Czy to już koniec? O co w tym wszystkim chodzi? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Czy to już koniec? O co w tym wszystkim chodzi?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 41 ]

Temat: Czy to już koniec? O co w tym wszystkim chodzi?

Zacznę od tego, że już od dwóch tygodni czytam Wasze rady i porady i nie pozbierałam się w sobie. Wzięłam owszem dużo wskazówek do siebie, ale jednak potrzebuję się wygadać i poradzić Was drodzy forumowicze/ki smile

Zaczęło się to po moim przyjeździe od siostry u której byłam 10 dni (wróciłam 11.11), a w ciągu tego czasu mój narzeczony był w szkole (studiuje zaocznie). Po przyjeździe zrobiłam mu jakąś tam małą awanturę, po której wyznał, że nie wie czy chce ze mną być i wziąć ze mną ślub. Zrozumiałam go, w sumie to zawsze tak mówił, ostatnio na wakacjach na początku września, po dwóch tygodniach, jak wracaliśmy wyznał, że chyba nie powinniśmy być razem, bo się ciągle kłócimy. Przyznałam mu rację, ale prosiłam, abyśmy teraz się postarali być inni, milsi i w ogóle, ale oczywiście było jak zawsze. Mamy wspaniałą półtora roczną córkę. Mieszkamy u jego matki, więc pewnie nasze relacje przez to też są jakie są.

Ale wracając do sprawy. Po powrocie, po tej małej sprzeczce zdań, znalazłam w necie przez przypadek dosłownie, że szukał jakiejś romantycznej knajpki w innym mieście niż nasza. Podejrzewałam, że kogoś ma, ale zaprzeczył, ja oczywiście zrobiłam z tego powodu awanturę, ale on tłumaczył, że to nie prawda. Jego zachowanie uległo zmianie, na gorsze. Kładąc się spać odwracał się plecami, a gdy ja go chciałam przytulić mówił, że mu gorąco, itp. Po trzech dniach od awantury napisałam maila, że wiem o wszystkim, ze ma jakąś koleżankę, żeby mnie nie kłamał, ale ja mu wybaczę chociażby ze względu na naszą córkę. No i wtedy zachciało mu się ze mną rozmawiać. Poszliśmy na spacer, no i mówi mi, że mnie kocha, ale potrzebuje trochę spokoju, bo go wszystko i wszyscy w koło wkurzają. Że ma dosyć ciągłego budzenia się i myślenia ile mu jeszcze kasy potrzeba, aby kupić mieszkanie i takie tam. Ja nie pracuje, ale on zawsze podkreślał, że nie muszę pracować. I to był problem podejrzewam, bo zawsze byłam niezależna, a odkąd pojawiła się mała to przestałam dbać o siebie i wciąż się go czepiałam. Wtedy go zrozumiałam, ale dalej mi coś nie pasowało. Po 10 dniach odkryłam prawdę, romansował z jakąś koleżanką ze studiów. Twierdzi, ze ona dla niego nie znaczy wiele, że jej nie kocha, że chce być ze mną chociażby ze względu na córkę. Jednak mam taki charakter, że drążyłam ten temat i drążyłam... Przez te drążenie dowiedziałam się wielu rzeczy, że w pewnym sensie coś się wypaliło, że będzie kochał zawsze, ale myśli że to miłość raczej ojcowska, że czuł się przy tej koleżance szczęśliwy i takie tam. Tydzień temu miałam dość i powiedziałam, że wyjeżdżam do mamy, przyznał, że jest mu to na rękę. I że w każdym związku jest potrzebna separacja. 5 dni temu nie wytrzymałam i podstawiłam go pod mur, w tą, albo w tą stronę. Powiedział, że on raczej chce ratować ten związek, ale jeszcze nie teraz. Od dwóch dni jestem u mamy, 600 km od naszego domu. W ostatnich dniach, po tej rozmowie był miły, przytulał, nie mówił, ze kocha, ale zapytany potwierdzał. Ostatnie godziny spędziliśmy strasznie. Ja mu suszyłam głowę o to, że mnie tak zranił, że straciłam do niego zaufanie, że był jedyną osobą, której naprawdę ufałam. Przyznał, że jest gnojem, ale nie zrobił nic złego, bo to były tylko sms-y i telefony, że już nie pisze. Ale ja wciąż naginałam tą rozmowę, aż w końcu wypalił, ze jak on ma być ze mną jak ja nigdy nie przestanę o tym gadać. Powiedział, że się rozstajemy na ten czas, aby od siebie odpocząć i on ma przemyśleć co dalej, czy chce z nami być, czy nie.

Aha, jeszcze wspomnę, że ostatnimi czasy mówił, że go nasza córa wkurza i ma dość.

Wyjechałyśmy w piątek w nocy, same autobusem, bo on musiał iść do szkoły. Czyli cały weekend spędził w szkole, w mieście gdzie nie mieszkamy, spał w hotelu. Nie odezwał się słowem, nie napisał. Więc o 22 zadzwoniłam i zapytałam co słychać mówił, że jest zajęty (ogląda film), zapytałam, czy teraz ma zamiar się nie odzywać, on powiedział, że nie. Zapytał tylko krótko jak córa i rozmowa po 3 minutach się zakończyła. Dziś cały dzień się nie odzywa.

Nie wiem co robić, i powiem szczerze że sama rozważam, czy nie powinnam od niego odejść, że tak mnie zawiódł. Najgorsze jest to, że on nie zrobił nic, abym nie czuła się taka skrzywdzona. Mogę zawsze wrócić do pracy, ale moja praca jest w stolicy i tam bym musiała małą oddać do żłobka na 11h, wynająć mieszkanie, itp. Boje się, że sama sobie nie poradzę.

Proszę Was o rady, co ja mam robić? odpuścić, czy zdecydowanie olać?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Czy to już koniec? O co w tym wszystkim chodzi?

Wydaje mi sie, ze teraz jest jego ruch. na Twoim miejscu bym juz na nic nie naciskala, nie zadawala zadnych pytan i nie oczekiwala od niego na sile zadnych deklaracji. chce miec czas na przemyslenie sytuacji i odpoczynek- prosze bardzo. Wiem, ze to trudne i pewnie nienaturalne w tej sytuacji, ale staraj sie byc dla niego mila i nie okazuj za bardzo skrajnych emocji. zadbaj o siebie. nie zadreczaj pytaniami ' co z nami bedzie?', 'w jakim kierunku zmierza nasz zwiazek?', 'co z naszym dzieckiem?'. Badz taka 'lekka', zeby on poczul, ze jestes silna i nie zrzucasz na niego ewentualnych zalow, tylko jestes bezproblemowa. to na pewno bardzo trudne ale mysle, ze moze w ten sposob sam poczuje, ze brakuje mu Ciebie i Waszej corki, ze teskni i ze chce z Wami byc?
na pewno bardzo sie na nim zawiodlas, ale sama napisalas, ze bylabys w stanie mu to wybaczyc ze wzgledu na Wasza corke.
w kazdym zwiazku sa lepsze i gorsze chwile. postaraj sie Wasz zwiazek naprawic, zanim ktores z Was podejmie jakas ostateczna decyzje.
pozdrawiam

3

Odp: Czy to już koniec? O co w tym wszystkim chodzi?

No dobrze, ale on nawet nie pisze to jak mam mu okazać, że jestem bezproblemowa, nie mam żalu itp. Jakoś tak w głębi duszy wierze, że jeszcze coś z tego będzie, ale kurcze nie wiem czy potrafiłabym znowu mu zaufać. Powiem szczerze, że mu ufałam bardziej niż własnym rodzicom. Myślę, że go to wszystko przerosło, nagle ze studenta zrobił się głową rodziny i ja jeszcze suszyłam mu ją. Ale z drugiej strony ma 27 lat, więc chyba jest już wystarczająco dorosły, aby podjąć trudy życia. Nie chcę go tłumaczyć, bo pierw mówi, że coś się wypaliło, a zaraz potem, że jest wszystko jak dawniej, tylko w pewnym sensie się wypaliło. No kurcze leci nam już 10 rok życia razem, to chyba normalne, że coś się wypala. Nie jestem niezależną, szaloną nastolatką, tylko matką... jego dziecka.

4

Odp: Czy to już koniec? O co w tym wszystkim chodzi?

