Witajcie!
Zacznę od tego, że studiuję na kierunku zwiazanym z medycyną (pierwszy rok). Ogólnie lubię się tego uczyć. Czasem przeraża człowieka myśl, ile to nieciekawych rzeczy może przytrafić się ludziom. I mnie przytrafiło się coś o czym nie idzie zapomnieć. Pewnego dnia nagle zachorowałam. Udałam się z mamą do przychodni. Szłam zgięta w pół. Gdy dotarłam na miejsce lekarz zaproponował, abym poszła do szpitala. Ja jednak nie miałam już na to siły (do szpitala był kawał drogi), więc zaproponował, aby wezwać taksówkę. I właśnie w tym momencie mój stan się pogorszył. Do szpitala odwiazła mnie karetka pogotowia. W szpitalu lekarze nie wiedzieli, co mi dolega. Mój lekarz prowadzący bał się podjąć jakąkolwiek decyzję w mojej sprawie. Czekali na przyjazd ordynatora. Ordynator podjął decyzję o natychmiastowej operacji, gdyż o moim przeżyciu decydowały już minuty. Cały zespół bardzo się spieszył. I chyba głównie właśnie przez ten pośpiech.............obudziłam się na stole w trakcie trwania zabiegu. Nie mogłam się ruszyć (byłam powiazana do stołu), nie mogłam mówić, gdyż w gardle miałam rurkę wrazie gdyby trzeba było natychmiast podłączyć mnie do sprzętu wspomagajacego oddychanie, obok mnie nie było nikogo, żadnego lekarza. Wszyscy byli po drugiej stronie "zasłony" i coś tam grzebali w brzuchu. Byłam przerażona. Żeby zwrócić uwagę na fakt, że się obudziłam starałam się wydobyć z siebie jakiś odgłos. Udało mi się ściagnąć anastezjologa. Oczekiwałam od niego jakiegoś fachowego posunięcia, jakiejś reakcji, współczucia, pocieszenia, uspokojenia......cokolwiek. Anastezjolog wyraźnie przestarszony i zdezoriwntowany zaczął KRZYCZEĆ co się dzieje!!, dlaczego ja piszczę!!. Przeraziłam się jeszcze bardziej widząc, że DOŚWIADCZONY lekarz nie ma pojęcia co się dzieje i co ma robić. To był koszmar.
To było ładnych parę lat temu, ale ja wciaż czuję żal do tego anastezjologa. Od rodziców dowiedziałam się, że ten błąd wynikał z pośpiechu, z troski, żeby nie przesadzić z narkozą, bo byłam dużo mładsza. Jakoś mnie to nie uspokoiło. Powinnam być wdzięczna, bo lekarz nie patrzył na mój komfort, żeby ratować coś znacznie cenniejszego wraz z innymi, żeby ratować życie. Naprawdę wyrawali mnie z rąk śmierci, ale ja wciąż mam ogromny żal, czuję złość i ból, łapię doła, gdy sobie to przypomnę. Nie wiem czy uda mi się kiedyś o tym zapomnieć. Zła jestem też na siebie. Czuję się słaba psychicznie. Mimo, że znam nietypowe okolicznośći tego zabiegu, znam powagę sytuacji w jakiej się znalazłam nie potrafię mu zapomnieć. Jeszcze ostatnio zaczęłam się dokładnie pytać o nazwiska lekarzy, którzy tą operacje przeprowadzali. Zastwnawiam się czy temu lekarzowi, który miał zadbać o moje znieczulenie groziłyby jakieś konsekwencje. Nie mogę się uwolnić od czarnych wspomnień. Chce mu zapomnieć i nie potrafie. Nigdy z nikim na ten temat nie rozmawiałam. Może wyrzucenie tego tutaj, wyżalenie się Wam pozwoli zapomnieć. Liczę na słowa otuchy. Z góry dziękuję ![]()