Facet pesymista... Walczyć, odpuscic? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Facet pesymista... Walczyć, odpuscic?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 17 ]

1 Ostatnio edytowany przez kadi (2010-04-05 02:12:01)

Temat: Facet pesymista... Walczyć, odpuscic?

Czytam to forum od dawna, jednak dopiero teraz postanowiłam się zarejestrować i coś napisać.

Mam 20 lat, ale kilka związków już przezyłam. Najpierw chłopak domator, bardzo spokojny, nie ułozyło nam się ze względu na to, że tak jak on bardzo chciał siedzieć w domu i jak sam mówił lubił się nudzić tak jak chciałam życ aktywnie i się bawić. Mimo wielu prób kompromisu, nie udało się.

Potem był chłopak przeciwieństwo do poprzedniego, bardzo zły i bardzo niedobry. Najpierw mnie to ciągneło do niego, że nie da sobą rządzić. Ale jak zdąrzyłam się zakochać na amen, to wyszła jego zła strona, jego ćpanie w piwnicy z kolegami, kłamstwa, bla bla bla, mogłabym wymieniać bez konca. Rzecz jasna, też nie wyszło.

A dwa lata temu poznałam D.  Mowie sobie- ideał. Ten kto powiedział, ze nie ma ideałów był totalnie głupi. Pierwszy rok- totalna sielanka, miłość, szalenstwo. Potem się popsuło. Mielismy nieco przykrych wydarzen, wiadomo kazdy jest tylko człowiekiem i popełnia błedy, mniejsze lub wieksze, ale potem to boli obydwie strony (nie mowie o zdradzie, bo takowej nie bylo) .
D. jest osobą strasznie nerwową, tzn. kiedyś taki nie był, dopiero po roku taki się stał, albo zawsze taki był, tylko przez rok tego nie pokazał. Kazdą kłótnię strasznie przezywał. Np. ja jestem taką optymistką jakich mało. Żyje zgodnie ze zdaniem 'napotykam mur to przebijam go głową'. Co by się nie działo, to i tak znajdę rozwiązanie. Coś złego sie wydarzyło- trudno, trzeba wyciagnąc wnioski i wiecej tego bledu nie popełnić. I zycie toczy się dalej, 5 minut mi wystarczy zeby o wszystkim zapomniec i cieszyć się zyciem.
A D. ma odwrotnie. Posprzeczamy się, naprawdę o duperelkę, pogodzimy się... a on usiądzie i mówi 'no i fajnie, cały dzien zmarnowany, juz nic nie bedzie tak jak mogłoby być, moglismy ten spedzić duzo lepiej, teraz ja mam złe emocje w głowie' suma summarum uwaza już ze wszystko jest do du py.  I wiecie co? Wcale nie chcę go zmieniać, kazdy wszystko przeżywa na swoj sposob, ale wiecie dlaczego mi to tak przeszkadza? Bo od momentu 'pogodzenia' do momentu kiedy on przestanie ględzić mija kilka godzin. Kilka godzin, kiedy ja probuje mu przetłumaczyć, ze nie stało się nic takiego, zeby marnować cały dzien. I powiem tak- ja chcę dobrze, a wychodzi jeszcze gorzej. Dam przykład.
Ja: ale po co Ty tak przezywasz? Nic się nie stało, poklocilismy się o duperele, ciesz się, ze mamy tylko takie problemy!
On: Jak to nic sie nie stało? Jakby nic sie nie stało to bysmy nie siedzieli tu smutni! Jak zwykle coś się musi stać, ja nie mogę być poprostu zrelaksowany i szczesliwy, zawsze coś mi w tym przeszkodzi.