Pamiętaj,że nie moze byc tak,ze będzie łączyło Was tylko dziecko i nic więcej. Wydaje mi się,że oboje musicie się zmienic i jeszcze raz poważnie porozmawiac. Z Twojego post wynika,że kochasz swojego narzeczonego i jemu także na Tobie zależy. Może dobrym rozwiązaniem byłoby gdybyś wróciła do pracy? Wtedy oboje mielibyście zajecie,a wieczorem czas dla siebie.

5

Odp: Czy to już koniec? O co w tym wszystkim chodzi?

Myślisz, że mu zależy? To czemu nic nie robi, abym się tak ohydnie nie czuła? Kurcze nie jem, mam problemy ze spaniem, nic nie sprawia mi radości, a on nie pisze. Tzn. napisał co tam słychać i tyle. Daliśmy sobie czas do świąt, ale obawiam się, że nie przyjedzie i nie będzie chciał tego dłużej ciągnąć. W takich sytuacjach człowiek, nagle wie co zrobił, źle i wie, że może się zmienić. Ta sytuacja nauczyła mnie, że muszę myśleć tylko o sobie, ale nie chce go tracić. Powiedział mi, że nie czuje się szczęśliwy, że przy tamtej dziewczynie czuł się tak, jak kiedyś przy mnie, ale nie czuł do niej miłości, czy też motylków w brzuchu... Po prostu brakowało mu tej jak gdyby wolności, nieznane go pociągnęło. A teraz dzieli nas 600 km i nawet nie mogę na niego spojrzeć sad Wiem, że jakbyśmy zaczęli od początku, to byłaby nowa miłość, nie chciałabym naprawiać starej, bo chciałabym zapomnieć o krzywdzie jaką mi wyrządza. To już nie chodzi o ta dziewczynę, w sumie ja na początku związku też nie byłam święta, ale nie teraz jak jest dziecko i wizja wspólnej przyszłości. Obawiam się, że to wszystko go przerosło.

Ale po co mu ten czas? Jeśli mu zależy, to czemu nie walczy, tylko się oddala? A może powinnam napisać do tej dziewczyny, coś w stylu, że rozbija dziecku rodzinę, czy takie tam, może powinnam uświadomić jej co ona wyprawia. Tak grzecznie, bez żadnych uniesień, ale czy to nie zepsuje już całkiem wszystkiego?

6

Odp: Czy to już koniec? O co w tym wszystkim chodzi?

Aha, a odnośnie pracy, to jest takie wyjście, abym wróciła, ale dzielić nas będzie 500 km, bo on nie chce rezygnować z tej co ma, a ja nie mogę znaleźć w tej naszej mieścinie pracy, nawet w zasięgu 60 km. Więc tu też jest problem...

7

Odp: Czy to już koniec? O co w tym wszystkim chodzi?

co dokladniej oznacza, ze daliscie sobie czas do swiat? umowiliscie sie, ze do tego czasu nie bedziecie sie w ogole kontaktowac? mysle, ze Twoj facet powinien sie dzieckiem interesowac przez ten caly czas...
jesli nie dzwoni- trudno. nadal uwazam, ze nie ma sensu go zadreczac, wypytywac i plakac. ja naprawde wiem, ze to cholernie trudne, ze byl dla Ciebie najblizsza osoba i boli, ze nie mozesz sie teraz w jego ramie porzadnie wyplakac, ale postaraj sie zachowywac spokuj, jesli dojdzie do jakiegos kontaktu miedzy Wami.
odradzam tez pisanie do tamtej dziewczyny. nie sadze, zeby to cos zmienilo.
mozliwe, ze go sytuacja przytloczyla, ze jest mu ciezko, ze ma poczucie, ze sobie nie radzi. ale z tym musi sobie sam poradzic. w zyciu kazdego zdarzaja sie takie chwile, jedni to bardziej przezywaja, drudzy mniej okazuja. swoimi frustracjami pogorszylabys tylko jego stan i go do siebie zniechecala.
narazie nie podejmuj zadnych decyzji odnosnie pracy i rozstania. daj jeszcze troche czasu.
no i daj znac, czy sie odzywa i jak sie umowiliscie co do spotkania w okolicach swiat.

8

Odp: Czy to już koniec? O co w tym wszystkim chodzi?

Napisał dzisiaj, i myślę, że wczoraj dzwonił, bo ktoś dzwonił z zastrzeżonego, wiec mógł to być on, niestety nie zdążyłam odebrać, ale nie chciałam oddzwaniać, bo to może nie był on i tylko muła bym złapała smile Zapytał, jak tam... Odpowiedziałam, że dobrze i z uśmiechem zaczynam nowy dzień, a on że też, że z uśmiechem zaczyna i że jest w pracy (tu konkretnie napisał co robi). Odpisałam, że to dobrze i życzę miłego dnia i już nic nie odpowiedział...

Co do świat, pierwsza wersja była taka, że 20 ma zadzwonić i powiedzieć co dalej, druga to taka, że pewnie do nas przyjedzie, ale nie wie, bo nie chce spędzać tutaj świąt (u mojej mamy), pewnie byłoby mu cholernie głupio... Wersja ostateczna, to jesteśmy ze sobą, ale na razie odpoczywamy od siebie i później, w okolicach świąt on ma podjąć decyzję, czy chce z nami być, czy nie. Kurcze jak to wszystko teraz piszę, to mi się trochę śmiać chce smile

Aha, i jeszcze jedna ważna rzecz, przed moim wyjazdem przyszła teściowa, kazała nam się wyprowadzić. To znaczy naszej trójce, więc tutaj pojawił się kolejny problem dla niego, bo ja się tym zbytnio jakoś nie przejęłam. Wiedziałam, że wcześniej, czy późnej do tego dojdzie. Ona też strasznie u nas namieszała. Mówiła wciąż, że się nie szanujemy i nie jesteśmy ze sobą szczęśliwi. Ona prawdę powiedziawszy nigdy mnie nie lubiła. Narzeczony był jej oczkiem w głowie, mimo, że ma jeszcze jednego syna, ale tamten nie jest taka dupa i potrafi postawić na swoim.

9

Odp: Czy to już koniec? O co w tym wszystkim chodzi?

Wiesz, myślę, że poznaliście coś bardzo cennego - kolejny etap. Jesteście zmęczeni, oboje sobą trochę rozczarowani, ale wnioskuję, że obojgu Wam jednak zależy, tylko nie wiecie, co z tym dalej zrobić i - przede wszystkim - JAK... Jeśli masz taką możliwość, żeby porozmawiać z nim sam na sam, bez Waszej córeczki, w takim miejscu, gdzie oboje będziecie mogli byś szczerzy, spróbujcie. Niech to będzie Wasza wyjątkowa randka. Spróbujcie przyjąć taką zasadę, że kiedy jedno mówi, drugie tylko słucha (nie obmyślając odpowiedzi). Myślę, że pod zmęczeniem, złością, rozczarowaniem i strachem jest pomiędzy Wami coś bardzo cennego, o co warto powalczyć. Co o tym myślisz? Pozdrawiam Cię

10

Odp: Czy to już koniec? O co w tym wszystkim chodzi?

Verbena, ale my nie mamy możliwości teraz porozmawiać w cztery oczy. Jedyne to tylko telefon nam pozostaje. Ale faktem jest, że nie chce już naciskać. Zamęczać go, skoro jest taki zmęczony... Przed wyjazdem zaproponowałam, żebyśmy gdzieś wyjechali na weekend sami, bez małej. On odparł, że nie czuje takiej potrzeb, aby ratować związek. Byłam wściekła i zapytałam: w tą, czy w tą stronę, powiedział, że nie chodziło, o to, że nie chce ratować w ogóle, tylko, że nie teraz. Ciągle zadręczam się myślami, że pisze do tej drugiej, a ja nic nie wiem co z nim się dzieje... sad

11

Odp: Czy to już koniec? O co w tym wszystkim chodzi?

