Śmierć męża - jak sobie poradzić? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Strony Poprzednia 1 544 545 546 547 548 555 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 29,976 do 30,030 z 30,479 ]

29,976

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Drogie Dziewczyny te młodsze i starsze! Nie mam zamiaru Was dzisiaj pocieszać, bo po prostu nie umiem albo nie potrafię. Ja swoje Walentynki przeżyłam tak, że kupiłam sobie róże ( W Aldiku ha! ha! Potem wieczorem usiadłam ze zdjęciem mojego Jarka, zapaliłam białą świeczkę, pomodliłam się( po swojemu), bo jak czytacie niektóre moje posty, to wiecie,że  jestem wierząca ale nie religijna. A potem wysłuchałam utworów, które przesłała mi koleżanka z tego forum. I ryczałam sobie do .......Pozdrawiam Was Wszystkie i tulę wirtualnie. Dobrej spokojnej nocki dla Was

Zobacz podobne tematy :

29,977

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Cześć dziewczyny cieszę się że znalazłam forum gdzie są kobiety w podobnej sytuacji tak jak ja się teraz znalazlam:( straciłam narzeczonego kilka dni temu dokładnie 13.02 o 8:21 do nieba... sad:(:( walczył o życie 3 dni.. W swoje urodziny na które poszedł z kolegami wypadł z 5 pietra:( jestem cały czas w szoku chodzę na lekach i nie mogę się z tym pogodzić boję się co będzie pozniej... Snuje się jak cień i cały czas płaczę czuje ból w sercu żal i złość na siebie na wszystkich a nawet na niego ze zostawił mnie tu sama a ja go tak mocno kocham, w tym momencie skończyło się moje życie moje szczęście nie wiem jak będzie dalej, momentami mam myśli że chce iść tam do niego ze nie chce tu zostać sama... Nie wyobrażam sobie życia bez niego był moja pierwsza i ostatnia miłością nikt ani nic mi go nie zastąpi,. Zadaje sobie ciągle pytanie dlaczego to mnie spotkało dlaczego on dlaczego wszedł na to okno tak bardzo pijany dlaczego jego kolega w tym momencie spał 8 nie powstrzymał go.... Dlaczego mnie tam nie było.. Jeszcze przed tym wszystkim polubilam się z nim bo byłam zła że idzie do kolegów... Nie wiem co mam dalej zrobić boję się pogrzebu że tego nie wytrzymam, nie wiem czy chce go widzieć w trumnie ale z drugiej strony wiem że będę zalowala że się z nim nie pożegnałam...nie wiem jak mam dalej żyć i co będzie dalej sad tak bardzo mnie to wszystko boli.. Od tamtego zdarzenia mieszkam u jego rodziców boję się iść do naszego domu tam wszystko lezy tak jak mój Piotruś zostawił... Ale kiedyś będę musiała tam wrocic...wiem że pewnego dnia wszyscy wrócą do codzienności do swoich rodzin a ja zostanę zupełnie sama sad:( z bólem i samotnościa:(:(

29,978 Ostatnio edytowany przez Pecora Nera (2019-02-16 19:42:31)

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Bezsensowna przytulam mocno mocno. Znowu koleja sytuacja absurdalna, bez sensu i dlaczego? Pisz tutaj, jest wiele wspanialych dziewczyn, ktore pomagaja. A nawet jak niewiele sie dzieje to musisz wiedziec ze ktos zawsze to czyta i dobrze, cieplo pomysli o Tobie, pomodli sie, wspomni, wspluczuje..ZROZUMIE...bo o to chodzi, tego najwiecej  brakuje, zwyklego zroumienia od innych..oni mysla ze czas mija i juz jest ok, bol zeba sie zagoil..ups, to nie byl bol zeba.

Moje Welentynki? Jakos spejalnie ich nie obchodzilismy, ja nie. Moj maz lubil natomiast kupic cos, coreczce, czy mnie. Jakies czekoladki, przytualnke..nawet mam jeszcze drewniane serduszko z ostatnich kwiatkow....lubil to. Zawsze byl jakis deser mily razem, i tak dalej i tak dalej. W tym roku bylam na wyjezdzie sluzbowym, poza Polska, wieczorem wyszlam na miasto cos zjesc. Oczywiscie wszedzie masa rezerwacji, kilka miejsc pelnych, w koncu w jednym z lokali mowia, a cos znajdziemy.... Dostawili mnie do stolika 4 osobowego, gdzie siedziala para staruszkow, 60 lat na karku razem...i...i to byl jeden z najpiekniejszych wieczorow jakie spedzilam ostatnio, nawet pani  babcia w pewnej chwili miala autentyczne lzy wzruszenia w oczach gdy opowiadala o swoim zyciu, dzieciach, teatrze, pracy.... panstwo co chwile to trzymali sie za reke, a to przybijali sobie piatke, byli po prostu idealni!!!! I tak mysle sobie ze to byl prezent od mojego urwisa tam z nieba...takie cos nie zdarza sie normalnie, by spotkac taka intensywnosc fajnej milolsci obok

milego wieczoru!

29,979

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

ja jestem w trybie "nie zobaczysz ... nie poczujesz ... nie dowiesz się ... nie powiem Ci ..."
i nie wiem jak sobie z tym radzicie
i podziwiam Was

dzisiaj tatromaniak mi się otworzył i to że w te nasze ukochane nie pójdziemy i On już nie powie jak tu pięknie i nie będzie się zachwycał moim zachwytem światem ... śmiał się do mnie że nie musi patrzeć na te góry bo mu wystarcza jak widzi je w moich oczach

oddechu nocą w łóżku tak bardzo mi brakuje
tych najmniejszych i najgłupszych rzeczy które tworzyły nasz mały świat

29,980

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Pauleczka90
Bardzo bardzo bardzo mi przykro, naprawdę rozumiem ten żal, tę złość, bezradność, wszystkie rozumiemy. Ja kiedy znalazłam męża w sobotę i kiedy wieczorem dom pogrzebowy go zabrał pojechałam do teściów, ale w niedzielę rano spowrotem byłam w domu. Nie mogłam nie być (ale ja jestem chyba masochistką) z jednej strony wiedziałam, że właśnie zwykłe rzeczy zwyczajnie zostawione sprawią mi ogromny cios a z drugiej chociaż troszeczkę koiły. Kochanie nie ma co gadać, pogrzeb będzie kosmosem. Ja próbowałam się nastroić, że "owszem będzie źle, będzie bolało, ale muszę to zrobić, muszę godnie męża pochować". Rozmawiaj, płacz, krzycz, miej pretensje, możesz a nawet powinnaś....pisz do nas

29,981

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Pecora Nera
Nie znajduję odpowiedzi na to. Nie napiszę "Bóg tak chciał", bo miłosierny Bóg takich rzeczy nie robi. Stało się to o czym nawet nie myślałam, że się stanie za 10, 20, 40 lat, żadna z nas nie myślała. Co do Walentynek to jakże miła sytuacja Ciebie spotkała. Bardzo fajnie w dzisiejszym świecie spotkać tyle miłości i szacunku. Ja szczerze pisząc zapomniałam o Walentynkach, podobnie jak o wielu innych rzeczach....

Życzę wszystkim spokojnego dnia i samych pozytywnych myśli

29,982

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Strasznie tu cicho.
Ja się będę chwalić. tzn cieszyć. Dostałam z ZUSU decyzję o przyznaniu dziecku renty rodzinnej. Jeden kamień z serca mi spadł. Szkoda, że pozostał tam kamieniołom.
Poza tym... Każdego dnia jest coraz gorzej. Jakby to działało w drugą stronę, zamiast mi ulżyć to codziennie ten głupi czas daje mi do zrozumienia, że już nigdy Pawła nie będzie. A mi z każdym dniem coraz trudniej to ogarnąć...
Smacznego tłustego czwartku. Ja pączków nie lubię, ale dziś zjadłam. Wiem, że Paweł zjadłby z 10. Bo pączki zawsze były u niego na pierwszym miejscu wśród słodyczy...
Pozdrawiam Was smile Mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze zagląda

Można odejść na zawsze, by stale być blisko

29,983

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Po twoim wpisie uśmiechnęłam się bo mój Tomek też zjadłby z 10 pączków Zaglądam codziennie ale musiałabym pisać to samo Smutek tęsknota żal Pozdrawiam! Utulam wirtualnie!!!!!!!!!

