Mam 32 lata, dwóch synów i jestem w trakcie rozwodu. Wzięliśmy z mężem z 3 lata temu kredyt na mieszkanie. Niestety nie powiodło się nam mimo dużych prób i wyrzeczeń z mojej strony. Wyprowadziłam się z dziećmi do mamy, a on został w mieszkaniu. Najlepsze jest to, że stracił pracę i nie płaci kredytu, w ogóle nie płaci za nic. Na pierwszej sprawie sędzina powiedziała, że jakiekolwiek rozdzielności majątkowe będą rozpatrywane dopiero po orzeczeniu rozwodu. Nie stać mnie na założenie oddzielnej sprawy o rozdzielność. Może ktoś już był w takiej sytuacji?
Jeśli się myle, to niech mnie ktoś poprawi. Ale rozdzielność majątkową można przeprowadzić w każdym momencie. Jeśli mąż się nie zgadza, to sprawa do sądu. Niezależnie od rozwodu. Ale najlepiej spróbuj poszukać czegoś w necie.
Tak można założyć oddzielną sprawę, tylko, że to wszystko kosztuje.
Wklejam z netu:
Mogą się Państwo wspólnie udać do notariusza, jeszcze przed sprawą rozwodową (skoro zależy Panu na czasie) ? i oświadczyć, że chcą Państwo ustanowić rozdzielność majątkową. Zostanie sporządzony akt notarialny, w którym notariusz ujmie Państwa oświadczenia o chęci ustanowienia rozdzielności. Na Państwa życzenie notariusz dokona podziału majątku dorobkowego w ten sposób, że Pan zachowa mieszkanie, samochód i garaż, a żona ? środki pieniężne. Koszt to ok. 400 zł + VAT za umowę o ustanowieniu rozdzielności + koszt działu majątku dorobkowego ? zależy to od jego wartości: powyżej 60 000 zł do 1 000 000 zł koszt wynosił 1010 zł + 0,4% od nadwyżki powyżej 60 000 zł (według notarialnych stawek maksymalnych). Jakich konkretnie dokumentów potrzebuje w takim przypadku notariusz ? musi Pan ustalić z nim bezpośrednio (w praktyce bywa różnie). Sugeruję jednak podzwonić wcześniej do notariuszy ? tę samą usługę różni notariusze wykonują w różnych cenach. Można sporo oszczędzić.
2. Taniej, choć wolniej, można to załatwić sądownie w czasie rozwodu. W pozwie o rozwód należy po prostu zawrzeć wniosek o podział majątku wspólnego małżeńskiego w wyroku rozwodowym. Należy zaznaczyć, że obie strony chcą tego i ustaliły sposób podziału. Jeżeli okaże się, że pomiędzy Panem a żoną jest jednak jakiś spór co do podziału majątku, sąd najpewniej nie dokona podziału w wyroku rozwodowym, pozostawiając to do osobnego postępowania. Koszt sprawy rozwodowej to 600 zł, a jeżeli sąd uwzględni Państwa zgodny wniosek o podział majątku małżeńskiego ? będzie to kosztować dodatkowe 300 zł.
to i tak nie będzie proste bo mój mąż nie chce rozwodu. Robi mi wszystko po złości. Po prostu chce mi uprzykrzyć życie jak tylko się da.
witam w poniedziałek chce złżyc dokumenty rozwodowe i nie wiem co będzie dalej.Mam 2 dzieci i boję się co to będzie może macie jakies rady
alicja25, a dlaczego składasz ten wniosek?
jak mamy problem prawny to nie idziemy po porade do pani Gozdzikowej... tylko do prawnika. Prawnik kosztuje duzo mniej niz straty na jakie narazic nas moze partner.
Alicjo, ja też się bałam i wiele innych kobiet. Trudno tutaj o dobre rady, bo każdy rozwód to inna, indywidualna sprawa do rozpatrzenia. Niemniej życzę powodzenia, trzymaj się ![]()
BŁAGAM o pomoc. Chodzi o moich rodziców. Mama 45 lat, tata również 45, razem są ze sobą od 23 lat. Chodzi o to, że chcę pomóc mamie w rozwodzie z moim ojcem. Potrzebuję tylko kilku informacji. Może na początek opiszę trochę sytuację.