Jeśli "w ogóle" chce ratować Wasz związek, ale "jeszcze nie teraz" to rzeczywiście brzmi bardzo niepokojąco... W takim razie dołączam się do głosów, że dobrze byłoby wykorzystać ten czas na pomyślenie o sobie... To strasznie trudne, ale spróbuj zrobić coś tylko dla siebie, tak żebyś sama ze sobą poczuła się dobrze.
Z drugiej strony - faceci, gdy przeżywają trudności, chcą się "schować w jaskini", żeby wszystko przemyśleć i także po to, by najbliższa kobieta nie widziała ich słabości. Nie namawiam do "ścigania na siłę", ale do sensownego wykorzystania tego czasu, jaki masz teraz.

12

Odp: Czy to już koniec? O co w tym wszystkim chodzi?

powiedz mi masz pretensje do niego o różne sprawy. A potrafisz spojrzeć na siebie? Nie masz nic sobie do zarzucenia?
100% naszych problemów zależy od nas samych. Zrzucanie winy na kogoś i szukanie problemów w nim nie jest rozwiązaniem.
Dopóki nie będziesz szukała rozwiązań w sobie, nie naprawisz tego związku i nie zaznasz szczęścia w żadnym innym.

13

Odp: Czy to już koniec? O co w tym wszystkim chodzi?

Szczerze mówiąc to ten kryzys nauczył mnie bardzo, ale to bardzo dużo. I wiem, w którym miejscu popełniłam błąd. Wiem jakie rzeczy robiłam, których nie powinnam robić. Gdy powiedziałam, że chce to naprawić, to nie pozwolił mi na to. Puścił mimo uszu. Teraz wiem, że on lub też inny mężczyzna w moim życiu nie będzie słuchał moich żalów i pretensji, ale to dlatego, że nie warto, bo i tak to nic nie da.

Morfeusz z punktu widzenia mężczyzny, czy Wy na prawdę potrzebujecie czasu, aby się zastanowić nad związkiem i problemami z nim płynącymi, czy to tylko taki unik, że niby zastanawia się, czy chce ze mną być, czy nie? Nadal nie pisze, nie dzwoni, jeden sms w ciągu dnia...

14

Odp: Czy to już koniec? O co w tym wszystkim chodzi?

nie wiem jak 'my"  mogę mówić tylko za siebie
jeśli partnerka zrzędzi i marudzi zaczynam jej unikać, nie słucham co mówi, nic do mnie nie dociera, jestem jak ściana,
i gdy ona nagle to dostrzega ja nadal jestem jak ściana nie będę słuchał. choć by płakała szlochała i chała poprawy. Długo mnie uczyła być odpornym na jej słowa.
Gdybym to ja był na jego miejscu czasu bym nie potrzebował dla siebie. Tylko dał bym go tobie. za każdym razem gdybyś zadzwoniła i
zaczynała mówić do mnie z pretensjami jakimiś zaraz bym się rozłączył.
Pytanie gdzie jesteś i co robisz traktował bym jak atak i czerwona słuchawka
Pytanie z kim jesteś - mam słaby zasięg i nic nie słyszę.
Trwało by to tak długo aż byś zrozumiała że krzykiem kontrola i podejrzliwością nic nie załatwisz
Koleżanki na początku to pewnie po to żebyś dostrzegła ze nie jesteś jedyna, nie jesteś pępkiem świata.

Ale sama wiesz on tobie czymś zaimponował, z jakiegoś powodu się w nim zakochałaś, a on nadal to ma. Inne też to dostrzegają tak ze nie licz na to ze masz dużo czasu.


a jeszcze jedno. mówisz ze nie ma pracy w pobliżu 50km. Jakoś w to nie wierzę. pracy jest naprawdę dużo. Tylko nie chce ci się po nią nachylić.
Często się z tym spotykam ze ktoś narzeka że nie ma pracy, a jak mu mówię gdzie jest, to wymówka dla tego "wyzyskiwacza" pracować nie będę, lub za marne pieniądze nie będę harować, lub ze ta praca jest dla niego zbyt poniżająca i tego to ja za żadne pieniądze robić nie będę. ale to temat na innego posta.

15

Odp: Czy to już koniec? O co w tym wszystkim chodzi?

a ja napisze ze swojego punktu widzenia.
moim zdaniem to jemu woda sodowa do glowy udezyla. tak jak piszesz wychodzi na to ze chlopaka przerasta wlasnie ta odpowiedzialnosc za rodzine i to ze musi myslec o pieniadzach na mieszkanie....tamta kochanka jest odskocznia od rzeczywistosci, z nia nie ma obowiazkow i moze myslec o pierdolach .... taki chlopczyk jeszcze .... on to mysli o zabawie a nie realiach... i jestem pewna ze jakbyscie nie mieli dziecka to by Cie dawno zostawil. sorry za szczerosc.... ale widac ze i dziecko juz powoli zaczyna go " wkurzac" mogl pomyslec wczesniej zanim je zrobil.... wiekszosc facetow powinno w wieku 30 lat dopiero sie zenic bo tacy studenci to "fiu bzdziu "w glowie jeszcze. masz ciezki dylemat bo laczy was dziecko ale nie patrz tylko na nie. sama widzisz ze nawet dziecko nie blokuje go przed romansami wiec po slubie byloby to samo. lepsze rozstanie niz zeby dziecko patrzylo na patologiczna rodzine ... gdzie tatus przyprowadza do domu nowe mamusie.
ale Ty tez popelniasz blad. powinas olac sobie, dac mu troche czasu i spokoju. niech facet zateskni albo zacznie sie martwic ze nie odzywasz sie te 3 dni... jezeli mu zalezy to nie wytrzyma i zadzwoni....poza tym nie zrzedz tak bo dobrze pisze Morfeusz 73 ze takie cos odstrasza facetow... czuja sie osaczeni i brakuje im sil i checi na dzialanie
co jak co ale faceci lgna do szczesliwych kobiet a nie smutasow. tamta pewnie chodzi wiecznie usmiechnieta . a Ty zachowujesz sie jak klebek smutku i nieszczesc. zmien to !!pokaz ze tez potrafisz sie smiac i cieszyc a nie tylko narzekac i plakac. jak nie umiesz to udawaj. zobaczysz zmieni wtedy podejscie. i pamietaj olewaj go i te problemy. napewno wtedy poprawi sie wszystko na lepsze

16

Odp: Czy to już koniec? O co w tym wszystkim chodzi?

Widzisz Morfeusz, tylko, że jeszcze nie napisałam czegoś bardzo ważnego. Koleżanka jest odskocznią, ale między nimi musiało być coś więcej, bo jak się dowiedziała, że on ma rodzinę to kazała do siebie zadzwonić i rozmawiali przez blisko 60 min, więc wydaje mi się, że się jej tłumaczył, a po co by ktoś się tłumaczył jakby tam nic nie było? Nie wiem, jakoś intuicja podpowiada, że jednak raczej to był dobrze zaawansowany flirt, ale nie zdążyło się dziać coś więcej...

Widzisz, wiem co robiłam źle i wiem jak to naprawić, ale czy on da jeszcze mi szanse? Jeśli chodzi o pracę, niestety zabronił mi kategorycznie pracować właśnie w takich branżach jak sklep, sprzątanie, itp. To jego rodzinna miejscowość i chyba by się wstydził, że ja tam pracuje. Nie wiem... Dla mnie żadna praca nie hańbi, ale dla niego to chyba wyznacznik poziomu. On wolał, abym siedziała w domu, niż pracowała np. w mięsnym. A w branżach jakich szukałam pracy, niestety nie chcieli mnie... sad

Frytka myślę, że masz dużo racji. Zawsze się śmiałam, że jak ja tak zrzędzę to i tak mnie nie zostawi, bo mnie kocha, a tu... niestety prawda okazała się inna. Olewałam ile się dało i taka jest prawda... A teraz chcę wszystko naprawiać, a nie wiadomo, czy nie jest za późno sad Ale też prawdą jest, że on zawsze był poważny, był wzorowym partnerem jak chodziłam w ciąży, był bardzo pomocny przy porodzie, za co będę mu wdzięczna do końca życia. Moim zdaniem to był bardziej poważny niż miał taki wiek. Tylko nie wiem, czy to nie było takie na siłę, takie okłamywanie samego siebie. Skoro teraz pokazał, że sobie nie poradził z tym wszystkim...

