Kiedyś nie byłam tak zestresowana, ale ostatnimi czasy prowadzę dość stresujące życie pełne napięć różnej masy. Najgorsze jednak jest to, że w sytuacjach stresujących zauważyłam, że drżą mi ręce i nogi. Czy to możliwe, że to tylko stres ? Czy może być to coś poważniejszego ? Dodam, że trwa to tylko chwilkę ...
nerwica ma takie objawy ale dla pewności możesz skonsultowac to z lekażem należy trochę dac na luz odpocząc.
Ja też miewam od czasu do czasu takie chwile... Szczególnie kiedy zdawałam maturę byłam wtedy jednym wielkim kłębkiem nerwów. Na szczęście maturę zdałam odpoczełam w wakacje i stres minął. Teraz ide na studia, do pracy czeka mnie znowu wiele stresujących chwil ale mam teraz o wiele wiecej sił
Może potrzebujesz trochę odpoczynku? Tak jak aga25* uważam że powinnaś wrzucić na luz. Spędź trochę czasu tylko dla siebie porób trochę rzeczy które lubisz robić takie które przynoszą Ci spokój
Życie w dzisiejszych czasach jest na ogół szybkie stresujące zapominamy o sobie o odpoczynku i przyjemnościach
Spróbuj skupić się na jakiś lekkich i miłych rzeczach ![]()
Moim zdaniem trzeba się wyrwać z otaczającej rzeczywistości na jakiś czas, zeby się zdystansować. Inaczej nie masz szans, bo cały czas źródło stresu jest obok. Dla mnie najsensowniej jest wyjechać w podróż na dwa trzy tygodnie, bo dopiero wtedy możemy oderwać myśli od codzienności. A także dzięki temu regenruje się nasz układ nerwowy, wszystko się reguluje, poziom hormonów etc. Stres przecież nie jest tylko w głowie ale i w ciele.
Witajcie , dzisiaj niedziela. Mam serdecznie dość. Wkurzam się ,bo nie mogę nadążyć. od rana mam nerwy,popłakuję sobie. Po prostu jestem jednym strzępkiem nerwów. Nie umiem sobie ze wszystkim poradzić. Czuję się nieudacznikiem. Praca,dom, zajęcia córki ,na które trzeba ją zawieść., zaczęła się zerówka. Ten nadmiar obowiązków przerósł mnie. Mojego męża nie ma w domu całymi dniami,bo pracuje. Nie pomaga mi. Normalnie naczynia mogą leżeć w zlewie, a on sie nie domyśli,że może trzeba je umyć. I jeszcze to łażenie w butach po całym domu, zostawianie wszędzie jakiś rzeczy. No szlag mnie trafia. Teraz mam chwilkę wytchnienia( to nic,że robię leczo na kolację, mam jeszcze poprasować , naszykować Ewelinke do przedszkola, sama siebie ,bo wracam jutro do pracy) i tak sobie narzekam, ciągnę nosem. Mam dość. Marzy mi się odpoczynek ,ale w pełni słowa tego znaczenia. A tu co pięć minut , Skarbie gdzie są moje dzinsy, mamo daj mi pić, skarbie ta zupa już, mamo tato mi nie chce dać puzzli, itd. Mam ochotę założyć stopery!!!!
Ale ponarzekałam sobie. No może i lepiej mi trochę. Najbardziej boję się,żeby mi nerwica nie wróciła. Znowu zacznie się niespanie po nocach, obżerka do bólu, koszmar.
dobra kończę już,bo komu by się chciało te wypociny czytać .
jutro będzie nowy dzień, pomyślę o tym jutro. paaaaaa
Witch77, spokojnie. Najważniejsze to dobra organizacja dnia, w której będzie też czas dla Ciebie. Nie musisz zrobić wszystkiego dziś. Mniej ważne sprawy odłóż w czasie. Wiadomo, że córka sama sobie nie poradzi i trzeba jej pomagać, ale mąż mógłby Ci troche pomóc. Np. posprzątać po sobie, a gdyby raz na jakiś czas umył naczynia, to też by mu się nic nie stało. Powiedz mu, że jest Ci trudno i byłoby łatwiej gdyby Ci pomógł. Ty też musisz czasem odpocząć.
Również uważam, żeby powiedzieć mężowi co ma zrobić
Reprezentuję tą grupę (mężczyzn) i wiem, że jak nam się czegoś nie powie, to nie zrobimy ![]()
Obowiązki są uciążliwe, jest Ci ciężko, ale pod koniec dnia się chociaż wycisz
Zaparz herbatkę, usiądź w fotelu (albo na Netkobiety.pl
) i powiedz: to jest moje 5 minut ![]()
Hej: czytam was i chyba rozumię witch77 ja też mam te problemy, mąż nie wie gdzie ma nawet majtki, a jak mu powiem że jest już dorosły i typu (slipki, skarpetki ...) to nie musi mieć niańki jest obraza. Sam nie wie gdzie co ma... to są po prostu dorosłe dzieci. Na uwagę iż mógłby mi pomóc w zmywaniu czy obraniu ziemniaków na obiad (chodzi mi o niedzielę ) to uważa iż mu się wolne też należy (a gdzie dla mnie wolne i czas dla siebie?), syn poszedł do pierwszej klasy nawet nie zapyta się jak w szkole?, bo on zmęczony. A ja mam na głowie, pranie, sprzątanie, gotowanie (tym bardziej iż jemu gotuję osobno obiady gdyż ma cukrzycę) ale męża to nie obchodzi, on czuje się tylko zmęczony a ja nie mam prawa narzekać, bo jak narzekam to kończy się kłótnią, i nie prawdą jest że trzeba to mówić, bo ja swojego męża proszę o wiele żeczy w pomocy i kończy się awanturą bo się czepiam.
na to nie ma super rady
ale obrazić się też masz prawo, więc obraź się na jakiś czas i nie pokazuj wszystkiego, nie podawaj do rączki- może wtedy troszkę oczy otworzy