Starosc z Narcyzem - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 18 19 20

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1,046 do 1,094 z 1,094 ]

1,046

Odp: Starosc z Narcyzem

Dziękuję Wam bardzo za odpowiedzi! Moim problemem w tej relacji było niezrozumienie z czym się mierzę, dlatego w tym tkwiłam - myślałam -  'przecież to inteligenty człowiek, w końcu się ogarnie. Przecież jak ktoś chce z kimś być i ktoś mu mówi słuchaj tak nie może być, to ta osoba wyciąga wnioski' (zwłaszcza, że ja naprawdę jestem niekonfliktowa, nie wyolbrzymiam, nigdy nie byłam 'bluszczem' wiszącym na telefonie, mam swoje zainteresowania, hobby, zajęcia - ale też mocno stąpam po ziemi, wiem kiedy zwrócić uwagę i jak nie pozwalać siebie traktować).
Straszne jest to, ile osób żyje w takich związkach - czy też układach. To chyba dla ludzi, którzy na siłe chcą z kims byc, na zasadzie - ktokolwiek aby nie być samemu. Nie zwracają uwagi na brak szacunku, brak wspólnego celu w życiu, pozwalają na przekraczanie granic. Przerażające.

Zobacz podobne tematy :

1,047

Odp: Starosc z Narcyzem

KoloroweSny , naprawdę masz szczęście że z tego układu wyszlas.Posłuchaj co moglo by być ;
Kiedyś zobaczyłem zwiastun filmu który mnie zainteresował , ten film miał się pojawić  w kinie dopiero za dwa miesiące Nawet nie wyobrażasz sobie jak ja na niego czekałem myśląc codziennie.Później prawie przez dwie godziny stałem w kolejce by kupić bilet ,niestety  dostałem tylko na ranny seans ,więc musiałem wziąść wolne w pracy.
Nadszedł dzień seansu ,prawie godzinę wcześniej byłem już w kinie ,no wreszcie zaczął się film....
I wiesz co ? Gdzieś po 20-stu minutach się zorientowałem że to gniot totalny.☺ Jak myslisz? zostałem do końca seansu? no pewnie ,a wiesz dlaczego?
Bo szkoda mi było tych mych marzeń , nadziei ,tego oczekiwania , stania za biletem......
Dopiero w domu jak ochłonąlem , stwierdziłem , ależ ty jesteś glupi , straciłeś tyle czasu ,po co byłes do końca?
Wiesz ,ja miałem szczęście ,bo to było tylko 105 minut filmu ,120 minut stania po bilet i wiele nadziei.
Pomyśl proszę ile ty sobie zaoszczędzilas życia i czasu ,a uwierz ,zmam wiele związków ,które tak funkcjonują bo .....
Pozdrawiam ,fajny masz nick

1,048 Ostatnio edytowany przez ulle (2020-08-31 22:23:17)

Odp: Starosc z Narcyzem
KoloroweSny napisał/a:

Dziękuję Wam bardzo za odpowiedzi! Moim problemem w tej relacji było niezrozumienie z czym się mierzę, dlatego w tym tkwiłam - myślałam -  'przecież to inteligenty człowiek, w końcu się ogarnie. Przecież jak ktoś chce z kimś być i ktoś mu mówi słuchaj tak nie może być, to ta osoba wyciąga wnioski' (zwłaszcza, że ja naprawdę jestem niekonfliktowa, nie wyolbrzymiam, nigdy nie byłam 'bluszczem' wiszącym na telefonie, mam swoje zainteresowania, hobby, zajęcia - ale też mocno stąpam po ziemi, wiem kiedy zwrócić uwagę i jak nie pozwalać siebie traktować).
Straszne jest to, ile osób żyje w takich związkach - czy też układach. To chyba dla ludzi, którzy na siłe chcą z kims byc, na zasadzie - ktokolwiek aby nie być samemu. Nie zwracają uwagi na brak szacunku, brak wspólnego celu w życiu, pozwalają na przekraczanie granic. Przerażające.


Zgadza się, ale ja i tak jestem pewna, że gdyby ludzie mieli wiedzę na temat zaburzeń i jak może okazać się dla nich niebezpiecznym wkraczanie w tego typu relacje, to podejrzewam, że ludzkich dramatów byłoby znacznie mniej.
Sama widzisz to na własnym przykladzie. Gdybyś te kilka lat temu wiedziała na czym polega narcyzm, to po pierwsze od razu byś to rozpoznała, a po drugie w życiu nie weszlabys w osobista relacje z kimś takim.
Mam też nadzieję, że przyjdą kiedyś czasy, gdy przemoc psychiczna, emocjonalna będzie surowo karana. Dopóki tacy ludzie mogą działać bezkarnie, to będzie tylko coraz gorzej, bo przecież czasy, w których żyjemy sprzyjają takim ludziom, a wręcz ich promują.
Nie zawsze ofiarami padają osoby, które kierują się tym, że lepsze portki byle jakie niż gola doopa na wierzchu.
Mnóstwo niezależnych, wykształconych i mądrych kobiet uwiklanych jest w takie związki, tyle tylko że one chyba szybciej orientują się, że wokół nich dzieje się coś dziwnego, chorego po prostu i mają możliwości, by uciec oraz szybko się zregenerować, mają kasę i na terapie, i na zmianę miejsca zamieszkania. Naturalnie, mężczyzn też często zaszczyca swoją osobą narcyzka i niczego nieświadomy facet chodzi jak skołowany, a na koniec ląduje u seksuologa, bo ma problemy z potencją.

I widzisz, naprawdę smutne jest to, że dla takich zaburzonych naprawdę nie ma ratunku, ponieważ oni w ogóle nie wyciągają wniosków tzn wyciągają wnioski, ale tylko pod tym kątem, by wycwanic się jeszcze bardziej.
Ten twój nie chciał niczego wyjaśniać ani w żaden inny sposób pracować nad sobą, bo on uważa, że jeśli jest jakiś problem, to tylko z Tobą.
Oni oczekują miłości bezwarunkowej i tak manipulują kobieta, by ta non stop chciała im udowadniać, że zasługuje na niego, bo kocha bezwarunkowo. Jeśli narcyz czegoś nie dostaje, to w pięć sekund traci zainteresowanie kobieta, a ona podwiadomie cały czas to wyczuwa. Wyczuwa ulotność  tego zwiaxku. Związek z narcyzem zawsze trzyma się na cienkiej nitce, która w każdej chwili może zostać zerwana. Tam nie ma niczego pewnego, żadnej podstawy, która sprawiałaby, że mogłabyś czuć się bezpieczna. On może spotkać się zvToba i  sprawić, że to spotkanie będzie cudowne, a następnego dnia zostawi Cię bez słowa i nie będzie widział w tym niczego złego. Bo dlaczego miałby dalej być fajny, skoro on już fajny był wczoraj, a dzisiaj mu się nie chce.
To są ludzie, z którymi nie idzie się dogadać, bo rację zawsze mają oni, a jeśli Ty masz inne zdanie, to jesteś głupia, niedouczona albo niezrównoważona.
Nie są zdolni do zbudowania zdrowego satysfakcjonującego obie strony związku. To co tworzą zawsze jest nienormalne. Już sama nie wiesz czy Ty jesteś głupia, czy on i czy rzeczywiście widzisz to, co widzisz, czy nie widzisz nic, a tylko Ci się wydaje, że widzisz. Człowiek chodzi z wielkim znakiem zapytania nad głową. Niczego nie idzie wyjaśnić z taką osobą ani, tym bardziej, dogadać się i potem razem trzymać się wspólnych ustaleń. To jest po prostu niemożliwe. Nie będzie odbierał telefonów, nie będzie odpowiadał na smsy, no totalny pat.
Normalni ludzie pokłócą się, ale potem starają się wyjaśnić sobie nieporozumienia i jakoś się dogadują. Z narcyzem czegoś takiego nigdy się nie doczekasz.
Naprawdę radzę Ci, żebyś zakończyła te absurdalna znajomość. Trwanie w permanentnym stresie jest bardzo niebezpieczne i dla zdrowia psychicznego, i dla zdrowia somatycznego człowieka. Naprawdę to nie są żarty. Można nabawić się wielu, wielu chorób i latami leczyć się psychicznie po takiej przygodzie, nie dwa tygodnie albo trzy, tylko całymi latami.

Wydaje mi się, że Ty masz fantastyczny charakter, chociaż musisz mieć jakieś deficyty, skoro wytrzymałas z tak dziwnym człowiekiem aż cztery lata. Chociaż z drugiej strony jestem skłonna uwierzyć w to, że Ty po prostu nie miałaś wiedzy, by pojąć w czym właściwie jesteś i dlatego w tym tkwilas.
Jeśli teraz do niego wrócisz, to biorąc pod uwagę Twój charakter i świadomość tego, kim jest ten facet, to długo z nim nie będziesz. Będziesz uważnie go obserwowała i wyciągała właściwe wnioski.
Szybko przejdą Ci jakiekolwiek uczucia do tego faceta.
Pisze Ci o tym, byś nie spinała się za bardzo, bo nawet jeśli przegrasz jedna bitwę, to i tak wygrasz cała wojnę.
Ja zrobiłam taki eksperyment, jak nazwał to paslawek i mając wiedzę oraz 100% pewności z kim mam do czynienia, po ponad czterech latach rozłąki wróciłam do tego faceta. To było straszne doświadczenie, ale pomogło mi raz na zawsze pozbyć się jakiejkolwiek niepewności, że to może jednak nie narcyz, tylko zwykły debil i burak.
To jednak był narcyz, wręcz książkowy. Facet w dość zaawansowanym wieku i dalej narcyz, niczego nie zrozumiał, niczego nie pojął, chociaż mnie traktował bardzo dobrze, miał w tym po prostu interes.
Tak więc, na wypadek gdyby jednak skusiło Cię wrócić do niego, to przy Twoim charakterze dałabyś sobie radę. Już po jedn dniu spędzonym z nim miałabyś 100 % pewności, że to narcyz i szybko minęły by Ci wszelkie uczucia do niego. Marxylabys tylko o tym, by jak najszybciej znaleźć się w domu. Ja po tym ostatnim zerwaniu z tym facetem wracałam do domu szczęśliwa, śmiałam się do siebie, pekalam wręcz że śmiechu, nogi same mnie niosły. To był cudowny dzień. Od tamtej pory nawet przez sekundę nie żałowałam, że odrzuciłam milionera i to wszystko, co on ofiarował mi w zamian za to, że zostanę z nim na jego stare lata.
Pisz, gdy tylko będziesz miała gorsza chwilę albo gdy ogarnie Cię zwątpienie co do swoich racji.
Literówki zaraz poprawię.

Aha, już dwa dni po tym, jak z nim skończyłam i wyjechałam on od razu zaczął z jakąś 25 lat młodsza od niego. Okazało się, że był z nią ponad dwa lata, ale dowiedział się, że jego życie wisi na włosku, więc tamta odstawił na boczne tory i intensywnie zajął się mną. Ze mną nic nie wyszło, więc tamta kobietę przywrócił do łask i z tego, co wiem już dwa dni później pojechała z nim na weekend do jego posiadłości. Podobno skakała że szczęścia, że znowu jest w laskach, a zrobił jej przerwę od sierpnia ubiegłego roku do lutego tego roku. Dziewczyna cały czas na niego czekała. Tak miała wyprany mózg.
Mnie to już chyba nic nie zdziwi i nie zaskoczy.

1,049 Ostatnio edytowany przez KoloroweSny (2020-09-01 15:03:03)

Odp: Starosc z Narcyzem

Tak, zdecydowanie szkoda, że nie ma jakiś zajęć z psychologii, które by bardziej przystosowywały do życia. Jeszcze jak te wszystkie sytuacje (niekoniecznie narcyzm, całe spektrum toksycznych zachowan/ludzi) trafiaja na osobę silna to jakos sobie da radę. Jak na kogoś słabszego to nie chce myśleć jakie mogą być rezultaty.
Dzięki za komplement odnośnie charakteru. Nie wiem czy bym sobie poradziła, generalnie szkoda mi po prostu czasu i nerwów na takie podchody/zabawy. Myślę, że bym próbowała wymusić zmianę tych zachowań, bo tak się po prostu nie da żyć. Nie chciałoby mi się ciągle bawić w jakieś kretyńskie cisze i zastanawianie się nad wszystkim - po co to komu? Poza tym ja nie wiem czy on się odezwie, nie chce się zastanawiać - wykorzystam ten czas na sama siebie.
Teraz już patrzę inaczej, wcześniej nie wiedziałam o co chodzi - bardziej się zastanawiałam że może on nie chce ze mną być że coś mu nie pasuje (nie mam kompleksów, próbowałam po prostu zrozumieć). Czy mam jakieś deficyty? Hmm wydaje mi się, że raczej mam teraz już potrzebę stabilizacji i poukladania sobie życia - dobrze się dogadywaliśmy więc myślałam, że wystarczy wyjasnic/pogadać i ogarnac te słabsze sytuację. W końcu każdy ma jakieś wady, nie? - taki miałam schemat myślenia.

Co do nowej panny Twojego byłego, ciekawa sytuacja. Mówiłaś, że jest bogaty - może to ja ciagnie? Imponuje kasa/materializm/pozycja? Korzysta póki ma opcje, a tak żyje normalnie przez ten czas kiedy on się nie odzywa? Ciężko mi zrozumieć, że ktoś może myśleć że po takich sporadycznych kontaktach może wyjść coś głębszego-związek... A może ja kręci friends&benefits? A jak czekała aż jaśnie pan się zdecyduje... Szkoda mi takich ludzi, ale każdy jest kowalem swojego losu. Jak nie szuka odpowiedzi co za dziwne zachowanie i udaje że wszystko ok... Cóż smile

1,050

Odp: Starosc z Narcyzem

Tematy narcystycznych zachowań podczytuję już  od dawna. Do tego co przeczytałam w tym wątku w zasadzie nie ma czego dodawać, bo można mnożyć tylko kolejne identyczne historie. Dla mnie to jest jakiś fenomen, że oni wszyscy są jakby uczeni z tej samej szkoły. Najtragiczniejsze jest to, że tak mało osób ma świadomość, że cos takiego funkcjonuje w tym świecie. Mało nie mało, bo jak się okazuje ofiar jest wiele. Ale zwykle otoczenie takiej osoby nie ma o tym pojęcia, a my zastanawiamy się czy to my nie upadliśmy na głowę, bo nawet nie potrafimy często powiedzieć co się dzieje.

Może gdybym z 15 lat temu miała więcej samoświadomości to dziś nie produkowałabym tych treści, które muszę z siebie po prostu wyrzucić. Ulle, już skrót mojej historii znasz, nie kontynuowałam wątku, bo w zasadzie racja jest taka, że dyskusji wielkiej w tym nie ma. W każdym razie dodając cegielkię do tematu, ja po przerwie i po terapii oraz po dokładnym zbadaniu tego co mnie spotkało, świadomie weszłam ponownie tę relacje, bo wtedy na tamten czas wierzyłam, że z świadomością, którą mam jest to wszystko do opanowania. No i było, przez kolejne 4 lata, naprawdę, z ręką na sercu mogę powiedzieć, że nie miałam się do czego przyczepić, bo dla mnie było dobrze, a pewne rzeczy/cechy zaakceptowałam i mi nie przeszkadzały. Naprawdę wierzyłam, że teraz już tak będzie i jak kubeł wody na łeb, znowu mu odwaliło i porozumieć się z tym czymś, co z niego wylazło to się nie da. Bo na tę karykaturę to nawet odpowiedniej nazwy nie ma. Projektowanie na mnie i karanie milczeniem słabo się sprawdziło, dlatego podejmowaliśmy rozmowy, ale próby rozmów kończyły się kłótniami i znowu wyrzucaniem jakichś wyimaginowanych jak dla mnie rzeczy, w każdym razie no jak uważa, nie odbieram mu prawa do czucia tego co poczuł, ja też swoje powiedziałam. Z tym, że dla mnie atmosfera powinna być oczyszczona, a on się tapla w swoich urojeniach. Nie czuje się winna aktualnej sytuacji. Ale brakuje mi już sił i cierpliwości do niego, bo to jest mur. Oczywiście klasycznie z tego wszystkiego dalej w sumie nie wiadomo o co chodzi. Jak dla mnie o to, że jest nadal niedojrzały emocjonalnie, stoi w rozkroku i nie potrafi ruszyć w życiu z pewnymi tematami, wiecznie się zasłania wszystkim, ale nie przyzna, że nie potrafi podjąć decyzji, a moje oczekiwania tylko przypieczętowały obecny stan. Po ostatniej kłótni wydawało mi się, że powoli wychodzi z tego, ale jednak nie. Dziś przyłapałam go na ściemnianiu, ja normalnie z humorem podeszłam do tematu a ten się obruszył, więc już śmierdziało i tylko mnie utwierdziło w tym co myślę.

Teraz jest środek nocy, nie śpię z tego wszystkiego, bo pan dziś prawdopodobnie raczej nie zaszczyci mnie swoją obecnością we własnym domu - znacie to pewnie? X lat temu raz mu się zdarzyła taka akcja, po której wyprowadziłam się i oczywiście to nie jest typ, z którym można się rozstać w normalnych warunkach. Nie wiem, czy być może nie ma kogoś na boku, bo tu teraz wszystko jest możliwe. Z początku nie wydawało mi się i nie zakładałam tego, ale teraz sama już nie wiem,bo coraz więcej mi się tu nie podoba.

I tak mnie to boli wszystko wewnętrznie.. Bo w gruncie rzeczy nie uważam go za złego człowieka, ale jak coś się z nim dzieje to jest jak na pstryknięcie palcem, z dnia na dzień i jakbym miała doczynienia z zupełnie innym człowiekiem. Z jednej strony boli, z drugiej zaczyna mi być obojętne czy z nim będę, bo katować siebie poczuciem winy jak kiedyś to już nie będę. A w tym co się dzieje od 2 miesięcy po prostu nie ma "nas". Żal mi tych wszystkich lat, bo wydawało się już, że stworzyliśmy coś fajnego. A to tylko domek z kart.. Przykro.

