Nie wiem czy to tak dobrze być kobietą silną, zaradną...czy czasem nie lepiej być kruchą małą biedną kobietką, która potrzebuje mężczyzny jak wybawcy.....mam odwieczny w tym dylemat, co wcale nie znaczy że ot tak nagle będę potrafiła zmienić swoją osobowość i udawać kogokolwiek by dopasować się do jakiejś teorii na ten temat. Poza tym sama nie jestem pewna czy tak naprawdę jestem silna?.
Przeczytałam mnóstwo różnych historii tu, w poradnikach, książkach religijnych, żeby znaleźć odpowiedź na pytanie gdzie robię błąd w moim związku. Może ktoś z Was mi odpowie na to pytanie. A może sama sobie na to pytanie odpowiem kiedy już napiszę wszystko.
Z moim mężem jesteśmy parą od 9 lat już prawie, po ślubie jesteśmy 6lat , dzieci nie mamy, ale nie tak bez powodu....... bo mniej więcej od 3,5 roku są problemy ciągle w naszym związku...więcej upadków niż wzlotów, że tak powiem. Poza tym kłopoty finansowe nie pozwalają na to.
Opowiem może wszystko od początku. Mój mąż te kilka lat temu ujął mnie swoją wrażliwością, uczuciowością, artystyczną duszą i niesamowitą pogodą ducha. Uwielbiałam jego uśmiech, poczucie humoru i ciepło, choć z wyglądu nigdy nie był tym kimś, za kim płonęłabym namiętnością, pożądaniem. Po prostu myślałam o nim "dobry wrażliwy chłopak". Zanim cokolwiek między nami zaiskrzyło długo się przyjaźniliśmy, pomagaliśmy sobie w różnych sytuacjach, spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu. Ale nie byliśmy parą tak szybko, choć wiele osób w naszym otoczeniu nam to wróżyło. Potem On zakochał się i powiedział mi to bardzo niespodziewanie, nie byłam na to gotowa wystraszyłam się, nie chciałam tracić tej przyjaźni. W międzyczasie spotykałam też różnych mężczyzn, którzy mnie pociągali, w których też zdarzyło mi się zauroczyć czy zakochać, ale zawsze niestety trafiałam na kogoś kto po prostu bawił się moim kosztem i wykorzystywał moją naiwność. O wszystkich tych znajomościach wiedział mój przyjaciel, bo przecież rozmawialiśmy o wszystkim. Często widział jak cierpię, był przy mnie.
Nie narzucał swojej miłości, nie chciał mnie spłoszyć i utracić zdobyte zaufanie, postępował ze mną bardzo delikatnie. Zdarzały mu się wpadki z podtekstem.....oczywiście, bo to naturalne, więc czasem mnie dotykał??.łapał mnie za rękę, pogładził mnie po twarzy, przytulił, lekko pocałował..jak to zakochany facet. Po jakimś czasie zaczęłam się nad tym wszystkim zastanawiać i stwierdziłam, że to dobry materiał na męża, że mogłabym być z nim szczęśliwa....skoro tyle lat nie mogłam sobie nikogo znaleźć....i ciągle tylko rozczarowania...czułam się samotna a On zawsze był przy mnie. Spojrzałam na Niego jak na mężczyznę a nie tylko przyjaciela. Byliśmy w końcu parą, tak jak zamarzył, choć przeszkód było sporo, bo Jego rodzina mnie nie akceptowała i do dziś relacje są chłodne raczej. Tym sposobem moi przyjaciele i rodzina zatem stała się Jego rodziną i Jego przyjaciółmi, oczywiście miał też swoich znajomych. Chodziliśmy wszędzie razem, dużo rozmawialiśmy o wszystkim, śmialiśmy się i bawiliśmy. Robił mi różne zabawne niespodzianki, dbał o mnie. Pokochałam Go. Zaczęliśmy snuć plany na przyszłość. Pozwoliłam na kilka zbliżeń, kilka sama zainicjowałam...