17

Odp: Czy to już koniec? O co w tym wszystkim chodzi?

mój też potrzebował czasu i ble ble ble
ze mną był nieszczęśliwy ,smutny, zmęczony i w ogóle gardził mną ,ja czekałam cierpliwie aż w końcu coś ze sobą zrobi
też się odseparowaliśmy na jakiś czas ,bo miał za mną zatęsknić jednak on miał wolną rękę na pisanie sobie znią
ja sama z dziećmi ciągle pytały się czemu tatuś śpi w pracy ...
czekałam aż w końcu się określi, mnie obwiniał ,że ciągle wymawiam a ja, że mu się romansu zachciało kiedy trzeba dzieciom zapewnić bezpieczny i normalny dom, ciągle wymówki itd.
pisał mi jednego esa na dzień i to takiego z wymuszenia ja ze dwa( nie bombardowałam go bo szkoda mi było kasy i tak jej nie miałam), dzieci nie odwiedzał mimo iż miał 3 km a jeśli już przyjechał to na 10 min z tego połowę czasu pisał z nią smsy
a jak miał więcej czasu to dzieci go nie interesowały tylko chciał ze mną gadać ,huśtawka emocjonalna jak cholera
            aż w końcu powiedział że odchodzi !!!
prosił żebym już do niego nie pisała smsów bo jest mu ciężko i źle i żebym się dowiedziała ile musi płacić na alimenty szok !!!
moja reakcja pierwsza na te słowa to była paranoja ,szantaż no w ogóle cyrk odstawiłam ale i to nie dało rady kiedy wyszedł i zamknęłam za nim drzwi ,poczułam ulgę i ogarnął mnie taki spokój i szczęście jakiego nie czułam od dawna
zasnęłam z uśmiechem na ustach dosłownie, aż sama się dziwowałam mojej reakcji ale tak było !
            następnego dnia już zaczęłam żyć innym trybem życia, musiałam załatwić alimenty i chciałam złożyć pozew o rozwód, zgłosiłam się do mojej znajomej, która miała mi w tym pomóc jednak dopiero w poniedziałek miała czas żeby wszystko przygotować(a cała finałowa rozmowa odbyła się we wtorek późnym wieczorem)
w środę do południa dostałam od niego pierwszego esmsa - nie opisałam
później jeszcze dwa - nie odpisałam ,aż zadzwonił i pytał się czemu nie odpisałam powiedziałam ,że jestem zajęta i nie słyszałam i nie mam czasu rozmawiać i rozłączyłam sie ,wieczorem dostałam długiego smsa nie odpisałam na żadnego
codziennie pisał ,dzwonił a ja go olewałam mówiłam ,że jest ok i tyle
przyjechał w piątek po południu i dzieci go nie interesowały ,chciał ze mną siedzieć i gadać a ja go olewałam i byłam naprawdę szczęśliwa on wyglądał jak zombie
jednak co chwilę dostawał smsa powiedziałam, że jak chce z nią pisać to ma wyjść z domu bo ja sobie tego nie życzę, bo miał ten czas poświęcić dzieciom a inne sprawy może sobie załatwiać u siebie
nie odpisywał ale go korciło bo smsy przychodziły co minutę
zapytał się czy dowiedziałam się o te alimenty a ja odpowiedziałam, że dopiero w poniedziałek jadę z tą koleżanką do sądu i dowiem się co i jak z alimentami i rozwodem ,on był w szoku
zaczął jakieś głupoty gadać, że z sądu będę miała niskie alimenty i lepiej dogadać się miedzy sobą a ja, że muszę mieć wszystko na papierze żeby później nie było problemów
patrzył się na mnie z takim smutkiem ale i miał na mnie ochotę bo mi to mówił i widziałam to w jego oczach a ja się z niego śmiałam
kiedy musiał już jechać zapytał czy może jeszcze wpaść wieczorem żeby dzieci położyć spać zgodziłam się jednak nie przyjechał
dzieci zasnęły a ja siedziałam na kompie
     aż przyjechał przed północą zapytał czy może wejść i wpuściłam go do domu ,on wszedł zaczął się rozbierać i mówi ,że idzie spać ????
wziął mnie w ramiona przytulił i powiedział ,że wraca na dobre i już nigdy mnie nie zostawi 

ja miałam ochotę krzyczeć "nie" ale pohamowałam się bo nie wiedziałam co i jak chciałam z nim pogadać rano i już został zerwał z nią kontakt

mimo iż jesteśmy razem nie jest to co było wcześniej już raczej nigdy nie będzie
nie kłócimy się ,tamto to już zamknięty rozdział nie wracamy do tego taki był mój warunek
nie zasługuje na mnie bo on jest dupkiem i wie że mam takie o nim zdanie
dzieci są szczęśliwe, że może ich co noc usypiać (stara sie i poświęca im dużo czasu ) a między nami jest nijak- normalnie



twój facet nie jest nie zdecydowany tylko boi się tego co czuje i tego co chciałby zrobić a wie ,że nie powinien bo ma już dziecko , jest z Tobą zaręczony i ma zobowiązanie ale tamta dziewczyna nie jest mu obojętna sad
daj mu tę swobodę i czas o który prosi ale nie czekaj na niego do końca świata bo czekanie jest frustrujące i wiem jak sie czujesz


zadam Ci pytanie -czy naprawdę chcesz by wrócił do Ciebie?

odpowiedz tak szczerze nam i sobie szczególnie bo to twoje życie i twojego dziecka
pomyśl jak to będzie dalej wyglądało ,wydaje nam się, że kiedy ta ukochana osoba wróci to zrobimy wszystko żeby to naprawić ale często jest odwrotnie, zostaje żal złość i niepokój i przy najbliżej sprzeczce masz ochotę mu wszystko wygarnąć
i kółko sie zamyka a ślub nie jest rozwiązaniem jeśli on teraz nie jest pewny to czy będzie pewny przed ołtarzem?

18

Odp: Czy to już koniec? O co w tym wszystkim chodzi?

Hm, no to dałaś mi do myślenia smile I właśnie tak sądzę, że kiedy to my chcemy ich olać to oni za nami lecą piorunem. Na razie nic do niego nie pisze, staram się jak gdyby uniezależnić od niego. W sumie to nie robię nic, aby zacząć nowe życie. A wiem, że powinnam. Czekam i czekam, ale już nic do niego nie pisze, staram się nie myśleć, ale rano budzę się i rozmyślam... Wiem, że muszę stanąć na nogi i sobie życie zacząć układać, a jak on chce to dołączy do nas. Czy chce z nim brać ślub? Nie, chyba nie. Po tym wszystkim nie jestem w stanie mu zaufać na tyle, aby być szczęśliwą małżonką. Nie wiem, może to się zmieni, może on jak wróci, zrobi wszystko, aby mi to wynagrodzić. Tak jak pisałam wcześniej, nie chodzi o to, że jestem bez winy, bo jestem i mój kolejny związek, na tym obecnym naszym kryzysie zyska i to dużo. To wiem. Czy chce z nim być? Tak, myślę, że tak, ale wiem, że to nie będzie to samo. To będzie raczej coś nowego, a nie stara miłość. To będą raczej relacje czysto rodzinne, bez żadnych uniesień miłosnych, jak dawniej... Myślę, że jestem winna to po części dziecku, które potrzebuje ojca na co dzień, a nie od święta. Z tym, że ja już nie będę kurą domową, ale raczej wolną kobietą, która ma swoje życie. A jeśli będziemy się kłócić i wypominać, to na pewno będę zdecydowana odejść, również z myślą o dziecku.

19

Odp: Czy to już koniec? O co w tym wszystkim chodzi?