I witki opadają. Dziewczyny, zebyscie wy wiedziały o jakie to duperele chodzi... O takie błache sprawy, ze az wstyd mowic. A on się zachowuje za kazdym razem jakby to był koniec swiata. I tak gadamy, gadamy, ja robie wszystko zeby mu to nastawienie zmienić, zeby jednak zobaczyć danego dnia jego usmiech, chocbym miała tak gadac do wieczora, ale... ale podczas tej rozmowy zaraz któreś wybuchnie, czasem ja, czasem on, potem zaczyna się wywlekanie brudów z przeszłosci jak to w nerwach bywa.
Takie sytuacje zdarzają się srednio raz na tydzien. I to jest straszne, bo jestesmy... jakby dosłownie stworzeni dla siebie. Takie same popaprańce, jedynacy, wariaci. Super spedzamy ze sobą czas, nam nie potrzeba do szczescia nikogo ani niczego, potrafimy się tak bawić we dwoje. Zadne z nas się nie zdradziło, nie zrobiło krzywdy drugiemu, ale jednak zawsze coś się znajdzie.
Taka sytuacja trwa już rok.

Zaczełam studia, po raz trzeci zawaliłam ostatni egzamin który mi został, najciezszy. Mam straszne studia, hardkor. Mobilizacji do nauki zero. Nic mi się nie chce. Czwarte podejscie do egzaminu i zarazem ostatnie mam w piatek, jak się nie uda, to muszę zaczynać wszystko od nowa w przyszłym roku. A ja nic nie umiem. Nic kompletnie. Zostało mi kilka dni, a mi się nawet cięzko ksiazke do reki bierze. Czasami nawet mam ochote go nie zdać i wykrzyczeć całemu swiatu, ze to wszystko przez D. Ale przeciez to nie na tym polega...

Kolejna sprawa. Samotność. Kiedyś byłam w centrum zainteresowania (nie w sensie, ze miałam powodzenie, tylko, ze byłam wesołą osobą, która miała miliony znajomych).
Gdy poznałam D. bylismy oboje swiezo po zakonczonych związkach. No i wyszło tak, ze mój były był w paczce moich znajomych, a była dziewczyna D, była w jego towarzystwie. Probowalismy to pogodzic, ale sie nie udało, nie z naszej winy. Wiec poznalismy nowych znajomych takich wspólnych. Ja poznałam przyjaciolke, on przyjaciela. Moja przyjaciółka okazała się zwykłą su... która wszem i wobec rozpowiadała, ze fajnie jej ze mną bo mam pieniadzę i ona na tym korzysta, a przyjaciel D. tez okazał się frajerem.
Wyjechalismy do Trójmiasta na studia. Przez te kłotnie z D, stałam się inna osobą, wiecznie przeżywającą, smutną, kurde, zamknelam się na ludzi. I teraz tego zaluje. Bo na uczelni porobiły się paczki a mi tak ciezko zawrzeć z kimś kontakt, niby mam kolezanki, niby mam z kim poplotkować, ale potrzebuje kogoś kto pojdzie ze mną na spacer i wyrzucę wszystko z siebie. A kolezanki z uczelni wolą iść na imprezę. I jestem tak totalnie samotna, moje zycie to tylko D. , ja wprost marzę o wygadaniu się komuś tak w realu...
Na Świeta pojechałam z nim w góry. Było super, az do dziś. Znowu pokłócilismy się o duperele, ja znowu chciałam się szybko pogodzić i cieszyc sie wyjazdem, on jak zwykle swoje gadki ze 'na kazdych wakacjach musi się wkurzyc' itp. Znowu gadalismy, gadalismy, az się pokłocilismy totalnie. Mielismy zostać do jutra, a wrócilismy dziś. Własnie godzine temu dojechałam do domu, zapłakana. Tak spędziłam wielkanoc. I znowu nie mam się komu wygadać.

Czy któraś z was miała takiego faceta? Jak sobie z tym radzić? Jest szansa, ze się zmieni?
Czasami mam tego dość, ale poźniej myślę, ze kurde, wiele ludzi by nam pozazdrosciło takiego zwiazku i, że poza tym o czym pisałam nie mamy innych problemów. Ale z drugiej strony to podjeżdza pod toksyczny związek i nie wiem co mam z tym robić...
Heh, jeszcze przed chwila znalazłam taką piosenkę, idealnie pasuje do sytuacji    Łona - Fruźki wolą optymistów.

