Chciałam zapytać, czy komuś się udało wejść do tej samej rzeki jeszcze raz i to szczęśliwie?
Moja siostra rozstała się z chłopakiem. Po roku wrócili do siebie i teraz są już prawie 15 lat szczęśliwym i udanym małżeństwem z dwójką dzieci. Ale nie znam konkretnych powodów dlaczego się wtedy rozstali. Chyba o coś pokłócili, ale nie jestem pewna. Wiem tylko, ze mieli "roczną przerwę od siebie".
Przepraszam, za dodatkowe pytanie- a mieli ze soba jakiś kontakt przez ten rok czasu? Innych partnerów?
a mieli ze soba jakiś kontakt przez ten rok czasu? Innych partnerów?
Naprawdę nie wiem. Nigdy o to szczególnie nie pytałam, bo za młoda byłam i nie dla mnie to były tematy. Jakiś kontakt raczej ze sobą mieli ale na pewno nie taki jak wcześniej (jak razem byli, to mogli się widzieć tylko maksymalnie jakieś4x w miesiącu i prócz tego co jakiś czas telefon [komórek nie było] i listy). O nikim innym w czasie tej przerwy nie słyszałam. Jedynie raz spytałam czy siostra miała kogoś prócz męża i powiedziała, że tak, ale było to zanim się poznali.
5 2010-04-15 19:24:16 Ostatnio edytowany przez Anemonne (2010-04-15 19:24:40)
Ja rozstałam się z moim facetem na pół roku po 5 latach bycia razem. Odkąd wróciliśmy do siebie minął rok i póki co uważam, że była to świetna decyzja. Jest inaczej niż było (lepiej oczywiście), zresztą rozstaliśmy się z konkretnego powodu, a nie tylko dlatego, że "nie mogliśmy się dogadać", i nie żałuję powrotu.
P.S. W powiedzeniu "nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki" chodzi zupełnie o co innego i większości ludzi się to myli. Chodzi o to, że po prostu nie da się wejść drugi raz do tej samej rzeki, bo rzeka wciąż płynie i nie będzie to już ta sama woda, więc wejście 2 razy do tej samej rzeki jest fizycznie niemożliwe.
P.S. W powiedzeniu "nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki" chodzi zupełnie o co innego i większości ludzi się to myli. Chodzi o to, że po prostu nie da się wejść drugi raz do tej samej rzeki, bo rzeka wciąż płynie i nie będzie to już ta sama woda, więc wejście 2 razy do tej samej rzeki jest fizycznie niemożliwe.
To jak inaczej ludzie myślą, co znaczy to powiedzenie? Jak inaczej to interpretują?
Czas wszystko zmienia... Woda która plynęla w rzece danego dnia, kolejnego jest już daleko daleko, więc rzeka, może nie tyle rzeka co jej 'wnętrze' się zmienilo.
Nie jestem zwolenniczką powrotów, uważam że skoro ludzie sie rozstają mają ku temu miejmy nadzieje konkretne powody. Jednak jeśli komuś to rozstanie w jakiś sposób pomoglo, i potem jest lepiej to tylko oby tak dalej.
Anemonne napisał/a:P.S. W powiedzeniu "nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki" chodzi zupełnie o co innego i większości ludzi się to myli. Chodzi o to, że po prostu nie da się wejść drugi raz do tej samej rzeki, bo rzeka wciąż płynie i nie będzie to już ta sama woda, więc wejście 2 razy do tej samej rzeki jest fizycznie niemożliwe.
To jak inaczej ludzie myślą, co znaczy to powiedzenie? Jak inaczej to interpretują?
Spotykam się często z tym, że ludzie interpretują to powiedzenie po prostu tak, że nie powinno się "wchodzić dwa razy do tej samej rzeki", a nie, że się nie da.
a_normalna napisał/a:Anemonne napisał/a:P.S. W powiedzeniu "nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki" chodzi zupełnie o co innego i większości ludzi się to myli. Chodzi o to, że po prostu nie da się wejść drugi raz do tej samej rzeki, bo rzeka wciąż płynie i nie będzie to już ta sama woda, więc wejście 2 razy do tej samej rzeki jest fizycznie niemożliwe.
To jak inaczej ludzie myślą, co znaczy to powiedzenie? Jak inaczej to interpretują?
Spotykam się często z tym, że ludzie interpretują to powiedzenie po prostu tak, że nie powinno się "wchodzić dwa razy do tej samej rzeki", a nie, że się nie da.
ahaaaaa....
No, cóż...
A co do tematu, to ja uważam, że trzeba sobie odpowiedzieć na kilka pytań i zastanowić się czy jest sens wracać do siebie. Przypomnieć sobie co było powodem rozstania i czy jest szansa, że będzie lepiej a nie od nowa to samo (jeśli nie gorzej). W niektórych przypadkach nie należy do siebie wracać, ale to już zalezy od indywidualnego przypadku.
W tym wszystkim fajne jest to, że takie powroty potrafią wiele nauczyć- wiemy, co było nie tak, z jakiego powodu się rozstajemy, co należy zmienić, aby nigdy nie popełniać tych samych błędów.
Moj byly tez zle to interpretowal ...a nam tez jak do tej pory nie udalo sie wrocic do siebie choc wszystko bym oddala zeby tak sie stało, wolal sie pocieszyc i byc z dziewczyną mlodsza od siebie o 6 lat jak ja mozna nazwac dziewczyna
coś mało tych udanych powrotów po przerwie....
Fakt bardzo rzadko się zdarzają ,a to wielka szkoda ![]()
W porównaniu do sytuacji dziewczyn, moja będzie trochę banalna, ale tez mam na koncie swojego związku rozstanie. Rozstaliśmy się po ponad pół roku związku, a po miesiącu do siebie wróciliśmy. Do dziś jesteśmy razem, a to już ponad 3 lata. Także takie "happy end'y" są możliwe. Zależy tylko od powodu rozstania...
my rozstaliśmy się rok temu, po ok miesiącu... już były akcje powrotowe. Znowu ze sobą zamieszkaliśmy (po mojej, hucznej wyprowadzce od niego, on wprowadził się do mnie) idylla trwała nieco ponad rok... tylko po to, zeby rozstać się z dokładnie tego samego powodu ![]()
boli jeszcze gorzej, dochodzi tysiące pytać... no i żal do samej siebie, dlaczego na to pozwoliłam
ale cóż... obym tym razem wytrwała i się nie złamała choć po 5-ciu latach bycia ze sobą, ciężko zmienić swoje życie od tak...
