pol roku temu dowiedzialam sie, ze najblizsza osoba w moim zyciu, mama ma raka. obecnie jest w trakcie leczenia, staram sie ja wspierac, pocieszac, mowie jej ze bedzie dobrze, chociaz czasami sama mam czarne mysli i obawy, ktore musze dusic w sobie. chcialabym, zeby to wszystko okazalo sie zlym snem, zeby bylo tak jak kiedys czasami nie mam juz sily, mam wrazenie, ze wystarczy jeden krok zebym sie zalamala, a musze byc silna. ale skad wziac ta sile? nie ma kolo mnie osoby, ktora by mnie wspierala. musze sobie sama z tym radzic. w dodatku w pracy jest nieciekawie,a o zmianie stanowiska nie moge na razie myslec. to wszystko mnie przytlacza, a nawet takie mysli wywoluja we mnie wyrzuty sumienia, bo uzalam sie nad soba, zamiast skupiac sie na mamie. to wszystko juz mnie przytlacza.
droga Ulu!!!
przede wszystkim szczerze Ci współczuję, ciężka choroba bliskiej osoby to trudne doświadczenie życiowe. na szczęście jak na razie zarówno moi rodzice, jak ja i mój brat są zdrowi. jak czytam wątki takie jak Twój to wtedy na chwilę otwierają mi się oczy, jak bardzo czasami nie potrafimy cieszyć się wtedy, kiedy mamy ku temu powody, jak jesteśmy zdrowi, wtedy zazwyczaj najmniejsza głupota urasta do rangi problemu...
pod żadnym pozorem nie obwiniaj się, nie powinnaś mieć żadnych wyrzutów sumienia z tego powodu, że denerwujesz się pracą. jesteś teraz zestresowana, masz prawo jakoś to odreagować. wspieraj mamę z całych sił, a w pracy staraj się skupić na pracy. nie wspomniałaś nic o jakimś rodzeństwie, ojcu, mam rozumieć, że nie masz ich? a nie masz żadnej przyjaciółki, chłopaka, na których mogłabyś liczyć? jeśli nie, to pisz na forum jak będzie Ci ciężko, na pewno znajdą się tutaj osoby, które Cię wesprą, choćby wirtualnie. mama moich dwóch kuzynek również chorowała na raka, tak samo mam 5-letnią bratanicę, która również zmagała się ze złośliwym chłoniakiem, ale na szczęście odpukać teraz ma dobre wyniki, odrosły jej włoski
w dzisiejszych czasach raka można pokonać. pozdrawiam Cię, życzę siły i wytrwałości, również dla Twojej mamy!!!
Strasznie przykro mi to czytać. Moja mama chorowała 3 lata i niestety po tym czasie zmarła. Doskonale wiem co czujesz i jedyne co mogę Ci radzić, to żebyś cieszyła się mamą, mówiła jej że ją kochasz, rozmawiaj o wszytskim o czym tylko chcesz, a ponadto bądź teraz najsilniejsza, bo w walce z chorobą to nie tylko medycyna, ale także psychika. Wierze, że Twojej mamie się uda wyzdrowieć i życzę Wam tego z całego serca.
4 2010-09-05 20:29:50 Ostatnio edytowany przez ula87 (2010-09-05 20:36:09)
dziekuje wam za cieple slowa. moja siostra mieszka w innym miescie, przyjezdza do nas w weekendy, tata pracuje za granica wiec nie ma go tygodniami w domu, z mama w domu jestem ja. naprawde staram sie myslec pozytywnie, raka da sie pokonac, ale czasami gdy zaczne czytac te przeklete statystyki to nachodza mnie czarne mysli. tak bardzo chcialabym wrocic do czasow, kiedy moim jedynym problemem bylo to, ze nie mam chlopaka...
boli mnie jeszcze, ze przed tym jak mama zachorowala nasze stosunki nie zawsze byly dobre, zwlaszcza krotko przed tym jak okazalo sie, ze mama jest chora. i przykre jest to, ze "dzieki" chorobie na nowo zblizylismy sie wszyscy do siebie. staram sie myslec, ze ta choroba jest dla nas lekcja, ktora ma na celu pokazac nam jak wazna jest rodzina i ze nalezy o nia dbac.
