Witam
W tym roku obchodzilismy z mężem 6 rocznicę ślubu , przechodzimy obecnie kryzys małżeński i tracę nadziję , że bedziemy potrafili wyjść z niego. Przez dwa lata prowadziliśmy z mężem firmę, potem zaczeły sie problemy finansowe więc mąż postanowił wejść z spółkę z gościem którego niedawno poznał i wtedy automatycznie usunął mnie z firmy , nie było juz tam dla mnie miejsca. A mąż jest tak zafascynowany nowym wspólnikiem , że chce się zmnienić żeby być taki jak on (zachowanie , ubiór itp.).Wcześniej jak pracowalismy razem nie było wyjazdów , a teraz coraz jest jakiś wyjazd, trasa oczywiście ze wspólnikiem, narazie na terenie Polski, ale wiem że ten gość ostatnio był na wyjeździe tygodniowym "słuzbowy" w Egipcie , no i oczywiście słuzbowe imprezy.Mówiłam mężowi , że ja na to nie pozwole, on na to , że sam nie bedzie chodził. Ale na początku mówił że nie będzie tras na nocki, a teraz są i tłumaczy mi że takie jest życie. Ten wspólnik ma bardzo duzy wpływ na męża , on i ich praca firma stała sie najważniejsza , nasza rodzina zeszła na dalszy plan. Mąż mówi , że ja nie muszę wszystkiego wiedzieć gdzie on jeździ bo to w firmie normalne. Prze prazwie 2 miesiące dzień w dzień kłócimy sie o to, jestem zazdrosna o męża a on jeździ nie wiem gdzie i nie wiem co tam robi. Nabawiłam się juz nerwicy w ciągu 2 dni schudłam 3 kilogramy (teraz waże 45 nie moge więcej schudnąć) ,nie wiem co mam robić , nie umiem zaakceptować takiego życia , nie umiem sie przyzwyczaić , bo mąż mówi że w końcu przyzwyczaję się. A najgorsze jest to , że nasz 5 letni syn juz bardzo duzo rozumie i ciągle dopytuje sie czemu jestem smutna lub płaczę , jak mąż był w dwudniowej trasie on co pare minut dopytywał się czemu taty nie ma na noc, a jak później pojechał do pracy to też myślał że nie wróci na noc. On strasznie to przeżywa. Nie dużo nam brakuje do tego żeby się rozstać , ale stram sie żeby nie dopuścić do tego tylko że mój mąż nie potrafi dać nic od siebie tylko uważa , że to ja mam jakieś dziwne problemy i wymyslam zamiast przejść na tym do porządku dziennego, a wiem , że na dniach mają zatrudnić przedstawicielkę handlową 25 letnią która ma pracować z moim mężem, zaznaczam , że mąż spędza średnio 10-11 godzin w firmie , a ze mna 3-4 i czasem mówi że część to miłość a część przyzwyczajenie, więc jeżeli z nią bedzie spędzał tyle czasu to do niej też może się przyzwyczaić (chociaż nigdy nie dal mi powodu do zadrości). Nie wiem co mam zrobić, czy to faktycznie ja mam wyimaginowane problemy, proszę pomóżcie.
Marto albo się pogodzisz z sytuacją , bo wiadomo że o kasę ciężko , albo powiedz mężowi że nie chcesz tak żyć . Współpracownik zaimponował twojemu mężowi i może być teraz ciężko , ale to nie powód żebyś traciła zdrowie . Porozmawiaj z mężem , ustalcie granice , bo inaczej się wykończysz a mąż może popaść w samozachwyt i wasze małżeństwo może skończyć się rozłąką .
Dziękuję za odpowiedź, tylko w tym jest problem , że rozmawiam z mężem , mówiłam mu że tak nie może być ,że musi coś z tym zrobić, ale On niestety uważa , że to normalne życie , że tak powinno być a ja wymyslam i zachowuje się jak dziecko, nie wiem jak mam do niego dotrzeć.Myslę , ze może zrozumieć dopiero wtedy jak cos się stanie.