Delicious
A jaki byl Wasz powod rozstania?
Niepewność co do uczuć mojego faceta. Po miesiącu stwierdził, że to jednak miłość i wróciliśmy do siebie.
Zazdroszcze Ci powrotu ja bym wszystko oddała żeby u mnie tak sie stało
ja także byłam w takiej sytuacji. Mój obecny mąż był moim pierwszym chłopakiem i ja jego pierwszą dziewczyna.
Zaczęlismy ze sobą chodzić mając 15 lat. Chodzilismy 5 lat. To z nim straciłam dziewictwo a on sie rozprawiczył.
Po pięciu latach bycia razem on mnie zostawił. ja miałam przez ten czas innych partnerów a on inne dziewczyny.
Po 8 miesiącach wrócilismy do siebie. Teraz jestesmy małżeństwem z 10-letnim stażem ,mamy cudowna córke i jestesmy szczesliwi.
Powiem wam,że takie cos jest potrzebne. Aby docenić druga osobę to trzeba posmakować inne.
A jednak zdarzaja się szczęśliwe powroty
Zazdroszcze Wam...
wejść do tej samej rzeki? hm... jeśli oboje dojrzeliście do nowej roli to tak... jeśli oboje zatęskniliście za sobą, bo jesteście sobie przeznaczeni - to tak... ale jeśli to strach przed samotnością, lub lepiej z kimś niż samemu - to nie ![]()
Ja czesto uwazalam ze to ze jestesmy azem to przeznaczenie on kiedys tez tak uwazal a jadnak popsulo sie i rozstalismy sie ale ja nadal nie zmienilam zdania i nadal mysle ze to on jest mi przeznaczony
Magdalena88 to jest nas już 2, ja też bym chciała żeby wrócił i też myślałam ze jesteśmy sobie przeznaczeni.
Rozstaliśmy się jakiś miesiąc temu bo on nie wie co czuje, nie wie czego chce czy chce by ze mną czy sam.
Ale jestem teraz sama niestety i czekam i tęsknie........
Ty miesiac a ja juz 11 miesiecy.
Pobowalam spotykac sie z innymi o rozstaniu myslam ze jaos mi to pomoze zapomne szybciej ale za kazdym razem uswiadamialam sobie ze to on jest tym moim jedynym
ja nie jestem w stanie przestać o nim myśleć, nie potrafię na razie myśleć o nikim innym choć może powinnam przestać się łudzić ze on wróci, ale cóż rozum swoje serce swoje. Czekam nie wiem na co czy na niego czy na cud, a możne kogoś innego. Wiem ze będzie co ma być a ja zrobiłam wszystko żeby nam się udało- to on nie wie czego chce- niestety a ja za nas dwoje nie mogę walczyć bo to nie ma sensu.
Nie można cały czas starać się za dwoje, kochać i walczyć za dwoje - nie chce takiego życia, nie umiała bym tak.
U Ciebie sa wieksze szans na powrot nie jestescie zaledwie miesiac dla Ciebie to pewnie az miesiac ,a u mnie tyle czasu juz minelo...
no... my mielismy kilka rozstań.. i kilka powrotów..W przeciągu 5 lat. Nie wiem czy On miał wtedy kogoś ale ja znalazłam w kimś "oparcie".. Po ok 3 miesiącach zaczelismy bardzo powoli "wracać" do siebie . A dziś jesteśmy ponad 1.5 roku po ślubie i nie wyobrażam sobie żeby było inaczej.
Ważne są rozstania i ważne są powroty, my jesteśmy szczęściarzami bo daliśmy szanse wtedy naszej Miłości ![]()
Jak ja zazdroszcze Wam i Wszystkim którzy zeszli sie ze soba ...
Ile trwała wasza najwieksza rozlaka?
Nie jest dobrze, gdy tylko jedno "lgnie" do drugiego, cokolwiek złego by sie stało w związku, jeśli dwoje ludzi chce być ze sobą, znajdzie droge przebaczenia, choć czasem jest ona bardzo długa, zawiła, trudna ![]()
Wiem o tym doskonale ,wiesz ja mialm przeczucie ze jak u nas stanie sie cos to on nie bedzie umial sobie z tym poradzic i odejdzie to bedzie dla niego prostsze i tak tez sie stalo choc jak wiele razy mu to mowilam to zawsze zaprzeczal ,ale jednak ja mialam racje
Często panowie wolą ucieć, nie wiedzą jak sie zachować.. często milczą, ale nie znaczy to od razu ze im nie zależy, to sprawa indywidualna każdego z nich.
32 2010-04-17 21:49:09 Ostatnio edytowany przez robaczek6 (2010-04-17 21:51:46)
dla mnie to aż miesiąc i milczy już 2 tygodnie, ale ja nie mogę zawsze wyciągać ręki. Chciałabym żeby wrócił ale na razie nic na to nie wskazuje. Boje się że on zapomniał już o mnie i o nas.
I właśnie dlatego milczę bo nie mogę ciągle ja zabiega, on musi też tego chcieć bo inaczej to się nie uda. Do tanga trzeba dwojga.
W czasie naszej ostatniej rozmowy przez tel powiedział że się odezwie jak znajdzie czas i milczy..... nie ma czasu, czy też odwagi lub chęci???
Ale przecież chcieć to móc!!
ja tez sie rozstalam z facetem po roku i wrocilismy do siebie po 2 mioesiacach bo stesknilismy sie za soba. Zamieszkalismy ze soba no i znowu po 3 latach sie rozstajemy teraz...ciezko. Pierwszy raz to byla moja decyzja bo, wydawalo mi sie ze on nie byl dojzaly aby byc w zwiazku, a on walczyl jak lew przez te cale 2 miesiace abym wrocila do niego. Zapewnial i zarzekal sie ze to ja jestem jego jedyna, mowil o dzieciach i malzenstwie, nawet planowalismy sie hajtnac za rok czasu i staralismy sie o dziecko.. az tu ni z tad ni zowat miesiac temu powiedzial ze jednak nie chce slubu i dzieci ze jeszcze nie jest gotowy (dzieki bogu nie zaszlam w ciaze bo staralismyn sie od 6 miesiecy) takze znowu sie rozstajemy i bije sie w glowe po co wracalismy do siebie ze bylam glupia i naiwna. Ludzie sie zmieniaja tylko nie wiemy czy na lepsze czy na gorsze, tutaj nie ma reguly. Wszystko zalezy od sytuacji i powodu rozstania. Ja juz wiem ze nie powinnam do niego wrocic bo on sie tak na prawde nie zmienil to ja w to wierzylam i tak bardzo chcialam, za bardzo...Powodzenia
Chciałam zapytać, czy komuś się udało wejść do tej samej rzeki jeszcze raz i to szczęśliwie?
