tym sądzicie Drodzy Forumowicze?
2 2011-01-13 10:31:07 Ostatnio edytowany przez Kaja83 (2011-01-13 10:38:31)
kasandra ja bym wszystko oddała żeby mój eks wrócił, po niecałych trzech miesiacach... nie biorę pod uwagę innej opcji, albo zycie w pojedynkę, albo z nim, tylko, że u mnie nadziei brak.. a czy u ciebie jest szansa ???
jaki masz plan ???
ciekwe jest ten Twój brak poczucia winy wobec jego rodziny..
Kaja zdaję sobie sprawe z tego że w tym momencie nie mam żadnych szans,ale tak jak napisałam czas nie gra roli...Jeden krok juz zrobilam-napisalam życzenia noworoczne, i w ty między innymi że mojej milości nie zabije żadna sila.Oczywiście bez odezwu...Dwa miesiące temu zadzwonilam,poprosil żebym tego nie robila bo ranie mu serce...wiem że mnie kocha a ja go tak zawiodlam swoim wyznaniem że go zdradziłam(oczywiście to bylo klamstwo).Nastepny krok za kilka miesięcy...może trzy...
przez te trzy lata.. żyliście w ukryciu, czy on wtedy odszedł od dzieci i zony.. czy zyliście w kłamstwie..
czy dzieci są małe.. ? mieliście wtedy plany wspólne.. przepraszam, że tak pytam.. chciałabym relanie ocenić, czy nie jest to walka z wiatrakami..
Kasandra, użalasz się nad sobą i upajasz swoją dobrocią i szlachetnością, bo ODDAŁAŚ ukochanego rodzinie. Romansowałas z nim przez 3 lata i POZWOLIŁAŚ sobie na to, by twoja miłość rozkwitła. Nie wiedziałas o tym, że on ma rodzinę? Ujrzałaś go i w tej sekundzie spadło na ciebie uczucie odbierające rozum? Nie wierzę w takie rzeczy, uważam że zakochiwanie się to proces, szczególnie jeśli jest się dojrzałą kobietą. To od ciebie zależało, czy pozwolisz toczyć się i rozwijać procesowi, czy rzecz stłumisz w zarodku! Ty pozwoliłaś na to, dałaś sobie zielone światło nie patrząc na konsekwencje. To właśnie jest EGOIZM!
I to nie jest tak, że MIŁOŚĆ wszystko tłumaczy i nie podlega osądowi. Nie jesteśmy zwierzętami, których zachowaniem kieruje tylko biologia, jesteśmy ludźmi, ponoć rozumnymi i jesteśmy odpowiedzialni za swoje uczucia. Ty pozwoliłaś na to, by to emocje tobą kierowały, a "gdy rozum śpi, budza się demony"!
Czy masz prawo szukać szczęscia? Tak, masz prawo, choć będąc na tym świecie nie mamy gwarancji, że będzie ono nam dane. Są ludzie którzy poczucie szczęścia czerpią z bycia PRZYZWOITYMI! Są i tacy, którzy bedą szczęśliwi, gdy podpalą pół świata. Ty, żeby poczuć się szczęśliwa potrzebujesz cudzego męża, ojca nie twoich dzieci, kogoś kto prosi cię byś dała mu spokój, nie raniła mu serca. No i co z tego, że ON prosi, przecież TY masz prawo szukać szczęścia
i zrobisz wszystko, powoli i bezwzględnie, bez oglądania się za siebie, żeby GO mieć!
Zrobisz co zechcesz, nie wątpię że znajdziesz wytłumaczenie każdego swojego kroku, że pięknie się sama przed sobą wybielisz, że opakujesz swój egoizm w piękne slowa o braterstwie dusz, przyjaźni i dojrzałej miłości. I to jest własnie smutne.
BędĄc realistką zadam pytanie i po co ci to kobieto? Może czas poszukać kogoś kto da ci prawdziwe szczęście? Żonaty facet ci tego nie da! On już wybrał rodzinę i żonę a Ty jeśli go kochasz powinnaś uszanować jego decyzję i tak będzie lepiej dla Ciebie
Zgadzam się z marena7. Nie jesteś ani szlachetna, ani dobra, skoro przez 3 lata 'podkradałaś' cudzego męża. On nie był, nie jest i nigdy nie będzie Twój. I teraz, kiedy Cię błaga, żebyś go zostawiła, wiesz chyba dobrze, co to znaczy- on Cię nie chce. Żałuje tego, co się stało. Wie, że popełnił błąd zdradzając. Może nawet dorósł do roli męża i ojca.
Śmieszne jest to, że nazywasz siebie 'dojrzałą' kobietą i to co robisz 'dojrzałą miłością'. To co robisz jest po prostu złe. Ale powiem Ci, że najgorzej na tym wszystkim wychodzisz Ty- bo on wrócił do rodziny, a Ty zostałaś z niczym. No, może ze swoją obsesją i złudzeniami...
Ogarnij się. Otrząśnij. Przeanalizuj. Szukaj szczęścia, nie krzywdząc innych.
Powiem krótko: nie buduje się swojego szczęścia na cudzym nieszczęściu... Może zrozumiesz.
Kaja,tak ,żyliśmy w ukryciu.Jednak On odwiedzal mnie w domu jako mój kolega.Nikt niczego nie wie,nie podejrzewał,jego żona tez żyje w nieświadomości chociaż pewne domysly były.
Dzieci ma już pelnoletnie,nadal sie uczace.
Nie robiliśmy jakiś konkretnych planów na przyszlośc ale obiecalismy sobie że kiedyś w przyszlosci i tak będziemy razem.
MARENA piszac o swojej dobroci i szlachetności nie mam na mysli tego ze pozwoliłam mu wrocic do zony ale pisze o calokształcie swojego życia,a troche juz przeżylam.
Nie zwrócilas tez uwagi na inna rzecz ,a mianowicie że znaliśmy sie już dużo wczesniej,w sumie ponad 20 lat.Nie jestem nim zauroczona ale naprawde kocham tego czlowieka.To że los pozwolim mi go spotkac na swojej drodze życia tylko mnie upewnil w tym uczuciu.
Tak szczescie jest pojęciem wzglednym.Dla jednych szczęsciem bedzie przeżycie kolejnego dnia bez kopniaka od męza a dla mnie wlaśnie odzyskanie męzczyzny mojego życia.
