Witajcie,
poznaliśmy się oboje w trudnym czasie. on i ja właśnie kończymy studia. trudny czas. nie wiadomo co, jak i gdzie. trudny czas na budowanie związku.
mieliśmy wczoraj szczerą rozmowę. o nas, o tym jak to ma dalej wyglądać. on mi powiedział, że jest teraz na etapie 'JA' - tzn. chce się usamodzielnić, zacząć zarabiać pieniądze, zrobić podyplomówkę, może założyć jakąś firmę z przyjacielem. powiedział, że dopiero kiedy w tej materii poczuje się zrealizowany będzie mógł dawać bezpieczeństwo/pewność emocjonalną etc. - ja to rozumiem...
będzie więc w rozjazdach.
ale chce się spotykać, sam nie wie jak to wyjdzie, ale powiedział, że zależy mu na mnie, że jestem dla niego ważna.
słuchajcie, miałyście podobną sytuację? co zrobiłyście? mi cholernie na nim zależy, chciałabym z nim być. ale jak to będzie wyglądało? spotkania raz na 1-2 m-ce. może częściej, może rzadziej... jak długo..?
i dodam też, że ja czuję się zrealizowana. przez 5 lat studiów nie byłam w związku, robiłam, jezdziłam gdzie chciałam, rozwijałam się, inwestowałam w siebie. czuję się pod tym względem spełniona. do szczęścia potrzeba mi tylko rozpoczęcia pracy w zawodzie.
a on. podczas studiów był w związku z dziewczyną 3 lata. mieszkali ze sobą. on wtedy myślał 'MY', nie rozwijał się chyba za bardzo, nie jezdził tak jak ja po stypendiach, gdzie chciał, bo myślał o nich jako całości.
co o tym myślicie? to jest naprawdę genialny facet. z nim doświadczyłam uczuć jakich nie miałam od 5 lat..
Pozdrawiam