Mimo, że mam za sobą 20miesięczny związek, to i tak z pewnością w sprawach damsko-męskich jestem nowicjuszką.
Tenże związek był toksyczny, nie przeczę - z mojej winy też, chociaż zdałam sobie z tego sprawę dopiero po zerwaniu. Tak to jest, że nie widzi się swojej winy ![]()
Wkurzałam się na niego dosłownie o wszystko, robiłam wyrzuty o największe bzdety, o każdą koleżankę, o głupie komentarze na nk, cokolwiek, byle się pokłócić i wytknąć, jak bardzo o mnie nie dba. Byłam straaaaaaaaaasznie zazdrosna. I chyba wiecie, zakazany owoc kusi najbardziej, bo po rozstaniu dowiedziałam się, że zdradził mnie z dziewczyną, której po prostu nienawidziłam, chociaż paradoksalnie jej nie znałam, ale to odrębna historia.
Przy aktualnym facecie stwierdziłam, że tym razem być tak nie może. Przy okazji wiedziałam, że trzymanie go w klatce będzie po prostu niemożliwe, wiedziałam jaki to typ faceta. Mnóstwo znajomych, w tym dużo, jak on to mówi psiapsiół, lubi imprezy i alkohol. Nastawiłam się na pełną akceptację... Na to, że nie mogę nim rządzić. Ma pełną swobodę, robi co chce, kiedy chce i z kim chce. Te jego przyjaciółki też mi nie przeszkadzają, w sumie to nawet mnie to uspokaja, daje mi powód do zaufania. Dlaczego? Bo mam pewność, że nie patrzy na każdą dziewczynę jak na obiekt seksualny; umie się przyjaźnić z płcią przeciwną. Ufam mu w 100%, aż sama się sobie dziwię, bo po doświadczeniach z poprzednim nie powinnam. A jednak, i cieszy mnie to.
Dodatkowo kompletnie nie umiem się na niego wkurzać... Nawet jak mnie czymś zdenerwuje, jak jest mi przykro czy coś, to jak już się z nim widzę, po prostu nie umiem mu tego wygarnąć! Co najwyżej na spokojnie wytłumaczę, że to i to mi się nie do końca podoba, ale to w sumie rzadko i najczęściej nie mówię nic i zostawiam sprawę w spokoju ;P
Wydawałoby się, że jest idealnie, praktycznie w ogóle się ze sobą nie kłócimy. Ale no właśnie, ze skrajności w skrajność, ja chyba nie umiem znaleźć niczego pomiędzy. Czy nie jestem ZA dobra? Nie chciałabym, by się później okazało, że to się obróci przeciwko mnie... Że zachłyśnie się to swobodą. O zdradę się w sumie nie martwię, nie wiem, jestem jakoś tego pewna. Chociaż może przyjdzie mi zapłacić za tę naiwność
?
Nie chciałabym, by myślał, że ja wybaczam wszystko i jestem w stanie wszystko znieść. Nie chcę też, żeby się okazało, że nie ma do mnie szacunku przez to właśnie, że jestem dla niego taka łagodna...
Nie wiem jak postępować z facetami
Jak byłam wredną, zrzędliwą zołzą - było źle, teraz, kiedy jestem dla niego idealna boję się, że znowu będzie źle...