Witam... Choć ten problem od dwóch lat dotyczy także mnie jak na razie jest mi troszkę ciężko o tym pisać... Głównie chyba chciałabym poznać ludzi, których męczy to samo, co mnie... Rodzina i znajomi nie rozumieją tego, co przeżywam jakby słowa trafiały w próżnię....Mimo świadomości tego, co się ze mną dzieję wiem, że to reakcja na stres na to, co kiedyś było?nie potrafię tego opanować. Każdy atak jest inny, każdy jest gorszy i silniejszy (według mnie), każdy tak samo wyczerpuję? i w jakimś stopniu załamuje. Ciągle tylko słyszę ? sama się do tego doprowadziłaś, wmówiłaś sobie ból?, ?ty chcesz być chora?, ?czy to nie można sobie wytłumaczyć, że to nerwy?, ja to wszystko wiem jednak nie w momencie, kiedy mam atak? a takie gadanie nie pomaga sprawia tylko, że czuje się bardziej winna. Chciałabym żeby moi bliscy zrozumieli, że jest mi ciężko naprawdę ciężko i nie chodzi tylko o lęki, o ataki paniki?.Błędne koło. Najgorsze jest to, że nie mogę nad tym panować?, że pamiętam siebie zanim to wszystko się zaczęło i znów nerwy, że mimo tego, że próbuje nie potrafię już taka być...Pozdrawiam wszystkich ![]()
2 2010-12-07 13:12:44 Ostatnio edytowany przez gazia (2010-12-07 13:15:11)
Witaj, ja po tych wydarzeniach z mezem tez popadlam w okropny stan pod wzgledem równowagi nerwowej. Wiem o czym mówisz. Rodzina typu brat, ciotka , kuzynka reaguja podobnie jak Twoja rodzina. Najbardziej rozumnie mnie syn, na szczęscie. Okazał się bardzo wyrozumiałym dzieckiem w tej arcytrudnej sytuacji. Wiesz,kiedy mi dali klucze,e do tego dziadka za ściana , to raz wydawalo mnie sie , że umarł, innym razem jak juz klucz oddałam,że sie przewrócił. A nic takiego nie miało miejsca. Ja chyba wybiore sie do psychologa , lub tego od załaman nerwowych.Bo inaczej zwariuje jeszcze ciut i zfisuję. Z trudem sobie radze z tym wszytskim. Wiem co przeżywasz . Też Ci skacze ciśnienie?
No i tez pozdrawiam.
gazia
Witam. Depresja jest moją przyjaciółka, której nie znoszę, ale jest i nie mogę jeszcze się jej pozbyć. Sen, niesen, noc , nienoc. Nie śpię, funkcjonuję, bo trzeba, żyję bo trzeba. Najgorsze są te ataki paniki, boli dusza, boli myślenie, jakby ktoś zaciskał mi głowę. Ja nazwałam to czarnym ptakiem, ktory siada na moich piersiach i nie pozwala oddychać. Jedyną ucieczką przed nim wydaje się śmierć. Ale ona nie nadchodzi, a już dziś wiem, że ten cholerny ptak kiedy pożywi się moimi łzami odchodzi. Czasem udaje mi sie go oszukać, kiedy zdarzy mi się pogodny dzień, nie pojawia się wcale. Ale za to na drugi dzień jest już tak wygłodniały, że dopada mnie z podwójną siłą. Ale mam już tą świadomość, że to zawsze mija i czekam aż skończy się ten koszmarny ból. Nie zrozumie tgo nikt, kto tego nie doświadczył. Wiem, że uda mi się z tego wyjść, wiem,że to minie. Dziś moja dusza jest rozerwana jakby wybuchł w niej granat. To efekt wielu lat gromadzonego stresu. Ale gdy wiem jak to działa, mogę swoją chorobę nazwać przyjaciółką i ataki paniki wyobrazić jak ptaka, który też zaraz odleci.
4 2010-12-07 14:13:19 Ostatnio edytowany przez gazia (2010-12-07 14:19:09)
Do zwłoki(?) , ja tak poetycznie i horrorowo nie widze swojej nerwicy. Sa gorsze i lepsze dni. Gdy sa gorsze , to mam załamania , bóle głowy i czuje jak by mnie siły opuszczały.Skacze tez do góry cisnienie i tetno czasami. Wtedy pisze do bioenergoterapeuty i jakos sie ładuje energia, ale sytuacja nie pozwala ułozyc wszytskiego w zgodny ciag arytmetyczny., bo mąz,..., a teraz doszedł tez niepokój z tym staruszkiem zza ściany , czuje ze powinnam cos z tym zrobic. Nie wiem jednak co.Gdzie zadzwonic..Tak sie reklamua, ze wakacje organizuja dla dzieciaków z ubogich rodzin , ze swiece na swieta, , ze to i tamto....Bez wakacji mozna wyzyc,bez świec na swieta i tej p....onej choinki też, też a temu dziadkowi jest potrzebna opieka calodobowa od zaraz.Natychmiast. Do kogo z tym uderzyć??????