jak juz wspominalam, nie mam nikogo, w kim mialabym oparcie, mam pare bliskich osob, ale raczej nie rozmawiam z nimi na ten temat, smiecham sie i mowie, ze bedzie wszystko dobrze, ze mysle pozytywnie itp. nie umiem z nimi o tym rozmawiac.
jeżeli chciałabyś porozmawiać, czy o coś zapytać czy pożalić się chociażby.. może będzie Ci lepiej komuś kto przez to przeszedł i zna ten ból. możesz swobodnie do mnie pisać.
dziekuje liki
Ula, kiedy czytam Twojego posta, to tak jakbym czytała o sobie. Moja mama też leczy się od pół roku, na szczęście leczenie przynosi dobre rezultaty, ale pomimo tego nie potrafię sobie poradzić z tą sytuacją.
Tak naprawdę trudno jest być silnym w takim momencie, a szczególnie wtedy gdy nie masz wsparcia. I nie chodzi o to, żeby ktoś Ci mówił wszystko będzie dobrze, nie smuć się , bo Ty masz prawo reagować tak jak czujesz. Oczywiście najlepiej byłoby gdyby mama widziała Cię uśmiechniętą, ale szczerze. Wykorzystaj teraz czas na miłe chwile z mamą, żeby ona poczuła się dobrze. Niech czuje się ważna i szanowana.
Dla mnie najlepszą metodą odreagowania jest wyjście z domu, spotkanie, jakaś sympatyczna rozmowa, ale zdarza się to rzadko, bo w ciągu tego pół roku przekonałam się, że koleżanki miałam, ale wtedy kiedy u mnie było dobrze. Ostatnio najczęściej płaczę, ale już nie wiem czy bardziej z powodu choroby mamy czy z samotności. Mój post Ci nie pomoże, bo musisz sobie spróbować sama ułożyć wszystko, ale będziesz wiedziała, że Twoja reakcja jest zupełnie normalna.
Bożena, ja tez czuje sie samotna, tez placze z tego powodu, a zaraz mam wyrzuty sumienia, ze uzalam sie nad soba, a mama jest chora. teraz czesto siedze w domu z mama, ale czasami chcialabym sie gdzies wyrwac, rozerwac, zapomniec o problemach, jednak okazji do tego mam niewiele. nie chce mamy zostawiac samej w domu. gdybym miala kogos na pewno byloby mi lzej, a teraz nawet nie mam okazji kogos poznac.
Ja też nie chcę użalać się nad sobą, ale to jest silniejsze ode mnie.
Moja mama miała wczoraj mastektomię.
Wcześniej miała wycinanego guzka.
Nie mamy ze sobą zbyt dobrego kontaktu, jakkolwiek to dziwnie nie zabrzmi: tylko ze sobą mieszkamy.
Rozmawiając z nią telefonicznie słyszę jej płacz, wpada w najgorszy nastrój jaki tylko może być.
Zabroniła się odwiedzać w szpitalu - jej siostra dziś mimo wszystko będzie w szpitalu.
Co mam zrobić? Jak się zachować?
11 2011-12-17 13:14:57 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-12-17 13:15:51)
Wiadomość o nowotworze jest dla każdego, który tego doświadcza, niezwykle trudna.
Wiele kobiet mastektomię traktuje nie jako operację ratującą życie, tylko jako okaleczenie, pozbawienie jednego z najważniejszych atrybutów kobiecości.
Twoja mama choruje już od pewnego czasu, leczenie nie przyniosło rezultatu, trzeba było bardziej radykalnego kroku. Oprócz uczuć związanych ze stratą piersi,Twoja mama przeżywa strach. Strach o to, co będzie dalej? Jak będzie wyglądało jej życie? Jak długo będzie żyła? Jak jej okaleczenie przyjmą inni?
