Witajcie. Już kiedyś pisałam tu o moim partnerze w poprzednich wątkach, więc postaram się w skrócie opisać sytuacje. Jesteśmy razem ponad 2 lata.Za niedługo mam sie do niego wprowadzić, remontujemy piętro, kupujemy rzeczy do domu, on do remontu, a ja wyposażenie. Póki co mieszkamy osobno. Do rzeczy, powiedziałam mu, że nie mam już wypłaty (jakoś wyciekło w żartach) i on nagle do mnie z gębą, jak ja sobie to wyobrażam i tak dalej, że skoro teraz już mi nie wystarcza, to jak ja sobie wyobrażam życie razem, że w ogóle nie będę sie dokładać czy jak? itp itd. Żeby nie było, nie jestem osobą rozrzutną, każdy miesiąc mam solidnie zaplanowany i prowadzę zapiski na co w danym miesiącu, poszły moje pieniądze. Chce też powiedzieć, że nie razrabiam kokosów. Najniższa krajowa. Obruszyłam się, zaczęłam grzebac w torebce i rzuciłam mu kartką z moimi zapiskami, powiedziałam mu, że skoro tak bardzo go to interesuje to proszę bardzo, niech zobaczy, ile w tym miesiącu wydałam na siebie, może koło 100zł. On na to, że nie będzie tego oglądał. Zrobiło mi sie totalnie przykro, że tak łatwo, tak pochopnie mnie ocenił, że nie docenia w ogóle tego, że wkońcu też kupuję rzeczy do domu, choć mogłabym wydac te pieniądze na siebie, ale chce go troche odciążyć bo w końcu tez tam będę mieszkać, ostatnio kupiłam lampę i farbę do kuchni, rolety do łazienki dzień-noc i tak co miesiąc staram sie coś kupić, żeby nie kupowac tego wszystkiego na raz. Totalnie się posypałam podczas tej rozmowy, wykrzyczałam mu, czy myśli sobie, że wydałam te pieniądze na fryzjera i paznokietki jak to robią niektóre tępe laski, które są na utrzymaniu rodziców i czy myśli że moja godność pozwoliłaby na to, aby być na jego utrzymaniu? W sumie miałam na myśli pewną naszą wspólną znajomą, ale to akurat nie jest ważne. Po prostu, zdnerwowało mnie i zasmuciło bardzo, to że potraktował mnie jak jakąś nieodpowiedzialną, rozrzutną dziewczynkę. Powiedziałam mu, że to mnie zabolało. A on powiedział mi, że on nic takiego nie powiedział, tylko po prostu jest zdziwiony, że nie mam już wypłaty i że to ja sobie coś insynuje, a on tylko zapytał jak ja sobie to wyobrażam. Położyłam się spać, następnego dnia się mineliśmy ponieważ miał na rano do pracy no i w sumie od kilku dni nie mamy kontaktu, w ogóle się nie odezwał ja też nie. Nie wiem czy powinnam się do niego odezwać? Czy na prawdę ja sobie to wszystko wymyśliłam? Dla mnie to takie dziwne, że on się nie oddzywa, ale mam tego dość że po kłotni, to zawsze ja pierwsza wyciągam rękę. Co o Tym myślicie? Powinnam czekać, aż mnie przeprosi?
Masz 4 wątki o tym samym facecie i do tej pory we wszystkich dostawałaś rady, że ten związek i tak się rozpadnie prędzej czy później.
Więc czego chcieć jeszcze?
Szczerze mówiąc, jakby do mnie mój facet przyszedł i powiedział, że już przepuścił wszystkie pieniądze, to też bym go ochrzaniła.
A rzeczy do mieszkania można wybierać razem. Może on nie potrzebuje kolejnych pierdołek, na które Ty wydajesz pieniądze?
Masz 4 wątki o tym samym facecie i do tej pory we wszystkich dostawałaś rady, że ten związek i tak się rozpadnie prędzej czy później.
Więc czego chcieć jeszcze?
Szczerze mówiąc, jakby do mnie mój facet przyszedł i powiedział, że już przepuścił wszystkie pieniądze, to też bym go ochrzaniła.
A rzeczy do mieszkania można wybierać razem. Może on nie potrzebuje kolejnych pierdołek, na które Ty wydajesz pieniądze?
