Kochani, moze to bedzie banalne co tu napisze, ale nie mam pojęcia co robic.
Od prawie czterech lat znam mojego "kolege". Poznalismy sie przez wspólną znajomą. Jest to chlopak, do ktorego mam duza słabosc chodz sama nie wiem czemu. Na samym poczatku, kiedy ja myślalam,m ze jest cos wiecej miedzy nami on spotykal sie z jeszcze jedna osobka. Jak sie Go zapytalam o nia to stwierdzil, ze jak mnie poznal to skonczyl poprzednia znajomosc. Przez pewien czas bylo bardzo dobrze, wspolne wieczory, wyjscia nie moglam doczekac sie wspolnych chwil
Po jakims czasie, zauwazylam, ze jemu przestalo juz tak zalezec. Najwazniesi byli koledzy i swiat poza nimi nie istanial. Mialam troche tego dosyc, poznalam kogos zaczelam sie z nim spotykac. Jak ten "kolega" dowiedzial sie o tym zaczal do mnie pisac, dzwonic, ale mi juz nie zalezalo na nim. Przez dluzszy czas sie nie widywalismy. Pozniej nasze przypadkowe spotkanie odnowilo wszysto na nowo. Kilka razy spotkalismy sie, wyjechalismy ze znajomymi. Wszystko sobie wyjansilismy. Okazalo sie,ze w miedzy czasie jedna z jego "starych" znajomych kazala mu sie zdecydowac i wybrac bo ona chce czegos wiecej a on nie wie sam. Oczywiscie, on zgodzil sie. Jak mi o tym powiedzial, zapytal sie czemu ja tak nie zrobilam? Ta jego dziewczyna Karolina wyjechala na studia i on byl tu w Polsce a ona w Belgii widywali sie raz na jakis czas, przyjezdzala na wakacje, swieta. On miedzy czasie wychodzil chodz troche mniej z koelgami, ale zawsze trafialismy na siebie niby przypadkiem. Byli ze soba ponad rok. Zerwala z nim. Ja poczulam sie najszczesliwsza osoba na swiecie. Znowu zaczelismy sie spotykac, rozmawiac jak kiedys, ale on od razu powiedzial ze na razie musi odpoczac. Pozbierac sie. Minelo tak troche czasu. Ja wyprowadzilam sie z naszego miasteczka, zmienilam otoczenie. Widywalam sie tylk oz nim czasami weekendami jak wracalam do rodzicow. Nie wiem czemu zaczal sie wiecej odzywac, zaproponowal wspolny wyjazd z jego znajomym ilecz musialam odmowic. Ostatnio zaprosilam Go na wesele , zaproponowal zebysmy sprobowali byc ze soba, poznac sie lepiej, spedzac jak tylk omozliwe najwiecej czasu. Tylko czemu nie odezwie sie pierwszy zawsze czeka az to ja napisze pierwsza. Wydawalo mi sie,ze mamy sie obydwoje starac a nie tylko jedna osoba. Jak pisalam mu smsmy na mily poczatek dnia stwierdzil ,ze to mile wiedziec ze ktos o nim mysli. Czemu oni sami nie potrafia sie odezwac pierwsi. Czy tak duzo wymagam, zeby chodz raz na jakis czas dal mi do zrozumienia, ze chodz troszke mu zalezy? Ostatnio stweirdzil, ze on nie potrafi okazywac uczuc.
Przepraszam, za tak chaotyczne pisanie. Moze Wy mi cos podpowiecie czy probowac jak zaproponowal czy dac sobie spokoj juz na dobre?