29,984

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witam po wielu latach, kiedy znalazłam pewnej nocy te forum. To było rok po śmierci męża... a ja nawet nie potrafiłam mówić tak byłam sparaliżowana śmiercią męża a wcześniej mamy w tym samym roku. Zostałam zupełnie sama z 12-letnim synem.
Tu odnalazłam sposób i wskazówki jak dalej "iść" przez życie.
Dziś jestem szczęśliwa, że miałam tak wspaniałego męża i cudowne wspomienia. Dałam radę wychować syna, obecnie już studenta.
Znalazłam też inne tematy na tym forum. Jest to jedyne w swoim rodzaju miejsce, gdzie są cudowne dziewczyny, które nie pozostają obojętne
na ludzkie problemy. Powtórzę się za wieloma wypowiedziami... że w żałobie nie ma drogi na skróty. Czas nie leczy ran ale sprawia, że się zbliźniają.
Obecość kogoś obok, który po prostu wypije z nami herbatę w milczeniu, pójdzie na spacer, wysłucha, ze zrozumieniem pozwoli się wypłać... to pomaga.
Powiem truizm - pewien okres minął bezpowrotnie... teraz musi nastąpić krok do innego już okresu... a to zawsze jest trudne, ale tak to już jest na tym świecie. Zapewniam Was - nadejdzie czas inny... nie koniecznie taki jakbysmy chciały, co nie znaczy, że  zły. Ale jesteśmy ubogaceni naszą Miłością, który ma już inny wymiar.
Pozdrawiam i przytulam każdą zapłakaną buzię.

Jestem już po ósmym roku śmierci męża i mamy.

29,985

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Do smutnejMarysi napidalas dokladnie do co ja czuje nie chcem z nikim rozmawiac chociaz wiele osob mi mówi ze moze mi w czym pomoc ale co oni mi poradza meza mi nikt nie wroci minęło 3 dni od jego smierci ale ja wiem ze z kazdym dniem nie bedzie lepiej odezwij sie Marysiu z toba bym chetnie porozmiawiala

29,986 Ostatnio edytowany przez Misiulka (2019-03-02 19:35:32)

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Małgorzata62 prosisz o kontakt z Marysią, nie pamiętam czy jeszcze tu wchodzi. Gdy ja tu przebywałam a było to pare lat temu to już rzadko
pisała. Była tu juz kiedy mnie spotkał ten sam los co Ciebie. Pisałyśmy bardzo dużo. Polecaliśmy sobie odpowiednie książki, filmy itp.
Jak ogarnąć ten tragiczny dla nas czas. Ty jesteś dopiero na początku drogi. Pisz co czujesz, z czym sobie nie radzisz, ale przede wszystkim, chcę
Ci powiedzieć że masz prawo do łez i smutku. Byłoby nienataralne, gdyby było inaczej. Poczytaj jak sobie pomagałyśmy...
Ale czas płynie dalej i większość kobiet już wyszła z żałoby. Nawet wyszła jedna zamąż i jest szczęśliwa. Wiem, że obecnie trudno w to uwierzyć, ale
tak jest. Bardzo dobrze, że tu piszesz. To naprawdę pomaga. Mniepomogło. Bardzo serdecznie Cię przutulam i daj sobie czas ... dzień po dniu...
tydzień po tygodniu... odnajdziesz się w nowej rzeczywistości...

Obecnie trudno mi tu zaglądać, bo złapała mnie grypa i więcej odpoczywam ale mam nadzieję, że dziewczynki się odezwą...

Trudno jest znaleźć słowa pocieszenia, gdy ktoś opłakuje stratę ukochanej osoby. Niektóre, mimo dobrych intencji, mogą przynieść efekt odwrotny od zamierzonego.

29,987

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witajcie Kochane Kobitki !
Przytulam wszystkie do serducha w tym kolejnym dla mnie i dla Was Dniu Kobiet bez naszych facetów sad:(:(  zamiast życzeń mój ulubiony cytat autorstwa Kasi Nosowskiej : " Kobieta jest organizmem ultradoskonałym .Potrafi się regenerować po ekstremalnie ciężkich doświadczeniach. Przetrwa wszystko "  Drogie moje bądźmy dzielne , mądre, silne i wyjątkowe mimo ran i bólu ......:):):):)

"Poza czasem,poza śmiercią,jest miłość. Czas i śmierć nie mogą jej osłabić." (Jeanette Winterson)

29,988

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Rok temu w ten dzień spał ... spał już od tygodnia ale to było podtrzymywane lekami i chyba nikt jeszcze nie wiedział, że się nie obudzi. Stałam nad łóżkiem wśród kabelków, rurek i monitorów i mówiłam "Słońce ukochane śpij słodko i w spokoju odpoczywaj i lecz się i zaraz potem się obudź i uśmiechnij do mnie ..."
I ten ogromny strach ale i wielka nadzieja, że będzie dobrze, że damy radę, że następne babskie święto już nie będzie pachnieć szpitalem ale kwiatami i Jego ulubionym ciastem.

I jest rok później ... i wiecie ... nie będzie zapachu szpitala a jak pojadę na cmentarz to pewnie pachnieć będzie kwieciem jakimś. Ciastem słonecznikowym też pachnie, bo upiekłam i przywiozłam do pracy, a że mam tu samych panów dookoła to mnóstwo ciepłych słów i że "kwitnij kobieto nam i dasz radę ..."
 
Durne to życie.

29,989

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witajcie Dziewczyny

W Dniu Kobiet Kochane Kobitki zycze Wam, aby mimo wszystko usmiech sie coraz czesciej na naszych twarzach pojawial, zycze sil do pokonywania codziennych trudnosci, aby z uplywajacym czasem nasz bol i tesknota, ktora zawsze bedzie nam twowarzyszyc, byla mniej dokuczliwa, abysmy umialy odnalezc jeszcze sens w zyciu i mogly, umialy cieszyc sie zyciem.

Spedzcie ten dzien Kochane tak jak najbardziej lubicie.

Ja zjadlam kawal dobrego ciacha :-), a teraz je spalam podczas jazdy na rowerku stacjonarnym :-) piszac do Was

Pozdrawiam
Trzymajcie sie Kochane

29,990

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Chciałam i ja Wam napisać coś pozytywnego ale w momencie kiedy weszłam na forum zaczął mruczeć Leonard Cohen i jego nieśmiertelne Dance me to the end of love... i czar prysł.
Uwielbiam Cohena i Paweł mój też go bardzo lubił, chociaż na co dzień słuchał raczej ostrej rockowej muzy.
Wszystkiego dobrego Wam wszystkim życzę. Mimo wszystko. Nadziei i uśmiechu. Mam nadzieję, że wróci. Ten uśmiech.

Można odejść na zawsze, by stale być blisko

29,991

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Trzy miesiące od śmierci mojego męża , dziś okazało się że nienarodzone jeszcze dzieciątko mojej bratanicy po prostu przestało oddychać. 8 miesiąc ciąży. Robione tydzień temu USG i ktg. Ciąża wzorcowa. Termin porodu za miesiąc. I tak po prostu dziecko przestało oddychać. Mam ochotę klnąć jak szewc. Po co Bogu taki maluszek. Jaki w tym sens???? Tak czekali wszyscy na to maleństwo. Nie rozumiem, nie ograniam. Nie jestem w stanie.

Można odejść na zawsze, by stale być blisko

29,992

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Rozumię tragedie Moja córka miała w ostatnich dwóch latach 5 poronień Jedno rodzenie koniec piątego miesiąca chłopca  Strasznie to przeszła Taki duzy chłopczyk Dziura w brzuszku mu się zrobiła i umarł Napewno dziadek tam w niebie utula wnuka jej słowa w płaczu i Dlaczego???????????????????  32 lata ma tak pragnie być mamą Ciężki temat !!!!!!!!!!! Dlaczego jedni muszą mieć tyle bólu a inni idą przez życie jak strzała I spotkasz taką osobę  to serce pęka Tu tyle bólu a tu luzik!!!!!!!!!!!!!!!!!!

29,993

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Elu, współczuję problemów u corki, na pewno te 2 lata to dramatyczne doświadczenia, ale na pewno jesteś dla Niej wpsarciem. Jest pod opieką lekarzy, dobrych ginekologów, specjalistów genetyki? bo 5 poronien z rzędu, w tak krótkim czasie to na pewno jest jakis problem genetyczny....niestety. Mój kolega z pracy miał tak że stracił 2 ciąże i lekarze zidentyfikowali problem....po prostu u jego i jego żony ten sam gen był uszkodzony, co z kolei prowadziło do poronien naturalnych....wiem że 3 ciąże udało się im utrzymać, choć córeczka urodziła się chora i wymaga karmienia pozajelitowego......

29,994 Ostatnio edytowany przez emarsza (2019-03-29 08:52:16)

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Co się dzieje dziewczyny? Czemu nie rozmawiacie?
Wiem, że nadchodzi wiosna i bez naszych drugich połówek jest ciężko.
Proszę nie zamykajcie się w sobie. Piszcie o wszystkim. O kłopotach, cierpieniu. Między tymi uczuciami znajdzie się też jakiś jaśniejszy promyczek - ktoś powiedział coś miłego, pojechałaś na wycieczkę, sama naprawiłaś cieknący kran...itp. O wszystkim można tak bez końca...ja to już wiem. Rozmowa pomaga.