1,051 Ostatnio edytowany przez ulle (2020-09-04 07:21:12)

Odp: Starosc z Narcyzem
moon_light napisał/a:

Tematy narcystycznych zachowań podczytuję już  od dawna. Do tego co przeczytałam w tym wątku w zasadzie nie ma czego dodawać, bo można mnożyć tylko kolejne identyczne historie. Dla mnie to jest jakiś fenomen, że oni wszyscy są jakby uczeni z tej samej szkoły. Najtragiczniejsze jest to, że tak mało osób ma świadomość, że cos takiego funkcjonuje w tym świecie. Mało nie mało, bo jak się okazuje ofiar jest wiele. Ale zwykle otoczenie takiej osoby nie ma o tym pojęcia, a my zastanawiamy się czy to my nie upadliśmy na głowę, bo nawet nie potrafimy często powiedzieć co się dzieje.

Może gdybym z 15 lat temu miała więcej samoświadomości to dziś nie produkowałabym tych treści, które muszę z siebie po prostu wyrzucić. Ulle, już skrót mojej historii znasz, nie kontynuowałam wątku, bo w zasadzie racja jest taka, że dyskusji wielkiej w tym nie ma. W każdym razie dodając cegielkię do tematu, ja po przerwie i po terapii oraz po dokładnym zbadaniu tego co mnie spotkało, świadomie weszłam ponownie tę relacje, bo wtedy na tamten czas wierzyłam, że z świadomością, którą mam jest to wszystko do opanowania. No i było, przez kolejne 4 lata, naprawdę, z ręką na sercu mogę powiedzieć, że nie miałam się do czego przyczepić, bo dla mnie było dobrze, a pewne rzeczy/cechy zaakceptowałam i mi nie przeszkadzały. Naprawdę wierzyłam, że teraz już tak będzie i jak kubeł wody na łeb, znowu mu odwaliło i porozumieć się z tym czymś, co z niego wylazło to się nie da. Bo na tę karykaturę to nawet odpowiedniej nazwy nie ma. Projektowanie na mnie i karanie milczeniem słabo się sprawdziło, dlatego podejmowaliśmy rozmowy, ale próby rozmów kończyły się kłótniami i znowu wyrzucaniem jakichś wyimaginowanych jak dla mnie rzeczy, w każdym razie no jak uważa, nie odbieram mu prawa do czucia tego co poczuł, ja też swoje powiedziałam. Z tym, że dla mnie atmosfera powinna być oczyszczona, a on się tapla w swoich urojeniach. Nie czuje się winna aktualnej sytuacji. Ale brakuje mi już sił i cierpliwości do niego, bo to jest mur. Oczywiście klasycznie z tego wszystkiego dalej w sumie nie wiadomo o co chodzi. Jak dla mnie o to, że jest nadal niedojrzały emocjonalnie, stoi w rozkroku i nie potrafi ruszyć w życiu z pewnymi tematami, wiecznie się zasłania wszystkim, ale nie przyzna, że nie potrafi podjąć decyzji, a moje oczekiwania tylko przypieczętowały obecny stan. Po ostatniej kłótni wydawało mi się, że powoli wychodzi z tego, ale jednak nie. Dziś przyłapałam go na ściemnianiu, ja normalnie z humorem podeszłam do tematu a ten się obruszył, więc już śmierdziało i tylko mnie utwierdziło w tym co myślę.

Teraz jest środek nocy, nie śpię z tego wszystkiego, bo pan dziś prawdopodobnie raczej nie zaszczyci mnie swoją obecnością we własnym domu - znacie to pewnie? X lat temu raz mu się zdarzyła taka akcja, po której wyprowadziłam się i oczywiście to nie jest typ, z którym można się rozstać w normalnych warunkach. Nie wiem, czy być może nie ma kogoś na boku, bo tu teraz wszystko jest możliwe. Z początku nie wydawało mi się i nie zakładałam tego, ale teraz sama już nie wiem,bo coraz więcej mi się tu nie podoba.

I tak mnie to boli wszystko wewnętrznie.. Bo w gruncie rzeczy nie uważam go za złego człowieka, ale jak coś się z nim dzieje to jest jak na pstryknięcie palcem, z dnia na dzień i jakbym miała doczynienia z zupełnie innym człowiekiem. Z jednej strony boli, z drugiej zaczyna mi być obojętne czy z nim będę, bo katować siebie poczuciem winy jak kiedyś to już nie będę. A w tym co się dzieje od 2 miesięcy po prostu nie ma "nas". Żal mi tych wszystkich lat, bo wydawało się już, że stworzyliśmy coś fajnego. A to tylko domek z kart.. Przykro.

Przecież wiesz doskonale na czym polega problem w takich związkach, to na co jeszcze czekasz? Zakończ to jednym cięciem i zacznij w końcu normalnie żyć.
Ja mam swoje lata i według stereotypów myślowych, utartych przekonań praktycznie nie powinnam mieć już szans na znalezienie kogoś sensownego, czyli takiej osoby, z która dałoby się żyć na co dzień. I wiesz co, zaczynam widzieć światełko w tunelu, nie chce za dużo pisać, żeby nie zapeszyc, ale trafiłam na fajnego człowieka. Obserwuje jego zachowania że zdumieniem, że można być takim czytelnym i normalnym, że można tak bardzo być sobą. Wszystko jest więc możliwe. Zamykasz jedne drzwi, to otwierają się następne, niezależnie od wieku. Ważne jest tylko zdrowie, bo jeśli je masz, to wszystko jest możliwe i w zasięgu ręki.
Takie toksyki, jak ten Twój albo kolorowych snów nigdy nie kończą się dobrze. Bo co to znaczy dobrze? Czy dobrze oznacza, że kończą się ślubem i może nawet założeniem rodziny? I to miałby być ten szczęśliwy finał? No przecież nie. Co z tego, że on po tylu latach w końcu ożeniłby się z Tobą? Czy przez to ten związek nagle miałby wyzdrowieć? Dopiero po ślubie on pokazałby jeszcze bardziej dokładnie swoje oblicze. Strach się bać.
Nie należy wchodzić w żadne układy, nie tylko osobiste, z takimi ludźmi, bo one zawsze są chore i są umieralnia za życia. Trzeba powiedzieć sobie prosto w twarz, że wielką głupotą jest trwać przy tak głęboko zaburzonym człowieku i to jeszcze mając pełna świadomość tego, z kim się jest Niczego dobrego od niego nie dostaniesz, a to dobre, które on dostał/dostaje od Ciebie jest natychmiast pochłonięte, tak jakbyś waliła w wor bez dna. Nie ma końca Twoich poświęceń, Twojego czekania, wyrozumiałości, czułości i dobrych intencji. Jest tylko dawca i biorca. Znajdź chociaż kawałek dobrego, zrównoważonego mężczyzny u porównaj go do tego Twojego. Toż to jak niebo i ziemia, nijak nie da się ich porównać, bo między nimi nie ma żadnego punktu odniesienia. Tkwiąc w tej swojej beznadziei dama siebie okradasz z możliwości smakowania prawdziwego życia. Nawet nie wiesz, jaka to przyjemność, gdy masz do czynienia z normalnym, fajnym człowiekiem. Budzisz się codziennie bez leku i bez ciar na plecach, że matko święta, co dzisiaj się wydarzy, bez tej guli na wysokości krtani,vwstajesz i zaczynasz normalny dzień. Chcesz wykonać telefon do nowego, zdrowego na głowę znajomego, to robisz to i nie masz przy tym spoconych że strachu, że nie odbierze dłoni, niczego się nie boisz i rozmawiasz z tym kimś, jako ty, jesteś sobą, nie ma w tobie żadnej niepewności, żadnego leku. Ja teraz tak mam i uwierz mi, to zupełnie inne życie. Nawet jeśli moja nowa znajomość nie potoczy się w oczekiwanym przeze mnie kierunku, to i tak będzie mi miło, bo zaznałam trochę normalności, że uwierzyłam iż naprawdę są fajni ludzie, znowu poczuje się tak jak kiedyś, zanim wpakowałam się w wieloletnie szambo, które kosztowało mnie mnóstwo zdrowia, nerwów i czasu, a przecież doprowadziło mnie dokładnie w to samo miejsce, z którego wyszłam. Lata spędzone z takimi ludźmi zawsze są latami zmarnowanym i, pełnymi stresu, upokorzeń itd.
Jeszcze dzisiaj opuść jego dom i wróć do siebie. Stać Cię przecież na to i naprawdę raz na zawsze skoncz ten koszmar.
Dasz sobie radę, ponieważ ot tak, w jednej chwili, od pstryknięcia palcem zmieni się coś w Tobie  i góry będziesz przenosić, a on z tej perspektywy wyda Ci się małym, żałosnych człowieczkiem.
Jeszcze raz- zakończ to.

1,052 Ostatnio edytowany przez ulle (2020-09-04 07:32:29)

Odp: Starosc z Narcyzem
KoloroweSny napisał/a:

Tak, zdecydowanie szkoda, że nie ma jakiś zajęć z psychologii, które by bardziej przystosowywały do życia. Jeszcze jak te wszystkie sytuacje (niekoniecznie narcyzm, całe spektrum toksycznych zachowan/ludzi) trafiaja na osobę silna to jakos sobie da radę. Jak na kogoś słabszego to nie chce myśleć jakie mogą być rezultaty.
Dzięki za komplement odnośnie charakteru. Nie wiem czy bym sobie poradziła, generalnie szkoda mi po prostu czasu i nerwów na takie podchody/zabawy. Myślę, że bym próbowała wymusić zmianę tych zachowań, bo tak się po prostu nie da żyć. Nie chciałoby mi się ciągle bawić w jakieś kretyńskie cisze i zastanawianie się nad wszystkim - po co to komu? Poza tym ja nie wiem czy on się odezwie, nie chce się zastanawiać - wykorzystam ten czas na sama siebie.
Teraz już patrzę inaczej, wcześniej nie wiedziałam o co chodzi - bardziej się zastanawiałam że może on nie chce ze mną być że coś mu nie pasuje (nie mam kompleksów, próbowałam po prostu zrozumieć). Czy mam jakieś deficyty? Hmm wydaje mi się, że raczej mam teraz już potrzebę stabilizacji i poukladania sobie życia - dobrze się dogadywaliśmy więc myślałam, że wystarczy wyjasnic/pogadać i ogarnac te słabsze sytuację. W końcu każdy ma jakieś wady, nie? - taki miałam schemat myślenia.

Co do nowej panny Twojego byłego, ciekawa sytuacja. Mówiłaś, że jest bogaty - może to ja ciagnie? Imponuje kasa/materializm/pozycja? Korzysta póki ma opcje, a tak żyje normalnie przez ten czas kiedy on się nie odzywa? Ciężko mi zrozumieć, że ktoś może myśleć że po takich sporadycznych kontaktach może wyjść coś głębszego-związek... A może ja kręci friends&benefits? A jak czekała aż jaśnie pan się zdecyduje... Szkoda mi takich ludzi, ale każdy jest kowalem swojego losu. Jak nie szuka odpowiedzi co za dziwne zachowanie i udaje że wszystko ok... Cóż smile

Wiedziałam, że jesteś za bardzo pragmatyczna i konkretna, żebys dalej chciała bawić się w kotka i w myszkę.
Twoim problemem był tylko i wyłącznie brak wiedzy w czym Ty właściwie jesteś, o co tu chodzi, co odkrywasz na każdym kroku, CO TO DO CHOLERY WLASCIWIE JEST. Jesteś super.
Co do tej kobiety, która znowu jest w laskach. Nie znam jej osobiście, ale to podobno bardzo spokojna i łagodna kobieta. Finansowo cienko przedzie, ma prawie dorosła córkę, ona ciężko u niego pracuje, gdy jest zaproszona na weekend, bo sprząta mu chałupę, gotuje żarcie na nadchodzący tydzień, jest bardzo ale bardzo za nim. Szkoda mi jej i słuchając opowieści o niej, to jakbym słuchała o sobie sprzed lat. Też taka byłam. Na kolanach wyrywalam chwasty w jego ogrodzie, robiłam słoiki, no działy się cuda.
Ona jest na takim etapie, na jakim ja byłam kiedyś.

Trzymam kciuki.

1,053

Odp: Starosc z Narcyzem

Dzięki, za każde słowo. To dużo dla mnie znaczy, że mogę porozmawiać z osobami, które jak nikt inny zrozumieją co to za bagno.. Zanim poznałam jego miałam na koncie też nieudane relacje, wtedy też mocno przeżywałam, ale to nie było takim piekłem jak rozstania z narcyzem. Kiedyś myślałam, że spotkismy się za wcześnie, że byłam za młoda, teraz Bogu dziękuję, bo mimo wszystko bardzo dużo się nauczyłam i w tym wypadku lepiej wcześniej niż później.

Niewiele dziś spałam, oczywiście nie wrócił. Nawet nie raczył się już od wczoraj odezwać jakkolwiek. On przecież "nie musi się tłumaczyć". Wstałam i pojechałam do siebie. Siedzę i czuję totalną pustkę, łzy płyną mi same po policzkach, że ta głupia historia kolejny raz zatoczyła krąg.
Dla mnie to "dobrze" oznaczało po prostu normalne życie, ale brakowało pewnych elementów do tej normalnosci. Na ślubie przestało mi zależeć już dawno, to nie był mój priorytet życiowy w tym momencie. Przed moją zmianą zdecydowanie poświęcałam się za bardzo, a to co teraz określiłabym normalnym staraniem się w związku. To co najbardziej mnie wkurza to te tchórzostwo, że jemu o coś chodzi, ale nie powie, nie określi wprost że koniec i rozstajemy się, tylko że doprowadza mnie do takiej ściany żeby wszystko było przeze mnie. I jeszcze pretensje.
Jeśli to ma być koniec, to przysięgłam sobie, że to już ostatni raz.
Być może to dziwne, ale nawet myśl, że może mnie zdradza nie robi na mnie dużego wrażenia, bo wiem, że on i tak raczej nie stworzy z nikim normalnego związku..

1,054

Odp: Starosc z Narcyzem

moon_light

Ty chyba ogólnie znowu postawiłaś go na pierwszym miejscu, prawda? Aż żal ściska jak czytam kolejne takie sytuacje, z boku to wygląda jak znęcanie - naprawdę... Wyszedł z domu i cisza, zamiast przyjść, porozmawiać...30min rozmowy i nie byłoby takiej sytuacji jaką masz. Płacz, oczyść się, wyrzuć emocje. I ja się wcale nie dziwie, że wróciłaś do tego, pewnie świadoma - kochałaś nadal, wierzyłaś, że z tą wiedzą teraz się coś zmieni... Trzymaj sie, pisz w razie złego samopoczucia.

Ulle - zgadza sie nie chce mi się bawić i się bawić nie będę, decyzji nie zmienie. A co do serca - ono jest glupie, rozdarte, tęskni... idzie weekend pewnie będę miała doła. Uwierz, że gdyby była opcja zmiany jego nastawienia i tych kretyńskich zachowan to dałabym wszystko. Póki co mam ułatwioną sprawę, milczenie trwa, moja kara trwa.

1,055

Odp: Starosc z Narcyzem
KoloroweSny napisał/a:

moon_light

Ty chyba ogólnie znowu postawiłaś go na pierwszym miejscu, prawda?


Nie do końca, tzn. był dla mnie bardzo ważny, to chyba normalne,ale nie pozwoliłam sobie zrobić tego co na początku. Nie odcięłam się od znajomych, wychodzę na spotkania, potrafię zająć się sobą, mam dodatkowe zajęcia poza pracą i ogólnie mam poczucie, że rozwijam się jako osoba. Z tym nie ma problemu, choć z wiadomych powodów oststnio nie mam na nic ochoty.

KoloroweSny napisał/a:

zamiast przyjść, porozmawiać...30min rozmowy i nie byłoby takiej sytuacji jaką masz.

Podejmowaliśmy rozmowy kilka razy, ku mojemu zdziwieniu za pierwszym razem z jego inicjatywy i wtedy czułam i widziałam to tak , że naprawdę chcial się pogodzić, nawet mnie przeprosił, nigdy wcześniej nie potrafił wypowiedzieć tego słowa. Ale w tej pierwszej rozmowie po prostu powiedziałam coś co jego zabolało, moim zdaniem źle mnie zrozumiał, ale uczepił się tego, stwierdzil że teraz ma nad czym rozmyślać, a później że musi to sobie wszystko poukładać. Od tamtej pory wciąż jest do bani. Pokłóciliśmy się kilka razy o to, dla mnie to jakieś nieporozumienie, które urosło do rangi nie wiadomo czego. Teraz tylko utwierdzam się w przekonaniu, że tam jest drugie dno w postaci innej osoby, a ta szopka to tylko przykrywka żeby na końcu znowu stwierdzić że "nie dogadujemy się". A nie sorry, podobno to ja nie umiem rozmawiać. Tylko do opcji osoby trzeciej nie pasowało mi to, że naprawdę kilka razy były chęci z jego strony, ale ja też miałam pewne oczekiwania i się postawiłam i nie dostałam kary milczenia.

KoloroweSny napisał/a:

A co do serca - ono jest glupie, rozdarte, tęskni... Uwierz, że gdyby była opcja zmiany jego nastawienia i tych kretyńskich zachowan to dałabym wszystko. Póki co mam ułatwioną sprawę, milczenie trwa, moja kara trwa.

