Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci". - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 55 z 66 ]

Temat: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Witam. Chciałabym  podjąć dyskusję na temat :  jakie problemy, małe i duże, sprawiają nam dorosłe pociechy. Jestem matką właśnie takiego "osobnika", z którym kłopoty były od zawsze. Nie mówię o zdrowotnych, bo to już "siła wyższa", ale pozostałych. Czy rodzice mają obowiązek pomagać takim "dzieciom" jeżeli nie dostają nic w zamian? Ewentualnie "warczenie", podniesiony głos..  Bo pomimo ogromnej miłości i miękkiego serca, jest chyba granica takiej pomocy /np. finansowej/. Bardzo proszę o opinię.

Mów o dobrych rzeczach wieczorem, jutro, codziennie. Wówczas złe uciekną.
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Beata, to bardzo, bardzo interesujący temat.
Napisałaś mało o swojej sytuacji i trudno się do niej odnieść. Jedno mogę powiedzieć. Tak, jest granica, a szczególnie wtedy, gdy dorosłe dziecko pozwala sobie na to co robi Twoje, warczenie i podniesiony głos.

Część młodych dorosłych jest bardzo roszczeniowa i egoistyczna. Rodzice dla nich to dojne krowy. Uważają, że (autentyczne) skoro rodzicom "zachciało się" mieć dzieci, to mają zas.... obowiązek wobec nich do końca swojego życia. Tak zostali wychowani. Od maleńkości wpajano im, że są królem lub królową i że to świat powinien się do nich dostosować, nie oni do świata. To KRÓL ustala zasady. I widac to na każdym kroku, choćby w autobusie, gdzie nawet obecność stojącego jednonogiego starca o kulach, nie skłoni młodego bufona do ustąpienia mu miejsca. Wstaje z siedzenia starsza kobieta, a bufon ani drgnie. I nikt nie ośmieli się zwrócić mu uwagi, bo boi się chamstwa.
Albo tak: kobieta mieszka ze swoim trzydziestoletnim synem w małym mieszkanku. On przyprowadza sobie dziewczynę, a ona do północy siedzi na schodach, aż panienka sobie pójdzie. Synowi nawet do głowy nie przyjdzie szukac sobie mieszkania. Po co, jeśli w mieszkaniu matki robi co chce, zupełnie się z nią nie licząc.
I jeszcze - do 18-letniej córki przychodzi na noc jej chłopak, a rodzice nawet nie śmią zapukać w drzwi, chociaż im się to nie podoba. Panna przecież dorosła, jak twierdzi, chociaż jedynym atrybutem jej dorosłości jest dowód osobisty, bo nie pracuje, nie zarabia i bez rodziców zginęłaby jak Mańka w Czechach. Ale uszanować zasady rodziców? Też mi coś!

Ja się ciągle zastanawiam, co kieruje rodzicami, że zgadzają się na takie rzeczy. Czy naprawdę uwierzyli w to, że młodzi wiedzą wszystko lepiej i ich sposób na życie jest słuszniejszy, tylko dlatego że lepiej się znają na komputerach niż ich rodzice?

Bardzo chciałabym, żeby ktoś mi powiedział, dlaczego zgadza się na to, by w jego domu zamieszkała dziewczyna syna, lub chłopak córki. Nie żona syna i nie mąż córki, tylko....no kto?
Bardzo poważnie pytam. Rozumiem młodych, że chcą być razem, sypiać ze sobą w komfortowych warunkach, ale nie rozumiem starych. Czy naprawdę potrafili przyjąć za swoje dzisiejsze obyczaje, chociaż sami wyrośli w innych? A może boją się swoich dzieci? Albo są w nie tak zapatrzeni, że cokolwiek by robiły, to jest to jedyne słuszne i właściwe?

3

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Witajcie,  Mareno w zupełności się z Tobą zgadzam .Swiat według mnie oszalał, a niektórzy rodziciele przede wszystkim.Chyba to bezstresowe wychowanie tak modne w latach 90-tych zbiera swoje żniwo, a poza tym wygodnictwo,brak czasu /co żadnego rodzica nie zwalnia z obowiązku wprowadzenia i egzekwowania pewnych norm i zasad/ a przede jakas indolecja w przekazywaniu dzieciom podstawowych wartości nie wspomnę już o tradycjach.

Beato, niewiele na razie mogę  radzić nie znając bliżej tematu,ale ja uważam,że dorosłemu dziecku daje się do ręki przysłowiową wędkę,a nie gotową rybkę-na pewno bardziej doceni.
pozdrawiam

4

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

kobietki, ale przecież "warczenie" i podniesiony głos musiał się kiedyś zdarzyć pierwszy raz...
właśnie wtedy był czas, żeby jasno i dobitnie powiedzieć: hola, młody człowieku, nie życzę sobie i nie pozwalam, abyś się do mnie odnosił w ten sposób...

macie rację, dziś dzieci rządzą w domach...

nie rozumiem tego...

beata napisał/a:

Bo pomimo ogromnej miłości i miękkiego serca....

Beata, nie od dziś wiadomo, że nadmiar miłości szkodzi...
kochać, to nie znaczy pozwalać na wszystko, wyręczać...

marena napisał/a:

A może boją się swoich dzieci?

ale czego tu się bać?

5

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Dziękuję za odpowiedzi!  Bardzo mi się podobają. Mareno, przytoczyłaś skrajne sytuacje, ale tak też się zdarza że rodzice zamieniają się w podwładnych, służących i pozwalają sobą pomiatać. Jeśli chodzi o ustępowanie miejsca starszym, to nie ma co się dziwić że dziś szczeniak siedzi, a staremu nogi wchodzą w d.... A kto ich tak nauczył!  Mieszkam w dużym mieście i od dawna widzę w autobusie, tramwaju, bardzo często taki obrazek :  mamusia lub babcia sadza pociechę a sama, niejednokrotnie z ciężkimi siatkami, stoi  i nieraz widać że ledwo stoi... To co, po latach taki synek czy córka na widok starszego podniesie d... ?  W dzisiejszych czasach jest jakiś taki właśnie głupi zwyczaj. Zamiast wziąć dzieciaka na kolana, to samemu się stoi. No i mamy to co mamy. A wracając do głównego tematu, to chcę dodać, że ponad 30-letnie "dziecko" mieszkające z rodzicami na "jakiś czas", mieszka już ponad 2 lata. Długi  niewiele mu zmalały, choć mieszkanie i wyżywienie ma gratis, całymi dniami pracuje i nie ma czasu  ani na pomoc rodzicom w czymkolwiek, ani nawet na zachowanie podstawowych zasad higieny { ! }, ani na sprzątnięcie własnego pokoju. Mógł mieć nawet WŁASNY dom { ! }, który został po zmarłym członku rodziny, ale... go nie chciał,  bo tam trzeba o wszystko samemu zadbać!!!  Skosić trawę wokół domu, co też jest wysiłkiem!  I co, uwierzycie że to prawda?!  Bo mnie i mężowi wierzyć się nie chce!  I co dalej? Wyrzucić "delikwenta" na bruk, wiedząc że nie starczy mu kasy na życie?  Czy męczyć się dalej?

Mów o dobrych rzeczach wieczorem, jutro, codziennie. Wówczas złe uciekną.

6

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Witaj Beato,
w życiu już tak jest ,że serce matkę zawsze boli widząc np syna ,który sobie nie radzi/bądż udaje,bo mu tak wygodnie/ zazwyczaj siebie oto obwinia,że żle wychowała itp.rzeczy w konsekwencji zaczyna mu pomagać,a tak w ogóle to mu szkodzi i powstaje błędne koło. Ludzi dorosłych nie jesteśmy w stanie zmienić,zatem zmiany muszą się dokonać w nas samych.Jak już wyrobimy w sobie pewne cechy jak konsekwencja ,opór /w pozytywnym tego słowa znaczeniu/ i dystans to mamy szansę coś wskórać,a przynajmniej polepszyć swoje samopoczucie ,że coś w tym tamacie robimy.Co do tego chłopaka , o którym pisałaś to ja np.spróbowałabym nie żywić go/w końcu zarabia pieniądze/nie sprzątać i nie prac mu-to byłby mój protest przeciwko jego ignorancji-może poszedłby po rozum do głowy,że żarty się skończyły.Ale do tego potrzebna jest konsekwencja  o której pisałam

7

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Witaj Bono. Tak, rzeczywiście matkę serce boli, nawet jak dziecko jest bardzo dorosłe...  A na usprawiedliwienie tego matczynego miękkiego serca dodam, że pierwsze dziecko żyło 1 dzień, a to obecne, dorosłe cudem przeżyło, po kilkumiesięcznym pobycie w szpitalu. Potem zresztą było leczenie uzupełniające, które trwało kilka lat. I dlatego zawsze był jak "cieplarniany kwiatek". Dbało się o niego i otaczało miłością. I tak to wygląda.