Może on i nie, ale ja przecież też tam będę mieszkać, więc chciałabym, źeby było mi - nam, tam miło i wygodnie.
4 2018-04-05 15:43:11 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2018-04-05 15:46:06)
Lady Loka napisał/a:Masz 4 wątki o tym samym facecie i do tej pory we wszystkich dostawałaś rady, że ten związek i tak się rozpadnie prędzej czy później.
Więc czego chcieć jeszcze?
Szczerze mówiąc, jakby do mnie mój facet przyszedł i powiedział, że już przepuścił wszystkie pieniądze, to też bym go ochrzaniła.
A rzeczy do mieszkania można wybierać razem. Może on nie potrzebuje kolejnych pierdołek, na które Ty wydajesz pieniądze?Może on i nie, ale ja przecież też tam będę mieszkać, więc chciałabym, źeby było mi - nam, tam miło i wygodnie.
No i fajnie, ale serio musisz przepuszczać na to wszystkie pieniądze z założeniem, że on ma Ci być za to wdzięczny? Ja wiem, że super jest tak sobie planować i kupować, ale może to jednak u niego podpada już pod rozrzutność i poważnie ma obawy, że Ty nakupisz nikomu niepotrzebnych pierdół, a on Cię będzie musiał utrzymywać... a dodatkowo będziesz mieć pretensje, że to przecież "nie na siebie" wydałaś...
Nic się przecież nie stanie, jak sobie te zakupy rozłożysz w czasie. Jeszcze nie mieszkasz, a już chcesz kupować - o rany - formę do muffinów. Od razu, jak się wprowadzisz, to polecisz te muffiny robić? No chyba nie...
Nie rozumiem, po co się obrażać, coś tam krzyczeć. Rozejdźcie się w pokoju i tyle.
6 2018-04-05 15:50:42 Ostatnio edytowany przez raven987 (2018-04-05 15:51:16)
Właśnie napisał mi smsa, przeprosił, choć po pierwsze, nie wiem czy nie zrobił tego tylko po to aby miec świety spokój, a po drugie i tak będę musiała wyjaśnić z nim pewne sprawy, porozmawiać szczerze i postawić pewne granice.
No ja wiem, że ma być miło, ale to powinniście razem usiąść i zrobić listę tego, co jest naprawdę potrzebne.
Mnie też czeka przeprowadzka, też chcę mieć miło, ale zamiast kupować komplet akcesoriów kuchennych myślę o tym, czy naprawdę nie przeżyję mając te same rzeczy skompletowane od siebie, chłopaka i rodziców. Tak samo z garnkami i wszystkimi rzeczami.
Nie masz kasy na kupienie wszystkiego od ręki od razu idealnego i wymarzonego, to może spróbuj zrobić to jak najmniejszym kosztem. Rzeczy można potem wymieniać na bieżąco. Wywalić stare garnki, kupić nowe itd.
Ja mam do umeblowania sypialnię i salon. Do kupienia całe wyposażenie kuchni i łazienki (to dodatkowe, bo podstawowe sprzęty już mamy). I jak naprawdę usiedliśmy i pomyśleliśmy o tym, co mamy, to wyszło, że musimy kupić tylko materac do sypialni i suszarkę do włosów. Resztę zdobędziemy niewielkim kosztem, albo wręcz dostaniemy od innych za darmo.
To nie Ty powinnaś jemu stawiać granice, ale on Tobie.
8 2018-04-05 15:58:03 Ostatnio edytowany przez balin (2018-04-05 16:03:42)
Właśnie napisał mi smsa, przeprosił, choć po pierwsze, nie wiem czy nie zrobił tego tylko po to aby miec świety spokój, a po drugie i tak będę musiała wyjaśnić z nim pewne sprawy, porozmawiać szczerze i postawić pewne granice.
A za co przeprosił?
To nie Ty powinnaś jemu stawiać granice, ale on Tobie.
Tu już powoli Autorka osiąga przewagę, facet jednak pipa. ![]()
To nie Ty powinnaś jemu stawiać granice, ale on Tobie.