Może ktoś nie spi i ze mną pogada?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Facet pesymista... Walczyć, odpuscic?

Dziewczyny co ja mam zrobić? sad Przepraszam, że sie tak narzucam, ale ja umieram, od wczoraj z nim nie rozmawiałam, po prostu usycham. Mysle o nim wciaz, obojetnie co robie. Staram się nie myśleć, zajac sie sobą a tu nic sad Jeszcze nawet nie mam z kim pogadac sad

3

Odp: Facet pesymista... Walczyć, odpuscic?

Witaj, jestem tu dzś pierwszy raz, ale tak jak Ty szukam tutaj kogoś z kim mogłabym pogadać, więc jestem...zapoznałam się z Twoją historią i powiem szczerze, że mam podobnie też się często kłócę ze swoim facetem jetem z nim 4 lata, ale już się nauczyłam po tym czasie, że nie dam sobą manipulować i nie latam za nim jak piesek, chce się kłócić proszę bardzo ja wszystko wytrzymam, chociaż ta sobie czasem myślę, że jeśli miałabym pewność, że z innym mężczyzną będę bardziej szczęśliwa to już dawno rzuciałabym to wszystko w cholerę...a Tobie radzę poczekaj, niech sam zatęskni iu zrozumie jaką jesteś wspanaiłą dziewcyną i głowa do góry smile

4

Odp: Facet pesymista... Walczyć, odpuscic?

Ehh własnie tak sobie obiecałam, ze poczekam. Bo jak teraz zacznę za nim latać to bedzie jeszcze gorzej, a z doswiadczenia wiem, ze on wymieka po jakimś czasie zawsze... Ale to tak boli, jakby mi ktoś kuł serce nożem hmm Cały czas sie zastanawiam co on teraz myśli, czy tez teskni, ja pierdziele paranoja sad

5 Ostatnio edytowany przez La Que Sabe (2010-04-05 18:57:18)

Odp: Facet pesymista... Walczyć, odpuscic?

Kadi,

przede wszystkim pytanie jakie powinniscie sobie zadac, to co zrobic aby sie nie kłócić o głupoty, rozpoznać przyczyny konfliktow a potem starać się je step by step rozsupłać supełki zanim już będą mocno poskręcane.

Oboje uczycie się być z drugim człowieka, pragniecie być z nim a jednocześnie tak trudno zrezygnować wam z siebie, z własnych przyzwyczajeń, a tu czas dorosnąć do związku, który da satysfakcje i spełnienie wam obojgu.

Przykazania dla was obojga smile

* popracować nad zdolnością wyczuwania i uczenia się nowych rzeczy w tym siebie nawzajem

* nabrać wytrwałości w wędrówce przez codzienność

* cierpliwie uczyć się głębokiej miłości

I Kadi, pracuj nad sobą a wtedy, inaczej zobaczysz pewne rzeczy i inaczej nazwiesz wyzwania jakie staną przed Tobą w życiu i jestem pewna, że nagle stwierdzisz, że to nie pesymizm czy optymizm jest problemem.
Powodzenia

6

Odp: Facet pesymista... Walczyć, odpuscic?

Dziękuje Ci La Que Sabe za mądre słowa.

Cały czas staram się i on też jakoś to rozwiązać. W zasadzie po kazdej kłótni. I jest fajnie, wydaje nam się, ze zrozumieliśmy, a potem znowu od początku. Mnie denerwuje to, że on jest taki nerwowy i wybucha, on twiedzi, ze ja jestem wampirem energetycznym. On sam uważa, ze nie jest wcale taki nerwowy, a ja uważam, ze jestem wręcz aniołem i nie wiem dlaczego on uważa inaczej. I ja sądze, ze on jest winny, on, że ja.
Mam na prawdę tego dość, ale chce walczyć, bo wiem, że warto. Ale czasami sił nie starcza... I zamiast się uczyć to egzaminu to siedzę i płaczę i palę jednego papierosa za drugim, już mnie płuca bolą.