Mów o dobrych rzeczach wieczorem, jutro, codziennie. Wówczas złe uciekną.

8

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

wiesz,ja mam znajomą,która urodziła dwie córki .Pierwsza zdrowa,prymuska w szkole, ukończyła super uczelnie,do tego grzeczna ułożona-zero problemów.Druga młodsza z wadą serca i z zagrożeniem życia,chuchana i dmuchana przez wszystkich i co?Wyrosło z niej  rozpieszczone ,nieporadne bez ambicji dziewcze-zupełna odwrotność tej pierwszej-tylko włosy z głowy rwać.Ale na horyzoncie pojawił się bardzo przyzwoity chłopak,któremu na niej widac bardzo zależy i postanowił  wbrew wszelkim przeciwnościom z nią być.Wszystko na razie rozwija się pomyślnie i jest nadzieja ,że coś z tego związku będzie.Jak widzisz różnie jest w życiu i NIGDY nie można tracić wiary .pozdrawiam

9

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Najlepiej zachować złoty środek. Nie chuchać, ale też nie traktować zbyt ostro. Tylko w praktyce to nie zawsze się udaje. I nasuwa się powiedzenie : "urodzić to nic, ale wychować..." Dziękuję za odpowiedzi Bono. Również pozdrawiam!

Mów o dobrych rzeczach wieczorem, jutro, codziennie. Wówczas złe uciekną.

10

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Niestety bardzo trudno jest właściwie wychować dzieci wiem coś na ten temat,a szczególnie/jak to miało miejsce w moim przypadku/ gdy samemu nie otrzymuje się wzorców od rodziców ,ale widać można.Wiesz jak się daje dużo miłości dziecku,to nawet jak ono ciągle burczy,to wie że jest kochane i na pewno potrafi też kochać,choć z różnych względów może tego nie okazuje-a to już jest b.dużo, powinno sie to moim zdaniem wykorzystać  do nawiązania  głębszych relacji.Wierzę,że każda kochająca matka ma swoje sposoby ,aby dotrzeć do dziecka i wydobyć z niego powód/y  zaistniałej sytuacji,nic w końcu nie dzieje się bez przyczyny.Istnieje szansa,że otworzy się i powie co mu leży na sercu-a na pewno leży i to nie jedno.Zapewne jest to b.trudne ,ale trzeba probować i nie zrażać się niepowodzeniami-nikt nie jest z kamienia.Chłopcy niestety nie chcą lub nie potrafią szukać pomocy,trzeba im dyplomatyczne pomóc.Może być i tak ,że on wypiera swoje problemy i nie dopuszcza ich do siebie,robiąc to nieświadomie,dlatego ważna jest z nim rozmowa/może nawet z psychologiem/,aby mu to uzmysłowić.

11

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Witaj Bono. Podobają mi się twoje wypowiedzi. Zawierają dużo mądrych i ciekawych spostrzeżeń. Pozdrawiam cię ciepło.

Mów o dobrych rzeczach wieczorem, jutro, codziennie. Wówczas złe uciekną.

12

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Witaj,
oby te moje wypowiedzi nie zraziły innych do dyskusji,bo widze,że pozostałśmy same na placu boju-a temat jest bardzo rozległy i ciekawy.

13

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Co to znaczy dobrze wychowac dziecko?
Co to znaczy pomagac dorosłemu dziecku?

Dobrze wychowane, to znaczy jakie? Według mnie znaczy to niezależne, samodzielne, dostosowane do życiowych realiów, odpowiedzialne...

A jak pomagać, żeby nie było to przejęciem odpowiedzialności za dorosłe dziecko i skutki jego złych decyzji? Gdzie tu jest granica? Zbyt często widzę jak bezwarunkowa pomoc psuje ludzi, rozleniwia ich. Serce matki jest bardzo pojemne, ale często tą bezgraniczną i bezwarunkową miłością czyni ona wiecej szkód niz pożytku.
Co to znaczy kochać mądrze?

14

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".
marena7 napisał/a:

Co to znaczy dobrze wychowac dziecko?
Co to znaczy pomagac dorosłemu dziecku?

Dobrze wychowane, to znaczy jakie? Według mnie znaczy to niezależne, samodzielne, dostosowane do życiowych realiów, odpowiedzialne...

A jak pomagać, żeby nie było to przejęciem odpowiedzialności za dorosłe dziecko i skutki jego złych decyzji? Gdzie tu jest granica? Zbyt często widzę jak bezwarunkowa pomoc psuje ludzi, rozleniwia ich. Serce matki jest bardzo pojemne, ale często tą bezgraniczną i bezwarunkową miłością czyni ona wiecej szkód niz pożytku.
Co to znaczy kochać mądrze?

W moim pojęciu pomagać tzn.przede wszystkim utrzymywać dobre relacje z dzieckiem aby w ważnych momentach życia chciało do nas przyjść po poradę lub po prostu wyrzucic z siebie to co je boli;pomagać to dawać wsparcie psychiczne,aby czuło się bezpiecznie i kochane/ale to nie oznzcza,że musimy wszystko akceptować lub na wszystko się zgadzać/
Nie wiem do końca co to znaczy dobrze wychować i mądrze kochać dziecko- to są chyba pojęcia względne i tyle ile jest rodzin tyle odmian miłości i wychowania.Rezultat końcowy,czyli gdy dziecko osiągnie dorołość i pójdzie na swoje,może nam dać jakiś pogląd na sprawę i ocenę.Jedno wiem na pewno,że wychować i mądrze kochać jest cholernie trudne i nie ma na to żadnej gotowej recepty.

15

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Witam Panie ponownie,
wiecie co mi od dłuższego czasu chodzi po głowie?Tyle jest szkół,kursów szkoleń np.rodzenia,a nie ma żadnej edukacji nt. wychowywania dzieci.Uczymy się/tyko ci co chcą/z książek ,słuchamy porad,chodzimy do psychologów /za ciężkie pieniądze/-a przecież możnaby,wedle uznania,pójść do  takiej szkoły,choćby po jakieś ogólne wytyczne lub dla zrozumienia pewnych mechanizmów zachowań młodych gniewnych.TYle jest patologii rodzinnych i dużo się o nich teraz mówi ,ale  njc o tym w jaki sposób mają one nie powielać błedów rodziców, jeżeli nie tworzy im się rzetelnej edukacji do wprowadzenia zmian.Trzeba mieć naprawdę dużo samoświadomości i  być mocno zdeterminowanym ,aby samemu unieść ten krzyż jakie niosą zmiany.Zatem może należałoby  wyjśc z postulatem do ministra edukacji narodowej o swtorzeniu takich form edukacji.Co WY na to?

16

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

no tak.. bycia rodzicem nie uczą w szkołach, a jednak jest wielu mądrych i fajnych rodziców, bo jest wielu mądrych i fajnych ludzi smile
ja tak sobie myślę, że jak ludzie są szczęśliwi, pogodzeni ze sobą, trafią na fajnych partnerów to mają duże szanse stworzyć mądrą, kochającą rodzinę i dobrze wychować dzieci...

marena napisał/a:

Co to znaczy dobrze wychowac dziecko?

wydaje mi się, że wyposażyć go w życiową mądrość....nauczyć podejmowania decyzji, pokazać jak kochać, jak troszczyć się o innych, nauczyć tolerancji....
trudne to pytanie...

Co znaczy mądrze kochać?
wsłuchiwać się w potrzeby, akceptować...
przede wszystkim dawać dobry przykład i być konsekwentnym i sprawiedliwym
wymagać nie tylko od dziecka ale też od siebie

ale trudne tematy wink
aż mi mózg paruje big_smile
jedno jest pewne... jak już dzieci wyfruną z gniazda to i tak nie wiemy co im los szykuje wink

17

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Witam ponownie. Dobrze że temat został podtrzymany, bo rzeczywiście jest ciekawy. Mogę przynajmniej z kimś o tym podyskutować. Dziękuję wam kobietki za odpowiedzi. Trudny to temat, a jak pisałam wcześniej  -  urodzić to nic, ale wychować!  I to właściwie wychować. Przyznam szczerze że dziś chowałabym napewno inaczej. Okazałam za dużo serca, miłości. Kiedyś jak się miało dwadzieścia z haczykiem lat, nie było prawie żadnych publikacji na  temat wychowywania dzieci. Moja mama trochę mi wtedy pomagała, na ile mogła, bo chorowała na serce. Teściowa też była "chora", ale z nazwy, bo prowadziła wtedy aktywne życie...  Obie nie już żyją. A teraz po latach czasem się wspomina te czasy. Choć nieraz słyszę od małżonka "bo go TAK wychowałaś". Znane powiedzenie, prawda?