Zwróciłam uwagę na te 20 lat, ale powiem ci, że wiele kobiet nosi w sercach obraz swoich młodzieńczych, wyidealizowanych i niespełnionych miłości, ale traktują to jak piękne marzenie i nie mieszają do tego życia. Dlatego dla mnie istotne są te trzy lata konkretnego romansu, kiedy pozwoliłaś rozpalić się płomyczkowi wielkim ogniem . Oboje podjeliście przed laty inne decyzje, a to juz poważna sprawa i zobowiązanie, gdzie w grę wchodzą inni ludzie i ich porozwalane życia.
Piszesz, że naprawdę kochasz tego człowieka, dlaczego więc go ranisz? Ranisz go nie pierwszy raz zresztą. Nie podobają mi się te manipulacje.
MARENA nie idealizuje Go.Jest facetem z krwi i kosci i zdaje sobie sprawe z tego ,ze jemu tez czasami smierdza skarpetki. Znam dobrze jego charakter,wady i zalety,akceptuje go takim jaki jest.
Tak zranilam go i bardzo tego żałuje.Chce to odwrocic.Chce żeby do mnie wrocil.Oczywiście nic na siłę ale będę mu o sobie przypominala konsekwentnie.
Wiesz bylabym szcześliwa gdyby teraz w tym momencie ktos mi zagwarantował ze będziemy razem bodajze na stare lata.To by mi wystarczyło.
Wzruszyły mnie twoje dwa ostatnie zdania....Niestety, nikt ci gwarancji nie da, ale one są ci niepotrzebne, tyle jest w tobie determinacji.
Może będziecie razem. Może gdy opustoszeją gniazda jesienią....
ładnie to ujęłaś MARENA.Jestes mądrą kobietą...
14 2011-01-14 10:55:06 Ostatnio edytowany przez Truskaweczka30 (2011-01-14 10:58:11)
Matko......współczuje takich sytuacji........tylko isc i sie pochlastac.... Ty KASANDRO jestes wolna osoba bez dzieci rozumiem?to jest zycie i uwierzcie mi o tym sie mówi,pisze i rozmawia,o romansach zdradach itd itp...kiedys w tv powiedzieli ze jak chcesz byc trendy to sie rozwiedz,fajne co?.....ja niewiem,powiem ze sama sie gubie w zyciu...to straszne przezywac codziennie rozterki,wstawac rano wiedząc ze ten "jedyny"nie jest Mój,ze ma rodzine swoją z nimi spędza kazdy dzien,swieta wolne chwile,sypia z żoną,przytula ją i całuje.....czy ta świadomośc cię nie zabija?i skoro piszesz ze on Cię kocha to do cholery czemu nie jest z Tobą??????dla dzieci?przeciez dzieci nie są małe?dla zony bo mu jej szkoda?to co lepiej zeby zona żyła z męzem w kłamstwie?Bron Boze nie potepiam Cię ani nic w tym stylu ale jak juz gdzies pisałam skoro Cie kocha i mu zalezy to wezmie rozwód z tamta i bedzie z Toba! nie widze innej mozliwosci,ja juz sie obudziłam z takiego snu,dzięki Bogu...poswięcasz się dla niego i bedziesz czekac latami?a za 10 lat powiesz ze zycie Ci uciekło............obudzisz sie pewnego dnia i powiesz nie ma nic.......nie zycze Ci tego absolutnie i wiem ze jak juz kochasz to nic nie przemówi...,a ile masz lat Kochana i czy daleko mieszkacie od siebie?
i powtórze to co pisałam w podobnym temacie-oni nigdy nie odchodzą od zon...............to przykre ale niestety...
15 2011-01-14 13:00:06 Ostatnio edytowany przez enigma (2011-01-14 15:43:50)
Odchodzą...
Enigmo ,Twó temat był zupełnie inny wiec chyba nie to chciałas napisac ,no chyba ze kochanek dla ciebie zostawił zone,rodzine wszystko to podaj przykład bo ja od kąd żyje nie znam faceta który by tak postapił,wola tkwic w małzenstwie a na boku miec romans który trwa latam i bo tak jest fajnie...........
17 2011-01-14 20:25:29 Ostatnio edytowany przez enigma (2011-01-14 20:45:48)
Wiem, wie, jestem w innej sytuacji...
TRUSKAWECZKO ,nie będe sie chlastała,nie po to żyje żeby teraz umrzec.Zabawne,co?
Odpowiem na kilka Twoich pytań ,a mianowicie;Jestem sama-trendy, bo rozwiedziona wiele lat temu,ale mam dwoje wspanialych doroslych juz dzieci...
Jestem 10 lat od ciebie starsza,wiec nie jestem juz zauroczoną nastolatką.
Tak czesto gdy budze sie rano i myśle o Nim -czy juz wstal,czy pocałowal swoją zonę,czy sie kochali,i wiesz co stwierdzilam że na dzien dzisiejszy a może i duuużo dlużej tak poprostu musi byc.
Czy będzę przerazona tym że kiedys zostane sama-obudze sie z reka w nocniku?WieszTruskaweczko ,licze się z tym,ale naprawdę albo kiedyś będe z nim albo z żadnym innym więc taką ewentualnośc tez biore pod uwage.
Pytasz dla czego nie jesteśmy razem,dla czego nie opościl zony skoro tak mnie kocha.Wiesz tak naprawde niewiele brakowalo a doszlo by do tego.Przestaliśmy sie kontrolowac,bylismy coraz bardziej bezczelni w swoim zachowaniu,spotkaniach.Tak naprawdę to przestawaliśmy się kryc.Przestraszylam sie!On powiedzial że sie boi że dojdzie do jakiegos nieszczęścia bo juz nad tym nie panuje...
Zmienilam opcje-odkrecilam się od niego w jednej chwili wymyślając klamstwo.Cholernie tego żałuję,choc czasami sie zastanawiam czy w tamtym momencie moja decyzja nie byla jakims "wybawieniem" dla nas obojga.
Na przestrzeni tych 20 lat odwiedzal mnie regularnie co kilka lat i znikał...ostatnio zatrzymal sie na 3 lata,piekne,cudowne lata,ktorych nie żaluje.
Mieszkamy od siebie 15 kilometrów,wiec to jest blisko,ale uwierz ze nie widywaliśmy sie nawet 5 lat.
Oni czasami odchodzą Truskaweczko...osobiście znam trzy takie przypadki i im sie uklada.W jednym takim związku pojawilo sie ostatnio dziecko.