ja nie wchodzę drugi raz do tej samej rzeki (On też nie), bo my z tej rzeki nie wyszliśmy tak naprawdę, On wróci, ja czekam, muszę z nim tylko porozmawiać i ułatwić to, 3majcie kciuki
On wróci, ja czekam, muszę z nim tylko porozmawiać i ułatwić to, 3majcie kciuki
co to znaczy Tiff, jak chcesz mu to ułatwi i co się tak naprawdę stało?
jedna z osób powiedziała mu, że słyszała że jestem pusta, niestety to jedna z najbliższych jego koleżanek, zna ją gdzieś z 11 lat, więc sam zwątpił, wydaje się to absurdalne, ale no tak wyszło, wiem że wróci, tylko potrzeba troszkę czasu, mam nadzieję, że to będzie szybko
Tiff
Może powiedziała to dlatego ze jej na nim zależny i myślała ze dzięki temu on zwiąże się z nią
ona w ogóle jest o niego zazdrosna na to wyglada, kiedys mowil mi ze jak bardziej zakolegowal sie z jego obecnym najlepszym przyjacielem (mam z nim rowniez dobry kontakt) to sie na niego sfochowala i tez jej sie to nie podobalo, najlepsze jest to ze wydaje sie taka sympatyczna dziewczyna, no po prostu w to nie wierze, On wroci i tyle!
nigdy nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki...woda płynie korytem, ale to już inna woda....nie warto tracić życia na czekaniu
Tiff, Twój facet zostawił Cię, bo koleżanka powiedziała mu, że "podobno" jesteś pusta? Dobrze zrozumiałam...?
wiem, że nie powinien tak zrobić, ale to doszło jeszcze pare słów, ja mu powiedziałam rzeczy w złości, On też- emocje wzięły przewagę, nawet go sprowokowałam, sama powiedziałam żeby mnie zostawił, w chwili słabości mi to w końcu powiedział, gdybym zakończyła rozmowę wcześniej albo sama nie wybuchnęła złością, to byłoby inaczej - nie próbuję go usprawiedliwiać, ale by tak było, On mnie kocha, ja Jego również i wątpię żeby to się skończyło
Wiesz u mnie bylo podbnie wiedzialm ze moj byly podoba sie takiej dziewczynie, ona go nie interesowala,ale wiedzial co ja o niej uwazam i wiedzial ze ja nie lubilam, po nasyzm roztaniu specjalnie zaczol sie z nia spotykac zeby zrobic mi na zlosc,a ona to wyorzystala,ktoregos dnia do mnie napisala ze swiata pozamna nie widzial ,ale teraz bedzie jej i ze mnie zniszczy i zrobi tak ze nigdy sie do mnie nie odezwie i mnie znienawidzi i wiesz co tak sie stalo ,a on wierzyl jej i pisal do mnie zebym sie od niej odczepila i pomimo 16 lat jest o wiele madrzejsza od niej ,a ja do niej nie pisalm ani nic nie robilam to ona wszystko zeby mnie zniszczyc i udalo jej sie
Tiff, domyślam się, że to o czym piszesz to tylko jakaś cząstka nieporozumień między Wami - sprawy zwykle są bardziej skomplikowane, niż wyglądają i nie chcę nikogo osądzać. Niemniej jednak taka reakcja na plotę puszczoną przez koleżankę wydaje się mooooooocno przesadzona... w końcu to on Ciebie zna najlepiej i powinien kierować się wyłącznie swoimi własnymi osądami.
jego najlepsi kumple też zastanawiają się co w niego wstąpiło, człowiek to człowiek i może zwątpić czasem, popatrzcie na Nas (filmik zrobiłam dla Niego jakoś w grudniu ), my za bardzo się kochamy żeby to wszystko zepsuli inni ludzie, a w chwili słabości padło wiele słów za dużo
http://www.youtube.com/watch?v=hd1oyhsd90E
(może powiększcie ekran, najlepiej na fulla)
Chciałabym podzielic sie z wami moimi przezyciami...bo bardzo mi ciezko:( Postaram sie jakos w skrócie.
Otoz bylam z moim chlopakiem 1rok i 8 miesiecy..kurcze..ale w zyciu tak nikogo nie kochalam...on byl wspanialy..zmienil mnie...stalam sie lepsza osoba...Bylo na cudownie!!!!Nie da sie tego opisac!! bylam dla Niego najwazniejsza..był jak ksiaze z bajki..zakochalam sie w nIm na amen..i On we mnie tez...zylismy dla Siebie..
W pazdzierniku zamieszkalismy ze soba w lodzi..., zostawilm swoje miasto i poslzismy w nieznane..troszke nam nie wyszlo..ale to dlatego ze poszlismy do tej samej grupy, w mieszkaniu sami..chyba zjadla nas troche rutyna i zadecydowalismy ze zrezygnujmy z mieszkania..dla naszego dobra...ze to chyba jeszcze za wczesnie. Na dodatek ja troszke w tej Lodzi sie pogubilam...zaczelam tesknic za rodzina, za domem...jakos tak wkradla sie we mnie ciagla zla i nieszczesliwa mina...troszke sie klocilismy..ale nigdy nie ukrywalam przed nim co mnie gnebi...na dodatek grupa na studiach taka sie udala..ze nawet nie da sie z nikim wyjsc;/ szok..
I chyba przez to sie i miedzy nami zepsulo..
Po wyprowadzce...cos po prostu sie zmienilo...dla mnie to wrecz jak grom z jasnego nieba...On zaczal jakos tak mniej czasu ze mna spedzac...:(( Ja nie wiedzialam co sie dzieje...ciagle chodzilam za nim i mu trulam..co jest nie tak...ale caly czas sie chcial ze mna spotykac..dzownil..pisal...ze mnie kocha...ze jak mnie nie ma to za mna teskni..ale jak sie widzimy to jest dziwnie..ale ze chce aby Nas zwiazek znowu byl piekny...i ze to prawi...mimo iz ja go oskrazam o najgorsze...a tak wlasnie bylo:( zaczelam w tej desperacji mowic..ze mu sie znudzilam...robilam mu akcje..o to ze musial jchac do domu...zamiast ze mna siedzic..tak jak to bylo wczensiej..kiedy kazda chwile spedzalismy razem.