Zgadzam się z tym co napisala madziuś, w Twoim chłopaku toczy sie wewnetrzna walka między uczuciem, tym co by chciał a obowiązkiem i tym co powinien,chce zrobić krok ku wolnosci ale na razie się boi, bez względu na to co go łączy z kolezanką,uważam,że  właśnie ta znajomość bardzo odbiła się na Twoim związku i nie ma co się oszukiwać, to dlatego nie chce teraz ratować związku mimo,że mógłby bo przecież Ty już "rozumiesz",  niestety sama tego nie pociągniesz.
Słowa " chcę ale jeszcze nie teraz" " chcę odpocząć"  : "przemysleć" to moim zdaniem zasłona dymna w celu odsunięcia od siebie Ciebie i dziecka, teraz ma swobodę i spokój.Raczej tu nic nie wymysli, zobaczy jak sie sprawy potoczą.To z koleżanką z pewnoscią jakiś czas już trwa i nie musi to być wcale płomienny romans, wystarczy przyjaźń jednak z takiej przyjaźni może zawsze coś się " narodzić" i myśle, że ostatnie konflikty między Wami dodatkowo pchają go w jej kierunku, być może też ta przyjaźń spowodowała pogłębienie kryzysu.Niestety tak jest gdy w związek, w którym jest jakiś konflikt, wtrynia się ktoś trzeci.
Posłuchaj rad innych i nie naciskaj, żadnych emocji, awantur i tematów "co dalej z nami" bo poczuje sie przyciskany do muru i nawieje,im bardziej bedziesz naciskać tym bardziej bedzie się cofał i w nieskończoność odwlekał myslenie.Na tę chwile rozmawiajcie o dziecku, pogodzie, o ile będzie utrzymywał kontakt. Zostaw sobie ( nie jemu) czas, nie za długi i nie za krótki, potem sama podejmij decyzję.
Jeżeli ma wrócić to wróci, jeżeli nie, to nie wróci bez względu na to co zrobisz, jednak takie "zawieszenie" wykończy Ciebie psychicznie,nie daj się, ustal sobie termin bo takich spraw nie można odwlekać w nieskończoność.O związku decydujecie oboje nie tylko on, Ty też masz duzo do powiedzenia, czas zmienić myślenie.

20

Odp: Czy to już koniec? O co w tym wszystkim chodzi?

Maja, ale czy to tak jest, że mu już na mnie nie zależy? Czy tak jest, że dla niego liczy się tylko obowiązek, a uczuciem obdarzył inną. Twierdzi, że się nie zakochał...

Po tym jak postawiłam go pod mur i powiedziałam w tą, czy w tą stronę zmiękł, był inny, nie chciał odchodzić. A dałam mu taką możliwość. Powiedział, że pewnie przyjedzie do nas na święta. Jak przedstawiłam scenariusz co będzie ze mną i małą po tym jak się rozstaniemy, to nie chciała tego słuchać. Mówił, żebym tak nie mówiła. Wiem, że jak z nim nie będę to sobie ułożymy życie. Powiedziałam mu, że będziemy szczęśliwe i na pewno sobie poradzimy. A on wtedy powiedział, że pewnie do nas by przyleciał z przeprosinami i wtedy chciałby z nami być. Ja mu powiedziałam, że jak podejmie decyzje, to powrotu nie będzie. I chcę się tego trzymać, ale zabija mnie to czekanie...

Dałam mu czas do świąt, czyli za dwa tygodnie wszystko się wyjaśni. Tylko, że ja nie wiem co mam przez ten czas ze sobą zrobić. Nie wiem, czy mam już układać sobie życie...

21 Ostatnio edytowany przez maja 84 (2010-12-08 00:32:33)

Odp: Czy to już koniec? O co w tym wszystkim chodzi?

Zakochany facet raczej mówi ,że jest zakochany,poczytaj inne watki, mówiąc o uczuciu myslałam raczej o uczuciu " wolności",  jasne,że fajnie sie z kimś rozmawia, kiedy nie ma kłopotów i obowiązków, ta dziewczyna raczej nie wiedziała,że on jest w związku i być może zacznie sie odsuwac, ja bym nie chciała być z kimś kto ma narzeczoną i dziecko.Gdyby był zakochany to by Ci o tym powiedział.
Mysle, że dowiedziałaś się o tej znajomości w dosć wczesnej fazie, jest bardzo duza szansa, że ją jednak zakończy, on sam nie rozumie co się z nim dzieje, ale zwalanie winy wyłącznie na Ciebie jest tu bardzo nie w porządku.Za kryzys winę ponosicie oboje.
Skoro dziecko go zaczeło denerwować, to już źle, myslę, że własnie ta znajomość na to wpłynęła, może ma jakieś pretensje do Ciebie ale dziecko?
Nie naciskaj bo on chce i nie chce a Ty sie męczysz,dobrze,że wie,że decyzja będzie należeć do Ciebie, zobacz jak to rozegrała madziuś, to Ona tu przejęła ster a On stracił grunt pod nogami.
Jeżeli Cie kocha wróci,nie martw się,nie chce Was tracic ale ciągnie go ku nowemu, w tej chwili  przechodzi jakiś poważny kryzys, nie musi być zakochany ale nie wie gdzie jego miejsce, gdzie będzie szczęśliwy,problemy z tęściową i brakiem mieszkania też mają duzy wplyw,to wszystko sie nawarstwilo, podobno gdy facet oddala sie emocjonalnie spada temperatura w sypialni,oni nie potrafią udawać, jak było u Was?
W tym powiedzeniu pusć go wolno jest dużo prawdy, nie rób scen , nie błagaj bo pogorszysz sytuację ale też nie daj się zwodzić w nieskończoność, jak nie chce odchodzić to niech będzie z Wami, macie przeciez dziecko i już jesteście rodziną, w małżeństwie nie ma "urlopów od związku" a rodzina przechodzi wiele kryzysów mimo to trzyma sie razem,może ta koleżanka nie wiedziała,że on jest w związku ale jednak "namieszała".
Jesteście już długo razem, może po prostu poczuł,że się nie wyszalał, rodzina go przerasta?,jednak tu bardzo mu brakuje dojrzałości,przezwyciężanie kryzysu to cięzka praca obojga o On robi sobie "urlop".
Zachowaj spokój i jakoś to przetrwaj,do świąt nie jest daleko,  niech jednak wie,że nie bedziesz czekać wiecznie, bo istnieje niebezpieczeństwo ,że i na święta nie bedzie "jeszcze gotowy" i zacznie zwodzenie a do tego nie możesz dopuścic.Kocham to tylko slowo, czyny sie liczą.
Wiesz mój kuzyn zrobil sobie "przerwę" na pół roku, przez pół roku bawił się, jeździł na spływy potem nagle wrócił bo "zrozumiał", jak na razie bardzo sie stara,zabiega, może Oni czasem tak mają?
Uda Wam sie ale pod jednym warunkiem, jest między Wami milość z obu stron,to pozwoli przezwyciezyć każdy kryzys.
Frytka też ma dużo racji, na uczelni usmiechnieta i wyluzowana kolezanka w domu  zgorzkniala narzeczona i facet ciągnie do tej "zadowolonej"

22

Odp: Czy to już koniec? O co w tym wszystkim chodzi?

Myślę, że masz dużo racji. Jeśli chodzi o sypialnie. W sumie nie pozwalał się przytulać jak zasypialiśmy, ale w środku nocy niemal codziennie się kochaliśmy. Zawsze myślał też o mnie, nie był egoista. Jednak jednej nocy patrzałam na niego, a on się odwracał. Gdy zapytałam rano, dlaczego to zrobił nie potrafił na to odpowiedzieć, powiedział, że mi się wydawało. Na początku na drugi dzień był miły, w sumie to normalny. Jak gdyby nigdy nic, jednak po tym jak się dowiedziałam o tej dziewczyny. Po wspólnych nocach zachowywał się obcasowo, mówiłam że mnie tym rani, a on, że wie że powinniśmy się nie kochać. Jednak dalej się kochaliśmy, ale on już w nocy po całym akcie się przytulał bardzo, bardzo mocno, jakby chciał powiedzieć przepraszam...

Jak na razie się nie odzywał. Ostatnio napisał maila w pn, takiego normalnego, jak gdyby nigdy nic się nie stało. Ale wczoraj już się nie odezwał w ogóle. Staram się układać życie, ale mam dość budzenia się rano i pytania samej siebie, czy to wszystko się w końcu skończy.

23

Odp: Czy to już koniec? O co w tym wszystkim chodzi?