Kasandro niesamowicie Cię podziwiam ..,jesli masz tyle siły,odwagi i jestes konsekwentna to rób to co ci podpowiada serce....,myśle ze przemyslałas juz wszystko doskonale,zrobiłas pewnie te za i przeciw i tak wniosek Ci powstał jaki na początku napisałas ze będziesz o niego walczyc....jesli tylko to Ci odpowiada i będziesz szczęsliwa to powodzenia,a nie jestes juz nastolatką to chyba wiesz co robisz:)jak Ci będzie cięzko po tej trudnej drodze pisz będziemy cie wspierac...pozdrawiam:)
Oni czasami odchodzą Truskaweczko...osobiście znam trzy takie przypadki i im sie uklada
Bardzo ciekawe podejście do sprawy .
TRUSKAWECZKO widzę że trochę mnie zrozumiałaś...Dziekuje Ci...na ten czas staram się życ z całych sił,chociaż w głębi duszy jestem bardzo smutną osobą.Nie wiem czemu ale ciągle mam nadzieję że kiedyś zapuka do moich drzwi... i wierze ze Ten na Górze pozwoli nam jeszcze byc razem.
Kto wie może kiedyś napisze na tym forum,że moje marzenie się spełniło...
Zadzwonie do niego za rok...zapytam co słychac...Wymyśliłam sobie że dopuki nie zmieni numeru telefonu to będzie oznaczało że nie chce tracic ze mną kontaktu-tak jak mi to wcześniej obiecywał.Jednak nie mam zamiaru robic niczego na siłę,wbrew jego woli .Co przyniesie życie zobaczymy.
GRANDA moje podejście...,no cóż...,realne...takie przypadki naprawdę sie zdażaja,żadko ale sie zdażają.
Zazdroszcze takim osobom odwagi,bo chyba nie można nazwac takiego postepowania głupotą jeśli dwojgu ludziom udaje się byc szczęśliwymi.
A tak w nawiasie-może są tutaj na forum jeszcze inne Penelopy?
nie jestem Penelopą
, ale rozumiem Cię, czytając Twoje posty, widząc historię Twojego życia, Waszej miłości, biorąc pod uwagę Twoje doświadczenie życiowe - rozwód, dzieci nabieram przekonania, że kochasz szczerze, mam nadzieję, że nie beznadziejnie..
Dziękuję KAJA!
Wiesz rób swoje, jak jesteś szczęśliwa. Rozumiem Cię i rozumiem dlaczego się odzywasz, to jasne. Chcesz być z nim za wszelką cenę, bo go kochasz, chcesz, żeby kochał Ciebie, chcesz, żebyście byli razem. Miłość to piękne uczucie. Życzę, żeby był Twój. Chciałbym, żeby mój ex tak o mnie zabiegał, żeby zabiegał właśnie z tego powodu, ale on tylko chce mi zniszczyć życie nie dając o sobie zapomnieć. Powodzenia.
Kwitnąca Wiśnio bardzo dziękuje za te pokrzepiające słowa,nawet nie wiesz jak wiele dla mnie znaczą...
Powiem Ci, ze zal mi Ciebie, tak po ludzku ze wspolczuciem. Twoje zycie bylo, jest i jest duze prawdopodobienstwo, ze bedzie nadal smutne. Nie pisze tego z ironia, albo po to, zeby Ci dogryzc. Zdradzil mnie maz, wiec TE DRUGIE automatycznie powinnam potepiac, ale nie robie tego. Powinniscie porozmawiac szczerze, okreslic swoje wzajemne uczucia, ograniczyc straty do minimum i pozwolic wszystkim budowac cos nowego. Z czasem bedzie jescze gorzej. Ty powinnas przyznac sie do klamstwa i podac powody, on powinien wybrac jedna z was, zona powinna miec swiadomosc, co w trawie piszczy i tez miec szanse na odbudowanie swojego zycia byc moze bez niego. Mnostwo miedzy wami niedomowien. Musisz zrobic porzadek w swoim ogrodku, zbyt wiele osob cierpi w tej chwili. Nie mozesz dopuscic, zeby Twoje czekanie poszlo na marne.
Nie warto żyć marzeniami o przyszłym szczęciu .To trochę jak z gołębiem na dachu można go złapać ale nie koniecznie.Stracisz kilka lat i stwierdzisz jak mogłam zmarnować tyle czasu dla kogoś kto tak naprawdę wcale mnie nie chciał.
Jesteś Wielka AGA!
Pomimo zdrady męża potrafisz zrozumiec ze takie rzeczy po prostu się zdażają...oczywiście nie powinno sie zaczynac,to przede wszystkim ,zeby nie ranic siebie i innych.Jedak gdy już do czegos takiego dojdzie,"przytrafi" sie to wielkie uczucie to wtedy tak trudno sie rozstac...
Wiesz, ktoś gdzieś napisal że milośc w dojrzalym wieku przechodzi się trudniej,podobnie jak choroby wieku dziecięcego...
Masz racje powinnam zrobic porządek w "swoim ogródku".Jednak na te chwile nie mam takiej możliwości,co nie znaczy ze taka okazja sie nie nadarzy.Ufam że go spotkam,chociażby przypadkiem.Muszę/musimy wyjasnic te wszystkie niedomówienia.Bardzo mnie to męczy że Go okłamałam.
NOLINA czasu nie marnuje,bo żyję tak jak mi się udaje,najlepiej jak mogę...bez niego...po prostu żyję!
A tak w nawiasie-może są tutaj na forum jeszcze inne Penelopy?
Hmm... Penelopa jest wzorem wiernej żony....
Gdzie tu analogia do autorki wątku?
Masz racje KASANDRA - AGA jest wielka.
Minie pomogla bardzo - madra Babka.
Powodzenia
Dobrze NIEKOCHANA...zrobie mala zmianę...Jak Penelopa...moze byc?
Chociaz mialam na mysli tylko oczekiwanie i wiernośc...
Czy Ktoras z Was potrafilaby czekac na ukochanego przez wiele lat?
Przez caly czas żyłam dla innch,poświęcałam się zeby inni mieli dobrze,nigdy nie byłam egoistką.I co z tego mam?Ano to że inni bez skrupułow biora od życia to co według nich im się należy.
Zdaje sobie sprawe że wtym momencie wkladam kij w mrowisko ale mam już dośc bycia dobra i szlachetną.
Kasandro - Ty chciałbyś być Penelopą. Ale nie jesteś.
