Być drugą i macochą - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Strony Poprzednia 1 148 149 150

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 8,196 do 8,248 z 8,248 ]

8,196

Odp: Być drugą i macochą

Dziewczyny, czytam i czytam Wasze historie i wreszcie czuję, że ktoś ma w życiu podobne przeżycia. Chciałabym przedstawić Wam moją sytuację i zapytać, jak Wy to widzicie. Mnie jest strasznie ciężko.
Od prawie 3 lat jestem z rozwiedzionym mężczyzną. Zaczęliśmy się spotykać, gdy jeszcze był w trakcie rozwodu, po wyroku zamieszkaliśmy razem. U mnie. On ma troje dzieci. Syna i córkę( 29, 30 lat). I jeszcze 16- letnią córkę. Wszyscy mieszkają z matką w domu, który mój partner w całości im zostawił. I za wszystko im płaci. Każdy jest obdarowany samochodem.
Z najmłodszą córką nie mam problemu, bo bywa u nas, wyjeżdża z nami tu i tam. Nie jest dla mnie ważne jej zachowanie, bo cieszę się że on jest szczęśliwy w jej towarzystwie. Synowi też zdarza się odwiedzić ojca, choć rzadko, z fochami. Najgorzej jest z najstarszą córką. Od kiedy jej ojciec się ze mną związał, ona się prawie do niego nie odzywa. Na mój widok (przypadkowe spotkanie) odwraca się plecami.
Była często dzwoni do mojego partnera. Jestem suką, która zabrała jej męża i tatusia dzieciom. Rozwodu nie przyjmuje do wiadomości, dla  niej małżeństwo jest wieczne (choć zgodziła się na rozwód, który został orzeczony podczas pierwszej sprawy sądowej).
Co mnie boli? Że on nigdy nie chciał się jakoś od niej oddzielić. Jeśli zostawił im wszystko, to dlaczego nie chce im tego przepisać? Może po to, żeby zawsze mieć klucze do tego domu i tam czasami wpadać.
Boli mnie, że na ogół rozmawia z byłą za moimi plecami. Że ona ciągle potrzebuje jego opinii, decyzji. Boli mnie, że nie znam jego dalszej rodziny, przyjaciół (chyba, że przypadkiem poznani). Wprawdzie niewiele ich ma, ale jednak. Boli, że po córkę jeździ zawsze sam, że zasiada tam na herbatki. No i jeszcze teraz najstarsza wychodzi za mąż. Oczywiście, wraz z planami weselnymi odnowiła kontakt z tatusiem. Ktoś przecież musi to sfinansować. Oczywiście, mój najdroższy uważa, że nie ma żadnego problemu w tym, że nikt mnie nie bierze pod uwagę. Że będzie tam jego rodzina, która nawet nie wie, że on się rozwiódł (bo rzadko o tym mówił). Córka ma prawo mieć wymarzone wesele, jej matka ma prawo nie denerwować się w takim dniu. A ja widzę, że tak już będzie zawsze. Będą śluby, chrzty, urodziny. Wszystko za moimi plecami. Przecież zawsze będę komuś robić przykrość swoją osobą.
Ciężko, ciężko... Myślę że niebawem się poddam i odejdę (albo raczej spakuję jego rzeczy), bo to mój dom.

Zobacz podobne tematy :

8,197

Odp: Być drugą i macochą

NowaAnnna, na pewno w trakcie rozwodu?
aż nie chce mi się wierzyć, że 30 letnia kobieta ma fochy o kobietę ktorą ojciec poznał PO rozstaniu z matką...

8,198

Odp: Być drugą i macochą
Hannah99 napisał/a:

Volver
jestem w pracy i nie mogę pisać, ale napisałaś o A coś, z czym nie sposób się nie zgodzić. Nie jestem psychologiem, tylko ekonomistą, więc nie mam niekiedy głębszego poglądu na sprawę. "Bezpieczna więź" - to istotnie podstawa relacji między A a matką. Muszę jeszcze o tym pomyśleć .....

ponieważ nie ma szans na łatwe i szybkie rozwiązanie, a ja już nie mam siły męczyć moich przyjaciółek opowiadaniami z domu, a tutaj mogę dać wyraz frustracjom .... zatem ..... do usłyszenia wkrótce....

Hannah czytając Twoje wypowiedzi śmiem twierdzić, że masz akurat bardzo głęboki pogląd  na sprawy związane z pasierbicami. Rzadko się spotyka macochy, które z tak dużym szacunkiem i zrozumieniem podchodzą do problemów "cudzych" dzieci. Podoba mi się, że potrafisz wznieść się ponad swoje awersje i traktować dziewczynki zwyczajnie "po ludzku" mimo, że daleko im do ideału. 

O łatwym i szybkim rozwiązaniu problemów faktycznie nie masz co marzyć, bo w pakiecie z przysposobionymi dziećmi otrzymałaś gratis w postaci potłuczonej rodzicielki. Nie ma co kryć, że Pani Matka jest poważnym źródłem problemów. Zaryzykuje tezę, że ona dokonując takich, a nie innych wyborów naprawdę kieruje się dobrem swoich dzieci. Myślę, że ona zwyczajnie nie dostrzega, że jej wybujałe ambicje i swego rodzaju utrata kontaktu z rzeczywistością szkodzi dzieciom. Zastanawiam się, czy ona zapisując dziewczynki na pierdylion  zajęć dodatkowych nie chce przypadkiem  dać im tego, czego sama w dzieciństwie nie miała... ? Może ona tak się na tym swoim deficycie  z dzieciństwa zafiksowała, że straciła po drodze zdrowy rozsądek ?

"Błogosławiony ten, co nie mając nic do powiedzenia,  nie obleka tego faktu w słowa"

8,199

Odp: Być drugą i macochą
NowaAnna napisał/a:

Dziewczyny, czytam i czytam Wasze historie i wreszcie czuję, że ktoś ma w życiu podobne przeżycia. Chciałabym przedstawić Wam moją sytuację i zapytać, jak Wy to widzicie. Mnie jest strasznie ciężko.
Od prawie 3 lat jestem z rozwiedzionym mężczyzną. Zaczęliśmy się spotykać, gdy jeszcze był w trakcie rozwodu, po wyroku zamieszkaliśmy razem. U mnie. On ma troje dzieci. Syna i córkę( 29, 30 lat). I jeszcze 16- letnią córkę. Wszyscy mieszkają z matką w domu, który mój partner w całości im zostawił. I za wszystko im płaci. Każdy jest obdarowany samochodem.
Z najmłodszą córką nie mam problemu, bo bywa u nas, wyjeżdża z nami tu i tam. Nie jest dla mnie ważne jej zachowanie, bo cieszę się że on jest szczęśliwy w jej towarzystwie. Synowi też zdarza się odwiedzić ojca, choć rzadko, z fochami. Najgorzej jest z najstarszą córką. Od kiedy jej ojciec się ze mną związał, ona się prawie do niego nie odzywa. Na mój widok (przypadkowe spotkanie) odwraca się plecami.
Była często dzwoni do mojego partnera. Jestem suką, która zabrała jej męża i tatusia dzieciom. Rozwodu nie przyjmuje do wiadomości, dla  niej małżeństwo jest wieczne (choć zgodziła się na rozwód, który został orzeczony podczas pierwszej sprawy sądowej).
Co mnie boli? Że on nigdy nie chciał się jakoś od niej oddzielić. Jeśli zostawił im wszystko, to dlaczego nie chce im tego przepisać? Może po to, żeby zawsze mieć klucze do tego domu i tam czasami wpadać.
Boli mnie, że na ogół rozmawia z byłą za moimi plecami. Że ona ciągle potrzebuje jego opinii, decyzji. Boli mnie, że nie znam jego dalszej rodziny, przyjaciół (chyba, że przypadkiem poznani). Wprawdzie niewiele ich ma, ale jednak. Boli, że po córkę jeździ zawsze sam, że zasiada tam na herbatki. No i jeszcze teraz najstarsza wychodzi za mąż. Oczywiście, wraz z planami weselnymi odnowiła kontakt z tatusiem. Ktoś przecież musi to sfinansować. Oczywiście, mój najdroższy uważa, że nie ma żadnego problemu w tym, że nikt mnie nie bierze pod uwagę. Że będzie tam jego rodzina, która nawet nie wie, że on się rozwiódł (bo rzadko o tym mówił). Córka ma prawo mieć wymarzone wesele, jej matka ma prawo nie denerwować się w takim dniu. A ja widzę, że tak już będzie zawsze. Będą śluby, chrzty, urodziny. Wszystko za moimi plecami. Przecież zawsze będę komuś robić przykrość swoją osobą.
Ciężko, ciężko... Myślę że niebawem się poddam i odejdę (albo raczej spakuję jego rzeczy), bo to mój dom.

