Tak jak ja sobie samej "pościeliłam" w życiu - tak chyba nikt nie zrobił.Opowiem w skrócie.Z narzeczonym byłam 2 lata w sierpniu miał być ślub,miał być bo nie doszło do niego z mojej winy.Otóż zdradziłam go z nowym kolegą,dokładnie z szefem z pracy.Po 6 miesiącach widywania się w pracy, nagle coś zaiskrzyło i to w dwie strony.Próbowałam się bronić tłumaczyć sobie, niestety nic to nie dawało.Minęły kolejne 2 miesiące i na wspólnej delegacji w kwietniu wylądowaliśmy w łóżku wyznając sobie miłość.Przez ten czas rozstałam się z narzeczonym , nie podając prawdziwego powodu.Jednak nie wytrzymałam długo, po miesiącu postanowiłam wrócić do narzeczonego.Jednak nie było już to samo, denerwował mnie na każdym koku.Powiedziałam ze to nie ma sensu, zresztą sam widział jak jest.W tym czasie wprowadził się do mnie "Kolega", zamieszkaliśmy razem.Również w tym czasie były narzeczony spotkał się z Kolegą, z pretensjami ze mnie omotał, ze ja to nie ja, ze łatwo jest wyrwać laskę w pracy.Pogadali sobie i na tym się skończyło.Jednak okazało się że nie potrafimy żyć ze sobą(Kolega-szef ma 15letnią córkę i w dalszym ciągu jet żonaty a między nami 10lat różnicy)gdyż zżera go tęsknota za córką, która mnie nie zaakceptowała i nienawidzi zarazem.
Natomiast jego życie z żoną - to nie życie.Żyją 19 lat ale każdy z nich wie ze to była pomyłka.Powiedzieli sobie wprost że się nie kochają, ze nic oprócz dziecka ich nie łączy, tam nie ma wspólnych rozmów, wspólnych wypadów, czy przytulania się nie mówiąc już o miłości fizycznej.Owy szef zaczął chodzić do psychologa bo nie radzi sobie z tym wszystkim, nie radzi sobie z utratą córki.Z jednej strony kocha mnie i każdy kto nas zna to wie, a z drugiej strony kocha córkę.2 razy próbowaliśmy mieszkać razem, ale wytrzymał tylko 2 tyg.bo płacz córki nie dawał mu normalnie funkcjonować.Wprowadził się do domu.Tam po tygodniu znowu wprowadził się do mnie.Dziś mija 2 miesiące odkąd mieszkamy razem.Ale on się po prostu sie kończy, nie może znieść tego że jego córka się odcięła od niego, nie odbiera tel., nie odpisuje.Ja przy tym także się męczę.Wspólnie -wybierając mniejsze zło -postanowiliśmy się rozstać definitywnie.Dziś ma się wyprowadzić.Wynajął pokój u znajomych, do domu powiedział że nie wróci.
A ja?zaczynam tęsknić za byłym narzeczonym,wiem że mimo to co zrobiłam nadal mnie kocha, każdy mówi i twierdzi ze gdybym mu pozwoliła on by wrócił.A jak wyglądało życie z narzeczonym?różnie - raz tak, raz tak.Jedni kazali mi odejść od Niego, bo niezorganizowany,nienauczony życia, mamisynek,bo nie tak mnie traktował.Wszystko trzeba było mu mówić - typu jestem chora jedź mi kupić lekarstwa - bo On nie zauważał nawet tego,ale były też te dobre chwile- jak to w życiu. Ale ja już chyba nie mam prawa tak robić,po tym wszystkim co zrobiłam.Ja - wzór i przykład w całej rodzinie,nigdy nie było ze mną żadnych problemów,zawsze spokojna, grzeczna, poukładana, wykształcona.Jednym słowem uchodziłam za wzór.Tylko co mnie skłoniło i podkusiło ze tak zrobiłam???że tak postąpiłam.Narzeczony był moim pierwszym, z nikim wcześniej nie byłam.Może ktoś
mi poradzi jak się z tym wszystkim pozbierać?Jednym słowem zasługuje na piekło i tam już dziś powinnam się znaleźć....