Nie byłaś egoistką? Masz dość bycia dobrą i szlachetną?
Czy uważasz, że Twoje dotychczasowe poczynania zasługują na ten opis?
34 2011-02-01 21:11:23 Ostatnio edytowany przez malina551212 (2011-02-01 21:12:02)
Pisalam o tym wczesniej.
Z zalozenia to forum powinno byc miejscem,gdzie bedziemy staraly sie sobie wzajemnie pomoc.
A corza czesciej staje sie miejscem osobistych wycieczek i slownych przepychanek,niestety.
Nie rozumie zachowania kobiet,ktore wychdza z zalozenia:
"Kto nie jest z nami,jest przeciw nam".
KASANDRA ,
niestety narazilas sie Niekochanej w innym watku i na wynik nie trzeba bylo dlugo czekac.......
"Kasandro - Ty chciałbyś być Penelopą. Ale nie jesteś."
Widzisz, Niekochana wie lepiej kim jestes i kim chcialabys byc niz Ty sama.
Malinko, zgodnie z tym, co zacytowałam Kasandra uważa się za Penelopę. Ale że Penelopa była wierną żoną - trudno to samo mówić o wiernej kochance, nieprawdaż? Tak więc pomimo, iż bardzo by chciała - nie jest. Przynajmniej na razie.
Zadałam proste pytania odnoszące się do treści posta. Nawet zacytowałam, żeby nie było niejasności.
W pierwszym poście Kasandra zapytała: Co o tym sądzicie Forumowicze. Ja wyraziłam swoją opinię. Nie było w tym żadnych osobistych wycieczek - w końcu Kasandra nie umawia się z moim mężem, prawda?
A jeśli chodzi o przepychanki - myślę, że nie musisz mieszać do tego osób trzecich - przepychasz się od wczoraj ze mną.
Hm... oczekujesz, że będę wspierała Kasandrę? Która z nas poradziła adze333 a propos osoby, z którą zdradził ją mąż: "Trzeba bylo smarkule wystawić bez majtek na ulice!" ?
Z nas dwóch to nie byłam ja.
Kasandro - mam wrażenie, że troszkę trudno Ci popatrzeć obiektywnie na Twoją sytuację. Pomijając moja ocenę moralną (którą znasz) - nie masz wrażenia, że zbyt wiele Cię to "kosztuje" emocjonalnie? Mieszkacie blisko siebie - czy naprawdę uważasz, że on nie zauważył, że z nikim się jednak nie spotykasz?
36 2011-02-01 21:51:05 Ostatnio edytowany przez sayonara (2011-02-01 21:53:15)
Kasandra, jeśli wybrałaś taki nik..co miałaś na myśli?
Jesteś albo bezczelna albo dowcipna- sprawdź , jeśli nie doczytałaś "Penelopa"-wierna ŻONA. To są moja droga mity, wierzenia starożytnych- nie dające się zmienić, nawet jakbyś stawała na głowie i zmieniła grecką mitologię, na polską- Penelopa to NIE JEST wierna kochanka, marząca o miłości swojego życia. NIGDY PENELOPĄ NIE BĘDZIESZ!!!
P.S Przepraszam, że nie doczytałam do końca innych wypowiedzi z forum, bo nik Kasandry, temat wywołany "Penelopa" i jej posty sprowokowały mnie do odpowiedzi
Będąc w pełni władz umysłowych,postanawiam odzyskac mojego ukochanego.
Przez caly czas żyłam dla innch,poświęcałam się zeby inni mieli dobrze,nigdy nie byłam egoistką.I co z tego mam?Ano to że inni bez skrupułow biora od życia to co według nich im się należy.
Teraz ja postanowiłam zawalczyc o człowieka który jest miłością mojego życia.Będę to robiła powoli,konsekwentnie dopóki Go nie odzyskam.Czas nie gra roli ,może to trwac 10-15 lat.Stwierdzilam że jest to jedyny mężczyzna z którym moglabym spędzic reszte życia a inni mnie nie interesują.Jeżeli uczucie trwa 20 lat to nie sądze żeby to sie zmieniło.Jesli do mnie wróci to Bóg mi świadkiem że już nigdy nie pozwole mu odejśc!
Nie dbam juz o opinie publiczna,nie interesuje mnie co myślą i powiedzą inni.
Zdaje sobie sprawe że wtym momencie wkladam kij w mrowisko ale mam już dośc bycia dobra i szlachetną.
Tyle się mowi i pisze jakie to jest złe byc tą druga tym drugim.Wiem.Może jednak sie powinno walczyc o swoje szczęście,swoją miłośc jesli dwoje ludzi tak bardzo tego pragnie.Bo niby dla czego nie?Bo to jest niemoralne,bo krzywdzi innych?A co w takim razie z moim życiem,z moimi pragneniami?Czy ja nie mam prawa byc szczęsliwa?Jest żonaty-tak.Rozstaliśmy się jakieś pół roku temu i teraz bardzo tego załuje.W żalu, gniewie,zlości.możliwe że mnie znienawidził.Oklamalam go że kogoś poznalam,ze zakochałam się w kimś innym,po to zeby wrócił do żony i dzieci.Ciągle żyłam w poczuciu winy że robie źle,miałam wyrzuty sumienia.Przez trzy lata romasu rozum mówil co innego a serce co innego.Dopiero teraz pow ielu przemyśleniach,rozum i serce zaczyna współgrac.Możecie nazwac to szaleństwemale ja nie wyobrażam sobie zycia bez niego!
Nie chodzi tu o seks,lecz o braterstwo dusz,przyjaźń.Nie jestem nastolatką lecz dojrzała kobieta więc nie robię tego z zauroczenia ale dojrzałej milości.Teraz czuje gniew na samą siebie,pustke ,zal.Postanwilam jednak życ z całych sil i czekac aż los sie dla mnie odmieni.
Co o tym sądzicie Drodzy Forumowicze?
Szczerze?
jestem pod wielkim wrażeniem!!! NAPRAWDĘ!! gratuluję .... walcz! bo tu chodzi o Twoje szczęście .... łaaał jestem pod wielkim wrażeniem Twojej siły i otwartości pomimo tego że wiesz że zaraz masa ludzi z forum zje Cię żywcem bo on ma żonę i dzieci.
Mnie nigdy by nie było na to stać, ale jedno jest pewne, jeżeli on Cię szczerze kocha to walcz.