Oddalil sie ode mnie...czulam to...Nie rozumialam...tej calej sytuacji....co sie dzieje..ale z drugiej strony dzonil..chcial se spotykac..przyjechal na swieta....ale ciagle tez powtarzal ze narazie taki uklad niech zostanie...ze jakos sie to samo odbuduje..ale ja czulam ze on mnie oszukuje...ze ja nie chce takiego ukladu..ze albo chce byc ze mna alb nie
Pewnego dnia powiedzial mi jednak ze on chce chyba przerwy!!:(
Napisalam do nIego pewnego dnia list..bardzo dlugi..w ktorym wszystko opisalam..czekalam az sie cos odezwie..ale on czekal na spotkanie ze mna po zajeciach..ale ja z tego kropneo bolu nie poszlam na zajecia..ucieklam z lodzi do warszawy..bylam zaplakana...pojecalam z przyjaciolka porozmawiac..on dzwonil z 20 razy..ja mu tylko odpisywalam..ze mnie juz nie ma, zeby o mnie zapomnial, ze mi sie juz nie chce zyc...ze cierpie..ze znajdzie sobie lepsza...
Szukal mnie po dworcach..czekal pod akademikiem..ale ja mu pisalam..ze mnie juz tam nie znajdzie:(( BYlo mi tak ciezko:((
Nastpengo dnia..przyjechal..i powiedzial...ze zle zrobilam..ze on juz jechal, ze chcial sprobowac...ale ze zrobilam go w konia..i ze sobie pojechalam...:((ze on myslal ze z studiow zrezygnowalam... Ale ja naprawde tego dnia cierpilama..nie wiedzialam siebie jeszcze w takim stanie..wszystkie me emocje ktore skrywalam prysly:(( Nie chcialam rozmawiac z nikim:((
Mam do Was pytanie dziewczyny..i prosze o jakas rade, bo nie umiem sobie naparde poradzic z moimi myslami...powiedzcie mi co o tym sadzicie...
Przerwa tlumaczona jest u Niego: tym, ze chce odpoczac...ze mial dosc troche klotni..moich humorow..o to ze bylam w tej lodzi nieszczesliwa..ze musi sobie wszystko poukladac...czy wejsc do tej rzeki raz jeszcze...zebym mu dala czas...ze on chce sie przekonac o tej milosci...chce zatesknic..
Ale ja tego ne rouzmiem..:(( Wiele razy rozmawialimy...mowilam mu, ze sie zmienie..ze kocham go nad zycie...i zeby nas tak nie przekreslal..i to co nas laczy...ze docenilam juz co moge stracic...przeprosilam..i powiedzialam..ze ja na Niego poczekam..powiedzialam wszystko...i postanowilam sie usunac...przestalam dzwonic..pisac..
Ale on sie odzywa...moze nie tak czesto jak kiedys..ale ja np nie pojde na uczelnie..to dzwoni...co sie ze mna dzieje...zaprasza mnie na obiad...pisze ciagle pierwszy na gg..
Postanowilam mu dac czas...w jednej rozmowie..powiedzialam mu, ze jezeli ma kogos albo sie z kims spotyka to niech mi o tym powie:( bo ja cierpie..i zeby mnie ne oszukiwal..ale on wiele razy zapewnial mnie, ze jakby kogos mial to by mi napewno powiedzial bo nie mogl by mnie oklamac...ze on nie szuka dziewczyny...ze narazie chce spokoju troszke..chce pomyslec..
Powiedzcie mi czy On do mnie wroci??? Czy jego milosc jest po prostu chwilowo uspiona i on potrzebuje troche czasu??? Czy mam czekac na Niego?? Bo kocham go nad zycie..nie wyobraza sobie innego zycia..nie chce innego!!!! Nie chce innego mezcyzyzny w swym zyciu... chce tylko zeby dal szasne naszemu zwiazkowi..
Osttanio jak mnie odwozil pod akademik...powiedzial..ze jak zmienie swoje male humorki..to ze bedzie zajebicie miedzy nami...ze jego dziadek wysyla nas na wekedn majowy...zebysmy pojechali...bo jego rodzinka jest strasznie za mna...i powiedzial...ze mozemy jechac gdzies na 3 dni..zobaczymy jak bedzie miedzy nami..
Ale ja sie cholernie boje...:(( Boje sie...ze on mnie juz nie kocha!!:((( W tej desperacji...nie jem...ciagle czuje stres...jestem jednym wielkim strzepkiem nerwow:( przestalam chodzic za zajecia..zeby go nie widywac i nie cierpiec:(( Ciagle czekam..az przyjedzie i powie ze chce ze mna znowu sprobowac:((
KOCHAM GO i zawsze bede...ale ile czasu on potrzebuje?? Niby mamy przerwe juz 2 tyg ale czasem sie spotkamy bo albo on zadzwoni albo gdzies na uczelni:( Ja tak bardzo sie boje...ze go strace...ze on kogos moze poznal..mimo iz mi wiele razy tlumaczyl ze to nie o to chodzi..ale wiecie jaki jest czasami rozum...wszystko sobie wmawiasz:( Czy on po prostu mogl przestac mnie kochac tak nagle?? Jeszcze miesiac temu mi pisal ze mnie kocha...przyjechal na swieta...ciagle sie chcial spotykac...ale ja odbieralam to...troszke inaczej...bo to nie bylo to co kiedys..spotykalismy sie na pare godzin a nie jak kiedys...:(
Jestem gotowa na niego czekac...ale boje sie ze nie wytrzymam...ze po prostu wpadne w depresje..nie umiem sobie miejsca zanlezc...
Ciagle teraz mysle o tym wekendzie majowym...czy mnie gdzies zabierze czy nie...boje sie ze przezyje cios:(((
Bardzo bym chciala zeby zatesknil za mna...bylabym gotowastudia rzucic...zeby mnie wogole nie widzial i mnie docenil...bo jak ma to wygladac...jak nie ma bata...na uczelni na egzaminach czy jakis zajeciach sie i tak widzimy:(((
Tak bardzo go pragne...jego ust...jego ramion...marze o tym kazdego dnia...nie chce innego!!! chce zeby dal szanse naszemuz wiazkowi...
Sa dni kiedy mysle...ze on jednak wroci..ze zateskni...ze nie bez powodu do mnie dzwoni...pisze...ze jakis cien szansy widzi...ale zaraz potem nachodza mnie te okropne mysli...ze czemu nie wraca:(((
Prosze pomozcie mi jakos..bo nie wiem co ze soba zobic..przeprasza ze tak to chaotycznie napisalam..ale łzy mi same płyna...pierwszy raz w zyciu tak kogos kocham...dla mnie zycie bez Niego nie ma sensu:((((
seramu8724- kochana spokojnie ![]()
Po pierwsze- faktycznie to wszystko jest zaplątane. Moim zdaniem dla niego to wszystko było po prostu za szybko. Napisz jak możesz ile się znacie, jak długo jesteście razem, obydwoje pochodzicie z Warszawy?