Co możesz zrobić? Być przy niej, jeśli ona się zgodzi. Podawać chusteczki, pozwolić jej się wypłakać. Nie tamować łez. Nie zaprzeczać jej uczuciom. Nie pocieszać. Nie oszukiwać. Nie użalać się nad nią. Powiedzieć , ale tylko jeśli są prawdziwe, słowa "Kocham Cię, mamo". W jej obecności, przy jej łóżku, nie zajmować się sobą i swoim smutkiem. Być.
Dziś rak jest chorobą wyleczalną! Nie daj się "omamić" głosom większości, którzy pewnie reagują - ach ! to rak !!!! i co dalej bedzie?????
Mastektomia to nie koniec świata, nieraz takie radykalne leczenie dopiero przynosi rezultaty.
Wierz głęboko, że choroba minie, nie bój się jej.Wez mamę za rękę i powiedz - damy radę !
Jesteś silna, chwile zwątpienia przychodzą, ale odejdą !
Moc w niemocy się doskonali!!!!
Niech rak nie będzie już tematem tabu, to choroba z którą MOŻNA wygrać
:)
Moja mama też choruje, już drugi rok. Piszecie tu, że trudno przeżyć mastektomię. Z pewnością. Ale wiele bym dała, żeby moja mama chorowała na raka piersi...Choruje na nowotwór opłucnej, rokowanie jest nieporównywalnie gorsze... Wiem, bo pracuję na oddziale onkologicznym. Taka wiedza potwornie obciąża. Wiedza oraz to, kiedy widzę chorych wracających jak bumerangi po niepowodzeniu leczenia. Obciąża widok umierających, obrazy, których nie da się zapomnieć, teraz nakładają się na moją rzeczywistość. Nie wyobrażam sobie jak można, jak ja mogę przez coś takiego przejść. Życie jednak przypiera nas do ściany i nie pozwala wybierać. Po prostu spada na człowieka głaz i miażdży. Nie radzę sobie z tym, ale też mam tyle innych obowiązków, że nie wiem w co ręce wsadzić. Mam troje dzieci w wieku szkolnym i męża, który lada dzień straci pracę.Chciałam w ramach jakiejś fundacji uzbierać pieniądze na leczenie mojej mamy, znalazłam bowiem jakiś wąski promyczek nadziei (nie wiem, czy nie płonnej, ale chwytam się nawet brzytwy w tej sytuacji). Napotkałam na trudności już ze strony mojego ojca, który ma liczne opory... Moja mama tez się już chyba poddała, bo nie za bardzo chce o tym słyszeć. Nie mam siły tego sama przewalczyć. Wspierają mnie siostry, ale one mieszkają dość daleko i ogromna większość spraw jest na mojej głowie. HELP!
pirinn, ale widzisz w pracy też pewnie przypadki, gdzie ludzie wychodza z choroby...skup się na nich...wiem, że Twój brak sił wynika z tego, że Twoja mama też już ich nie ma
pół roku temu mojej szwagierce wykryto raka piersi...szczegółowe badania wykazały, że oprócz piersi rak zaatakował węzły chłonne, miejsca nadobojczykowe, dwa jajniki (6 i 7 cm) i kości...lekarze stwierdzili najgorszą złośliwość dając kilka % szansy...kilka nocy nie przespałam, przeryczałam w poduszkę...kiedy pojechałam zobaczyć się z szwagierką pierwszy raz po diagnozie, zobaczyłam coś, czego się nie spodziewałam...zobaczyłam cholernie silną matkę dwójki małych dzieci, niesamowitą kobietę, która nie potraktowała diagnozy jak wyroku, która mówiła: kilka % szansy to o wiele wiecej niż zero...dlaczego to ja nie mam być w tych kilku %....podziwiałam ja za to...do tej pory podziwiam...jej ogromna siła sprawiła, że ja i chyba cała nasza rodzina uwierzyła, że będzie dobrze...teraz mija pół roku...ma pięć chemii za sobą i prawie wszystko zniknęło...został tylko 5 mm na piersi i ostatnia chemia, która według lekarzy poradzi sobie z tym, co zostało...trzymam za nią kciuki, bo jeszcze trochę walki ma przed sobą...
...przykre jest to, ze "dzieki" chorobie na nowo zblizylismy sie wszyscy do siebie...