Pozdrawiam Was serdecznie
Ewa z Zamościa

29,995 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-03-29 14:27:30)

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Niezbyt się czuję "uprawniona" do żałoby po mężu. Dwa lata przed jego śmiercią rozwiedliśmy się, opuściłam go jeszcze wcześniej. Kontakt jednak mieliśmy częsty, choć niekoniecznie przyjazny...
I nie mogę się pozbierać. Co się polepszy to za chwilę znowu rozsypka. Już sama nie wiem, czy to reakcja na jego śmierć, czy na wszystkie trudne przeżycia ostatnich lat. Liczę na to, że w końcu poczuję się lepiej, ale gdy przychodzą gorsze dni, trudno jest to znieść. Tyle pracy na mnie czeka w domu, tyle spraw jeszcze do załatwienia, a mnie się nie chce nawet naczyń umyć po obiedzie. Chciałabym godzinami leżeć na leżaku, wygrzewać się w słońcu i gapić się w niebo. Niech już przyjdzie ta wiosna!

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

29,996 Ostatnio edytowany przez wenles (2019-04-03 12:28:55)

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witam wszystkie forumowe koleżanki
Widzę, że forum coraz bardziej milczy ......dlatego coś napiszę.
Dokładnie za 3 miesiące miną 2 lata od nagłej śmierci mojego męża. Dalej mi smutno, dalej tęsknię, ale ból mniejszy niż był kiedyś. Czasem przy wspomnieniach popłynie łezka.....ale cóż trzeba iść do przodu. Mąż śni mi się bardzo często, nawet dziś miałam sen i 3 dni temu też. Od śmierci śnił mi się 32 razy i tylko liczę który to już raz......
Jakoś organizuję sobie to życie w samotności i wiem, że coraz bardziej uczę się życia w samotności. Dobrze, ze pracuję, mam przyjaciół i kochane dzieci- co prawda dorosłe, ale zawsze są w potrzebie. Czekam na skierowanie do sanatorium, które powinno się wkrótce pojawić...i cóż tu znów smutno, bo składałam 2 skierowania do sanatorium, a niestety mam jechać sama, bo druga osoba nie istnieje w wykazie. Nie wiem czy pojadę sama, ale czekam na propozycję NFZ.
Gamaga !!!! czemu nic nie piszesz ?????? odezwij się ! Myślę o Tobie - co u Ciebie, jak sobie radzisz w tym samotnym życiu ???
Aniczko ! brakuje mi Twoich wpisów, a często tu zaglądam .
Pozdrawiam wszystkie wiosennie- robi się ciepło ---cieszmy się chociaż tą wiosną

Zrozumie ten kto stracił miłość życia

29,997

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witajcie koleżanki !
Fakt mało kto już pisze ostatnio w tym wątku ,weszłam dzisiaj i zachęcona przez Wenles  odzywam się smile:):):) Ja jako "weteranka " ( 3 i poł roku niebawem) radze sobie całkiem nieźle , mam pracę ,zajęcia , nie rozpamiętuję ,idę do przodu smile:):) Czasami tylko mam chwile kiedy nachodzą mnie wspomnienia i łezka się w oku zakręci ale po takim czasie rany się zabliźniają ….. Masz rację Wenles życia w samotności można się nauczyć a nawet trzeba , bo innego wyjścia nie ma …. Fajnie ,że też sobie radzisz i jakoś organizujesz to życie aby nie popaść w totalną rozsypkę i desperację smile:):) Teraz przyszła wiosna to więcej słońca ,optymizmu i radości , pozdrawiam Cię serdecznie i dużo optymizmu posyłam smile:):)
Piszcie dziewczyny co u Was i jak radzicie sobie ze swoją samotnością  , tulę do serducha i pozdrawiam smile:):)

"Poza czasem,poza śmiercią,jest miłość. Czas i śmierć nie mogą jej osłabić." (Jeanette Winterson)

29,998

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Ja w ogóle sobie nie radzę ....minęło 8 miesięcy - a ja tęsknię jeszcze bardziej mimo iż myślałam że  to niemożliwe , że już bardziej nie można...
Dni spędzam samotnie w pustym mieszkaniu .... całymi dniami siedzę w fotelu komputerowym i albo robię obrót do komputera - albo do telewizora ...łapię się na tym że mówię sama do siebie albo do zdjęcia męża ...
Nie mam żadnych znajomych bo oboje z mężem byliśmy raczej samotnikami ....
Nie wyobrażam sobie że mogę jeszcze mieć przed sobą kilka lat takiego życia ....po co ?   nie wiem co dalej ....nie mam na nic ochoty ....

29,999

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Ja w ogóle sobie nie radzę ....minęło 8 miesięcy - a ja tęsknię jeszcze bardziej mimo iż myślałam że  to niemożliwe , że już bardziej nie można...
Dni spędzam samotnie w pustym mieszkaniu .... całymi dniami siedzę w fotelu komputerowym i albo robię obrót do komputera - albo do telewizora ...łapię się na tym że mówię sama do siebie albo do zdjęcia męża ...
Nie mam żadnych znajomych bo oboje z mężem byliśmy raczej samotnikami ....
Nie wyobrażam sobie że mogę jeszcze mieć przed sobą kilka lat takiego życia ....po co ?   nie wiem co dalej ....nie mam na nic ochoty ....

30,000

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Ja miałam w grudniu 4 lata O grób dbam lepiej niż o mieszkanie Bez pracy załamałabym się Chodzę do męża na grób przed i po pracy  dodaje mi to sił  Do bólu idzie się przyzwyczaić ale tęsknota nadal ogromna Martwię się teraz o córkę  która bardzo chce zostać mamą Ale myślę że uda się jej spełnić to marzenie bardzo proszę w modlitwach Mieliśmy dużo znajomych ale wszystko pełne pary więc jak zostałam sama zmieniło się Rozmawiamy jak się gdzieś widzimy ale już niema --wpadnij pogadamy.Staram się nie przebywać długo sama w domu To mnie dobija Nie jest łatwo jak miało się wspaniałego przyjaciela Nie jestem pogodzona z jego odejściem Nadal zadaje sobie pytanie dlaczego on????A tyle zła  chodzi Powiem szczerze to życie moje to wegetacja Dzieci mają swoje życie Dbają ale widzę jak zabiegani są .Mam 58 lat i to mąż miał być obok Śmierć zabrała męża co mieliśmy żyć tylko dla siebie Strasznie ciężko pracowaliśmy by dzieciom stworzyć dom pełen miłości I jak już  mieliśmy tylko mieć siebie w 3 miesiące musiał odejść I jak nie zadawać sobie pytania Dlaczego?????????????Muszę walczyć dalej nie mogę się poddać by nie być ciężarem dla dzieci  w tym zabieganym życiu Pozdrawiam Was dziewczyny !!!!!!!!!!!!!!!!!! To jedyne miejsce co jest zrozumienie .

30,001

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

u mnie dziś mijają 4 miesiące odkąd odszedł mój mąż... poszłam rano zrobić sobie badania i spotkałam pielęgniarkę z hospicjum, która opiekowała się moim mężem przez ostatnie pół roku jego życia... Była u nas nawet trzy razy w tygodniu, dostępna na każdy telefon, z cierpliwością odpowiadająca na każde nasze nawet najbardziej głupie pytania... Podobnie jak lekarz z tego samego hospicjum. I psycholog i rehabilitantka. Ludzie ANIOŁY. I wsiadłam później w samochód i to wszystko do mnie wróciło... nie potrafię kontrolować łez i jak dla mnie - tak jak napisała Gamaga - im więcej czasu mija tym jest gorzej... Być może ten czas co ma te rany trochę zabliźnić to jest kwestia lat...  mija kolejny dzień, tydzień, i już nigdy Go nie zobaczę. Kolejna rzecz, którą zrobilibyśmy wspólnie a muszę zrobić to sama... Kolejne współczujące spojrzenie kogos znajomego, który nie dzwoni do mnie bo nie wie jak ze mną rozmawiać. Moja córka, która udaje, że jest OK a w nocy słyszę jak płacze w poduszkę.... I serce mi pęka. Na szczęście z nią rozmawiam i jestem w stanie to ogarnąć, ale dla kogoś spoza naszego dwuosobowego grona jej zachowanie wygląda na "już się pogodziła". A żadna z nas się nie pogodziła
Wróciła do mnie dziś myśl, sprzed jakiegoś czasu, żeby zostać wolontariuszem w tym hospicjum, które pomogło mojemu mężowi. To jest hospicjum domowe, więc popołudniami mogłabym im pomóc, jeśli tylko znalazł by się jakiś ich podopieczny, który potrzebuje np. zwykłej rozmowy albo choćby ugotowania obiadu. Ja bym mogła zająć głowę czym innym, przy okazji komuś pomóc...
Ściskam Was mocno. Dawno mnie tu nie było ale widzę, że wiele z nas odpuściło to forum. A szkoda...