Czuję dokładnie to samo...
Swoją drogą karanie milczeniem to okrutna przemoc i tak masz rację, to jest znęcanie się. Szkopuł w tym, że jak ktoś Cię pobije to to widać, a po czymś takim jesteśmy rozwalone w środku na proch, śladów zbrodni brak.

1,056

Odp: Starosc z Narcyzem

Dziewczyny, bo z ludźmi tego typu, to jest tak, że kto kogo pokona, jakieś głupie i kompletnie irracjonalne przeciąganie liny. Nie wiem komu zdrowemu na umyśle miałoby coś takiego przynieść satysfakcję.
No, ale  jeśli ktoś lubi bawić się w coś takiego, to trudno, ludzie mają różne upodobania.
Ja osobiście nigdy więcej nie dam się nikomu wciągnąć w tego rodzaju sytuacje.

Moon_light, super że wyszłaś z jego domu i jesteś już u siebie. To nic że teraz płaczesz. Minie Ci to, a to nic więcej, jak sposób odreagowania Twojej psychiki na długotrwały stres.
"Dobrze" to znaczy normalnie. Zobacz jakie to żałosne, że tak mało chcesz dla siebie. To powinno być oczywistością nad oczywistościami, że w związku ma być dobrze i obie strony powinny o to dbać, w końcu we własnym interesie. Ty natomiast chwytasz się jak tonący brzytwy, chociaż dla innych kobiet, które są z fajnymi facetami nawet do głowy by nie przyszło, że mogłoby być inaczej.
Zapamiętaj, że tzw bycie z takimi ludźmi to niebezpieczna "zabawa". Tam nie ma niczego pewnego, w każdej chwili możesz dostać kula w łeb. Nie wiesz, co w danej chwili trzasnie w łeb takiego człowieka, co sobie uroi i za co właściwie znowu będziesz ukarana.
Nie wracaj już do tego wspaniałego związku, bo nic dobrego tam na Ciebie nie czeka. Nie istnieje taka opcja, że wszystko skończy się dobrze.
A dlaczego nie chcesz mieć rodziny? Zrezygnowałas z takich marzeń, bo w głębi serca wiedziałaś, że on nie będzie chciał ułożyć sobie z Tobą życia? I z czego jeszcze chciałabyś zrezygnować, byle tylko móc go widywać?

Zostaw to w cholerę i zacznij żyć w spokoju, bez tego wiecznego napięcia i trwania w niepewności.

1,057

Odp: Starosc z Narcyzem

I co teraz zamierzasz zrobić?

1,058

Odp: Starosc z Narcyzem

Co zamierzam.. Dobre pytanie. Póki co oswajam się z tą myślą o zakończeniu definitywnym, bo albo skończę i rozpocznę proces leczenia, albo będę się taplać i schodzić na dno w sytuacji, w której nie mam nawet skrawka informacji na temat tego, o co mu tak w ogóle chodzi. Już przerobilam kiedyś. Spod dna ciężko się wychodziło. Odezwał się to gadałam z nim trochę dzisiaj, ale ta powiedzmy rozmowa tylko utwierdziła mnie w powyższym. Choćby człowiek na rzęsach stanął, no nie pogadasz z takim jak z dorosłym człowiekiem. Jak nie podejdziesz to i tak zobaczy tylko własny czubek nosa, a złapany za rękę powie, że nie jego. Mówię konkret, a on z d.. strony dalej kretynke ze mnie robi. Musiałabym go nie znać żeby uwierzyć. Teraz zamilknął.

Mam tyle fajnych planów życie i wszystko jakoś mi zbledło. Z nim czy bez niego.. Tylko wziąść się jakoś w garść.

1,059

Odp: Starosc z Narcyzem
ulle napisał/a:

Wiedziałam, że jesteś za bardzo pragmatyczna i konkretna, żebys dalej chciała bawić się w kotka i w myszkę.
Twoim problemem był tylko i wyłącznie brak wiedzy w czym Ty właściwie jesteś, o co tu chodzi, co odkrywasz na każdym kroku, CO TO DO CHOLERY WLASCIWIE JEST. Jesteś super.
Trzymam kciuki.

Wiesz, bawić się nie chce, a tak jak pisałaś mi wcześniej, na jasną sytuacje z jego strony nie mam co liczyc. Dla mnie tak pozostawiona sprawa jest jakby w zawieszeniu jakimś i dlatego ciężko mi to akceptować. Też fajnie to nazwałaś wyżej - takie przeciąganie liny, kto kogo dłużej przetrzyma. Mam nadzieje, ze to mi minie, może się nasila przed weekendem i wolnym.

moon_light
A może daj sobie chwilkę aż emocje opadną, przemyśl temat. Może za wcześnie nastąpiła ta rozmowa, dlatego też tak poszła? Mimo wszystko się do Ciebie odezwał, w nieudolny sposob no ale... jak po jakimś czasie rozmowa na argumenty i jakieś postanowienia nie zadziała to bym zrezygnowała.
Chciałam się zapytać, czy Ty naprawdę zrezygnowałaś z wizji rodziny? A jakbyś miała innego człowieka u swojego boku ? Za niedługo może być za późno, czy na pewno nie będziesz zalowac?

1,060

Odp: Starosc z Narcyzem
KoloroweSny napisał/a:
ulle napisał/a:

Wiedziałam, że jesteś za bardzo pragmatyczna i konkretna, żebys dalej chciała bawić się w kotka i w myszkę.
Twoim problemem był tylko i wyłącznie brak wiedzy w czym Ty właściwie jesteś, o co tu chodzi, co odkrywasz na każdym kroku, CO TO DO CHOLERY WLASCIWIE JEST. Jesteś super.
Trzymam kciuki.

Wiesz, bawić się nie chce, a tak jak pisałaś mi wcześniej, na jasną sytuacje z jego strony nie mam co liczyc. Dla mnie tak pozostawiona sprawa jest jakby w zawieszeniu jakimś i dlatego ciężko mi to akceptować. Też fajnie to nazwałaś wyżej - takie przeciąganie liny, kto kogo dłużej przetrzyma. Mam nadzieje, ze to mi minie, może się nasila przed weekendem i wolnym.


Z własnego doświadczenia powiem Ci, że w zasadzie to zawieszenie jest najgorsze, gorzej już nie będzie chyba (poza uczuciem głodu, niczym narkoman, jego obecności-jakiejkolwiek). Już wolałam to uczucie pustki po faktycznym zerwaniu niż to przeciąganie liny, czekanie kto pęknie albo co w ogóle jaśnie oświecony stwierdzi w tej sytuacji. Za pierwszym razem doświadczyłam zerwania przez odsunięcie i ignorowanie, więc oficjalne słowo koniec zostało przeze mnie wymuszone, aczkolwiek on stwierdził, że przecież już niczego nie ma więc o co mi chodzi.

KokoroweSny napisał/a:

moon_light
A może daj sobie chwilkę aż emocje opadną, przemyśl temat. Może za wcześnie nastąpiła ta rozmowa, dlatego też tak poszła? Mimo wszystko się do Ciebie odezwał, w nieudolny sposob no ale... jak po jakimś czasie rozmowa na argumenty i jakieś postanowienia nie zadziała to bym zrezygnowała.
Chciałam się zapytać, czy Ty naprawdę zrezygnowałaś z wizji rodziny? A jakbyś miała innego człowieka u swojego boku ? Za niedługo może być za późno, czy na pewno nie będziesz zalowac?

Nasze próby rozmów trwają już miesiąc.. A skoro się odezwał ja stwierdziłam, że nie jestem już tą, która będzie udawać że nic się nie stało bo może się obrazi, dlatego jak uważam że zachował się niewporządku to nie będę tego ukrywać, bo mam prawo do uczuć. Uważam, że to jest wtedy moment konfrontacji z tym, co osoba faktycznie miała w swoich zamiarach. Nie wiem jak z nim gadać, bo w kwestii tej nieobecności mnie okłamał i nie widzi w tym nic zlego, a dodatkowo dalej niestety kłamie moim zdaniem. Tylko na te jego mętne sprawy nie mam żadnych dowodów, a jedynie swoją intuicję.
Co do rodziny, nie zrezygnowałam, tylko ja czuję że to jeszcze nie ten czas, choć zegar tyka.. on już chciał, ale ja postawiłam pewne warunki stabilizacji.

1,061

Odp: Starosc z Narcyzem
moon_light napisał/a:

Co zamierzam.. Dobre pytanie. Póki co oswajam się z tą myślą o zakończeniu definitywnym, bo albo skończę i rozpocznę proces leczenia, albo będę się taplać i schodzić na dno w sytuacji, w której nie mam nawet skrawka informacji na temat tego, o co mu tak w ogóle chodzi. Już przerobilam kiedyś. Spod dna ciężko się wychodziło. Odezwał się to gadałam z nim trochę dzisiaj, ale ta powiedzmy rozmowa tylko utwierdziła mnie w powyższym. Choćby człowiek na rzęsach stanął, no nie pogadasz z takim jak z dorosłym człowiekiem. Jak nie podejdziesz to i tak zobaczy tylko własny czubek nosa, a złapany za rękę powie, że nie jego. Mówię konkret, a on z d.. strony dalej kretynke ze mnie robi. Musiałabym go nie znać żeby uwierzyć. Teraz zamilknął.

Mam tyle fajnych planów życie i wszystko jakoś mi zbledło. Z nim czy bez niego.. Tylko wziąść się jakoś w garść.

Przecież jedna terapie już zaliczylas i dzięki temu tak mocno stanelas na nogi, że nawet z takim człowiekiem udawało Ci dobrze żyć, aż do teraz. Dzięki terapii nauczyłaś się asertywnosci i stawiania granic. W pierwszej części związku byłaś unixona sługa pokorna i niewolnicą, potem potrzepalas facetem, zmieniłaś siebie i to radykalnie i tak ciagneliscie ten wózek że cztery lata. Niczego nie mylę? Dobrze zapamiętałam Twoja historię?
Teraz znowu padlas na kolana i straciłaś wszystko, co tak mozolnie sobie wypracowałas. Czy czegoś to Ci nie przypomina? Bo mnie przypomina- jesteś jak jakiś nałogowiec, który po latach znowu sięgnął.
Co takiego zaskakuje Cię tym razem w tym facecie? Czy nie przypomina Ci on kogoś z przeszłości?
Wiem, Ty czujesz po prostu niedosyt informacji. Nie rozumiesz o co temu człowiekowi znowu chodzi i ta wielce epokowa zagwozdka sprawia, że znowu chodzisz po ścianach. Takie to dla Ciebie ważne o co mu chodzi? A może o nic mu nie chodzi oprócz tego, że zachciało mu się posiać trochę fermentu między wami. Sądzisz, że wymierzenie Ci sójki w bok znienacka i bez powodu byłoby nie w jego stylu?
Włącz myślenie.
Dzisiaj dzwonił do Ciebie, bo pewnie wrócił do chałupy, nie zastał Cię w domu, więc chcąc nie chcąc wykonał jakiś głupkowaty telefon do Ciebie. I co masz z tego telefonu. Jak byłaś głupia w sprawie rozszyfrowania przyczyn jego zachowania, tak dalej jesteś głupia i głupia będziesz. Przecież wiadomo, że prawdy się nie dowiesz. Przez tyle lat miałaś dość okazji, by raz na zawsze wbic sobie taką wiedzę o nim do głowy. Niestety tak jest i nie chce być inaczej.
Ty jeszcze z nim nie skończyłaś. Znowu wciągnął Cię w swój chory świat.
No cóż. Idź na terapie i abarot zacznij wszystko od nowa z nim u boku albo bez niego.
Wiesz kim jesteś? Nie chcę ranić kobiet, które mają niepełnosprawne dzieci, bardzo je szanuję, ale niestety muszę użyć tak mocnego porównania. Zamiast być kobietą Ty jesteś matką niepełnosprawnego dorosłego faceta. Jest bez nogi i ręki, a Ty ciągle wierzysz w to, że utracone kończyny w końcu mu odrosną. Nie odrosną.
Marnujesz sobie życie.

1,062

Odp: Starosc z Narcyzem
moon_light napisał/a:

Z własnego doświadczenia powiem Ci, że w zasadzie to zawieszenie jest najgorsze, gorzej już nie będzie chyba (poza uczuciem głodu, niczym narkoman, jego obecności-jakiejkolwiek). Już wolałam to uczucie pustki po faktycznym zerwaniu niż to przeciąganie liny, czekanie kto pęknie albo co w ogóle jaśnie oświecony stwierdzi w tej sytuacji. Za pierwszym razem doświadczyłam zerwania przez odsunięcie i ignorowanie, więc oficjalne słowo koniec zostało przeze mnie wymuszone, aczkolwiek on stwierdził, że przecież już niczego nie ma więc o co mi chodzi.

Zdaję sobie z tego sprawę. To ja ośmieliłam się zerwać i powiedzieć pare słów co mi się nie podoba (wiec teoretycznie, nie przeżywam tego co osoba porzucona). Tylko ja myślałam, że jak nim mocno potrząsnę, jak mu każe przemyśleć swoje zachowanie, to tak zrobi i się odezwie, żeby porozmawiać/wyjaśnić. I wtedy albo dojdziemy do konsensusu albo się pożegnamy. Tylko ja wtedy nie wiedziałam, że jest narcyzem. Oceniłam sytuacje jakbym była w relacji z normalną osobą. A teraz jestem przekonana, że on jest zdania 'chciała to ma'. Ponad to, pewnie myśli, że ja i tak się złamie - więc stosuje stary schemat - przeczekanie i milczenie - on dobrze wie, że to działa. I miał długa racje, bo działało - tylko jestem teraz mądrzejsza i zawzięcie milcze.

moon_light napisał/a:

Nasze próby rozmów trwają już miesiąc.. A skoro się odezwał ja stwierdziłam, że nie jestem już tą, która będzie udawać że nic się nie stało bo może się obrazi, dlatego jak uważam że zachował się niewporządku to nie będę tego ukrywać, bo mam prawo do uczuć. Uważam, że to jest wtedy moment konfrontacji z tym, co osoba faktycznie miała w swoich zamiarach. Nie wiem jak z nim gadać, bo w kwestii tej nieobecności mnie okłamał i nie widzi w tym nic zlego, a dodatkowo dalej niestety kłamie moim zdaniem. Tylko na te jego mętne sprawy nie mam żadnych dowodów, a jedynie swoją intuicję.
Co do rodziny, nie zrezygnowałam, tylko ja czuję że to jeszcze nie ten czas, choć zegar tyka.. on już chciał, ale ja postawiłam pewne warunki stabilizacji.

Absolutnie nie powinnaś ukrywać w sobie żadnych emocji! Mów otwarcie jak się czujesz. Nawet nie wiesz, jak bardzo załuje, że własnie trzymałam wszystko w sobie... Najgorsze kiedy druga osoba nie widzi w sobie winy...cóż - więc jak tu cokolwiek budować?
A może czujesz, że to jeszcze nie ten czas bo jest ON ? Moze Twoja intuicja dlatego mówi NIE ? Czytaj uważnie co pisze Ulle i Izabella, dziewczyny są naprawdę extra, mają ogromne doświadczenie.
Mam nadzieję, że dzisiaj w nocy będziesz juz normalnie spała smile

1,063

Odp: Starosc z Narcyzem
moon_light napisał/a:

Co zamierzam.. Dobre pytanie. Póki co oswajam się z tą myślą o zakończeniu definitywnym, bo albo skończę i rozpocznę proces leczenia, albo będę się taplać i schodzić na dno w sytuacji, w której nie mam nawet skrawka informacji na temat tego, o co mu tak w ogóle chodzi. Już przerobilam kiedyś. Spod dna ciężko się wychodziło. Odezwał się to gadałam z nim trochę dzisiaj, ale ta powiedzmy rozmowa tylko utwierdziła mnie w powyższym. Choćby człowiek na rzęsach stanął, no nie pogadasz z takim jak z dorosłym człowiekiem. Jak nie podejdziesz to i tak zobaczy tylko własny czubek nosa, a złapany za rękę powie, że nie jego. Mówię konkret, a on z d.. strony dalej kretynke ze mnie robi. Musiałabym go nie znać żeby uwierzyć. Teraz zamilknął.

Mam tyle fajnych planów życie i wszystko jakoś mi zbledło. Z nim czy bez niego.. Tylko wziąść się jakoś w garść.

Ulle poprosiła mnie żebym coś napisał (długo by pisać dlaczego )
Przeczytałem Twój wątek moon i posty z tego wątku.
Napiszę Tobie że absolutnie nie masz z tym człowiekiem żadnych szans przetrzymał Twoją terapię jest wyrachowany wybitnie.
Podobno pierwszy upadek po terapii jest najgorszy to nie do końca prawda bo w Twoim przypadku  jak teraz się radykalnie nie odetniesz to za drugim razem odwiozą Ciebie do wariatkowa.
Twoje mocne strony to to że nie odizolowałaś się od znajomych masz już wiedzę i jakąś świadomość nie jesteś nowicjuszką i debiutantką w tym temacie to bardzo ważne bo wiesz że terapia działa.
woje załamanie jest zrozumiałe tylko jest częścią uzależnienia kontynuacją z punktu do którego niby wróciłać to złudzenia są też część "choroby". Podobnie jest ze wstydem że tyle już wiedziałaś a wpadłaś .
Wypadasz z domu do ludzi i gadasz gadasz gadasz co Ci ślina na język przyniesie wyrzucasz emocje bez żadnej cenzury,emocje do siebie również inaczej usiądziesz i oddasz się błogiemu łudzeniu i użalaniu nad sobą co jest mega nałogowe.
Upadłaś trudno trza najpierw upaść żeby się podnieść - proste .
Zamiast psychoanalizy i diagnozowania faceta to zajmij się odkarmieniem siebie do znudzenia to banalne pij wodę bierz magnez witaminy zamiast snuć plany i strategie bo to też jest i dzieje się siłą rozpędu uzależnienia .

