Witam
Powiedzcie, pomóżcie mi stwierdzić czy mój związek jest toksyczny. Sama nie wiem jak on wygląda, a czasem własnie zastanawiam się czy w takim nie jestem. Jak go rozpoznać. Postaram się krótko opowiedzieć co jest u mnie nie tak i prosiłabym o wasze opinie.
Niedawno ( 2 miesiące temu) wyszłam za mąż ale jestem z nim już bardzo długo ale dopiero jak zamieszkaliśmy razem po ślubie to zmienił się całkowicie a nawet stał się dla mnie bardzo niemiły, złośliwy, wręcz chamski. Doszło do tego że ja zastanawiam się czy w ogóle warto odzywać się na jaki kolwiek temat żeby znowu kłótni nie było. Powiedziałam kiedyś , że w domu moim rodzinnym wygodniej mi się spało na moim łóżku albo, tak dla żartów powiedziałam: " OOO moje krzesełko jak na nim wygodnie mi się siedzi ...." to on wtedy za każdym razem słyszałam takie zdanie, że jak Ci tu coś nie pasuje to wyprowadź się z powrotem domu. Za każdym razem jak on to mówi to mi się robi bardzo przykro i nie wiem co mam mu powiedzieć, bo nie chcę dolewać oliwy do ognia...
Zauważyłam że też zdarza mu się mnie okłamywać a że już długo sie znamy to wiem że kłamie a on w żywe oczy że nie.:( Ostatnio zaproponowałam żeby przeprowadzić się do miejscowości , w której mieszka moja siostra i brat to stwierdził, że nigdy w życiu a wcześniej mówił, że on nie widzi problemu - możemy o tym pomyśleć. Nawet powiedział mi że jak się wyprowadzę (oczywiście nie bez niego - on nie ma zamiaru najmniejszego wyprowadzać się) to nie mam po co i do kogo wracać. Zrobiło mi się wtedy tak smutno, że mało co się nie rozpłakałam. A dodatkowo jeszcze dodał że taka z Ciebie żona..... Kolejne takie bardzo "miłe" jego stwierdzenie było takie , że po co chcesz się wyprowadzić do miasta w którym mieszka Twoja siostra , to duże miasto a ja nie chce mieszkać w takim dużym mieście, ja mam tu pracę, znajomych i niedaleko mieszka mama z tatą. A ja nie mam tu nikogo tylko Ciebie - jego stwierdzenie: nie wystarczy Ci to że masz tu mnie i niedaleko w innej miejscowości mieszka Twoja mama. Jak mu powiedziałam że tam mam znajomych i rodzeństwo to wcale go to nie ruszyło. Stwierdził, że tu też możesz mieć znajomych a do rodzeństwa pojechać 150km w jedną stronę raz na jakiś czas....a do jego mamusi musimy jeździć do weekend bo musi co chwilę się widzieć a dodatkowo jeszcze nie chce mu się nic innego wymyślać. Naszą drugą miesięcznice ślubu też sobie zlekceważył i nawet nie dostałam żadnych życzeń tylko pretensje, a ja mu zrobiłam taka niespodziankę. Dodatkowo czuję się bardzo samotna jak jesteśmy razem, bo nie chce ze mną rozmawiać a jak już to robi to zaczynamy się kłócić. Najgorsze jest to, że potrafimy siedzieć razem cały dzień i rozmawiać ze sobą 5-10 minut albo tylko o obowiązkach domowych, a ja jestem gadułą i lubię rozmawiać a on zawszę jak się coś zapytam to jest " Nie wiem , nie znam się i nie chcę się poznać". Dodatkowo kompletnie nie interesuje się moim hobby, mam wrażenie , że nawet mu to przeszkadza i wolałby żeby jego nie miała tylko spędzała czas tak jak on czyli oglądanie TV albo bieganie. Z tego co zauważyłam to z nim jest dobrze tylko na odległość albo jak razem spotykamy się ze znajomymi a jak jesteśmy sami to od nowa jest tak samo.....Druga sytuacja kiedy jest miły o dobry to jak rozmawiamy przez telefon i nie widzimy się przez cały dzień albo kilka dni. Najgorsze jest to, że zaczęłam cieszyć się z tego jak jadę do swojego domu rodzinnego na kilka dni i mogę w nim posiedzieć sama bez niego, wtedy odpoczywam i jestem spokojna oraz mam chęci do wszystkiego a jak tam jestem to nic mi się nie chce. Jak rozmawiałam z jedną osoba, której się radziłam co mam zrobić to stwierdziła , że faktycznie może zaczął zachowywać sie jak taka toksyczna osoba ale ja mam mieszane uczucia. Dlatego proszę o pomoc.
Przed ślubem próbowałam od niego odejść ale nie potrafiłam tego zrobić, bałam się wszystkiego dosłownie a najbardziej chyba tego, że popełnię błąd życiowy, nie biorąc z nim tego ślubu. A teraz myślę że to był błąd życiowy za który będę płacić do końca życia....
Wtedy nie myślałam logicznie , chyba wcale nie myślałam bo byłam w takim wielkim stresie.( w ogóle nie nie pamiętam ze ślubu, co mówiłam i co do mnie mówili, jak by mi się film urwał , tylko pamiętam wesele.) Jak mu raz powiedziałam że nie wiem czy go kocham to było od razu czy mam kogoś innego. Nie wiem jakoś nie potrafiłam mu powiedzieć : Sorry ale to już koniec i ślubu nie będzie. Myślałam że może jakoś sie ułoży i będzie dobrze ale nie jest.
Jestem załamana tą całą sytuacja i nie wiem co mam zrobić , odchodzę już od zmysłów..... powinnam być szczęśliwa a nie jestem bo jest wszystko do niczego - ładnie mówiąc. W jednej chwili jest dla mnie dobry a nawet bardzo , a jak coś powiem nie tak to zaraz jest kłótnia i foch na cały dzień, taka huśtawka nastroju. Dziękuje bardzo wszystkim którzy to przeczytali i coś kolwiek napisali co myślą bo ja już nie wiem kompletnie co mam robić. Nie wiem czy długo jeszcze takie coś wytrzymam.