5 2010-12-07 14:15:33 Ostatnio edytowany przez asiek2712 (2010-12-07 14:15:54)
Gazia psycholog to nie głupi pomysł sam fakt, że możesz się wygadać, wyrzucić to, co w tobie siedzi pomaga. Przykre, że bliscy nie potrafią tego zrozumieć?u mnie rodzice mieli nerwicę, ale żadne mnie nie rozumie tym bardziej przykro, bo skoro nie mam wsparciach w nich to, w kim mam mieć? Dobrze masz syna?Umysł potrafi płatać figle?Skoki ciśnienia mam a kiedy już się zdarzą pojawia się paranoja myśli, że coś się ze mną dzieję aj błędne koło? ![]()
zwłoki żony tak ataki zawsze mijają ale zabierają dużo energii, wyczerpują fizycznie i psychicznie?Mimo to że wiem co mi jest ja nadal boję się ataków paniki. Czasem mam wrażenie, że każdy spokojny dzień jest znakiem silniejszego ataku, co sprawia, że ten ?ptak? zabiera mi radości nawet wtedy, kiedy jest dobrze?Chyba trzeba to zaakceptować i walczyć o normalne życie?Pozdrawiam
Jesteś taka młodziutka, całe piękne życie przed Tobą. Mi bardzo pomógł i pomaga mój psycholog. Dzięki niemu rozumiem co się ze mną dzieje i dlaczego. Zanim zdecydowałam się na terapię nie wierzyłam, że może mi pomóc rozmowa.Wiedziałam, że nie dostanę recepty na swoje popaprane życie, ale rozmowa z obcym człowiekiem? Pytałam się po co? Nie rozumiałam tego nawet po kilku sesjach. Teraz wiem, bez tego nie poradziłabym sobie nigdy. Znowu zacznę poetycznie, ale inaczej nie potrafię. Otóż przez 20 lat żyłam w nieświadomości duchowej, cierpiałam, ale nie wiedziałam , że może być inaczej, gromadziłam więc te swoje niepokoje, żale, łzy, wszystkie uczucia i rozterki w starej szafie. zamkniętej na cztery spusty. Sama też tam nie zaglądałam, byłam ślepa i głupia, a przede wszystkim przestraszona. Rok temu wejrzałam w siebie, zapragnęłam żyć, żyć na wolności, opuścić złotą klatkę, w której więził mnie mój mąż. Otworzyłam drzwiczki i patrzyłam tylko na nie, bojąc się przekroczyć progu. Miałam nieruchome skrzydła, nie potrafiłam wyfrunąć i bałam się kary. Ale kara spotkała mnie już za samo otwarcie drzwiczek, rok piekła. Przeszłam przez to piekło, otworzyłam szafę i wszystko się na mnie wysypało.Rozmowa z terapeutą to tak jak branie do ręki każdego skrawka i sortowanie. Na ktorejś z terapii dotarło do mnie, że dopóki nie wypowiem na głos moich myśli, rozterek i obaw to one tak jak te kartki leżą wciąż na dywanie. Mówiąc je głośno dociera do mnie ich sens lub bezsens i wtedy mogę zdecydować co z tym fantem zrobić. Ułożyć starannie , czy wyrzucić do kosza i zapomnieć? I tak już od kwietnia sprzatam ten swój bałagan. Robię to systematycznie i zdecydowanie i wiem, że jak się z tym śmietnikiem uporam, odejdzie czarny ptak i będę mogła cieszyć się życiem i śmiać jak kiedyś. Nie liczę na nikogo, nikt kto nie przeszedł depresji nie potrafi zrozumieć , ani pomóc. A czasem wystarczyłoby zwyczajnie z kimś pobyć, bez słów. Moi przyjaciele i znajomi nie rozumieją tego co do nich mówię, często ich to przeraża, nie wiedzą jak mają się zachować, co powiedzieć i często nie mówią nic, milczą lub odchodzą.Nie mam do nich pretensji, bo sama nie wiem jak zareagowałabym na opowieść o czarnym ptaku i innych moich fobiach. Zrozumiałam to i staram się nie mówić tego co czuję, wtedy właśnie piszę i to przynosi mi ulgę.
asiek, gdybyś chciała pogadać, zawsze jestem do dyspozycji, napisz na maila jeżeli Cię nie przeraziłam
Najbardziej rozumnie mnie syn, na szczęscie. Okazał się bardzo wyrozumiałym dzieckiem w tej arcytrudnej sytuacji.
Gazia, syn nie jest osobą, która może Ci pomagać. Nie masz prawa obarczać go tymi problemami. To on jest Twoim dzieckiem, a nie odwrotnie. To Ty masz się nim opiekować, to w Tobie ma widzieć ostoję bezpieczeństwa. Nie rób mu tego, proszę. On nie udźwignie tego ciężaru. To, że rozumie i widzi, że musi się Tobą opiekować, nie znaczy że jest mu z tym dobrze. Zrobisz mu krzywdę na całe życie i w przyszłości to on będzie wymagał terapii. Zajmij się nim i oddaj mu dzieciństwo i matkę.Nie ważne ile ma lat. Powodzenia.