Mów o dobrych rzeczach wieczorem, jutro, codziennie. Wówczas złe uciekną.

18

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Niestety smutna prawda.A gdzie był małżonek gdy żona wychowywała dziecko/ci?,oczywiście w pracy!-zarabiał na chleb.Teraz po latach najepiej znależć kozła ofiarnego i zwalić na niego winę/a na  kogo? nie muszę nawet pisać/,często taki scenariusz ma miejsce w wielu rodzinach.Ja się nie dałam,gdyż widząc co się święci, w porę zareagowałam,mówiąc mężowi ,że jako kobieta nie jestem w stanie wychować syna na 100% faceta,bo nim nie jestem i jak się za niego nie weżmie to ja umywam ręce od odpowiedzialności/w  końcu nie mogłam dać chłopcu tego co może i powinien ojciec/.No i chciał nie chciał MUSIAł,a teraz zbiera tego owoce-jest z niego dumny.
Wkurza mnie bardzo ten pokutujący jeszcze niepisany podział ról w rodzinie,mąz do tego,a żona do tamtego.Owszem jak sami sobie ten podział stworzą to owszem,ale jeśli nie.....to tylko współczuć .Na szczęcie dużo już młodych małżeństw zaczyna od  właściwego modelu.

19

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Witaj Bona. Mnie też denerwuje ten podział ról na kobiece i męskie. Nie jestem zagorzałą feministką, ale nie lubię takiego bezwzględnego podziału. To że facet ma inaczej zbudowany mózg, nie znaczy że nie może np. przewinąć niemowlaka. Widzę że trafiłaś na mój nowy wątek. To miło. Zapraszam do rozmowy.

Mów o dobrych rzeczach wieczorem, jutro, codziennie. Wówczas złe uciekną.

20

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Chyba się nie zdarzyło, o ile pamiętam, żeby mój mąż zmienił kiedykolwiek pieluchę swoim dzieciom, czy przygotował dla nich kaszkę. Za to gdy podrosły, to on zabierał je na spacery, do kina w niedzielę, na ryby, na grzyby. Dużo z nimi rozmawiał, tłumaczył świat. Był autorytetem. I jest nadal. Ja byłam od codziennych spraw, tłumaczenia dlaczego trzeba myć rączki, sprzątać swoj pokój, mówić sąsiadom dzień dobry, nie ciągnąć kota za ogon, zrobić laurkę na dzień babci itp, itd. Ojciec tlumaczył dlaczego słońce wschodzi i zachodzi, a ja, matka, dlaczego nie wolno popychać kolegi na podwórku.
Tak to jakoś było, że ja byłam od tłumaczenia świata uczuć, zasad współistnienia z innymi ludźmi, tradycji i norm społecznych, a mąż robił z dziećmi modele układu słonecznego, doświadczenia chemiczne, razem obserwowali zjawiska przyrody, jednym słowem, budził głód wiedzy.
Czy to podział na męskie i żeńskie? Trochę tak.

Dzisiaj nasze dzieci są po trzydziestce i końcowy efekt wychowania widać w pełnej krasie. Wyrośli na przyzwoitych ludzi, jesteśmy z nich dumni. Nigdy nie mieliśmy z nimi kłopotów wychowawczych, potrafiły odróżnić dobro od zła. Nie było alkoholu ani narkotyków, a to akurat moja zawodowa specjalność, więc wiedzę na ten temat dostały profesjonalną.
Co do wykształcenia, to synowi trzeba było trochę przykręcić śrubkę, gdy był nastolatkiem, bo nie chciało mu się uczyć historii i czytać lektur. Skończył geografię i widać tu ścisły związek z tym co go pasjonowało w dzieciństwie i czym zajmowali się razem z ojcem. Córka jest lekarzem psychiatrą. Tak sobie postanowiła, gdy była gdzieś w szóstej klasie i konsekwentnie dążyła do celu.

Jakimi byliśmy rodzicami? Zawsze prezentowaliśmy dzieciom wspolne stanowisko. Nigdy nie podważałam decyzji ojca, a on mojej.
I jeszcze szacunek do zasad i norm prawnych. Np. nie będziesz prowadził samochodu po leśnej drodze, chociaz można tam spotkać najwyżej zająca, bo choć już za chwilę skończysz kurs, to NIE MASZ JESZCZE PRAWA JAZDY. To wydaje mi się szczegolnie ważne, bo gdy raz rodzice pokażą, że nie szanują zasad, to już prosta droga do ich naginiania raz po raz. Najpierw w małych sprawach, a potem coraz większych. Tu dzieci bardzo przyglądają się rodzicom i biorą przykład.

Co znaczy dobrze wychować? Moim zdaniem to wyposażyć w umiejętności potrzebne do godnego życia. Poczucie własnej wartości, empatię, asertywność, zrozumienie dla inności, szacunek dla zasad, ludzi i ogólnie świata, umiejętność uczenia się, pasje, to wszystko co sprawia, że człowiekowi jest dobrze z sobą samym, a co za tym idzie, innym też jest dobrze.

Mądrze kochać dziecko oznacza też pamietanie o potrzebie granic. Trzeba dziecku pokazać te granice, choć nie zawsze jest to dla niego przyjemne. Trzeba dziecku pozwolić ponosić konsekwencje niewłaściwych wyborów, dla jego własnego dobra. Ono właśnie wtedy się uczy, że naruszanie granic jest nieprzyjemne. I jeśli nie obejrzy dobranocki za karę, bo brzydko się odezwało do koleżanki, to być może oszczędzi sobie w przyszłości gorszych konsekwencji niewłaściwego postępowania.
A tu widzę mnóstwo błędów popełnianych przez dorosłych. Wychowują dzieci w poczuciu omnipotencji. Wszystko się kręci wokół dziecka, dziecko ustala zasady, dorośli są jak służba na dworze jaśnie pana. Dziecku wszystko wolno, bo jest dzieckiem. Rodzice w tych samych kurtach siódmy rok, ale dziecko dostaje najnowszy model sportowych butów za kilkaset złotych, na 18-te urodziny wielką fetę w wynajętym na ten cel lokalu i auto, którym będzie młodzian gnał setką przez wieś z włączonymi na full głośnikami. Jaką informację od dorosłych dostaje takie dziecko? Świat jest po to, by spełniać twoje oczekiwania, tak jak my po to jesteśmy. A jakkolwiek dziecko jest cudem dla swoich rodziców, to niekoniecznie już dla innych ludzi. I gdy młody zderzy się z tym, że nie jest najważniejszy i czerwony dywan na niego nie czeka, to frustracja nie ma końca. Trzeba nauczyć dziecko właściwej miary, skromności i umiejetności radzenia sobie z porażkami. Ale żeby umiało sobie z nimi radzić, to musi mieć okazję ich doświadczyć. Rodzice nie mogą wiecznie stać między dzieckiem i światem z miękką poduszką w dłoniach, gotową do podłożenia pod tyłek.

Mój syn ma już swojego syna. Zmienia pieluchy, gotuje mleko, kąpie małego itd. Ojcowie są dzisiaj inni niż kiedyś. Ten udział syna w opiece nad dzieckiem od samego urodzenia mnie cieszy. Mam też nadzieję, że będzie dla swojego dziecka kimś takim, kim był jego ojciec dla niego, kimś kto tłumaczy świat. Autorytetem.

To taka moja garść refleksji na temat wychowania.

21

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Marena, nawet nie wiesz z jaka przyjemnością cię czytam smile:)
te poglądy tak zbliżone do moich
twoje spostrzeżenia jakże trafne

nam też się chyba udało wychować dzieci na fajnych ludzi smile:)
są dorośli, mają swoje pasje, mają przyjaciół
wyrośli wśród czytelnych zasad, gdzie nie oznaczało nie
jednym frontem.... i konsekwentnie,  to bardzo ważne

marena napisał/a:

gdy raz rodzice pokażą, że nie szanują zasad, to już prosta droga do ich naginiania raz po raz. Najpierw w małych sprawach, a potem coraz większych. Tu dzieci bardzo przyglądają się rodzicom i biorą przykład.

i w tym tkwi sedno smile:)

22

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Witajcie Mareno i Katbe. Mareny post zasługuje na wyróżnienie! Że ja nie wiedziałam tego ponad 30 lat temu!  Ale wtedy nikt chyba nie przetłumaczył by mi moich błędów i nadmiernej miłości  do dziecka.. Na usprawiedliwienie dodam tylko, że pierwsze dzieciątko zmarło po urodzeniu, a obecne, również po urodzeniu walczyło o życie przez parę miesięcy. Więc całą miłość przelałam na nie. Miało  i ma to oczywiście swoje konsekwencje. Problemów wychowawczych nie sposób opisać. Było ciężko. I w szkole i nie tylko. Poza tym dalsze kłopoty zdrowotne. Leki które miały wpływ na naukę.. A dziś też są problemy, tylko inne.. Więc się trochę martwimy.. Ale los nie jest tak zły do końca. Inne sprawy są rekompensatą za to co przeszliśmy. Po stronie "plus" jest dużo pozycji. Tak w skrócie mogę wam przedstawić sytuację. Pozdrawiam ciepło!