(hehe wtedy się przekonałam ile w tej materii mam energii) nie była to jakaś płomienna namiętność ale sprawiała nam obojgu przyjemność. Jednak ze współżyciem zaczekaliśmy do ślubu, to On był tym pierwszym, z którym straciłam swoje dziewictwo (późno bo grubo po 20-tce) Mieszkaliśmy w wynajmowanej kawalerce, które powoli remontowaliśmy, bo nie było w niej zupełnie nic, nawet podłóg. Wszystkie rzeczy i meble, które mieliśmy były z odzysku. Oboje pracowaliśmy ale niewiele zarabialiśmy, ja robiłam studia, rodzice czasem pomagali. Między nami wszystko było ok. Czasem się kłóciliśmy jak wszystkie młode małżeństwa ale bardzo rzadko i o jakieś mało istotne rzeczy. W seksie różnie, ale nie uważałam tego za coś aż tak ważnego wtedy. Często do nas przychodzili znajomi, przyjaciele, sami też nie stroniliśmy od towarzystwa. Z czasem nasza sytuacja zmieniła się, mój mąż coraz częściej spędzał cały swój wolny czas na grach komputerowych, ja wychodziłam z przyjaciółmi. Oddalaliśmy się od siebie ale po kilku szczerych rozmowach znów do siebie się zbliżaliśmy. Potem na nowo to samo. Mąż coraz mniej doceniał to co robiłam dla niego, przestał być taki miły jak kiedyś, nie bardzo też pomagał mi w domu, a było mi to potrzebne kiedy pracowałam i studiowałam zaocznie. W pracy za to doceniono mnie, awansowałam. Dodało mi to skrzydeł i nabrałam jeszcze więcej ochoty na dalszy rozwój, nie tylko zresztą zawodowy. Zaczęłam zarabiać więcej od niego więc on wymagał żebym ponosiła większe koszty wspólnego życia, a ja chciałam te pieniądze mądrze zainwestować?najlepiej w jakąś nieruchomość bo przecież cały czas mieszkaliśmy w wynajmowanej kawalerce. Tak się chyba zaczęły nasze kłopoty finansowe, bo chwilę potem mój mąż był bez pracy. Żeby zaoszczędzić trochę pieniędzy nie jeździliśmy na żadne porządne urlopy poza wypadami do znajomych czy rodziny, przestaliśmy chodzić do kina i robić inne ulubione rzeczy. Mój mąż wyjechał na krótki okres czasu do znajomych żeby zarobić. Ja w tym czasie mieszkałam z rodzicami?.ale już pojawiło się na horyzoncie tanie mieszkanko do wynajmu i wykupu, nie wymagało remontów zbyt wielkich ale trochę trzeba było w nie włożyć, więc mąż stwierdził że mogę się zadłużyć trochę, bo przywiezie z tamtej pracy trochę pieniędzy i tak zrobiłam. (mieszkania jednak nie wykupiliśmy jeszcze) Potem było już tylko gorzej???On wrócił, nie pomagał mi, a jeśli pomagał to sporadycznie. Pieniędzy oczywiście brakło i długi rosły?.mąż nie miał pracy, prawdopodobnie zaczął mieć wtedy depresje. Znów komputer i całkowita bezczynność?.jakby Go nie było. Nie współżyliśmy a jeśli coś już było to z powodu wielkiego żalu jaki do niego miałam niewiele z tego przyjemności czerpałam. Często się kłóciliśmy, często płakałam ale postanowiłam walczyć. Na różne sposoby?dlugie rozmowy, jakiś wspólny krótki wyjazd, dodatkowe prace, sama wiele rzeczy i spraw brałam na swoje barki. On znalazł esemesową i internetową pocieszycielkę?miałam dość. Szybko z tym skończył na szczęście, bo mu zagroziłam że odejdę. Niemniej wciąż między nami było źle. Nie spędzaliśmy ze sobą czasu. Utrzymywałam nas finansowo.
