Strasznie boję się starości często patrzę w lustro i patrzę jak moja twarz jest coraz gorsza. Jak widzę pokrzywione starsze panie to często póżniej płacze myśląc że ja zaniedułgo też taka bedę. Wy też tak macie ?
1 2010-07-02 23:50:39 Ostatnio edytowany przez Adrianna16 (2010-07-03 00:55:24)
Ja osobiście nie boję się starości
przecież to jest zupełnie coś normalnego, nie można w ten sposób myśleć o starości, gdyby każdy tak myślał o tym to przecież wszyscy popadli by w jakąś depresje, starość jest nie odwracalnym etapem w życiu każdego człowieka i trzeba się z tym pogodzić moja droga
więc proszę się nie zadręczać tą myślą bo to do niczego dobrego nie prowadzi.
Wiesz jeśli się dba o siebie i ciało to człowiek się mniej starzeje i zawsze bedzie wygladał o kilka lat młodziej.
Np. ja byłam kiedyś dość nieatrakcyjna (w szkole średniej) gdyż miałam nadwagę. Ale na studiach zrzuciłam 10 kg i odtąd zaczęli się za mną oglądać faceci. Do dziś trzymam wagę i jest super. Więc uwierz, jak będziesz zadbana, to odejmą Ci lat. Pozdro
Ooo... skąd ja to znam... odkąd uporałam się trochę z depresją nastąpiły u mnie natrętne myśli właśnie o tematyce: starości, umierania, religii itd.
Ogólnie jest tak, że nie mogę pogodzić się z tym, że kiedyś umrę i tak po prostu mnie nie będzie. Nie mogę pogodzić się z tym, że kiedyś będę stara, pomarszczona. Wtedy życie wydaje mi się bez sensu. Po co robić coś jak i tak kiedyś umrę? I tak te natrętne myśli są ze mną już od lutego tego roku.
Wcześniej w ogóle nie przejmowałam się takimi sprawami, nie myślałam nawet na te tematy. A teraz? Takie myśli towarzyszą mi codziennie i kompletnie czasami nie wiem jak mam się ich pozbyć.
Oczywiście psychiatra i psycholog jest, antydepresanty są ale cholerstwo nie chce sobie pójść...
Czasami te myśli są tak silne, że wywołują jakiś taki wewnętrzny niepokój i chęć popłakania sobie nad bezradnością.
Ja starości się tak strasznie nie boje-bardziej śmierci(szczególnie tragicznej i w jakiś męczarniach)
Im jestem starsza tym mniej się tej starości boję. Nie da się tego uniknąć, to po co się przejmować?
No tak: śmierć jest nieunikniona i nie warto się bać rzeczy, które i tak spotkają kiedyś wszystkich.
Ale takie tłumaczenie w nerwicy natrętnych myśli niestety nie daje nic. Ja próbowałam sobie tłumaczyć to na wiele różnych logicznych sposobów, ale te myśli czasami są silniejsze.
U mnie to jest tak, że czuję, że to w ogóle nie są moje myśli, bo nigdy nie obchodziła mnie starość i śmierć i nigdy się nad tym nie zastanawiałam.
Myślę, że jeżeli te myśli na prawdę zaczynają być bardzo przykre i łażą za nami cały dzień to jednak trzeba się udać do psychiatry po leki. Mi lekarz psychiatra powiedział właśnie, że natrętne myśli są bardzo ciężkie w leczeniu i potrzeba dużo czasu na uporanie się z nimi.
Myślę, że jeżeli te myśli na prawdę zaczynają być bardzo przykre i łażą za nami cały dzień to jednak trzeba się udać do psychiatry po leki. Mi lekarz psychiatra powiedział właśnie, że natrętne myśli są bardzo ciężkie w leczeniu i potrzeba dużo czasu na uporanie się z nimi.
Zmień lekarza i przestań brać to świństwo...
Racja.Leki nie zmienia myslenia.Zagłuszą.Ale to bez sensu.Skonfrontuj je.Pobądż sama ze sobą.Zastanów sie czego tak naprawdę się lękasz.Nie walcz z tymi myślami ale tez ich nie akceptuj.Niech sobie płyna.Nie skupiaj się na nich.Odejdą.A firmy farmaceutyczne zbijaja miliardy na lekarstwach,które tak naprawdę nie są dobrze poznane i moga więcej złego niz dobrego narobic.Ta ciągła zmiana leków.Dopasowywanie.Jedne działaja,inne nie działaja.A wszystkie trzeba wykupic.
Tak, najłatwiej powiedzieć: zostaw te leki, nie bierz ich itd. Ale moi drodzy, rzeczywistosć jest taka, że gdybym nie poszła do psychiatry i nie dostała leków to nie wiem jakby to się skończyło. Fakt- chemia nie jest fajna ale czasami konieczna. Połączona z terapią (a chodzę na nią już prawie rok) daje duże rezultaty.
Lęku przed śmiercią nie uleczysz lekami, to strata czasu i kasy. To największy lek każdego człowieka i trzeba się z tym niestety zmierzyć. Terapia tego też jest trudna bo druga strona, czyli terapeuta musi być jakoś z własną śmiertelnością również pogodzony i gotowy na taki temat.
Ale po troche też gratuluje ci panno-truskawko, bać się własnej śmierci to już wyższy poziom refleksji niż w ogóle o niej nie myśleć.