Witam Drogie Dziewczyny!
Mój problem pojawił się z dnia na dzień. Święta spędziłam samotnie setki kilometrów od rodziny w obcym kraju. Były to moje pierwsze Święta z dala od domu i bardzo to przeżywałam. Wigilię spędziłam z moim chłopakiem, lecz niestety w pozostałe dni przerwy Świątecznej pracował, ja zaś miałam wolne. Przez kilka dni siedziałam w domu, ciągle płakałam bo oprócz mojego chłopaka nikogo nie było przy mnie ponieważ każdy spędzał Święta z Rodziną. Czułam się wręcz okropnie i wylałam morze łez w czasie Świąt. Mało się odzywałam ( w sumie to mogłam się tylko odezwać do swojego jak wracał z pracy), ciągle płakałam teraz oczywiście minął już trochę ten depresyjny stan. Mój chłopak zaś zarzucił mi i powiedział wczoraj, (cytuję) ''spierd...mi Święta szkoda, że spędziliśmy je razem''. Okropnie mnie to zabolało bo nie musiałam z nim zostać, mogłam jechać do rodzinnego domu ale nie miałam serca Go zostawić i tylko dla niego zostałam. A on mi wyjechał z takim tekstem! A ja naprawdę starałam się, pomimo innych tutaj tradycji i kultury zachować polską. Przygotowałam Wigilie, wystroiłam mieszkanie i ogólnie wyglądało wszystko prawie jak w domu, mnie jednak te Święta samotnie nie będąc z moja mamą itp zdołowały na maxa. Chodziłam ze przybitą miną, ale żeby w taki sposób mi ''dziękować..'' Pokłóciliśmy się naubliżał mi, że jestem nienormalna a także wyśmiał rzeczy, które kupiłam na dekoracje mieszkania, że są tanie, brzydkie...i że tylko na tanie rzeczy mnie stać(mój facet pochodzi z bardzo bogatej rodziny, ja jednak wychowałam się w dużej biedzie i patologii i jestem troszkę bardziej nauczona szanować pieniążki poza tym pracuje i studiuje w obcym kraju więc musiałam brać pożyczki na spłatę szkoły) i choć on widział mnie płaczącą i smutną nic z tym nie zrobił. Tak głęboko mnie to zraniło, że postanowiłam zostawić Go samego w Sylwestra więc wykorzystałam jedyne zaproszenie od koleżanki i poszłam nic mu nie mówiąc zresztą on i tak kończył pracę o 22 Miło spędziłam tam czas a telefon miałam w kurtce i odebrałam telefon o 11 mówiąc mu, że będę za 15 minut w domu. Niestety przyznam się to 15 minut przedłużyło się do 1.5 godziny. Więc w domu pojawiłam się dopiero o 12:30 już w Nowym Roku. Chciałam z nim spędzić Sylwestra mimo wszystko, ale zaczęłam sobie przypominać jego słowa więc uznałam że jak posiedzi sobie trochę sam to może doceni w końcu moją obecność jak i jej brak. Nie wróciłam pijana, bo wypiłam jednego drinka poza tym nie miałam ochoty bawić się w Sylwestra chciałam mu trochę zrobić na złość. No i gdy wróciłam zaczęło się - '' gdzie byłaś, na pewno w przyszłości mi się puścisz i jak mogłaś mnie zostawić samego a następnie zapytał mnie kto się wyprowadza z mieszkania ja czy on?'' starałam mu się wytłumaczyć, że wcześniej wygarnął mi ''spier...Święta'' to czego ode mnie oczekuje. Ale on postawił na swoim twierdząc, że on chciał mnie przeprosić zrobić niespodziankę (kupił kwiaty, przygotował szampana itd) a ja nadużyłam jego zaufanie! Bo powiedziałam mu że za 15 minut będę. Naprawdę starałam się wytłumaczyć, że nic się nie dzieje bez przyczyny i że gdyby mnie tak nie obraził nie zostawiłabym go na te dwie godziny samego. On twierdzi, że jego zaufanie o 25% spadło i że albo pójdę na jego warunki tzn ''będę szczera i przestanę nadużywać jego zaufanie'' i na pewno między nami się ułoży a jeśli nie to się rozstajemy!
Nie wiem co mam o tym myśleć, trochę gadaliśmy i przeprosiłam Go, że go zostawiłam ale czy słusznie On się zachował? Czy faktycznie miał powód grozić mi rozstaniem i wszystko wyszło że ja zepsułam...a ja wzięłam sobie jego słowa do serca dlatego uznałam że może Sylwestra spędzi lepiej ale beze mnie...i teraz nie wiem czy warto dla takiego chłopaka się poświęcać jak ja bo w miłości oddaje cała siebie...Jesteśmy ze sobą 11 miesięcy. Proszę Was o jakieś rady bo nie wiem jak mam na to patrzeć i czy nadal się obwiniać...