Witam Wszystkie Kobitki!
Dopiero co znalazłam tą stronkę i pierwszy raz dziele się tym z kimkolwiek innym oprócz mojej przyjaciółki.
Może zacznę od początku! Jesteśmy ze sobą już 5 lat, i bywało różnie. Na początku było super, poznaliśmy się na drugim roku studiów, jak to czasami bywa, mieszkaliśmy w jednym akademiku, on miał do domu 400km, a ja raptem 70. Ale zostawałam tak często jak tylko było to możliwe, bo wiem co się czuje tak daleko od domu. Na trzecim roku zamieszkaliśmy razem, tak się złożyło:/. Potem nagle (na 4 tym roku w kwietniu), po aferze zostałam złą kandydatką wg.rodziców. I synek musiał się wyprowadzić i mnie zostawić i mamusia powiedziała dosłownie że: "przyjedzie to sprawdzić"(te 400km). No więc było tak jak było, i to ja uniosłam się honorem i wyprowadziłam się od niego, do innego pokoju w akademiku.
Ale spotykaliśmy się, miał nawet przyjechać do mnie za granicę do pracy, bo mu załatwiłam, ale tuż przed wyjazdem napisał mi że ma w d... mnie i tą j... prace. Więc zostałam sama:( jak to teraz podobnie i tak smutno brzmi). Po powrocie można powiedzieć że trzymał mnie na dystans(ale tylko pierwszy, no i może dwa następne dni). Mieszkał z typem od siebie z roku i to jeszcze z jednej grupy. Pewnego dnia załatwiłam sobie pokój na parterze, i powiedziałam mu to ze się wyprowadzam od tej koleżanki i będę mieszkać SAMA. On na to jak to sama, a nie chcesz ze mną, ja na to że nie, ale i tak mnie przekabacił i pozwoliłam mu mieszkać ze sobą. Po tym wszystkim praca magisterska się nam przeciągnęła bo ja miałam problemy ze swoim promotorem, a on ze swoim.
Aha zapomniałam dodać, że jego rodzice nie wiedzieli o moim "istnieniu - w jego życiu". Nie powiedział im. Zrobił to dopiero w listopadzie 2009 roku, najpierw powiedział ojcu, a ten zawiadomił telefonicznie matkę która siedzi w Irlandii i zajmuje się dzieckiem jego siostry(bo siostra ze szwagrem muszą zarabiać kasę).
Bilet na samolot był zarezerwowany z dnia na dzień tak jak jej przybycie. W czasie obecności mamusi i prawie dokładnego prania mózgu - nie dzwonił do mnie nie pisał i nawet nie dawał znaku życia, tak jakby się zapadł pod ziemie.
Dopiero po zaczął dzwonić i pisać, wtedy ja nie miałam czasu dla niego(można powiedzieć jestem złośliwa i wet za wet - ale tak anie jestem).
Potem tatuś zaczął prać mózg, i PP pękł dopiero przed sylwestrem. Był płacz przez telefon, proszenie o wybaczenie, i takie tam.
Wybaczyłam, ale to nie koniec tej długiej historii, znalazł pracę w swoim mieście wojewódzkim, czyli 400km ode mnie, znalazł dla nas pokój, przyjechałam na początku stycznia. I było tak on do pracy a ja sama. Nie poddawałam się i znalazłam pracę, tylko jaką, porażka szef wymagał ciągłego kablowania na innych i było okropnie, wytrzymałam 3 tygodnie i odeszłam. Teraz mija 5 tydzień od kiedy szukam pracy i nie mogę znaleźć. To miasto to straszne południowo-wschodnie kresy polski (glicja).
On do pracy a ja cały dzień sama, szukam wysyłam dzwonie, ale nic z tego. Powiedziałam mu że wracam do siebie (na zachód polski), tam może coś znajdę.
Moje pytania były dwa: czy jedzie ze mną? On na to że tu mu się podoba w tej firmie, i że nie chce żeby ojciec się załamał bo jest sam, a tak przynajmniej na weekend do niego pojedzie, no i nie wie czy dyrektor wpisze mu do książki uprawnień(takie budowlane rzeczy) ten czas pracy który tu poświęcił, no i że teraz nie mamy pieniędzy na kaucję i życie w innym mieście.
No to ja na to że jak to sobie wyobraża tak dalej? On że mama przyjedzie w czerwcu to wtedy ojciec nie będzie sam i on wtedy do mnie przyjedzie.
Kobitki, powiedzcie mi co ja mam zrobić bo coś mnie szczela i krew zlewa, mam dosyć po dziurki w nosie, tego. (tu bym wpisała z czystą rozkoszą bardzo brzydkie słowo)
Teraz w marcu minęło 5 lat jak jesteśmy razem(z tego jakieś 4 mieszkamy razem). Najlepsze jest to że mamy po 27 lat:-(
Pomóżcie , poradźcie!!!