Mów o dobrych rzeczach wieczorem, jutro, codziennie. Wówczas złe uciekną.

23

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Do Beaty,
też nie jestem zagorzałą feministką,ale staram się jak potrafię być sprawiedliwa w ocenie,czy to w sprawach dot. podziału obowiązków,wychowania dzieci ....tak w ogóle.Nie obstaje jak osioł przy swoim,bo nie jestem alfą i omegą i też popełniam błędy,ale nie skrywam wszystkiego pod fartuszkiem jak moja śp.teściowa/która mawiała ,że po to kobieta ma fartuszek ,aby nim wszystko przykryć/.Piszę o tym dlatego,że większość kobiet ma tendencje do samooskarżania się i brania winny na siebie i jeszcze raz powtarzam tak nie można/też tak robiłam  i dużo wody upłynęło zanim to zrozumiałam/.Zyjemy w stadle i wszyscy są współodpowiedzialni za życie rodzinne i każdy ma prawo popełniać błędy-my też.
Marena,
miło się robi na duszy czytając Twoją wypowiedż.Ja co prawda też mogę powiedzieć,że odniosłam sukces w wychowaniu dzieci,ale okupiłam go wielką pracą nad sobą i stresem,który przypłaciłam zdrowiem.Dlaczego? otóż musiałam wychować nie tylko dzieci ,ale przede wszystkim siebie/cholernie trudne.
Dziewczyny,
wszystkim  bez wyjątku gratuluję sukcesu/nie ważne jak go zwał mnieszy czy większy/ w tak trudnym temacie jakim jest wychowywanie dzieci/ka,bo uważam ,że na niego zasłużyłyście.
pozdrawiam

24

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Witaj Bono. Dziękuję za miłe słowa. Ty też widzę sporo przeszłaś, więc życzę ci zdrowia, bo to najważniejsze.

Mów o dobrych rzeczach wieczorem, jutro, codziennie. Wówczas złe uciekną.

25 Ostatnio edytowany przez nvrgtgnjdgd (2012-06-16 03:09:38)

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

ale trudne tematy wink
aż mi mózg paruje big_smile

jedno jest pewne... jak już dzieci wyfruną z gniazda to i tak nie wiemy co im los szykuje wink
Wstawianie linków jest sprzeczne z regulaminem forum!
moderatorka apoteoza

26

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Że tematy trudne to fakt. A sądząc po stylu pisania i twoim młodym wieku, to nie możesz dużo na ten temat wiedzieć...   Natomiast z tym "parowaniem mózgu" u ciebie to raczej prawda!  I have big smile tooday.

Mów o dobrych rzeczach wieczorem, jutro, codziennie. Wówczas złe uciekną.

27

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Coś dawno nie było żadnych postów, a dyskusja tak ciekawie sie rozwijała.
Wszystko co przedmówczynie powiedziały to prawda. Tylko... życie czasem się komplikuje mimo naszych starań. Nie jestem chyba nadopiekuńczą matką ( a jak mi się zdarza to mnie mąż "prostuje"). Dzieci w dzieciństwie świetne, wychowywalismy je tak samo, a mimo to z jednym są kłopoty z porozumieniem. Już w gimnazjum zaczęły się problemy, a w liceum to już było coraz gorzej. Teraz jest na studiach, mieszka z nami, ale jakby obok. Mimo moich prób porozmawiania, ciągle mnie zbywa, a pamiętam jeszcze nie tak dawno umawiałyśmy się na wieczorne pogaduchy bez naszych panów. Czasem "warczy". Jasne, że na to nie pozwalam. To wtedy słyszę, że jestem obrażalska. Staram się być cierpliwa bo pamiętam, że sama byłam paskudną nastolatką, ale czasem brak mi już cierpliwości.

28

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Ja tam się nie umawiałam na nic ale się chętnie umówię bo jakoś mnie syndrom "opuszczonego gniazda" dopada. Chociaż nie do końca jestem pewna czy jako mama dorosłych dzieci powinnam występować czy jako nadużywana babunia całkiem nieletnich dzieci , ale może to nie mqa takiego znaczenia, bardziej chyba liczy się ze mój wieczór zaczyna się po 20-tej smile

Dokąd pędzisz człowieku przez labirynt istnienia,
gdzie jest meta wyścigu i czy wyścig coś zmienia?

29

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Witaj Jmka. A czemu dajesz się wykorzystywać jako babunia? Dzieciom można pomóc ale są granice.. Otworzyłam tą kafejkę dla mam dorosłych dzieci, bo tyle ile ja przeszłam { i jeszcze przechodzę }, to chcę ostrzec inne mamy i babcie co może się stać, gdy okazujemy zbyt dużo miłości i serca. I od tego zaczęłam ten dział. Pozdrawiam!

Mów o dobrych rzeczach wieczorem, jutro, codziennie. Wówczas złe uciekną.

30

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

akurat to jest bardziej skomplikowane, własne dzieci są dorosłe i już się nauczyłam bronić swoich praw, z wnukami jest inaczej. Pracuje z maluchami, uwielbiam dzieciaki i do tego mieszkam z wnukami...są jak plasterki na duszy, tylko czasem wiek daje się we znaki i chciałabym tylko, na chwile odlepić się od rodziny.

Dokąd pędzisz człowieku przez labirynt istnienia,
gdzie jest meta wyścigu i czy wyścig coś zmienia?

31

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Mam jednego wnuka i kocham go nad życie. Ale nie chciałam mieszkać z dorosłymi dziećmi.
Wnuka mam w każdą sobotę, cały dzień. I po takim radosnym dniu z 2,5-latkiem nadaję się tylko na OIOM, kroplówka i tlen.

32

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Witajcie Jmka i Marena. Ja też nie chciałam mieszkać z dorosłym dzieckiem. Ale to cała dłuuuga historia.. Wcześniej częściowo ją opisałam. Też mamy wnuczki. Ale wiele kilometrów od nas i widzimy je niestety tylko raz na 2 lub 3 miesiące. To kochane dzieciaczki.

Mów o dobrych rzeczach wieczorem, jutro, codziennie. Wówczas złe uciekną.

33 Ostatnio edytowany przez Iwkaaa (2012-07-31 19:46:39)

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Zainteresował mnie ten wątek, jestem mamą 19 latka, niby już dorosły a jeszcze w glowie " kiełbie we łbie". Wydaje mu się, że już dorosły, a tu jeszcze wiele przed nim, żeby nabrał dojrzałości życiowej. Chcialabym, żeby podejmował mądre decyzje.Jednak zdaję sobie sprawę, że nie raz popełni błędy.
Bałam, że będą z nim problemy, mieliśmy trudny okres ( rozwód  z mężem) i całą frustrację zrzucał na mnie. Byłam pod ręką, więc agresje wywalał na mnie, było ostro. Teraz zaczynamy się porozumiewać, syn zaczyna wiele dostrzegać i nie traktuje mnie już jak wroga, chociaż ma swoje humory.

34

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Witaj Iwkaaa. Z twojego postu, choć nie długi, wywnioskowałam,  że dobrego masz syna. I po przejściowych kłopotach, nie będziesz z nim miała większych problemów. Ja popełniłam trochę błędów wychowawczych /zbyt miękkie serce, za mało stanowczości/ i teraz mam za swoje.. Choć ta może nadmierna do niego miłość, to być może  /nie broniąc siebie/, efekt wcześniejszej tragedii. Mam na myśli śmierć pierwszego dziecka. Uważam też, że cecha charakteru, z którą się rodzimy, też ma duży wpływ na dalsze życie. Jeden się zmienia, inny nie.  Małe dzieci - mały kłopot, a duże - duży!

Mów o dobrych rzeczach wieczorem, jutro, codziennie. Wówczas złe uciekną.

35

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Witaj iwkaaa. Trochę z poślizgiem odpisuję.. Myślę że twój syn, przechodził taki młodzieńczy bunt chwilowo. I z twego postu można wywnioskować że to dobry chłopak.  Ja ze swoim nie mogę  szczerze pogadać. Jest tajemniczy, niedostępny. Rozmawiamy na różne tematy, ale na takie jak o pogodzie, w sumie bez znaczenia. Widzę ile syn popełnia błędów. Ma dosyć ciężki charakter. I jest /poza fizycznym/, to zupełnym przeciwieństwem własnego ojca... I tu tkwi właściwie główny problem. Mąż chciałby aby syn robił według jego uznania. Natomiast syn, nie ma najmniejszego zamiaru brać przykładu z ojca. Mąż - facet odpowiedzialny, zaradny, zadbany, może tylko główną jego wadą jest krytyka. I syna i mnie. I błędne koło dalej się kręci.. Tylko że ja chcę  je już zatrzymać!  Mam dość.