4 2010-07-13 20:06:08 Ostatnio edytowany przez Liwia (2010-07-13 20:08:14)
Czasy są okrutnie ciężkie jeśli chodzi o pracę i finanse. Ale trzeba potrafić rozgraniczyć "zależność" dom-praca... Powiem Ci Droga Marto, że Twój mąż jest podobny do mojego "byłego" męża. Moje małżeństwo też m. in. zaczęło rozpadać się, kiedy zaczął "współpracę" z bogatymi kolegami. W ogóle dziś także ma spółkę z jednym z nich i z pewnością nadal jest jego "parobkiem", ale chęć dorównania mu i zaimponowania była tak w nim wielka, że mnóstwo czasu przebywał z nim i też starał mu się dorównać. Nie wiem skąd to bierze się u dojrzałych już facetów. Mam wrażenie, że to chęć dowartościowania się (mój były pochodził z biednej rodziny), zauważenia przez kogoś pseudo dobrego. Jednego mój były nie zauważył-on żony już nie ma obok siebie, a koledzy mają i wolny czas z nimi spędzają, nie patrząc na samotnego kolegę...Jego naiwność nie zna granic...
Radzę Ci wziąć się ostro za męża, porozmawiać z nim, powiedzieć co czujesz, czym to wszystko może się skończyć. Mam nadzieję, że uda mu się dostrzec co tak na prawdę jest najważniejsze w życiu. Trzymam kciuki.
Liwio czytając to mam wrażenie , że mówisz o moim mężu , jego wspólnik jest bogaty , ale niestety niedługo ma zamiar się rozwieść i z żoną kontakty jego są kiepskie, on więcej czasu spędza w firmie i na wyjazdach słóżbowych ale obwinia tylko żone za rozpad ich małżeństwa, boję sie , że z moim mężęm też tak będzie. A z tym ,że dorośli faceci pochodzący z biednych rodzin chcą zaimponować w bogatszym towarzystkie to racja , bo mąż pochodzi z biednej rodziny, a teraz chce sie uczyć języków i wogóle bo wspólnik mówi że trzeba i sam tez się uczy. Nie wiem jak mam mu to wytłumaczyc i jak z nim rozmawiać bo brak mi juz argumentów.
Niestety kolejna rozmowa i próba wytłumaczenia mężowi co może stać się z naszą rodziną legła w gruzach, kolejna kłótnia i obwinianie mnie , że wszystko moja wina i moje wydumki. Już chyba nic nie da się zrobić, przykre bo naprawde kocham go.
Wiesz Marto, nie wiem czy Twój mąż był zawsze wpływowym człowiekiem, tzn. czy łatwo było wpłynąć na tok jego myślenia czy był naiwny i często ufał ludziom, którym nie powinien i Ty to widziałaś a on nie???
Jeśli tak, to z moich doświadczeń wiem, że to się nigdy nie zmienia. Mój były zawsze mówił, że wyolbrzymiam, ale mi "usługiwanie" bogaczom wydawało się upokarzające, bo mam swoją godność i uważam, że czy biedny czy bogaty zasługuje na taki sam szacunek. Ja nie pochodzę z biednej rodziny, nie brakowało mi nigdy nic kiedy byłam dzieckiem, ale nienawidzę czegoś takiego jak branie z kogoś przykładu, bo ma kasę itd. Skoro wspólnik męża się rozchodzi z żoną też miałabym obawy co do Twojego męża. Kurcze- staraj mu się przetłumaczyć, że:
- kasa to rzecz nabyta, szczęście daje, ale może na krótką metę,
- rodzina to podstawa,
- trzeba oddzielić pracę od rodziny,
- wartością w życiu jest miłość, dobro dla innych, wzajemny szacunek,
Niech uczy się języków, dokształca itd, ale niech pamięta , że ma żonę, rodzinę i jak to straci to zostanie z niczym. Bogaty kolega po rozwodzie znajdzie sobie kobietę i skończy interesować się Twoim mężem...
Wiesz staram mu się to tłumaczyć , ale jak grochem o ściane , on uważa , że tamten jest bez wad, że jest wspaniałym człowiekiem i nic nie można mu zarzucić. Tylko że oddalamy sie od siebie, czuje jakbym nie znała własnego męża stał sie dla mnie obcy , a do tego mam wrażenie , że mu wogóle nie zalezy na mnie. A mąż zawsze był wpływowy, czy to koledzy z pracy , czy starszy znajomy a teraz wspólnik.
