Supergirl napisał/a:I tu jest trochę pies pogrzebany, no ale widzę, że starasz się być obiektywna, więc jeśli chcesz to spróbuj.
No dobrze, to spróbuję obiektywnie to przedstawić.
Poznaliśmy się w sierpniu.Ledwo się poznaliśmy, wymiana numerami gg,codzienne spotkania. Nie dał mi nawet 1 dnia odpocząć, żebym mogła za nim zatęsknić. Jak się nie spotykaliśmy, to pół dnia pisaliśmy na gg. Zawsze on zaczynał pisać. Więc mógł odczuć,że mi na nim nie zależy, jednak wcale tak nie było. Raz do niego napisałam pierwsza, to odpisał, że nie może teraz pisać, ale się odezwie. ( wiesz jaki był powód? Był zajęty graniem na komputerze.
)
To stwierdziłam, że więcej nie będę się narzucać skoro gra jest taka ważna i od tego czasu to on zawsze zaczynał rozmowy, proponował spotkania. Raz chciałam dać mu zatęsknić,nie pojawiać się na gg, nie odpisywać na smsy, nie odbierać telefonu, wprowadzić trochę niepewności, ale nie udało mi się to, ponieważ za bardzo mi zależało i nie potrafiłam być konsekwentna.
Tak więc codziennie on pisał, on dzwonił, on łapał kontakt, więc mógł poczuć, że ja się nim bawię, nie zależy mi itp.Ale ja jestem pamiętliwa i biorę wszystko dosłownie, więc skoro napisał mi że napisze/zadzwoni do mnie, to uznałam,że ciągle tak będzie. I rzeczywiście tak było.
Byłam dla niego ważna, czułam to. Bardzo liczył się z moim zdaniem. Robił wszystko,aby było mi dobrze. Kiedy miał problem, mógł liczyć na moją pomoc, wsparcie, zresztą ja mogę powiedzieć to samo o nim.
Czasami się przedrzeźnialiśmy-tak fajnie się denerwował 
Było cudownie. I co, nagle koniec, bez słowa. Wyprowadzka, cisza. Potem się odezwał. Przeprosił, mówiąc że to nie od niego zależało. Wytłumaczenie zostawię sobie dla siebie(nie chcę zbyt dużo mówić, zeby przypadkiem tego nie przeczytał). Ale mówił prawdę. Brnęliśmy w to dalej. Było lepiej i lepiej. Mimo, że wyjechał rozmawialiśmy ze sobą dalej. Potem wiem, że miał problemy w nowej szkole,nałapał złych ocen i musiał poprawiać. Ja też zamiast się uczyć, siedziałam cały dzień przed komputerem, z telefonem koło siebie, czekając na niego i zawaliłam kilka przedmiotów. I się nie doczekałam. W listopadzie dałam sobie na luz, szkoła, nauka, sen. Tak wyglądał każdy mój dzień. Nie było czasu w tym wszystkim na niego. Nie wiem czy dobrze,ale stwierdziłam, ze skoro on nie ma dla mnie czasu, to ja nie będę jak ta głupia czekac całymi dniami na niego.
I teraz wiesz jak wygląda moja obecna sytuacja.
mogłabyś napisać, że chłopak wolał grać w grę, okazując mi, że mu na mnie nie zależy, więc od razu odpowiem. Ja jestem wyrozumiała. Wiem, że czasami facet lubi się rozerwać oglądając mecz, grając w grę. Było mi wtedy przykro,ale rozumiem to i nie chciałam mu zabraniać robić rzeczy,które lubi. Tak samo z kolegami, z którymi czasem spotykał się zamiast ze mną. Też rozumiałam to i mimo,że było mi przykro, w głebi duszy miałam o to pretensje, ale nie mogłam mu tego zabronić i nie robiłam też scen zazdrości.
A najważniejsze w tym wszystkim jest to, że nie byliśmy parą. Więc nie czułam się na tyle ważna, żeby mu zabronić spotykać się z kolegami,grać na komputerze itp. A przede wszystkim czułam, że mówienie mu, że go kocham byłoby nie na miejscu.
Przez co tak na dobrą sprawę facet mógł uznać, że traktuje go jak kolegę. Bo popatrz na to z jego punktu widzenia:
- nigdy nie zaczynałam pierwsza rozmowy
- nie mówiłam mu co do niego czuję
- czasami strzelałam niepotrzebnym fochem
- miałam wahania. najbardziej po jego wyprowadzce, kiedy po każdej kłotni twierdziłam, że to wszystko jest bezsensu. A on mnie wtedy przekonywał, że wręcz przeciwnie i ze mu bardzo zależy.
No i właśnie myślę, że teraz choć raz, to ja mogłabym się odezwać. Spróbować naprawić. Bo tak naprawdę gdy mi go zabrakło, uświadomiłam sobie jak jest dla mnie ważny. Chciałabym mu pokazać, że naprawdę mi zależało/ zależy mimo że tego mu chyba nigdy nie okazałam. Tylko nie wiem, jakby zareagował. I tego się boję. A najbardziej boję się, że:
- nie odpisze
- albo odpisze "kim jestem?" bo nie wykluczam opcji,że skasował już mój numer
- albo odpisze coś, z czego wywnioskuję, że to był zły pomysł
- albo że znajomość odżyje, a potem znowu wielka załamka, bo nagle koniec.
Najbardziej bolałoby mnie gdyby w ogóle nie odpisał. Już bym wolała, gdyby napisał cokolwiek, chociażby pytanie kim jestem.
Suprgirl napisał/a:w podobnej jeśli chodzi o żałobę, o dręczenie się o to "co autor miał na myśli" (tylko akurat myślę czy mu zależało), a ja mojego znam 7 lat - 1/3 mojego życia czyli w zasadzie całe "świadome życie", byliśmy oficjalnie 4,5 roku, więc trochę to już wszystko inaczej wygląda i wydaje mi się to cholernie skomplikowane (oczywiscie nie zrozum niby ze moj problem jest powazniejszy, bo uwazam ze chodzi o intensywnosc uczuc a nie od dlugosc , chodzi o to, że ja strasznie bym chciala zeby ktos mi pomogl to zrozumiec, ale ja nie jestem w stanie tych 7 lat znajomosci i bycia potem ze soba opisac - jedno wiem - on ma problem ze soba, a ze mnie zrobil wariatke i dziewczyne bez szacunku i wartosci, chociaz czasami mam wrazenie, ze on sobie nie zdawal z tego sprawy, a moze byl tak przebiegly
Twój rozstanie pewnie było bardzo bolesne, bo 4,5 lata to w końcu nie to samo co moje kilka miesięcy 
Skoro ma problemy ze sobą, to może nieświadomie zrobił z Ciebie wariatkę ? Jeśli Cię kochał ,to niemożliwe, żeby zrobił to specjalnie, jaki miałby cel. Oj podziwiam Cię za tą siłę, którą znalazłaś w sobie, żeby do niego nie odpisywać, mi właśnie tego brakuje. Nie jestem konsekwentna.
Trochę głupio, że tak krótko walczył. Ale oni mają dziwne myślenie, więc może tego że Cię kochał odpuścił sobie, żebyś nie pomyślała, ze się narzuca? Choć jak mu zależało to powinien walczyć do końca...
Najgorzej,że nie daje Ci o sobie zapomnieć, pisząc do Ciebie. I w ten sposób pewnie nie odetniesz się od niego na stałe.
Zacznę sobie też powtarzać o tej filiżance, bo baardzo mi się to podoba.

I nie wiem, co będzie dalej.
Mam nadzieję, że obie wyjdziemy z tego dołka i będzie już normalnie. 