Witam, długo się zastanawiałam żeby napisać na forum o mojej sytuacji, ale nie mam nikogo z kim mogę porozmawiać. Otóż mam 22lata i jestem w 2letnim związku z chlopakiem który ma 25lat.
Dodam, że jest to mój pierwszy poważny związek. Rok temu byliśmy razem za granicą, zarobiliśmy trochę pieniędzy i od roku siedzimy w Polsce gdzie mieliśmy jeszcze w tamtym roku wrócić. Moje życie z dnia na dzień nie ma sensu. Jestem z osobą która jest uzależniona od narkotyków.. Dodatkowo jest bardzo nerwowy. Potrafi krzyczeć na mnie, wyzywać, a ja wtedy płaczę i szukam w sobie winy gdzie on wtedy patrzy się mi prosto w oczy i sie ze mnie śmieje. Jak nie ma pieniędzy to oddaje rzeczy do lombardu, albo robi przekręty. Mieszkamy z jego mama w bloku, oszczędności które zarobiliśmy wydał na używki... Twierdzi również że ja nie potrafię go od tego odciągnąć, w sensie od używek, że jestem bezmyślna, że nic nie potrafię. Potrafi wstać lewa noga i na mnie krzyczeć bez powodu, albo o na prawdę błahe sprawy. Nie potrafi się zorganizowac, nic załatwić tylko mi wmawia że ja nie potrafię go motywować. Parę razy mnie wyrzucał z domu, później przepraszał i chciał żebym wróciła. Znajomych też straciłam, bo twierdził ze zadaje się z lachonami.. Nie mam nikogo. Zostałam sama. Oczywiście że są dni kiedy on jest kochany, ale to tylko złudzenie i potrafi później w kłótni wszystko tak obrócić na jego korzyść że ja wtedy czuje się winna. Mam wrażenie że mam go niańczyć, za niego robić to co on powinien. Mnie może zwyzywać, robić co chce a ja mam siedzieć cicho jak mysz pod miotla i na niego czekać. Oczywiście ja też mam swoje humorki, to normalne, ale nie są one aż takie wybuchowe jak jego. Kolejna sprawa to taka ze mieliśmy jechać niedługo za granicę ale za każdym razem gdy się jego pytam co z wyjazdem to się śmieje i widzę że ma to daleko gdzieś. Nie mam siły, ani na spacer, ani nawet się umyć i siebie ogarnąć. Codziennie wstaje z pustka i chęcią ucieczki. Czy da radę go jakoś zmienić? Bo ja już mam takie myśli żeby ogarnąć sobie sama wyjazd i jechać bez niego i zacząć nowe życie.