Mów o dobrych rzeczach wieczorem, jutro, codziennie. Wówczas złe uciekną.

36

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Współczuje Ci Beato. Taki krytykant w domu to masakra. Mam przyjaciółkę, ktorej mąż taki jest. Cokolwiek by powiedziała, pomyślała czy zrobiła, zawsze jest skrytykowane. Ona i dorastające dzieci unikają go, schodzą mu z drogi, żeby tylko nie słuchać gadania. Ja uważam, że to jego strategia, żeby uniknąć zaangażowania w jakiekolwiek sprawy domowe i rodzinne. Nikt go nie tyka, więc może sobie siedzieć przed tv z gazetą w ręce. Sprawy się toczą gdzieś poza nim. On ustawił się tylko w roli recenzenta cudzych poczynań. I nigdy oczywiście nie pochwali nikogo. On jeden, Ferdynand Wspaniały wie wszystko najlepiej, choć nigdy palcem nie kiwnął w żadnej sprawie dotyczącej domu i dzieci.

37

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Witaj marena7. Nie raz już się nad tym wszystkim zastanawiałam i dochodzę do wniosku, że mój małżonek był i jest zazdrosny o syna. Od początku można było odnieść takie wrażenie. Jak syn był maleńki, mąż nie brał udziału w zajmowaniu się nim. Pracował, zarabiał  i to było najważniejsze. Nie miał czasu ani razu go odwiedzić nawet wtedy, jak syn był poważnie chory i leżał kilka miesięcy w szpitalu... I zawsze tak było, że gdy chcę z synem porozmawiać, a mąż jest w pobliżu, on musi się wtrącić i dodać swoje trzy grosze. Więc najlepiej mi się z synem rozmawia w cztery oczy. Przynajmniej nie ma uwag.  Ale cóż,  czas chyba podjąć jakieś konkretne decyzje. Bo w tym "błędnym kole" nie można wiecznie tkwić. Życie daje wiele możliwości i trzeba  to wykorzystać. Nawet jeśli czasem się ryzykuje..

Mów o dobrych rzeczach wieczorem, jutro, codziennie. Wówczas złe uciekną.

38 Ostatnio edytowany przez asymptota (2012-08-12 01:24:37)

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

beata
przejrzałam twoje inne wątki i cóż- moim zdaniem( pewnie spaczonym przez własne doświadczenia) twój syn potrzebuje fachowej pomocy, bo widocznie nie radzi sobie z życiem jakie mu zafundowałaś( toksyczny agresywny ojciec). Teraz ma żal zarówno do ciebie jak i Twojego męża i pewnie uważa ,że wszystko mu się od was należy jako rekompensata za skopaną psychikę( chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego Ciebie też obwinia?).
Uciekajcie od Pana Męża, bo to nie życie.

39

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Też mam wrażenie Beato, że w Twoim domu jest przemoc fizyczna i psychiczna. Twój mąż jest toksyczny. A synowi też zdaje się rozleciał się związek i wrócił do Was. I że miał być na chwilę, a mieszka juz długo.
Co chwila piszesz, ze masz dość "błędnego koła", w którym tkwisz. Chyba przyszła pora, żeby coś z tym zrobić.
Twojemu synowi pewnie jest potrzebna psychologiczna pomoc, żeby ruszył z miejsca. Ale to on sam musi tego chcieć, jest dorosły. Możesz mu tylko to podpowiedzieć.
Współczuję Ci, bo tkwisz między młotem a kowadłem, między mężem, a synem, próbując to jakoś uładzić.
Mnie wydaje się, że najlepszym wyjściem dla Ciebie będzie usunięcie się, wyjście z tej sytuacji.
Gdzieś już pisałaś, że sobie poradzisz sama.

40

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Dziękuję wam za odpowiedzi!  Tak,   jednak widzę że powinnam  zakończyć ten związek z "panem i władcą". Powiem szczerze, że już wiele lat temu miałam taki zamiar.. I może źle że tego wcześniej nie zrobiłam.  Ale zawsze miałam nadzieję, gdyż były i dobre chwile  przez te wszystkie lata. Przywiązanie też swoje robi.. To kawał życia! Inaczej kto by tyle  czasu wytrzymał?!  Radę będę musiała sobie dać. Niedługo przed emeryturą, ale z własnym M  i z dobrym /dzięki Bogu/ zdrowiem, powinnam sobie poradzić. A dziś mężuś nawymyślał synowi od buraków i chamów, za to że syn zjadł coś, na co mężuś miał chęć.  I tak sobie dziś zaczęłam przypominać, czy on kiedyś syna pochwalił?  Nie pamiętam... Rzeczywiście. Namówię syna na pójście do psychoterapeuty. To dobra myśl.

Mów o dobrych rzeczach wieczorem, jutro, codziennie. Wówczas złe uciekną.

41

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Jasne, że sobie poradzisz.
Nie warto tracić kolejnych lat, tym razem w jesieni życia, na zmaganie się z czymś na co nie mamy wpływu.
Jesień życia to czas zbierania plonów i cieszenia się nimi. Zasługujesz na to, żeby pożyć w spokoju.

Nie przeżyjemy życia za nasze dorosłe dzieci, nie pójdziemy ich drogą, trzymając je za rączki i chroniąc przed niebezpieczeństwem. Już zrobiłyśmy dla nich wszystko co potrafiłyśmy. Pewnie robiłyśmy błędy, ale jesteśmy tylko ludźmi. Chciałyśmy jak najlepiej.
Poczucie winy, ze się zafundowało dziecku toksyczne dzieciństwo, to nie najlepszy doradca.
Wszyscy mamy jakieś traumy z dzieciństwa, Ty, ja i nasze dzieci. Jednak poradzenie sobie z nimi to odpowiedzialność człowieka, który je ma.
Każdy musiał sobie z czymś tam poradzić. Można też siąść i płakać na tym, że mamusia lub tatuś skrzywdzili, ale co to da? Życie nie czeka, płynie bez względu na traumy z przeszlości.

Życzę Ci odwagi w zmienianiu swojego zycia.

42

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Dziękuję Ci bardzo Mareno za te słowa!  Czuję się teraz lepiej. Bez względu na to co będzie, zdecydowałam się ostatecznie na ten krok. I choć dziś mężuś zrobił się jakiś "biedny" i ma nieszczęśliwą minę, to nie dam się na to nabrać! Tak już bywało!  Choć mam pracę i swoje M,  mam jedynie trochę wątpliwości co do tego, czy poradzę sobie finansowo. Ale to wtedy, jak będę emerytką..  A na marginesie ci powiem, że dzieciństwo to miałam wspaniałe!  Każdemu takiego życzę!  I chciałam, by syn takie miał.. Pozdrawiam Cię serdecznie!

Mów o dobrych rzeczach wieczorem, jutro, codziennie. Wówczas złe uciekną.

43

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".
marena7 napisał/a:

Nie przeżyjemy życia za nasze dorosłe dzieci, nie pójdziemy ich drogą, trzymając je za rączki i chroniąc przed niebezpieczeństwem. Już zrobiłyśmy dla nich wszystko co potrafiłyśmy. Pewnie robiłyśmy błędy, ale jesteśmy tylko ludźmi. Chciałyśmy jak najlepiej.

no z tym się kompletnie nie moge zgodzić! Życie z jednostką chorą( agresja itepe) to nie jest ochrona i robienie wszystkiego dla dzieci. To jest trwanie w jakiejś chorej zależności ( min dla własnej wygody)- ojakajadzielna, o jak się troszczę o rodzinę, bo mimo że ten mój mąż chce mnie bic kiedy za dużo mówię, bo mimo że wyzywa dziecko, to jak tak dzielnie tę rodzinę(?) scalam. O nie! To tak nie działa.
Beato- chwała ci za to, że postanowiłaś zostawić Pana Strasznego. Popieram w pełni i gratuluję odwagi. Podziwiam.
Ale dopóki na pewne rzeczy nie spojrzysz uczciwie( co ci dawało pozostawanie w takim układzie? co z tego miałaś?) to myślę, że marne są szanse min na poprawę twoich stosunków z synem. Pewnie po tylu latach związku z takim człowiekiem, Tobie też przydałaby się terapia.

marena7 napisał/a:

Wszyscy mamy jakieś traumy z dzieciństwa. Jednak poradzenie sobie z nimi to odpowiedzialność człowieka, który je ma..

jednak uczciwe 'Przepraszam' a przede wszystkim gotowość na w y s ł u c h a n  i e drugiej strony, są niezbędne żeby mówić o jakiejkolwiek możliwości poprawy stosunków.
Oczywiście, że żadne Przepraszam czy uczciwe rozmowy nie są wymagane.
Szczęście, zdrowe relacje to nie obowiązek.