Także widzicie moje drogie jak to jest...co narobiłam, dlaczego, po co? ciągle zadaje sobie te pytania -po co to wszystko było?przecież mogłam się przeciwstawić, wyjść za maż i żyć jak inni...a ja co zrobiłam?jedni mówią że to przez syndrom braku ojca, który mnie zostawił mając 1 rok.Potem wychowywał mnie ojczym, ale On nigdy nie powiedział że kocha, nie przytulił, nie wziął na kolana...zasługuję na piekło, nie wiem jak mam żyć, co robić...wiem że tak będzie lepiej , jak się dziś stanie, ale z drugiej strony jest mi strasznie ciężko....
Przepraszam że ten tekst jest taki...nieskładny ale odzwierciedla tylko mój mętlik w głowie.
1 2010-10-15 10:20:26 Ostatnio edytowany przez JA EWA (2010-10-15 10:36:52)
Ja myślę, że w Twoim życiu nie podziało się tak żle. Myślę także, ze dobrze ze nie doszło do ślubu, bo wydaje mi sie ze nie byłabyś w pełni szczęśliwa.
Myślę, także ze córka "kolegi" gra na ojca uczuciach i myślę, że nie tylko On, jako ojciec musi korzystać z psychologa, ale także jego córka, która jest nastolatką, i za moment bedzie miała swoje zycie, znajomych, i pierwsze miłości, i jej tato zostanie na "boku"
Mam wrażenie, że przyzwyczaiłaś się do tego, że w Twoim życiu jest obecny mężczyzna, który przytuli, poczujesz sie przy nim ważna. Myślę, że tak naprawdę, nie chcesz pobyć chwile sama, doszukujesz sie, w sobie błędów, braku ojcowskiej miłości w dzieciństwie, idt.
Jeśli miałabym Ci doradzić, daj sobie czas. Wycisz się, odkryj w sobie czego chcesz, a może nawet w Twoim życiu pojawi sie ktoś inny, świeży i nowy.
JA EWA- powiem ci tak z jednej strony jeżeli w okresie narzeczeństwa byłaś w stanie zdradzić swojego faceta to być może że to nie ten, że lepiej gdy nie doszlo do ślubu bo potem na tym forum jest tyle bólu ludzi którzy po sakramentalnym "tak" nagle stwierdzają to nie to, to nie ten/ta, zdrada w małżeństwie jest jeszcze bardziej niszcząca i problematyczna w kwesti formalnej, poza tym jest "łatka"rozwiedziona, rozwodnik.
Co do nowego partnera - ja powiem szczerze w sumie powinnaś była wiedzieć że żonaty dzieciaty facet to kiepski materiał na partnera co najwyżej na kochanka .
Dlatego w tym wypadku dopuki on nie rozwiąże swoich problemów , to nic z tego nie będzie ja bym odczekała i kazała mu poukładać swoje życie domowe, relacje z córką i kiedy już to zrobi to dopiero wtedy będziecie mogli budować coś nowego. Innego wyjścia ja nie widzę.
Co do powrotu do byłego - to nie takie proste - licz się z jego wymówkami, zazdrością, podejrzeniami i pewnie brakiem zaufania - jeśli jesteś na to gotowa i kochasz go tak że pewna jesteś że to z nim chcesz przeżyć życie to spróbuj go odzyskać - ale jeśli masz wątpliwości to nie niszcz dalej chlopaka który pewnie dopiero zaczyna dochodzić do siebie po twoim "wyskoku"
Wiesz są na forum historie kobiet które zdradzały, czy tez są w związkach z żonatymi facetami i tam łatwo by mi było napisać potępiający tekst.
W twoim przypadku o dziwo po przeczytaniu pierwsza myśl, to jak ty musisz być zmęczona ta huśtawką mimo iż sama ją sobie zrobiłaś.
Wydaje mi się że z postu bije potrzeba stabilności, ale z kimś kto to ci zapewni, kimś kogo będziesz pewna i wreszcie zaufasz.
Twój narzeczony nie dawał ci tego , sama mówisz że był maminsynkiem, szef przyciągnął cie z racji autorytetu i pozornej stabilności.
Jest dużo racji w tym że brak ojca wyraził się w tęsknocie do faceta pewnego siebie, z autorytetem dającego oparcie, ale okazało się że ten człowiek też jest słaby.
Miłość hmmm ma tyle odcieni piszesz że on nie może znieść że odszedł od córki, myślę że do póki ona nie dorośnie by wreszcie znaleźć własnego faceta, to wasz związek będzie podtruwany wiecznym poczuciem winy za każdą chwile która z tobą spędza.
