Co kierowało? No cóż, chęć odseparowania się od człowieka, którego nie kochałam i który nie kochał mnie. Poza tym - moje małżeństwo było związkiem dwojga totalnie niedojrzałych osób, więc po prostu chciałam naprawić błąd z przeszłości, wieeelki błąd - jakim była decyzja o ślubie. Zresztą on wcale nie chciał się żenić, ja wręcz go do tego zmusiłam. Niestety, głupia byłam jak nie wiem.
Decyzja sama w sobie nie była trudna. Była jedyną możliwą. Wiesz, w tym związku byłam pod każdym względem zdominowana, stłamszona, czułam że się duszę, tracę swoją tożsamość, wręcz że moja dusza umiera. Dla mnie to była decyzja o przywróceniu sobie samej wymarzonej wolności i niezależności.
Przed: miałam depresję, bo ten związek totalnie zniszczył moje poczucie własnej wartości. W trakcie: to była jedna rozprawa, cieszyłam się na nią jak dziecko. Wierzyłam, że na pierwszej rozprawie się skończy i nie myliłam się. Po: czuję się wolna, wreszcie mogę robić to, na co mam ochotę. Koniec usługiwania i bycia na każde zawołanie jaśnie pana, koniec spełniania jego zachcianek. Nikt już nigdy więcej na mnie nie będzie krzyczał, nie podniesie ręki, nie zmusi do tego i owego.
Po prostu wolność i tyle... Tak, jestem szczęśliwa, ułożyłam sobie życie u boku wspaniałego mężczyzny, żałuję, że nie spotkałam go 10 lat wcześniej. Pracuję tam gdzie chcę, rozmawiam z kim chcę, czytam książki, na które mam ochotę. Jestem tutaj, na netkobietach (eksio był temu przeciwny). Robię milion rzeczy, wspinam się, chodzę na długie nocne górskie wycieczki, śpię na dziko, idę na żywioł. Odrodziłam się wewnętrznie. To była najtrafniejsza i najbardziej przemyślana decyzja w moim życiu - decyzja o rozwodzie
.