Ps.Beato. Nie piszę tego żeby cię dołować. Moje spojrzenie jest podyktowane moją przeszłością( czyje nie? chciałoby się zapytać). Piszę do ciebie z pozycji dziecka DDD, które swoje problemy w miarę przepracowało. Ciągle przepracowuje. Jeśli będziesz chciała wyciągniesz wnioski.
Jednak muszę się zgodzić, że nagradzanie roszczeniowej postawy syna, jest drogą donikąd. To też forma patologii i przejaw chorego mechanizmu.
Powodzenia i trzymam kciuki!

44

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".
asymptota napisał/a:
marena7 napisał/a:

Nie przeżyjemy życia za nasze dorosłe dzieci, nie pójdziemy ich drogą, trzymając je za rączki i chroniąc przed niebezpieczeństwem. Już zrobiłyśmy dla nich wszystko co potrafiłyśmy. Pewnie robiłyśmy błędy, ale jesteśmy tylko ludźmi. Chciałyśmy jak najlepiej.

no z tym się kompletnie nie moge zgodzić! Życie z jednostką chorą( agresja itepe) to nie jest ochrona i robienie wszystkiego dla dzieci. To jest trwanie w jakiejś chorej zależności ( min dla własnej wygody)- ojakajadzielna, o jak się troszczę o rodzinę, bo mimo że ten mój mąż chce mnie bic kiedy za dużo mówię, bo mimo że wyzywa dziecko, to jak tak dzielnie tę rodzinę(?) scalam. O nie! To tak nie działa.
Beato- chwała ci za to, że postanowiłaś zostawić Pana Strasznego. Popieram w pełni i gratuluję odwagi. Podziwiam.
Ale dopóki na pewne rzeczy nie spojrzysz uczciwie( co ci dawało pozostawanie w takim układzie? co z tego miałaś?) to myślę, że marne są szanse min na poprawę twoich stosunków z synem. Pewnie po tylu latach związku z takim człowiekiem, Tobie też przydałaby się terapia.

marena7 napisał/a:

Wszyscy mamy jakieś traumy z dzieciństwa. Jednak poradzenie sobie z nimi to odpowiedzialność człowieka, który je ma..

jednak uczciwe 'Przepraszam' a przede wszystkim gotowość na w y s ł u c h a n  i e drugiej strony, są niezbędne żeby mówić o jakiejkolwiek możliwości poprawy stosunków.
Oczywiście, że żadne Przepraszam czy uczciwe rozmowy nie są wymagane.
Szczęście, zdrowe relacje to nie obowiązek.

Ps.Beato. Nie piszę tego żeby cię dołować. Moje spojrzenie jest podyktowane moją przeszłością( czyje nie? chciałoby się zapytać). Piszę do ciebie z pozycji dziecka DDD, które swoje problemy w miarę przepracowało. Ciągle przepracowuje. Jeśli będziesz chciała wyciągniesz wnioski.
Jednak muszę się zgodzić, że nagradzanie roszczeniowej postawy syna, jest drogą donikąd. To też forma patologii i przejaw chorego mechanizmu.
Powodzenia i trzymam kciuki!

"Nagradzanie roszczeniowej postawy syna". Możesz mi to dokładniej wytłumaczyć? Nie bardzo rozumiem.  A co mnie trzymało tyle lat w tym związku?  Odpowiadam. Pobraliśmy się z wielkiej miłości. Mąż, przystojny, czuły, kochający. Ja, zakochana po uszy! Potem się zaczęło.. Choć bywało i wspaniale.. Ale teściowa jeszcze przez kilka lat dolewała oliwy do ognia, bo u niej mieszkaliśmy.. Potem byliśmy u siebie i znowu.. były dni bardzo dobre, potem się zaczynało..  A najczęstszy temat kłótni?  Syn!  Wieczna krytyka!  Dlatego kiedyś już napisałam, czy to nie była / i jest!/ zazdrość ze strony męża?!  Międzyczasie miałam z synem kłopoty zdrowotne.  I wszystko było na mojej głowie. Latanie po lekarzach, załatwianie leków.. Kupa stresów. Dużo by jeszcze można pisać. A dobre cechy "pana męża"?  Zaradny, gospodarny, bardzo zadbany i świetnie gotuje!  Uwierzycie w to?!  Dlatego pewnie tyle lat wytrwałam..  Ktoś może powiedzieć :  i takiego chłopa chcesz zostawić?!

Mów o dobrych rzeczach wieczorem, jutro, codziennie. Wówczas złe uciekną.

45 Ostatnio edytowany przez Iwkaaa (2012-08-15 15:03:31)

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".
beata19959 napisał/a:

Witaj iwkaaa. Trochę z poślizgiem odpisuję.. Myślę że twój syn, przechodził taki młodzieńczy bunt chwilowo. I z twego postu można wywnioskować że to dobry chłopak.  Ja ze swoim nie mogę  szczerze pogadać. Jest tajemniczy, niedostępny. Rozmawiamy na różne tematy, ale na takie jak o pogodzie, w sumie bez znaczenia. Widzę ile syn popełnia błędów. Ma dosyć ciężki charakter. I jest /poza fizycznym/, to zupełnym przeciwieństwem własnego ojca... I tu tkwi właściwie główny problem. Mąż chciałby aby syn robił według jego uznania. Natomiast syn, nie ma najmniejszego zamiaru brać przykładu z ojca. Mąż - facet odpowiedzialny, zaradny, zadbany, może tylko główną jego wadą jest krytyka. I syna i mnie. I błędne koło dalej się kręci.. Tylko że ja chcę  je już zatrzymać!  Mam dość.

Beatko dziękuję za odpowiedź. Napisałam tak w skrócie o swoim synu. Nie jest tak różowo, zaczynamy się dogadywać ale są różne problemy. Syn jest uparty, nie lubi krytyki. I na tym tle mam różne spięcia. Też było podobnie jak opisujesz swojego syna. Gdy mieszkaliśmy z mężem razem, ten wyzywał syna, często słyszał "ty debilu" i lał go po głowie. Moja mama była tego świadkiem. Kłóciliśmy się z mężem, żeby go tak nie traktował. Spokojnie się rozmawiać nie dało, bo do męża to nie docierało.Chłopak był bardzo nerwowy-nerwy wyładował np, na szybie od okna, którą rozwalił, albo szyba od szafki w kuchni.Już widziałam, że się źle dzieje.  W domu była nerwowa atmosfera, tym bardziej że mąż miał pociąg do alkoholu, a jak popił włanczał mu się agresor.  Jeśli chodzi o aktualnie już byłego męża podobnie było w jego domu, dla ojca był kretynem, debilem, a matka go chroniła, najlepiej jak umiała. Kryła różne wybryki  syna, wspólnie okłamywali ojca, żeby ten nie wpadł w szał. I to niestety przeniósł na nasze małżeństwo. Swoje problemy rozwiązywał kłamstwem, później sobie uświadomiłam, że tą osobą, którą trzeba okłamywać jestem ja. Z ojcem paradoksalnie poprawiły mu się relacje, bo nie mieszkali razem. A ja jako żona miałam swoje wymagania, chciałam dla dzieci odpowiedzialnego ojca, dla siebie męża, na którym mogę polegać. I się rozminęliśmy z mężem  w oczekiwaniach. Byłam kłębkiem nerwów. Dzieci to widziały, a syn zaczął dojrzewać.
Dziś jest lepiej, syn się uspokoił, bo nie ma w domu wiecznych kłótni. I tak uważam, że zniósł to w  miarę dobrze. Zajął się sportem, i całą swoją agresję wyładowywał na treningach. I zaczął się wyciszać.

Odkąd pojawiły się dzieci, nigdy nie dałam się wmanewrować w prośby syna typu "Tylko nie mów tacie". Wolałam rozmawiać o tym co się dzieje z mężem, uświadamiając mu że każdy ma prawo do błędów. Tego uczę dzieci. Bo poczułam na własnej skórze jaki to miało wpływ na mojego męża. Nie winię teściowej, nie mam prawa. Sama jest schorowaną kobietą i radziła sobie jak umiała. Były mąż do dziś kłamie, jeszcze niedawno mi powiedział, że będzie kłamał zawsze, bo to mu ratuje życie. Ja mam nadzieje, że mój już "dorosły syn" wyjdzie na ludzi i będzie umiał brać odpowiedzialność za siebie i swoją rodzinę, którą może kiedyś stworzy. Jego ojcu się to nie udało, niestety.

Jeśli chodzi o konsekwencję, o której piszesz we wcześniejszych postach, brakuje mi jej. Gubi mnie właśnie miękkie serce i brak konsekwencji w działaniu. Myślę, że to charakterystyczne jest dla matek. Kochają bezinteresownie. Czytając Twoje przeżycia, uświadamiam sobie również własne błędy.

