Mam problem, na który nie potrafię znaleźć jednoznacznej odpowiedzi. Po ciężkich przeżyciach i długotrwałym stresie zaczęłam mieć kłopoty z bezsennością. Lekarz, do którego się zwróciłam początkowo przepisał mi Stilnox, który przyjmowałam przez ok. 3 miesiące. Kiedy okazał się mało skuteczny (spałam dobrze, ale nie udało mi się wyjść z bezsenności) pani neurolog przepisała mi Lerivon w dawce 10mg. Z tego co wiem jest to najsłabsza dostępna dawka. Początkowo zaczęłam przyjmować pół tabletki, z czasem jednak zaobserwowałam znaczną tolerancję na lek, w związku z czym zaczęłam brać przed snem całą.
Wiem, że leki na bezsenność powinny być przyjmowane krótkotrwale, gdyż objawy po ok. 30 dniach z reguły ustępują, a wówczas należy je odstawić. Ja natomiast Lerivon przyjmuję już ok. roku, co mnie bardzo martwi. Bez proszka w ogóle nie umiem zasnąć lub wybudzam się co chwilę w nocy, więc taka noc jest nieefektywna, a rano czuję się niewyspana, zmęczona. Problem zgłosiłam swojemu lekarzowi, więc po raz kolejny pani doktor postanowiła zamiennie przepisać Imovane 7,5mg, twierdząc, że tym razem powinno już skutecznie pomóc. Rzecz w tym, że na ulotce jest zaznaczone, że jest to środek silnie uzależniający i nie powinno się go przyjmować powyżej 14-30 dni. Boję się jednak, że to będzie zbyt krótko, a co potem?
W rezultacie do chwili obecnej nie zdecydowałam się na zażywanie go. Ale czy słusznie?
Czy takie leki jak Stilnox, Lerivon, Imovane rzeczywiście silnie uzależniają jak się powszechnie sądzi? Czy może ulotka zawiera takie informacje tylko tak, na wszelki wypadek, jako zabezpieczenie dla producenta, gdyby tak się stało, a w rzeczywistości to tylko takie działanie świadomości, naszej psychiki, że jeśli nie wezmę proszka to nie będę spać, więc...sięgam po niego po raz kolejny. Proszę o pomoc, bo naprawdę martwi mnie ta sytuacja.