Włączę się do wątku... Mam nadzieję, że Twoja sytuacja ma się już lepiej?
Widzisz, to, co zacytowałem wyjąwszy z kontekstu Twojej wypowiedzi - to ważne słowa. Ciesz się, że dany jest Wam czas na poprawę stosunków, na zbliżenie się, na wzniesienie ponad nieporozumienia. Im więcej tego czasu - tym lepiej.
Wykorzystuj to jak się da.
Kiedyś, kilka lat temu przeżyłem coś podobnego, aczkolwiek ...krótszego. Poróżniony byłem z rodzicami, zwłaszcza z ojcem. Dowiedziałem się o jego chorobie i pomimo ostrych słów jakie między nami wcześniej padły - odbudowałem więź między nami. Cóż, nie mieliśmy jednak zbyt dużo czasu. W marcu zdiagnozowano u ojca raka płuc, a w lipcu ojca już brakło... Żałuję, że tak krótko. Nie wszystko zdołaliśmy sobie powiedzieć. Najgorsza była świadomość, że to tylko kwestia kilku miesięcy.
Patrząc na Twoją sytuację mogę napisać, że zamiast się zamartwiać i gubić - powinnaś cieszyć się każdym danym Wam dniem i nadrabiać cały stracony czas.
ula87 napisał/a:...przykre jest to, ze "dzieki" chorobie na nowo zblizylismy sie wszyscy do siebie...
Włączę się do wątku... Mam nadzieję, że Twoja sytuacja ma się już lepiej?
Widzisz, to, co zacytowałem wyjąwszy z kontekstu Twojej wypowiedzi - to ważne słowa. Ciesz się, że dany jest Wam czas na poprawę stosunków, na zbliżenie się, na wzniesienie ponad nieporozumienia. Im więcej tego czasu - tym lepiej.
Wykorzystuj to jak się da.
Kiedyś, kilka lat temu przeżyłem coś podobnego, aczkolwiek ...krótszego. Poróżniony byłem z rodzicami, zwłaszcza z ojcem. Dowiedziałem się o jego chorobie i pomimo ostrych słów jakie między nami wcześniej padły - odbudowałem więź między nami. Cóż, nie mieliśmy jednak zbyt dużo czasu. W marcu zdiagnozowano u ojca raka płuc, a w lipcu ojca już brakło... Żałuję, że tak krótko. Nie wszystko zdołaliśmy sobie powiedzieć. Najgorsza była świadomość, że to tylko kwestia kilku miesięcy.
Patrząc na Twoją sytuację mogę napisać, że zamiast się zamartwiać i gubić - powinnaś cieszyć się każdym danym Wam dniem i nadrabiać cały stracony czas.
Dokładnie tak. Wykorzystaj na maxa czas, który Wam został. Mojej Mamie postawiono diagnozę 19 kwietnia, a 19 czerwca odeszła...
Do dzisiaj (przez prawie 6 lat) mam do siebie żal, że nie zrobiłam dla Niej więcej, że byłam z Nią za krótko, że brakło nam czasu...
Hej. Byłam w identycznej sytuacji. 6 klasa podstawówki, juz bez ojca bo mama była po rozwodzie. Kiedy wszystko zaczeło sie układać nagle przyszła choroba. Po roku zabrała mi najważniejszą osobę w moim życiu, o którą walczylam z ojcem alkoholikiem, i która przeszła przez niego piekło. Możesz o trochę o mojej historii poczytać tutaj http://www.netkobiety.pl/t30213.html w kazdym razie kiedy odeszła były wakacje. kilka miesiecy wczesniej wzieli z ojcem ponowny ślub, choroba niby ustala po jakimś czasie wrocila z przerzutami. Nie chcę cię dołować, ale spraw żeby każda chwila była dobrze wykorzystana
Ostatnie dwa miesiące mama spędziła na zmianę w szpitalu albo w domu. Kazdego dnia kładłam się koło niej, wystarczyło tylko żebym była, żebym się przytulila. Teraz strasznie za nią tesknie. Życzę, aby wam sie udało przejść przez to choróbsko, dokopcie mu RAZEM. Powodzenia. Musisz byc silna!