On powinien mnie? To on wtrąca się do MOICH pieniędzy, mam tego dość, nie mamy wspólnego gospodarstwa domowego, więc to chyba nie jego sprawa co robię z pieniędzmi, oczywiście masz rację, zacznę bardziej zastanawiać się nad tym czy na prawdę dana rzecz jest nam niezbędna i skupię się na rzeczach pierwszej potrzeby, mój błąd, rozpędziłam się z tej radości i oczekiwania na wspólne mieszkanie. Ale tak czy owak, nie pozwolę się rozliczać.
10 2018-04-05 16:28:33 Ostatnio edytowany przez Lady Loka (2018-04-05 16:30:21)
Ale to Ty przepuściłaś kasę.
Wcale mu się nie dziwię, że się wkurzył. Prawdopodobnie ma w głowie to, że zamieszkacie razem, Ty będziesz wydawać kasę, a on będzie utrzymywał Ciebie. Opłaty i jedzenie to nie wszystko. Kto kupi środki czystości? Kto kupi nowy telewizor kiedy stary się zepsuje? Nawet przy idealnym podziale finansowym na mieszkaniu takie rzeczy będą wychodzić.
A Ty kupujesz dla Was. Rzeczy, których on nie chce. Decydujesz za niego innymi słowy. To też wkurza
Trudno żyć z kimś, kto nie potrafi oszczędzać. A Ty nie potrafisz.
Jesteście niedobrani. Ile jeszcze minie wątków zanim zauważysz to, co widzą wszyscy?
11 2018-04-05 16:31:17 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2018-04-05 16:32:45)
Autorko, a gdzie teraz mieszkasz i kto płaci rachunki, skoro "na siebie" w tym miesiącu wydałaś "może 100zł"?
Witajcie. Już kiedyś pisałam tu o moim partnerze w poprzednich wątkach, więc postaram się w skrócie opisać sytuacje. Jesteśmy razem ponad 2 lata.Za niedługo mam sie do niego wprowadzić, remontujemy piętro, kupujemy rzeczy do domu, on do remontu, a ja wyposażenie. Póki co mieszkamy osobno. Do rzeczy, powiedziałam mu, że nie mam już wypłaty (jakoś wyciekło w żartach) i on nagle do mnie z gębą, jak ja sobie to wyobrażam i tak dalej, że skoro teraz już mi nie wystarcza, to jak ja sobie wyobrażam życie razem, że w ogóle nie będę sie dokładać czy jak? itp itd. Żeby nie było, nie jestem osobą rozrzutną, każdy miesiąc mam solidnie zaplanowany i prowadzę zapiski na co w danym miesiącu, poszły moje pieniądze. Chce też powiedzieć, że nie razrabiam kokosów. Najniższa krajowa. Obruszyłam się, zaczęłam grzebac w torebce i rzuciłam mu kartką z moimi zapiskami, powiedziałam mu, że skoro tak bardzo go to interesuje to proszę bardzo, niech zobaczy, ile w tym miesiącu wydałam na siebie, może koło 100zł. On na to, że nie będzie tego oglądał. Zrobiło mi sie totalnie przykro, że tak łatwo, tak pochopnie mnie ocenił, że nie docenia w ogóle tego, że wkońcu też kupuję rzeczy do domu, choć mogłabym wydac te pieniądze na siebie, ale chce go troche odciążyć bo w końcu tez tam będę mieszkać, ostatnio kupiłam lampę i farbę do kuchni, rolety do łazienki dzień-noc i tak co miesiąc staram sie coś kupić, żeby nie kupowac tego wszystkiego na raz. Totalnie się posypałam podczas tej rozmowy, wykrzyczałam mu, czy myśli sobie, że wydałam te pieniądze na fryzjera i paznokietki jak to robią niektóre tępe laski, które są na utrzymaniu rodziców i czy myśli że moja godność pozwoliłaby na to, aby być na jego utrzymaniu? W sumie miałam na myśli pewną naszą wspólną znajomą, ale to akurat nie jest ważne. Po prostu, zdnerwowało mnie i zasmuciło bardzo, to że potraktował mnie jak jakąś nieodpowiedzialną, rozrzutną dziewczynkę. Powiedziałam mu, że to mnie zabolało. A on powiedział mi, że on nic takiego nie powiedział, tylko po prostu jest zdziwiony, że nie mam już wypłaty i że to ja sobie coś insynuje, a on tylko zapytał jak ja sobie to wyobrażam. Położyłam się spać, następnego dnia się mineliśmy ponieważ miał na rano do pracy no i w sumie od kilku dni nie mamy kontaktu, w ogóle się nie odezwał ja też nie. Nie wiem czy powinnam się do niego odezwać? Czy na prawdę ja sobie to wszystko wymyśliłam? Dla mnie to takie dziwne, że on się nie oddzywa, ale mam tego dość że po kłotni, to zawsze ja pierwsza wyciągam rękę. Co o Tym myślicie? Powinnam czekać, aż mnie przeprosi?