" Póki co oswajam się z tą myślą o zakończeniu definitywnym zakończeniu" tłumacząc z polskiego na nasze odkładam wesoło swoje życie na jutro bo mam zapasowe, a może stanie się cud który odmieni faceta .
Nic się nie stanie.To znaczy stanie jak on wróci a Ty znowu pozwolisz mu na jego sztuki to on zmiecie Ciebie z powierzchni ziemi tak że będziesz leżeć i wyć jak na "zimnym indyku".

Nie bój się cieni, one świadczą o tym, że gdzieś znajduje się światło

1,064

Odp: Starosc z Narcyzem
paslawek napisał/a:
moon_light napisał/a:

Co zamierzam.. Dobre pytanie. Póki co oswajam się z tą myślą o zakończeniu definitywnym, bo albo skończę i rozpocznę proces leczenia, albo będę się taplać i schodzić na dno w sytuacji, w której nie mam nawet skrawka informacji na temat tego, o co mu tak w ogóle chodzi. Już przerobilam kiedyś. Spod dna ciężko się wychodziło. Odezwał się to gadałam z nim trochę dzisiaj, ale ta powiedzmy rozmowa tylko utwierdziła mnie w powyższym. Choćby człowiek na rzęsach stanął, no nie pogadasz z takim jak z dorosłym człowiekiem. Jak nie podejdziesz to i tak zobaczy tylko własny czubek nosa, a złapany za rękę powie, że nie jego. Mówię konkret, a on z d.. strony dalej kretynke ze mnie robi. Musiałabym go nie znać żeby uwierzyć. Teraz zamilknął.

Mam tyle fajnych planów życie i wszystko jakoś mi zbledło. Z nim czy bez niego.. Tylko wziąść się jakoś w garść.

Ulle poprosiła mnie żebym coś napisał (długo by pisać dlaczego )
Przeczytałem Twój wątek moon i posty z tego wątku.
Napiszę Tobie że absolutnie nie masz z tym człowiekiem żadnych szans przetrzymał Twoją terapię jest wyrachowany wybitnie.
Podobno pierwszy upadek po terapii jest najgorszy to nie do końca prawda bo w Twoim przypadku  jak teraz się radykalnie nie odetniesz to za drugim razem odwiozą Ciebie do wariatkowa.
Twoje mocne strony to to że nie odizolowałaś się od znajomych masz już wiedzę i jakąś świadomość nie jesteś nowicjuszką i debiutantką w tym temacie to bardzo ważne bo wiesz że terapia działa.
woje załamanie jest zrozumiałe tylko jest częścią uzależnienia kontynuacją z punktu do którego niby wróciłać to złudzenia są też część "choroby". Podobnie jest ze wstydem że tyle już wiedziałaś a wpadłaś .
Wypadasz z domu do ludzi i gadasz gadasz gadasz co Ci ślina na język przyniesie wyrzucasz emocje bez żadnej cenzury,emocje do siebie również inaczej usiądziesz i oddasz się błogiemu łudzeniu i użalaniu nad sobą co jest mega nałogowe.
Upadłaś trudno trza najpierw upaść żeby się podnieść - proste .
Zamiast psychoanalizy i diagnozowania faceta to zajmij się odkarmieniem siebie do znudzenia to banalne pij wodę bierz magnez witaminy zamiast snuć plany i strategie bo to też jest i dzieje się siłą rozpędu uzależnienia .

" Póki co oswajam się z tą myślą o zakończeniu definitywnym zakończeniu" tłumacząc z polskiego na nasze odkładam wesoło swoje życie na jutro bo mam zapasowe, a może stanie się cud który odmieni faceta .
Nic się nie stanie.To znaczy stanie jak on wróci a Ty znowu pozwolisz mu na jego sztuki to on zmiecie Ciebie z powierzchni ziemi tak że będziesz leżeć i wyć jak na "zimnym indyku".

Paslawku, dziękuję, że tak mądrze jej to wszystko wyjsniles. Ona naprawdę potrzebuje tej gałęzi, by mogła wyjść z bagna.

1,065

Odp: Starosc z Narcyzem
Kalejdoskopka napisał/a:

Witajcie, jestem swiezo po rozstaniu z narcyzem (bylismy razem ponad 4 lata). Juz jest duzo lepiej, ale oczywiscie momenty tesknoty mnie dopadaja. Dlatego chcialam was prosic o jakies historie prawdziwe o tym, jak wyglada zycie z Narcyzem, ktory juz sie starzeje (bo on juz jest starszy! dobija 60-tki). Czy znacie jakies fakty jak wyglada zycie takich ludzi? Chcialabym przeczytac cos, co mi pomoze uswiadomic sobie jeszcze bardziej, ze rozstanie z nim wyjdzie mi tylko na dobre...


Znam bardzo dobrze jeden doskonały przykład. Opiszę Ci. Jest to autentyczna historia bardzo bliskiej mi osoby- mojej przyjaciółki.

Kobieta (nazwijmy ją w tej historii - Kasia)  po rozwodzie i po przejściach . Facet (narcyz) dość od niej starszy. Poznali się. Narcyz miał zonę i dzieci. Po wielu spotkaniach Kasia dowiedziała się, że narcyz miał żonę i dzieci. Chciała zakończyć znajomość ale narcyz niczym czarujący rycerz na białym koniu zawalczył o jej miłość. Wiedział jak się zakręcić- oj tak, to była dziewczyna po przejściach. On był całkiem inny niż większość facetów. Sądzę, że ona myślała, że przysłowiowo "chwyciła Pana Boga za nogi". Twierdził, że z żoną żyją w separacji i, że chce się z nią rozwieść.Kiedy ona zażądała aby on się wreszcie określił z kim chce być, to ujął ją tym, że żona go szantażuje dziećmi (ponoć zdarzyło się jej rzucić "jeśli nie wrócisz do domu to ja nie wiem, czy zobaczysz kiedyś nasze dzieci i, czy coś im się dzisiaj nie stanie). A nasza Kasia sama miała córkę, więc wiedziała jak dzieci są ważne w życiu rodzica i jak bardzo ważny jest dobry kontakt z nimi. No, i oczywiście ciężko nie wczuć się w sytuację, jeśli żona jest nieobliczalna. Odpuściła. Zgodziła się być "jedyną kochanką". W czasie ich związku było wiele emocji od euforii po nienawiść. Narcyz z czasem osiągnął sukces zawodowy i woda sodowa uderzyła mu do głowy. Oczywiście nasza Kasia nie była wówczas jedyną kobietą w jego życiu. Miał ich wiele ale zawsze Kasia była prawie najważniejsza (zaraz po seksie z innymi). Kasia była dobrą, czuła, naiwną i cholernie niepewną siebie kobietą. Kasia z czasem potraciła znajomych (i kolegów- wmawiał jej, że jest strasznie o nią zazdrosny bo ten, czy tamten się na nią patrzy a ona przecież taka piękna). Kasia przyłapała go na pierwszej zdradzie (czy na pewno pierwszej?). On przepraszał ją na kolanach, płakał i obiecał poprawę.Kasia zmiękła. Po czasie wszystko toczyło się byle jak ale byli razem. On, żeby spotkać się z jakąś seks koleżanką prowokował kłótnie i wpędzał Kasie w poczucie winy. Kasia będąc już uzależniona od niego wybiegała z mieszkania za nim i płakała, żeby wrócił. Robiła sobie wstyd przy sąsiadach i nie zwracała uwagi, czy jest ubrana, czy nie. Po prostu biegła za nim. Kiedy już wyszedł to wydzwaniała do niego całą noc. Trochę dziwne jak na moje, że facet telefonu nie wyłączył. Może mu to podbijało ego, że kobieta ciągle do niego dzwoniła? Trudno powiedzieć. Później ona dowiedziała się, że jest nieuleczalnie chora. Oczywiście narcyz odszedł. Po czasie on chyba żałował (?), bo facet dostał mega kopa w doope od życia. Stracił pracę, która mu dawała "władzę". Próbował odzyskać kontakt z Kasią. Udało się. Na początku było wszystko fajnie a potem wytykał jej, np. ze nie jest ładna, ze już stara i tak dalej. Kasia miała dość poniżania. Odeszła od niego. Po czasie znowu wrócili do siebie i rozstawali i schodzili się chyba z 3 razy. Potem dali sobie spokój. On i ona zostali sami. Ona nie chciała się już wiązać a go żadna baba nie chciała. Kolejną ofiarą narcyza była córka naszej bohaterki. Kasia jako matka nie poświęcała zbyt wiele uwagi dziecku przez co miało ono rożne problemy i w dodatku musiała całe życie "ogarniać" matkę- po rozwodzie, po rozstaniu (bo miała depresje). Przez to wszystko prawie straciła córkę, ponieważ dziewczyna miała dość sytuacji w domu i chciała urwać kontakt z matką. Nie mogła jej długo wybaczyć, że nie była dla niej rodzicem a raczej kolezanką. Do dzisiaj córka Kasi boryka się z problemem wchodzenia w trudne związki.

Ta historia pokazuje, że ofiar narcyza jest wiele i że nie jest to człowiek z którym można żyć w zdrowiu psychicznym i z zachowaniem godności.Ona wiele straciła na tym związku- urodę, młodość, zdrowie fizyczne i psychiczne a przecież partner powinien być oparciem.

1,066

Odp: Starosc z Narcyzem

Co tam u Was ? Jak się trzymacie ? smile

1,067 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2020-09-11 20:59:45)

Odp: Starosc z Narcyzem

ulle!
Zastanawiam się dlaczego wciąż masz kontakt z osobą z otoczenia Narcyza. Powinnaś jak najszybciej zerwać wszelkie kontakty z tą osobą. Prawda jest taka, że wciąż tkwisz w bagnie po uszy. Między innym Twój powrót do niego w zeszłym roku oraz bycie na bieżąco z tym co się u niego dzieje o tym świadczą. Nie wiem po co Ci wiedza z kim on mieszka, kim jest ta pani itd. W ten sposób nigdy z tego nie wyjdziesz. A teksty jednej z pań na tym forum, że jesteś jedyną osobą, która może wracać i odchodzić o narcyza ile raz chce i nie ma to dla Ciebie żadnych konsekwencji są bardzo, bardzo złe. Wiem, że po tylu latach jego zagrania nie robią już na Tobie wrażenia, ale wracając wciąż do niego i odchodząc nigdy z tego bagna nie wyjdziesz. Zero kontaktu to znaczy zero. Mimo tego, że ktoś pojawił się w Twoim życiu to Ty i tak myślisz tylko o tamtym i boję się, że jak tylko znudzi się tamtą panią to kiwnie paluszkiem a Ty znowu zapakujesz kota i pojedziesz z niego autobusem. Dziwię się, że nie chciał przyjechać po Ciebie osobiście albo kogoś wysłać, a Tobie nie zapaliła się czerwona lampka. Jak na mój gust świadczy to o tym, że nadal bardzo Ci na nim zależy. Śledzę Twoje wpisy od lat i Twoja historia jest mi bliska bo jest podobna do mojej.
(Jeśli coś namieszałam z tym autobusem, to sorry, ale wydaje mi się, że to Twoja historia).

Moon_light!

Poczytaj książkę "Moje dwie głowy" oraz blog pani Mai F. (szczególnie dział pt. pytania i odpowiedzi). Fajny jest też blog pt. "Na spokojne wody".

1,068 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2020-09-11 20:59:28)

Odp: Starosc z Narcyzem

Niezwiązany z tematem wątku off top.

1,069 Ostatnio edytowany przez ulle (2020-09-11 21:51:30)

Odp: Starosc z Narcyzem
Dolleyes napisał/a:

ulle!
Zastanawiam się dlaczego wciąż masz kontakt z osobą z otoczenia Narcyza. Powinnaś jak najszybciej zerwać wszelkie kontakty z tą osobą. Prawda jest taka, że wciąż tkwisz w bagnie po uszy. Między innym Twój powrót do niego w zeszłym roku oraz bycie na bieżąco z tym co się u niego dzieje o tym świadczą. Nie wiem po co Ci wiedza z kim on mieszka, kim jest ta pani itd. W ten sposób nigdy z tego nie wyjdziesz. A teksty jednej z pań na tym forum, że jesteś jedyną osobą, która może wracać i odchodzić o narcyza ile raz chce i nie ma to dla Ciebie żadnych konsekwencji są bardzo, bardzo złe. Wiem, że po tylu latach jego zagrania nie robią już na Tobie wrażenia, ale wracając wciąż do niego i odchodząc nigdy z tego bagna nie wyjdziesz. Zero kontaktu to znaczy zero. Mimo tego, że ktoś pojawił się w Twoim życiu to Ty i tak myślisz tylko o tamtym i boję się, że jak tylko znudzi się tamtą panią to kiwnie paluszkiem a Ty znowu zapakujesz kota i pojedziesz z niego autobusem. Dziwię się, że nie chciał przyjechać po Ciebie osobiście albo kogoś wysłać, a Tobie nie zapaliła się czerwona lampka. Jak na mój gust świadczy to o tym, że nadal bardzo Ci na nim zależy. Śledzę Twoje wpisy od lat i Twoja historia jest mi bliska bo jest podobna do mojej.
(Jeśli coś namieszałam z tym autobusem, to sorry, ale wydaje mi się, że to Twoja historia).

Moon_light!

Poczytaj książkę "Moje dwie głowy" oraz blog pani Mai F. (szczególnie dział pt. pytania i odpowiedzi). Fajny jest też blog pt. "Na spokojne wody".

Nie mam z nim kontaktu chyba od końca marca albo od początku kwietnia, dosłownie żadnego kontaktu. Jest wszędzie poblokowany.
Zapaliła mi się czerwona lampka, tylko że ja nie chciałam robić afery, a po drugie jechałam tam raczej jako jego znajoma ( tak mu xapowiedzialam, chociaż on widział to inaczej), ja nie chciałam niczego mu zawdzięczać. Wolałam sama się pomęczyć, niż czuć się do czegoś zobowiązana, tylko dlatego, że on zrobił mi przysługę. Z jego strony propozycja padła, trzeba mu to przyznać. To ja odmówiłam.
Gdybym miała wyjaśnić po co właściwie do niego pojechałam, to tak naprawdę z powodu swojej próżności i trochę z ciekawości, bo nigdy w życiu nie spotkała mnie tak dziwna sytuacjs. Wiem że głupie tłumaczenie. Ja po prostu bardzo chciałam chociaż raz odkąd go poznałam zaznać dobrego traktowania, na jakie zasługuje, zobaczyć jak to jest, jak on potrafi się zachowywać, jeśli zależy mu na danej kobiecie. Przez lata traktowana byłam przecież jak piaty gatunek kobiety, więc chciałam chociaz raz zobaczyć go w akcji. I skłamałabym, gdym powiedziała, że nic mnie to nie obeszło. Owszem było mi miło i tym bardziej cieszyło mnie, że wkrótce odpłacę mu pięknym za nadobne. Nie miałam zamiaru zostawać u niego i robić za opiekunke na jego stare lata, jednak chciałam widzieć jego minę na koniec. Mina bezcenna.
Nie zależy mi na nim ani nie śledzę jego życia. Pewne rzeczy ja po prostu wiem i to wręcz od niego i od jeszcze jednej osoby, jednak odkąd napisałam do niego w marcu "sorry batory, ale odwal się ode mnie raz na zawsze" mam spokój z tamtymi osobami.
Poznałam niedawno jednego pana, nie jesteśmy jeszcze para, ale komunikujemy się że sobą telefonicznie, raz zostałam zaproszona na kolację i dwa razy na spacer, w tym pierwszy spacer był troszkę wymuszony przez sytuację. Spotkaliśmy się w parku, ja byłam z wnuczką, on też był z wnuczką, dziewczynki zaczęły ładnie bawić się że sobą, więc chcąc nie chcąc musieliśmy usiasc na ławce, nie wypadało milczeć, więc troszkę rozmawialiśmy. Ponieważ dziewczynki przypadku sobie do gustu, a pogoda była piękna, więc umówiliśmy się z dziećmi na następny dzień, wymieniliśmy się w tym celu telefonami, jakby coś i tyle tego było. Facet bardzo mi się podoba, wolno to się rozwija, może nawet stanie na poziomie zwykłej znajomości, a może wyjdzie z tego coś więcej. Czas pokaże.
Do tamtego życia nie wrócę już na pewno.

Bądź spokojna.
Miałaś do czynienia z tym samym człowiekiem, co ja? Czy przeżyłaś coś podobnego do mojej historii z kimś innym? Czy jesteś ósemką?( To nick mojej znajomej z tamtego miasta, która rozpoznała, że to ja po moich wpisach, obie znamy osobiście tego faceta, taki zabieg okoliczności,).

1,070

Odp: Starosc z Narcyzem

Izabella, może tutaj ? Żeby ktoś też coś z tego miał ? Chyba, że będzie to bardzo prywatne to mogę napisać e-maila.

Moje pytanie
Pamiętasz może, ile czasu mineło aż ten mózg przejął kontrole? I czy to było w czasie bez kontaktu/z kontaktem? Ucinałaś wszystkie myśli, czytałaś ksiązki? Generalnie jestem na etapie, że oddzieliłam mózg/serce, serce które oczywiście kocha i tęskni. Może nie płacze już codziennie, ale jednak to głupie serce jest totalnie głuche na wszystko co mówi rozum (najlepsze, że ja jestem w pełni świadoma wszystkiego, na prawde...wiem, rozumiem, przemyślałam, sama zerwalam kochając i ...)

