Kiedyś zaczęłam wzbogacać swoją kuchnię o rośliny dziko rosnące. W dobie wszechobecnej żywności przetworzonej, genetycznie modyfikowanej oraz fastfoodów warto sięgnąć do bogactwa, które dała nam natura. Zbieranie darów natury i ich późniejsze przyrządzanie daje sporo radości, a poza tym jest doskonałą alternatywą dla tradycyjnych warzyw i owoców. Wiele z takich dziko rosnących ziół, owoców i kwiatów ma także właściwości lecznicze.
Poza tym, wykorzystywanie dzikich roślin w kuchni nie jest nowinką kulinarną - takie rośliny były w kuchni od zawsze, ale niestety zostały wyparte przez warzywka z supermarketów, tak łatwo przecież dostępne.
Zbieramy dzikie roślinki tylko na tych terenach, które są ekologicznie czyste, z daleka od dróg i gospodarstw. Dlaczego od dróg - tego nie muszę tłumaczyć. Natomiast pola uprawne często są nawożone, zarówno sztucznie, jak i naturalną gnojówką, a poza tym - są spryskiwane. Ja mam tę "przypadłość", że się wspinam, a tam gdzie skałki, tam i lasy, i łąki. Wyjeżdżam praktycznie co weekend od wczesnej wiosny do jesieni, więc praktycznie po każdej takiej eskapadzie przyjeżdżam "obłowiona" w zielone skarby.
Postaram się wkleić parę moich ulubionych przepisów i krótkie charakterystyki roślin.
ŚLIWA TARNINA, zwana tarninówką.
Owoce zbieramy po pierwszych przymrozkach, dlatego że zebrane wcześniej są kwaśne - mimo że dojrzałe. Owoce mają w sobie garbniki, kwasy organiczne oraz witaminę C. Można z nich wyrabiać tarninowe likiery lub wino. Ja się pokusiłam o zrobienie soku z tarniny. Wycisnęłm go za pomocą sokowirówki. Podaje się go rozcieńczony w gorącej wodzie, z cynamonem i goździkami (czyli jak wino grzane).
STOKROTKA POSPOLITA.
Dawniej była uważana za panaceum. Wiadomo, że zawiera garbiniki, inulinę, kwasy organiczne i saponinę. Liście i kwiatki stokrotki można wykorzystać jako dodatek do sałatek, najlepiej przyrządzanych w całości z roślin dziko rosnących. Można je też wrzucać do zup jarzynowych. Stokrotka w smaku fajnie komponuje się ze stopionym boczkiem.
POZIOMKA POSPOLITA
W tym roku wielkie ilości poziomek, dużych i słodkich, były w okolicach Mirowa na Jurze północnej. Z liści poziomek zbieranych przed owocowaniem można robić herbatkę, dobrą na kaszel i ból żołądka.
Szwarcwaldzki przysmak poziomkowy:
500 g poziomek zasypujemy 80 g cukru i zalewamy dwoma szklaneczkami wódki owocowej z destylatu malinowego i odstawiamy do naciągnięcia. W tym czasie 3 łyżki mąki ziemniaczanej rozrabiamy na gładką masę z odrobiną mleka. Osobno podgrzewamy 500 ml mleka, dodając mąkę ziemniaczaną i 50 g cukru. Wszystko krótko zagotorujemy. Mleko zdejmujemy z ognia, lekko przestudzamy i wbijamy trzy żółtka. Z białek ubijamy sztywną pianę, którą łączymy z kremem. Dodajemy nasączone wódeczką poziomki i delikatnie mieszamy. Deser przekładamy do salaterek, można osdobić wiórkami czekolady. C.d.n. ![]()