7 Ostatnio edytowany przez La Que Sabe (2010-04-05 19:18:20)

Odp: Facet pesymista... Walczyć, odpuscic?

Kadi,
punkt : 1 i 2 - bierz się za materiały do egzaminu, satysfakcja z sukcesu, gdy zdasz pozytywnie wpłynie dobrze na wasz związek.
punkt: 3 cierpliwość to coś co związek potrzebuje, a więc odłóż go na cudowną półkę twego serca i niech dojrzewa w spokoju wink
Pozdrawiam serdecznie, uśmiechnij się i do boju - walcz o siebie (conajmniej ocena 4 smile , dla siebie i dla Was.

8

Odp: Facet pesymista... Walczyć, odpuscic?

kadi ja mam takiego faceta, podobnego do twojego. I chę ci powiedzieć że jestem już z nim 12 lat (1,5 roku po ślubie) i nic się nie zmieniło i coraz częście zastanawiam się nad odejściem. Nie chcę ci mówić co masz robić ani doradzać. Mówię tylko, że z takimi facetami bardzo ciężko się żyje i oni raczej się nie zmieniają. Jedną rzecz ci powiem, jak się pokłucicie i ewidentnie będziesz czuła że to z jego winy, nigdy przenigdy nie przepraszaj pierwsza. Ja tak robiłam i teraz mam to co mam. Jak nie podejdę pierwsza to on potrafi nie odzywać się tygodniami (mimo że razem mieszkamy). Możesz sobie to wyobrazić jak ciężko jest żyć z kimś w jednym domu i nie móc się do tego kogoś odezwać przez np. 3 tygodnie. Więc życzę ci powodzenia i przedewszystkim stanowczości.

9

Odp: Facet pesymista... Walczyć, odpuscic?

No własnie dokładnie o to chodzi... Że sie posprzeczamy, a ja nic nie zrobiłam, ale dla świetego spokoju wziełam wine na siebie, zeby sie juz nie kłócić. I gdzieś to się zakorzeniło, on podświadomie pewnie myśli, ze tak ma być zawsze.
A teraz jestem już kompletnie dobita... Tak jak pisalam wczesniej Świeta spedzalismy w górach. A wrócilismy do Warszawy, skad pochodzimy a studiujemy w trójmiescie. A teraz sie dowiedziałam, ze on jest już w Trójmiescie, od innego lokatora... Po prostu świetnie, pojechał sobie sam, nawet nie zapytał czy jadę z nim. Jestem smutna i zła zarazem. Już sobie z tym nie radzę... sad

10

Odp: Facet pesymista... Walczyć, odpuscic?

Cos wygasło na parę dni. I jak sie czujesz Kadi? jAK to wyszlo?

11

Odp: Facet pesymista... Walczyć, odpuscic?

Tak ja też jestem ciekawa jak to się skończyło. I przemyśl to co ci powiedziałam o przepraszaniu, bo jak tego nie zmienisz to życie z tym facetem będzie koszmarem. Uwierz mi, znam to ze swojego doświadczenia.

12 Ostatnio edytowany przez Marylin (2010-04-07 21:22:23)

Odp: Facet pesymista... Walczyć, odpuscic?

Wintrop, powiedz mi czy zatem mam odejsc,gdy znajduje ise w takiej SAMEJ sytuacji? Tyle sie mowi o takiej doglebnej emancypacji,o tym zeby kobieta byla typowa zołzą...ale wiem juz ze przez to ciagle przepraszanie i nadskakiwanie stracilam u niego na atrakcyjnosci..... Jak to znow rozpalic, gdy mysle ze jak nie bede taka mila i nie bede pokazywac jak mi zalezy to on odejdzie?