1,071

Odp: Starosc z Narcyzem

Myślę, że tutaj będzie super smile
KoloroweSny - u mnie zajęło to około 4 miesięcy. Ale ja byłam obiektem okropnej nagonki, takiej naprawdę ostentacyjnej. Byłam w związku z narcyzem i toksykiem przez 6 lat, w co wliczam również setki przerw jakie mieliśmy po zerwaniach, po których w kółko do siebie wracaliśmy.
I było to po moim postanowieniu braku kontaktu, które jego bardzo rozzłościło i wręcz rozjuszyło. Bo stało się coś, czego nie znał i czego się nie spodziewał. Wcześniej sto razy zrywałam ten kontakt z nim, ale zawsze albo sama miękłam, albo ochoczo łapałam się na emocjonalną wędkę, którą od niechcenia na mnie zarzucał.
A tym razem czułam się już tak źle, byłam już tak rozjechana psychicznie, w środku miałam jedną wielką galaretę - że czułam, że po prostu nie mogę więcej wracać do starego schematu.
Ale jakżeż mnie to bolało. Okropnie!
Oczywiście, że nadal go kochałam, cierpiałam na myśl o tym, że nie będziemy razem, bo docierało to do mnie Dlatego też zdecydowałam się na przeprowadzkę. Wiedziałam, że fizyczny dystans bardzo mi pomoże w odzyskaniu siebie i swojego życia.
W momencie w którym zerwałam z nim kontakt ten ostatni raz, on odczekał dwa tygodnie i zaczął zarzucać na mnie emocjonalne lasso. Spodziewał się to co zawsze, upojnego pojednania, a tu NIC.
Sądzę, że poczuł się wtedy niepewnie, bo przecież żadna mu się nie oprze, a tu nagle taka smarkula (był starszy ode mnie o 18 lat) mówi nie? Wydaje mi się, że nie mógł tego znieść, że to była dla niego obraza.
I wtedy się zaczęło. Po pierwsze - mieszkaliśmy bardzo blisko siebie, bo dosłownie naprzeciwko, nasze okna dzieliła tylko osiedlowa uliczka. I jak na złość pracowaliśmy na tej samej ulicy ja pod 3, a on pod 5!
On zaczął więc wyjeżdżać do biura wtedy, kiedy i ja wychodziłam do pracy. Nie było sposobu, żeby na niego nie trafić po drodze, gdzie zawsze zwalniał przy mnie i proponował mi podwiezienie.
Ja twardo przy swoim, że nie, proszę mi dać spokój. Nieraz się jeszcze wyzłośliwiłam, że czego nie rozumiesz, czy trzeba do ciebie mówić drukowanymi literami, chociaż chciałam - CHCIAŁAM wskoczyć do tego samochodu i rzucić mu się na szyję!
Poprosiłam o zmianę godzin pracy, tak żeby nie zaczynać o 8 tak jak on, tylko o 9.
Nic to nie dało. Zaczął mnie śledzić. Jeździć za mną. Kiedyś była taka sytuacja, że wyszłam z pracy i szłam do domu skrótem przez taki kwadraciak z bloków, gdzie w środku był bar i jakieś sklepy - on jechał za mną, okno otworzył i wołał mnie. Zatrzymał samochód i wyszedł na chodnik za mną, a ja zaczęłam uciekać, biec po prostu. To wiesz co zrobił? Wjechał autem do środka, między te budynki. Ludzie tam chodzili z dziećmi, z wózkami, tam nie było strefy ruchu - a on wjechał tam autem, bo on chciał ze mną porozmawiać.
To były właśnie takie przebłyski, w których nie mogłam dłużej zaprzeczać, że jest z niego jakiś zaburzony wariat. Wtedy ja się o wiele bardziej wystraszyłam, że on mnie tak gonił - niż ucieszyłam, że mu tak bardzo zależy.
I zaczął się już atak taki bardziej zmasowany. Przychodził np pod moje okna (cholerny parter z oknami na jedną stronę) wieczorem i stał na trawniku naprzeciwko mojego mieszkania i patrzył. Na początku nic nie robił, tylko patrzył. Ale potrafił tak stać 5-6 godzin. Na początku to była dla mnie bzdura, myślałam sobie, że się zmęczy, albo zmarznie to pójdzie do domu wreszcie.
Jednak później zaczęłam się tego bać, sama wpędziłam siebie w jakiś niewytłumaczalny strach, to było naprawdę creepy jak budziłam się w nocy i zerkałam przez zasłony, a on tam nadal stał!
Później przestałam używać światła w pokoju w którym spałam. Później nie mogłam się już poruszać swobodnie po mieszkaniu bo ciągle miałam wrażenie, że jestem obserwowana i śledzona przez kogoś. Zaczęłam mieć problemy ze snem, bałam się zasypiać, a później to już nie mogłam spać, nawet jak chciałam.
On nie poddawał się. Dzwonił i pisał, a czasy były takie - że nie było jeszcze funkcji blokowania, czy czarnej listy. Można było tylko nie odbierać, i nie odpisywać.
I z jednej strony miałam w sobie przecież ciągle uczucia do niego. Było mi bardzo ciężko, bo kochałam go i przede wszystkim - ciągle miałam w pamięci i w nieustannych marzeniach wspomnienia jaki potrafił być cudowny. Wspomnienia ogromu miłości jaką mnie zalewał, wspomnienia emocji jakie towarzyszyły mi podczas naszych powrotów i pojednań, wyciągałam i przypominałam sobie każdy najdrobniejszy szczegół, jak całował moje dłonie, jakich zwrotów czułych używał, zdrobnień, jak potrafił rezygnować ze wszystkiego byle spędzić ze mną czas, albo jak mnie wszędzie zabierał ze sobą.
Jednak nie mogłam już dłużej lekceważyć, czy zakłamywać rzeczywistości. Wreszcie zaczęło do mnie docierać to co ze sobą zrobiłam, co się stało i jak się w związku z tym czuję, w jakim jestem stanie.
I zaczęło też do mnie docierać, że on niekoniecznie jest tym którego kocham i za którym tęsknię. W swoich marzeniach i tęsknotach uczyniłam go idealnym uosobieniem mojego partnera, partnera którego pragnęłam i z którym chciałam być. Ale rzeczywistość skrzeczała już bardzo mocno, tak mocno że nie sposób było tego lekceważyć.
Czułam się okropnie rozdarta i nieszczęśliwa. Z jednej strony kochałam, tęskniłam i marzyłam.
Z drugiej strony wiedziałam, że jeśli znowu do tego wszystkiego wrócę, to naprawdę przegram swoje życie na wiecznej karuzeli.

Kiedy zaczął próbować wchodzić do mojego mieszkania przez balkon - który niefortunnie nie dość, że parter, to jeszcze rynna akurat przy moim - po której usiłował się wspinać, zadzwoniłam na policję.
Nie mam pojęcia, czy był trzeźwy wtedy, czy też nie. Zanim patrol przyjechał, to on uciekł.
Za drugim razem zdążyli przyjechać, pouczyli go i myślę, że zrobiło mu się wstyd. On prowadził firmę, która współpracowała w pewnych zakresach z policją i jego nazwisko było tam znane.
Wtedy pouczyli również mnie, że w podobnych przypadkach mam ponownie wzywać patrol.
Za trzecim razem to zrobiłam, a interwencja zabrała go na komisariat chyba.
Czwartego razu już nie było, ale w jego nastawieniu zmieniło się coś. Jak dotychczas chciał ze mną wyłącznie porozmawiać, wyjaśnić mi, bo przecież ja nie rozumiałam, albo rozumiałam źle - tak wtedy zaczął być złośliwy i podły w stosunku do mnie.
Kiedyś spotkaliśmy się przypadkiem w osiedlowym sklepie wieczorem. On był z inną kobietą, ukłonił mi się, ale nie odpowiedziałam na to. Ta kobieta dosłownie rzuciła się na mnie, zaczęła do mnie krzyczeć i szarpać mnie tak, że oderwała mi rękaw od płaszcza!
Okropnie się przeraziłam wtedy, ale kiedy ochłonęłam zaczęłam się zastanawiać co też takiego ona usłyszała na mój temat, że jej reakcja była aż taka?
I tak szala rozumu, rozsądku zaczęła mocno przeważać nad sercem. Wiem, że to głupie, że z perspektywy czasu to śmieszne drobiazgi, ale zaczęłam mocno zwracać uwagę na takie szczegóły jak np. to wieczorne spotkanie w sklepie. Albo kiedy specjalnie podczas deszczu opryskał mnie przejeżdżając osiedlową drogą zbyt szybko. Albo kiedy w kościele podczas Stabat Mater usiadł w ławce tuż za mną. Albo chodząc na te same koncerty co ja. Pamiętam byłam kiedyś na szantach z koleżanką i jej mężem, a on robił nam zdjęcia!
To było coraz trudniejsze do zniesienia, jego ciągła obecność, te niby przypadkowe spotkania z nim. Czasem kiedy go widziałam w takich sytuacjach, to myślałam sobie - "acha, a więc to ten typ krył się w nim, a więc tym jest naprawdę".

Myśli nie ucinałam, bo nie potrafiłam. Moje myśli z nim w roli głównej to było istne perpetum mobile, samonapędzająca się maszyna, która działa całą dobę, nawet bez mojego udziału.
Starałam się czytać książki i szukałam literatury na ten temat, choć razem z kilkoma pozycjami kupiłam również "Jak odzyskać faceta, który porzucił cię dla innej", myślę że to wspaniale obrazuje moją mizerię emocjonalną z tamtego okresu. Niestety wybór tych pozycji, był wtedy o wiele mniejszy niż teraz.
Przyłączałam się w necie do grup dyskusyjnych o tej tematyce. Zmuszałam się do chodzenia na randki i spotkania, na których cierpiałam męki, bo przecież żaden nie był nim!
I cierpiałam męki, bo wiedziałam doskonale, że nawet jeśli wrócimy do siebie, to to się nie uda.

W pewnym momencie byłam już tak rozdarta, ogłupiała i wyczerpana, że powiedziałam sobie - trudno, odetnę sobie rękę po to, żeby przeżyć.
Wiedziałam kiedy zaczyna się Cutty Sark i wiedziałam, że on tam pojedzie. A w związku z tym, że Gdańsk był na przeciwległym końcu Polski od naszego miasta - wiedziałam, że musi wyjechać poprzedzającego dnia po południu i spędzić noc na miejscu.
Zaplanowałam wszystko tak, żeby zmieścić się w tym czasie. Spakowałam się, i jeszcze pakując rzeczy do przeprowadzki płakałam, bo przysłał mi sms o treści -przepraszam, jeśli nie czułaś się przy mnie potrzebna, bezpieczna i kochana. Następnego dnia przed 5 rano miałam ciężarówkę na przeprowadzkę i znajomych do pomocy. Do 8 rano nie było już po mnie śladu.

Po przeprowadzce cierpiałam okropną tęsknotę i smutek. Ale przymus zorganizowania sobie życia w nowym miejscu, nowa praca, nowa szkoła dla dzieci - zrobiły swoje. Zaczęłam odczuwać satysfakcję z drobiazgów. Kiedy mi się coś udało zrobić, zobaczyć czegoś doświadczyć - mówiłam sobie w duchu - "bez ciebie też mogę robić to wszystko". I z tą zmianą weszła do mojego życia jednak nowa energia, nowi znajomi poznani najpierw w pracy, później znajomi tych znajomych. Zaczęłam dostrzegać, że otacza mnie fajna energia, że potrafię się cieszyć pięknem miasta, dobrym jedzeniem, wspólnymi wyjściami, rozmowami bez końca.

I kiedy po zaledwie kilku tygodniach w nowej pracy portier zadzwonił do mnie, że na dole czeka na mnie gość, nie miałam pojęcia kto to może być. Myślałam, że coś się stało i że to mama przyjechała do mnie do biura.
Zeszłam na dół i zobaczyłam jego, z bukietem kwiatów wielkim jak młyńskie koło, zza którego ledwo go było widać, z przymilnym uśmiechem, który znałam - a który miał zawsze kiedy zdradził, kiedy odtrącił, kiedy okłamał. Poczułam taką złość i strach, że jestem pewna że zaczerwieniłam się jak wiśnia na twarzy. Autentycznie czułam jak moje nadnercza produkują adrenalinę. Powiedziałam przy portierze, że nie przyjmuję w pracy gości, że proszę przestać mnie nachodzić i zostawiłam go tam. ALE - było mi okropnie wstyd z powodu tej sytuacji. Byłam pewna, że ludzie będą plotkować, doszukiwać się romantycznego podtekstu, krępowałam się że muszę teraz to wyjaśnić, albo prostować, żeby ludzie tego nie zrozumieli źle. Gdzieś po godzinie pomyślałam sobie, kurczę, ale czego ja się wstydzę. Przecież nikt się ze mnie nie będzie śmiał, różne sytuacje się zdarzają. Zeszłam do portierni jeszcze raz i powiedziałam wprost, że to jest mój były partner który ma trudności z przyjęciem naszego rozstania i że bardzo proszę aby zanotować jego nazwisko i numery rejestracyjne i nie wpuszczać go więcej na teren firmy.
Ale kiedy skończyliśmy pracę, to okazało się że on czeka na ulicy pod firmą. Czułam wtedy wściekłość i strach. Musiałam prosić kolegę, żeby odwiózł mnie do domu, a narcyz jechał za nami. Pamiętam, że kiedy wchodziłam do domu, to tak trzasnęłam furtką, że aż iskry poleciały.
Uświadomiłam sobie wtedy jak wiele dał mi okres fizycznego i psychicznego odosobnienia. To było raptem kilka tygodni i zmiana którą wymusiłam swoją przeprowadzką - ale jednak zmieniło się bardzo wiele.
Zmieniło się bardzo dużo, bo kiedy zobaczyłam wieczorem z balkonu, że nadal siedzi w aucie na ulicy pod blokiem i lustruje okna (nie wiedział w którym mieszkaniu mieszkam) to spokojnie wzięłam prysznic i poszłam spać. A rano go już nie było.
Jakieś dwa tygodnie później przyjechał znowu i znowu wyczekiwał pod moim blokiem.
Trzy lata później zadzwonił na moją służbową komórkę, żeby przekazać mi, że zmarła jego mama. Nie wiem po co to zrobił, ale myślę że to był jego łabędzi śpiew. Nie lubiłam jego mamy, była dla mnie bardzo wredna i złośliwa, uważała że nie zasługuję na związek z jej synem i dobitnie dawała mi to do zrozumienia.
Na pogrzeb nie pojechałam, a ten telefon to był nasz ostatni kontakt.

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

1,072

Odp: Starosc z Narcyzem

Dziękuję za odpowiedz. W prawdzie nie wiem jakie są klasyfikacje tych wszystkich psycholi (i nie chce nawet się zagłębiać w te rodzaje) ale Twój ex to był psychol totalny. Nie wyobrażam sobie jak można kogoś aż tak stalkingować. Rozumiem walkę po rozstaniu, ale robię coś raz, dwa ktoś nadal nie – to odpuszczam, a nie takie coś. Nie jestem sobie wstanie wyobrazić co przeżywałaś, musiałaś sięgnąć totalnie dna, skoro nawet się przeprowadziłaś. Straszne.
Widzę, że ten ode mnie cechuje się jakąś inną toksycznością. U niego to jest totalna olewka i totalne wypranie z emocji. Nie wiem na ile cisza to sprawdzanie co ktoś zrobi i tresura a na ile ‘chciala to ma’. Zerwałam i nie mam żadnych wątpliwości, że źle zrobiłam. Od tego czasu jest milczenie, jakby go to w ogóle nie obeszło – albo ma to naprawdę gdzieś, albo myśli że i tak powiele schemat odzywania się.
Zaczęłam kolejny miesiąc ciszy. Mój problem polega na tym, że nadal oddzielam mózg od serca, a powinny iść one w parze. Jeżeli chodzi o mózg – decyzje podjęłam świadomie, bo miałam dosyć po wielu sytuacjach. Nie żałuję, nie cofnęłabym czasu. Chciałabym mieć normalny związek, nie chce spotykać się z emocjonalnym chłodem i olewką kiedy mówię drugiej osobie halo, skrzywdziło mnie to, tak nie powinno być. Przesłuchałam wiele na you toube, przeczytałam wiele postów. Wszystko rozumiem i się z tym zgadzam w 100%. Żyję normalnie, generalnie nie odczuwam jakiś wzburzonych emocji. Mam wszystko poukładane, jest po prostu okej/dobrze/normalnie. Nie wiem, czy kontakt z jego strony nastąpi, nie czekam na to, nie wzdycham do telefonu.  ALE serce, ono kocha i tęskni, wyrywa się, chciałoby rozmowy. Dlatego się boję, że mimo całkowitego bezsensu w razie jakiegoś kontaktu nie będę wiedziała co zrobić (to kłóci się z tym co napisałam wcześniej, sama siebie nie rozumiem). I przyznam szczerze, że czasem łapie się na tym, że głupio wierze, że MOŻE coś dotarło.

1,073

Odp: Starosc z Narcyzem
ulle napisał/a:

Czy jesteś ósemką?( To nick mojej znajomej z tamtego miasta, która rozpoznała, że to ja po moich wpisach, obie znamy osobiście tego faceta, taki zabieg okoliczności,).

Witaj Ulle,
nie Dolleyes nie jest ósemką ale widać nie tylko ja śledzę Twoje wpisy ;-)

Wierzę Ulle, że potrzebowałaś tego powrotu chociażby po to aby zakończyć ten rozdział w swoim życiu.
Nie zastanawiaj się już co u niego i z kim się spotyka, myśl o sobie i o tym co przed Tobą.
On nie zasługuje ani na Ciebie, ani na żadną inną, fajną babkę - każdej szkoda.

Pozdrawiam Cię serdecznie i trzymaj się.

1,074

Odp: Starosc z Narcyzem
ósemka napisał/a:
ulle napisał/a:

Czy jesteś ósemką?( To nick mojej znajomej z tamtego miasta, która rozpoznała, że to ja po moich wpisach, obie znamy osobiście tego faceta, taki zabieg okoliczności,).