Chyba najlepiej by było gdybyście na jakiś czas nie mieszkali razem, on niech poukłada sprawy z tamta rodzina a ty daj sobie czas do namysłu.
Jeszcze jedno piszesz że co ja zrobiłam, mogłam już być po ślubie mogłam żyć spokojnie.
Właśnie nie mogła byś żyć szukając w narzeczonym tego oparcia , bezpieczeństwa bo on ci tego przez cały czas bycia razem nie dał, więc ślub niczego by nie zmienił.
Z czasem była byś nieszczęśliwa jako niania własnego faceta.
Jesteś osoba na pewno znająca własna wartość, wykształconą ale tęsknota z dzieciństwa dała o sobie znać, nie wkurzaj się o to. Uchroniło cie to być może od nieszczęśliwego małżeństwa.
Spróbuj poznać te część przysypanych pragnień z dzieciństwa, to odłożone na bok jakieś wspomnienia dadzą ci wiedzę jakiego partnera chcesz.
Wykorzystaj czas gdy twój szef-partner wyprowadzi się na ułożenie samej sobie w głowie.
Mogła bym cię potępiać za związek z żonatym, za jakieś łzy tej nastolatki, ale nie umiem w tym przypadku.
Jedno co mogę to trzymać kciuki byś znalazła siłę i poznała siebie.
To nieprawda, że zasługujesz na piekło, czy potępienie, każdy popełnia błedy szukając szczęścia, gdyby to było tak proste pewnie wcale nie byłoby takich miejsc, jak te. NIe dziwię Ci się, że szukałąś oparcia w dojrzałym facecie, to potrzeba każdej kobiety. Zdna z nas nie chce mieć jako zyciowego partnera "faceta w krótkich spodenkach". Myslę też, że dobrze zrobiłaś zrywając z narzeczonym. To nie był facet dla Ciebie. I uważam, że nie powninnaś próbowac do tego wracać, bo to bedzie raczej chęć zapełnienia luki i bycia z kimkolwiek, byle nie samej. Tak, jak poprzedniczki uważam, że powinnaś dac sobie czas i pobyć sama. Zająć głowę czymkolwiek, nawet głupimi, szarymi sprawami, by nie mysleć za duzo. A Partner-szef, jesli rzeczywiście czuje do Ciebie miłość, wróci. Bunt Jego córki nie będzie trwal długo, zbrzydnie jej to. A i on przejrzy na oczy, widząc jak zachowuje się Jego córka. Trzymam kciuki i zycze powodzenia.
no i dobrze ci tak...teraz pij to piwo ktorego sama nawazylas...Trzeba bylo myslec glowa a nie.....a ten narzeczony jak cie przyjmie z powrotem to baba nie facet! co za laski na tym swiecie....!?
daj sobie czas uwazam tak jak "codalej", poczekaj czy jakiś ruch nie wykona Twój przyjaciel szef
Fakt, zgadzam się z tym, że z Twojego, Ewo, postu przebija troska i potrzeba stabilizacji. I o ileż inaczej czyta się o zdradzie kiedy człowiek wie, że jej autor naprawdę szuka szczęścia, a nie zwykłej zabawy kosztem innych? ![]()
Potrzeba czasu i Tobie i "Szefowi"
. Z tego co mówisz nie wygląda na to, ze patrząc na niego masz klapki na oczach, Twoja wersja o tym, ze Cie kocha brzmi prawdopodobnie. Tylko, że no... kurde, jak kocha to mu zależy, jak mu zależy - znajdzie sposób
.
Bardzo wszystkim dziękuję za wszelkie rady i porady.
Bardzo mi pomogły, spojrzałam na to z innej perspektywy.Dziękuję raz jeszcze i pozdrawiam.
Witam
nie daję rady sama się z tego podnieść,zdecydowałam się na wizyty psychologa.Może to mi pomoże.
Witam serdecznie
Chwilę mnie tu nie było, próbowałam sobie jakoś wszystko poukładać, pobyć sama ze sobą, przemyśleć .Sięgnęłam też po tabl.uspokajające -z tym że już te "silniejsze" od lekarza.Niestety.A ostatnio usłyszałam od Niego że mogę być już uzależniona od tych proszków.Zapisałam się do psychologa - jutro mam pierwsza wizytę, nie ukrywam że trochę się boję, bo przecież raz jeszcze wszystko od początku będę musiała opowiedzieć.No ale z drugiej strony może mi to pomoże.