Mieszkam w domu razem z 13-letnim bratem, 15-letnią siostrą i bratem, który ma lat 23, jednak w domu bywa tylko w weekendy, gdyż wyjeżdża do pracy w Austrii. Ja mam lat 20. Moi rodzice utrzymują się z gospodarstwa. Mama pobiera z urzędu gminy zasiłki, stypendia, co tylko jest możliwe, gdyż inaczej nie mielibyśmy z czego żyć. Tata daje do portfela trochę pieniędzy tylko wtedy gdy sprzeda jakąś maszynę lub trzodę, resztę zatrzymuje dla siebie. Co robi z tymi pieniędzmi? Już odpowiadam. PRZEPIJA. Tak, jest alkoholikiem. Chociaż on sam uważa, że wcale tak nie jest (mimo że dzień w dzień jeździ do baru i przyjeżdża nachlany jak beka). Odkąd pamiętam, między mamą a tatą nigdy nie było różowo. Zdarzały się takie awantury, że dochodziło do rękoczynów. Oczywiście to tata bił mamę. Gdy podczas którejś z awantur w obronie mamy stanął mój dziadek (ojciec mamy) lub mój brat-również obrywali pięściami. Wszyscy cierpimy przez tatę. Przyjeżdża narąbany, wyzywa mamę od głuchoniemych i nas wszystkich od kurw, pier.olców, szmat, dziwek, gnojów, nierobów, krzyczy że nas wyrzuci z domu, że "roztrzaska nam ryje", że nas pozabija. A tak naprawdę to gdyby nie mama, jej rodzice, ja i moje rodzeństwo, to zgniłby w brudzie. Przecież obiad się codziennie sam nie robi, nie zmywa się samo po nim, nie odkurza się samo, nie sprząta, pranie się samo nie kupuje, nie pierze, nie suszy, nie układa do szafki, króliki i świnie w chlewie się same nie nakarmią, gęsi nie wypuszczą i nie zamkną wieczorem w kurniku!!!! Wszystko za niego robi mama, my jej pomagamy jak tylko możemy. Jednak nikt nie ma odwagi zakończyć raz na zawsze tego piekła. Miesiąc temu kolejny raz była u nas policja. Mama ją wezwała, ponieważ gdy wróciła z kursu komputerowego na który trzy razy w tygodniu uczęszczała za darmo z związku głuchych (niedosłyszy, używa aparatu słuchowego), tata wyszarpał ją z auta za włosy, oczywiście gadał przy tym że mama jeździ się (przepraszam) "kurwić", że i tak jest pier.olnięta, że certyfikaty z tego kursu będzie mogła pokazywać świniom w chlewie itp. Policjanci nie mogli zaoferować nic więcej, tylko "niebieską kartę". Taka pomoc jest do kitu. Powinni ojca zamknąć na co najmniej trzy miesiące żebyśmy mogli trochę odpocząć! Ale widocznie to jest niemożliwe, nie wiem, nie znam się na prawie. Poza tym mama nigdy po takich awanturach nie robiła żadnych obdukcji ani niczego podobnego.
I tak żyjemy, w strachu, poniżeniu, z ciągłymi groźbami, z obawą o to, co jeszcze danego dnia się wydarzy, czy dożyjemy jutra.
Mama boi się rozwieść, bo nie chce nam tak rozbijać życia, nie chce żeby moje młodsze rodzeństwo miało później problemy ze szkołą, nie wie co będzie dalej, nie mamy dokąd pójść, nie mamy pieniędzy na żadne mieszkanie, na nic.
Rodzice nie podpisali żadnej intercyzy, wszystko jest pisane na tatę, cały dom, gospodarstwo. Dlatego jeśli by się rozwiedli, pewnie nic nie dostaniemy. Więc gdzie po rozwodzie mielibyśmy się podziać? Mielibyśmy żyć na ulicy?