Witaj Ulle,
nie Dolleyes nie jest ósemką ale widać nie tylko ja śledzę Twoje wpisy ;-)

Wierzę Ulle, że potrzebowałaś tego powrotu chociażby po to aby zakończyć ten rozdział w swoim życiu.
Nie zastanawiaj się już co u niego i z kim się spotyka, myśl o sobie i o tym co przed Tobą.
On nie zasługuje ani na Ciebie, ani na żadną inną, fajną babkę - każdej szkoda.

Pozdrawiam Cię serdecznie i trzymaj się.

Witaj Ósemko. Dziękuję i również Cię pozdrawiam.
Absolutnie nie zastanawiam się, co u niego, ale faktem jest, że już do końca facet ten pozostanie w mojej pamięci jako moja największa porażka, oczywiście w sferze osobistej.
Tak, to w jakimś sensie było taka wielka kropka nad i, bo naprawdę bywając u niego widzialam jak na patelni, jak wyglądałoby moje dalsze życie z nim. Koszmar, chociaż on naprawdę starał się o to, żebym zgodziła się u niego zostać. Brr, aż ciarki chodzą mi po grzebiecie na samą myśl o tym.
Moje kochane wirtualne przyjaciółki JESTEM WOLNA i naprawdę czuje się cudownie.
Trzymaj się Ósemko, może kiedyś dowiem się kim jesteś, świat w gruncie rzeczy jest bardzo mały.

1,075

Odp: Starosc z Narcyzem
IsaBella77 napisał/a:

Myślę, że tutaj będzie super smile
KoloroweSny - u mnie zajęło to około 4 miesięcy. Ale ja byłam obiektem okropnej nagonki, takiej naprawdę ostentacyjnej. Byłam w związku z narcyzem i toksykiem przez 6 lat, w co wliczam również setki przerw jakie mieliśmy po zerwaniach, po których w kółko do siebie wracaliśmy.
I było to po moim postanowieniu braku kontaktu, które jego bardzo rozzłościło i wręcz rozjuszyło. Bo stało się coś, czego nie znał i czego się nie spodziewał. Wcześniej sto razy zrywałam ten kontakt z nim, ale zawsze albo sama miękłam, albo ochoczo łapałam się na emocjonalną wędkę, którą od niechcenia na mnie zarzucał.
A tym razem czułam się już tak źle, byłam już tak rozjechana psychicznie, w środku miałam jedną wielką galaretę - że czułam, że po prostu nie mogę więcej wracać do starego schematu.
Ale jakżeż mnie to bolało. Okropnie!
Oczywiście, że nadal go kochałam, cierpiałam na myśl o tym, że nie będziemy razem, bo docierało to do mnie Dlatego też zdecydowałam się na przeprowadzkę. Wiedziałam, że fizyczny dystans bardzo mi pomoże w odzyskaniu siebie i swojego życia.
W momencie w którym zerwałam z nim kontakt ten ostatni raz, on odczekał dwa tygodnie i zaczął zarzucać na mnie emocjonalne lasso. Spodziewał się to co zawsze, upojnego pojednania, a tu NIC.
Sądzę, że poczuł się wtedy niepewnie, bo przecież żadna mu się nie oprze, a tu nagle taka smarkula (był starszy ode mnie o 18 lat) mówi nie? Wydaje mi się, że nie mógł tego znieść, że to była dla niego obraza.
I wtedy się zaczęło. Po pierwsze - mieszkaliśmy bardzo blisko siebie, bo dosłownie naprzeciwko, nasze okna dzieliła tylko osiedlowa uliczka. I jak na złość pracowaliśmy na tej samej ulicy ja pod 3, a on pod 5!
On zaczął więc wyjeżdżać do biura wtedy, kiedy i ja wychodziłam do pracy. Nie było sposobu, żeby na niego nie trafić po drodze, gdzie zawsze zwalniał przy mnie i proponował mi podwiezienie.
Ja twardo przy swoim, że nie, proszę mi dać spokój. Nieraz się jeszcze wyzłośliwiłam, że czego nie rozumiesz, czy trzeba do ciebie mówić drukowanymi literami, chociaż chciałam - CHCIAŁAM wskoczyć do tego samochodu i rzucić mu się na szyję!
Poprosiłam o zmianę godzin pracy, tak żeby nie zaczynać o 8 tak jak on, tylko o 9.
Nic to nie dało. Zaczął mnie śledzić. Jeździć za mną. Kiedyś była taka sytuacja, że wyszłam z pracy i szłam do domu skrótem przez taki kwadraciak z bloków, gdzie w środku był bar i jakieś sklepy - on jechał za mną, okno otworzył i wołał mnie. Zatrzymał samochód i wyszedł na chodnik za mną, a ja zaczęłam uciekać, biec po prostu. To wiesz co zrobił? Wjechał autem do środka, między te budynki. Ludzie tam chodzili z dziećmi, z wózkami, tam nie było strefy ruchu - a on wjechał tam autem, bo on chciał ze mną porozmawiać.
To były właśnie takie przebłyski, w których nie mogłam dłużej zaprzeczać, że jest z niego jakiś zaburzony wariat. Wtedy ja się o wiele bardziej wystraszyłam, że on mnie tak gonił - niż ucieszyłam, że mu tak bardzo zależy.
I zaczął się już atak taki bardziej zmasowany. Przychodził np pod moje okna (cholerny parter z oknami na jedną stronę) wieczorem i stał na trawniku naprzeciwko mojego mieszkania i patrzył. Na początku nic nie robił, tylko patrzył. Ale potrafił tak stać 5-6 godzin. Na początku to była dla mnie bzdura, myślałam sobie, że się zmęczy, albo zmarznie to pójdzie do domu wreszcie.
Jednak później zaczęłam się tego bać, sama wpędziłam siebie w jakiś niewytłumaczalny strach, to było naprawdę creepy jak budziłam się w nocy i zerkałam przez zasłony, a on tam nadal stał!
Później przestałam używać światła w pokoju w którym spałam. Później nie mogłam się już poruszać swobodnie po mieszkaniu bo ciągle miałam wrażenie, że jestem obserwowana i śledzona przez kogoś. Zaczęłam mieć problemy ze snem, bałam się zasypiać, a później to już nie mogłam spać, nawet jak chciałam.
On nie poddawał się. Dzwonił i pisał, a czasy były takie - że nie było jeszcze funkcji blokowania, czy czarnej listy. Można było tylko nie odbierać, i nie odpisywać.
I z jednej strony miałam w sobie przecież ciągle uczucia do niego. Było mi bardzo ciężko, bo kochałam go i przede wszystkim - ciągle miałam w pamięci i w nieustannych marzeniach wspomnienia jaki potrafił być cudowny. Wspomnienia ogromu miłości jaką mnie zalewał, wspomnienia emocji jakie towarzyszyły mi podczas naszych powrotów i pojednań, wyciągałam i przypominałam sobie każdy najdrobniejszy szczegół, jak całował moje dłonie, jakich zwrotów czułych używał, zdrobnień, jak potrafił rezygnować ze wszystkiego byle spędzić ze mną czas, albo jak mnie wszędzie zabierał ze sobą.
Jednak nie mogłam już dłużej lekceważyć, czy zakłamywać rzeczywistości. Wreszcie zaczęło do mnie docierać to co ze sobą zrobiłam, co się stało i jak się w związku z tym czuję, w jakim jestem stanie.
I zaczęło też do mnie docierać, że on niekoniecznie jest tym którego kocham i za którym tęsknię. W swoich marzeniach i tęsknotach uczyniłam go idealnym uosobieniem mojego partnera, partnera którego pragnęłam i z którym chciałam być. Ale rzeczywistość skrzeczała już bardzo mocno, tak mocno że nie sposób było tego lekceważyć.
Czułam się okropnie rozdarta i nieszczęśliwa. Z jednej strony kochałam, tęskniłam i marzyłam.
Z drugiej strony wiedziałam, że jeśli znowu do tego wszystkiego wrócę, to naprawdę przegram swoje życie na wiecznej karuzeli.

Kiedy zaczął próbować wchodzić do mojego mieszkania przez balkon - który niefortunnie nie dość, że parter, to jeszcze rynna akurat przy moim - po której usiłował się wspinać, zadzwoniłam na policję.
Nie mam pojęcia, czy był trzeźwy wtedy, czy też nie. Zanim patrol przyjechał, to on uciekł.
Za drugim razem zdążyli przyjechać, pouczyli go i myślę, że zrobiło mu się wstyd. On prowadził firmę, która współpracowała w pewnych zakresach z policją i jego nazwisko było tam znane.
Wtedy pouczyli również mnie, że w podobnych przypadkach mam ponownie wzywać patrol.
Za trzecim razem to zrobiłam, a interwencja zabrała go na komisariat chyba.
Czwartego razu już nie było, ale w jego nastawieniu zmieniło się coś. Jak dotychczas chciał ze mną wyłącznie porozmawiać, wyjaśnić mi, bo przecież ja nie rozumiałam, albo rozumiałam źle - tak wtedy zaczął być złośliwy i podły w stosunku do mnie.
Kiedyś spotkaliśmy się przypadkiem w osiedlowym sklepie wieczorem. On był z inną kobietą, ukłonił mi się, ale nie odpowiedziałam na to. Ta kobieta dosłownie rzuciła się na mnie, zaczęła do mnie krzyczeć i szarpać mnie tak, że oderwała mi rękaw od płaszcza!
Okropnie się przeraziłam wtedy, ale kiedy ochłonęłam zaczęłam się zastanawiać co też takiego ona usłyszała na mój temat, że jej reakcja była aż taka?
I tak szala rozumu, rozsądku zaczęła mocno przeważać nad sercem. Wiem, że to głupie, że z perspektywy czasu to śmieszne drobiazgi, ale zaczęłam mocno zwracać uwagę na takie szczegóły jak np. to wieczorne spotkanie w sklepie. Albo kiedy specjalnie podczas deszczu opryskał mnie przejeżdżając osiedlową drogą zbyt szybko. Albo kiedy w kościele podczas Stabat Mater usiadł w ławce tuż za mną. Albo chodząc na te same koncerty co ja. Pamiętam byłam kiedyś na szantach z koleżanką i jej mężem, a on robił nam zdjęcia!
To było coraz trudniejsze do zniesienia, jego ciągła obecność, te niby przypadkowe spotkania z nim. Czasem kiedy go widziałam w takich sytuacjach, to myślałam sobie - "acha, a więc to ten typ krył się w nim, a więc tym jest naprawdę".

Myśli nie ucinałam, bo nie potrafiłam. Moje myśli z nim w roli głównej to było istne perpetum mobile, samonapędzająca się maszyna, która działa całą dobę, nawet bez mojego udziału.
Starałam się czytać książki i szukałam literatury na ten temat, choć razem z kilkoma pozycjami kupiłam również "Jak odzyskać faceta, który porzucił cię dla innej", myślę że to wspaniale obrazuje moją mizerię emocjonalną z tamtego okresu. Niestety wybór tych pozycji, był wtedy o wiele mniejszy niż teraz.
Przyłączałam się w necie do grup dyskusyjnych o tej tematyce. Zmuszałam się do chodzenia na randki i spotkania, na których cierpiałam męki, bo przecież żaden nie był nim!
I cierpiałam męki, bo wiedziałam doskonale, że nawet jeśli wrócimy do siebie, to to się nie uda.

W pewnym momencie byłam już tak rozdarta, ogłupiała i wyczerpana, że powiedziałam sobie - trudno, odetnę sobie rękę po to, żeby przeżyć.
Wiedziałam kiedy zaczyna się Cutty Sark i wiedziałam, że on tam pojedzie. A w związku z tym, że Gdańsk był na przeciwległym końcu Polski od naszego miasta - wiedziałam, że musi wyjechać poprzedzającego dnia po południu i spędzić noc na miejscu.
Zaplanowałam wszystko tak, żeby zmieścić się w tym czasie. Spakowałam się, i jeszcze pakując rzeczy do przeprowadzki płakałam, bo przysłał mi sms o treści -przepraszam, jeśli nie czułaś się przy mnie potrzebna, bezpieczna i kochana. Następnego dnia przed 5 rano miałam ciężarówkę na przeprowadzkę i znajomych do pomocy. Do 8 rano nie było już po mnie śladu.

Po przeprowadzce cierpiałam okropną tęsknotę i smutek. Ale przymus zorganizowania sobie życia w nowym miejscu, nowa praca, nowa szkoła dla dzieci - zrobiły swoje. Zaczęłam odczuwać satysfakcję z drobiazgów. Kiedy mi się coś udało zrobić, zobaczyć czegoś doświadczyć - mówiłam sobie w duchu - "bez ciebie też mogę robić to wszystko". I z tą zmianą weszła do mojego życia jednak nowa energia, nowi znajomi poznani najpierw w pracy, później znajomi tych znajomych. Zaczęłam dostrzegać, że otacza mnie fajna energia, że potrafię się cieszyć pięknem miasta, dobrym jedzeniem, wspólnymi wyjściami, rozmowami bez końca.

I kiedy po zaledwie kilku tygodniach w nowej pracy portier zadzwonił do mnie, że na dole czeka na mnie gość, nie miałam pojęcia kto to może być. Myślałam, że coś się stało i że to mama przyjechała do mnie do biura.
Zeszłam na dół i zobaczyłam jego, z bukietem kwiatów wielkim jak młyńskie koło, zza którego ledwo go było widać, z przymilnym uśmiechem, który znałam - a który miał zawsze kiedy zdradził, kiedy odtrącił, kiedy okłamał. Poczułam taką złość i strach, że jestem pewna że zaczerwieniłam się jak wiśnia na twarzy. Autentycznie czułam jak moje nadnercza produkują adrenalinę. Powiedziałam przy portierze, że nie przyjmuję w pracy gości, że proszę przestać mnie nachodzić i zostawiłam go tam. ALE - było mi okropnie wstyd z powodu tej sytuacji. Byłam pewna, że ludzie będą plotkować, doszukiwać się romantycznego podtekstu, krępowałam się że muszę teraz to wyjaśnić, albo prostować, żeby ludzie tego nie zrozumieli źle. Gdzieś po godzinie pomyślałam sobie, kurczę, ale czego ja się wstydzę. Przecież nikt się ze mnie nie będzie śmiał, różne sytuacje się zdarzają. Zeszłam do portierni jeszcze raz i powiedziałam wprost, że to jest mój były partner który ma trudności z przyjęciem naszego rozstania i że bardzo proszę aby zanotować jego nazwisko i numery rejestracyjne i nie wpuszczać go więcej na teren firmy.
Ale kiedy skończyliśmy pracę, to okazało się że on czeka na ulicy pod firmą. Czułam wtedy wściekłość i strach. Musiałam prosić kolegę, żeby odwiózł mnie do domu, a narcyz jechał za nami. Pamiętam, że kiedy wchodziłam do domu, to tak trzasnęłam furtką, że aż iskry poleciały.
Uświadomiłam sobie wtedy jak wiele dał mi okres fizycznego i psychicznego odosobnienia. To było raptem kilka tygodni i zmiana którą wymusiłam swoją przeprowadzką - ale jednak zmieniło się bardzo wiele.
Zmieniło się bardzo dużo, bo kiedy zobaczyłam wieczorem z balkonu, że nadal siedzi w aucie na ulicy pod blokiem i lustruje okna (nie wiedział w którym mieszkaniu mieszkam) to spokojnie wzięłam prysznic i poszłam spać. A rano go już nie było.
Jakieś dwa tygodnie później przyjechał znowu i znowu wyczekiwał pod moim blokiem.
Trzy lata później zadzwonił na moją służbową komórkę, żeby przekazać mi, że zmarła jego mama. Nie wiem po co to zrobił, ale myślę że to był jego łabędzi śpiew. Nie lubiłam jego mamy, była dla mnie bardzo wredna i złośliwa, uważała że nie zasługuję na związek z jej synem i dobitnie dawała mi to do zrozumienia.
Na pogrzeb nie pojechałam, a ten telefon to był nasz ostatni kontakt.

Co za historia! Gratuluje wyjscia z nalogu! Brawo! smile

1,076

Odp: Starosc z Narcyzem

Cześć Kochani,
Dzięki za Wasze słowa i Waszą obecność. Czytałam caly czas na bieżąco, ale nie umiałam poskładać myśli żeby coś odpisać.
Jestem już po, wszystko skończone. Czuję się absolutnie i bezgranicznie beznadziejnie, ale wiem, że to była jedyna słuszna decyzja. Do samego końca miałam nadzieję, że się ocknie. Czuję się jakbym miała zaraz umrzeć z żalu i smutku, a jednocześnie jestem na niego wściekła. Wiele razy się rozstawaliśmy, ale jeszcze nigdy nie było to takie świadome, przemyślane i obustronne. Nie mam dziś na nic siły...

1,077

Odp: Starosc z Narcyzem

Przede wszystkim gratuluję Ci i daj Boże, żeby ten człowiek faktycznie odczepił się od Ciebie tak raz na zawsze.
Czujesz się wykończona i zmarnowana. Zacznij więc od tego, żeby wzmocnić swój organizm, który przez stały stres i życie w napięciu na pewno wyczyścił się z potrzebnych do życia składników. To normalne. Jedz czekoladę, najlepiej gorzka, łykaj magnez i potas oraz witaminy, jeśli jesteś roztrzęsiona, a na pewno jesteś, to nie bój się tabletek na uspokojenie, mogą być ziołowe, a jeśli będą za słabe, to śmiało sięgnij po atarax, to hydroxyzina, nie uzależnia, a działa cuda ( sama jechałam na tym dość długo), wychodź na spacery, zrób generalne porządki w domu albo wręcz remont i zakrec się koło psychologa.
Byłaś w beznadziejnym układzie całą dekadę, więc naprawdę musisz teraz o siebie zadbać. Jeśli zauważysz uvsieir stany depresyjne albo wręcz depresję, problemy z zasypianiem, to nie wahaj się, tylko od razu pomaszerują do psychiatry, bo nie ma sensu, żebyś się męczyła.
Według Tatiany Kostyry, która jak może czytałaś ja bardzo cenię, człowiek powinien zrobić wszystko, by nie cierpieć dłużej niż cztery miesiące. Cztery miesiące plus 10 lat w niepewności, to i tak bardzo długo. Nie dopuść do tego, by Twój powrót do równowagi potrwał dłużej niż cztery miesiące.
Trzymaj się kochana.