Mi bardzo pomógł i pomaga mój psycholog. Dzięki niemu rozumiem co się ze mną dzieje i dlaczego.
Nie liczę na nikogo, nikt kto nie przeszedł depresji nie potrafi zrozumieć , ani pomóc. A czasem wystarczyłoby zwyczajnie z kimś pobyć, bez słów.
Moi przyjaciele i znajomi nie rozumieją tego co do nich mówię, często ich to przeraża, nie wiedzą jak mają się zachować, co powiedzieć i często nie mówią nic, milczą lub odchodzą.Zrozumiałam to i staram się nie mówić tego co czuję
Przepięknie piszesz, bierze to pisanie za serce. Od dziś będę wiedziała, że to czarny ptak czasem przylatuje i gnębi - na pewno uśmiechnę się wtedy z myślą o Tobie ![]()
Spójrz sama jak sobie zaprzeczasz - "a czasem wystarczyłoby zwyczajnie z kimś pobyć, bez słów" a w następnym zdaniu: "Moi przyjaciele i znajomi (...) często nie mówią nic, milczą..."
I jak ktoś z zewnątrz ma rozumieć? To ten czarny ptak tak działa, wiem, bo walczyłam z depresją ponad 2 lata. Najgorszy dla mnie był ten niekończący się i nieracjonalny lęk.
Uważam, że bez psychologa nie da rady samemu się z tego wygrzebać i tak jak Ty wszystkich namawiam na terapię. Często lepiej zwierzyć się obcemu człowiekowi niż pełnym dobrej chęci a nie rozumiejącym bliskim. ![]()
Co do syna gazi to nie wpadaj w panikę, on nie żadne dziecko, dawno dorosły chłop pracujący. Rozsądny, czuwa nad matką i pilnuje, żeby głupstw nie robiła. Jakie szczęście, że go ma.
Trzymajmy się zatem i nie dajmy naszej "przyjaciółce" depresji, skoro już @ trochę rozgryźliśmy ![]()
Ja tez popadlam w nerwice ale lękową ciągle wmawiam sobie jakies choroby, czasem jest lepiej czsem gorzej nie wiem co robić.
Ja tez popadlam w nerwice ale lękową ciągle wmawiam sobie jakies choroby, czasem jest lepiej czsem gorzej nie wiem co robić.
Z czego wnosisz, że to nerwica lękowa? Wczoraj pisałaś, że czytasz w internecie o chorobach i przypisujesz sobie ich objawy. Wczoraj twierdziłaś, że masz hipochondrię! Może masz problem a może zwyczajnie się nudzisz. Aby to zweryfikować należało by się udać do fachowca, najlepiej psychologa - on postawi rzetelną diagnozę ![]()
podobno hipochondria należy do nerwicy lękowej. Myśle że nuda też ma na to wpływ poniewąż nie mam ostatnio pracy mąż w delegacji a ja nie moge sobie znaleźć miejsca nie wiem co ze sobą robić nie mam ochoty z nikim się spotykać
a na dodatek nie mogę zajść w ciąże
Trudno zajść w ciążę jak mąż nieobecny
uśmiechnij się! Tak czy owak wizyta u psychologa nie zawadzi, skoro dostrzegasz u siebie jakieś problemy, coś cię uwiera...
Może sprzydałby sie psycholog ale na razie próbuje sobie poradzić sama może święta wprowadzą mnie w lepszy nastuj.
zwłoki żony naprawdę pięknie piszesz. Mój psycholog też bardzo mi pomaga, choć czasem boję się rozgrzebywać przeszłość wie, że muszę to zrobić żeby mogła pogodzić się sama ze sobą,?ale to trudne i chciałabym po prostu zapomnieć a to ciągle wraca?Pomaga sam fakt, że mogę się wygadać wyrzucić to z siebie. Cieszy mnie to, że ostatnio przekonałam się, że są osoby, na które mogę liczyć, które mnie nie osądzają a próbują zrozumieć?osoby, które znam od niedawna?.a boli to że u ludzi których znam praktycznie całe życie nie mogę szukać wsparcia a też czasem chciałabym z kimś po prostu posiedzieć?czuć że ktoś jest obok?
beti25 jest coś takiego jak nerwica Ja też chyba z nudów doszukuję się u siebie jakiś chorób każdy ból to oznaka jakiejś poważnej choroby. Pomyśl nad psychologiem.
Radzę pójść do fachowego gabinetu masażu polecam Studio Paracelsus w Gdyni ul.Armii Krajowej 13 fachowe podejście do klienta rozlużnienie napiętego organizmu to właśnie powodowane jest stresem który gromadzi się w nas i sympatyczna rozmowa powodzenia