Faceci mają to do siebie, że jak pojawia się problem to albo się wycofują, albo nic nie mówią.
Myslę osobiście że zrobiliście błąd- ale nie w zamieszkaniu razem tylko właśnie w wyprowadzce... fakt, dużo czasu byliście ze soba, może za dużo, ale jeżeli młodzi ludzie się kochają to chca być razem, rutyna przychodzi później... a z tego co piszesz to ja wnioskuje że jesteście na 1 roku... a może się mylę?
Za łatwo się poddaliście- w ogóle nie było walki o was. On może cos zasugerował, a ty bez żadnej walki zgodziłaś się.
A co do niego- nie ładnie się zachował oskarżając cię, że robisz go w konia, powinien wiedzieć jak bardzo to przeżywasz. W ogóle wydaje mi się, ze on się całkowicie pogubił w tym wszystkim- jak byliście razem ale nie do końca (mówię o mieszkaniu) to nie zauważał tych różnic między wami. Może dla was faktycznie najlepsze będzie mieszkanie oddzielnie jeszcze przez jakiś czas (choć mi się zawsze wydawało, że jak para wyjeżdża na studia to właśnie o to mieszkanie im najbardziej chodzi). Stchórzył trochę przed problemami, zostawił cię z twoimi troskami. Czemu? Pewnie myślał, że wspólne bycie razem to tylko przyjemność.
On jest jeszcze dzieckiem- tak się przynajmniej zachowuje. Chyba nie dorósł do końca, żeby być z kimś tak poważnie (wspólnie mieszkanie to nie przelewki). Być moze to ten typ faceta którego za szybko nie mozna usidlić, musi się wyszaleć żeby docenić to co ma. On wie że ty go bardzo kochasz- myślę, że on ciebie tez dazy tym uczuciem, ale jest młody, ty miałas swoje humorki... dla niektórych chłopaków to za dużo jak na 20 lat.. oni chcą się bawić a nie martwić o to kto dzis będzie sprzątał łazienkę.
Nie rezygnuj ze studiów, jeżeli nie dajesz psychicznie rady to nie idz na uczelnie tylko na długi spacer. Przemyśl to wszystko ale na spokojnie. Nie pokazuj mu jak bardzo jesteś od niego emocjonalnie zależna- możesz go tym przestraszyć, bo będzie czuć sie jak w uwięzi. Pozbieraj sie do kupy- wypłacz się i stawaj na nogi walczyć o niego. Nie dopuść do tego, żeby był z toba z litości tylko z miłości jaka was połączyła.
Myślę, że on się po prostu przestraszył i tyle. Do tego weszło twoje niestabilne zachowanie i się wycofał. Daj mu czas- niech sobie wszystko przemyśli, myślę że dobrze robisz schodząc mu z oczu, ale nie popadajmy w przesadę, że niedługo z domu nie będziesz wychodzić. Widać, że on stara się jakoś to ogarnąć rozmowami na gg, spotkaniami. Moze zaczął w was wątpić- nie wiem, jak to było z wami dokładnie. Myslę, że ten weekend majowy powinnaś przyjąć z uśmiechem na twarzy- pokazać mu się z tej radosnej storny a nie z zapłakaną buźką i podkrążonymi oczami. Nie wymagaj, że rzuci się na kolana i będzie błagać cię o wybaczenie- potraktuj go lekko z dystansem, niedostępność jest dla facetów pociągająca. Może lekko się zdziwi jak na nowo będziesz z nim kokietować, umykać jego pieszczotą. Znów dostrzeże w tobie radosną śliczną dziewczynę która skradła mu serduszko, a nie wiecznie umartwiająca sie i zaniedbaną kobietę...
Jesteście tacy młodzi- nie osaczaj go tą miłością bo on po prostu może to źle znieść... naprawdę. Niech teraz on pogoni trochę króliczka, poczuje to skręcenie w żołądku kiedy pokażesz mu się w ślicznej sukience z tajemniczym uśmiecham
Główka do góry, bedzie dobrze ![]()
Felina dobra duszyczko:) jestesmy ze soba juz 1 rok i 8 miesiecy...tzn narazie przerwa;/..no a do Lodzi wybralismy sie na studia uzupelniajace:) Jestesmy na 4 roku...mamy prawie 23 lata;P Poznalismy sie w Kielcach...ja stad pochodze...on z Tomaszowa...chodzilismy do jednej grupy...przez poltora roku byl facetem mojej kolezanki...ale zerwali ze soba...i normlanie to uczucie tak we mnie uderzylo..ze nie moglam mu sie oprzec...fakt..stracilam przez to kolezanke..ale majac na mysli te wszystkiw chwile z nim...jeszcze raz bym to zrobila...bez chwili zastanowienia:)
Co do mieszkania...to moja mama mowila ze to troszke za szybko..napalilismy sie...troszke...a tu i jedna grupa, i ciagle we dwoje..nie mielismy czasu dla siebie...bo obcy teren...rzadko mozna bylo z kims wyjsc..chyba ze ktos przyjechal...no i troszke problemow ze mna potem...
Najgorsze sa te wszystkie moje mysli....ciagle analizowanie..czy wroci czy nie, czy mnie kocha czy nie...czemu tak zrobil...i to ciagle zadawanie sobie pytania co mu szkodzi ze mna sprobowac???? Przeciez nie ma nic do stracenia...jedynie moze zyskac...a ja mu pokaze...jak bardzo go kocham:((( Zastanawiam sie nad tym...ile jeszcze mu ta przerwa potrzebna jest...:(
Ja nie potrafie funkcojonwac...zawsze bylam strasznie wrazliwa osoba...:( Ciagle mam w glowie tylko jego...a mysl ze moglabym go stracic po prostu mnie przeraza:( dla mnie nie ma sensu zycie bez Niego:(
Ciagle mam w mysli wspomnienia...te nasze wspolne chwile...wyjazdy..nasze wspolne plany...