Anna nie bardzo wiem, co można Tobie napisać w takiej sytuacji... Nie chcę być niemiła, ale z postawy Twojego partnera jednoznacznie wynika, że nie jesteś ważną osobą w jego życiu. W mojej ocenie tracisz czas trwając w tej relacji.  Ponadto z opisanych zachowań jego dzieci jednoznacznie wynika, że są na bakier z podstawową etykietą. Dorośli ludzie, a brak im ogłady i kultury bycia. Straszne. A już wprost przerażający jest fakt, że ojciec tych dzieci takie zachowanie toleruje w swoim towarzystwie. Nikt kochać Cię nie musi, ale elementarne zasady kultury obowiązują każdego.

"Błogosławiony ten, co nie mając nic do powiedzenia,  nie obleka tego faktu w słowa"

8,200 Ostatnio edytowany przez random.further (2019-10-10 20:45:46)

Odp: Być drugą i macochą

Podczytuję temat.
@Hannah, @Volver, dzięki za wpisy. Nie ma jak posiadanie rozsądku w naturze smile własnej wink.

8,201

Odp: Być drugą i macochą

Bardzo dziękuję za odpowiedzi. Straciłam jakiś wewnętrzny ster i niespecjalnie wiem, co jest normalne w takich sytuacjach, a co nie jest. Słowa z zewnątrz mnie znów prostują. Tak jak część z Was wysłuchuję od partnera, że go nie rozumiem, bo to nie moje dzieci. Że skoro w ogóle nie mam dzieci, to brakuje mi empatii. Albo że  jestem egoistką przewrażliwioną na swoim punkcie.
Bardzo mi zależy, żeby niczego nie schrzanić w tej relacji. Mam 48 lat. Na tyle rzeczy już za późno... Poszłam na terpię, ale nie wiem czy po tych kilku spotkaniach dam radę jeszcze się z panią psycholog rozmawiać. Usłyszałam od niej, że on ma prawo jeździć do domu byłej żony, bo to też jego dom. Ma prawo odwiedzać tam swoje dzieci. I że to ja mam problem z zazdrością. No to jeszcze bardziej się załamałam, bo zrozumiałam, że sama niszczę swój związek. Wtedy trafiłam na to forum i Wasze wpisy mnie uratowały. Wiem, że można inaczej poukładać relacje, nie dawać powodów do zazdrości.
Pozdrawiam serdecznie!

8,202 Ostatnio edytowany przez Volver (2019-10-11 09:31:53)

Odp: Być drugą i macochą

Tak, nie masz dzieci i niczego nie rozumiesz. Brak potomstwa ma znaczący wpływ na spadek inteligencji u "nierozmnożonego" człowieka i zapewne zostało to potwierdzone nawet naukowo... wink Od dłuższego czasu w większości rodzin dzieci się praktycznie nie wychowuje, bo przypadkiem mogłyby się  na rodziców obrazić. Taka moda. Latorośle rosną niczym dzika trawa. Nie szanują nikogo, w tym własnych rodziców. W związku z tym nie wymagaj szacunku dla siebie, bo ojciec tych dzieci też sobie na szacunek nie zasłużył...choćby taki, żeby akceptować jego wybory. Podobać się one dzieciom nie muszą, ale ostentacyjne demonstrowanie swojego niezadowolenia jest dla mnie oznaką braku szacunku.
Być może faktycznie jesteś chorobliwie zazdrosna wink Trudno czyjąś osobowość  ocenić po jednym wpisie na forum. Dla mnie z opisu Twojej historii  dość jasno wynika, że Twój partner emocjonalnie wciąż nie odciął się od swojej żony. Nie wiem po co ktoś wchodzi w związek z drugą osobą, kiedy mentalnie tkwi w starym układzie. Może mu się zwyczajnie przydajesz... i tylko tyle.

"Błogosławiony ten, co nie mając nic do powiedzenia,  nie obleka tego faktu w słowa"

8,203 Ostatnio edytowany przez Hannah99 (2019-10-14 13:34:27)

Odp: Być drugą i macochą

to miał być pierwszy "spokojny" weekend bez starszej pasierbicy...

w sobotę mieliśmy małą inwazję znajomych z trójką dzieciaków, więc na koniec dnia padałam. M był całą sobotę i całą niedzielę nerwowy, czy coś przypadkiem nie dzieje się jego kochanej córuni u matki, czy matka nią nie manipuluje i co się dzieje .... mówił mi, że MM się dziwnie zachowuje, dziwnie mówi, ze coś jest nie tak ............

nie będę Was trzymać "w niepewności". MM wróciła do nas, ale M już wtedy był pewien, że go kłamie. Jak z nut kłamała, że w sobotę poszli do optyka, ale nie wybrali okularów, bo były przebrane i w poniedziałek mają dostawę towaru (M zdziwił się, kiedy one u tego optyka były, bo wg jego wiedzy był otwarty tylko do godziny 14.00, a one jakby były u niego w sobotę późniejszym popołudniem....), ale w momencie kiedy w niedzielę spóźniały się do domu i MM powiedziała, że się spóźniły, bo robiły jeszcze zakupy w Biedronce - M miał już pewność że coś kręcą.... jest niedziela nie-handlowa...Biedronki są zamknięte ...

Pasierbica brnęła w jakieś kłamstwa, aż M sprawdził w komórce i okazało się, że spędziły weekend (tj. czase od soboty do niedzieli) w Krakowie. Dodam, że my mieszkamy w Poznaniu i eskapada do Krakowa od soboty rano do niedzieli wieczorem, to jest wariactwo. Gdyby powiedziała - byłyśmy w Krakowie, to ok ... były w Krakowie, ale ......... ona ojca kłamała w żywe oczy.... Kiedy ten pytał, dlaczego kłamie, powiedziała "Mama kazała mi tak powiedzieć". Mówię M na to - proszę napisać do Pani-Matki i zapytać, dlaczego kazała MM kłamać. Wtedy MM w bek, że mama jej nie kazała kłamać......... Dziewczyny ........ matriks.......