Ja sama więc zaczęłam więcej wychodzić wieczorami z moimi przyjaciółkami, żeby mieć choć trochę rozrywki. Czasem ktoś się mną interesował ale zawsze zbywałam wszystkich facetów, mówiąc że mam męża itd. Owszem nieraz potrzebując jakby potwierdzenia jeszcze własnej atrakcyjności pozwalałam też tylko na jakieś sporadyczne rozmowy w tonie flirtu, ale wszystko pod kontrolą żeby nigdy nie posunęło się to dalej. Do czasu?kiedyś poznałam kogoś kto mi imponował od pierwszej chwili. Ktoś zupełnie inny niż mój mąż, silny, energiczny, pomysłowy i szalony. Po prostu chemia, nie wiem jak to nazwać, bo nigdy tego wcześniej nie czułam, a że moje małżeństwo wyglądało jak wyglądało poddałam się temu zauroczeniu, czego żałuję?.bo nic już w moim życiu nie będzie takie same. Nie stało się to od razu, broniłam się jak mogłam ale ten ktoś dobrze mnie wyczuł i dobrze wiedział jak mnie uwieść?zakochałam się, przez chwilę byłam bardzo szczęśliwa a zaraz potem cierpiałam. Myślałam o odejściu od męża ale zaraz karciłam się za samą myśl?..nie wolno mi.On mnie potrzebuje, On tego nie wytrzyma ? myślałam. Potem potoczyło się nieciekawie, zdrada, powiedziałam mężowi i On wtedy jakby się obudził, wybaczył mi, zaczął o mnie dbać, jakoś szybko się pozbierał, stał się znów kochającym troskliwym mężem i jakoś to potrafiło przyćmić nawet nasze kłopoty finansowe. Dużo rozmawialiśmy i postanowiliśmy naprawiać błędy. Uwierzyłam że jeszcze będę szczęśliwa, że będziemy szczęśliwi. On wciąż powtarzał jak bardzo mnie kocha i nie wyobraża sobie życia beze mnie
Ale????????.
Ktoś kiedyś powiedział mi, że ludzie się nie zmieniają?.nie musiałam długo czekać, by wróciły stare przyzwyczajenia??znów utrzymuję nas i teraz znów się kłócimy, znów seks nie sprawia przyjemności?.więc jest rzadko, a życie niestety nie układa się tak jak zamierzaliśmy w tych wszystkich rozmowach. Znów czuję się samotna, bo komputer jest na pierwszym miejscu a o wszystkie prace w domu muszę się prosić. I choć zdarzają się ?słoneczne dni? pomiędzy nami, to czasem myślę, że już nigdy nie będzie lepiej, ale cóż jestem z nim, bo wciąż resztkami sił wierzę, że te wszystkie wspólne lata coś znaczą, a po drugie dlatego że powinnam być z nim. Pogubiłam się już w tym czego chcę a co powinnam. Zadaję sobie pytanie czy to wytrzymam w imię lepszej przyszłości? Czy tej przyszłości już z nim nie mam? A może nigdy nie powinnam była za niego wychodzić, bo gdzieś na początku tej drogi intuicja mi jakby chciała conieco podpowiedzieć?.
Po tym całym wywodzie mam wrażenie że nie bardzo jest po co go publikować, bo nie dość że długi?.to jeszcze bez żadnego ciekawego zakończenia. Ale może przynajmniej wyciągniecie z niej jakieś wnioski?
A ja przeczytałam do końca... I smutna to historia
.
Z tym od przyjaciela do partnera, miałam to samo. I tez mnie nie pociągał. Wystarczyło spotkanie z jednym chłopakiem który był bardzo atrakcyjny (i do tego miał poukładane w głowie), żeby oczy zaszły mi mgłą, a nocą zamiast myśleć o swoim chłopaku, myślałam o kimś innym. I chociaż nie zdradziłam, to czułam się taka... Hmmm nie spełniona? Smutna... Podirytowana że mój chłopak nie był jak tamten?
Uważam że ludzie mogą się zmienić sami z siebie, ale człowieka trudno zmienić...
Wiesz, dobrze że nie macie dzieci. I mam nadzieję że nie wpadniesz na pomysł że dziecko coś zmieni. To zbyt duże ryzyko. Zazwyczaj dzieci w pewnym sensie wystawiają na próbę małżonków. I chociaż oczywiście wnoszą wiele radości, są przede wszystkim niesamowitym obowiązkiem...
