Moja historia zaczyna się jak wiele innych.Poznałam go pięć lat temu.Odrazu między nami coś zaiskrzyło.Cieszyłam się, że wreszcie znalazłam kogoś na całe życie.Doskonale się rozumieliśmy,potrafiliśmy śmiać się całymi godzinami, rozmawiać o wszystkim.Zdawało by się,że rozumiemy się bez słów.Był zawsze przy mnie, umiał mnie pocieszyć, gdy było mi smutno.Zamieszkaliśmy razem.Wszystko na początku szło jak po maśle.Idealna para.Pamiętał o moich urodzinach,walentynkach,dniu kobiet.Obsypywał kwiatami, upominkami,robił niespodzianki.Było jak w siódmym niebie,chciałam żeby tak zostało na zawsze.Mijały dni, tygodnie, miesiace.Wzieliśmy ślub,urodziła nam się córeczka. A jak jest dzisiaj? Siedze samotnie i piszę te słowa,nie mam nawet do kogo się odezwać.Żyjemy jak sąsiedzi,on w innym pokoju ja w innym.Nie sypiamy już razem.Nie ma wspólnych rozmów,on unikla mnie jak ognia.Jak wchodzę do pokoju, on wychodzi, jak się do niego odezwę,coś burknie, bierze auto i znika.Nie pytam gdzie był,bo już probowałam i nie chce awantury z tego powodu.Odnosi się do mnie po chamsku,przeklina.O niczym mi nie mówi, poprostu nic nie mówi.Żle się czuje w jego domu, nic mi nie wolno.Nie mam przyjaciół ani znajomych.Nigdzie nie mogę wychodzić sama, nawet do sklepu ze mna jeżdzi.Tak wygląda,że mam siedzieć w domu,gotować,prać i cicho siedzieć.Jemu wolno wszystko. Może to dziwnie zabrzmi,ale ciągle go kocham,żyję nadzieją,że może coś sie zmieni.W głowie mieszają się różne myśli- a może kogoś ma.Czego mu brakowało, przecież nic mu nie zrobiłam.A życzenia, kwiaty, nasze długie rozmowy znikneły jak bańka mydlana.I co dalej...
2 2010-05-26 20:43:31 Ostatnio edytowany przez Okruszka (2010-05-26 20:47:34)
Wydaje mi się straszne dziwne że mówisz "było idealnie i nagle!". Nic nie dzieje się bez przyczyny, coś musiałaś przeoczyć. Zastanawiam się czy czasem nie zatraciłaś się w tej słodkości... Gdzieś założyłaś sobie opaskę na oczy. Owszem, ludzie się zmieniają... Ale żeby aż tak?! Coś tu nie halo... Domyślam się że staraliście się rozmawiać o tym? Ale pewno nie poszło łatwo? A czy czasem za waszych "złotych" czasów nie skupiłaś całej uwagi na nim, zapominając o tym że miałaś przyjaciółki, znajomych... Wiesz że można kogoś zagłaskać na śmierć. Nie mówię że tak zrobiłaś, ale warto samej sobie zrobić rachunek sumienia zanim zacznie się obwiniać drugą osobę. Co do niego. Jak to jest że w pewnym momencie stał się tyranem? Fakt, jak facet wychodzi sobie gdzieś, to raczej nie jest dobry sygnał. Nawet nie chodzi o zdrady (chociaż kto wie?)
Co masz zrobić. TUPNĄĆ, tupnąć tak żeby się mieszkanie zatrzęsło. Jak będziesz siedziała pokornie, poddawała się terrorowi i przyczepiała sobie nalepkę na czoło "no bo ja go kocham", to się nic nie zmieni. Masz w końcu wyjść do ludzi, zadbać o siebie, o Twoje zdrowie, Twoje samopoczucie, Twoje marzenia! (Wiem co mówię, bo jeśli z tych strzępków informacji co dałaś myślę dobrze, to miałam taki przypadek w rodzinie). Jego zachowanie ma być potępione. Niech zrozumie co może stracić... Pan i władca kurde... Gdzieś musiało dojść do jakiejś frustracji z jego strony... Zbadaj to, w oparciu o to co było.