On przed przeprowadzka jeszcze...zanim sie wyprowadzalismy...pewnego wieczoru..wzial mnie w ramiona..przytuli...i szczerymi łzami sie poplakal!!! i powiedzial, ze czuje ze tracimy cos cennego a w pewnej rozmowie na gg wspomnial...ze jak sie wyprowadzimy to znowu bedziemy chodzic na randki, ze odbudujemy nasz zwiazek....ze bedzie znowu pieknie...ze on chce sie ze mna ozenic...i zalozyc rodzine...Dla mnie to bylo cos pieknego..uwierzylam w jego slowa...i chcialam zeby bylo pieknie..a tymczasem po wyprowadzce jakby mu sie cos stalo...PO co to mowil??? Czy klamal???:((( Dlaczego???:((
Ciagle mam te slowa w myslach...jego zachowania..analizuje..kazde jego zachowanie...
Boje sie ze nie zaproponuje tego wyjazdu...mimo iz wspominal ze moglibysmy sie wybrac gdzies na wekend majowy..i zobaczymy jak bedzie nam razem...boje sie ze nie bedzie chcial:(( Czy w takim raie ja mam walczyc?? Czy mam zapytac czy jedziemy??? Czy nie??:((( Pragne tego wyjazdu z calego serca...chce mu pokazac jak go kocham..wiem..ze przydalby nam sie taki wyjazd tylko we dwoje...na 3 dni...wiem ze to by mu roszke pomoglo..ale co robic??:(
Czy on przestałby mnie nagle tak kochac/? ciagle wmawiam sobie..ze nie..ze jak mozna kogos przestac kochac...jak on mnie kochal nad zycie..i ja to wiem..na kazdym kroku to pokazywal...Jak uwierzyc w to wszystko???
I ciagle te mysli....jak go nie widze na gg ciagle mysle...ze moze siedzi z jakas kolezanka..albo z jakas swoja nowo poznana dziewczyna:(((( Tak bardzo cierpie..i mi sie chce plakac..nie wiem jak sie pozbierac...
On mnie zmienil..kiedys bawilam sie chlopakami..nie szanowalam uczuc...dopiero jak jego spotkalam..liczyl sie tylko on, wszystko dla Niego...zmienilam sie..ze wlasna mama nie sadzila ze tak mozna sie zmienic..
Moze on kogos poznal?? w takim razie dlaczego mi nie powie...tylko poprosil o przerwe...nie wiem juz nic..jestem jednym wielkim wrakiem..
Tak bardzo chcialabym zeby mi dal szanse..czy ja o tak duzo prosze/? prosze tylko o to zeby pozwolil mi pokazac jak bardzo go kocham..ale coraz czesciej mysle...ze on mnie juz nie chce..ze mu sie nie podobam..bo po co ma drug raz wchodzic do tej rzeki..jak sa inne fajniejsze dziewzcyny:((((((((((
ech, czytam was i czytam i tak się zastanawiam nad sobą... byłam z nim zaledwie parę tygodni, ale gorących, intensywnych i namiętnych. potem zdradził i zostawił mnie dla innej. ale tego dowiedziałam się później. wcześniej wylądowaliśmy jeszcze w łóżku (on już z nią był, ja o tym jeszcze nie wiedziałam) i obiecywał, że był ostatni raz. potem dowiedziałam się prawdy, czy też raczej ją wydedukowałam i zerwałam kontakt. ostatnio, po pół roku jakoś go nawiązaliśmy i umówiliśmy się na piwko, żeby pogadać i w ogóle. on dalej jest z tamta dziewczyną i twierdzi, ze jest szczęśliwy, ale widzę, że przed nimi masa przeszkód (pewnie niedopasowania, jej planowany półroczny wyjazd za granice, jego charakter, to, że jak sama mu powiedziała, możliwe, że będą tylko przyjaciółmi) i, mimo iż dobrze mu życzę, jakoś. nie widzę przed nimi przyszłości. za to między nami dalej jest ten ogień i w efekcie znów wylądowaliśmy w miejscu wiadomym, z czego wcale nie jestem dumna i nic mnie rozgrzesza. i znów usłyszałam, że to był ostatni nasz taki wyskok. i jakoś w to nie wierze, bo to przyciąganie jest zbyt duże... i tu moje pytanie: czy sądzicie, ze kiedyś uda nam się do siebie wrócić? wiem, że to głupie, bo mnie zdradził i w ogóle było jak było, ale słyszę od wszystkich, że skoro już się odzywamy, to zapewne z czasem znów nas do siebie przyciągnie... stąd moja ciekawość...
49 2010-09-02 08:24:51 Ostatnio edytowany przez avanti (2010-09-02 08:35:22)
Poczekaj, zobaczysz co przyniesie los, powiem Ci tak moja siostra z chłopakiem chodziła ok roku zerwał z nią dla innej więc i ona znalazła sobie innego wtedy w nim obudziła się zazdrość i znowu wrócili do siebie, sytuacja się powtarzała KILKAKROTNIE te same sceny albo Ona Jego albo On Ja - zostawiali się nawzajem, aż w końcu "dali sobie siana" chyba doszli do wnisku że nie mogą żyć bez siebie
dziś są szczęśliwym małżeństwem i mają cudną córeczkę ![]()
hmm, ciekawe, ale super, że to zrozumieli:) tak, chyba poczekam na to, co przyniesie los:) tez z kimś byłam w tzw. międzyczasie i to ten ktoś jest o tamtego zazdrosny - o nawiązanie kontaktu, wspólne piwo (o łóżku nie wie:)). tak czy siak - słusznie radzisz - oboje jesteśmy na studiach, poszalejemy i jeśli kiedyś, ze swoimi charakterkami, do siebie wrócimy to znaczy, że przeznaczenie jednak istnieje;)
Zazdroszcze Ci powrotu ja bym wszystko oddała żeby u mnie tak sie stało
i nie stanie sie tak bo.... nie dzieje sie tak ludziom ktorzy wszystko by za to oddali
Magdalena88 napisał/a:Zazdroszcze Ci powrotu ja bym wszystko oddała żeby u mnie tak sie stało
i nie stanie sie tak bo.... nie dzieje sie tak ludziom ktorzy wszystko by za to oddali
hmm, nie jestem do końca przekonana, czy chcę tego powrotu. a raczej wiem, że to byłby idiotyzm, ale z drugiej strony wyczuwam to coś, co elektryzuje atmosferę miedzy nami, gdy tylko jesteśmy gdzieś we dwoje
53 2010-09-02 11:15:26 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2010-09-02 11:16:08)
Moj maz po internetowym flircie... zostal "wykopyrtniety" z domu z podzialem majatku i prawna separacja wlacznie.
Mieszkam juz od jakiegos czasu sama z dziecmi.
On bardzo sie stara. Panicznie boi sie zdradzic i nawet stworzyc pozorow zdrady.
Nie wiem po jakim czasie moglabym na to pozwolic.