Można odejść na zawsze, by stale być blisko

30,002 Ostatnio edytowany przez wenles (2019-04-12 17:39:38)

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Kochana G.
4 miesiące to jeszcze zbyt mało by nie płakać. Ja dopiero po roku zaczęłam się przyzwyczajać do tego, że nic nie zmieni sytuacji w której się znalazłam i chyba wszystkie łzy spłynęły by przestać płakać. Łzy pomagają i nie wolno ich wstrzymywać. Po płaczu przychodzi trochę ulgi na chwilę. Jeśli się kogoś kochało - to trudno się pogodzić z jego nieobecnością. Ból zostanie, ale rany kiedyś się zaczną zabliźniać. U mnie teraz to przypływ fali - raz mocniejsze, raz słabsze, a czasem spokojnie, ale niedługo będzie 2 lata jak jestem wdową. Cierpliwości - będzie trochę lepiej po czasie. Współczuję Twojej córce........bo ojciec zawsze kocha bardzo swoje córki, a tu niestety nie jest to jej dane.
Gamaga 47 - dzięki, że się odezwałaś.
Dziewczyny piszcie coś do Gamagi47 - bo jest w trudnej sytuacji- bez przyjaciół i bliskich osób. Wywołujcie ją do pisania. Bardzo mi jej szkoda, że nie ma nikogo koło siebie i jeszcze nie pracuje. Ja mam przyjaciół i serdeczne koleżanki, które wciąż się odzywają i sprawdzają jak tam ze mną. Dziś idę z dwoma na koncert Trio Węgrów, żeby lepiej spędzić ten wieczór. Może ktoś mógłby pomóc Gamadze47???????????
Ela 1111 - jesteś dzielną kobietą........trzymaj się jakoś w tym ciężkim życiu. Może po tych trudnych doświadczeniach- będzie chociaż troszkę lepiej.
Aniczko - dzięki, że się odezwałaś - Dobry Duszku Forum
Pozdrawiam

Zrozumie ten kto stracił miłość życia

30,003

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

A ja nie umiem płakać ... sama nie wiem dlaczego. Dużo się dzieje dookoła, bo i wyprowadzić się musiałam z miejsca gdzie razem mieszkaliśmy 14 lat i powolne sprzątanie po Mamie. Ale nie potrafię płakać. Czy to bardzo źle, że łapię się na tym, że myślę o Nim jakby miał wrocić? Przecież nie wróci nigdy a ja jestem w trybie "powiem Ci" "będziesz się cieszył". Zmarł przecież ... 3 miesiące miną za chwilę a ja nie umiem Go puścić. Jest moim najlepszym przyjacielem, światem i wszystkim. Nie pogodziłam się z tym że odszedł.

30,004

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

No to ja coś napiszę Welnes ,do Gamagi,choć jak uczęszczałam na tym forum,to w zasadzie tylko jedna osoba mi odpisywała,dla reszty byłam niewidzialna,zresztą jak i w rzeczywistym świecie,a jak już ktoś inny odpisał,a było to raz,to nie nadawałyśmy na tych samych falach.
U mnie w czerwcu minie 5 lat,a i dalej nie potrafię opowiedzieć co się stało,w rzeczy samej to było nie normalne i w gruncie rzeczy nie zdarza się coś takiego w innych przypadkach,Mówię zawsze ''zawał'',ale to nie wszystko,były też inne przyczyny przez które by i tak....i tu mi się zawsze urywa.
Gamaga,ja też jestem zupełnie sama,mam 46 lat,bez celu,bez przyjaciół,rodziny,dzieci,nic....a na dodatek umarł mi mój pies w styczniu,był on prezentem dla mnie od mojego męża.Jak? Choroba serca,mało tego ,był jedynym psem w moim regionie chorym na serce,psy nie mają zawałów serca,ale jest to długotrwałe konanie w męczarniach,u mojego psa było to 4 miesiące,a ja patrzyłam na to,spałam na materacu przy nim i nie potrafiłam go uśpić,co przeżwałam,mając tylko jego,to jeden Bóg wie iwie jak Go błagałam.
Od 3 tygodni mam szczeniaka,takiego samego jak mój poprzedni pies.Baaaardzooo dużo mi to dało.Psia miłość zawsze jest prawdziwa,wiem to po moim poprzednim psie i jak umiał mi pokazać,że dłużej nie wytrzyma,żeby być ze mną.
Będąc zupełnie sama moja głowa pogłebiała się w depresji,bezsensowności życia,bo tak jest! Ale co mogę? Nic,cokolwiek postanowię,przerwać to ,to tym bardziej nie będę z mężem.Muszę tkwić,byle jak ale muszę.Praca,książki i pies.Jakież to płtkie dla innych,nikt się ''pierdołami zajmować nie będzie,są ważniejsze rzeczy w życiu''-to cytat.Ale ja wiem,że ludzie są podli i pazerni,ich miłością są pieniądze,które zapewniają im status na tym świecie.
Nie patrze już co sobie ludzie pomyślą,skoro mnie mają w dupie,to wice versa.Często uważają mnie za trochę walniętą,że mam swoj świat.
Gamaga wyjdż z domu,zajmij się czymkolwiek.Ja też jestem samotnikiem,choć to nie mój wybór

30,005

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

.......A co tu taka cisza ?????????? Nikt już tu nie zagląda ???????

Zrozumie ten kto stracił miłość życia

30,006

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witam, jestem nową uzytkowniczka forum, 28.03.2019 w wypadku zginął mój mąż mial 29 lat. Byliśmy małżeństwem nie całe 4 lata, mamy 2 letnia córkę Hanie. Potrzebuje rozmowy z osoba ktora przeżyła to co ja. Czy po takichwili przeżyciach może być jeszcze dobrze? Nie chce mi się żyć, nie potrafię się cieszyć moim dzieckiem. Jego śmierć zabrała wszystko.

30,007

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Masz małą córeczkę Wasza wspólna miłość Jest cząstką męża Ja wiem że ciężko Tobie To tak niesprawiedliwe że tak młodzi ludzie muszą odchodzić  Ściskam Cię wirtualnie !!!!! Wieczorem więcej napisze!

30,008

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Ela1111 bardzo Ci dziękuję, że odpisałaś, mam nadzieje, ze na tym forum znajdę jakieś ukojenie. Nikt nie zrozumie mnie tak jak osoby, które przeżyły podobna sytuacje. Będę czekała na Twój kolejny wpis.

30,009

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Monia.....jak mi zrobiło się też smutno....że zostałaś sama w tak młodym wieku z małą córeczką. Ale w niej będziesz widziała Twojego męża. Jesteś na początku żałoby, a jest to droga którą musisz przejść i nikt tego nie zrobi za Ciebie. Łzy musisz wylać, bo to pomaga. Pamiętaj, że musi Ci ktoś pomóc w tej drodze. Licz na ludzi wkoło siebie, którzy dostrzegą Twój ból, ale nie zrozumią go nigdy, gdyż zrozumie tylko ten kto to przeszedł. Tu na tym forum jest grupa która się wspiera i doradza - chociaż czasem nic człowiekowi nie pomaga. Czy pracujesz ? czy ktoś Ci pomaga ? w tej traumie?. Ostatnio forum się wyciszyło......ale mnie bardzo pomogło. Też byłam zrozpaczona i nie widziałam sensu życia. Mój mąż (wspaniały człowiek) też zmarł nagle na zawał serca....Myślałam, że nie dam rady - ale dałam. 3.VI minie 2 lata od jego śmierci. Dziś patrzę na wszystko inaczej - ale musiało upłynąć sporo czasu zanim się "ogarnęłam".
Przytulam

Zrozumie ten kto stracił miłość życia

30,010

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?
Jola3 napisał/a:

.
(...)Będąc zupełnie sama moja głowa pogłebiała się w depresji,bezsensowności życia,bo tak jest! Ale co mogę? Nic,cokolwiek postanowię,przerwać to ,to tym bardziej nie będę z mężem.Muszę tkwić,byle jak ale muszę.Praca,książki i pies.Jakież to płtkie dla innych,nikt się ''pierdołami zajmować nie będzie,są ważniejsze rzeczy w życiu''-to cytat.Ale ja wiem,że ludzie są podli i pazerni,ich miłością są pieniądze,które zapewniają im status na tym świecie.
Nie patrze już co sobie ludzie pomyślą,skoro mnie mają w dupie,to wice versa.Często uważają mnie za trochę walniętą,że mam swoj świat.
(...)

