Naiwność - Czyżby inni mieli racje? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ZWIĄZEK NA ODLEGŁOŚĆ, MIŁOŚĆ PRZEZ INTERNET » Naiwność - Czyżby inni mieli racje?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 8 ]

Temat: Naiwność - Czyżby inni mieli racje?

Witam.

Nie całe 3 miesiące temu mój chłopak wyjechał na studia na drugi koniec Polski. Niestety z wielu przyczyn nie mogłam tam pojechać razem z nim. Jesteśmy parą od ok. 2,5 roku. Na ogół mało się kłóciliśmy, bardzo dobrze się dogadywaliśmy. Wiele przeszliśmy razem, doświadczyliśmy wielu prób, które wzmocniły nasz związek. Do momentu jego wyjazdu na studia wszystko układało się cudownie, wiadomo były upadki ale więcej było tych wzlotów. W wakacje chcąc spędzać ze sobą jak najwięcej czasu on pomieszkiwał u mnie, albo ja u niego i tak przez całe wakacje. Wiele razy rozmawialiśmy przed jego wyjazdem o naszym związku o tym co z nami będzie, czy jesteśmy w stanie poradzić sobie z ową odległością. Za każdym razem zapewniał mnie, że nam się uda, że jest tego pewny. Mówił, że roztanie z powodu wyjazdu na studia to głupota i jest to śmieszne i dziecinne zachowanie.
W końcu nadeszła pora jego wyjazdu. Codziennie po kilkanaście godzin pisaliśmy sms, rozmawialiśmy przez telefon. Po miesiącu miałam tydzień przerwy na uczelni, postanowiłam do niego pojechać. Spędziłam z nim cudowny tydzień. Było widać gołym okiem, że cieszył się z mojego przyjazdu, że mógł spędzić ze mną ten tydzień. Przez cały ten pobyt można powiedzieć, że przeżywaliśmy "od nowa" nasze zakochanie, skakał koło mnie, wręcz nosił na rękach, wszystko było jak z bajki. Mimo, to zauważyłam, że się troche zmienił przez ten miesiąc. Niby to nic nie pokojącego, ale już rzuciło mi się w oczy pare dziwnych - jak na niego zachowań. Zlekcewazyłam to, uznałam, że jestem jak zwykle przewrażliwiona i "widze coś czego nie ma". Wróciłam do domu, i tak mijały kolejne tygodnie.. Aż tu nagle po 3 tyg. od momentu mojego powrotu od Niego, doszło do mocniejszej wymiany zdań- to nawet nie była sprzeczka. Troche na siebie "poburczyliśmy" i w pewnym momencie rozładował mu się telefon - on tego nie zauważył - przynajmniej tak twierdził. Miał przez ok. dobę wyłączony tel. i od tego wszystko się zaczeło. W końcu z powrotem włączył telefon, przeprosił mnie za całą tą sytuację. Na pozór wydawałoby się, że jest wszystko OK, aż tu nagle wyszło z rozmowy, że w czasie tego "dobowego" milczenia rozmyślał o naszym związku. Doszedł do wniosku, że nie wie co do mnie czuje, czy chce być ze mną, czy jest ze mną szczęsliwy, na koniec stwierdził, że moge spodziewać się najgorszego.[ gdzie dzień przed tą całą sytuacją zapewniał mnie, że jest pewien, że mnie kocha, że chce ze mną być, że nam się uda i nie ma co do tego tamatu rzadnych wątpliwości !!!] Rozmowa była długa, każdy sms był boleśniejszy. Poczułam, że trace grunt pod nogami. Nasz związek był czymś w co wierzyłam i nigdy nie miałam wątpliwości. Zawsze uważałam, że to jest ten jedyny zważywszy na to co przeszliśmy, jego ciężką chorobę- możnaby pokusić się o stwierdzenie, że był jedną nogą