.. i aby wlasciwie uzyc powiedzenia o wchodzeniu do rzeki, powiem... jemu tez sie nie uda wejsc do tej samej rzeki.... rzeka zmienila bieg, klimat, kolor i charakter ![]()
Czy zatem bylby to powrot?... chyba nie, bo ja juz calkiem obca pani a on calkiem obcy pan.
Jak mu sie uda to powiem zeby do Was napisal.
i dobrze, że się zmieniłaś, a on niech się postara i to zdrowo, żeby sobie na ciebie znów zasłużyć:)
słabość mojego byłego do utrzymywania kontaktu ze swoimi byłymi
:]
Jak mu sie uda to powiem zeby do Was napisal.
A ja chyba na to gdzieś w tyle czaszki podświadomie czekam .... bo jeśli to był internetowy flirt, to co Cię tak zraniło, że go wykopyrtnęłaś z domu ?
Mysle, ze czasem sie udaje, pytanie tylko na jak dlugo? Rozstanie zmienia ludzi, i jak ZAZDROSC madrze napisala, wracaja do siebie inni ludzie, maja inne potrzeby i nne wymagania.Bo to tak jest, jesli czlowiek oddaje wszystko , by z kims byc ,to nie bedzie, bo gubi siebie i nie moze tej drugiej osobie ofiarowac czegos innego , czegos co pomogloby inaczej patrzec na nasz zwiazek.Ale znam ludzi , ktorzy wrocili do siebie po latach i zdradzie i udalo im sie, czy na zawsze tego nie wie nikt, probuja zyc i byc szczesliwymi, a moze warto probowac i walczyc o ten drugi raz.....?
tego nikt nie wie ![]()
Czy drugi raz będzie...
A czy jeśli trafi się okazja czy warto walczyć?
witaj! ja byłam z chłopakiem,był moim przyjacielem przez rok. moja mama nas rozdzieliła(a ja głupia mamusi posłuchałam) i w skutek tego nie odzywalismy sie do siebie 2 lata!! szok,nawet nie myślałam ze to tak szybko przepłynęło... 5 miesiecy temu znalazłam go bo zmienił numer i wgl i zaczęliśmy ze sobą być-parą. lecz jako para nam niestety nie wyszło... po 2 miesiacach zaczął mnie olewać i lekceważyć.przez 2miesiace milczał,a ja? wylewałam łzy.teraz niedawno sie odezwał i przepraszał za wszystko, lecz to memu sercu nie wystarczyło.nawet wiecie co? uznał że nadal jestem jego dziewczyna! a ja do niego ze co on sobie wgl myślał,znudziłam mu sie i mnie "rzucił" w kąt jak szmacianą lalkę i myśli ze tak odrazu wybaczę to wszstko co przez niego przeszłam i wrócę jak gdyby nigdy nic?Żałosne.... tak dobrze to nie ma.życie mnie już zby wiele nauczyło... mimo mego młodego wieku. a jeśli chodzi o faceta to zależy jaki teraz jest? bo jeśli sie zmienił (jeszcze zalezy w jakim kierunku:dobrym czy złym?)to wątpie żebyście znaleźli wspólny temat,czy cos...
jeżeli obydwie strony kochaja i czuja ze nadal chcą być ze sobą to czemu nie,pewnie ze tak,jedna osoba nienaprawi,lub nieuratuje..Do tanga trzeba dwojga;-)pozddrawiam i szczescia zycze
mi nie, i cieszę się z tego- bo teraz mam prawdziwą miłość, a nie faceta dążącego do jednego ![]()
A ja przyklaskuję takim powrotom.
Szczególnie po długim czasie - to znaczy po takim, w ciągu którego obydwoje nauczyli się żyć bez siebie - ba, oddychać bez siebie. Właściwie wtedy, kiedy to już nie jest powrót, ale rozpoczęcie czegoś od nowa. Kiedy nie wraca się do czegoś rozdrapanego, niedokończonego, ale świadomie zaczyna się wszystko od nowej karty.
Bo czemu nie? Żyjąc przez dłuższy czas innym, niezależnym życiem, stajemy się też - nawet jeśli nie zdajemy sobie z tego sprawy - innymi ludźmi. I taki związek może być tylko dojrzalszy, bo znamy już tego drugiego człowieka, a jednak potrafi nas zaskoczyć, poza tym wiemy, jakich błędów nie możemy już popełnić (i z nich też zdajemy sobie sprawę).
Ale warunki są następujące:
1) nic na siłę!!!!!!!!!!!!!!
Jeśli jedno z was chce wracać, bo nie umie sobie wyobrazić życia bez tej drugiej osoby... wtedy to na pewno nie wyjdzie - najpierw trzeba umieć żyć ze sobą samym, żeby nie wpaść w bagno uzależnienia od tej drugiej osoby.
2) obydwoje muszą naprawdę chcieć zacząć ten związek znowu...
Jeśli jednej ze stron nie zależy albo ma zbyt duże wątpliwości - patrz punkt 1.
63 2010-09-06 20:46:47 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2010-09-06 20:52:18)
A ja chyba na to gdzieś w tyle czaszki podświadomie czekam .... bo jeśli to był internetowy flirt, to co Cię tak zraniło, że go wykopyrtnęłaś z domu ?
- bo wolal z nia flirtowac do 12 w nocy niz przyjsc do mnie do lozka, choc wiedzial, ze czekalam (bylismy umowieni na randke)
- bo pokazywal mi smsy od niej , ze za nim teskni, zeby wzbudzic we mnie zazdrosc, a jak powiedzialam, ze sobie tego nie zycze powiedzial, ze jestem chorobliwie zazdrosna
- bo zastalam go raz rozebranego do pasa w dol rozmawiajacego z nia przed kamerka
- bo pozwolil jej mowic o mnie wstretne rzeczy (jak mi to zle z oczu patrzy, jaka jestem zadna wladzy nad nim... co wyczytala z moich fotografii gdzies znalezionych w necie bo w zyciu nie widziala mnie na oczy)
- bo wspominal z nia intymne szczegoly ich zwiazku,
- bo pokazal mi maila od niej w ktorym pisala uogolniajac, ze to ona jest wazniejsza i ze jeg serce wybiera ja, a on sie niby broni.