Jestem zdezorientowana, mój M jest trup. On jest emocjonalny bardzo i widziałam, jaki to dla niego cios, że jego ukochana córunia go łże z ogromnym wdziękiem, ale niestety jeszcze jest na to za mało cwana. Kupiłam sobie mały notatniczek i piszę w nim wszystkie akcje, kłamstwa, manipulacje, półprawdy, niedomówienia, które przywołuję z pamięci i oczywiście te wszystkie bieżące też. Tak jak napisała Volver - to nie jest patologia, ale poważna dysfunkcja, którą zamierzam powołana jako świadek wypunktować przed sądem. BO MAM TEGO SERDECZNIE DOŚĆ

Pani Matka łże, mataczy, manipuluje, kombinuje.... od kiedy MM jest u nas, bardzo się poprawiła z nauką. Dbamy o odpowiednią higienę życia, nauki - ma czas na przygotowanie się do lekcji, przychodzą korepetytorzy, którzy ogarniają bieżący program i zaległości. Teoria Pani-Matki "u ojca uczysz się, bo się go boisz" .................................................

prawie codziennie jeżdżę na rowerze. Mam do pracy ca 10 km i to jest mój czas, żeby sobie wszystko układać w głowie i "pobyć ze sobą". Dzisiaj jechałam do pracy jak w malignie i mogłabym jechać jeszcze 5 razy dalej i chyba bym nic mądrego nie wymyśliła, bo czuję się, jakbym była w domu wariatów. Modlę się, aby w sądzie dali mi dość czasu, żeby opowiedzieć o tym co się dzieje.... a dalej - niech już biegli psycholodzy, pedagodzy i sąd decyduje co ma być....

8,204

Odp: Być drugą i macochą

Jeżeli dziecko kłamie, to może warto spróbować dowiedzieć się dlaczego ? Może się bało powiedzieć prawdę ? Może Wasze reakcje są zbyt gwałtowne lub odbijają się "szerokim echem" w domu matki ?

Mnie akurat kłamstwo w wydaniu Twojej pasierbicy zupełnie nie dziwi, bo nie oszukujmy się... ale od lat obie dziewczynki muszą lawirować, żeby jakoś funkcjonować  pomiędzy rodzicami, którzy mają problem z porozumieniem się w kwestiach wychowawczych. Moim zdaniem pasierbica skłamała ponieważ chciała uniknąć konfrontacji i niezadowolenia dorosłych. Powiedzmy sobie szczerze, co by  nie zrobiła zawsze ktoś będzie niezadowolony... ojciec lub matka...

Hannah wiem, że to trudne ale musisz trochę spuścić z siebie powietrza. Nie spalaj się dziewczyno, bo to wszystko nie jest tego warte. Wiem co piszę, bo jestem Tobą jakieś 11 lat później wink  Zrób co możesz, ale nie za wszelką cenę i bez "poświęceń". Pomóż, wsłuchaj, doradź jak prosi ,wesprzyj dobrym słowem, ale nie wyręczaj swojego męża w tym temacie. Pasierbice mają rodziców i to rodzice muszą w końcu znaleźć drogę do porozumienia, bo inaczej będziesz na ten cyrk skazana całe życie. Może w Twojej ocenie mąż idzie niewłaściwą drogą w nieodpowiednim stylu i emeryckim tempie, ale to jego droga i jego tempo. Pomóż dziewczynkom w tym, w czym pomóc możesz bez zbędnej szarpaniny i nigdy nie zapominaj o przykazaniu - kochaj bliźniego swego jak siebie samego...  co oznacza, że nie bardziej od siebie. To ważne.

"Błogosławiony ten, co nie mając nic do powiedzenia,  nie obleka tego faktu w słowa"

8,205

Odp: Być drugą i macochą

po rozmowie M z MM okazało się, że pasierbica kłamała ojca w samochodzie, kiedy obok niej siedziała matka, babka i siostra - pokazuje to chociażby skalę zakłamania i manipulacji i... przyzwolenia na to.

MM kłamała, bo bała się jego niezadowolenia, że nie będzie się przez weekend uczyła. Tłumaczyliśmy jej, że dla nas większe znaczenie ma to, że ma być z nami szczera - była na weekend z mamą i to ewentualnie "wina" mamy, że wiedząc jakie ma zaległości i zdania, nie pozwoliła jej wygospodarować odpowiedniego czasu na naukę.

niestety nie mogę powiedzieć więcej.... wczoraj MM była u psychologa w fundacji współpracującej z MOPR. Psycholog bardzo zdawkowo (zasłaniając się tajemnicą zawodową) potwierdziła, że miały miejsce akty przemocy ... M zapytał "psychicznej", pani psycholog odpowiedziała, że nie tylko. Niestety ja też nie mogę nic więcej powiedzieć teraz, bo boję się, że np może być tu, na forum, Pani Matka.

Pani psycholog zapytana, co mamy zrobić z tym casusem weekendowym. Powiedziała, że nie mamy ją karać, bo MM jest tak wygłupiona i rozbita emocjonalnie, że teraz to nie jest potrzebne. Trochę mnie to uspokoiło, bo nie ukrywam, że kłamstwo MM mnie dotknęło.

No i teraz wisienka na torcie. M mi o tym opowiadał, ale mi się to nie mieściło w głowie ... mówił, że w czasie jego pożycia małżeńskiego, Pani Matka groziła mu też nożem (poza tym, że latała za nim po domu z gorącą patelnią, ale to wywoływało u mnie atak śmiechu.... jakoś nie potrafiłam nad tym zapanować, bo wyobrażałam sobie scenę jak z marnego wodewilu). Pytałam - jak Ci groziła nożem? On - że przyłożyła mu nóż do szyji. Wiem jak to brzmi i szczerze mówiac, ja to odrzucałam. Nie byłam zdolna do tego, żeby coś takiego sobie wyobrazić. Naprawdę to jednak myślę o tym, czy kobieta, która potrafiła mężowi przyłożyć nóż do szyi, nie byłaby zdolna do przemocy względem dojrzewającej córki?

Staram się ograniczać emocje, ale od miesiąca tj. od kiedy MM jest u nas w domu, Pani Matka jest codziennie obecna w naszym życiu. MM w domu mi nie przeszkadza, logistykę ogarnęliśmy, mój synek zachwycony obecnością siostry w domu. Wraca z przedszkola i jego pierwsze pytanie brzmi "MM jest w domu?" i leci się do niej przytulić. Myślę, że dla MM taka bezinteresowna i ekspresyjna miłość ze strony trzylatka, jest ważna. Ja też patrzę inaczej na pewne zdarzenia; kiedyś synek miał atak histerii, co generalnie zdarzyło się do tej pory tylko kilka razy- siedział w wannie i krzyczał"Mama dlaczego jesteś dla mnie niedobra" (a byłam niedobra, bo nie pozwoliłam mu dalej się bawić, ale o 21.00 miał iść już spać), i nagle MM zaczęła się drzeć jak wariatka - co wy mu robicie, dlaczego go bijecie, dlaczego on tak płacze? szczerze mówiąc, to mówię do M  - idź zobacz co MM odbiło i wyjaśnij jej, że J ma atak histerii. Myślę, że ona chciała "bronić" brata, bo jej się wydawało, że ja go biję i dlatego tak gwałtownie zareagowała. Może chciała go bronić przed przemocą, której sama doświadczyła ....

8,206

Odp: Być drugą i macochą

Hannah, niefajnie się robi i brzmi poważnie. W przypadku przemocy może się to rozwinąć na przesunięcie opieki obu pasierbic w stronę ojca.
Nie daj się w to wciągnąć ZBYT mocno, wiem, wiem... łatwo powiedzieć.
Siły życzę i szybkiego łapania dystansu, trzymaj się.