Opisałam tą sytuację, bo chcę się dowiedzieć jak by to wyglądało w sądzie. Czy jest taka możliwość, że mimo wszystko po rozwodzie mama, ja i trójka mojego rodzeństwa zostalibyśmy w domu, a tata otrzymałby zakaz zbliżania się do nas i zostałby zamknięty w jakimś ośrodku pomocy społecznej czy czymś takim? Co robić? Przecież on nie może dłużej tak bezkarnie się nad nami znęcać!!!!!!!! Błagam Was, pomóżcie mi jakoś ;(
Widze ze nikt mi tutaj nie pomoże ![]()
moniko, poczekaj chwilę, już czytam
Niestety, ja nie znam się dobrze na prawie. Zaglądnij może do wątków Prawo, odszkodowania, finanse..
Wklejam link: http://www.netkobiety.pl/f81.html
Pozdrawiam
Moniko, niestety nie potrafie ci doradzic. Znalazlam w internecie takie oto stronki, nie wiem, na ile ci sie to przyda, z tego, co sie zdazylam zorientowac mozna tutaj http://www.forumprawne.info/ zasiegnac bezplatnej porady prawnej, poruszane sa rozne zagadnienia, poczytaj, moze troszke Ci to naswietli sytuacje.
Ok, dziękuję jak na razie. :*
Tak można założyć oddzielną sprawę, tylko, że to wszystko kosztuje.
Ale można zwrócić się do sądu o całkowite lub częściowe zwolnienie od kosztów sądowych. W każdym momencie, we wniosku najlepiej.
Droga Moniko, ja z moimi córkami przeżywam podobną sytuację. Mam obecnie 47lat, moje córki 23 i 15. Mój mąż a ojciec moich córek o jeden raz za duż wypił i pobił moją młodszą córkę.Ja i starsz córka byłyśmy wcześniej często maltretowane fizycznie i psychicznie przez "niego". Założyłam sprawę karną, wyrzuciłam z domu. Ale mąż powrócił, miał takie prawo. Ja i moje córki wyprowadziłyśmy się z domu , niby chwilowo do wynajętego mieszkania. Założyłam sprawę rozwodową. Trwa ona już rok i końca nie widac. Mąż mieszka w domu, ma nasze oszczędności, ma wszelkie przywileje. Na rozprawach to ja muszę się bronic i udawadniac, że byłam przyzwiotą , oszczędną zoną, dobrą matką. Czuje sie z tym fatalnie. najgorsze jest w tym, że ja, to ja opuściłam męża, porzuciłam wspólny majątek i muszę się liczyc z wszelkimi niedogodnościami w zyciu. Sędzina proponuje powrót do wspólnego domu, do znienawidzonego męża i ojca. Nie interesuje nikogo nasza sytuacja. Myslę czasami, że lepiej było zostac w domu, jeszcze raz ":przebaczyc". Moje córki absolutnie nie chcą słyszec o powrocie, chociaż bardzo tęsknią za domem, pięknym ogrodem, który sama założyłam i za naszymi pieskami, basset hound, trzy kochane suczki, które zostawiłyśmy na chwilę a obecnie mąż nie chce ich nam oddac. Mój adwoakr radzi abym córkom, tęskniącym za swoimi ukichanymi suczkami , kupiła nowe psy i nie zawracała głowy pierdołami sądowi. Oburza mnie to, z trudem radzę sobie z emocjami. Z przerażeniem patrzę na moje dzielne ale zrozpaczone córki. One też staneły po stronie matki i płacą za to ogromną cenę w bezdusznym świecie niesprawiedliwego prawa i braku opieki a nawet zrozumienia dla naszej sytuacji. Sory, rozpisałam sie ale to boli.Doskonale Cie rozumiem, napewno potrzebujesz wsparcia i rozmów na temat własnej sytuacji rodzinnej. Jestes jak moje córki, dzielna , odpowiedzialna ale tez napewno gdzies kruch.