w grobie. Od momentu kiedy wyznał mi, że nie jest pewien swoich uczuć, wszystko się zmieniło. Nic nie było jasne. Na każde zadane przeze mnie pytanie odpowiadał tak samo "nie wiem". W pewnym momencie stwierdził, że chce znaleść szczęście, że oboje mamy dać sobie zielone światło.. Jeśli on nie znalazłby żadnej innej "wybranki" to oznaczałoby, że mnie kocha i dalej będzie ze mną, a jesli druga opcja to się roztaniemy. W wyniku tej całej sytuacji zaczeliśmy po jakimś tygodniu coraz rzadziej ze sobą rozmawialiśmy, każde z nas zajęło się naukom. Lecz kontakt się nie urwał. Nasze rozmowy były coraz chłodniejsze. W końcu doszło do tego, że ciągle były o coś pretensje, co prawda rozmowy nie kończyły się kłótnią ale nastrój się znacznie pogarszał. Przez cały ten okres tłumaczyłam sobie, że jest mu tam samemu ciężko, zdala od rodziny, znajomych, wiecznie tylko nauka- jest na bardzo ciężkiej uczelni, gdzie trzeba się ciągle uczyć by nie wylecieć.. On tak właśnie robi możnaby stwirdzić, że każdy jego tydzień jest identyczny.. 0 czasu dla siebie i tylko ksiazki, presja, samotnosc.. W między czasie powiedziałam mu, że chce się starać o przeniesienie i jak najszybciej zacząc nauke na jego uczelni. Stwierdził, że on tego nie chce i tak będzie lepiej, dla mnie, że nie chce zniszczyć mi życia. Wiedziałam, że jego zachowanie jest bardzo dziwne, gdyby miał inną na boku to by nie kręcił tylko powiedział wprost- jest szczerym człowiekiem i udowodnił mi to wiele razy. Ciągle coś mi nie pasowało w jego zachowaniu. Przecież nie można się odkochać z dnia na dzień. Kilka dni temu przyznał, że zaczyna zawalać studia zaczyna robić rzeczy które sam wcześniej potępiał. Zaczął umawiać się z różnymi ludzmi, których nie zna na tzw. popijawy. Np. ostatnio ustawił się z jakimś kolegą na picie o 4 nad ranem, pili do godziny 7, gdzie o godzinie 8 miał ważne kolokwium które przespał. Zaczyna się bawić.. Tak wiem większość studentów tylko by się bawiło piło i tak w kółko.. Ale mój chłopak jest bardzo odpowiedzialnym czlowiekiem, jak już wcześniej powiedziałam potępiał takie zachowanie. A tu nagle tak własnie postępuje. Sam mówi, że go to miejsce niszczy.. Chce mu pomóc ale czasem nie wiem jak z nim rozmawiać jak do niego z sercem a on traktuje mnie jak psa. Za każdym razem powtarzam sobie, że wróci na świeta, porozmawiamy i miejmy nadzieje, że się ułoży. Ale z każdym dniem rodzi się we mnie coraz większa wątpliwość, jestem wstanie zrobić wszystko by od nowa obudzić w nim uczucie, natomiast mam wrażenie, że on to jednego dnia odrzuca, a drugiego "przyjmuje". Twierdzi, że jeśli ma się ułożyć to wszytko ułoży i będzie ok, a jesli nie to mam się pogodzić i już. Są też momenty, iż czuje jakby ze mną rozmawiał z przymusu. Jednego dnia mówi, że nigdy nie będe mu obojętna a drugiego, że mu wszystko jedno. Ewidentnie widać, że ma problem i coś się z nim dzieje. Tylko jak mu pomóc, skoro on nie chce nic powiedzieć. Ciągle tylko słysze: nie wiem, nie wiem i nie wiem.. Powtarzam mu jaki jest dla mnie ważny, co do niego czuje, że chce mu pomóc, że staram się go zrozumieć.