Sama jestem zdziwiona,że można tak się zmienić.Myślę,że on taki był tylko się maskował.Byłam tak zakochana,że nie widziałam jego wad,a może nie chciałam ich widzieć.Póżniej zaczeło się normalne życie,spadły różowe okulary.Zaczeło sie od tego,że chciałam pójść do pracy.Zdziwiła mnie jego postawa, gdy mu o tym powiedziałam.Wrzeszczał na mnie, że po co mam pracować jak nic mi nie brakuje.Póżniej chciałam zrobić prawo jazdy( mieszkamy na wsi,wszędzie daleko) Pomyślałam,że przyda mi się,bo on wraca póżno z pracy i już wszystko jest zamknięte tzn. sklepy,urzędy, przychodnia itd...A ja miałam przecież swoje sprawy do załatwienia.Wolał brać wolne w pracy i mnie wozić, żeby udowodnić mi, że prawko nie jest mi potrzebne.Pózniej przeszkadzało mu,że się maluje,twierdził,że to nie jest potrzebne.Dużo by opisywać tych jego zakazów.Wszystko działo się stopniowo.Póżniej kłótnie, troche zaczął pić.Jak mu zwracałam uwage,złościł się, wychodził z domu na pare godzin.Sama nie mogę nigdzie jechać nawet do mamy.Wszędzie z nim.Cokolwiek bym nie zrobiła zawsze ma jakies ale.Podłączenie internetu to była moja roczna walka zanim się zgodził.Nie mogę znaleść żadnego logicznego wytłumaczenia co sie z nim stało.
4 2010-05-26 22:43:23 Ostatnio edytowany przez La Que Sabe (2010-05-26 22:45:20)
Vicky, taki typ lubi mieć wszystko pod kontrolą, może to poprawia jego samoocenę, nie wiem.
Pytanie dzis zasadnicze czego ty pragniesz? Odpowiedz sobie na nie? I powoli, spokojnie rób swoje. Mąż zaakceptuje te zmiany, jeśli nie będą gwałtowne i nie poczuje się zagrożony. Przejdż z roli ofiary - do roli partnerki.
Łatwo mówić , trudniej zrobić. Wiem, ale Vicky ty już zaczęłaś walczyć o siebie, ty już wiesz co cię boli gdzie pragniesz zmiany.
Teraz tylko pokonać strach - który jest w Tobie i ... bierz długopis i zrób sobie plan, na nowe życie.
Prawo Jazdy, znajomi, rozwój siebie itp... Poprostu rób, postaw go przed faktem dokonanym, ale pełna ciepła i radości... Koniec ze smutkiem, przecież nie chcesz bajki o królewnie zamkniętej w wieży, chcesz normalnego partnerskiego związku.
Acha i najważniejsze nie tłumacz mu się za bardzo. Gdy spyta przedstaw pozytywy z tego co robisz dla Was i ucinaj dyskusje. Wiem, to trudne... ale możliwe...
Dziękuje wam dziewczyny,że napisałyście.Nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy, bo tak naprawde nie mam z kim o tym pogadac, bo ciągle siedze sama w domu.Ta strona to moje jedyne okno na świat,i osoby z którymi mogę się podzielić, tym co mnie boli.Wracając do tematu, dawno chyba bym stąd poszła, ale niestety nie mam do kąd.Czuje się tu dziwnie i nieswojo,a człowiek którego tak kocham stał się dla mnie obcy.Jak wam wspomniałam mamy córkę.Kiedy jej jeszcze nie było,bawił się z innymi dziećmi,tak bardzo chciał mieć własne.A teraz kiedy już ma, nie spędza z nią czasu, poprostu nic koło niej nie zrobi.Woli iść na piwo niż z nami na spacer.Chcę jeszcze dodać, że dwa lata temu, rozpoczeliśmy remont domu, i choć wszystkie materiały są kupione, mój mąż nie ma ochoty nic robić.Przecież kiedyś nie było z tym problemów.Nie jada w domu, nie dba o siebie.A jak mu zwróce grzecznie uwagę to odrazu awantura- ale o co? Chyba o to,że wogóle się oddzywam.
To co piszesz o swoim małżeństwie jest straszne:( Wydaje mi się, że problem w tkwi w nieumiejętności komunikowania się ze sobą. Na początku moze i było słodko, ale z pewnością pojawialy się problemy, pretensje o rozne rzeczy, żale, wy zapewne o nich nie rozmawialiście (mąż bo introwertyk, ty żeby nie zaburzyć idelanej harmonii z której się tak cieszylaś) - problemy narastaly, aż zaczęły was (męża) przerastać. Często w takich sytuacjach ludzie ratuja się ucieczką wgłąb siebie, odcinają się od ludzi do których mają żal, zamykają we własnym świecie. Przestają rozmawiać. To najgorsze co może się przydarzyc związkowi dwojga ludzi, paradoksalnie gorsze niż zdrada. Brak porozumienia rujnuje związek od wewnątrz, zżera go jak zaraza i jesli czlowiek w porę nie zareaguje - budzi się z przyslowiową reką w nocniku, czyli przy boku obcego sobie czlowieka.
Niepokoi mnie zazdrośc twojego partnera, ale wygląda na to, że jego problemem jest nie tyle nieufność, co potrzeba kontroli.