Witaj Joluś.
Często myślę o Tobie,wiesz? Też jestem samotna i musze stwierdzić ,że żałoba u ludzi,którzy zostali sami, przebiega inaczej i dużo ciężej. Tak jakbysmy były odcięte od reszty świata i zamknięte w swojej "odbiegajacej od normy" rzeczywistości. Brak nam też  naturalnego bodźca w postaci dzieci obok,czy żyjacych jeszcze rodziców...
U mnie ten stan skutkuje (nadal) utrzymywaniem zwiazku z Mężem, i chyba to dodaje mi sił by trwać. Nadal mam sny, spotkania,znaki i różne objawy Jego obecności. Wiem więc ,że nic sie nie skonczyło,a nasze rozstanie jest chwilowe...
Jolu,moze zmienisz zdanie i zagladniesz na facebookowa Grupę, gdzie się wspieramy? Sporo osób z tego Forum tam jest...
Pozdrawiam Cię ciepło.

"Nasi zmarli są wśród niewidzialnych, a nie wśród nieobecnych" papież JAN XXIII

30,011

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Pracuje, wróciłam do pracy na pół etatu, na cały nie zdecydowałam się ze względu na Hanię, w domu nie mam z kim porozmawiać, mieszkam z bratem i rodzicami ale z nimi nie rozmawiam o tym. Wszyscy mi mówią, że jestem młoda i jeszcze sobie ułożę życie. Najgorsze jest to że odszedł w momencie kiedy mieliśmy najwięcej planów i marzeń. Chcieliśmy mieć drugie dziecko i rozpocząć budowę domu. Wyszedł rano do pracy i już nie wrócił - nie wiem co się tak na prawdę stało. To był piękny dzień, nikt mu nie przeszkodził, nie ma śladów hamowania. On bardzo dobrze jeździł samochodem, ostatnią rzeczą o jakiej bym pomyślała, że on zginie w wypadku. Mam ogromne wyrzuty sumienia do siebie że w tym dniu nie miałam dla niego czasu jak ostatni raz z nim rozmawiałam przez telefon. Uczucia które mi towarzyszą teraz są straszne. Tak strasznie mi przykro, że moje dziecko nie ma taty, byliśmy szczęśliwą bardzo kochającą się rodziną nie umiem zrozumieć i wytłumaczyć tego dlaczego to zostało przerwane w tak okrutny sposób.

30,012

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witaj!! Dostałam gości nie odpisałam .Monia każdy potrzebuje swój czas na przejście i wyjście z żałoby Tego nie da się pogonić Mój mąż wiedział wszyscy żeśmy wiedzieli  że trzy miesiące mu zostało A też obwiniam się że mogłam jeszcze to tamto powiedzieć  Ja z żałoby jeszcze nie wyszłam nawet jeszcze chodzę na czarno Nie potrafię zmienić Obiecałam wnuczce że na jej komunie przyjdę nie czarna Miałam wspaniałego przyjaciela męża ojca moich dzieci Miałam 30 lat życia Myślałam że zrozumię  dlaczego on? A tyle zła chodzi !!!!!Ale jest piąty rok i dalej nie wiem dlaczego on!!!!! Żal mi młodych jak ty,Tu te forum to jedyne zrozumienie w tym zabieganym świecie każdy ma swoje życie W mojej rodzinie a mam dużą rodzinę niema wdowy Nawet nie mam ochoty na imprezy chodzić Uśmiecham się rozmawiam ale to wyrobione aktorstwo W domu samotność  I  tylko mury słyszą mój ból Masz córeczkę ona biedna też napewno przeżywa brak taty na swój sposób Wiem że to trudne ale i ją tulić musisz za tatę !!!!Wspieram Cię mocno ,!!!!Utulam wirtualnie!!!!

30,013

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witam. 16 maja minie rok od dnia końca mojego życia. Na forum zgladam codziennie, ale pisałam zaledwie dwa razy.  Postanowiłam coś napisać ponieważ przez ten rok o tym co czuję rozmawiałam zaledwie cztery razy, w tym raz z p. psycholog, która owszem wysłuchała, ale nie zaproponowała więcej spotkań.  Chyba stwierdziła, ze nie jest w stanie mi pomóc.
Wiec 16 maja rozpoczęłam nowe zycie, którego nie chciałam i nadal nie chcę. Owszem wstaję rano, budzę córkę do szkoly, jedziemy, ja do pracy ona do szkoły. Potem wracamy, odrabiamy lekcje, uczymy się i idziemy spać. W zasadzie to pobyt w pracy, obowiązki i to, ze juz mogę skrupic sie na pracy pozwalają mi przetrwać dzień. Kiedyś nie mogłam doczekać się piątku, teraz nienawidzę weekendów. Nie wiem co bedzie dalej. Ale jest strasznie. Pozdrawiam ciągle smutno.

30,014

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Ja tez uwielbiałam weekendy bo spedzalismy je z mężem. Hania wtedy była szczęśliwa bo miała mamę i tatę przy sobie. Teraz też ich nienawidzę.  Jak do tej pory lubiłam być w domu i spędzać czas i weekendy w domu tak teraz jakbym mogła to chciałabym nie bywać w nim w ogole. Wszędzie go widzę,  nawet nie mogę spać w naszej sypialni, przeniosłem się z córką do innego pokoju a pokoje które były nasze odwiedzam jak tylko musze. Uwielbiałam noce, kladlam się wczesnym wieczorem spać z córką a mąż siedział do pozna na komputerze. Teraz siedzę wieczorami do pozna tak żebym jak się położę spać to od razu zasnęła. Boje się ciemności,  nie potrafię wyłączyć światła w korytarzu, nie zasnę jak jest całkowicie ciemno.

30,015

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Gonia 2
Rok - to za mało by rany się zabliźniły. U mnie będzie niedługo 2 lata - dalej tęsknię. Ciągle wracają wspomnienia i żal mi, że go nie ma ze mną. Dziś deszcz padał cały dzień, a ja sama przesiedziałam w domu ze wspomnieniami.
Masz dzieci i musisz im zastąpić i matkę i ojca. Dzieci też przezywają, że brak im ojca. Kobiety są silne i Ty też dasz radę. Staraj się skupiać na pracy i dzieciach. Może masz przyjaciół, którzy czasem spędzą czas z Tobą. Nie zamykaj się w samotności bo to tylko pogarsza Twoją sytuację. Organizuj czas sobie i dzieciom bo one Cię też potrzebują. Głowa do góry !!!!! dzieci muszą mieć mamę !!!!! Czas biegnie do przodu i Ty też musisz iść dalej. Nic nie jest w stanie Ci zwrócić męża i musisz być tego świadoma. Wiem, że to bardzo trudne - ale chciałabym Cię pocieszyć, że na tym forum są same kobiety pokaleczone przez los i jest ich coraz więcej. Wszystkie przechodzimy to samo: ból i tęsknotę.
Pozdrawiam cieplutko

Zrozumie ten kto stracił miłość życia

30,016

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Ja jestem ponad 1,5 roku po stracie i przyznam, że nadal sobie nie radzę. Przepełnia mnie gniew, że żyje zyciem, którego nigdy nie chciałam, nawet nie wyobrażałam sobie takie mieć.
Monia 021 ja też stracilam miłość swojego życia w wypadku. Ja nadal nie wierzę, że tak się to skończyło, jestem zła raz na niego, raz na innych ludzi, a czasem na sama siebie że nic nie zrobiłam (choć nic nie mogłam). To po prostu zostanie z nami, chyba do końca, jedynie co mogę powiedziec, to ze z czasem po prostu człowiek uczy się żyć z tym bolem.
Chciałabym móc Wam powiedziec, że kiedyś będzie dobrze, ale jeszcze sama tego nie wiem czy faktycznie w moim przypadku się to sprawdzi. Żyje teraz praca i niczym więcej . Znajomi mają swoje zycie, zresztą wszyscy myślą że ja już świetnie sobie radzę i jestem szczęśliwa i nikt nie pyta czy tak faktycznie jest. A ja nie mówię , bo po co .
Tak żałuję że nie mieliśmy wspólnych dzieci, a teraz jeszcze na dobicie mnie do ziemi, okazało się że mój ukochany będzie miał siostrę. Z jednej strony się cieszę bo był jedynakiem, a z drugiej coraz bardziej mam do swojego życia żal że to nie tak miało być. I kto pisze ta chora historię.
Mam wrażenie że jestem w jednym bagnie, im bardziej próbuje o siebie walczyć, tym bardziej mnie to doluje. Bo co bym nie zrobiła, czego bym nie zmieniła, to nie umiem się tym cieszyć bo nie mam tej jedynej osoby z którą chciałam dzielić takie rzeczy.
Podziwiam tutaj kobiety, które nam udowadniają , że jeszcze się da żyć. Ale dla każdego z nas musi nastąpić to w odpowiednim czasie i miejscu . U każdej z nas w swoim.
Ja cięgle czekam na swoj, ale może on nigdy nie nastąpi?