8,207

Odp: Być drugą i macochą
Hannah99 napisał/a:

Naprawdę to jednak myślę o tym, czy kobieta, która potrafiła mężowi przyłożyć nóż do szyi, nie byłaby zdolna do przemocy względem dojrzewającej córki?

Tak. Jak najbardziej byłaby zdolna.
Skłonność do przemocy i totalne rozchwianie emocjonalne nie jest wybiórcze.
Jednak jest pytanie - dlaczego mąż i ojciec, który wiedział o tych cechach swojej żony - zdecydował się zostawić jej obie swoje córki? Dlaczego nie sygnalizował choćby problemu przemocowej, niezrównoważonej matki do odpowiednich instytucji?
Aż skóra cierpnie na myśl o tym, czego mogły od niej doświadczyć dziewczynki sad

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

8,208

Odp: Być drugą i macochą

Rozstanie M z Panią Matką miało miejsce prawie 10 lat temu. W tym czasie, jego córki miały odpowiednio 1 rok i 3 latka (okropne ....). Rozwód sfinalizowano po 5 latach i po zaliczeniu dwóch instancji tj. również sądu apelacyjnego. Pani Matka walczyła wszelkimi środkami z oskarżeniem o molestowanie córek włącznie ....

Od kiedy pamiętam - a poznałam M tuż po rozwodzie z żoną i to już jest prawie 5 lat temu, dziewczynki miały "embargo" na mówienie o tym co robią  i co dzieje się w domu. Jak dziś pamiętam 7 letnią A, która na pytanie ojca "co robiłyście w weekend" odpowiedziała "nie interesuj się cudzym życiem". Wiele razy było tak, że jak któraś coś "chlapnęła" to druga ją "dyskretnie" upominała "nie mów tego".

M zadręcza się, że nie zauważył niepokojących objawów. MM od około półtorej roku wspominała, że chciałaby z nami mieszkać, ale my "byliśmy pragmatyczni" tj. przekonywaliśmy ją, że po pierwsze taka procedura bardzo długo będzie trwała, że jest w siódmej klasie i nie warto zmieniać szkoły i środowiska, że możemy spróbować w liceum, że poślemy ją do psychologa, żeby obiektywnie ocenił, co dla niej lepsze. Gdybyśmy wiedzieli, że w domu MM źle się dzieje, nie zwlekalibyśmy.

Pochodzę z rodziny, gdzie miałam kochających rodziców i zapewnione wszelkie warunki rozwoju, ale .... matka w imię "dobra" mojego i mojego brata manipulowała nami, stosowała szantaż i przemoc psychiczną. Znam te mechanizmy z własnego doświadczenia - ja "przeżyłam" bo miałam silną konstrukcję psychiczną i potrafiłam się adaptować, mój brat menancholik jako 30 letni facet "wyrzygał" matce, że całe dzieciństwo był sterroryzowany, że dzięki niej kłamie jak z nut i inaczej nie potrafi itd ...

teraz boję się nawet niektóre rzeczy zwerbalizować. Moja pasierbica miała zawsze jakieś zadrapania na rękach - skórę dosłownie jakby zbierała agrest i była ciągle podrapana, teraz MM mówi, że ona z nerwów ciągle coś przy tych rękach skubie. Zaczynam się bać, że ona się samookalecza, że ciągle sobie te zadrapania rozdrapuje... ona ma te ręce w bliznach - myślałam, ze ma skórę atopową i ją swędzi... a teraz obawiam się, że to może mieć podłoże psychiczbe. Aż boję się powiedzieć MM, żeby poprosił psychologa, żeby to sprawdził, bo sama czuję, że może popadam w paranoję

cóż ...  wczoraj segregowałam pranie i stwierdziłam, że mam dość rzeczy pomarańczowych, żółtych, czerwonych i różowych, żeby je razem wyprać. Grzebię w koszu z praniem w poszukiwaniu ciuchów do zapakowania do pralki i wyciągam .... wielkie majciochy, jak dla emerytki, obrzydliwy różowo-cielisty kolor, dziwna mieszkanka poliestru z czymś (takie sztuczne). Oglądam te majty, skąd się u nas wzięły i pytam M - "Marcin, czyje to gacie?" Przez chwilę pomyslałam, że to może moja 67 letnia matka je zostawiła przez przypadek, ale ... nie sądzę, żeby chodziła w takich nędznych majtkach. M na to "to są majtki MM".... zamarłam. Dziewczyny wierzcie mi, majty jak z bazaru dla starej baby... to się zupełnie nie klei ... pianino, gitara, taniec, jazz, wokal, teatr - edukacja godna princzipessy, a gacie jak z darów dla bezdomnych. Przyięgam Wam, nie przesadzam.... moja matka ma lepszą bieliznę... jak się dziwić, że jej koleżanki się z niej wyśmiewały, a ona chodziła "w stanie obniżonego nastroju"

8,209

Odp: Być drugą i macochą

"Strasznie" się zaangażowałaś w zwalczanie matki. Nic dobrego z tego dla ciebie nie wyniknie:(
Sprawa majtek może i komiczna, ale to tylko kurdę majtki- co z tego, że niemodne.
Jeśli chodzi o wyjazd do Krakowa to przecież, w czasie swojego weekendu, rodzic ma prawo podejmować samodzielne decyzje.
Dziecko nie jest zdyscyplinowane, ma kłopoty z nauką- ok, obydwoje rodzice muszą działać- a nie spychać na siebie winę.

Dzieci skłóconych rodziców szybko uczą się manipulacji, u taty winna jest mama, u mamy tata.

Teraz twoje życie, chce ci się prowadzić wojnę podjazdową z obcą kobietą?
To twój facet musi sam zająć się relacjami swoimi z córką i z ex.
Ty zawsze oberwiesz rykoszetem.

W ogóle jak pisałaś, że taki był zdenerwowany weekendem córki z mamą to wydało mi się to dziwne. Was napędza myśl o złej exi.
Nie atakuję cię, chodzi tylko abyś wróciła na ziemię, do swojego życia, marzeń, planów.

Odsuń się trochę od tego emocjonalnie:)

8,210

Odp: Być drugą i macochą

tak - zżera mnie temat eks i MM od miesiąca, bo nagle mam w domu pasierbicę, a na to zdecydowanie emocjonalnie gotowa na to nie byłam. Podobnie jak na szarpaninę w sądzie i inne akcje.

temat majtek to nie tyle temat zaprzeszłej mody, bo moda z lat osiemdziesiątych wraca i może mylę się co do oceny tego właśnie modelu bielizny ... raczej chodzi o to, że Pani Matka kreuje się na matkę-Polkę-bohaterkę-edukatorkę, a tak naprawdę król jest nagi ... albo ewentualnie przyodziany w koszmarne majtasy...

A co do manipulacji, to tak jest ... U nas na tapecie jest temat okularów. Pani Matka robiła pressing na nas, ze już natychmiast MM potrzebne jest badanie wzroku, bo ma wadę itd. Byliśmy u dwóch specjalistów, którzy zrobili badanie oka i ten ostatni (okulista dziecięcy) zalecił okulary do noszenia na stałe (chociaż wada wzroku jest niewielka, ale dodatkowo mały astygmatyzm może pogarszać jej odczucia przy czytaniu). Ok - pytamy Pani Matki, czy ona kupi okulary MM, na to ona, że absolutnie że nie, bo ona nie ma do tego lekarza zaufania. No to ustaliliśmy z M, że kupimy MM okulary. W ten weekend matka obiecała MM, że pójdą do optyka, ale pojechały do Krakowa, M mówi - no to pojedziemy i kupimy te okulary, na co MM mówi "ok, ale NIC NIE MÓW MAMIE". No cóż - dlaczego mamy mamie nie mówić? Takie były ustalenia z nią, że ona się nie poczuwa do kupna okularów Tobie, bo nie ma zaufania do okulisty, zatem my je mamy kupić. Jeżeli chcesz, żeby to mama ci je kupiła, to powiedz i możesz to załatwić z mamą. Ostatecznie możesz mieć dwie pary okularów, ale my nic zatajać nie będziemy.