Droga Moniko, ja z moimi córkami przeżywam podobną sytuację. Mam obecnie 47lat, moje córki 23 i 15. Mój mąż a ojciec moich córek o jeden raz za duż wypił i pobił moją młodszą córkę.Ja i starsz córka byłyśmy wcześniej często maltretowane fizycznie i psychicznie przez "niego". Założyłam sprawę karną, wyrzuciłam z domu. Ale mąż powrócił, miał takie prawo. Ja i moje córki wyprowadziłyśmy się z domu , niby chwilowo do wynajętego mieszkania. Założyłam sprawę rozwodową. Trwa ona już rok i końca nie widac. Mąż mieszka w domu, ma nasze oszczędności, ma wszelkie przywileje. Na rozprawach to ja muszę się bronic i udawadniac, że byłam przyzwiotą , oszczędną zoną, dobrą matką. Czuje sie z tym fatalnie. najgorsze jest w tym, że ja, to ja opuściłam męża, porzuciłam wspólny majątek i muszę się liczyc z wszelkimi niedogodnościami w zyciu. Sędzina proponuje powrót do wspólnego domu, do znienawidzonego męża i ojca. Nie interesuje nikogo nasza sytuacja. Myslę czasami, że lepiej było zostac w domu, jeszcze raz ":przebaczyc". Moje córki absolutnie nie chcą słyszec o powrocie, chociaż bardzo tęsknią za domem, pięknym ogrodem, który sama założyłam i za naszymi pieskami, basset hound, trzy kochane suczki, które zostawiłyśmy na chwilę a obecnie mąż nie chce ich nam oddac. Mój adwoakr radzi abym córkom, tęskniącym za swoimi ukichanymi suczkami , kupiła nowe psy i nie zawracała głowy pierdołami sądowi. Oburza mnie to, z trudem radzę sobie z emocjami. Z przerażeniem patrzę na moje dzielne ale zrozpaczone córki. One też staneły po stronie matki i płacą za to ogromną cenę w bezdusznym świecie niesprawiedliwego prawa i braku opieki a nawet zrozumienia dla naszej sytuacji. Sory, rozpisałam sie ale to boli.Doskonale Cie rozumiem, napewno potrzebujesz wsparcia i rozmów na temat własnej sytuacji rodzinnej. Jestes jak moje córki, dzielna , odpowiedzialna ale tez napewno gdzies kruch.
Jak czytam takie historie, to mam ochotę założyć taką maszynową spluwę jak Rambo i powystrzelać tych wszystkich maltretujących kobiety i dzieci. A następne byłyby takie właśnie sędziny i sędziowie. Wrrr..
Kochana, strasznie niesprawiedliwe jest to, co Ciebie spotkało. Mam nadzieję, że sprawa skończy się dla Was pomyślnie. Zaglądaj do nas, razem raźniej. Ściskam Ciebie i Twoje dzielne córki.
Droga Moniko, ja z moimi córkami przeżywam podobną sytuację. Mam obecnie 47lat, moje córki 23 i 15. Mój mąż a ojciec moich córek o jeden raz za duż wypił i pobił moją młodszą córkę.Ja i starsz córka byłyśmy wcześniej często maltretowane fizycznie i psychicznie przez "niego". Założyłam sprawę karną, wyrzuciłam z domu. Ale mąż powrócił, miał takie prawo. Ja i moje córki wyprowadziłyśmy się z domu , niby chwilowo do wynajętego mieszkania. Założyłam sprawę rozwodową. Trwa ona już rok i końca nie widac. Mąż mieszka w domu, ma nasze oszczędności, ma wszelkie przywileje. Na rozprawach to ja muszę się bronic i udawadniac, że byłam przyzwiotą , oszczędną zoną, dobrą matką. Czuje sie z tym fatalnie. najgorsze jest w tym, że ja, to ja opuściłam męża, porzuciłam wspólny majątek i muszę się liczyc z wszelkimi niedogodnościami w zyciu. Sędzina proponuje powrót do wspólnego domu, do znienawidzonego męża i ojca. Nie interesuje nikogo nasza sytuacja. Myslę czasami, że lepiej było zostac w domu, jeszcze raz ":przebaczyc". Moje córki absolutnie nie chcą słyszec o powrocie, chociaż bardzo tęsknią za domem, pięknym ogrodem, który sama założyłam i za naszymi pieskami, basset hound, trzy kochane suczki, które zostawiłyśmy na chwilę a obecnie mąż nie chce ich nam oddac. Mój adwoakr radzi abym córkom, tęskniącym za swoimi ukichanymi suczkami , kupiła nowe psy i nie zawracała głowy pierdołami sądowi. Oburza mnie to, z trudem radzę sobie z emocjami. Z przerażeniem patrzę na moje dzielne ale zrozpaczone córki. One też staneły po stronie matki i płacą za to ogromną cenę w bezdusznym świecie niesprawiedliwego prawa i braku opieki a nawet zrozumienia dla naszej sytuacji. Sory, rozpisałam sie ale to boli.Doskonale Cie rozumiem, napewno potrzebujesz wsparcia i rozmów na temat własnej sytuacji rodzinnej. Jestes jak moje córki, dzielna , odpowiedzialna ale tez napewno gdzies kruch.