46

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Dzięki za odpowiedź!  Jak czytałam twój post, to chwilami jak bym czytała o mnie. Tak, to miękkie serce! Właśnie u matek!  Zastanawiam się od pewnego czasu nad tym wszystkim i dochodzę do wniosku, że jednak mam wszystkiego dość.. Może to kryzys wieku dojrzałego?!   Żartuję!  Jednak coś mnie zaczęło odpychać od męża..  Jakaś dziwna siła. Nie wiem, może to wszystko przez tą krytykę tyle lat?  Marzę o wolności i swobodzie jak nigdy przedtem! Oczywiście w dobrym tego słowa znaczeniu. I choć nie mam swojej rodziny, nie mam wsparcia u najbliższych, to chciałabym zacząć żyć bez żadnych nacisków, wiecznego mnie oceniania. A syn, cóż, bardzo go kocham i martwię się co będzie dalej, jak ułoży sobie dalej życie z takimi problemami, z takim obciążeniem  finansowym /alimenty, bank/ i jeszcze do końca wakacji ma termin na wyprowadzkę od nas. A na wynajęcie czegokolwiek teraz go nie stać. Tylko ja wiem, że kiedyś trzeba przeciąć pępowinę i skoro mógł się tyle czasu bawić i kasa na te zabawy się znajdowała, to teraz musi wreszcie być odpowiedzialny i sobie poradzić. My dajemy mu dach nad głową i życie gratis, już tak długo, więc dokąd mieli byśmy utrzymywać i pomagać ponad 30-letniemu chłopu? I widzisz, takie to dylematy człowiek ma.. A u ciebie też było "nieźle"!  Twój mąż miał bardzo podobnie w rodzinnym domu jak nasz syn. A taki model wychowania nie jest dobry!  Z jednej strony karność i pas, z drugiej - ochrona i miękkie serce. Rodzice powinni mówić jednym głosem! Tylko jak to pogodzić, jeżeli się w kwestii wychowania nie zgadzają?

Mów o dobrych rzeczach wieczorem, jutro, codziennie. Wówczas złe uciekną.

47

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Witam. Jestem nowa na netkobiety. Cieszę sie, ze trafiłam na ten wątek. Poczytałam i czuję sie lepiej, bo juz zaczęłam znowu popadać w depresję. Ja tak na forum nie potrafię napisać szczegółowo o moich problemach z dziećmi, tzn. nie chcę, ale dziękuję, bo Wasze drogie panie posty bardzo mi pomogły.

48 Ostatnio edytowany przez Ewarg (2012-09-11 07:49:26)

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Witam. Wy borykacie się ze swoimi dziećmi a ja z pasierbem.
Mam w domu 18-letniego chłopaka. Jego mama nie pracowała. Jak rodzice rozwiedli się, zamieszkał z mamą i rodzeństwem u dziadków. Jako najmłodszy nigdy nie miał żadnych obowiązków. Był oczkiem w głowie całej rodziny. Niestety jego ojciec też uczestniczył czynnie w usługiwaniu i wyręczaniu dzieci. Kilka lat temu poślubiłam jego ojca. W ubiegłym roku ich mama wyjechała. Najstarszy mój pasierb  ma już swoją rodzinę średni pomieszkuje u nas (studiuje i wraca do "domu" na ferie, święta itp.) a najmłodszy jeszcze licealista zamieszkał z nami. No i mam z nim problem. Chłopak cały dzień siedzi w komputerze. Kiedy go proszę o pomoc to potrafił odpowiedzieć "a muszę". Po wielu kłótniach z mężem (zbyt narosła frustracja) i jego rozmowach z synem w końcu zaczął być grzeczniejszy. Tak naprawdę chłopak jest grzeczny, tylko swoje odzywki uważał za żart. Ponoć mama też tak uważa. A ojciec wciąż go we wszystkim wyręczał tłumacząc, że chłopak jest zagubiony, to nowa dla niego sytuacja. Tylko ja myślę trochę inaczej. Zna mnie od ośmiu lat. Często pomieszkiwał z nami (gdy mama wyjeżdżała, gdy był chory). Razem spędzaliśmy wszystkie weekendy, święta i sporo urlopów. Bez poroblemu potrafi zrobić sobie jeść i to wymyślone (jeśli ma na coś ochotę). Buszując po kuchni bo ma na coś apetyt nie jest dla niego problem. Jednakże poproszony przez nas o pomoc - masakra. Męzowi udało się go wciągnąć w pomoc przy sprzątaniu. Choć pierwsza odpowiedź była pytaniem "a dlaczego ja mam to robić". Mąż odpowiedział mu "bo tu mieszkasz". Zamknął buzię. Wyciera naczynia po obiedzie, sprząta swój pokój, w soboty sprzątnie łazienkę i odkurzy mieszkanie. W zakupach nie pomaga. W wakacje udało się "zagnać" do obrania ziemniaków. Generalnie nic więcej go nie obchodzi. A i tak łazienkę ostatni poprawiał dwukrotnie. Miał umyć naczynia to opłukał pod kranem. Z wracam uwagę ale on odpowiada że nię są tłuste i gąbka z płynem nie potrzebna. Ręce mi opadają. Cokolwiek ma zrobić robi na odchran i zawsze ma swoją racje. Ja mam dzieci, już dorosłe ale nigdy nie odpowiadali mi w ten sposób, a jeśłi tak to powtórzyłam - popraw to proszę i robił. Na tego to nie działa. Powiedział co uważa na tym koniec. Przyznaję, mąż dopiero w to lato zauważył że wychowujemy aspołecznego człowieka. Wziął się na niego ale ... Wczoraj miał nam pomóc przy robieniu wędlin. Raptem byłoby pół godziny. Wracamy z mężem do domu i od razu słyszymy  - kurcze jak ja mam dużo zadane. Popatrzyliśmy z mężem na siebie i czekamy co dalej. Cały obiad siedział z nosem w talerzu bo jak on się wyrobi. No dobra mówimy, masz dużo zadane to trudno. Idź się ucz. Wzieliśmy się za robotę. Co chwila podglądamy go a on oczywiście grzebie w internecie, a to film, a to wiadomości czyta. W końcu mąż staje nad nim i pyta go jak tam idą lekcej. "muszę odpocząć bo móżg mi się lansuje" Już posępnej miny nie ma. Jak kończyliśmy wędliny wziął się za lekcje. Była godz.18,30. A o 20-tej mąż idzie do niego a on gra w necie. "Już odrobiłeś lekcje - tak, a nauczyłeś się wszystkiego? - tak" Parsknęłam śmiechem. Do 23-eciej grał a w między czasie przeszukał kuchnię za plackiem który upiekłam. W ubiegłym tygodniu była dwa razy taka sytuacja. W sobotę mąz był w pracy. Wiedział, że będę od rana robiła zaprawy i miał zająć się sprzataniem. Wstał o 12-tej. Nim zjadł śniadanie to mąż zdążył wrócić z pracy. Mąż ironicznie "widzę że za wcześnie wróciłem bo nie zdążyłeś posprżątać" - odp. cisza i włącza komuter. Mąż "widzę że do nocy nie skończysz" - odp. Ale ja o 15-tej wychodzę, już się umówiłem. Mąż nie odpowiedziął, ale nie zabronił mu wyjść. Posprzątał razem z nim. Ręce mi opadają na niego. Mąż coś mu przygada ale on nie reaguje na to.
Ja wychowywałam moje dzieci twardą ręką. Miały obiwiązki i musiały wywiązać się z nich należycie. Wiedziały, że jak zrobią za pierwszym razem źle to stracą więcej czasu bo będą musiały poprawić. Miesliśmy taką zasadę - najpierw obowiązkli potem przyjemności. Owszem wiele razu robiłam coś sam abo się uczyli ale oni uczyli się faktycznie a nie 1,5 godz dziennie. Z tym cłopakiem nie radzę sobie. Nie mam odwagi byc stanowacza i konsekwenta bo to nie moje dziecko. Mąż uważa że w koncu chłopak załapie jego docinki, ja nie wierzę w to.
Rozpisałam się i pewnie nie zrozumiecie wiele ale może jednak ktoś jest w stanie poradzić mi jak pstępować aby chłopak zmienił swoje podejście do obowiązków domowych?

matka, teściowa, babcia, macocha, eks i obecna żona.
Nikt nie obiecywał że będzie łatwo.

49

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Rzeczywiscie, chyba niewiele zwojujesz, bo to nieTwoje dziecko. Mozesz tylko wymagać od jego ojca, a swojego męża. Pasierb nie zrobi, niech zrobi jego ojciec za niego. Może się sam zreflektuje i postawi swojego syna do pionu?