Zrozumie, kto stracił...

30,017

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Moja obecność na tym forum zaczeła się właśnie, kiedy po roku po śmierci męża - cudownego człowieka - gdy nic nie potrafiłam powiedzić...
tak byłam zamurowana. Syn 12 letni... i znalazłam w necie ten wątek. Odważyłam się napisać i nie żałuję.
Lekarz zapisał mi antydepresanty w taką rozpacz wpadłam. Nie ma dwóch tych samych przeżyć. Moja koleżanka po roku śmierci męża poznała
wspaniałego mężczyznę, który pomaga jej wyjść na prostą ( oni nie mieli dzieci ) i powiem, że jest to dla niej błogosławieństwem choć męża kocha
nadal. Koleżanka dała się namówić na wyjazd do sanatorium i tam spotkała bratnią duszę i w konsekwencji przyjaźń/miłość.
Bywałam tu często i jakoś lizałam rany. Potem zrobiłam sobie przerwę, bo każda  następna wdowa przypominała mi moją traumę.
Co można powiedzieć rozpaczającej kobiecie? Najważniejsze, zeby mogła wypłakać swój ból wykrzyczeć...
Mówi się, że zakończyła się pewna epoka a na nową nie mamy pomysłu ani chęci.
Jednak gdy tak czasami widzę ile dramatów i nieszczęść jest wokół, to zdaje sobie sprawę, że nie ja jedna cierpię. Oswoiłam się z tym cierpieniem
i tesknotą i wychowuję syna który to już dorósł i w sumie ma własne życie. Jestem samotna z wyboru. Nie jestem już tamtą kobietą. Staram się skupić na literaturze i takich tam jeszcze kilku sprawach. Nigdy nikt nas nie zrozumie. Każdy ma swoje życie. Nawet unikają osoby takiej jak ja.
Ale mnie to już nic nie obchodzi. Mam swój świat.
Mam dobre i złe dni jak większość z nas. Jednak myśl o mężu jest dla mnie cudownym darem który koi mój ból.
Tak czy owak, czas biegnie i jednym goi rany a mnie uświadamia, że mam do kogo dołączyć pozostawiając cały ten materialny chaos.
Więc trwam i czerpię madrość z książek i filmów, przyrody i rozmów z wartościowymi ludźmi.
Każda z nas znajdzie swoją drogę po tym dramacie.

Czasem tu jeszcze zajrzę, ale nie jestem w stanie pocieszać, natomiast warto dzielić się jak sobie radzić po stracie męża.

30,018

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Nieszczęśliwa91, ja się cieszę,  że mam córeczkę bo dzięki niej musze wstać z łóżka i jest jeszcze na tyle malutka, że mnie bardzo potrzebuje ale z drugiej strony serce mi pęka ze moje dziecko straciło tatę,  ona nie będzie go nawet pamiętała. Nie będzie pamiętała jak jej mówił, że ja kocha jak ja całował i przytulal. Na dzień taty będzie chodziła na cmentarz. Na mnie spoczywa ogromna odpowiedzialność aby ją wychować na mądrego człowieka i musze z tym radzić sobie sama. Ja jestem na początku drogi, już chciałabym żeby upłynął chociaż rok. Nawet jeszcze nie mam wynikow sekcji zwłok. Przede mną pierwsza rocznica ślubu bez niego, jego urodziny, moje urodziny, Święto Zmarlych, Święta Bożego Narodzenia.

30,019

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witam Cię moja kochana Jolu, jak zwykle tylko Ty mi odpisujesz,bez względu na to co myślę i wypisuję.Zajrzałam tu po swoim wpisie ze 2 razy,no i po moim wpisie poniżej jak zobaczyłam pierwsze słowa ''co tu taka cisza..''to dałam sobie spokój,bo właśnie coś napisdałam,ale jest to widzialne jak zwykle tylko dla Ciebie.
Miałam teraz 2 tyg. wakacji,specjalnie dla mojego szczeniaka,pierwsze od  2 lat.Dobrze,że wziełam tego pieska,bo byłaby lipa,ale walka sama ze sobą i smutek w tym czasie się pogłębił. Nic już nie czytam,po tym jak błagałam i patrzyłam na męki mojego poprzedniego psa,straciłam juz całkiem nadzieje.
Do tego przed wakacjami sąsiadka zza ściany zadzwoniła do organizacji zajmującą się ochroną zwierząt,bo mój szczeniak płakał,a przed tym nie chciałam jej dać kluczy od mojego domu,3 razy jej odmówiłam,ponieważ inna sąsiadka,dalsza,ta która mi wiele pomogła,ma moje klucze i popołudniami bierze pieska do siebie.Jakoś z tego wyszłam przy pomocy tamtej sąsiadki,ale dobiło mnie ta sytuacja.
Mąż mi się nie śni,nie mam znaków,nie mam nadzieji,nie potrafię się uzewnętrznić,Jolu,ten facebook nic mi nie da,prawdopodobnie będę tylko zazdrosna,że inni mają jakieś znaki,kontakty.Poza tym,mąż nie chciał facebooka,tu gdzie jestem,gdzie wylądowaliśmy są ludzie,z którymi mąż żył w zgodzie,ale baliśmy się ich.Nie chcę byś jak przynęta....Oprócz tego zasuwam od rana do wieczora i znowu mam pieska,no i sama muszę się ogarnąc,dom,ogród ,zakupy,sprzątanie itd.Jestem w biegu od świtu do nocy i chyba to jest tylko dla mnie dobre,aż padnę.
Ja jestem beznadziejna,nie żalę się,to prawda i ja wiem o tym,nic nie warte coś,ani po co,ani dla kogo,nie potrafię się przyjaznic,nie rozumię tego świata,trudno do mnie dociera coś nowego.Nie ufam nowym,no bo jak,po tym co przeszłam , i nie potrafię już zaufać.Do tego prześladuje mnie tylko zło,zło i jeszcze raz zło.Wiem,że rozumiesz mnie i wiem ja sama,że bez męża nie jestem w stanie to zmienić i Ty to też wiesz względem siebie.Wiesz,że nigdy nie będziesz już na tym świecie szczęśliwa i ja to wiem.Jestem,bo muszę być.Może jescze ze 40 lat....ha,ha,ha na tym podłym świecie,a potem wyląduję w piekle...już w nim jestem.
Wiesz,że ja też często o Tobie myślę? Bardzo często,wiem,że jesteś bardzo mądra.Wiem,że strasznie cierpisz a ból nie pozwala Ci normalnie funkconować,zresztą jak mi.Jednak Bóg daje Ci łaski kontaktów i znaków od męża.Ciesz się tym,bo to dar.Ja go nie mam,nic tylko cierpienie i zło.Chcę być sama,nie chcę o tym mówić na facebooku,to kolejny powód.Zyczę Ci ,aby Twój bilet w końcu spadł Ci z Nieba......

30,020

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witam. Czytam wpisy codziennie. Rzadko do tej pory pisałam. Nie bylam w stanie. Może teraz przyszedł czas, aby przekazać komus moje uczucia. I mam nadzieję, ze tu znajdę zrozumienie. Czuje się opuszczona przez ludzi i Boga, który w czasie,  gdy go potrzebowałam miał ważniejsze sprawy. Mam dzieci, są dla mnie calym światem, ale osoby, której mogłam powiedzieć wszystko juz nie ma. 
Kiedyś miałam swój piękny świat, zycie, a teraz jedynie co czuje to strach, rozpacz i żal do wszystkich, ze sie uśmiechają, żartują,, ze sa szczesliwi. Glupie nie?
Nienawidzę koleżanki z pracy tylko dlatego, że po pracy dzwoni do swojego męża, który pracowal z  moim mężem i umawiaja się jak będą wracać do domu. Dlaczego ona może  ja nie? Jak mam dalej zyc, przecież w końcu wszyscy sie odwrocą ode mnie. Jak mam wrócić do "normalnego" życia?

30,021

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Jola3-Joluś wysłałam Ci e-maila.