Jesteś osobą bardzo konsekwentną wobec partnera. Fakt że zdradziłaś potraktowałabym jako żółte światło w Twoim życiu. Ale z tą samą konsekwencją musisz zadać sobie pytanie czego TY najbardziej chcesz. I co kryje się pod słowami "w imię lepszej przyszłości". Jeszcze się taki nie narodził aby wszystkim dogodził
... Czy uszczęśliwisz i zmienisz męża, jeśli tak na prawdę nie będziesz tego chciała lub będziesz targana niepewnościami? Przecież on czuje że coś jest nie tak, że coś jest ponad Twoje siły... Seks powinien być radością, celebracją miłości... A jeżeli staje się już tylko pustym mechanizmem?
Moim zdaniem jeżeli nie pogodzisz się z własnymi pragnieniami i własną osobą, a będziesz się starała bo "on Cię potrzebuje" nie wiem czy otrzymasz taki rezultat o jakim marzysz. Nie tylko Ty będziesz nieszczęśliwa, ale i on również
...
Przeszłości już nie zmienisz... Intuicja może i dobrze podpowiadała, ale mleko się rozlało. Teraz trzeba je zebrać i posprzątać... I nigdy nie jest za późno na zmiany...
Sądząc po Twoim poście jesteś bardzo dojrzałą emocjonalnie kobietą. I szczerze Twoje postępowanie w pewien sposób imponuje. To, że pomimo wielu rozczarowań, nadal walczysz... Niestety jednak nie mogę podzielać poglądu o tym, że Twój facet Cię potrzebuje i nie da sobie rady. Być może są osoby, które się nie zmieniają, ale jest tak, że każdy związek i każda nowa osoba samym nam okazuje, jak bardzo odmienni możemy być. Faktycznie między Wami nie ma już tego, co było. Prawda jest taka, że w tej chwili jak powiedziała Okruszka musisz zastanowić się nad tym, czego Ty potrzebujesz. Przecież nie możesz ciągle kierować się tym, co czuje Twój mąż, bo faktycznie on też widzi, co się dzieje. Związek to relacje, uczucia i oczekiwania dwojga ludzi. Porozmawiaj z mężem - choć wiem, że robiłaś to wiele razy. Ustalcie swoje priorytety, dążenia...Niech on wreszcie znajdzie pracę zamiast spędzać czas przed kompem... Przede wszystkim z jego strony musi być pragnienie poprawienia sytuacji. I mówiąc wprost - jeśli on na własne życzenie, jako dorosły facet chce tonąć, niech to robi. Dobrze wiesz, że bez czyjejś chęci i wbrew komuś nie naprawisz jego życia. Nie pozwól, by zatopił też Ciebie...
Twoja historia jest bardzo smutna.. duży problem i ciężka decyzja... ale moim zdaniem najważniejsze, abyś Ty była szczęśliwa.:)
on cię potrzebuje? ale czy na pewno skoro nie zauważa, że istniejesz? czy możesz tak żyć przez kolejne lata? może warto się jednak zastanowić, czy nie odejść... ciężka decyzja. rozumiem, ale mimo wszystko.. pomyśl przez chwilę egoistycznie.. zastanów się, czego lub kogo potrzeba TOBIE ![]()
5 2010-04-09 23:52:30 Ostatnio edytowany przez henk72 (2010-04-10 00:06:22)
jako facet wypowiem się
Porozmawiaj szczerze ze swoim mężem szczerze do bólu o tym co ci nie pasuję, co ci leży na sercu, do BÓLU, nawet niech to bedzie okrutny ból, zobaczysz wszystko się zmieni oczywiscie jak facetowi bedzie zalerzało, jezeli on nie bedzie chciał mówić ty mów, mów o tym jak razem naprawic wszystko aby było ok.