50

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".
marena7 napisał/a:

Rzeczywiscie, chyba niewiele zwojujesz, bo to nieTwoje dziecko. Mozesz tylko wymagać od jego ojca, a swojego męża. Pasierb nie zrobi, niech zrobi jego ojciec za niego. Może się sam zreflektuje i postawi swojego syna do pionu?

Dzięki Morena, toś mnie pocieszyła! A ja myślałam, że jest cudowny srodek na tego lenia.
Mąż podjął się "stawiani go do pionu tyle, że jest bardzo cierpliwym i tolerancu=yjnym człowiekiem. O tym, że młody przegina to już wie, tyle, że nim potrząsnie nim to pewnie miną jeszcze lata świetlne. Mąż uważa, że to młody zauważy sam i się poprawi.

Muszę jednak trochę się wygadać. Wybaczcie. A może jedak któraś walczyła z takim nastolatkiem? Ja wiem, on ma 18-ście lat ale dal mnie to on zachowuje się jak 14-ście.

Wczoraj mąż przerwał mu odpoczynek i zagnał do pomocy w kuchni (a już właśnie miał się uczyć). Po pół godzinie mielenia maszynką elektryczną mięsa był tak zmęczony, że musiał odpoczywac kolejne dwie aby potem przez pół godziny odrobić lekcje. Zaplanowaliśmy z mężem na sobotę mycie okien i usłyszeliśmy , że on w piątek wychodzi do kolegi na imprezę do ogródka i wróci w sobotę przed obiadem. Nawet nie zapytał się ojca czy moze. Mąż powiedział : w takim razie do nocy zdążysz lub umyjesz dwa w piątek przed wyjściem - ale ja mam lekcje do 17-ej. Potem sprawdzamy plan na stronie szkoły? - lekcje kończy o 13-tej i do 14,30 ma fakultety. Mąż zwraca mu uwagę, że źle nam powiedział i co słyszymy? "ja jeszcze umówiłem się z kolegami na siłownię". Mąz - to musisz z czegoś zrezygnować bo się nie wyrobisz - Okna umyję kiedy indziej.
Wymiękam, nie daję rady. Wprawdzie mąż zmierzył go wzrokiem i mam nadzieję, że zrozumiał, że ojciec nie ustąpi. Ale znam go i wiem, że faktycznie potrafi wogóle nie wrócić ze szkoły albo wpadnie zrzucić książki nim wrócimy z pracy a w sobotę zadzwonić o 13-ej, że zaspał i będzie o 17-ej.

matka, teściowa, babcia, macocha, eks i obecna żona.
Nikt nie obiecywał że będzie łatwo.

51

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Taki nastolatek to dziś norma..  Twój pasierb może opornie, ale cokolwiek pomaga.  Żeby moje dziecię tylko takie było!  Była bym szczęśliwa.  W wieku 18 lat takie zachowanie to nie nowość!

Można być wolnym nosząc kajdany.

52

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Witam . Trafiłam dziś na to forum po ciężkiej przeprawie z moim 20 letnim synem. Otóż jest on studentem, na szczęście zamieszkującym   2rok w mieście położonywm 120km   od domu. , jednak w domu jest statystycznie co 2tyg na weekendy. Jestem matką z niezwykle miękkim sercem , spolegliwą , niekonsekwentną.....co spowodowało obecne problemy. Tomek będąc w domu nie tylko nic nie robi, ale nawet na planowane posiłki z premedytacją spóźnia się, wielokrotnie ponaglany tel....ta sytucja trwa od lat, ponadto ma roszczeniową postawę ,uważa, że wszystko mu się należy, krytykuje np. żel który kupiłam bo nie jest markowy itp. Codzienna szarpanina. Ja od roku nie pracuję, nasza sytuacja finansowa jest niewesoła, mąż bierze prace zlecone, zaharowuje się by syn mógł kontynuować studia, na moją prośbę by spróbował załatwić sobie stypendium by nas odciąźyć z mordą odparował, że chcielibyśmy pozbyć się obciążenia finansowego i zwlekał ze złożeniem papierów ponad tydzień. Wszystko jest dla niego za trudne, zbyt go przerasta, nie wykonuje od razu poleceń tylko odwleka w nieskończoność a zrobi kiedy mu odpowiada. Od 2  lat ma dziewczyną, z rozbitej rodziny, matka ją porzuciła jak laska miała 15 lat i wyjechała z Cyganem, ojciec pracuje za granicą.Młoda praktycznie mieszka sama, doraźnie z babką.  Długo spotykali się w tajemnicy( bo spr mojego syna są dla nas wielką tajemnicą, strach o cokolwiek pytać , bo się oberwie inwektywami bądź chamstwem)od kilku m-cy przyprowadza ją do domu. Przyjełam miło, były wspólne kolacje, obiady , rozmowy , oglądanie filmów i choć nie podobało nam się jej zachowanie(raz nocowała u nas bez naszej wiedzy i zgody- Tomek ją zaprosił bo tak chciał, na moje pytanie parsknął śmiechem, że nic nie muszę wiedzieć, ), przychodzi b wcześnie z rana w weekendy kiedy my jeszcze śpimy i zastaje nas w piżamach , siedzi godzinami , wychodząc b późno, mizdrzy sięi całuje na naszych oczach  wprawiając mojego męża i córką w zażewnowanie, a ma dopiero 17 lat! Tomek nic złego nie widzi w tym zachowaniu, nie da sobie nic powiedzieć, jakakolwiek próba zwrócenia mu uwagi kończy się chamską awanturą z jego str,Ma być tak jak on chce , mimo, że jest u nas w domu. Sterroryzował cały dom, każdy dla św spokoju schodzi mu z drogi. Zero szacunku, miłości i zrozumienia. Egoista. Przedwczoraj na moją próbę pogadania spreparował mega awanturą , wyzywając mnie od plotkar, bezrobotnych , a na końcu rzekł, że już nigdy do domu nie przyjedzie i nie jestem jego matką.Wydzierał się jak nigdy. Tego dnia miał wracać do siebie , dałam mu pół godz na wyprowadzenie się i pojechał gardząc kasą na studia. Trochę się z mężem martwiliśmy, ale następnego dnia poprosił męża o pieniądze, przelaliśmy. Wczoraj tknięta matczyną miłością wysłałam pojednawczego sms a, odparł, że nigdy mi nie wybaczy słów, które mówiłam nt jego dziewczyny, wielokrotnie podkreślał, że ona jest dla niego najważniejsza i nigdy mi nie wybaczy w związku z czym nie widzi przysłości dalszego ze mną kontaktu. . A mnie się otwarły oczy, wychowałam potwora. Jeszcze jestem w szoku, widziałam pewne sygnały , często reagowałam przeciwstawiając się mu, ale ost wydarzenia mnie zszokowały. To chłopa k pozbawiony wszelkich wyższych uczuć, traktujący rodzinę jak zło konieczne. Napisałam mu , że w związku z tym nie chcę go widzieć dopóki nie spotka się z rozumem i finansowo niech radzi sobie sam,, Czas odciąć pępowinę, co o tym sądzicie?

53

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Masajka71, tak, masz rację - czas odciąć pępowinę....
Jednak to łatwo powiedzieć, a bardzo trudno zrobić...
Bo to jest jednak nasze dziecko, nasz mały synuś o którym jeszcze pamiętamy, że tak niedawno przytulał nas i mówił, ze kocha. I że dla naszych dzieci zawsze chcemy jak najlepiej, zawsze chcemy im jak najbardziej ułatwić życie... I tak bardzo boimy się, że jednak odwróci się od nas....
Życzę wytrwałości w postanowieniu i tego, żeby syn jak najszybciej zrozumiał.

"W związku z tym, że wraca moda na rzeczy retro mam nadzieję, że zdrowy rozsądek i inteligencja znowu wrócą do łask."

54

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Dzięki bbasia, muszę coś zmienić, bo naprawdę mam dość. Zdaję sobie sprawę,że to trudne, ale potrzebne. Czas zastosować twardą miłość zamiast bezwarunkowej miłości. Mam nadzieję, że wytrwam.Zastanawiam się gdzie ja przez lata miałam oczy?

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".
Masajka71 napisał/a:

Dzięki bbasia, muszę coś zmienić, bo naprawdę mam dość. Zdaję sobie sprawę,że to trudne, ale potrzebne. Czas zastosować twardą miłość zamiast bezwarunkowej miłości. Mam nadzieję, że wytrwam.Zastanawiam się gdzie ja przez lata miałam oczy?

Zostały zasłonięte przez matczyną/bezwarunkową miłość. Potężna to siła.

Hrvatska Ljubavi Te!
Wierzę w miłość od pierwszego spojrzenia,
Serca ukojenia
Non omnis moriar?

Posty [ 1 do 55 z 66 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018