"Nasi zmarli są wśród niewidzialnych, a nie wśród nieobecnych" papież JAN XXIII

30,022

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Jola3 - Trochę mi smutno czytając Twoje wiadomości. I chyba przez to jak się czujesz, ciężko Ci cokolwiek napisać "sensownego/mądrego". Bo cokolwiek by tu nie napisać, to nie zmieni tego co czujesz. Dawać mądre rady? To też bez sensu, bo każda z nas ma prawo przejść swoje życie jak jej się podoba i jak czuje. Jednak przykro mi jest z jednego powodu - że tak naprawdę nic się w Twoim życiu nie zmieni bo sama tego nie chcesz. Jak sama piszesz, nie chcesz kontaktu z ludźmi, nie chcesz kontaktu na fb "bo po co", to powoduje że w życiu nic się nie zmieni. Ja kiedy mam mega doła, myślę o tym jak bym się czuła gdyby role się odwróciły - nie chciałabym żeby mój Ukochany marnował sobie resztę życia w samotności i smutku. Chciałabym żeby znajdywał po drodze małe rzeczy, które pozwolą mu jeszcze coś przeżyć. Jest mi ciężko, póki co mało tych rzeczy widzę, ale staram się bo wiem że na mnie patrzy i chcę żeby był dumny z tego jaką kobietę wybrał.
Może dla Ciebie wyszedł by choć maleńki promyczek słońca, dostrzegłabyś go, jeśli tylko odrobinę byś chciała. Nie zrozum mnie źle, mam nadzieję że ta wiadomość nie wzbudzi w Tobie gniewu. Jeśli tak to od razu Cię przepraszam. Po prostu czasami pisząc, ciężko mi wyrazić co chcę powiedzieć. Po prostu myślę, że żeby coś się zmieniło, sami musimy tego chcieć.
Ja też mam chorego psiaka (11lat) i mimo tych wszystkich strat, tą też będę przeżywać. Przywiązanie i wspólne wspomnienia, a teraz towarzytwo sprawią, że będzie mi również go bardzo brakować.
Pozdrawiam Cię ciepło.

Zrozumie, kto stracił...

30,023

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?
roma3691 napisał/a:

Och G - bardzo duża część Twojego postu, to moje przeżycia, tylko rak był w innych miejscach... Mój Jasiu był w domu, byłam przy śmierci... i też było to straszne. Tak mi przykro - tak ciężko jest przeżyć coś takiego, co zwala z nóg, nie pozwala oddychać. Pozwolę sobie coś przekopiować, co znalazłam:

Jak poradzić sobie po śmierci bliskiej osoby? Chciałam odpowiedzi, dostałam ją od starszego pana.


  "No dobra, więc tak. Jestem stary, co oznacza, że przeżyłem, a wiele osób, które znałem i kochałem - nie. Straciłem przyjaciół, znajomych, współpracowników, dziadków, mamę, krewnych, nauczycieli, mentorów, sąsiadów i wielu innych. Nie mam dzieci i nie umiem wyobrazić sobie bólu po stracie dziecka. Ale oto, co wiem.
Chciałbym powiedzieć, że można przyzwyczaić się do tego, że ludzie umierają. Ja się nigdy nie przyzwyczaiłem. I nie chcę.
     Śmierć zawsze powoduje we mnie dziurę, bez względu na okoliczności. Nie chcę, żeby to się nie liczyło. Nie chcę, by to przemijało tak po prostu. Moje rany są moim testamentem miłości i związków, które miałem z ludźmi. Jeśli rana jest głęboka, taka była miłość.
   Żałoba przychodzi falami. Kiedy statek staje się wrakiem, toniesz razem ze wszystkim wokół. Wszystko dryfuje i przypomina o świetności i pięknie tego statku, którym kiedyś był dzisiejszy wrak. I wszystko, co możesz zrobić, to dryfować. Znajdujesz jakiś szczątek wraku i trzymasz się go przez chwilę. Może to jakieś wspomnienie albo fotografia. Może inna osoba, która też dryfuje. Przez jakiś czas możesz tylko dryfować. Żeby przeżyć.  Na  początku fale mają 30 metrów i rozbijają się o Ciebie bezlitośnie. Nadchodzą co 10 sekund i nie dają nawet czasu, by złapać oddech. Możesz tylko próbować przetrwać utrzymując się na wodzie.
    Po jakimś czasie, może po kilku tygodniach, może miesiącach, wciąż musisz radzić sobie z falami, równie wysokimi, ale już rzadszymi i mniej groźnymi. Będą się o Ciebie rozbijać, ale pomiędzy nimi, będziesz mogła oddychać, funkcjonować.
Nigdy nie wiesz, co wywoła smutek. To może być piosenka, zdjęcie, ulica, zapach kawy. I znów fala nadejdzie. Ale pomiędzy falami jest życie.
   Fale będą miały 20 m wysokości, potem 10 m. Będą coraz rzadsze. Będziesz widzieć, jak nadchodzą z daleka. W rocznicę, w urodziny, w Święta. Zobaczysz, że nadchodzą i będziesz mogła się przygotować.
I kiedy znów Cię obmyją, będziesz wiedziała, że dasz radę z nich wyjść. Przemoczona, wykończona, wciąż trzymająca się malutkiego kawałka wraku, ale wyjdziesz na brzeg.
Fale nigdy nie przestaną przychodzić i wcale nie będziesz chciała, żeby przestały. Nauczysz się je pokonywać. Nadejdą kolejne fale. I te również przetrwasz".


Szukałam tego wpisu, bo ta historia z falami ciągle przy mnie jest. Nie wiem, czy nowe dziewczyny cofały się do innych wpisów tak jak ja to robiłam zanim cokolwiek tu napisałam. Ale ten wpis dał mi wtedy duzo siły...i uznałam, że warto go powielić. Roma, nie gniewaj się, po prostu musiałam smile Może jeszcze komuś pomoże. Tak jak mnie.

U mnie niebawem minie 5 miesięcy odkąd odszedł mój mąż. Boli ciągle tak samo, a nawet bardziej. Minął czas, kiedy głowa zaprzątnięta była sprawami do najszybszego ogranięcia. Minęła adrenalina, która trzymała mnie w kupie. Wróciło więcej wolnego czasu, dzień jest dłuższy, więcej czasu na myślenie i wspominanie. Ostatnio ciągle łapię się na tym, że czekam popołudniu z obiadem... Ciągle nie nauczyłam się ograniczać gotowania dla dwóch osób. Czas na razie dalej nic nie dał. A przede mną kilka "naszych" małych rocznic, ważnych dat, które pielęgnowaliśmy razem. Teraz muszę je przeżyć sama, bez Niego. A ważne były nas obojga. Ale wiecie co? zaczęłam jakiś czas temu pisać do niego. Mam na swoim kompie plik, który na wszelki wypadek zahasłowałam. Najbardziej na świecie żałuję tego co się nie wydarzyło przed śmiercią mojego męża. Chorował, wszyscy wiedzieli, że nie ma dla niego ratunku, ale ciągle w głowie był cień nadziei że może jednak. I w tym wszystkim, ponieważ odszedł nagle, nie zdążyłam się z nim tak naprawdę pożegnać. Nie przewidziałam, nie przeczułam tego, że wychodząc ze szpitala we wtorkowy późny wieczór widzę go żywego ostatni raz. I właśnie ten brak pożegnania ciąży na mnie najbardziej. Stąd ten list. To miało być tylko pożegnanie. Moje słowa, które powiedziałabym mu gdyby żył. Tymczasem piszę już 4 miesiące, zrobiło się z tego już prawie 100 stron. Opowiadam, co się wydarzyło, co mnie cieszy a co  smuci, jak minął kolejny dzień, tydzień, miesiąc.  I trochę mi to pomaga. tak jak pomogło mi przeczytanie tego forum, od deski do deski. Taka forma terapii. Za którą bardzo wszystkim dziękuję.

Można odejść na zawsze, by stale być blisko

30,024

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

gonia2 ja też nie mogę patrzeć na ludzi którzy ze mną pracują, dla mnie praca straciła sens a dla nich nadal jest wszystkim pedza za planami żeby je wykonać(pracuje w banku) ukladaja sobie dalej życie,  jadą na wakacje na Chorwacje a ja jestem tylko biernym obserwatorem, który im zazdrości i myślę sobie ze ja juz tak zawsze będę patrzeć na tych wszystkich szczęśliwych ludzi a ja będę sobie siedzieć cichutko w kącie i płakać za życiem które mogłam  mieć ale nie było mi to dane. Jak patrze na malutkie niemowlaki to serce mi pęka bo tak strasznie chciałam mieć drugie dziecko i oprócz tęsknoty za mężem dochodzi tęsknota za drugim dzieciatkiem. Ciągle się gdzieś dowiaduje ze ktoś jest w ciąży tak jakby jeszcze dodatkowo miało mnie to dobic

30,025

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Jutro mija rok od smierci mojego Męża. Rok z którego nic nie pamiętam. Jakby go nie było. A te straszne dni były teraz. Jak mam spędzić ten dzień? Nie wiem co mam robić.
Iść do pracy, czy nie iść. Jak nie pójdę to będę płakać cały dzień. A jak pójdę, to spędzę ten dzień jak każdy inny.  I będę płakać w pracy.
Może pojadę rano na cmentarz i wrócę do pracy. Ale będę zapuchnieta od płaczu. Nie wiem co robić.
Koleżanka powiadomiła mnie, że wieczorem odbędzie się Msza w intencji mojego Męża. Jak pójdę do tego kościoła, to będę płakać przez całą Mszę. Musiałabym pójść z córką, a ona zabrania mi płakać.
Pomocy. Jak to przetrwać.