WAŻNE!!
czy dzieci są szczęśliwsze gdy widza niekochających się rodziców lub jednego z nich nieszczęsliwego?? nie!! mam troszkę znajomych których rodzice sa po rozwodzie. Moja koleżanka powiedziała kiedyś piękne zdanie:
"gdy teraz patrzę na szczęście mamy i taty osobno, z nowymi partnerami, to myślę że rozwód był dobrą decyzją. Patrzenie na nich męczących się ze sobą bardzo mnie bolało"
TAK właśnie myślę
A za Ciebie trzymam kciuki ![]()
SłONKA Zlociste czy wiecie co to sa porownania!?
Wiem doskonale kim byla Penelopa(lubie mitologie)Dziwie sie ze nikt do tej pory nie zwrocil na to uwagi...Co wam sie nie podoba?
Bylo tyle tematow na forum i akurat tego sie czepilyście.
Oczywiscie ze nigdy nie będe Penelopą doslownie .Nie zyjemy w starożytności i fikcji!
Chodzi tylko o to że będe czekala na swojego ukochanego tyle ile będzie potrzeba,nawt 10 lat!Czy widziecie w tym coś zlego?
Czy nie moge uwspolczesnic Penelopy?Sa sztuki teatralne w wersji wspołczesnej więc czemu Penelopa ma nie byc nowoczesna?
Bo co ,bo to przestepstwo na miare krajowa!?
Ironizuje bo powaliłyscie mnie dokladnie na cztery lopatki tymi wpisami-Niekochana i Sayonara...
MALINA czym się narazilam Niekochanej?
WAŻNE!!
czy dzieci są szczęśliwsze gdy widza niekochających się rodziców lub jednego z nich nieszczęsliwego?? nie!! mam troszkę znajomych których rodzice sa po rozwodzie. Moja koleżanka powiedziała kiedyś piękne zdanie:
"gdy teraz patrzę na szczęście mamy i taty osobno, z nowymi partnerami, to myślę że rozwód był dobrą decyzją. Patrzenie na nich męczących się ze sobą bardzo mnie bolało"TAK właśnie myślę
A za Ciebie trzymam kciuki
Amerah - dokładnie TAK!
Są PO ROZWODZIE. Koleżanka przecież nie powiedziała: "super, że mama/tata ma kochankę/kochanka" tylko pochwaliła ich rozstanie w imię uczciwości. I ja właśnie o tym mówię.
A ja myślę, że jak pisze amerah, że to "łaaał prawdziwa miłość", to powinni coś z tym zrobić- SZCZERZE- a nie tyle lat bawić się w Romea i Julię, którym cały świat przeszkadza w szczęściu.
amerah napisał/a:WAŻNE!!
czy dzieci są szczęśliwsze gdy widza niekochających się rodziców lub jednego z nich nieszczęsliwego?? nie!! mam troszkę znajomych których rodzice sa po rozwodzie. Moja koleżanka powiedziała kiedyś piękne zdanie:
"gdy teraz patrzę na szczęście mamy i taty osobno, z nowymi partnerami, to myślę że rozwód był dobrą decyzją. Patrzenie na nich męczących się ze sobą bardzo mnie bolało"TAK właśnie myślę
A za Ciebie trzymam kciuki
Amerah - dokładnie TAK!
Są PO ROZWODZIE. Koleżanka przecież nie powiedziała: "super, że mama/tata ma kochankę/kochanka" tylko pochwaliła ich rozstanie w imię uczciwości. I ja właśnie o tym mówię.
wydaje mi się że kochanka może być takim katalizatorem do szczęścia lub nieszczęścia
wszystko zależy od tego jak to sie potoczy
a może to jest wielka miłość która zdarza się raz w życiu? przejśc obojętnie czy spróbować?
a jeśli ona wie że z nią będzie szczęsliwszy? że to ona da mu to wszystko czego mu brakuje, da to czego brakuje w tym małżeństwie do pełni szczęścia? że z nią zniknie ten powód dla którego on zdradza? ma nie spróbować? i żałowac całe życie?
a jeśli ona wie że z nią będzie szczęsliwszy? że to ona da mu to wszystko czego mu brakuje, da to czego brakuje w tym małżeństwie do pełni szczęścia?
To akurat najlepiej wie ON - i najwyraźniej woli nadal być z żoną. Tak więc idąc Twoim tokiem rozumowania - podjął decyzję.
SłONKA Zlociste czy wiecie co to sa porownania!?
Wiem doskonale kim byla Penelopa(lubie mitologie)Dziwie sie ze nikt do tej pory nie zwrocil na to uwagi...Co wam sie nie podoba?
Bylo tyle tematow na forum i akurat tego sie czepilyście.
Oczywiscie ze nigdy nie będe Penelopą doslownie .Nie zyjemy w starożytności i fikcji!Chodzi tylko o to że będe czekala na swojego ukochanego tyle ile będzie potrzeba,nawt 10 lat!Czy widziecie w tym coś zlego?
Czy nie moge uwspolczesnic Penelopy?Sa sztuki teatralne w wersji wspołczesnej więc czemu Penelopa ma nie byc nowoczesna?
Bo co ,bo to przestepstwo na miare krajowa!?
Ironizuje bo powaliłyscie mnie dokladnie na cztery lopatki tymi wpisami-Niekochana i Sayonara...MALINA czym się narazilam Niekochanej?
Na łopatki to Ty nas powaliłaś, zamiast Penelopa mogłaś sobie wymyślić inny tytuł . Jako polonistka,i żona jestem niestety na łopatki powalona a nie każde "porównanie" jest niestety DOBRE! A sama postać Penelopy bardzo mi się podoba:) Nie żyjemy w starożytności, ale może niektórzy żyją w fikcji!
P.S Dobry pomysł- współczesna adaptacja mitu o Penelopie, brawo, zmieńmy może jeszcze mit o Syzyfie, współcześnie mógłby być...hmmmm, innej orientacji seksualnej, jak szaleć, to szaleć
:):)
amerah napisał/a:a jeśli ona wie że z nią będzie szczęsliwszy? że to ona da mu to wszystko czego mu brakuje, da to czego brakuje w tym małżeństwie do pełni szczęścia?
To akurat najlepiej wie ON - i najwyraźniej woli nadal być z żoną. Tak więc idąc Twoim tokiem rozumowania - podjął decyzję.
bo ona powiedziała że kogoś poznała i pokochała
kasandra1234 napisał/a:SłONKA Zlociste czy wiecie co to sa porownania!?