Tak jak pisałyście, sytuacja nie rozwiązała się."Przyjaciel"- nazwijmy go umownie X, 2 tyg.wynajmował pokój u znajomych, nie potrafił wrócić do domu.Jednak każdy z nas wiedział że taki sposób to nie rozwiązanie, wyrzucanie kasy w błoto. W piątek wprowadził się do domu.Dziś jest czw., jutro minie tydzień odkąd tam jest.I jak wygląda jego życie:otóż z samego rana ucieka do pracy - jest oczywiście przed czasem, siedzi po godzinach, przychodzi - idzie spać, bo jak twierdzi inaczej nie daje rady.Jak sam twierdzi dusi się tam.Rzeczy w dalszym ciągu -nierozpakowane.Na wszystko reaguje agresją, z nikim tam nie rozmawia, nie potrafi się odnaleźć.Twierdzi ze nie nadaje się tam do życia, jego tam nie ma.Przez cały week.pisał że tęskni,że kocha...ja postanowiłam milczeć.No ale przyszedł zwykły dzień gdzie rozmawialiśmy o tym wszystkim.Widzę że sobie tam nie radzi, nie potrafi się zmusić, przymusić, nie potrafi wydobyć z siebie chociaż iskry chęci, jet tak zablokowany.Przestał chodzić do psych.- bo jak stwierdził nic mu to nie daje.
Ja odeszłam z pracy, aby było łatwiej zapomnieć, aby może to w ten sposób skończyć...Jestem na etapie poszukiwań nowej.Z tego co rozmawiałam ze znajomą która jest jego sekretarką - to większość pracowników widzi że jest coś nie tak z nim, działa, funkcjonuje dzięki proszkom.Dużo rozmawia z ta znajoma - w sumie naszą wspólna.Ona też jest zdania że on beze mnie nie istnieje.Dostał to o czym marzył całe życie.Meczy się sam ze sobą.Stwierdził że wrócił tam tylko po to aby im pokazać czy udowodnić w jakiś sposób że on się tam już nie nadaje, że coś było i się wypaliło, skończyło.Chce zakończyć tam wszystko i wrócić.Prosił mnie o czas.A ja...ja już nic nie wiem, poza tym ze go kocham jak nigdy Nikogo.Czy pozwolę mu wrócić...chyba pozwoliłabym ale na moich warunkach...Chyba że psycholog mi coś doradzi....
Pozdrawiam Was wszystkie i nikomu nie życzę takich przeżyć.
JaEwa - przeczytałam wszytsko co tutaj napisałas i uważam, ze zarówno Ty jak i Kolega X jesteście bardzo słobymi emocjonalnie osobami.
Uważam, ze związek z nim bedzie nizbyt udany - on nie potrafi samodzielnei podjac decyzji co zrobic ze swoim zyciem, ja rozumię ze emocje i uczucia córki sa dla niego bardzo ważne, ale jego córka nie będzie szczęsliwasz tylko dlatego, że tata wraca do domu na noc - bo ona i tak go tak naprawdę nie ma, nei ma ojca. jak bardzo on kocha córkę,że woli siedziec w pracy popołudniami niz zabrac córjkę na spacer, do kina, za kakupy..cokolwiek?? Moim zdaniem, może faktycznie jego małżenstwo nie jest udane (chociaz uwierz mi kazdy facet który zdradza zonę mówi swojej kochance że małżenstwo było pomyłką a zona to jędza), spróbowąl z Toba czegos innego, a przede wszytskim nowego (jesli nie sypia ze swoja zona, w co nie wierzę - to znów obudziąłs jego żądze) i poczul się znów młody i wpsaniały - ale nei wierzę w jego miłość do Ciebie. Ty jetseś ta lepszą strona zycia, ta do której się chce wracać, ale nie jestes miłością, bo gdybys była - bylibyście teraz razem, a nad córka mozna popracować, tylko Ty tez musisz się w to zaangazować. Poza tym zastanów się czy jestes gotowa na bycie z facetem ktory ma dziecko i to nie małe - bo to bardzo utrudnia życie i trzeba byc tego cholernie swiadomym- pisze to z autopsji. Nie będę tu wspominac jescze o zonie, z która czekałby go rozwód - i wtedy dopiero mogłaoby sie okazac jaka jets kobieta napradwe.
