Witam wszystkich. Nazywam się Aga, mam 31 lat i od 2,5 roku jestem z jak sam o sobie mówi ,,wesołym i nieszkodliwym" alkoholikiem.
Moim największym problemem w tej chwili jestem ja. Przestałam nad sobą panować, krzyczę, trzaskam drzwiami a potem muszę przepraszać i prosić o kolejną szansę. Mam dość.
Dobrze sobię radzę w pozostałych sferach, jestem terapeutą dziecięcym, dobrze zarabiam, inwestuję na giełdzie, jestem ładna, mądra, mam duże powodzenie a w domu czuję się nikim.
Wiele razy odchodzilam. Wyjechałam do innego miasta żeby przed nim uciec ale zawsze wracam bo jak to zakochana kobieta chwytam się każdej nitki nadziei.
Nie umiem z nim rozmawiać. Prowokuje mnie, obraża, ma pretensje o wszystko i ciśnie a jak wybuchne, trzasnę drzwiami to moja wina. Jak nie chcę robić tego o co mnie prosi mówi że jestem złośliwa, że jestem okropnym człowiekiem, że jestem głupia bo nie pamiętam gdzie schowałam paragon.
Chciałabym żeby kiedyś wziął mnie za rękę i powiedział ,,wiem jak Ci ze mną czasem ciezko, wiem że często się przy mnie boisz, wiem że martwisz się o naszą przyszłość".
Eh...
Witam wszystkich. Nazywam się Aga, mam 31 lat i od 2,5 roku jestem z jak sam o sobie mówi ,,wesołym i nieszkodliwym" alkoholikiem.
Moim największym problemem w tej chwili jestem ja. Przestałam nad sobą panować, krzyczę, trzaskam drzwiami a potem muszę przepraszać i prosić o kolejną szansę. Mam dość.
Dobrze sobię radzę w pozostałych sferach, jestem terapeutą dziecięcym, dobrze zarabiam, inwestuję na giełdzie, jestem ładna, mądra, mam duże powodzenie a w domu czuję się nikim.
Wiele razy odchodzilam. Wyjechałam do innego miasta żeby przed nim uciec ale zawsze wracam bo jak to zakochana kobieta chwytam się każdej nitki nadziei.
Nie umiem z nim rozmawiać. Prowokuje mnie, obraża, ma pretensje o wszystko i ciśnie a jak wybuchne, trzasnę drzwiami to moja wina. Jak nie chcę robić tego o co mnie prosi mówi że jestem złośliwa, że jestem okropnym człowiekiem, że jestem głupia bo nie pamiętam gdzie schowałam paragon.
Chciałabym żeby kiedyś wziął mnie za rękę i powiedział ,,wiem jak Ci ze mną czasem ciezko, wiem że często się przy mnie boisz, wiem że martwisz się o naszą przyszłość".
Eh...
ile ten "wesoły i nieszkodliwy"
ma abstynencji, czy coś z sobą robi, poza mówieniem jaki jest??
co Ty robisz z tym??
Chciałabym żeby kiedyś wziął mnie za rękę i powiedział ,,wiem jak Ci ze mną czasem ciezko, wiem że często się przy mnie boisz, wiem że martwisz się o naszą przyszłość".
Moim największym problemem w tej chwili jestem ja. .
tak naprawdę jesteś jedynym swoim problemem
i to jest dobra wiadomość ![]()
do czego Ci potrzebne branie "winy" na siebie??
Wiele razy odchodzilam. Wyjechałam do innego miasta żeby przed nim uciec ale zawsze wracam bo jak to zakochana kobieta chwytam się każdej nitki nadziei.
czy miłością jest zaślepienie? bo jeśli to jest Twój świadomy wybór, to w czym problem??
szczerze?? to się tylko jednej nitki łapiesz, zdecydowanie nie każdej, może tak
Nie umiem z nim rozmawiać.
raczej w ciemno można strzelać przy alkoholikach, dysfunkcjach, i innych "gadach"
że komunikacja mimo iż na pozór wydaje się że jest, to tak naprawdę leży i "kwiczy"
problemy z wyrażaniem siebie, swoich oczekiwań, odczuć, emocji, błędne interpretacje komunikatów z drugiej strony
często "słowa które ranią", nie spełnione oczekiwania, warunkowanie itd itp
żeby to miało rację bytu, musi być podobne po obu stronach, nie sądzisz??
być może się mylę, warto się zastanowić, może pozwalasz mu wchodzić w takie buty, mając podejście jak do "dziecka"
może tu zgrzyta, może warto spróbować "poza nawias" wyjść