Wiem doskonale kim byla Penelopa(lubie mitologie)Dziwie sie ze nikt do tej pory nie zwrocil na to uwagi...Co wam sie nie podoba?
Bylo tyle tematow na forum i akurat tego sie czepilyście.
Oczywiscie ze nigdy nie będe Penelopą doslownie .Nie zyjemy w starożytności i fikcji!Chodzi tylko o to że będe czekala na swojego ukochanego tyle ile będzie potrzeba,nawt 10 lat!Czy widziecie w tym coś zlego?
Czy nie moge uwspolczesnic Penelopy?Sa sztuki teatralne w wersji wspołczesnej więc czemu Penelopa ma nie byc nowoczesna?
Bo co ,bo to przestepstwo na miare krajowa!?
Ironizuje bo powaliłyscie mnie dokladnie na cztery lopatki tymi wpisami-Niekochana i Sayonara...MALINA czym się narazilam Niekochanej?
Na łopatki to Ty nas powaliłaś, zamiast Penelopa mogłaś sobie wymyślić inny tytuł . Jako polonistka,i żona jestem niestety na łopatki powalona a nie każde "porównanie" jest niestety DOBRE! A sama postać Penelopy bardzo mi się podoba:) Nie żyjemy w starożytności, ale może niektórzy żyją w fikcji!
P.S Dobry pomysł- współczesna adaptacja mitu o Penelopie, brawo, zmieńmy może jeszcze mit o Syzyfie, współcześnie mógłby być...hmmmm, innej orientacji seksualnej, jak szaleć, to szaleć:):)
warto pamiętac że to jest jej wątek i jej temat
jeżeli chciałaby go nazwać "Kubuś Puchatek i Hafalumpy" to co??
bo ona powiedziała że kogoś poznała i pokochała
Przez 3 lata codziennie wracał do żony - a nie do niej. Chyba wystarczający czas na podjęcie decyzji - nie sądzisz?
Jeśli by ją kochał naprawdę - odszedłby od żony do niej.
amerah napisał/a:bo ona powiedziała że kogoś poznała i pokochała
Przez 3 lata codziennie wracał do żony - a nie do niej. Chyba wystarczający czas na podjęcie decyzji - nie sądzisz?
Jeśli by ją kochał naprawdę - odszedłby od żony do niej.
i teraz powinnas zrozumieć, brzydkie ale prawdziwe
mężczyzna w dużej części składa się z (sorry za określenie) pipy która potrzebuje prowadzenia za rączkę ... nie pokażesz że tak można to nie pomyśli sam. że też samodzielnie decydują się zdradzać hmm?!?!
niekochana72 napisał/a:amerah napisał/a:bo ona powiedziała że kogoś poznała i pokochała
Przez 3 lata codziennie wracał do żony - a nie do niej. Chyba wystarczający czas na podjęcie decyzji - nie sądzisz?
Jeśli by ją kochał naprawdę - odszedłby od żony do niej.i teraz powinnas zrozumieć, brzydkie ale prawdziwe
mężczyzna w dużej części składa się z (sorry za określenie) pipy która potrzebuje prowadzenia za rączkę ... nie pokażesz że tak można to nie pomyśli sam. że też samodzielnie decydują się zdradzać hmm?!?!
Przepraszam, możesz to napisać jaśniej?
Juz Ci odpowiadam PENELOPA.
Twoj wczorajszy wpis na : "TA TRZECIA......"
Zacytuje Twojego posta:
" Dla czego uważacie ze AMARAH rozwala malzenstwo?Przecież gdyby on nie chcial to by nie zdradzal!
To jego żona jego rodzina,jego dzieci i to ON powinien o nich zadbac!
AMARAH na sznurku go nie ciągnie!"
Wpis o23ciej.
23.10,wpis Niekochanej na Twoj watek.
50 2011-02-01 23:15:10 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-02-01 23:24:20)
[
mężczyzna w dużej części składa się z (sorry za określenie) pipy która potrzebuje prowadzenia za rączkę ... nie pokażesz że tak można to nie pomyśli sam. że też samodzielnie decydują się zdradzać hmm?!?!
Nic nie rozumiem?
Juz Ci odpowiadam PENELOPA.
Twoj wczorajszy wpis na : "TA TRZECIA......"
Zacytuje Twojego posta:
" Dla czego uważacie ze AMARAH rozwala malzenstwo?Przecież gdyby on nie chcial to by nie zdradzal!
To jego żona jego rodzina,jego dzieci i to ON powinien o nich zadbac!
AMARAH na sznurku go nie ciągnie!"Wpis o23ciej.
23.10,wpis Niekochanej na Twoj watek.
Malinko, czy chciałabyś, żebym właśnie z Tobą konsultowała moje poruszanie się po wątkach? Treść postów życzysz sobie cenzurować?
Niestety, nic z tego - buldogi są uparte ![]()
amerah napisał/a:[
mężczyzna w dużej części składa się z (sorry za określenie) pipy która potrzebuje prowadzenia za rączkę ... nie pokażesz że tak można to nie pomyśli sam. że też samodzielnie decydują się zdradzać hmm?!?!Nic nie rozumiem?
moim zdaniem to że spotykał się z nią od 3 lat i wracał do żony o niczym nie świadczy
bo, ponieważ, gdyż
doszłam do wniosku że to mężczyźni są słabi,nie postawisz ich pod ścianą nic nie zrozumieją. Do tego boją się wszystkiego bardziej, tego co zrobi żona co z dziećmi - nawet kosztem własnego szczęścia i właśnie patrzenia dzieci na to co się dzieje z ich nieszczęśliwymi rodzicami. Wybierają to co proste...
dziwi mnie to że ona powiedziała że poznała kogoś i pokochała a on zniknął
czy kochał naprawdę dlatego stwierdził że się usunie dla jej szczęścia? którego sam się jej bał dać????
ale jak już pisałam mam dziś dziwny dzień ...
moim zdaniem to że spotykał się z nią od 3 lat i wracał do żony o niczym nie świadczy
bo, ponieważ, gdyż
doszłam do wniosku że to mężczyźni są słabi,nie postawisz ich pod ścianą nic nie zrozumieją. Do tego boją się wszystkiego bardziej, tego co zrobi żona co z dziećmi - nawet kosztem własnego szczęścia i właśnie patrzenia dzieci na to co się dzieje z ich nieszczęśliwymi rodzicami. Wybierają to co proste...
dziwi mnie to że ona powiedziała że poznała kogoś i pokochała a on zniknął
czy kochał naprawdę dlatego stwierdził że się usunie dla jej szczęścia? którego sam się jej bał dać????ale jak już pisałam mam dziś dziwny dzień ...