13

Odp: Facet pesymista... Walczyć, odpuscic?

Nie mogę tu doradzać nikomu co robić bo sama nie potrafiłam sobie z tym dać rady. Wiem tylko jedno, że jeśli ciągle będziecie przepraszać za wszystko, to on spocznie na laurach i juz wogóle nie będziecie czuły się atrakcyjne, adorowane i kochane. Przynajmniej ja tak miałam i naprawdę popadłam w brardzo duże kompleksy. Jeśli facet nie potrafi przyznać się do błędu ani nie umie przepraszać tylko wybiera prostszą drogę, czyli odejść to znaczy że nie jest wart złamanego centa i należy pozwolić mu odejść. Wiem łatwo mówić trudniej zrobić, ja nie potrafiłam tego zrobić i cierpię do tej pory sad Mam taką cichą nadzieję że może któregoś pięknego dnia, wstanę i zdecyduję się odejść.

14

Odp: Facet pesymista... Walczyć, odpuscic?

jestem w tej samej sytuacji. Dodatkowo mój facet pracuje na stanowisku kierowniczym i cokolwiek złego sie dzieje u niego w pracy od razu jego nastawienie przenosi na mnie. Staram być dla niego podpora, oparciem w trudnych chwilach jednak to nie zdaje egzaminu do oddzielenia spraw służbowych i prywatnych. Muszę tu podkreślić, że mój facet miał bardzo cięzkie dzieciństwo- kłótnie w rodzinie, jego krytykowanie, preferowanie rodzeństwa a jego pozostawianie " na lodzie", "radź sobie sam". To też odbiło się na jego obecnej psychice.
Ciężko mi jest, i to bardzo. Jak popełnia jakieś błędy to od razu obwinia siebie o to wszystko, że jest do bani, nie umie niczego konkretnie zrobić, w ogóle nie powinien istnieć bo ciągle kogoś rani (w tym mnie). Kilkakrotnie z tej przyczyny (świadomości że mnie rani) chciał ode mnie odejść. Jednak po dłuższych rozmowach okazało się że nawet on nie ma na to siły. Jak rozmawiam z nim, że wszystko z odrobiną chęci można zmienić to On na to "że chciałby, jednak nie potrafi".

Kiedyś porównałam go do małego pieska: ma drzazgę w łapce, a jak chce mu ją wyjąć to warczy i gryzie.

Kochamy go i to bardzo, wiem że on mnie również jednak nie wiem co mam robić: nadal walczyć czy może jednak pomyśleć o sobie. Nie muszę podkreślać, że jak trzeba walczyć to zazwyczaj ja walczę. Męczy mnei to.


Proszę doradźcie mi dziewczynki. Nie wiem co robić. A jeszcze bardziej przerażające staje się myśl, że kochamy siebie jednak nie potrafimy ze sobą żyć.
sad sad

15

Odp: Facet pesymista... Walczyć, odpuscic?

Nie wchodziłam tutaj, myslałam, że wątek umarł big_smile

A teraz sobie weszłam z ciekawości i jednak coś się dzieje.

Co się u mnie działo od tego czasu? Oj działo się.Pewnego dnia pokłóciliśmy się z D. Miałam mu pozyczyć samochód, bo miał coś bardzo ważnego do załatwienia. Ja o tym zapomniałam. Szybko do niego pojechałam, mimo tego, że kompletnie wyleciało mi to z głowy udało nam się na czas dojechać. Ale.. oczywiście kłótnia i 'z Tobą nie mozna się umawiać, jak zwykle o czymś zapomniałaś ' strasznie mnie tym sprowokował bo jestem osobą niesamowicie poukładaną, nigdy się nie spozniam, zawsze jestem przed czasem, raz mi się noga podwineła. Więc zabolało to, że tak powiedział, bo cokolwiek chciał, o cokolwiek by mnie nie poprosił, zawsze wszystko było dopiete na ostatni guzik.