1,078

Odp: Starosc z Narcyzem

Jakie to jest przerażające ile osób tkwi w takich toksycznych relacjach. Na prawde ludzie nie mają świadomości ani wiedzy jak interpretować takie zachowania. Zdecydowanie powinny być jakieś kursy i zajęcia. Tatiana ma super te filmiki, czekam z niecierpliwością na kolejne. Zawsze, jak nachodzą mnie głupie myśli to ją włączam.
Co u mnie, emocjonalnie i zdrowotnie na pewno już okej. Biorę witaminy, tran i magnez. Zasypiam normalnie, jedynie się budzę w nocy, ale powoli coraz mniej, wiec pewnie niedługo 'samo się naprawi'. Wszystko jest po prostu okej. W zasadzie już mało co analizuje, nawet jak przypomne sobie te wszystkie złe sytuacje to do jakoś tak jest dużo mniej emocji. Nie dręczę się. Ten człowiek milczy nadal, ale ja nie oczekuje wpatrzona w telefon wiadomosci. Nie czekam na to w ogóle. Po prostu moje życie płynie dalej.

3majcie się dziewczyny!

1,079

Odp: Starosc z Narcyzem

Minęło pół dnia dopiero, ale już odczuwam efekty "odstawienia". Chociaż to głowa płata mi figle, wcześniej już też prawie nie rozmawialiśmy albo miałam karę i nie rozpaczałam. Mam tyle mysli, że czuję się jak jeden wielki paradoks, już mi jakieś głupie rzeczy zaczynają przychodzić do głowy, ale przeganiam wszystko faktem, że to nie mogło już tak dłużej trwać i że dobrze zrobiłam. Raz jestem na krawędzi i popadam w ataki płaczu za chwilę wiem, że jestem wolna od niepewnisci i czekania, i tak na zmianę. Jestem dziś jak chodzące zombi.

1,080

Odp: Starosc z Narcyzem
moon_light napisał/a:

Minęło pół dnia dopiero, ale już odczuwam efekty "odstawienia". Chociaż to głowa płata mi figle, wcześniej już też prawie nie rozmawialiśmy albo miałam karę i nie rozpaczałam. Mam tyle mysli, że czuję się jak jeden wielki paradoks, już mi jakieś głupie rzeczy zaczynają przychodzić do głowy, ale przeganiam wszystko faktem, że to nie mogło już tak dłużej trwać i że dobrze zrobiłam. Raz jestem na krawędzi i popadam w ataki płaczu za chwilę wiem, że jestem wolna od niepewnisci i czekania, i tak na zmianę. Jestem dziś jak chodzące zombi.

Po prostu nie miałaś innego wyjścia, bo jakie? Rozmowy przed którymi ucieka i które nic nie dają? Dalsze trwanie w tym czymś? Ciągle czekanie czy napisze/zadzwoni? Zastanawianie się czemu nie odebrał nie odpisał a odczytał? Ciągle rozmyślanie co on miał na myśli? Albo czemu milczy po kłótni czy go uraziłas? Dręczące myśli czy mu zależy?
W normalnym w związku nie ma ani jednej takiej rzeczy. Widzisz dziewczyny też były w takich związkach a teraz mają normalne - zobacz jak opisują różnice. Jeszcze nam się poukłada smile))

1,081 Ostatnio edytowany przez ulle (2020-09-16 20:25:18)

Odp: Starosc z Narcyzem
moon_light napisał/a:

Minęło pół dnia dopiero, ale już odczuwam efekty "odstawienia". Chociaż to głowa płata mi figle, wcześniej już też prawie nie rozmawialiśmy albo miałam karę i nie rozpaczałam. Mam tyle mysli, że czuję się jak jeden wielki paradoks, już mi jakieś głupie rzeczy zaczynają przychodzić do głowy, ale przeganiam wszystko faktem, że to nie mogło już tak dłużej trwać i że dobrze zrobiłam. Raz jestem na krawędzi i popadam w ataki płaczu za chwilę wiem, że jestem wolna od niepewnisci i czekania, i tak na zmianę. Jestem dziś jak chodzące zombi.

Zauważyłam, że Tobie rozmowa tutaj z kimkolwiek praktycznie do niczego nie jest potrzebna. Ktoś do Ciebie pisze, doradza Ci, jak potrafi, a Ty nie odnosisz się do tego,co przeczytałaś ( prawdę mówiąc, to zastanawiam się czy w ogóle czytasz, co się do Ciebie pisze) w żaden sposób. Jedyne co robisz, to opisujesz aktualne swoje stany psychiczne w danym momencie.
Ja rozumiem, że nie masz obowiązku komukolwiek odpisywać, ale z drugiej strony, to chyba nie tak powinno wyglądać.
Ja lubię rozmawiać z autorem/ autorka, a nie mówić jak dziad do obrazu, a obraz ani razu.

1,082

Odp: Starosc z Narcyzem

Droga ulle, oczywiście, że czytam i rozważam w sobie wszystkie słowa. Samo podjęcie przeze mnie decyzji chyba o czymś świadczy, bo nie mogłam już dłużej trwać w zawieszeniu i tolerować pewnych rzeczy. Dziękuję za wasze słowa i porady, bo cóż mogłabym więcej dodać? Tylko utwierdzają mnie w moich własnych przemyśleniach. Przyszłam tutaj po to, żeby nie być sama z emocjami. Pomimo przekonania o słuszności ucięcia tej relacji, spodziewałam się tego, że nie będę z tego powodu skakać z radości. Natomiast jeśli przeszkadza Ci, że daję ujście emocjom i że chcę się z nich wygadać mogę nie wypowiadać się w tym wątku. Jeśli zatem chcesz napisać mi teraz coś kąśliwego, to prosiłabym Cię o wstrzymanie się z tą wypowiedzią, przeżyję wszystko w swoim tempie, bo nie potrzebuję pocieszenia w stylu, że grochem o ścianę.
Jestem o tyle spokojniejsza, że skończyła się niepewność i czekanie, czy napisze, jak napisze, o co znów może mieć pretensje, co powie, jak popatrzy. Bo takie życie z drugim człowiekiem to żadna przyjemność. Co nie oznacza, że nie czuję żalu i pustki. Tęsknię za tym facetem, który się starał i robił coś na równi ze mną. Bo tak było. Od rozpoczęcia nowego początku, czyli te 3-4 lata temu, to nie był emocjonalny roller coaster tak jak wcześniej. Problem w tym, że relacja utknęła i coś sprawiło, że on uruchomił swoje stare mechanizmy działania, a ja zaczęłam się nad nim zastanawiać ogólnie całościowo, bo wydawało mi się wcześniej, że jednak coś się w nim zmieniło. A to co miałam do wyboru w tym momencie to trwać w zawieszeniu kolejne nie wiadomo ile i być traktowana coraz gorzej, albo uciąć to jeśli faktycznie po drugiej stronie nie ma ani krzty chęci, skoro nie potrafił mnie uszanować w naprawdę elementarnych kwestiach.

1,083

Odp: Starosc z Narcyzem

U mnie minęło już trochę czasu, ale nadal nie doszłam w 100% do siebie. Kontaktu nie ma, a ja nadal czuje jakby to była niedokonczona sprawa. Nie umiem się też pozbyć natłoku myśli i wspomnień. Czasem udaje mi się to zablokować, ale nie zawsze – i wtedy popadam w dołek. Powinnam mieć już wszystko poukładane w głowie, bardzo dużo przerobiłam z tematu a … ja się czuje mimo wszystko, jakby świat się zatrzymał. Mogę nawet zaryzykować stwierdzenie, że po prostu tęsknie, nawet mając tą wiedzę co mam teraz.  Może to taki efekt jak przy odstawieniu ? Jakie miałyście na to sposoby? Pozdrawiam

1,084

Odp: Starosc z Narcyzem
moon_light napisał/a:

Droga ulle, oczywiście, że czytam i rozważam w sobie wszystkie słowa. Samo podjęcie przeze mnie decyzji chyba o czymś świadczy, bo nie mogłam już dłużej trwać w zawieszeniu i tolerować pewnych rzeczy. Dziękuję za wasze słowa i porady, bo cóż mogłabym więcej dodać? Tylko utwierdzają mnie w moich własnych przemyśleniach. Przyszłam tutaj po to, żeby nie być sama z emocjami. Pomimo przekonania o słuszności ucięcia tej relacji, spodziewałam się tego, że nie będę z tego powodu skakać z radości. Natomiast jeśli przeszkadza Ci, że daję ujście emocjom i że chcę się z nich wygadać mogę nie wypowiadać się w tym wątku. Jeśli zatem chcesz napisać mi teraz coś kąśliwego, to prosiłabym Cię o wstrzymanie się z tą wypowiedzią, przeżyję wszystko w swoim tempie, bo nie potrzebuję pocieszenia w stylu, że grochem o ścianę.
Jestem o tyle spokojniejsza, że skończyła się niepewność i czekanie, czy napisze, jak napisze, o co znów może mieć pretensje, co powie, jak popatrzy. Bo takie życie z drugim człowiekiem to żadna przyjemność. Co nie oznacza, że nie czuję żalu i pustki. Tęsknię za tym facetem, który się starał i robił coś na równi ze mną. Bo tak było. Od rozpoczęcia nowego początku, czyli te 3-4 lata temu, to nie był emocjonalny roller coaster tak jak wcześniej. Problem w tym, że relacja utknęła i coś sprawiło, że on uruchomił swoje stare mechanizmy działania, a ja zaczęłam się nad nim zastanawiać ogólnie całościowo, bo wydawało mi się wcześniej, że jednak coś się w nim zmieniło. A to co miałam do wyboru w tym momencie to trwać w zawieszeniu kolejne nie wiadomo ile i być traktowana coraz gorzej, albo uciąć to jeśli faktycznie po drugiej stronie nie ma ani krzty chęci, skoro nie potrafił mnie uszanować w naprawdę elementarnych kwestiach.

Ależ kochana, oczywiście że doskonale wiem, co czujesz i jak bardzo się starasz. Nie gniewaj się, że troszkę Cię pogonilam, ale ja jestem już PO i uwierz mi, żyje mi się cudownie i bardzo chciałabym, żeby wszystkie osoby, które uwiklaly się w takie bagno też natychmiast wyzdrowiały i zaczęły żyć lekko oraz przyjemnie. Bo naprawdę bez tego balastu żyje się cudownie, codziennie tak jest, czy Ty wyobrażasz sobie, że można codziennie budzić się z uśmiechem na twarzy i bez tych myśli o narcyzie?, chociaż wiadomo, że życie ciągle przynosi jakieś nowe problemy i kłopoty. Ja po prostu chciałabym, żeby po jednym albo po dwóch moich dłuższych postach wszystkie ofiary wszystko natychmiast zrozumiały i pozamykaly smutny i przerażający rozdział swojego życia. Wiem, że tak się nie da, że za dotknięciem czarodziejskiej różdżki nie stanie się żaden cud, ale z natury jestem dość niecierpliwą osoba i gdy coś robię albo pisze czy mówię, to robię to wszystko bardzo szybko. Także straciłam troszkę do Ciebie cierpliwość, nic więcej to nie oznacza.
Czy z dnia na dzień czujesz się coraz lepiej, czy też dalej mordujesz się że swoim demonem praktycznie bez zmian?

1,085

Odp: Starosc z Narcyzem
KoloroweSny napisał/a:

U mnie minęło już trochę czasu, ale nadal nie doszłam w 100% do siebie. Kontaktu nie ma, a ja nadal czuje jakby to była niedokonczona sprawa. Nie umiem się też pozbyć natłoku myśli i wspomnień. Czasem udaje mi się to zablokować, ale nie zawsze – i wtedy popadam w dołek. Powinnam mieć już wszystko poukładane w głowie, bardzo dużo przerobiłam z tematu a … ja się czuje mimo wszystko, jakby świat się zatrzymał. Mogę nawet zaryzykować stwierdzenie, że po prostu tęsknie, nawet mając tą wiedzę co mam teraz.  Może to taki efekt jak przy odstawieniu ? Jakie miałyście na to sposoby? Pozdrawiam

Witaj. Wyobraź sobie, że miałam przeczucie, że lada moment się odezwiesz.
Jesteś taka mądra, taka rozsądna i dzielna, a przecież ciągle przeżywasz te sytuację.

Jak doskonale wiesz tego rodzaju związku nigdy nie układają się pomyślnie i zawsze, ale to zawsze kończą się źle. Człowiek, który wyszedł z czegoś takiego zawsze ma uczucie niedosytu, czegoś jakby niedokończonego, chociaż niczego dodac, ani ująć tu nie trzeba. Narcyz zawsze rozstanie się w sposób bardzo nieelegancki, bo albo zastosuje ghosting, albo powie coś obraźliwego oraz niesprawiedliwego na sam koniec. O tym, żeby zaprosił kobietę np na pozegnalna kolację, wręczył kwiaty albo prezent na pożegnanie nie ma nawet mowy. On niczego Ci nie powie, za nic nie podziękuję, za nic nie przeprosi, zamiast tego schyli łeb i ucieknie chyłkiem jak tchórz, którym przecież jest, albo jeszcze Ci dowali jakimś chamskim tekstem. To są tacy ludzie.

Życie z kimś takim na co dzień i pod jednym dachem, to przecież umieralnia za życia, istna gehenna, bo taki człowiek na każdym kroku sabotuje swój związek. Nie da się walczyć z czymś takim, nie da się z tym pogodzic, no nie da się żyć. Z każdym krokiem coraz bardziej zbliżającym Cię do domu nogi robią Ci się coraz cięższe.

Co można zrobić, żeby przestać myśleć i żeby przestać tęsknic.
Pierwsza rzecz, to należy przyjąć do wiadomości, że niestety ale wkroczyło się w bardzo trudny czas. Zdrowienie, dochodzenie do siebie po narcyzie jest długim procesem i bardzo trudnym. Słuchasz Tatiany, więc wiesz, że należy zrobić wszystko, by ta najgorsza rozpacz, to największe cierpienie nie trwało dłużej niż 40 dni. U Ciebie tak przecież jest. Najgorsze masz za sobą. Masz wiedzę i przestalas być dzieckiem błąkającym się we mgle. Jeśli człowiek mocno cierpi dłużej niż 40 dni, to niestety ale utrwala w dobie myślenie, że jest ofiarą, a to jest zawsze tragiczne w skutkach, ponieważ można sama siebie uznać za ofiarę, uwierzyć w to i potem rzeczywiście żyć dalej jako ofiara losu. Powinnaś więc pojąć, że Ty żadna ofiara nie jesteś, że jest wprost przeciwnie, Ty jesteś bohaterka i wielka zwyciężczynią, ponieważ uwolnilas dwoje życie od wpływu złego człowieka.
Jesteś bohaterka i sama sobie dałaś szansę na ułożenie sobie życia w taki sposób, że i Ty będziesz usatysfakcjonowana i ten drugi człowiek, że nie będziesz walczyła z wiatrakami ani co chwilę udowadniała komuś, że nie jesteś wielbłądem.
Musisz raz na zawsze wbic sobie do głowy i uwierzyć w to, że wiążąc się z tym człowiekiem naprawdę zmarnowalabys sobie życie. Każdy dzień z nim byłby udręką i wiecznym życiem w napięciu czy dzisiaj znowu dostaniesz po głowie, czy może będzie w miarę spokojnie. Uwierz mi, że niczego dobrego nie utracilas. Nie można stracić czegoś, czego nigdy się nie miało, a z narcyzem jest tak, że nigdy nie mogłabyś go mieć. On Ciebie by miał, ale Ty jego nie miałabyś nigdy. Wystarczyłoby, żeby powinęła Ci się noga, zachorowała na coś, cokolwiek złego spadłoby na Ciebie, narcyz natychmiast zacząłby Tobą gardzić, bo Tu jako jego lustro zawsze musiałabyś być godna tego pana, przy czym nawet gdybyś zawsze, o każdej porze dnia i nocy była jego godną, to i tak byłoby źle, bo nie mogłabyś przecież zagrażac temu człowiekowi i być od niego lepszą. I tak źle, i tak niedobrze.
Kochana, nie żałuj, że to skończone. Niczego dobrego nie straciłaś, a wiele zyskalas i zobaczysz, że za jakiś czas Bogu będziesz dziękowała, że w porę pogonilas to dziadostwo.

1,086

Odp: Starosc z Narcyzem

Dziewczyny, cieszę się, że jesteście. Wszystkie, bez wyjątku, pojawiające się od strony 1 do teraz (i nieliczni Panowie również). Jesteście dla mnie wielkim wsparciem już od jakiegoś czasu. Ulle jesteś nieoceniona.
Moja historia jest po części każdą z tutaj pojawiających się, a taki to zlepek narcyzich "uprzejmości" mnie spotkał/spotyka (cholera już wie jaki status).
A teraz jak ta ostatnia idiotka czekam na telefon, bo się Panicz nie odzywa, i po co, i dlaczego? Przecież to nie ma sensu.
Zdaję sobie sprawę, że powinnam uciekać, skoro tak świetnie się wyedukowałam w temacie i wiem już z czym mam do czynienia. Wiedza moja jest ogromna i... bezużyteczna.
Bo próbowałam się uwolnić, ale ciągle wracam, mimo wielkich świństw i niegodziwości jakie są mi serwowane.
Ufff ... chciałam się tylko z Wami wszystkimi dziś przywitać.
Cieszę się, że wątek ciągle żyje. Jesteście mi bardzo bliscy, choć się nie spotkaliśmy.