30,026

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?
gonia2 napisał/a:

Pomocy. Jak to przetrwać.

Nie  ma gotowych odpowiedzi - jak przetrwać. Jeżeli łzy przynoszą Ci ulgę to masz do nich prawo.
W tym roku minie 9 lat od śmierci męża i do roku byłam nieobecna . Łzy, łzy i łzy... to jest jak choroba, pustka i poczucie krzywdy, bezradność
na którą nie mamy wpływu... wszystko przerabiałam.
Jednak zdarzenia i upływ czasu, nowe wyzwania przymuszają do zajęcia się teraźniejszością.
Z perspektywy czasu, wspomnienia już nie bolą a dają świadomość jakie  miałam szczęście przeżyć z mężem tak cudowny czas.
To koi. Ale na wszystko przyjdzie czas. Ty jesteś jeszcze w początkowej drodze do wyjścia z żałoby. Serdecznie Cię rozumiem.
Uwierz mi, wiele kobiet to przyżywało tutaj i pomalutku leczyły rany.

30,027 Ostatnio edytowany przez Jola1 (2019-05-15 22:33:00)

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Gonia2 -  ja bym została w domu. Poswięciłabym ten czas na wyciszenie, wspomnienia, wizytę na cmentarzu i mszę. To ważny dzień - dla Niego i dla Ciebie. Poczuj miłość, więź,wdzięczność za to że byl...Jemu takie połączenie ,takie myśli też pomogą. Będzie przy Tobie w tym dniu,więc poświęć mu Go jak tylko możesz....
A że będą łzy? Nie bój się ich, płacz. Razem z bólem będzie płynęła  miłość. On to zrozumie.

W żałobie ból trzeba wypłakać.

"Nasi zmarli są wśród niewidzialnych, a nie wśród nieobecnych" papież JAN XXIII

30,028 Ostatnio edytowany przez HALSZKA1 (2019-05-22 02:27:40)

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Pozwólcie Drogie Kobiety ze dołączę do Waszego nieszcześliwego grona .
Nie mogę sobie poradzic sama ze sobą ,jak tego nie wyrzucę z siebie  to zwariuję.Własnie leci trzeci miesiąc od smierci mojego najukochańszego towarzysza życia.
Od 40 lat razem a teraz sama, nic nierozumiejąca z tego co się wokól mnie dzieje.Nie mogę pogodzić się z jego śmiercią , ani jej zaakceptowac chociaż wg znajomych miałam czas się na to przygotować - tak jaby można było się do niej przygotowac-chyba tylko wtedy kiedy byłby mi zupełnie obojętny a nie wtedy ,kiedy był całym sensem mojego trwania na tym padole.
Mój mąż walczył z rakiem cztery lata.
Cztery lata nadzieji,bólu ,walki mojej i jego, oczekiwania na cud i w koncu smierc .W trakcie jego walki ja przezyłam -nie wiem po co dwukrotnie zawał serca( razem miałam trzy) .Miałam nadzieję że odejdę razem z nim .Tymczasem ja przezyłam jego śmierć ,pogrzeb i nadal trwam , co prawda od wielu miesięcy na lekach otępiała, zamulona ale nadal żyjąca,chociaz nie raz do głowy przychodzą mysli aby to zakończyć.
Zycie toczy się obok mnie a stoję i obserwuję cała zastygła w bólu.
Czytam to forum od początku i nareszcie wiem ,ze nie jestem wyjątkiem,że tak mocno przeżywam swoją stratę a jednocześnie jestem przerażona, że tyle młodych kobiet tu trafia bo dotknęło je takie samo nieszczęscie jak mnie.
Mnie dane było chociaz wychowac wspólnie dzieci i chociaż teraz jestem zupełnie sama ,bo dzieci zyją poza Polską to nie musiałam sama walczyc o ich byt i wychowanie.
Chociaż czasami myślę. ze w tym nieszczęsciu wy młode kobiety musicie się pozbierac dla swoich pociech, macie przymusową motywację ,pomimo ogromnego bólu .
Ja już nie mam nawet tej motywacji ,po co, dla kogo ,pusty dom ,cisza i samotnośc i brak zrozumienia-patrzą ze zdziwieniem ,że ciągle płacze..Znajomym i nawet moim dzieciom wydaje się ze już powinnam się ogarnąc a ja zyję w jakimś innym wymiarze.Nie mogę chodzic na cmentarz bo tam nie znajduję ukojenia wręcz odwrotnie uciekam z tamtąd jak najszybciej.Nie godzę się tez z pojęciem reinkarnacji duszy bo wymieniła ciało mojego męza jak starą suknię na nową ,mam problem z wiarą ,chociaż modliłam się i chodziłam do kościoła razem z mężem-był bardzo wierzący, ale teraz myślę, ze to robiłam bardziej dla niego niż dla siebie.Nie wiem czy ktos jest w stanie mnie pocieszyc ale może mozliwośc wylania swojej rozpaczy ulży.

30,029

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Halszka bardzo dobrze że tu trafiłaś...
Wątek ten pomógł nie jednej wdowie, kobiecie...
Podobnie jak Ty 9 lat temu tu trafiłam i codziennie to było lekarstwo na mój stan rozpaczy.

Jesteś na początku swej drogi w innej już 'epoce' żałoba ma swoje etapy.
Bardzo mocno Cię przytulam. Ja się już pogodziłam. Choć Miłość moja do męża nigdy nie umarła i to ona pomogła mi
przetrwać najgorszy czas... i obecnie jest mi ukojeniem, bo choć męża nie ma fizycznie to czuję Jego obecność.
Pisz tu, dziś coś mam problem z netem ale zaglądam tu codziennie ... pisz ..

30,030

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Misiulka i Jola1 dziękuję za wparcie.
Jak widzicie drogie towarzyszki niedoli funkcjonuje w trybie nocnym.Wczorajsza noc przepłakana ,potem po odpowiedniej dawce leków dzisiejszy dzień przespany.Teraz znowu czytam stare i nowe wpisy na forum -zresztą wiele powtornie, zeby zrozumieć że nie jestem obłąkaną
histeryczką a moje uczucia nie były Wam obce.Pod wieloma wpisami podpisałabym sie w stu procentach bo tak się z nimi utożsamiam.
Nie pracuję -akurat przeszłam na emeryturę ,więc żaden czas mnie nie obowiązuje, ale tez nie mam kontaktu z ludzmi.
Zresztą nie wiem czy w tym stanie ,w którym jestem sama nie stronię od ludzi a oni ode mnie.Dalsi znajomi unikają kontaktu ,bliżsi nie wiedzą co powiedziec ,aby mnie nie urazić albo nie wywołac łez , więc tez starają się mnie omijac.
Siostra ,która najwięcej mi pomagała na początku teraz chyba też jest już zmęczona moim nieustannym ślimtaniem i izolowaniem się.Tak więc widzicie że gdzies muszę dac upust swoim emocjom,a wy wszystkie przez to przeszłyscie więc nic was nie zdziwi.
Chociaż muszę przyznać ,że sama się dziwię że  zdołałam publicznie powiedzieć że sobie nie radzę i publicznie mówic o swoich emocjach .
To w moim przypadku nie lada wyczyn.Do tej pory jedynym powiernikiem był mój mąż.W lot rozumiał o czym mówie ,rozumieliśmy się prawie telepatycznie.Nie raz śmialiśmy się że bez słow wiemy co w danym momencie chcemy zrobic ,bo oboje zaczynalismy to samo robic nie informując się o tym. Z telefonami było tak samo ,jak pomyślałam że muszę zadzwonić to on już dzwonił i odwrotnie.
A teraz cały czas widzę go w kazdym kącie naszego mieszkania , w fotelu w którym lubił siedziec ,na kanapie na której próbował spac , bo trudno nazwać spaniem pozycję siedzącą -nie mógł leżeć .Mysłałam że jak umarł w hospicjum -był tam raptem kilka godzin ,nie byłam w stanie się nim zając , fizycznie nie miałam sił ,to nie będzie mnie prześladował ten widok umierającego mojego skarbu.Nic z tego jak tylko zamknę oczy widok jego twarzy natychmiast się pojawia pod powiekami i zaraz jest potok łez.
Jak z tym życ?
Wszystkie jego drobiazgi leżą tak jak je zostawił ,zegarek i okulary na szafce nocnej,buty i kurtki w przedpokoju,ksiązka którą czytał lezy na regale.Nie mam siły aby je sprzątnąc, czy kiedyś będę  potrafia?

Posty [ 29,976 do 30,030 z 30,479 ]

Strony Poprzednia 1 544 545 546 547 548 555 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018