- bo byl mily dla niej, a dla mnie nie
- bo na moje :jedz do niej i zobacz moze rzeczywiscie to ona jest kobieta Twojego zycia" odpowiedzial "myslalem o tym ale boje sie, ze nie stane na wysokosci zadania w sprawie mojej meskosci"
- bo na moje ne zycze sobie bys utrzymywal tego rodzaju kontakt powiedzial, ze nie zmusze go do tego, a jak bede probowala to odejdzie ode mnie
wiec go wywalilam... i dlam blogoslawienstwo i krzyzyk na droge
i zacytowalam slowa slynnego prezydenta :"SPADAJ DZIADU!"
no i dziad uporal sie z nimfa w dwa wieczory on- line... Nagle zdal sobie sprawe jak ona go oplatywala wokol siebie... i jaki byl glupi... i napisal zeby dala mu swiety spokoj i znac juz jej nie chce.
Co wcale na mnie juz nie zrobilo wrazenia... poniewaz moj stosunek do niego byl wtedy mniej wiecej taki jak nasz stosunek do swiatla slonecznego po calej nocy placzu i rozpaczy... slowem odrzucalo mnie.
Przeszlam samoterapie, oraz terapie grupowa-czyli kurs przyspieszony (dla wybitnych
)... i jestem calkiem inna Zazdroscia, Przez duze "Z"
i widze jak on sie wije, zeby wrocilo to co dawniej... a sie juz nie da.
to jak z potluczonym wazonem. Nie da sie zeby byl taki sam jak kiedys. Nie dlatego, ze wazon nie chce! Ba! wazon moze by i chcial... ale sie nie da.
Bo moze zawsze wszyscy powinni myslec o tym zanim cos zrobia, czy nie jest to cos co naprawic mozna tylko przez cofniecie czasu.
Zycze wszystkim by kazdy czyn byl inwestycja w przyszlosc by nie trzeba bylo go wymazywac cofaniem czasu.... I o ile pierwsze jest bardzo mozliwe to drugiego po prostu sie nie da.
No i powiedz Lilusiu dlaczego ja, zaradna, pracowita, wrazliwa, goraca kobieta mam byc z nim? Myslisz, ze moze sie tyle dobra zmarnowac?
i cytujac slowa drugiego slynnego prezydenta "sa plusy dodatnie i plusy ujemne"... Rozrozniam te plusy
Nic nie wiem. Zamienilam sie w obserwatora... czytam... patrze. Nie zmuszam sie do podejmowania jakiejkolwiek decyzji.
No cóż, Zadrości, nie będę Ci mieszać w głowie, bo Tobie się nie da zamącić, ale ja wyszłam z założenia, że muszę Eksiowi dać spróbować ... i dałam, chociaż kosztowało mnie to tak wiele ..... ale myślę, że nie wybaczyłby mnie i sobie nigdy do końca życia, gdyby się nie przekonał na swoim żywym organizmie, że to co robi nie ma sensu, że empiryczne doświadczenie, chociaż piekielnie mnie boli, nie przekonałoby go gdyby nie spróbował. Ataki jakichś innych bab są i będą. Tylko to my same musimy nabrać pewności, że facet nie da się takim atakom. Twój Ex powiedział, że obawia się, że nie stanie na wysokości zadania. I nie stanąłby. Ani jego klejnoty też nie stanęłyby. Możesz mi wierzyć. Tymczasowe zauroczenie nie oznacza, że przestał kochać. Bo nie przestał. Poddał się swojej próżności, chwilowo i bez większego znaczenia, dla mnie też to było bolesne jak cholera, ale trawię to teraz, bo wrócił bardzo szybko, mimo, że zamieszkał z tym babskiem, miał na obiad swojego ulubionego łososia, ale to nie był tak smakujący łosoś, jak u mnie ... I jego klejnoty też nie stanęły na wysokości zadania ..... chociaż próbował i co ?????? I przekonał się, że niestety, ale kocha ..... i nie może tak po prostu nad wszystkim przejść do porządku dziennego, że tęskni, że kocha .....dlatego pozwoliłam sobie na jego powrót, u Ciebie sprawy nie poszły aż tak daleko, a mimo to wykopyrtnęłaś go ..... Staram się nie być małostkowa, i cenię sobie to doświadczenie, a jak będzie ? Nie wiem ..... Ale on już wie, pochodzę z rodziny lekarskiej, gdzie w gabinecie ginekologicznym życie z jego wszelkimi barwami były przedmiotem codziennych rozmów, może dlatego jest mi łatwiej zrozumieć pewne mechanizmy działania.... może się mylę, może zastukam do Ciebie za jakiś czas znowu pokopana przez życie, ale ja też próbowałam różnych rozwiązań życiowych na moje problemy i dziś już wiem, że z nikim innym nie byłabym w stanie żyć, nikomu innemu nie pozwoliłabym na chrapanie w nocy, zasypianie przy stole, pierdzenie w łóżku ...... Nie wyobrażam sobie, abym mogła nad tym przejść do porządku dziennego, gdyby to był inny facet .... nie chcę być dla Ciebie toksyczna, ale tak fajnie, jak jest teraz to nie było już dawno. Odżyły uczucia i emocje porównywalne z tymi z początków naszego związku. I chociażby dlatego uważam, że warto było pozwolić wrócić Eksiowi ..... Buziaki Kochana !
echh, a ja wczoraj wyszłam do baru, smsowałam z byłym na tym byłby koniec. ale potem pomyślałam że byłby schiz gdyby się pojawił w tym barze, co ja, ale mógłby... wracam z łazienki, siadam, patrzę... idzie do mnie (z koleżanką byłam). mnie zamurowało. a najgorsze, że żołądek mi się skurczył, a serce zaczęło walić młotem. on podchodzi, wita się, zagaja, mówi, że tak sobie pomyślał, że sprawdzi w którym barze jesteśmy i zaprasza do baru obok, do swoich znajomych. ja siedzę jak ten kołek, ledwo mówić mogę, ale dopiłyśmy swoje piwo i poszłyśmy tam. jak nie wiem po co, a ona jako wsparcie. i przesiedziałam tam jak jedno piwo, odpalając fajkę od fajki i usiłując się na niego nie gapić... co mi nie wychodziło, ale głównie on mówił, więc, że niby słuchałam tak uważnie. nie wiem co się stało, nie wiem dlaczego przyszedł, dlaczego ja tak zareagowałam, dlaczego tam poszłam potem... wiem tylko, że jego cmok w policzek długo czułam na skórze... i wcale tego nie chcę, bo on jest zajęty, ja nie mam weny na kolejne nieszczęśliwe zadurzenie i żadne z nas nie rozważa nawet opcji powrotu. owszem, skok do łóżka nam się zdarzył, ale cóż, ziółka z nas niezłe i trafił swój na swego. i teraz mam już totalny mętlik w głowie...