Pomóżcie!! sad

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Naiwność - Czyżby inni mieli racje?

Wcześniej mieszkał z rodzicami w domu, a teraz jest panem siebie? Jeżeli tak, to teraz widać, jak działa na niego zerwanie ze smyczy i brak złotej klatki.

3

Odp: Naiwność - Czyżby inni mieli racje?

Prawdopodobnie jest tak jak myślisz i ma jakiś problem z którym nie potrafi sobie poradzić. Dwie rzeczy przychodzą mi do głowy - albo to jest coś, czego się wstydzi i boi się co byś sobie o nim pomyślała gdybyś się o tym dowiedziała, do tego stopnia, że go to dołuje i że odpycha Cię od siebie gdyż uważa, że tak będzie dla Ciebie lepiej. Z drugiej strony możliwe, że jednak kogoś poznał, albo Cię zdradził i nie potrafi się do tego przyznać. Może również być tak, że jednak wasz związek nie był tak silny jak myślałaś i skoro tak jest, to nie ma sensu tego ciągnąć. Moim zdaniem powinnaś w ostatnim akcie rozpaczy wykrzyczeć mu wszystko w choćby rozmowie telefonicznej, może zmusić, żeby zachował się jak facet i miał na tyle odwagi, żeby powiedzieć Ci prosto w twarz o co chodzi i postanowił coś, bo jest facetem, a Ty teraz cierpisz z jego powodu i nie wiesz co masz robić. Jeżeli nie da Ci jednoznaczej odpowiedzi to znak, że facet jest dla Ciebie za słaby psychicznie i to dobrze, że dowiadujesz się o tym teraz a nie za 5-10 lat, gdy będziecie mieli rodzinę, problem i nie będziesz mogła na niego liczyć. Jeżeli powie, że to koniec - postaraj dać sobie z nim spokój i poszukaj innej podpory. Zaznaczam, że to jedynie moja opinia i powinna Ci służyć jedynie jako inspiracja a nie wyznacznik tego co masz zrobić. Ty najlepiej znasz sytuację i wiesz co masz zrobić. Jedyne co mogę dodać, to to, że jeżeli on nie zacznie się starać, tylko ciągle Ty, to jedynie tracisz czas.

4

Odp: Naiwność - Czyżby inni mieli racje?

Droga Menfis, mnie się wydaje, że powinnaś po prostu odpuścić i zobaczyć co on zrobi. Licząc się z tym niestety, że prawdopodobne iż nie zrobi nic. Głową muru nie przebijesz, jeżeli jemu nie zależy na tym żeby utrzymać Wasz związek nic na to nie poradzisz. Moje zdanie jest takie, że jeżeli komuś zależy na drugiej osobie to cokolwiek by się nie działo, jakkolwiek stresujące sytuacje życiowe nie miałyby miejsca nie odpycha się tej osoby i się jej nie zaniedbuje. Jeżeli powiedziałaś mu, że chcesz go zrozumieć i to jaki jest dla Ciebie ważny to bardzo dobrze, powinien to wiedzieć. I zdecydować się co chce z tym zrobić. Nie możesz żyć na takiej huśtawce, że jednego dnia mówi Ci, że jak się ma ułożyć to się ułoży a drugiego, że mu wszystko jedno, nie może być mu wszystko jedno i przy takim podejściu na pewno samo nie ułoży się nic. Zdystansuj się,  zobacz co zrobi. Może gdy zobaczy, że może Cię stracić poczuje, że tego nie chce. Jeżeli do takich wniosków nie dojdzie to lepiej żebyś dała sobie z nim spokój... I jak Caramban napisał(a)- bardzo możliwe, że to typ słaby psychicznie, na którym nie można polegać i lepiej dowiedzieć się o tym wcześniej niż później... Pozdrawiam.

5

Odp: Naiwność - Czyżby inni mieli racje?

Menfis
niestety na siłę nic nie zrobisz, nie pomożesz mu na siłe...wiem że cię boli to,że kiedys byłaś przy nim gdy jego życie wisiało na włosku...
Kiedy przyjedzie na święta spróbuj z nim szczerze porozmawiać...ale nie proś go o uczucia.
Miłość ,szacunek -jest albo ich nie ma.

Powodzenia.

6

Odp: Naiwność - Czyżby inni mieli racje?

Tak właśnie zrobiłam, dziękuję smile

7

Odp: Naiwność - Czyżby inni mieli racje?

I jak to się wszystko skończyło?
Przyznam, że kilka zachowań, które opisałaś widzę i na "swoim podwórku" z M. ;|

Posty [ 8 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ZWIĄZEK NA ODLEGŁOŚĆ, MIŁOŚĆ PRZEZ INTERNET » Naiwność - Czyżby inni mieli racje?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024