To ciężka sprawa Marto! Tak jak pisałam , mój były był tak samo wpływowy i pozostał taki do dziś. Może należy "przeczekać" ta jego fascynację kolegą, albo przejrzy na oczy, albo będzie się zatracał w tej znajomości...
A może zaciągnij go do jakiegoś terapeuty, psychologa...
Niestety On już się zatraca w tej znajomości, poświęci rodzinę dla tego swojego "nowego" życia , w którym dla mnie nie ma miejsca, ale najgorsze jest to , że ja Go bardzo kocham i nie wiem jak poradzę sobie bez męża , bo wszystko idzie ku naszemu rozstaniu.
Marto czytam Twój wątek, niewiele mogę Ci radzić. Jedyne co chcę Ci powiedzieć, to tyle ze poradzisz sobie. DAsz rade, jak wiele kobiet daje sobie radę w podobnych sytuacjach, wydaje się nam, że nie mamy siły , a potem gdy trzeba działać te siłę znajdujemy. Życzę Ci jak najlepiej, może zajmij się sobą, spróbuj wzmocnić się psychicznie.
Moze on potrzebuje trochę czasu, żeby zrozumieć co jest ważne w życiu.
Witam
Iwkaa dziękuję za odpowiedź , pewnie tak jest , że jak już znajdziesz się w takiej sytuacji to zmuszony jesteś sobie poradzić, ale na dzień dzisiejszy mam wątpliwości, tym bardziej , że odkąd przestałam pracować z mężem nie mogę znaleźć pracy czyli juz dwa miesiące , a siedzenie w domu nie pomaga mi. Ciągle tylko myslę i zadręczam się, a on jeździ w trasy , nie chce mi nic mówić i ogólnie jest zadowolony z takiego obrotu spraw, nie obchodzi Go to , że ja tak to przeżywam .
Czasem nie mam już ochoty do życia i nadzieji , że coś dobrego może jeszcze mnie spotkać, za co się nie wezmę nic nie wychodzi. Czasem chciałabym przespać dłuższy czas i obudzić sie już po wszystkim.
Trzeba mieć nadzieję! Posłuchaj rady Iwkaa-może trzeba wzmocnić swoje siły psychiczne...
15 2010-07-22 09:03:32 Ostatnio edytowany przez Iwkaaa (2010-07-22 09:27:32)
Marto piszesz, ze siedzisz w domu. Chyba nie tylko siedzisz w domu, na pewno masz jakieś, zainteresowania. Nie możesz zajmować się tylko myśleniem, układasz sobie w głowie rożne scenariusze, zadręczasz się. Zakładasz z gory , że nic dobrego Cię nie spotka.
Moja rada to nie oko za oko, nie, tego Ci nie radzę, ale znajdź coś tylko dla siebie, taki Twój własny kawałek podłogi. Przypomnij sobie co kiedyś dawało Ci radość. Dla siebie, nie dla niego. MOze powinien zobaczyć, że nie jesteś kobietą uzależnioną od niego, ale samodzielną , pełnowartościową babką.
Może jakieś studia? Dokształcanie się? MOże wtedy znajdziesz jakiś pomysł na siebie.
Nie znam Cię, trudno mi podpowiadać.
Jedno jest pewne, jeśli on nie chce zrozumieć, nie ściągniesz go siłą do siebie, wręcz im więcej bedziesz to robić, tym więcej on będzie uciekał. Co nie znaczy, że masz to milcząco tolerować. Trzeba mówić, że Cię rani jego zachowanie .
Kiedyś czytałam takie rozważania na temat małżeństwa, i co mi utkwiło. MOże gdzies jest tu ziarno prawdy. Pobieramy się i oplatamy się wzajemnie, uzależniamy się od siebie. NIe wyobrażamy sobie że możemy robić różne rzeczy, nie koniecznie wspólnie. Taka wolność dla drugiego człowieka. Gdy jedno zaczyna uciekać we własny świat, zaczyna nam się walić nasz świat, czujemy się zdradzone. Zapominamy, że nasza przyszłość , nasze szczęście jest w naszych rękach, a nie w całości w rękach partnera. Gdy się pobieramy, nagle przestaje istnieć inny świat, zawężamy go tylko do siebie( ja, on plus dzieci). Potem , gdy małżeństwo nie spełnia naszych oczekiwań czujemy się samotne.