Oczywiście mi się zapaliło pomarańczowe światełko, ile razy nam dziewczyny przemilczały w podobnych sytuacjach. Przemilczały np judo, bo wiedziały, ze ojciec alergicznie reaguje na wiadomości o kolejnych zajęciach dodatkowych. Przychodziły do nas w tenisówkach w zimie i mówiły, że mama nie ma czasu kupić im butów. M brał je na zakupy... może cwaniaczyły... nie jestem w stanie odróżnić kiedy mówią prawdę, a kiedy kłamią .... tym bardziej, że w kłamstwach one często praktykują "spółdzielnię"

8,211

Odp: Być drugą i macochą

Pani Matka jaka jest każdy widzi. Niestety musisz przyjąć do wiadomości fakt, że ona inna nie będzie. To jest constans. Wszystko co możesz, to spróbować zmodyfikować pozostałe zmienne, w tym własne podejście do niej. Generalnie dla clou problemu nie ma przecież znaczenia ile osób Tobie przytaknie, że macie "szurniętą" byłą. W sądzie też jej oleju do głowy nie wleją...

Nie chce być okrutna, ale moim zdaniem spokoju we własnym domu szybko nie zaznasz. Gdy pasierbica z Wami zamieszka, też nie będzie lżej. Może jakiejś części problemów się pozbędziesz, ale na próżnię nie licz... pojawią się nowe - inne. Myślę, że dopiero wtedy dostrzeżesz jak bardzo różnisz się ze swoim mężem w kwestiach dotyczących wychowania dzieci. Przewiduje sporo tarć na tym polu. Na Twoim miejscu nie łudziłabym się również, że pasierbica przy Waszej pomocy odkryje w sobie moc i wielki pęd do wiedzy wink Mam wrażenie, że pewnych zaniedbań nie da się  nadrobić... chyba, że ktoś ma wrodzoną potrzebę zdobywania wiedzy. Oczywiście bardzo mnie ucieszy informacja, że moje przewidywania w tym względzie się nie potwierdziły.

Z wielką przyjemnością czytam fragmenty w których opisujesz  miłość dziewczynek do brata, w dodatku z wzajemnością smile Naprawdę jest  się z czego cieszyć, bo o taki stan uczuć w patchworkowych rodzinach dość trudno.

"Błogosławiony ten, co nie mając nic do powiedzenia,  nie obleka tego faktu w słowa"

8,212

Odp: Być drugą i macochą

zmusilas mnie do wejścia
napisałam maila do Ciebie  daj znac czy jest....
pozdrawiam wredne macochy..juz Wy same wiecie ktore

Hannah99 napisał/a:

tak - zżera mnie temat eks i MM od miesiąca, bo nagle mam w domu pasierbicę, a na to zdecydowanie emocjonalnie gotowa na to nie byłam. Podobnie jak na szarpaninę w sądzie i inne akcje.

temat majtek to nie tyle temat zaprzeszłej mody, bo moda z lat osiemdziesiątych wraca i może mylę się co do oceny tego właśnie modelu bielizny ... raczej chodzi o to, że Pani Matka kreuje się na matkę-Polkę-bohaterkę-edukatorkę, a tak naprawdę król jest nagi ... albo ewentualnie przyodziany w koszmarne majtasy...

A co do manipulacji, to tak jest ... U nas na tapecie jest temat okularów. Pani Matka robiła pressing na nas, ze już natychmiast MM potrzebne jest badanie wzroku, bo ma wadę itd. Byliśmy u dwóch specjalistów, którzy zrobili badanie oka i ten ostatni (okulista dziecięcy) zalecił okulary do noszenia na stałe (chociaż wada wzroku jest niewielka, ale dodatkowo mały astygmatyzm może pogarszać jej odczucia przy czytaniu). Ok - pytamy Pani Matki, czy ona kupi okulary MM, na to ona, że absolutnie że nie, bo ona nie ma do tego lekarza zaufania. No to ustaliliśmy z M, że kupimy MM okulary. W ten weekend matka obiecała MM, że pójdą do optyka, ale pojechały do Krakowa, M mówi - no to pojedziemy i kupimy te okulary, na co MM mówi "ok, ale NIC NIE MÓW MAMIE". No cóż - dlaczego mamy mamie nie mówić? Takie były ustalenia z nią, że ona się nie poczuwa do kupna okularów Tobie, bo nie ma zaufania do okulisty, zatem my je mamy kupić. Jeżeli chcesz, żeby to mama ci je kupiła, to powiedz i możesz to załatwić z mamą. Ostatecznie możesz mieć dwie pary okularów, ale my nic zatajać nie będziemy.

Oczywiście mi się zapaliło pomarańczowe światełko, ile razy nam dziewczyny przemilczały w podobnych sytuacjach. Przemilczały np judo, bo wiedziały, ze ojciec alergicznie reaguje na wiadomości o kolejnych zajęciach dodatkowych. Przychodziły do nas w tenisówkach w zimie i mówiły, że mama nie ma czasu kupić im butów. M brał je na zakupy... może cwaniaczyły... nie jestem w stanie odróżnić kiedy mówią prawdę, a kiedy kłamią .... tym bardziej, że w kłamstwach one często praktykują "spółdzielnię"

8,213

Odp: Być drugą i macochą

Sosenek, Volver bardzo dziękuję za Wasze słowa. Tak, poznałam mojego najdroższego gdy już był w trakcie rozwodu. Może jednak jego rodzina uważa inaczej. Z tego, co wiem raczej o tym nie rozmawiają. Nie odzywałam się ostatnio, bo wszystko się pozmieniało. Rozstaliśmy się. Nie wytrzymałam tego, że on pojechał z byłą żoną na pogrzeb teściowej (również byłej). Może bym tak nie protestowała, ale pojechał na drugi koniec kraju, do jej rodziny która nic nie wie o rozwodzie! Nie mogłam się pogodzić z tym. Dla mnie to teatr, jakaś gra. Prosiłam, żeby chociaż nie wiózł byłej. Przecież dzieci dorosłe, niech wiozą matkę. Żeby jechał sam. Cóż, uparł się.
Teraz płacze, tęskni, mówi że już dość tej kary i chce wracać. Przekonuje mnie, że przesadzam. A ja się czuję jak ukrywana kochanka. Jak "ta druga"... Źle się z tym wszystkim czuję.
Pozdrawiam serdecznie.

8,214

Odp: Być drugą i macochą
NowaAnna napisał/a:

Sosenek, Volver bardzo dziękuję za Wasze słowa. Tak, poznałam mojego najdroższego gdy już był w trakcie rozwodu. Może jednak jego rodzina uważa inaczej. Z tego, co wiem raczej o tym nie rozmawiają. Nie odzywałam się ostatnio, bo wszystko się pozmieniało. Rozstaliśmy się. Nie wytrzymałam tego, że on pojechał z byłą żoną na pogrzeb teściowej (również byłej). Może bym tak nie protestowała, ale pojechał na drugi koniec kraju, do jej rodziny która nic nie wie o rozwodzie! Nie mogłam się pogodzić z tym. Dla mnie to teatr, jakaś gra. Prosiłam, żeby chociaż nie wiózł byłej. Przecież dzieci dorosłe, niech wiozą matkę. Żeby jechał sam. Cóż, uparł się.
Teraz płacze, tęskni, mówi że już dość tej kary i chce wracać. Przekonuje mnie, że przesadzam. A ja się czuję jak ukrywana kochanka. Jak "ta druga"... Źle się z tym wszystkim czuję.
Pozdrawiam serdecznie.

