Dziewczyny,
pisze do was,bo szukam wsparcia,bo inaczej oszleję sama z sobą!
Historię moją opiszę wam dokładniej jutro,bo chwilowo mam internet tylko w iphonie,i pisanie idzie mozolnie..
Tak na skróty-męża poznałam mając 16 lat-wielka miłość,do dziś jest moim jedynym facetem,nigdy go nie zdradziłam,uwielbiałam,wybaczałam,że traktował mnie jak śmiecia...
W wieku 18 lat wzięliśmy ślub (on jest 8 lat starszy),urodziłam córeczkę (najcudowniejsze co mi się w życiu zdążyło -dziś ma 16 lat
),wyjechaliśmy do Niemiec.
Mąż pił,awanturował się,a później...tak mnie kochał!i ja czekałam na te momenty litościwej "miłości",spełniałam się w pracy,powolutku piełam się na schodkach kariery,miałam cudowny kontakt z córką(która b.cierpiała z jego powodu),ale kontakty małżeńskie były coraz gorsze.
Na koniec nie było dnia bez wyzwisk,na które ja już prawie nie reagowałam,a on nawet nie widział potrzeby,żeby przeprosić(bo i poco,skoro spływało jak po kaczce).
Parę dni temu odeszłam...zabrałam córkę i psa i poszłam...
I teraz posłuchajcie najlepszego-serce mi pęka!nie mogę spać,nie mogę jeść,ciagle się o niego (!!!) martwię ...
Wiem,że to jest chore,ale nie wiem jak sobie z tym poradzić...
W wielu innych sprawach nie mam większych trudności...nie boje się samotności,nie chce innego związku,mam świetna pracę i cudowną córkę,która mnie wspiera i jest szczęśliwa,że wreszcie podjęłam tą decyzje.
A moje serce krwawi....
Czy ktoś jest w stanie zrozumieć co się ze mną dzieje????
Z góry wam dziękuje za odpowiedzi!