Witajcie, chciałabym się Was poradzić. Podoba mi się ktoś, dobrze mi się z nim rozmawia, dobrze się czuję w jego towarzystwie, interesuje mnie, najprościej mówiąc - chętnie bym go poznała bliżej. Z jego strony jest sympatia, błysk w oku, są sygnały zainteresowania.
Jednak jest coś co mnie hamuje i brakuje mi trochę odwagi. Sytuacja jest taka, że jestem od niego zależna pod względem służbowym. W tej sytuacji oboje mamy coś do stracenia - mi zależy bardzo na pracy, staram się wykonywać jak najlepiej swoje obowiązki. Nie chciałabym też, aby ludzie - współpracownicy-koledzy upatrywali ewentualnych moich sukcesów niesłusznie jako protekcji, chodach u szefa - wiecie o co chodzi. Poza tym są moimi kolegami i nie chcę aby czuli się źle w moim towarzystwie bojąc się np żebym nie zawiodła ich zaufania.
On jako szef chce zapewne być nieskazitelny w oczach podwładnych, być autorytetem i chce aby go szanowali - nic dziwnego. Spotykając się z podwładną naraziłby się choćby na plotki, mogące być nawet przykre i ogólnie na atmosferę sensacji.
Naprawdę podoba mi się - w takim ogólnym znaczeniu, jak nikt inny mężczyzna. I wiem generalnie, że praca to praca - wymaga skupienia i zakochanie nie sprzyja koncentracji, zwłaszcza gdy obiekt tego zauroczenia jest blisko. Z drugiej strony nie ma niczego złego w tym, że człowiek się zakocha, eh. Znajduję tu za i przeciw i...no właśnie co Wy o tym myślicie? Oczywiście rozważam tylko sytuację jasną, gdy obie strony czują tak samo i nie mają zobowiązań rodzinnych - są wolni pod tym względem.