Smutna... przeczytałam Twoją historię i wszystkie wypowiedzi i nie rozumiem świata mężczyzn. Nie ma żadnej logicznej przyczyny, żeby miał zostawić Ciebie z dzieckiem. Jesteście ze sobą 10 lat, a on oczekuje, że będzie tak jakbyście dopiero się poznali. A Ty? Gdzie są Twoje potrzeby? Może Ty też chciałabyś żeby on był taki jak na początku. Dlaczego to Ty masz czekać, aż on łaskawie zdecyduje o całym Twoim przyszłym życiu? O całym życiu Waszego dziecka? Masz prawo go o to zapytać - wiedzieć. Do świąt milcz, skoro dałaś mu czas, ale po tym okresie kategorycznie chciej decyzji. Nie jesteś lalką, którą on steruje. Nie pisz, nie dzwoń. To cholernie trudne, ale wytrzymaj, a kiedy przyjdzie moment, że zapyta, czemu nie dzwoniłać, powiedz że byłaś zajęta, że spotkałaś się ze znajomymi ze szkoły, że byłaś na basenie. Niech wie, że Ty też możesz kogoś spotkać, też kogoś kto się uśmiecha i Cię wysłuchuje. Idź do fryzjera, jak Cię zobaczy to niech się zacznie zastanawiać, co Ty robiłaś jak byłaś u mamy. Bądź tajemnicza. Wkurza mnie kiedy ktoś Ci radzi, żebyś siedziała i czekała. Niby dlaczego, może powiedz mu że to Ty się zaczynasz zastanawiać i żeby nie odpisz na jakiegoś smsa, przynajmniej przez godzinę. Tak wie, że siedzisz w domu i czekasz, a jak odpiszesz za kilka godzin, to ciekawość będzie go zżerała co robisz. Jedno jest pewne, jeśli partner nie słucha o Twoich potrzebach wypowiadanych przez łzy to nie jest Ciebie wart. To brak szacunku i egoizm. Pisałaś, że on boi się przyjechać do Twojej mamy na święta. A niby Ty możesz u jego mamy mieszkać? Może też się wstydzisz, może też się boisz? To nie jest ważne? Niech się chłopak wezmie w garść i jak mu zależy na córce to niech przyjeżdża. Poszedł na łatwiznę i odpoczywa od Was. Cwaniak. Wogóle Cię nie szanuje z tego co piszesz. Masz prawo mieć pretensje o romans z inną, bo Cię zawiódł, a on robi wszystko, żebyś to Ty czuła się winna. To nie Ty masz przyjaciela, to nie on musiał wyjechać z dzieckiem. Może niech on posiedzi z dzieckiem a Ty pojedziesz gdzieś z kolegą i się zastanowisz, czy chcesz z nim być. To wszystko trudne i łatwo mi mówić gorzej zrobić, ale weź się w garść i chociaż te dwa tygodnie unieś się honorem i daj mu popalić, niech wie kogo traci. Powodzenia.

24

Odp: Czy to już koniec? O co w tym wszystkim chodzi?

Wielkie dzięki smile Nadal się nie odzywa, no raz zadzwonił po tygodniu, ale to pewnie też dlatego, że napisałam mu, że córa za nim strasznie tęskni. Ja dochodzę do siebie, mam plany na przyszłość. Chciałabym z nim być, ale dla córki, żeby miała fantastyczną rodzinę, dla pieniędzy, bo wiadomo, że razem łatwiej, dla sexu, bo tak wygodniej. Ale czy dla miłości? Co raz bardziej się nad tym zastanawiam. Nie wiem, czy można nadal kochać człowieka, który nie robi nic, aby mu przebaczyć i tak cholernie mnie skrzywdził...
Dzwonił w piątek, ja uśmiechnięta, szczęśliwa, ale nie dlatego, aby mu pokazać, że się cieszę, że dzwoni, a dlatego, żeby zobaczył jaka jestem na luzie. On zamulony, coś tam mówił, że sobie majtki na basen kupił i jedzie do szkoły i pójdzie chyba na basen. Rozmawiając z nim olałam to, ale później się tym strasznie przejęłam, nie spałam w nocy. Ale dzisiaj mi to wisi. Jak będzie miał z nami być to będzie, a jak nie to nie... Trzeba żyć dalej. Tylko nie wiem jak się zachowam, gdy on przyjedzie do córki na święta, a dla mnie będzie chłodny, wręcz zimny i będzie chciał to ciągnąć, ale tylko jako taki lodowiec sad Nie wiem, może faktycznie powiem do niego wtedy... żegnaj.

25

Odp: Czy to już koniec? O co w tym wszystkim chodzi?

Nie powiesz żegnaj bo widać, że chcesz z nim być. Kochasz go, inaczej byś tu nie rozpaczała w necie. Mówię Ci trzymaj klasę i nie pisz do niego. Spotkaj się ze znajomymi, też kup sobie stroj i idź na basen, do kina, no nie wiem.... Babcia na pewno chętnie posiedzi z wnuczką skoro mieszka 600 km dalej na pewno rzadko ją widuje. Skorzystaj z chwili wolności, a czas sam pokaże co będzie.
Powodzenia.

26

Odp: Czy to już koniec? O co w tym wszystkim chodzi?

Dziewczyny, jest strasznie. Po tygodniu nie odzywania się, zadzwonił w czwartek, aby poinformować mnie, że jego mama nie wyjeżdża, tak jak było to w planie i że mamy przyjechać z córką na święta. Szczerze mówiąc strasznie mnie tym zaskoczył... Nie wiedziałam co powiedzieć przez całą rozmowę czułam jak mi się głos trząsł i łamał... Nie pojadę do nich na święta, z jednej prostej przyczyny. Jego matka jak składałam jej życzenia nawet nie wstała, no i fakt że kazała nam się wyprowadzić potwierdza mnie w przekonaniu, że nie będę tam mile widziana. A w końcu to święta, więc też bym chciała spędzić je radośnie i spokojnie. Z rozmowy z nim wywnioskowałam, że chce spędzić święta z rodziną, dlatego chce abyśmy przyjechały, ale jak zapytałam, czy chce spędzić święta ze mną to powiedział, że to nie jest rozmowa na telefon. Jak zakomunikowałam mu, że wyjeżdżamy do Warszawy, aby ułożyć sobie życie, zapytałam czy też wyjeżdża. Powiedział, że jeszcze nie teraz. W sumie wywnioskowałam, że zależy mu na świętach z dzieckiem, nie ze mną. Odniosłam wrażenie jakbym była niepotrzebna na te święta, ale wiadomo że dziecka nie wyśle samej. Nie wiem co mam począć, mam strasznie pogmatwane w głowie. Byłam już nastawiona na to, że nie zadzwoni, że powie odchodzę, a on dalej ciągnie ten straszny koszmar. Jak tak trochę doszłam do siebie to wywnioskowałam, że jego matka musi strasznie w tym wszystkim mieszać. Dodam jeszcze, że mąż ją zostawił 13 lat temu i całą siebie powierzyła mojemu narzeczonemu, moim zdaniem to strasznie nim manipuluje. Nie wiem, czy mu zależy na mnie tak samo jak na dziecku. Nie chce się wiązać z nim tylko dla dziecka... Napiszcie coś, proszę, bo sama z tym wszystkim wymiękam...

27

Odp: Czy to już koniec? O co w tym wszystkim chodzi?

Zostawił nas (mnie i córkę 1,5 roku), spędzamy osobno Święta. Ostatni raz rozmawiałam z nim w czwartek, powiedział, że nie wie czego chce w życiu. Nie wie, czy mnie kocha. Nie wie, czy kocha ją (dziewczynę ze studiów, która odwzajemnia jego uczucia i wie o tym, że ma dziecko i miał narzeczoną, myślę, że nie kochali się, on tak mówi i mam podstawy mu w to wierzyć). Wie natomiast, że nie chce ratować naszego związku, ale chce spróbować z nią. Powiedział, że nie chce mnie stracić, ponieważ zbyt wiele nas łączy i mówił, że tu nie chodzi o dziecko. Mówił, też, że wie o tym, że my i tak będziemy razem, że on raczej ją zostawi i takie tam. Szczerze mówiąc też wierzę w to, że znów będziemy razem. Właściwie on nie chciał odchodzi to ja go do tego zmusiłam, aby tak zdecydował. Zapytałam wprost, czy jesteśmy razem, a on na to, że: na razie nie. Zapytałam, czy zrywa zaręczyny powiedział, że tak, powiedziałam mu, że ok, że już nie jesteśmy rodziną, że on jest tylko ojcem mojego dziecka i gdy zdecyduje, ile chcę od niego alimentów to mu dam znać, a on ze łzami w oczach i drżącym głosem zapytał, czy zadzwonię do niego jutro. Powiedziałam, że nie mamy już o czym rozmawiać. Rozłączyłam się, no i napisał do mnie maila, żebym do niego zadzwoniła jutro, bo chciałby chociaż z dzieckiem porozmawiać, no i zadzwoniłam.