Aniu... myślę, że zbyt mało mamy informacji o Waszej relacji, żeby jednoznacznie potwierdzić lub odrzucić te nieszczęsną tezę o Twoim "przesadzaniu". Ty sama najlepiej wiesz jak czujesz się w tym związku i opinia innych osób na temat ewentualnego "przesadzania" jest raczej bez znaczenia. Jedno jest pewne - masz prawo nie chcieć funkcjonować w relacji w której z jakiegoś powodu czujesz się niekomfortowo. Myślę, że intuicja dobrze Tobie podpowiada, że coś w tej relacji mocno zgrzyta... że on w ten związek nie zaangażował się w pełni i raczej  nie planuje tego zrobić, bo fakt Twojego istnienia ukrywa przed światem.
Osobiście nie chciałabym być w związku z facetem "w rozkroku", a tego typu mężczyzną wydaje mi się być Twój partner.  Uważam, że jestem osobą mocno tolerancyjną i pomoc byłej żonie w uzasadnionych przypadkach, raczej nie doprowadzałaby mnie do wrzenia... jednak musiałabym czuć, że w naszym związku moje potrzeby stawiane są wyżej od potrzeb byłej partnerki. Ukrywania mnie przed znajomymi, czy dalszą rodziną również bym nie zaakceptowała. O tolerowaniu niestosownego zachowania dzieci partnera w stosunku do mojej osoby nawet nie wspomnę... Nie oczekuję, że cudze dzieci będą za mną szalały, bo mam świadomość, że na ewentualną ich sympatię muszę sobie zapracować sama, ale moim zdaniem brak elementarnej kultury u dzieci wiele mówi o ich rodzicach. Z kimś kto tak wychował własne dzieci nie może mi być po drodze... inne wartości.
Czy wiesz dlaczego oni ukrywają przed dalszą rodziną fakt, że są rozwiedzeni ?

"Błogosławiony ten, co nie mając nic do powiedzenia,  nie obleka tego faktu w słowa"

8,215

Odp: Być drugą i macochą

Volver, czytam co do mnie piszesz, czytałam co pisałaś do innych dziewczyn i jestem pod wrażeniem. Zawsze piszesz tak mądrze, trafiasz w sedno problemu.
Co do mojej sytuacji, ona ukrywa bo się nie pogodziła z tym faktem. Może uznaje to za rodzaj porażki, wstydu. A on? Ciągle powtarza, że nic do niej nie czuje. Że to tylko dla dzieci. Ja jakoś nie mogę pojąć, czy dobro dzieci to odgrywanie teatru przed rodziną? Przecież dzieci wiedzą o rozwodzie, znają mnie, a najmłodsza córka spędzała wakacje u moich sióstr.
Teraz wiem, że wszystko co mi podpowiadała intuicja na pierwszym etapie znajomości było słuszne. Za każdym razem, gdy jakaś dziewczyna pisze że właśnie poznała takiego pana, mam ochotę pisać: uciekaj!!! Teraz tzw. praca nad związkiem wydaje mi się stratą czasu i dobrym hasłem dla chciwych psychologów. Ale może to moja trauma, a inne kobiety osiągają poprawę swojej sytuacji? Sama w gronie bliskich mi osób mam takie przypadki. Moje koleżanki skutecznie szukały z partnerami kompromisów. I udało się. Niestety, mój najdroższy jest oporny na kompromisy, albo nie jestem dla niego tak ważna.
Tak, czy owak, Volver, dziękuję!

8,216 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2019-10-26 20:15:07)

Odp: Być drugą i macochą

Losu, to nie jest miejsce na Twój off top.
Dyskusję o swoich problemach musisz kontynuować w swoim wątku. Tutaj absolutnie nie robimy bałaganu.

sad

8,217

Odp: Być drugą i macochą

Osobiście nie mam nic przeciwko pracy nad związkiem pod warunkiem, że ów związek posiada jakiś potencjał. Jeżeli do tego obie strony mają ochotę na drobne "nagięcie się " dla potrzeb satysfakcjonującej dla obu stron relacji, to warto próbować. Niestety mam pewne podejrzenia, że praca nad Waszym związkiem wyglądałaby tak, że stroną pracującą byłabyś jedynie Ty. Dla mnie to żaden kompromis. Zresztą i kompromis ma swoje granice... sądzę, że określa je nasza osobista wizja szczęśliwego związku. Myślisz, że gdybyś oślepła na jedno oko wink to Wasz związek miałby rację bytu ? Jesteś pewna, że po ustępstwie w jednej sferze Waszego życia, nie pojawiłyby się oczekiwania na ustępstwa w innych obszarach ? Trzy osoby w związku, to jednak dla większości tłok... choć są tacy, co razem nawet mieszkają. Co Ty na to ? Myślę, że jemu ta wizja mogłaby się spodobać wink

Dzieci - cudowne słowo wytrych. Dobrem dzieci wiele osób tłumaczy wszystko... w tym sporo swoich świńskich postępków. Dyskutować z dobrem dzieci nawet nie próbuj, bo partner bardzo szybko przyklei Ci łatkę wrednej i nieczułej baby. W mojej ocenie facet zasłaniający się "dobrem" 30-sto letnich dzieci ma poważne problemy natury emocjonalnej.  Nie sądzę, żeby z kimś jego pokroju było Ci po drodze. Jeżeli już to raczej na chwilę. Jesteś samodzielną kobietą, która do tej pory całkiem nieźle radziła sobie bez faceta, to i teraz dasz sobie radę. Mam nadzieję, że za jakiś czas poznasz kogoś sensownego. Jeżeli tyko nie będziesz sobie wmawiała, że nie masz szczęścia do facetów, to szczęśliwe zakończenie może nastąpić całkiem szybko. Szczerze tego Tobie życzę.
Dziękuje za miłe słowa pod moim adresem. Wprawdzie ciut na wyrost, ale... i tak miło wink

"Błogosławiony ten, co nie mając nic do powiedzenia,  nie obleka tego faktu w słowa"

8,218

Odp: Być drugą i macochą

Losu, nie wiem co w Twoim pojęciu oznacza mieć rodzinę... bo dla mnie same więzy krwi, to jednak niewiele. Mam trochę krewnych, ale bliższa mojemu sercu jest zdecydowanie moja "rodzina z wyboru", czyli niby obcy mi ludzie, a jednak mentalnie najbliżsi...