Tylko szczera rozmowa z waszym udziałem moze przyczynic sie do nastepnego kroku w słusznym kierunku
6 2010-04-10 01:37:32 Ostatnio edytowany przez kendy (2010-04-10 01:42:40)
First things first, Twój post dowodzi, jak dojrzałą i mądrą jesteś kobietą... A mądre kobiety wiedzą, że nie urodziły się po to, żeby niańczyć faceta, który ma urojoną depresję (czy nie wiem, jak to nazwać - tak czy inaczej, uroił sobie, że jest nieszczęśliwy...) bo tak mu po prostu wygodnie... Pewnie, też bym chciała nic nie robić i mieć pełnoetatową niańkę, która mnie wykarmi i opierze... Może jestem trochę surowa ale Twój facet 'brzmi' jak ktoś niesamowicie nieodpowiedzialny i niedojrzały, bojący się odpowiedzialności. Ty, w przeciwieństwie do niego, nie poddajesz się nigdy. Rozumiem problemy finansowe ale to nie powód, żeby usiąść przed kompem, rozpaczać i pozwolić partnerowi wziąć wszystko na swoje barki, bo samemu nie ma się ochoty borykać się z codziennością... Z tego, co piszesz, nie wydaje się, aby miał jakieś szczególne powody ku temu, żeby się w ten sposób zachowywać. Kiedyś dostałaś awans - dla niego to był sygnał, że on już się przepracowywać nie musi... (Jakkolwiek nie ubrałby tego w słowa) To mówi samo za siebie. Gdyby się tak nie zachował, może już wtedy wasze problemy finansowe (a przynajmniej ich część) by się skończyły... Ten 'wóz' musicie ciągnać razem - tylko wtedy można to nazwać związkiem. W innym wypadku on cię po prostu wykorzustuje (nie twierdzę, że robi to w pełni świadomie).
W zyciu nie robimy tylko tego, co jest latwe i przyjemne. Twoj partner wydaje sie nie zdawac z tego sprawy.
Teraz, jak już ktoś przede mna napisal, nie ma co plakac nad rozlanym mlekiem i gdybac czy powinnas byla za niego wychodzic. Stalo sie, wiec sie nie odstanie. Wydaje mi sie, że teraz jest pora na to, zebys porozmawiala przede wszystkim sama ze soba (w pierwszej kolejnosci, ze soba!) i odpowiedziala sobie na pytania o przyszlosc. Ale wygnaj z mysli pytania o to, co dobre dla niego - skoncentruj sie na tym, czego ty sama chcesz/potrzebujesz.
noi odeszłam.........kilkanaście dni temu. On nie może zrozumieć, stara się za wszelką cenę mnie odzyskać. Przepraszał, przyznał się do błędów. Ja powiedziałam, że tym razem nie wierzę w ani jedno Jego słowo, że liczą się czyny. Postanowił więc mi udowadniać jak bardzo mu zależy. Kwiaty, niespodzianki, stara sie mi pomóc wręcz natrętnie, a ja nie korzystam z tej pomocy, lub sporadycznie. Jestem chłodna. Załatwia zaległe sprawy, choć nie idzie mu to za dobrze. Nie wiem co mam zrobić....dac mu kolejną szansę? ostatnią? Boję się i jednego i drugiego scenariusza wydarzeń. Boję się że te zmiany znów są krótkotrwałe. Boję się, że krzywdzę nas oboje...........boli mnie to bardzo.
8 2010-04-20 12:17:06 Ostatnio edytowany przez zakochana__85 (2010-04-20 12:22:50)
cynthia jeśli chcesz dać mu szansę to przynajmniej przetrzymaj go jeszcze przez jakiś czas. Niech na dłuższa mętę udowdni, że mu zależy. Niech się męczy i czuje niepewność co z Wami. Bądź chłodna i nie ulegaj zbyt szybko, bo w innym wypadku on zawsze będzie myślał, że łatwo może Ciebie odzyskać. Bądź twarda!!!
narazie nie jestem gotowa na nic.....potrzebuję więcej czasu, mam problemy ze zdrowiem po części z powodu tego, co przeżywam. Chcę chyba odpocząć
Cyntia napisanie że nie powinnaś była za niego wychodzic niczego nie zmieni.
Twoj maż przyzwyczaił się do tego ze robisz na niego i wokół niego.
co radzę? jesli szczere rozmowy nie pomagają- drastycznie- wyrzucenie z domu, separacja.
piszesz ze on sobie bez Ciebie nie poradzi- a Ty mozesz byc przez niego krzywdzona?