Witaj - Zastanawiam się, jak Ty z nim wytrzymałaś te 2 lata?? Pewnie napiszesz,że nigdy taki nie był, ale właśnie zaczyna wychodzić z niego jego charakterek. Bo jeśli on teraz tak się zachowuje,a jeszcze razem nie mieszkacie,to wyobraź sobie co będzie się działo jak zamieszkacie razem? Zastanów się czy na te 2 lata nie jest lepiej machnąć ręką? i zacząć żyć normalnie,w spokoju ,bez stresu i kłótni? podobne sytuacje mogą się potem nasilać,wszystko będzie mu przeszkadzało,wszystko będzie Ci wypominał,krytykował,czy właśnie podnosił głos. Coś mi się wydaje,że z tej mąki chleb będzie z zakalcem.Nie daj sobą pomiatać i przemyśl sobie czy warto to dalej ciągnąć,bo lepiej teraz go zostawić,niż potem kiedy może być już za późno. Może warto poczekać na prawdziwe szczęście i prawdziwą miłość bez niepotrzebnych zgrzytów.
Autorko, a gdzie teraz mieszkasz i kto płaci rachunki, skoro "na siebie" w tym miesiącu wydałaś "może 100zł"?
Mieszkam z rodzicami, dokładam im się niewielką kwotę, ponieważ spłacam za nich długi, które mi zrobili.
14 2018-04-05 16:41:59 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2018-04-05 16:43:39)
santapietruszka napisał/a:Autorko, a gdzie teraz mieszkasz i kto płaci rachunki, skoro "na siebie" w tym miesiącu wydałaś "może 100zł"?
Mieszkam z rodzicami, dokładam im się niewielką kwotę, ponieważ spłacam za nich długi, które mi zrobili.
No i tu zapewne jest pies pogrzebany. Bo chyba logiczne jest, że mieszkając z partnerem, ta kwota będzie większa, o ile nie spłacasz jego długów również? Zarabiasz najniższą krajową, czyli tak naprawdę jakieś minimum do przeżycia, mieszkając "na swoim" - i uważam, że Twój facet słusznie się denerwuje/martwi, jak Ty to sobie wyobrażasz, kiedy już będziecie się sami utrzymywać... może ma wrażenie, że liczysz na to, że coś tam dołożysz, resztę rozpuścisz, a główny ciężar Twojego utrzymania będzie na jego głowie, bo Ty "przecież kupiłaś wspólną formę do muffinów"?
santapietruszka napisał/a:Autorko, a gdzie teraz mieszkasz i kto płaci rachunki, skoro "na siebie" w tym miesiącu wydałaś "może 100zł"?
Mieszkam z rodzicami, dokładam im się niewielką kwotę, ponieważ spłacam za nich długi, które mi zrobili.
I... mieszkaj dalej z rodzicami, bo nie dosyć,że będziesz spłacała długi,to jeszcze dojdą wydatki - wiadomo jakie.Uważam,że nie powinnaś aż tak ryzykować.Domyślam się też, że chcesz się wyprowadzić od rodziców? czyli wpadniesz z deszczu pod rynnę.
Autorko, założyłaś już 4 wątki poświęcone tej relacji, i kłopotom związanym z Twoim partnerem.
Na forum obowiązuje zasada, że problemy jednej relacji opisujemy w jednym temacie.
Dlatego też ten wątek zamykam - z powodzeniem możesz kontynuować dyskusję w dowolnym z Twoich poprzednich tematów.
Dodatkowo proszę, abyś ponownie zapoznała się z regulaminem forum, ze szczególnym naciskiem na punkt nr 4, i stosowała się do naszych zasad.
Nie zaśmiecaj forum i nie dubluj wątków.
Dziękuję/ IsaBella77