Dunkis napisał/a:aga333
nie wiem czy Ci się spodoba moja odpowiedź na Twoje pytanie, ale moja odpowiedź brzmi - tak. Dobrze wiesz, że związek to nie tylko Ty. To że Ty czegoś nie czułaś, to nie znaczy, że druga strona tego nie czuje. Sama wiesz, że nie wszystkie rzeczy działają na Was jednakowo. Ty potrafisz się śmiać lub płakać z rzeczy które inaczej wpłyną na Twojego partnera. Czasem potrafisz się uśmiechnąć, dla Twoarzystwa, choć wcale nie jest to dla Ciebie aż takie śmieszne. Ale próbujesz dzielić właśnie te doznania z drugą swoją połową. Czy to czasem nie działa w drugą stronę. Taką rzecz nadrabiamy rozmową. Dlatego włąśnie uważam, że to jeden z najważniejszych elementów związku, dla mnie fundametalna. Rozmawiać o wszystki, oczywiście jako kobieta powinnaś pozostawać tajemnicza dla mężczyzny, ale w w sferze uczuć. Ja czerpię siłę, z tego gdy rozmawiam z żoną o uczuciach, o dbieraniu rzeczy z innego punktu spojrzenia. Co wcale nie znaczy, że występują różnice zdania. A zdrada - tak może odrodzić rzeczy i być przekuta na pozytywną stronę. Jeśli się prawdziwie kocha. No a to co sama napisałaś, że seks jest jeszcze lepszy, czy to już nie jest pozytywną zmianą? Ja z żoną jesteśmy prawie 11 lat po ślubie, za niedługo rocznica, a ja mam wciąz ochotę z nią dwa razy dziennie się kochać. Wcale to nie znaczy że jest zadra, która powoduje że ciągle czujemy się doskonale. Doskonale czuję się wtedy, jedynie wtedy gdy na chwile zapominam. W każdej innej chwili sprawa zdrady towarzyszy mi jak cień. To wcale nie znaczy że nie jestem szczęśliwy. Mam wrażenie że dążysz do takiego stanu, albo go raczej oczekujesz, gdy wyda CI się że zdrady nie było, że to przeszłość która jest historią o której się nie pamięta. Ale czy to naprawdę najlepsze rozwiązanie. Czy zdradę należy wymazać z pamięci? Wybaczyć się da, zapomnieć - ja chyba nie potrafię. Masz szczęście że jesteś kobietą, jeżeli o to chodzi. Bo na moje nieszczęście sprawdza się takie powiedzenie że, ... a czekaj, jest to lustrzane odbicie tego :
U mężczyzny wdzięczność za minione rozkosze jest wieczna. Dla Was kobiet, mężczyzna, któregoście kochały, jest niczym.
Co w moim przypadku przekształca się w to, że jako mężczyzna wciąż rozpamiętuję kochanka żony, za to ona jedynie boi się o moje potencjalne kochanki.
Co do zazdrości, poczytaj jej jednego z ostatnich postów - szczególnie te o zapachu
- ja wyhamowałem jak pies pluto.... ale kobieta zmienną jest, a jej to może akurat było potrzebne, ważne by tak jak ona - być zadowolonym.
Pisząc o Tych podchodach które czynią wobec Ciebie inni mężczyźni, to czy Ty czasem właśnie nie napisałaś, że żałujesz, że ich nie widzisz? Skoro nazywasz to problemem. hmmmmm.... może to nie tak jest do końca, może Ty właśnie jesteś na początkowym etapie odnajdywania w sobie potrzeby sprawdzenia innego zapachu?
Dunkis
Moja historie pewnie znasz, walkuje ja od roku. I napisze jeszcze raz, nie sama zdrada jest dla mnie problemem, tylko to ze nie moge znalezc jej motywow. Mam 60% pewnosci, ze sprawa zostala zmanipulowana, 40% ze nie. Procent jest oczywiscie na dzisiaj i zmienia sie w zaleznosci od mojego nawet nie wiem czego, humoru, depresji, zachcianki. Moj dylemat jest tego typu: jesli moj maz i ja zostalismy nafaszerowani jakims swinstwem, to jak bardzo go ranie moimi oskarzeniami, wyladowywaniem zlosci, wypominaniem, dogadywaniem, wysylaniem smsow z jej zdjeciami, wysalaniem jej nr telefonu, jak dlugo moze to znosic? Jesli jest winny i mna manipuluje, strach ogarnia go do tego stopnia, ze posuwa sie do takiej gry, oklamywania mnie, ze nie umie powiedziec prawdy, oszukuje mnie, jak dlugo moze to ukrywac, czy jest sens zyc w takim zaklamaniu i marnowac ta resztke czasu, jaka mi pozostala? Proste, chcialabym wiedziec, z czym musze sie zmierzyc, tylko wiedziec. Na dzien dzisiejszy nie mysle o rozstaniu, ale jak mam wybrac, co myslec, ze zyje z niewinnym, czy zaklamanym zdrajca? Jak dlugo mozna zyc z taka niepewnoscia? Jak dlugo mozna zyc, nie bedac w pelni szczesliwym, emocjonalnie? (wiadomo, zawsze czegos nam brakuje, pieniedzy, wody w kranie, nowego dachu itd) Moze ci, co wybieraja rozstanie, potencjalna szanse na nowe pelne szczescie maja racje?
Inni mezczyzni? Nie istnieja, nie ciekawi mnie ich zapach, nie szukam swojego odbicia w ich oczach. Przez chwile nawet myslalam, zeby w odwecie zrobic to samo, isc gdzies na bok i sprubowac z kims innym. I wiesz co, nawet nie moglam sobie tego wyobrazic. 19 lat jestesmy razem. Kochamy sie dwa razy dzienni, czasem trzy, czasem nawet cztery czy piec. W zaleznosci od czasu, pracy. Zawsze tak bylo. Piszac, ze seks jest lepszy nie wyrazilam sie jasno. Zawsze byl dobry. Chodzilo mi raczej o to, ze poczulam taka postke, niesamowita strate, jakby cala milosc, ktora byla niezniszczalna, niepodwazalna, odeszla niewiadomo gdzie, a mi pozostal tylko seks, no i prubowalam sie cieszyc nim. Co do tajemniczosci w uczuciach... No nie wiem. Trudna sprawa. Znamy sie do tego stopnia, ze ze sposobu w jaki oddych, lapie powietrze wiem, co go trapi, i choc tego nie mowi, to jedyn czego potrzebuje to jest to, zebym go przytulila i powiedziala, ze wszystko bedzie dobrze, albo, ze da rade, ze sobie z tym poradzi. Tak samo po sposobie w jaki otwieram drzwi, drapie sie po szyi on niemalze zna moje mysli. Nie musimy mowic, zeby sie rozumiec. Myslisz, ze taki stan rzeczy wzial sie z powietrza? Zawsze bylismy blisko siebie, zawsze rozmawialismy duzo, o wszystkim, niczym, waznym, niewaznym. Wiec myslisz, ze jest ktos lub cos, co moze pomoc mi zrozumiec?
Wiesz czego boje sie najbardziej? Nie tego, ze sprawa sie powtorzy, bo to juz dyskwalifikacja calkowita, nie tego, ze moge zostac sama. Najbardziej boje sie niepewnosci, zycia w takim niepelnym szczesciu, oszukiwania siebie i jego, ze jest dobrze, kiedy dobrze nie jest. Tego boje sie najbardziej