Powiedziałam, że zostaje jeszcze u mamy póki się nie pozbieram i nie zdecyduje co dalej. On powiedział, żebym nie mówiła, że nie mam gdzie wracać, bo zawsze mogę wrócić do jego mieszkania, ale ja nie chce tego i powiedziałam mu, że on wie, że i tak nie przyjadę, a rzeczy moje i dziecka spakuje sam i przewiezie do mieszkanie, które sama wynajmę i już będę twardo stała na nogach. Mała, która właściwie dopiero się uczy mówić, przez cały czas, gdy z nim rozmawiała, mówiła: tata, tata, tata... Ona była "zdziwiona", oddała mi telefon i usłyszałam, że on płacze, na pytanie czy chce z nią jeszcze rozmawiać odpowiedział, że nie, więc się rozłączyłam.

Po opisaniu sprawy chciałam Was zapytać drogie forumowiczki, czy jest sens czekania na niego, wiem że przyjdzie, wiem że będzie chciał przepraszać, ale czy jest sens, aby mu wybaczyć to? Czy po prostu olać sprawę i żyć swoim życiem. Ułożyć sobie je z córą. I po prostu żyć pełną piersią, a jak przyjedzie na kolanach to powiedzieć sorry, za bardzo cierpiałam. Szczerze mówiąc już się pozbierałam, tak mniej więcej i wiem że sobie poradzę sama, ale nie wiem czy mu wybaczyć to wszystko.

Nie odzywa się całe Święta, więc pewnie dowiedział się, że napisałam do tej dziewczyny maila, żeby mu tak nie ufała, bo widać, że po 10 latach potrafił zostawić kobietę z dzieckiem. Prawdopodobnie się obraził, czy coś. Dowiedziałam się, że jego brat ma tą dziewczynę w swoich znajomych (od nie dawna), więc pewnie musi o wszystkim wiedzieć.

28

Odp: Czy to już koniec? O co w tym wszystkim chodzi?

Droga Smutna85,
Myślę, że to zbyt poważna sprawa, byś miała tu całkowicie sugerować się opiniami osób z forum. To czy mu wybaczysz, to kwestia własnej wrażliwości, chęci, bilansu zysków i strat jakie niesie za sobą to rozwiązanie.
Czytając Twoją historię czuję do Twojego byłego/obecnego/może przyszłego faceta złość. Moim zdaniem człowiek ten jest paskudnie przebiegły. Jedną nogą chce tkwić w nowym związku, jednak dąży do tego, by mieć również otwarte drzwi do Ciebie. Istny bigamista!
Zachowuje się jak niedojrzały szczeniak, a jest już dorosłym facetem. W moich oczach byłby bardziej usprawiedliwiony, jeśli oszalałby dla tamtej, a potem zrozumiał błąd i pragnął wrócić. A tutaj...jest przebiegły i wręcz perdifny w tym co mówi, w tym co myśli...Zachowuje się paskudnie lawirując tak, zdając sobie konsekwencje ze swoich czynów (!) a mimo to, brnąc dalej.

29

Odp: Czy to już koniec? O co w tym wszystkim chodzi?

póki co żyj dla siebie i córki, nie myśl o tym co będzie, nie zastanawiaj sięco będzie jak wróci... Żyj bez niego, nie wiesz czy wróci, czy jak będzie chciał wrócić to czy ty będziesz tego chciała... Teraz jesteś tylko ty i córka, bez żadnego zbędnego gdybania...

a ten mail do niej to nie był dobry pomysł

30

Odp: Czy to już koniec? O co w tym wszystkim chodzi?
SMUTNA85 napisał/a:

ale wiadomo że dziecka nie wyśle samej..

Dlaczego. Wszystko czytalam bez uniesien ale to zdanie mnie ruszylo...
Jestes ubezwlasnowolniona dzieckiem? To tylko Twoje dziecko z innym partnerem? i niby dlaczego on nie zajmuje sie corka??!!! Nie mozesz zostawic jej z tatusiem na dwa tygodnie i zalatwic swoich spraw w tym czasie? Dlaczego mezczyzna odchodzac ze zwiazku traktuje jako PEWNIK, ze jest wolny i bez zobowiazan!!! Ciagle to sie przewija we wszystkich postach. Zastanawiajace??? On nie jest wolny. Ma dziecko i obowiazki wobec niego. Co by bylo gdybys oznajmila, ze oddajesz dziecko mu pod opieke. Nie mowie, ze masz to zrobic... ale moze warto uswiadomic mu, ze jest ojcem a nie plemnikodawca.

Co by bylo gdybys oswiadczyla, ze psycholog powiedzial Ci, ze masz silna i postepujaca depresje na skutek zdarzen domowych i w zwiazku z tym nie jestes w stanie psychicznie opiekowac sie Wasza corka przez najblizsze dwa lata... Dlatego prosisz by odebral corcie od Ciebie w najblizszy piatek, wraz z ubrankami. Moze trzeba wylac na niego kubel zimnej wody. Oczywiscie corka nie moze uslyszec tej rozmwowy... ona musi czuc ze kochacie ja obydwoje.
Przy okazji zobaczysz jakim jest ojcem... gdybys ze wzgledu na dziecko chciala z nim byc.

31

Odp: Czy to już koniec? O co w tym wszystkim chodzi?

Całe Święta się nie odzywał, a dzisiaj dzwonił, bo mała jest chora i napisałam mu o tym sms-a. Zapytał, czy może do nas przyjechać jak się poprawi pogoda. Powiedziałam, że tak, że jest ojcem, więc ma prawo widywać się z dzieckiem kiedy chce, a on na to, że on chce przyjechać do mnie i ze mną porozmawiać, a ja na to, że my już nie mamy o czym rozmawiać, bo mnie przecież zostawił. Zerwał zaręczyny. On twierdzi, że ta rozmowa przez telefon, która była w czw była nie taka jak powinna i nie powiedział mi wcale, że nie chce ze mną być. Mam mieszane uczucia, nie wiem o co mu chodzi. Powiedzmy, że jednak się opamiętał i chce ze mną być, ale jak ja mam się teraz zachować? Jak mu zaufać po raz kolejny? Jaką mam pewność, że jednak chce być ze mną, a nie przypadkiem z dwoma na raz? Wymagać od razu ślubu i kupna tego mieszkania? Czy może udać niedostępną i niech mi udowodni, że jednak chce tworzyć rodzinę, a nie się bawić. Jeszcze jedna ważna rzecz, podejrzewam, że jestem w ciąży, powiedziałam mu o tym. Odniosłam wrażenie, że się z tego powodu ucieszył i mówił, że razem sobie damy radę z dwójką, na moje stwierdzenie, że ja dam sobie radę z jedną, to i z drugim też dam sobie radę.

32 Ostatnio edytowany przez gazia (2010-12-27 11:07:26)

Odp: Czy to już koniec? O co w tym wszystkim chodzi?

Niczego nie udawac, zerwac definitywnie. Wystapic o alimenty.
On sobie w kulki leci.jestes młoda i sobie znajdziesz faceta. Nie daj sie. pa.
Masz rodzinę to Ci pomoga. Nie jestes sama. Jestes do tego młoda. Co chesz się meczyc na starośc? On i tak sobie poszuka inna , skoro teraz taki jest z niego lovelas. Trzymaj sie i szanuj sie!

33

Odp: Czy to już koniec? O co w tym wszystkim chodzi?

Mam inne zdanie, porozmawiaj z nim szczerze na każdy temat który Cię boli, jednak bądź na dystans i nie rzucaj mu się od razu na szyję jeżeli będzie chciał wrócić. Moim zdaniem pogubił się, przerosły go problemy zycia codziennego, nie dał sobie z nimi rady, oczywiscie to dla Ciebie jest sygnał że w przyszłości może (nie musi) miec z tym kłopot. Zastanów sie tak na spokojnie czego TY chcesz? co jest dla Ciebie najważniejsze? bo najwazniejsza jesteś TY i Twoje dziecko lub dzieci, reszta się ułozy.

34

Odp: Czy to już koniec? O co w tym wszystkim chodzi?