życzę zdrowia i podjęcia odpowiednich decyzji- 3maj się! ![]()
Nie wiem czy to tak dobrze być kobietą silną, zaradną...czy czasem nie lepiej być kruchą małą biedną kobietką, która potrzebuje mężczyzny jak wybawcy.....
Pogubiłam się już w tym czego chcę a co powinnam.
Czy tej przyszłości już z nim nie mam?
A może nigdy nie powinnam była za niego wychodzić?.
Witaj!
Dużo przeszłaś... Na ostatnie zdanie w tym cytacie już odpowiedzi nie uzyskasz... Może to szkoła życia..
Co do przyszłości to powinnaś się zastanowić, lecz nie nad przyszłością z nim lecz nad swoją. Czy chcesz się dalej tak męczyć.. Jesteś atrakcyjną i młoda kobietą.. Osobiście znam wiele kobiet podobnych wiekiem które po rozwodzie zaczęły żyć pełnią życia.. Musisz sobie uświadomić co jest dobre dla Ciebie a co będzie gorsze lub lepsze, nie to co powinnaś tylko to czego chcesz.. czego pragniesz.. Poza tym w Twój związek wdarła się zdrada (TY)... i chęć zdrady(on)...więc coś musi byc nie tak może ten facet dysponuje uczuciem posiadania żony a nie pożądania .. Powodzenia
W związkach trzeba być zmiennym..
12 2010-04-20 18:33:27 Ostatnio edytowany przez Okruszka (2010-04-20 18:46:53)
narazie nie jestem gotowa na nic.....potrzebuję więcej czasu, mam problemy ze zdrowiem po części z powodu tego, co przeżywam. Chcę chyba odpocząć
No właśnie! Nareszcie!
Tak, skoro nie czujesz się gotowa, to daj sobie czas! Zdrowie podupadło? Zadbaj o nie, zadbaj o siebie...Odpocznij, poukładaj wszystko... Za jakiś czas zrozumiesz co jest ważne DLA CIEBIE.
Ja wiem że to łatwo mówić stojąc obok. Ale na logikę. Nic się nie zmieni między wami, jeżeli przyjmiesz postawę "a może jednak wrócę". On może się zmieni na jakiś czas, a potem historia się powtórzy. A Ty wyjdziesz z tego jeszcze bardziej osłabiona.
Kiedy odnowisz w sobie siły spojrzysz na niego z nowej perspektywy. Przez pryzmat siebie i swoich oczekiwań. Wtedy znajdziesz odpowiedź na wszystko to, co gryzie Cię w tej chwili. Nawet jak dasz mu kolejną szansę będziesz pewna już wtedy swojej osoby... Mnie się wydaje po prostu że w tej całej pogoni za "szczęściem" gdzieś się pogubiłaś w sobie.
Wielu sił :*
odpocznij, przemyśl, ale nie skreślaj od razu
oto moja rada. daj sobie czas i pomyśl o sobie, jak już wcześniej wspomniałam. pomyśl o własnym szczęściu ![]()
Podjęłaś trudną decyzję, ale słuszną. Może ona tylko poprawić sytuację. Z jednej strony albo faktycznie facet rozważy swoje postępowanie, z drugiej, jeśli nie wyciągnie wniosków z podbramkowej sytuacji, Ty będziesz mogła spokojnie układać życie na nowo. Jestem tego samego zdania co zakochana__85: dałabym mu szansę, ale po dłuższym czasie. Ciekawe na ile starczy mu zapału... Może to będzie głupie, ale zrobiłabym to pisząc przy nim na kartce słowa, którymi obiecuje, że się zmieni... i zachowała ją - tak na wszelki wypadek. Może słowa zapisane zrobią na nim większe wrażenie. No i... trudniej im zaprzeczyć.
Nie muszę, bo on sam je zapisał...napisał do mnie list, w którym za wszystko mnie przeprasza....zachowam go. Zdaję też sobie sprawę, że to wszystko co teraz robi jest normalne chyba....po prostu chce w ten sposób wpłynąć na moją decyzję i dlatego próbuję patrzeć na wszystko z dystansu i wziąć pod uwagę zarówno jedną jak i drugą opcję.