"Błogosławiony ten, co nie mając nic do powiedzenia,  nie obleka tego faktu w słowa"

8,219

Odp: Być drugą i macochą

Hannach, byłam w podobnej sytuacji do Ciebie, z moim już Ex-partnerem przygarnęliśmy, zaniedbanego przez zła matkę syna mojego Ex. Chłopak był młodszy to miał 8 lat, czyli lepszy wiek do nadrobienia i ułożenia dziecka w nowej rodzinie.
Dużo pracy włożyliśmy w tego chłopca i co się okazało... ze to nie wina matki dziecka, tylko ze dziecko okazało się problematyczne, w toku nauki wyszło ze ma dysleksje, prawdopodobnie zespół Aspergera a to rzeczy których na pierwszy rzut oka nie widać
Wydaje mi się ze Twoja pasierbica tez ma jakieś większe problemy, bo wybacz ale dziewczyna w 8 klasie jak inne osoby zwracają jej uwagę, ze śmierdzi to się zainteresuje tematem, przecież chyba zauważy ze koszulka po wf-ie śmierdzi, zauważy ze inne dziewczyny zmieniają ja codziennie
Dziecko w 4-5 klasie matka może nadzorować ale u mojej 14-15 letniej córki oczekiwałabym tego ze sama ogarnie temat
Nawet jak matka brudasa i nie nauczyła córki to w tym wieku już samemu się ogarnia temat
Sama mam córkę 6 letnia i widzę jak już takie małe dziewczynki zwracają uwagę na stroje, moja 6 letnia córka nie pokazałaby się na w-f w brzydkich gaciach, zrobiłaby awanturę i musiałabym jej kupić coś modnego, przecież gacie w sieciówkach nie są drogie, a tej dziewczynki to nie przeszkadza..
Albo ma problem albo jest urodzona syfiara, a z tym nic nie zrobisz bo ile będziesz się męczyć z ta już prawie kobieta..
U mnie historia skończyła się mało fajnie, syn mojego ex-a widząc jaka fajna rodzine tworzymy i słuchając zapewnień ojca, ze to wszystko wina jego matki z chęcią się do nas sprowadził

Tylko, ze ile można nadrabiać  zaległości... my w końcu z biegiem czasu oczekiwaliśmy, ze młody sam ruszy, a im bardziej na to liczyliśmy i im bardziej oczekiwaliśmy jego samodzielności to tym mniej się jemu u nas podobało
Jak jechał u nas na poczuciu krzywdy, jaki to on biedny i skrzywdzony, jak trzeba jemu pomagać, bo tak cieżko miał w tym życiu....to było dobrze ale jak się powoli sytuacja unormowała i zaczął być traktowany jak normalny członek rodziny to już mu się nie podobało
Wyprowadził się z powrotem do matki, gdzie nikt go nie kontrolował i gdzie miał łatwiej

U Ciebie tez to widzę, jaka ta dziewczyna biedna, jaka pokrzywdzona... wybacz ale albo jest po prostu mało zdolna, ze nie ogarnia tematu szkoły i z tym się nic nie da zrobić, a ambitny tatuś może nie ogarniać ze jego córeczka jest po prostu głupia ( u mnie tak było, obydwoje rodziców na wysokich stanowiskach) albo jest leniwa i wtedy tez nic nie zrobicie no ile można kogoś zmuszać do nauki i z nim siedzieć...
Normalne dziecko radzi sobie w szkole, może ma te 3 ale siebie radzi

Wiec albo skończy się tak jak u mnie, ze po pewnym momencie na rozruch zaczniecie od niej oczekiwać pewnych wyników i samodzielności i wtedy przestanie być fajnie u taty
albo zawsze będzie traktowania przez ojca jak przysłowiowa święta krowa i będzie jechała na współczuciu, wszystko będzie usprawiedliwiane przez jej ciężkie przeżycia z matka, ciężkie dzieciństwo, a wtedy Ty się wykończysz bo będziesz widziała te manipulacje a faceci maja tendencje do takiego traktowania szczególnie córek

Widzę, ze Ty jesteś bardzo wkręcona w ta sytuacje, ale to nie jest już dziecko, to nastolatka która widać bardzo dobrze sobie radzi w świecie, umie kłamać, manipulować, zmyślać
A czy ojciec tej dziewczyny siedzi z nią przy lekcjach tyle co Ty? Zajmuje się w takim stopniu jak Ty? Przecież to jego córka a nie Twoja
Ja żałuje lat spędzonych z moim pasierbem, tyle co ja się go nauczyłam, kontrolowałam mycia, prac domowych, lekarzy, nerwów związanych z cała sytuacja i jego matka
Nie warto, ja za bardzo się wypalałam, odeszłam, sama wychowuje swoje dziecko, zdrowe i normalne dziecko, i wiem ze żyje i poświęcam czas na swoje dziecko a nie zaniedbuje je kosztem innego, moje dziecko uspokoiło się od kiedy nie ma tej nerwowe atmosfery związanej z tym całym tematem

8,220

Odp: Być drugą i macochą

Dziś znowu nachodzi mnie chęć ucieczki. Czeka nas kolejny weekend z córką chłopaka. Zaczyna denerwować mnie fakt, że mieszkamy w kawalerce i że mała śpi z nami w pokoju. Denerwuje mnie to, że to ja się z nią głównie bawię i to, że ona woli przytulać się do mnie niż do niego. Jestem wkurzona, że on sprząta mieszkanie, gdy wie że córka u nas będzie. Tak to nie jest tym mocniej zainteresowany.

Nie wiem czy warto się raczej angażować w taką relację. Byliśmy na kilkudniowym wyjeździe i kiedy opiekowałam się małą, mimowolnie powiedziałam "ah ty moja gwiazdko". Na to mała odpowiedziała: " ja nie jestem twoja, ja jestem mamy". Dodałam jeszcze, że jest mamy i taty, na co odpowiedziała, że no tak, taty też ale najbardziej to mamy. Prawie się popłakałam, jakby ktoś ukłuł mnie w serce. Czy warto tak się spalać? Czy warto się denerwować? Nie jest się matką ani członkiem rodziny. Można się zaangażować emocjonalnie a potem cierpieć...

8,221

Odp: Być drugą i macochą

Rozalia, ja bym na Twoim miejscu odpuściła tę relację. Niestety, bo wiem ze to trudne i bedzie bolało.  Ale jestes mloda, naprawdę mozesz zbudować sobie zycie z kimś od podstaw, wspolnie, będąc na tym samym etapie. Bez tak emocjonalnego bagazu jaki sobie zafundujesz.

8,222

Odp: Być drugą i macochą
Venna napisał/a:

Rozalia, ja bym na Twoim miejscu odpuściła tę relację. Niestety, bo wiem ze to trudne i bedzie bolało.  Ale jestes mloda, naprawdę mozesz zbudować sobie zycie z kimś od podstaw, wspolnie, będąc na tym samym etapie. Bez tak emocjonalnego bagazu jaki sobie zafundujesz.

Masz rację, tak byłoby najlepiej. Będzie bolało i to bardzo mocno.
Wczoraj się dowiedziałam, że młoda spędzi u nas czas od 25 do 29 bo jej mama gdzieś wyjeżdża. Nienawidzę takich akcji, nie w ostatniej chwili. Takie rzeczy się ustala z wyprzedzeniem. No i mój facet zapytał po rozmowie telefonicznej z eks co ja na to. Trochę za późno na pytanie, gdy już ustalili co i jak. To już nie jest smutek tylko wściekłość. Nienawidzę siebie samej za te wszystkie negatywne emocje

8,223

Odp: Być drugą i macochą

Uwierz takich sytuacji bedą miliony... choc byc może bywają takie związki i patchworki , w ktorych wszystko sie układa. W ktorych kazda ze stron szanuje sie wzajemnie i planuje wszystko w zgodzie, razem akceptując kazdego członka tej układanki..kazdego... Bo tylko w takim przypadku byloby mozliwe pozbycie sie dokladnie takich uczuc jakie w tej sekundzie Tobą targają.
Albo zatracisz gdzies w tym wszystkim siebie albo w koncu gdzies te emocje wybuchną ale wtedy moze byc juz późno.
Ja mam malutkie dziecko, moj partner ma dwoje z porzedniego zwiazku...i wierz mi teraz jest duzo trudniej...i to o czym mapisalas - czyli te ustalenia wygladaja wciaz tak jak te u Ciebie dotyczace Świąt..u nas nawet nie ma pytan tego rodzaju .
Jesli bardzo go kochasz i wierzysz ze moze sie Wam udac to rozmawiaj, mów o wszystkim. Choc ja sama na Twoim miejscu uciekałabym jak najszybciej.

