Jestem w związku z facetem ok.2 lata, może to całkiem niedużo, ale spędzaliśmy ze sobą bardzo dużo czasu, mieszkaliśmy za ścaną, widywaliśmy się niemal codziennie. Nie jest moim 1szym chłopakiem, ale chyba pierwszym, w którym byłam zakochana. Byłam, bo to już przeszłość. Nie wiem czemu jeszcze jesteśmy razem. Nie potrafimy ze sobą rozmawiać, ciągle się kłócimy, szczególnie na gadu, bo przez wakacje widujemy się rzadziej. Właściwie to ?kłótnia? wygląda tak, że on się o coś obrazi, a ja nawet nie wiem o co. Wszelkie próby poważnej rozmowy kończą się fiaskiem- ciągle ma jakieś żale i pretensje.
Nie potrafi mi zaufać. Kiedyś był chorobliwie zazdrosny, posuwał się nawet do śledzenia mnie, kontrolował wszystkie moje znajomości, teraz nie okazuje tej zazdrości w taki sposób, ale na każdym kroku węszy podstęp, twierdzi, że go zdradzam itp.
Ponad to czuję, że on mnie nie szanuje, gdy mam inne zdanie niż on, traktuje to jako atak na jego osobę, w rozmowie zachowuje się czasem w niekulturalny, wulgarny sposób. Ostatnio postawiłam sprawę jasno, i powiedziałam, ze nie będę z nim rozmawiać jeśli będzie w ten sposób przeklinać. Zapytałam, czy do matki i siostry też zwraca się w ten sposób. Odpowiedź zupełnie zbiła mnie z tropu, odparł, ze tak, że u niego to normalne w domu. Mimo tak długiej znajomości nigdy nie byłam u niego w domu, on u mnie często bywał, zapraszam go zresztą prawie co weekend ale nie korzysta. Znam tylko jego siostrę, on pół mojej dość licznej rodziny.
Brakuje mi z jego strony wsparcia, zrozumienia, bliskości, szacunku? On twierdzi, że nie daje mu fizycznej czułości, ale ja nie potrafię, gdy brak mi więzi emocjonalnej:( czasami mam wrażenie, ze nigdy mnie nie kochał, tego co mam w środku, że liczył się tylko fizyczny pociąg... Ale nie chcę w ten sposób przekreślać, tego co między nami było. On zawsze był nerwowy, ostatnio wiem że jest przepracowany, ale przecież nie oczekuję, by mi poświęcał swój czas, staram się go zrozumieć, ale ile można tolerować ciągłe poniżanie? twierdzi, że jestem dla niego wredna, niemiła, że nim manipuluję i celowo denerwuje? Podczas gdy on potrafi się zdenerwować nawet o emotkę na gadu? staram się uważać na każde słowo jakie piszę, ale to nie wystarcza...
Kilka miesięcy temu też był taki okres w naszym związku, po dłuuugich wahaniach i przemyśleniach zdecydowałam się odejść. Byłam przekonana że to była słuszna decyzja, nie żałowałam tego, Jakiś czas po rozstaniu dobrze się dogadywaliśmy, ale pewnie dlatego, ze on się starał by do mnie wrócić. W końcu mu uległam, choć decyzja o odejściu była dla mnie naprawdę trudna. Potem znowu się zaczęło psuć. I nie wiem sama co robić, boję się, że nie będę umiała odejść, że znów mnie przekona do ciągnięcia tego? Sama nie wiem czy jeszcze coś do niego czuję, czy to tylko przyzwyczajenie?
Zawsze mnie drażniło, że zachowuje się jak rozkapryszone dziecko. Kiedyś się na niego złościłam, teraz nie mam na to sił, sprawia tylko że jest mi przykro, że płaczę, albo wpędza mnie w poczucie winy:(:(