1,087

Odp: Starosc z Narcyzem
emocja_ napisał/a:

Dziewczyny, cieszę się, że jesteście. Wszystkie, bez wyjątku, pojawiające się od strony 1 do teraz (i nieliczni Panowie również). Jesteście dla mnie wielkim wsparciem już od jakiegoś czasu. Ulle jesteś nieoceniona.
Moja historia jest po części każdą z tutaj pojawiających się, a taki to zlepek narcyzich "uprzejmości" mnie spotkał/spotyka (cholera już wie jaki status).
A teraz jak ta ostatnia idiotka czekam na telefon, bo się Panicz nie odzywa, i po co, i dlaczego? Przecież to nie ma sensu.
Zdaję sobie sprawę, że powinnam uciekać, skoro tak świetnie się wyedukowałam w temacie i wiem już z czym mam do czynienia. Wiedza moja jest ogromna i... bezużyteczna.
Bo próbowałam się uwolnić, ale ciągle wracam, mimo wielkich świństw i niegodziwości jakie są mi serwowane.
Ufff ... chciałam się tylko z Wami wszystkimi dziś przywitać.
Cieszę się, że wątek ciągle żyje. Jesteście mi bardzo bliscy, choć się nie spotkaliśmy.

Uwolnisz się, jeśli uwierzysz w to, że za tą gruba burawa ściana istnieje całkiem fajne życie, oczywiście życie nie bez problemów, chorób i trosk, ale życie na tyle fajne że poczujesz wielką stratę, że Ty jesteś go pozbawiona.
Inni ludzie budząc się rano mają wolne głowy od myślenia o narcyzie, Ty natomiast otwierasz oczy i od pierwszej sekundy po przebudzeniu już masz zatrute myśli pt " co robi i myśli mój cudowny narcyz".
On natomiast budząc się rano o Tobie nie myśli, on myśli o tym, jakby tu zrobić, że ten dzień był dla niego jak najfajniejszy.
Widzisz różnicę?
Nie czekaj na odpowiedni moment, bo taki nie nadejdzie, zerwij z nim jutro, potem wkroczysz w bardzo trudny czas zdrowienia, ale na koniec wyjdziesz z matni, jako wolna i bardzo mądra kobieta.
I sobie pomożesz, i może pomożesz też innym.

1,088

Odp: Starosc z Narcyzem

Och Ulle ja to wszystko sobie powtarzam, codziennie, wielokrotnie. I ma to wielki sens, jak myślę o tym na spokojnie. A potem "on" się pojawia i ja już o tych moich przemyśleniach zapominam. Bo jest, bo kocha (przecież tak mówi), bo cieszy się mną, że mnie ma, bo ja to jestem .... (w tym miejscu wpisz dowolne echy i achy jakie przychodzą do głowy). A te wszystkie inne są nieważne, one tylko tak na chwilę. Trafił mi się chyba jeszcze większy dooopcyngiel niż ten Twój były narcyz. Człowiek posiadający wszelkie chyba "izmy" jakie istnieją. W ogóle chyba wszystkie możliwe uzależnienia, z wyjątkiem hazardu.
I ja brnę w to dalej wiedząc o tym wszystkim i zdając sobie sprawę z mojego mizernego położenia. Teraz jeszcze jestem w miarę zdrowa na umyśle, bo mieliśmy długą przerwę (brak kontaktu całkowity) i wznowiliśmy się dopiero jakiś miesiąc temu.
I może dla tego jestem tak rozgoryczona, i zła na siebie, bo już byłam na dobrej drodze ku zapomnieniu i znów w to wdepnęłam.
Do wszystkich szarpiących się i wspominających - niestety nie ma cudownego leku na zapomnienie. Trzeba przejść pewne fazy "odstawienia", pocierpieć, poszlochać (ja najbardziej lubię pod prysznicem). Jak potrzebujecie wina - nie żałujcie sobie. Tylko niech to nie spowoduje, że sięgniecie po telefon.
Przechodziłam przez te fazy nie raz.
I najwyraźniej zaczynam od nowa jutro.
Wierzę, że nam się uda!

1,089

Odp: Starosc z Narcyzem

Emocjo, skończ to dzisiaj i jako powód definiowanego rozstania podaj sobie, że ciągnąc to dalej i tak guzik z tego wszystkiego byś miała. Bo jakim cudem miałabyś zbudować z nim dobry związek, skoro ten facet sabotuje Twoje działania na każdym kroku.
To tak jakbyś poszła gdzieś z rozwydrzonym dzieckiem, które na każdym kroku drze się i wymusza różne rzeczy dla siebie, a Ty non stop musiałabyś łagodzic wasze spory. Toż wrocilabys do domu z takiej wyprawy umordowana do granic możliwości. Głowa by Cię rozbolała, napięte z nerwów mięśnie i byłabyś roztrzęsiona. A dzieciak po serii swoich występów publicznych wróciłby do domu, jak gdyby nigdy nic, bo w jednej sekundzie już miałby dobry humor, Ty natomiast ciągle byłabyś wkurzona.
Tak właśnie wyglądają relacje z narcyzem.

Puść go wolno i niech się ten chłop narucha z tymi babami, ile tylko zdoła. Bo co zrobisz? Zawiazesz mu na pętelkę? Niech rucha, rucha, aż zarucha się któregoś dnia i padnie.
Idź potem do lekarza i zrób sobie badania na różne choroby przenoszone drogą płciową, zacznij np od chlamydii. Zapewniam Cię, że wszystkiego odechce Ci się po tych nerwach, które będziesz miała chodząc na badania, a dużo tego do badania już Ci się uzbierało.
Przeczytaj książkę Mai Friedrich pt. " Moje dwie głowy". Ona też miała do czynienia z narcyzem haremowym.
Skończ to raz na zawsze. Przecież nie jest to niewykonalne.

1,090

Odp: Starosc z Narcyzem
ulle napisał/a:

Witaj. Wyobraź sobie, że miałam przeczucie, że lada moment się odezwiesz.
Jesteś taka mądra, taka rozsądna i dzielna, a przecież ciągle przeżywasz te sytuację.

Jak doskonale wiesz tego rodzaju związku nigdy nie układają się pomyślnie i zawsze, ale to zawsze kończą się źle. Człowiek, który wyszedł z czegoś takiego zawsze ma uczucie niedosytu, czegoś jakby niedokończonego, chociaż niczego dodac, ani ująć tu nie trzeba. Narcyz zawsze rozstanie się w sposób bardzo nieelegancki, bo albo zastosuje ghosting, albo powie coś obraźliwego oraz niesprawiedliwego na sam koniec. O tym, żeby zaprosił kobietę np na pozegnalna kolację, wręczył kwiaty albo prezent na pożegnanie nie ma nawet mowy. On niczego Ci nie powie, za nic nie podziękuję, za nic nie przeprosi, zamiast tego schyli łeb i ucieknie chyłkiem jak tchórz, którym przecież jest, albo jeszcze Ci dowali jakimś chamskim tekstem. To są tacy ludzie.

Życie z kimś takim na co dzień i pod jednym dachem, to przecież umieralnia za życia, istna gehenna, bo taki człowiek na każdym kroku sabotuje swój związek. Nie da się walczyć z czymś takim, nie da się z tym pogodzic, no nie da się żyć. Z każdym krokiem coraz bardziej zbliżającym Cię do domu nogi robią Ci się coraz cięższe.

Co można zrobić, żeby przestać myśleć i żeby przestać tęsknic.
Pierwsza rzecz, to należy przyjąć do wiadomości, że niestety ale wkroczyło się w bardzo trudny czas. Zdrowienie, dochodzenie do siebie po narcyzie jest długim procesem i bardzo trudnym. Słuchasz Tatiany, więc wiesz, że należy zrobić wszystko, by ta najgorsza rozpacz, to największe cierpienie nie trwało dłużej niż 40 dni. U Ciebie tak przecież jest. Najgorsze masz za sobą. Masz wiedzę i przestalas być dzieckiem błąkającym się we mgle. Jeśli człowiek mocno cierpi dłużej niż 40 dni, to niestety ale utrwala w dobie myślenie, że jest ofiarą, a to jest zawsze tragiczne w skutkach, ponieważ można sama siebie uznać za ofiarę, uwierzyć w to i potem rzeczywiście żyć dalej jako ofiara losu. Powinnaś więc pojąć, że Ty żadna ofiara nie jesteś, że jest wprost przeciwnie, Ty jesteś bohaterka i wielka zwyciężczynią, ponieważ uwolnilas dwoje życie od wpływu złego człowieka.
Jesteś bohaterka i sama sobie dałaś szansę na ułożenie sobie życia w taki sposób, że i Ty będziesz usatysfakcjonowana i ten drugi człowiek, że nie będziesz walczyła z wiatrakami ani co chwilę udowadniała komuś, że nie jesteś wielbłądem.
Musisz raz na zawsze wbic sobie do głowy i uwierzyć w to, że wiążąc się z tym człowiekiem naprawdę zmarnowalabys sobie życie. Każdy dzień z nim byłby udręką i wiecznym życiem w napięciu czy dzisiaj znowu dostaniesz po głowie, czy może będzie w miarę spokojnie. Uwierz mi, że niczego dobrego nie utracilas. Nie można stracić czegoś, czego nigdy się nie miało, a z narcyzem jest tak, że nigdy nie mogłabyś go mieć. On Ciebie by miał, ale Ty jego nie miałabyś nigdy. Wystarczyłoby, żeby powinęła Ci się noga, zachorowała na coś, cokolwiek złego spadłoby na Ciebie, narcyz natychmiast zacząłby Tobą gardzić, bo Tu jako jego lustro zawsze musiałabyś być godna tego pana, przy czym nawet gdybyś zawsze, o każdej porze dnia i nocy była jego godną, to i tak byłoby źle, bo nie mogłabyś przecież zagrażac temu człowiekowi i być od niego lepszą. I tak źle, i tak niedobrze.
Kochana, nie żałuj, że to skończone. Niczego dobrego nie straciłaś, a wiele zyskalas i zobaczysz, że za jakiś czas Bogu będziesz dziękowała, że w porę pogonilas to dziadostwo.

Może dlatego, że dawno tu nie pisałam, a trochę czasu minęło ? smile Ja to wszystko wiem co napisałaś wyżej. Moze mimo wszystko za mało tego czasu?

1,091 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2020-09-27 13:49:49)

Odp: Starosc z Narcyzem

Po pierwsze, to jest coś takiego jak stalking i niektóre  z Was co tu piszą takich stalkerów miały.  Ale nie wszystkie, niektóre po prostu Pana z uciążliwym charakterem, którego wynoszą do roli demona, bo mają z tego jakąś korzyść

Zaskakująco wielu ludzi uważa, że przeczytanie każdego słowa nie jest niezbędne do zrozumienia tekstu...

1,092

Odp: Starosc z Narcyzem
ulle napisał/a:
moon_light napisał/a:

Droga ulle, oczywiście, że czytam i rozważam w sobie wszystkie słowa. Samo podjęcie przeze mnie decyzji chyba o czymś świadczy, bo nie mogłam już dłużej trwać w zawieszeniu i tolerować pewnych rzeczy. Dziękuję za wasze słowa i porady, bo cóż mogłabym więcej dodać? Tylko utwierdzają mnie w moich własnych przemyśleniach. Przyszłam tutaj po to, żeby nie być sama z emocjami. Pomimo przekonania o słuszności ucięcia tej relacji, spodziewałam się tego, że nie będę z tego powodu skakać z radości. Natomiast jeśli przeszkadza Ci, że daję ujście emocjom i że chcę się z nich wygadać mogę nie wypowiadać się w tym wątku. Jeśli zatem chcesz napisać mi teraz coś kąśliwego, to prosiłabym Cię o wstrzymanie się z tą wypowiedzią, przeżyję wszystko w swoim tempie, bo nie potrzebuję pocieszenia w stylu, że grochem o ścianę.
Jestem o tyle spokojniejsza, że skończyła się niepewność i czekanie, czy napisze, jak napisze, o co znów może mieć pretensje, co powie, jak popatrzy. Bo takie życie z drugim człowiekiem to żadna przyjemność. Co nie oznacza, że nie czuję żalu i pustki. Tęsknię za tym facetem, który się starał i robił coś na równi ze mną. Bo tak było. Od rozpoczęcia nowego początku, czyli te 3-4 lata temu, to nie był emocjonalny roller coaster tak jak wcześniej. Problem w tym, że relacja utknęła i coś sprawiło, że on uruchomił swoje stare mechanizmy działania, a ja zaczęłam się nad nim zastanawiać ogólnie całościowo, bo wydawało mi się wcześniej, że jednak coś się w nim zmieniło. A to co miałam do wyboru w tym momencie to trwać w zawieszeniu kolejne nie wiadomo ile i być traktowana coraz gorzej, albo uciąć to jeśli faktycznie po drugiej stronie nie ma ani krzty chęci, skoro nie potrafił mnie uszanować w naprawdę elementarnych kwestiach.

Ależ kochana, oczywiście że doskonale wiem, co czujesz i jak bardzo się starasz. Nie gniewaj się, że troszkę Cię pogonilam, ale ja jestem już PO i uwierz mi, żyje mi się cudownie i bardzo chciałabym, żeby wszystkie osoby, które uwiklaly się w takie bagno też natychmiast wyzdrowiały i zaczęły żyć lekko oraz przyjemnie. Bo naprawdę bez tego balastu żyje się cudownie, codziennie tak jest, czy Ty wyobrażasz sobie, że można codziennie budzić się z uśmiechem na twarzy i bez tych myśli o narcyzie?, chociaż wiadomo, że życie ciągle przynosi jakieś nowe problemy i kłopoty. Ja po prostu chciałabym, żeby po jednym albo po dwóch moich dłuższych postach wszystkie ofiary wszystko natychmiast zrozumiały i pozamykaly smutny i przerażający rozdział swojego życia. Wiem, że tak się nie da, że za dotknięciem czarodziejskiej różdżki nie stanie się żaden cud, ale z natury jestem dość niecierpliwą osoba i gdy coś robię albo pisze czy mówię, to robię to wszystko bardzo szybko. Także straciłam troszkę do Ciebie cierpliwość, nic więcej to nie oznacza.
Czy z dnia na dzień czujesz się coraz lepiej, czy też dalej mordujesz się że swoim demonem praktycznie bez zmian?

Witaj, coś mnie tchnęło żeby odwiedzić dziś ten wątek smile wiem, że "tam po drugiej stronie" już patrzy się z innej perspektywy. Póki co próbuje oddalać się od brzegu. Dobijam do 2 tygodni od definitywnego rozstania. Absolutną czarną rozpacz wygoniłam dość prędko. Staram się nie babrać za mocno w emocjach, choć czasem ciężko mi je rozgonić, szczególnie wieczorami. Po prostu czuję rozżalenie i zawód. Za dnia funoconuję normalnie, nie przeżywam stresów. Planuję raczej z dnia na dzień, staram się wychodzić do ludzi w miarę możliwości. Zażywam witaminki. Jeszcze psuje mi poranki. Nie mamy absolutnie żadnego kontaktu i nie korci mnie na jego inicjowanie. Trudno jednak porzucić przeszłość z dnia na dzień, tak jak zrobił to on. I tak jak napisała również KoloroweSny, w głowie generalnie jest cała ta wiedza, wszystko rozumiem w temacie, ale nie rozumiem siebie, jak można tęsknić za kimś, kto utrzymywał ciągły stan niedosytu i niepewnodci, kto nie okazał elementarnego szacunku, kto na końcu okazał się ostatnim tchórzem,kto zadał tyle bólu i nie widział w swoim zachowaniu nic zdrożnego, za to ja, o panie.. Jakaż to ja niewdzięczna i ile to wymagam. Tak w skrócie... No za czym? Za czym tęsknić? A jednak pusto.. Próbuję walczyć o siebie każdego dnia, z różnym skutkiem. Po prostu wiem, że nic innego nie ma teraz sensu. Najgorzej chyba mi z tym, że moja wiara w przyszłość legła w gruzach,po prostu jej nie widzę nijak i to mnie przeraża. Chciałabym przeskoczyć kilka levelow wyżej, ale chyba za szybko, po prostu każdą emocje jednak trzeba przetrawić, a dopięro potem puścić.
Krótko mówiąc, czuję się lepiej, ale jeszcze nie ma tyle by powiedzieć, że dobrze. Po prostu czuję ulgę w tym, że nie muszę myśleć o tym co jaśnie lord zafunduje mi tego dnia. To już jakby ktoś z tonę ze mnie zdjął.

1,093 Ostatnio edytowany przez Tebika (Dzisiaj 11:40:53)

Odp: Starosc z Narcyzem

Czy możecie powiedzieć jak reaguje narcyz kiedy usłyszy krytykę albo cos co mu nie podpasuje w naszej wypowiedzi ? (Nie mieszkamy w jednym mieście)
w tym przypadku chodzi mi o reakcje na odległość.

1,094

Odp: Starosc z Narcyzem
Tebika napisał/a:

Czy możecie powiedzieć jak reaguje narcyz kiedy usłyszy krytykę albo cos co mu nie podpasuje w naszej wypowiedzi ? (Nie mieszkamy w jednym mieście)
w tym przypadku chodzi mi o reakcje na odległość.

Rozstałaś się z nim przecież prawie rok temu.
Nie szkoda czasu i życia na dalsze roztrząsanie ON, JEGO, JEMU, DLA NIEGO, O NIM??

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

Posty [ 1,046 do 1,094 z 1,094 ]

Strony Poprzednia 1 18 19 20

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018