Amerah: odpowiedz szczerze, czy uważasz, że mężczyźni są tak upośledzeni i bezwolni, że nie potrafią podjąć sensownej decyzji?
Otóż nie trzeba ich stawiać pod ścianą - oni doskonale wiedzą, co jest DLA NICH najlepsze. I do tego się stosują.
Najlepsza sytuacja dla tego typu mężczyzny: żona i kochanka. Żona od tej "codziennej" sfery, a kochanka jako przyjemna odskocznia. Zawsze uśmiechnięta, zawsze chętna i stęskniona (pisze to bez złośliwości).
No i ważne - kochanka nie powinna "stwarzać problemu" - mówi więc jej, że dobro dzieci jest dla niego najważniejsze. Albo że żona nie przeżyje jego odejścis, albo że nie da mu rozwodu, albo że go zrujnuje. Ble, ble, ble...
Każdy człowiek chce być szczęśliwy. I każdy podejmuje wybory, dla każdego są inne priorytety. Dla kochanki uniesienia i wyrwane chwile, dla żony poczucie zmiany (może straty, a może zysku), dla dzieci zawsze poczucie odrzucenia.
Miłość jest zawsze ważna, ale najważniejsze jest to co z nią zrobimy. Może warto czekać, może warto jest o sobie przypominać a może nie. Kiedyś przeczytam zdanie, że jeśli się kocha człowieka, to nie można go kurczowo trzymać przy sobie, trzeba dać mu wolność wyboru, jeśli kocha to wróci. Tyle, że może nie będzie miał już dokąd wrócić, bo odchodząc zniszczył wszystko co wcześniej zbudował.
54 2011-02-02 01:47:08 Ostatnio edytowany przez malina551212 (2011-02-02 01:48:23)
KASANDRA,
trafilas w sedno- KAZDY CZLOWIEK CHCE BYC SZCZESLIWY.......
Kwestia tego,co komu daje szczescie jest bardzo plynna i umowna.
Dla jednych szczescie,to miska cieplej strawy,dla innych butelka wodki,dla jeszcze innych super fura......
Tyle,ile jednostek, tyle definicji,co daje szczescie.
Zadziwiajace zatem (dla mnie) jest to,ze sa osoby,ktore DOKLADNIE wiedza,co powinno dac szczescie Tobie,czy mnie,czy innym uczestniczkom forum.
I dokladnie te same osoby wiedza,co nam szczescia nie da.........
Zapytam zatem -jak,majac taka wiedze,poparta tonami lektur,te osoby ciagle " siedza " na forum?!
I ciagle ,i uparcie twierdza,ze one wiedza lepiej.....
Pozdrawiam Cie
- i chociaz,z racji moich niechlubnych doswiadczen,powinnam Cie potraktowac jako potencjalne "zagrozenie";
powiem jeszcze raz FACET PONOSI WINE ZA ZDRADE.
I mam gleboko gdzies,ile zon (sama nia bylam),na mnie napluje
Trzymaj sie.
Wina zawsze leży po stronie zdradzającego. Gdyby facet był porządny, to kochanka nigdy nie zostałaby kochanką. Osobiście współczuję i kochance, i żonie- bo obie w pewien sposób stają się ofiarami palanta. Można zarzucać kochance brak solidarności z kobietami- ale to nie ona przysięgała wierność i miłość jego żonie, czyż nie? Poza tym, nie oszukujmy się- nie ta to inna, jak chciał zdradzić to i tak by sobie znalazł kogo trzeba...
Dla czego niektorym osobom tak trudno jest zrozumiec dla czego mężczyźni nie potrafia odejśc od swoich żon,rodzin.
Wyobraźmy sobie że budujemy coś przez jakieś 20 lat z trudem,mozolem,wkladamy w to całe swoje serce,swój czas...i nagle co mamy to wszystko zburzyc!?
W imie kochanki,w imie miłości...Nie uważacie ze to jest zbyt trudne?Poukladane życie zmienic nagle w ruinę i zaczynac wszystko od nowa?To jest trudne,bardzo trudne,zarówno dla kobiety jak i mężczyzny!Dla tego tak rzadko sie zdarza ze odchodzą...tym bardziej ze nigdy nie ma pewności jak nowy związek by sie potoczyl...ale tego tez nie wiemy zakladając rodzine.
Każdy boi sie tak wielkiego ryzyka-budowac a potem zrujnowac i znowu zaczynac od poczatku-to nielogiczne i sie nie ima!Nie dla tego że nie kocha np kochanki.
Często używacie argumentów że jakby kochal to by odszedł-nieprawda!Zostaje...cierpi...ale zostaje...i to nie oznacza że kochanka nie jest dla niego ważna osobą w życiu!
NIEKOCHANA wracał do żony bo niby gdzie mnial wracac,przecież do swojego domu!
Ahas...oglądalaś wspolczesna wersje "Romeo i Julia" Józefowicza?Super widowisko!
Moze kiedyś będa i przygody Odyseusza w wersji współczesnej...byloby ciekawie!
Dla czego niektorym osobom tak trudno jest zrozumiec dla czego mężczyźni nie potrafia odejśc od swoich żon,rodzin.
Wyobraźmy sobie że budujemy coś przez jakieś 20 lat z trudem,mozolem,wkladamy w to całe swoje serce,swój czas...i nagle co mamy to wszystko zburzyc!?
W imie kochanki,w imie miłości...Nie uważacie ze to jest zbyt trudne?Poukladane życie zmienic nagle w ruinę i zaczynac wszystko od nowa?To jest trudne,bardzo trudne,zarówno dla kobiety jak i mężczyzny!Dla tego tak rzadko sie zdarza ze odchodzą...tym bardziej ze nigdy nie ma pewności jak nowy związek by sie potoczyl...ale tego tez nie wiemy zakladając rodzine.
Każdy boi sie tak wielkiego ryzyka-budowac a potem zrujnowac i znowu zaczynac od poczatku-to nielogiczne i sie nie ima!Nie dla tego że nie kocha np kochanki.