Jest dokładnie tak jak piszesz, chyba każdy w takiej sytuacji potrzebuje wsparcia i wygadania się, ale bez pomocy odpowiednich osób nic nam to nie pomoże
Trzeba to wszystko z ich pomocą zakończyć. Ty i twoje córki macie przynajmniej inne mieszkanie, my nie mamy dokąd się wyprowadzić
A marzę, zresztą chyba wszyscy w naszym domu, marzą o tym żeby się stąd wyprowadzić, najchętniej na drugi koniec świata, żeby już nigdy więcej nie musieć oglądać "tatusia".
Widzisz, jesteś w podobnej sytuacji i twoja sprawa rozwodowa trwa już rok, piszesz że nikogo nie interesuje wasza sytuacja i tego właśnie się boję. Że jeśli mama złoży pozew o rozwód to też będzie się to ciągnęło w nieskończoność, nikogo nie będzie obchodziło to, że jak tata się dowie o pozwie to rozpęta się piekło, wyrzuci nas z domu i gdzie pójdziemy? Za co będziemy żyć? Kogo to obchodzi... Nikogo właśnie. I to jest najgorsze. Brak jakiegokolwiek zrozumienia. Ci którzy tego nie przeżyli nie wiedzą co czujemy, udają że nas rozumieją, że nam współczują, ale na tym się kończy. Ani grama pomocy z czyjejś strony. To jest największy ból.
Nie myśl że lepiej było zostać, dobrze zrobiłaś i nie żałuj nigdy swojej decyzji. Na pewno będziesz mieć lepsze życie w skromnym mieszkaniu i ze swoimi córkami niż w nie wiadomo jak pięknym domu ale ze swoim znienawidzonym mężem i ojcem, w którym z dnia na dzień żyłaś tylko strachem, poniżaniem, brakiem miłości ze strony "niby" najbliższej ci osoby i niedocenianiem tego co dla tego domu zrobiłaś.
Też jesteś człowiekiem, masz takie same prawa jak inni, więc dobrze, że dłużej nie dałaś się traktować jak śmiecia. Bądź dumna ze swojej decyzji, pieski-jeśli możecie im zapewnić w mieszkaniu dogodne warunki i będziecie się nimi odpowiednio opiekować-zabierz mu przy najbliższej okazji, nie miej współczucia dla swojego, mam nadzieję, jak najszybciej przyszłego BYŁEGO MĘŻA, pamiętaj o tych wszystkich krzywdach jakie wam wyrządził i o tych upokorzeniach i strachu który wam serwował.
Nie poddawaj się, dąż do celu jaki sobie wytyczyłaś-do szczęśliwego i spokojnego życia z twoimi córkami daleko od tej znienawidzonej osoby, aby koszmar tych wielu minionych lat zakończyć raz na zawsze. Dacie radę we trójkę, nie przejmujcie się. Pamiętaj, że nie jesteś sama. I to nie ty jesteś tą "najgorszą", która to opuściła rodzinny dom, zostawiła męża i nie wiadomo co jeszcze. Winny jest ten, kto do tego doprowadził, ten, przez którego doszło do podjęcia przez ciebie takiej decyzji, czyli winny jest twój MĄŻ a nie ty.
Życzę tobie i twoim córkom wytrwałości i pogodnej przyszłości. Oby twoja sprawa rozwodowa zakończyła się najszybciej jak to możliwe. Trzymaj się ciepło, pozdrawiam.
Witam, szukam kobiety, która odważyła się zmienić swoje życie i wzięła rozwód (do reportażu do "Naj"). Chciałabym pokazać czytelniczkom, że czasem warto podjąć trudne decyzje, mimo że nie jest to wcale łatwe. Zainteresowane osoby proszę o kontakt na maila: mwolczynska[małpka]gazeta.pl