Obawiam się, że bez cięzkiej pracy sie nie obejdzie. Musicie zacząc rozmawiać, powyjaśniać powody obecnego stanu waszego związku, obgadać przemianę męża, a pewnie także twoją. Najlepszym rozwiazaniem byłaby terapia małżenska, ale czy mąz się zgodzi to już inna sprawa:(
7 2010-05-27 18:48:48 Ostatnio edytowany przez ella1973 (2010-05-27 22:22:16)
U mnie problemy w małżeństwie zaczęły się po ok. 2 miesiącach od urodzenia dziecka. Twierdził, że jego odepchnęłam na dalszy plan. Może w tym jest problem. Może córce poświęcałaś za dużo uwagi, a on czuł się samotny. Oni tak się usprawiedliwiają.
Spróbuje z nim porozmawiać, może to coś zmieni.Wielkich nadzieji nie mam, ale może chociaż się dowiem co spowodowało u niego taką zmianę.Nie ukrywam,że dalej chcę z nim być, bardzo go kocham.Nie przekreśle tak łatwo pięciu lat,mamy przecież wspaniałą córeczkę.Naprawde dziekuje wam dziewczyny za dobre rady i wsparcie.
Nie wiem czy rozmowa coś zmieni ... Przecież już z nim rozmawiałaś i były awantury. Są dwa wyjścia według mnie
Albo zaczniesz go jeszcze bardziej potrzebować niż normalnie. Tzn. więcej wyjść dosłownie wszędzie. Do sklepu, do apteki, do dentysty wymyśl coś
może zmęczy go to i sam Ci zaproponuje zrobienie prawka
Albo postawisz go przed faktem dokonanym tzn. jutro zapisuję się na prawko albo jutro spotykam się z moją koleżanką. Przecież nie możesz być więźniem , a tak Cię traktuje niestety. On strażnik i wszędzie musi mieć na Ciebie oko , tak jakbyś miała mu uciec. Może on sam ma jakieś kompleksy ? Problemy ze sobą samym ? Coś się w nim zmieniło trzeba dojść dlaczego ... Może coś w pracy nie tak. Może jakiś jego kumpel ma jakieś problemy ze swoją żoną cos mu opowiedział i teraz twój mąż traktuje Cie tak żeby jemu sie taka sytuacja nie przytrafiła. Nie wiem wymyslam teraz ale dobrze by było poznać przyczynę jego zachowania. Tylko , że to łatwe nie bedzie, bo on Ci tak po prostu tego nie powie. Trzeba by było wyczuć dobry moment, dobrze zagadać. Ale pomysł z kartką i wypisaniem sobie celów jakie chcesz osiągnąć i co chcesz zmienić w swoim życiu jest naprawdę dobry :-)
Witam wszystkich! mam 21 lat i pewnie pomyslicie,ze jestem jeszcze mloda i glupia.Ale duzo w zyciu przeszlam,tak jak nie ktore z WAS mam problem z moim partnerem.Jestesmy razem trzy lata,pierszy rok od czasu gdy sie poznalismy byl wspanialy mimo ze duzo pracowal i nadal pracuje mial zawsze czas dla mnie,zabieral mnie na spacery,mowil mi czule slowa,kupowal kwiaty jednym slowem byl wspanialy.Teraz od 2 lat mieszkamy razem nie mamy slubu ani dzieci.Jest zupelnie inaczej niz mi obiecywal,caly czas sie klucimy, obraza sie o byle co,nigdzie mnie nie zabiera,siedze calymi dniami w domu sama,nawet jak ma wolne woli isc do kumpli widuje go wieczorami jak kladzie sie spac.Nawet nie wiem kiedy ostatni raz mi powiedzial z wlasnej woli ze mnie kocha.My do siebie pasowalismy od poczatku,dlaczego tak to wszystko szybko minelo?nie mam pojecia. Moze jestem zbyt nachalna bo lubie pokazywac mu ze go kocham .Codziennie sie staram zeby bylo dobrze,nawet czasami sie wole nie odzywac zeby znowu sie nie obrazil,bo jak sie obrazi to przez 2-3 dni do mnie sie nie odzywa.Ja bardzo chce zeby nasz zwiazek przetrwal czy moglby mi ktos cos doradzic bo znajomi mi podpowiadaja zebym zerwala ale ja nie chce zrywac bo to i tak nie zalatwi wszystkiego bede tesknila i plakala nadal tak jak teraz i szczeze to juz prubowalam z nim zerwac,ale naprawde to nic nie daje.Wiem tez ze zadnej dziewczyny nie ma na boku.Probowalam takze rozmawiac z nim ale tez nic,mowi zebym nie zawracala mu glow co mam zrobic nie wiem.Prosze o pomoc.