Często używacie argumentów że jakby kochal to by odszedł-nieprawda!Zostaje...cierpi...ale zostaje...i to nie oznacza że kochanka nie jest dla niego ważna osobą w życiu!NIEKOCHANA wracał do żony bo niby gdzie mnial wracac,przecież do swojego domu!
Ahas...oglądalaś wspolczesna wersje "Romeo i Julia" Józefowicza?Super widowisko!
Moze kiedyś będa i przygody Odyseusza w wersji współczesnej...byloby ciekawie!
napisze tylko:
BRAVO!! ![]()
komentować nie trzeba, to było świetne !! ![]()
Szkoda musze spadac do pracy...ups...pojawiła sie nowa Kasandra...ciekawe...
AMERAH wierze że On Cię kocha ale nie może zrobic nic więcej na te chwile...!
Szkoda musze spadac do pracy...ups...pojawiła sie nowa Kasandra...ciekawe...
AMERAH wierze że On Cię kocha ale nie może zrobic nic więcej na te chwile...!
nie wiem czy on mnie kocha, nie wiem...
nie jest to tak proste jak u innych że po 2 miesiącach powiedzieli sobie "Kocham Cię"
nie powiedziałabym nigdy tego jemu, myślę i tak że on to widzi, ale nie mogłabym, zwyczajnie nie mogłabym.
to należy do zbioru słów których sobie nigdy nie powiemy
Nie kocha. Miłość tak nie wygląda. Gdyby kochał, to zostawiłby żonę i uszczęśliwiał tylko Ciebie.
BUSIU obawiam sie że Twoje stwierdzenie jest mylne!Gdyby kochal to zostawilby żone...Może kochac ale nie stac go na to zeby zostawil swoją rodzine z wielu wzgledow.
Co innego chciec a co innego móc!
AMERAH doskonale rozumiem co masz na myśli...On nawet nie powinien tego mowic...
Ja swojemu kochankowi powiedzialam że go kocham,jednak gdy zapytalam jego czy kocha mnie-odpowiedzial że wiele lat temu to powiedzial i do tej pory nie zmienil swoich uczuc,ze sama powinnam znac odpowiedz na to pytanie...
Masz racje AMERAH sa slowa i zachowania ktore nigdy nie będa mialy miejsca w związku kochanka-kochanek...
Rozumiem tez Ciebie ze dla 2godzin czasu z nim jestes gotowa poświęcic te 4 godziny placzu...ja tez tak czulam,tez wystarczalo mi te 30%Jego osoby i nie liczylo sie dla mnie to ze te pozostale 70% przeznacza dla swojej rodziny...bo wiedzialam,czulam że jej nie kocha...
Wyobraźmy sobie że budujemy coś przez jakieś 20 lat z trudem,mozolem,wkladamy w to całe swoje serce,swój czas...i nagle co mamy to wszystko zburzyc!?
W imie kochanki,w imie miłości...Nie uważacie ze to jest zbyt trudne?Poukladane życie zmienic nagle w ruinę i zaczynac wszystko od nowa?To jest trudne,bardzo trudne,zarówno dla kobiety jak i mężczyzny!Dla tego tak rzadko sie zdarza ze odchodzą...tym bardziej ze nigdy nie ma pewności jak nowy związek by sie potoczyl...ale tego tez nie wiemy zakladając rodzine.
Każdy boi sie tak wielkiego ryzyka-budowac a potem zrujnowac i znowu zaczynac od poczatku-to nielogiczne i sie nie ima!
I właśnie to rujnowanie życia całej rodziny jest jego i Twoim udziałem.
Kasandra1234 czemu Ty go tak tłumaczysz? Ja rozumiem że kochasz, przeżywasz uniesienie, żal i poczucie niesprawiedliwości w jednym, ale po wafla go tak tłumaczysz?
Duża jesteś to pewnie wiesz, że faceci to nie bezwolne cielęta czekające tylko na estrogenowego kopa żeby podjąć podstawowe czynności życiowe. Ja już gdzieś pisałam - facet to nie pantofelek tudzież ameba z przyczepionym nabiałem.
Po cholerę ich tak obrażać? Albo że się tylko popędem kierują kopulatory jedne.
Jeśli Twój obiekt westchnień jest tak cudowny jak mówisz, to pewnie ma przysłowiowe jajca oraz szare komórki, co w połączeniu pozwala mu na podejmowanie samodzielnych decyzji. Może się przy żonie męczy, może ona też by sobie pohasała - kawa na ławę i pędem po szczęście. Boisz się że Cię nie wybierze?
Mylisz sie KRIS ,wlasnie sie wtedy przestraszylam że moze wybrac wlasnie mnie!I wtedy schowalam sie w swoja skorupke a zeby sie jakoś"usprawiedliwic" sklamalam ze kogos nowego poznalam...
Cholernie teraz tego żaluja bo boje sie że niepredko go spotkam i dostane szansę jakichkolwiek wyjasnień a sama nie mam odwagi do niego zadzwonic...
KRIS ja go nie tlumacze,lecz probuje tak ogolnie wyjasnic "zjawisko" pozostawania w zwiazkach ktore tak naprawde juz dawno przestaly byc zwiazkami partnerskimi i z milości.Niestety ale to jest brutalna prawda...
Właśnie dla tego że faceci jeszcze uzywaja szarych komórek to nadal pozostaja w tych związkach!
Gdyby kierowali sie wylącznie glosem serca to nie wiem ile byloby rozwodow!
NIEKOCHANA jak sama wiesz z życia ,to każdy przypadek jest inny,nie możesz tu generalizowac!
Jesli facet lubi poprostu babskie towarzystwo i lubie sobie skakac z kwiatka na kwiatek to uwazam ze nie zasluguje na nic dobrego,ale na zwyklego kopa z życia kobiety...jeśli jednak faktycznie sie zakocha to sutuacja wyglada juz inaczej...tak wiec rujnowanie rodziny niekoniecznie może byc takim zamierzonym dzialaniem...Nie chcialabym tego faktu usprawiedliwiac ale chyba muszę.Jestesmy tylko ludzmi.
W tej sytuacji zona/mąż nie powinni sie nawet uważac za winnych za gorszych od kochanka/ki gdyz to nie oni tak naprawde ponosza wine za zaistniala sytuacje.Czasami zyciem czlowieka rządzą wyniosłe uczucia...
Ahas ...jeszcze jedno żeby nie bylo niedomowien ,,,nie jestem DDA ani DD cos tam...!