Zdecydowałam, że znów napiszę, bo mam mętlik w głowie. W tygodniu przed sylwestrem było wszystko normalnie, zachowywał się normalnie i wciąż powtarzał, że nas nie zostawił i że chce się ze mną zobaczyć. Sylwestra nie spędzaliśmy razem, jednak pojechał do brata, niby sam. Rozmawiałam z nim 3.1 mówił, że już chyba wie czego  chce w życiu. Że chce być z nami, że zależy mu na mnie, dzieci nie mają tu nic wspólnego. Że wyjedzie z nami do Warszawy, nie będzie się kontaktował z tą dziewczyną, zmieni szkołę. Ja mu wypominałam, że mu już pewnie nie zaufam, a on to, że jeszcze mu zaufam i że ma ochotę mnie bić po głowie. Jakieś takie dziwne przekomarzanie się. I że do nas przyjedzie, pierw powiedział, że 15.1, a potem, że nie obiecuje, bo znowu będę się czepiała, że obiecuje i nic z tego nie daje. Powiedziałam mu, że niech już nie mówi, że mu zależy, tylko zacznie działać. We wtorek się nie odezwał. W środę napisał sms, jak się czuję i jakieś takie te sms-y normalne, ale nie wylewne. Potem przez tydzień się nie odezwał. Do dzisiaj się nie odezwał. Tzn. ja napisałam co tam u Ciebie, a on, że jest chory. Ma grypę i wysoką temperaturę.

Ostatnio powracają do mnie myśli o tym co się wydarzyło, o tym czy jeszcze faktycznie mu zaufam. Czemu się nie odzywa? Czy chce abym to ja go zostawiła? Chyba nie o to chodzi, bo do dnia dzisiejszego nie dostałam informacji o szczepieniu dziecka (miał mi napisać kiedy ma wyznaczony termin, powiedział na to, że razem ją zaszczepimy). Czy on myśli, że nie ma sensu dzwonić, bo i tak się będziemy kłócić? Że sms-y źle mu się kojarzą. Po tym jak nas zostawił na dzień przed wigilia powiedziałam mu, że ma się do mnie nie odzywać, nie pisać, nie dzwonić, bo i tak nie mamy o czym rozmawiać. Co mam o tym myśleć? A może on chce, abym przemyślała swoje zachowanie? To, że faktycznie nie jestem taka do końca "normalna" smile A podkreślam po raz kolejny, że dużo złego zrobiłam w naszym związku. Jak pomyśle o tym, że on był teraz na weekend w szkole i widział się z nią to myślę o tym, że może zmienił zdanie, że jednak nie chce być z nami.

Ja chyba sama nie wiem czego chce. Tzn. wiem smile Ale wiem, że tego nie mogę mieć i pewnie długo nie będę miała...

35

Odp: Czy to już koniec? O co w tym wszystkim chodzi?

Dziewczyny. Dzisiaj rozmawiałam z nim przez skype. Nie przyjedzie, bo jest chory. Pierwszy raz od 10 lat widzę go takiego chorego. Powiedział, że przyjedzie, ale tylko po nas, bo nie było go przez tydzień w pracy i będzie miał natłok pracy, a co za tym idzie, nie dostanie urlopu. Powiedziałam mu, że nie, że pierw chcę z nim porozmawiać. Więc musi na 2 dni przyjechać.

Powiedział, że chce być ze mną. Że wie, że jestem dobrą osobą i dobrze będzie wyglądał nasz związek. Że nie jest szczęśliwy, ale to nie jest dla niego najważniejsze. Ważne jest, abyśmy spróbowali być znów razem. Dostał jakieś 7 lat temu obrączkę. Którą zawsze nosił, ale dzisiaj zauważyłam, że jej nie ma. Więc ją zdjął... Odnoszę wrażenie, że on chce z nami być bo tak wypada. Czy ten związek ma sens? Mówił, że ładnie wyglądam, że ma ochotę wyjechać ze mną na weekend, sami, bez dziecka, ale boję się znów mu zaufać. Jaką mam pewność, że za pół roku powtórzy się znów to samo. On mówi, że oczywiście zakończy tamtą znajomość, ale twierdzi, że w sumie tam nic się nie zaczęło, więc nie ma co zakańczać. Ze studiów chyba nie zrezygnuje, bo twierdzi, że ma dobre oceny, że tylko rok mu został, więc chciałby mieć z głowy tą szkołę. Ale jak ja mam znieść myśl, że on spotyka ją tam? Że na nią mimo wszystko patrzy, że rozmawia. Myślę, że jak ktoś się zauroczy to ciężko mu później patrzeć na tą osobą olewając. Nie wiem jak ona jest na niego nastawiona, ale chyba chciałaby z nim osiągną kolejny etap...

Co robić?

36

Odp: Czy to już koniec? O co w tym wszystkim chodzi?

Mówił jeszcze, że w życiu nie jest tak łatwo i że chce być ze mną, bo to jest związek stworzony na miłości, ale teraz to raczej na rozsądku, czy coś w tym stylu. Czyli poświęcać życie na to? Czy jednak znów mu się odwidzi?

37

Odp: Czy to już koniec? O co w tym wszystkim chodzi?

Smutna85 Wasz związek wygląda jak związek dzieci w szkole. Oczywiście jest to w większości jego wina, bo on się waha. Nie dzwonił przez tydzień. Przecież ma dziecko. Nie musi dzwonić do Ciebie, ale odpowiedzialny człowiek dba o dziecko. Dzwoni, tymbardziej że było chore, a już przesadza z tą szczepionką, że nie mówi Ci o wyznaczonej dacie. Twój chłopak jest nieodpowiedzialny, bawi się Tobą, bo wie że bedziesz czekała, wykorzystuje Twoją miłość i swoją lepszą sytuację. Lepszą bo jest w domu, a Ty musialaś wyjechać, lepszą bo to on pracuje, lepszą bo on się uczy i rozwija, spotyka z ludźmi i lepszą bo to on Ci powiedział, że to on decyduje. Jednego dnia mówi jedno drugiego co innego. Moim zdaniem daj mu określony czas na decyzję. Nie za krótki, może 2 tyg może miesiąc - tyle uważasz za słuszne. W tym czasie nie ciągnij z nim rozmów o byciu razem, wogóle nie pozwalaj wciągać się w taką gierkę. Zmieniaj temat, mów krótko i zwiężle co u dziecka i koniec rozmowy, a po określonym terminie który mu dałaś spotkaj się z nim, jeśli on nie przyjedzie do Ciebie Ty jedź do niego (choćby ze względu na szczepienia dziecka) i nie przez tel ale prosto w oczy rządaj krótkiej i jednoznacznej odpowiedzi tak lub nie, zadnych wywodów rozmow tylko proste pytanie prosta odpowiedź. Przestań dawać się źle traktować. Jesteś warta człowieka który będzie nosil Cię na rękach.

38

Odp: Czy to już koniec? O co w tym wszystkim chodzi?

Określił się w końcu i przyjeżdża rano w czw. Czeka nas sporo do omówienia. Poradźcie proszę jak rozegrać tą rozmowę. O co pytać, czego wymagać? Jak zacząć budować ten związek? Jak go zainteresować sobą? Jak się zorientować, czy nie kłamie, czy zakończył poprzednią znajomość, czy chce być ze mną, czy ze względu na dziecko, czy dlatego, że mnie nadal kocha? Mam wiele pytań i nie znam na nie odpowiedzi. Boję się tego dnia sad

39

Odp: Czy to już koniec? O co w tym wszystkim chodzi?

Jak wyszła rozmowa? Jakie decyzje? Jak się czujesz?

40

Odp: Czy to już koniec? O co w tym wszystkim chodzi?

zaczne od początku...mój mąż od pół roku jets dla mnie nie czuły, nie interesuje sie mna. nie moge o nim pow złego słowa bo jest ok, ale w tych sprawach np seksu i uczuciowych zaniedbuje mnie jako kobiete:( kiedyś był dla mnie bardziej czzuły. z róznymi rzeczami sie dla mnie poswiecał, a teraz zachowuje sie tak jakbym była dla niego taka co gotuje zajmuje sie dzieckiem i domem... w naszym zwiazku nawet seksu juz nie ma....co mam robić ???pomuzcie mi prosze:(

Posty [ 41 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Czy to już koniec? O co w tym wszystkim chodzi?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024