Całę sczescie ze nie wyszłas za tego chlopaka ktotry byl twoim narzeczonym, bo tylko byscie sobie skomplikowali zycie - mam nadzieję ze nie myslisz wciąż o powrocie do niego.
Uwazam że powinnas zerwac kontakty z Kolega przynajmiej do czasu kiedy on sie nie ogarnie, nie poukłada swojego zycia - a Ty zacznij zyc swoim, przestan sie szpikowac tymi lekami- bo zwariujesz, nie jestem zwolenniczką korzystania z porad psychologa na amerykański styl - zwróć się może do rodziny, porozmawiaj z kims bliskim, kto w razie kryzysu bedzie mial czas żeby wysłuć Cię i po prostu być.
Jestem pewna że jak tylko znajdziesz nowa prace zaczną sie nowe znajomosci, spotkania i Twoje życie się zmieni - musisz tylko chcieć a nie zagłębiac sie to smutne zdrzenei któremialo miejsce w Twoim zyciu. Z reszta napewno masz jakeis koleznaki z którymi mozesz gdzies wyjsc na drinka albo potańczyć, Dasz radę, bo jetes młoda i silna, ale musisz chcieć!!!!
ja to się do psychiatry nadaję!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
pozwoliłam mu wczoraj wrócić - miało być wszystko pięknie, mieliśmy żyć, wieczorem snuliśmy plany o mieszkaniu....
Rano odwiózł mnie do pracy (1szy dzień w nowej) a po powrocie z pracy widziałam jak go zobaczyłam wiedziałam że coś jest nie tak.....zadzwoniła żona że córka od wczoraj ryczy i boli ja głowa i co.....zabrał się i pojechał....a mi kazał żyć najpiękniej jak umiem....że zasługuje na kogoś innego, lepszego.....a ja zrobiłam obiad,miejsce w szafach...
czemu jestem taka słaba ????dlaczego jestem taka naiwna?????
Nasza wspólna znajoma- jego w sumie bardziej-bo można powiedzieć że się przyjaźnią , gdy zadzwoniłam do niej po jego wyjściu stwierdziła że ze mną mu ciężko bo myśli o córce, tam w pustym związku myśli o mnie.Powiedziała że będzie żył jak warzywko dopóki córka nie dorośnie i zrozumie....tylko kiedy....a ma 15 lat
Dlaczego nie umiem powiedzieć stop i żyć normalnie????
Chyba muszę do psychiatry...
Moim zdaniem to nie z Tobą problem tylko Twój Kolega nie umie wykazać sie asertywnością wobec córki. A jego córka, odnoszę wrażenie to manipulatorka- sama ojca nie ma ale innej kobiecie go też nie odda. Powinien z nia porozmawiać, powiedzieć ze bez względu na wszystko jest i będzie jego córką i że ją kocha, ze poświeci jej tyle czasu ile potrzebuje ale musi pozwolić mu być szczęśliwym.
A jeśli chodzi o Ciebie to nie mów że jesteś słaba i naiwna- każdy zasługuje na szczęście i nic w tym dziwnego że go szukasz.
Witam powoli uczę się żyć na nowo,znalazłam nową pracę.Pracuje, jestem wśród ludzi, ciągle zajęta , staram się nie myśleć o tym co było i żyć dalej.
Musze sobie powiedzieć - było minęło trzeba żyć dalej.
Pozdrawiam wszystkich.
I obys Ewo wytrawała w tym postanonowieniu. Żyj dalej, czas leczy rany i napewno sobie poradzisz.
Na niego nie masz co liczyć, ani teraz ani kiedy córka będzie starsza, jest za miękki...po prostu.
Powodzenia...:)
POMOCY!!!!
On chce wrócić...nie daje rady żyć beze mnie, nie ma sił żyć w domu ...
dzwoni, pisze, prosi że to ten ostatni raz...
chce spędzić ze mną święta ...
Czemu jestem taka słaba ze nie umiem powiedzieć : "Spadaj facet , daj mi żyć" dlaczego mam w sobie taką blokadę??