Wysiadłam z samochodu na środku skrzyzowania i wyszłam. Rozstałam się z nim.

Po dwóch tygodniach błagał o powrót. Nie chciałam, ale potem się ugięłam. Powiedziałam, że warunek jest jeden - psycholog, bo idzie to wszystko w bardzo złym kierunku.

Powiedział, że pojdzie, po kilku dniach, że nie potrzebuje psychologa, ale powiedziałam stanowczo, że jak nie pojdzie to koniec.
I poszedł, chodzi do tej pory i wiecie co?

Zmienił się. Jest czuły, kochany, rozumiejący to, że czesto mamy różne zdanie, opinie o czymś, poglad na swiat. I potrafi ze mną rozmawiać. Jak go coś zdenerwuje, to wychodzi na chwile, ochłonie, wraca, obywa się bez zadnych kłótni.

Narazie jestem w stanie spoczynku. Czekam co bedzie dalej. Nie można kogoś skreślić w momencie kiedy widzi się, że owa osoba się bardzo stara i widać rezultaty. Ale nie chce się na maxa oddać i włozyć wszystkie swoje nadzieje zeby się mocno nie sparzyć.

secretive moim zdaniem jedyną opcją jest postawienie się i wyjaśnienie jemu, że nie moze o wszystko obwiniać Ciebie.
Ja też byłam bezbronną osobą, która za wszystko przepraszała i się bała przeciwstawić, aż wstąpila we mnie siła, stwierdziłam, że lepiej byc samej niż w takim związku i dopiero wtedy D. zrozumiał, że to nie przelewki i nie bede z nim obojętnie co by się nie działo. Zrozumiał, ze musi mnie szanować, bo w kazdej chwili może mnie stracić.

16

Odp: Facet pesymista... Walczyć, odpuscic?

kadi,
gratuluję znalezienia sposobu na dotarcie do swojego faceta. Ja jestem z moim G. na drodze pokazywania, że się nie ugnę i nie zawsze będzie stawiał na swoim a tym samym nie będzie mnie ranił. Sfrustrowąłam się po ostatniej kłótni (2 dni przed rocznicą naszego związku) i zamiast przyjechać do niego bo tak się ugadywaliśmy ostatecznie to On do mnie przyjechał bo wiedział że w innym wypadku mnie nie zobaczy przez najbliższe dni.
W przypadku mojego G. to On wie, że mnie rani, że nie powinien tak się zachowywać aby doprowadzać mnie do łez jednak jak to mówi nawet choćby chciał to "nie potrafi się zmienić". Wszystko tłumaczy ciężkim dzieciństwem; musiał pracować od najmłodszych lat, rodzice preferowali jego rodzeństwo, On musiał się sam sobą zajmować, nigdy nie miał prawdziwych wakacji. Nadal łączy pracę i studia. Zawsze jak coś jest nie tak to właśnie tym się zastawia. Jest to człowiek o bardzo zaniżonej samoocenie. Nie potrafi przyznawać się do popełnionego błędu a jeśli już to zrobi to później się dołuje, że jest taki beznadziejny że nawet na życie nie zasługuje. Jeżeli chodzi o emocje to G. jest bardzo emocjonalny, czuły, troskliwy. Jak mało jaki mężczyzna. Tylko ze stresem nie może sobie poradzić, i nie umie odreagować. Chce być nieomylny a przecież każdy się myli, i to nie jeden raz w swoim życiu. 
Ciężko jest z nim. Bardzo ciężko. Tylko że ja jestem taka uparta. Inna kobieta pewnie już dawno by zrezygnowała, no ale jak widzicie nie ja.   

Trzymam kciuki za Ciebie <kadi> . Wiem, że przede mną długa droga jednak wiem, że warto w ten związek inwestować czasu, wytrwałości i poświęcenia. Oj warto.

Trzymajcie za mnie kciuki dziewczyny smile

Posty [ 17 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Facet pesymista... Walczyć, odpuscic?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024