Może porozmawiaj z nim, że są rzeczy które chcesz robić z nim, ale szanujesz jego wybory,jego zainteresowania, a zarazem oczekujesz, że skoro jesteś jego żoną, również jest miejsce dla Ciebie w jego życiu. Tak jak radzi Roxana, ustalcie granice, granice które oboje jesteście w stanie tolerować i nie stawiają drugiej osoby w poczuciu krzywdy.
Już raczej nie ma o czym rozmawiać i myślę , że naszego małżeństwa nie da się już uratować, bo z tygodnia na tydzień wychodzą nowe okoliczności, dłuższe wyjazdy służbowe np. za granice .Mam duży żal do męża , że poświęciłam 2 lata na prace z nim a On zamienil mnie na swojego wspólnika w ciągu kilku dni i to jest chyba najgorsze , że nie umiem tego wybaczyć , a teraz okazuje się , że zatrudnia przedstawicielkę handlową i prawdopodobnie sekretarkę, a jak ja chciałam iść do pracy jako sekretarka to były wyrzuty , że powinnam wiedzieć od czego są sekretarki, ale przecież w jego pzypadku jest inaczej . on jest święty i to wszytsko tylko służbowo. Ja już chyba nie potrafie ratować naszego małżeństawa
Marta, wykończysz się. ja właśnie rozeszłam się z facetem "bez wad". Ból i ulga.
""""Kiedyś czytałam takie rozważania na temat małżeństwa, i co mi utkwiło. MOże gdzies jest tu ziarno prawdy. Pobieramy się i oplatamy się wzajemnie, uzależniamy się od siebie. NIe wyobrażamy sobie że możemy robić różne rzeczy, nie koniecznie wspólnie. Taka wolność dla drugiego człowieka. Gdy jedno zaczyna uciekać we własny świat, zaczyna nam się walić nasz świat, czujemy się zdradzone. Zapominamy, że nasza przyszłość , nasze szczęście jest w naszych rękach, a nie w całości w rękach partnera. Gdy się pobieramy, nagle przestaje istnieć inny świat, zawężamy go tylko do siebie( ja, on plus dzieci). Potem , gdy małżeństwo nie spełnia naszych oczekiwań czujemy się samotne."""
Iwkaaa to jest prawda, w moim przypadku na pewno prawda, choć myślę, że w większości związków tak jest!
Dziś mój mąż powiedział mi , że nie jest mi całkowicie wierny , ale jak zapytałam pod jakim względem , to oczywiście uznał , że wymyślam i łapie Go za słówka , strasznie mi przykro i źle ![]()
Marto-przykro mi, ale trzymaj się i nie poddawaj-teraz Ty jesteś najważniejsza, nie on!
A może z facetem jest jak z mokrym mydłem -im bardziej się je ściska tym trudniej je utrzymać...
Daria pewnie tak jest czym bardziej chcesz z nim być tym bardziej się oddala od Ciebie, tylko jest mi tak ciężko bo 6 lat małżeństwa to juz trochę czasu i wiem , że gdyby nie poznał tego swojego wspólnika byłoby tak jak wcześniej , rodzina na pierwszym miejscu, ale niestety czasu nie można cofnąć , coraz bardziej utwierdzam się w tym , że zostanę sama z synkiem i tylko on daje mi siłę do życia .
23 2010-08-20 19:57:39 Ostatnio edytowany przez Jusztynia chudzina (2010-08-20 19:58:28)
Witam! Od jakiegoś czasu kłucę się ze swoim mężem o byle co... Nie wiem już co mam zrobobić, żeby było między nami dobrze. podobno mówią,że jak urodzi się dziecko to przez to są te kłutnie, bo dziecko wszystko zmniena w rodzinie. U nas właśnie tak się stało...proszę pomóżcie mi.