8,224

Odp: Być drugą i macochą

Venna, a Ty rozmawiasz o tym ze swoim partnerem? jak Wam idzie digadywanie się w tych wszystkich kwestiach?
Mi już puszczają nerwy i mam poczucie, że żyję czyimś życiem a nie swoim. W święta zostanę u rodziców i niech partner pozajmuje się córką przez te kilka dni - bez mojej pomocy. A ja w tym czasie od nich odpocznę i może zdołam się jakoś zrelaksować, bo po tym weekendzie z małą czuję się bardziej zmęczona niż przed weekendem. Chcę się odciąć. Od niego i jego gadania, że "przecież mamy czysty start". Nie mamy czystego startu i nigdy nie będziemy mieli sad

8,225

Odp: Być drugą i macochą

Przyznam Ci, ze akurat w naszym przypadku rozmowy nic nie dają. Jak grochem o scianę... kazda rozmowa konczy sie tym samym albo to ja stwarzam problemy, albo jestem zazdrosna o dzieci albo klasycznie, ze przeciez to jego dzieci, a ja wiedziałam...no i jak tu dyskutowac..? Oczywiste jest to ze nigdy bym nie chciala i Ty z tego co piszesz takze odseparowac dzieci od ich taty. Nie o to chodzi. Chodzi o to ze obiektywnie rzecz biorąc to my musimy sie do wszystkiego dopasowywac. Ktoś inny decyduje o naszym zyciu, i tak bedzie przez najblizsze lata.
Swieta - decyzja byla podjęta wczesniej beze mnie. Wiem, ze jesli chcialabym kiedys wyjechac do rodziny w wigilie to tylko zdziecmi bo on wigilii bez dzieci sobie noe wyobraza. Teraz jest nasz maluch a ja dostaje furii na mysl o prezentach o godzinie 14stej w wigilię- uwierz nawet takie rzeczy powoduja konflikt. On chce dac dzieciom prezenty podczas tej naszej wczesnej wigilii (potem dzieci jada do mamy) i moj synek taka bedzie mial g...ną tradycje świąteczną.... jestem wściekła jak sobie o tym myslę.  Bedzie wierzyl ze Mikolaj przychodzi o 14stej czy grom wie ktorej. Chce mi sie plakac bo to dla mnie bardzo magiczny czas i uwazam ze to piekny czas dla dzieci gdy wierza w Mikolaja, gdy czekaja pisza listy. To tak krotko trwa.Sylwester spedzamy takze w pelnym skladziebo ja i tak nic nie zaplanowalam...;) to tak z nowosci sie dowiedzialam.
To nie jest czysty start i nigdy nie bedzie, dokladnoe tak jak piszesz.

8,226

Odp: Być drugą i macochą
Venna napisał/a:

Przyznam Ci, ze akurat w naszym przypadku rozmowy nic nie dają. Jak grochem o scianę... kazda rozmowa konczy sie tym samym albo to ja stwarzam problemy, albo jestem zazdrosna o dzieci albo klasycznie, ze przeciez to jego dzieci, a ja wiedziałam...no i jak tu dyskutowac..? Oczywiste jest to ze nigdy bym nie chciala i Ty z tego co piszesz takze odseparowac dzieci od ich taty. Nie o to chodzi. Chodzi o to ze obiektywnie rzecz biorąc to my musimy sie do wszystkiego dopasowywac. Ktoś inny decyduje o naszym zyciu, i tak bedzie przez najblizsze lata.
Swieta - decyzja byla podjęta wczesniej beze mnie. Wiem, ze jesli chcialabym kiedys wyjechac do rodziny w wigilie to tylko zdziecmi bo on wigilii bez dzieci sobie noe wyobraza. Teraz jest nasz maluch a ja dostaje furii na mysl o prezentach o godzinie 14stej w wigilię- uwierz nawet takie rzeczy powoduja konflikt. On chce dac dzieciom prezenty podczas tej naszej wczesnej wigilii (potem dzieci jada do mamy) i moj synek taka bedzie mial g...ną tradycje świąteczną.... jestem wściekła jak sobie o tym myslę.  Bedzie wierzyl ze Mikolaj przychodzi o 14stej czy grom wie ktorej. Chce mi sie plakac bo to dla mnie bardzo magiczny czas i uwazam ze to piekny czas dla dzieci gdy wierza w Mikolaja, gdy czekaja pisza listy. To tak krotko trwa.Sylwester spedzamy takze w pelnym skladziebo ja i tak nic nie zaplanowalam...;) to tak z nowosci sie dowiedzialam.
To nie jest czysty start i nigdy nie bedzie, dokladnoe tak jak piszesz.

Podziwiam Cię za dzielne trwanie w takim związku. Ja bym nie dała rady, szczególnie, że z tego co mówisz nie ma miejsca na Ciebie i Twój komfort. Mój dzisiaj wrócił z pracy i powiedział, że sobie to przemyślał i powinien powiedzieć eks, że wróci z odpowiedzią gdy przedyskutuje to ze mną. Także o tyle dobrze, choć nie zmienia to faktu, że ciągle się miotam co robić z tym związkiem.
Jeśli chodzi o wigilię - nie ma opcji by dzieci w jendym roku spędzały wigilię u was, a w następnym u mamy? U mojego partnera tak jest i szczerze mówiąc wolę takie rozwiązanie, niż miałabym mieć jakieś problemy logistyczno czasowe w wigilię. Co do małego - ile ma lat? Może powiedz swojemu partnerowi, że chcesz żeby mały jednak miał utrzymaną tradycję świąteczną i żeby dostawał prezenty wieczorem. Faktycznie, dobrze by było gdyby korzystał z tego czasu, w którym święta faktycznie są magiczne i niezwykłe. Jeśli dzieci z poprzedniego związku partnera są starsze, mogą otrzymać prezenty później - powinny zrozumieć, że maluchy mają trochę inne potrzeby. Mogą je np dostać w drodze do mamy albo niech do was przychodzą wieczorem (albo żeby chociaż już było ciemno). Postaraj się zrobić tak żeby Twoje dziecko i Ty - byście nie czuli się pokrzywdzeni.
Co do sylwestra - serio podziwiam. Brak planów nie sprawia, że dzieci koniecznie muszą być u was. Ja wiem, że to brzmi jakby te dzieci były problemem ale poniekąd dla nas właśnie tak to wygląda. To nie są nasze dzieci i musimy o tym pamiętać, bo inaczej się niepotrzebnie spalimy.

Ja podjęłam decyzję, że z moim spędzę 25 i 26.12 a później wracam do rodziców. Nie chcę zepsuć sobie tych wolnych dni i chodzić zirytowana. Wynajmujemy 29m2 kawalerkę i każdy weekend z młodą to dla mnie walka z samą sobą żeby tego nie rzucić w cholerę wink

8,227

Odp: Być drugą i macochą

Wiesz, na pewno są kobiety ktore sobie z tym radzą. Nie wiem jak ale myslę, ze jest jakis procent tego typu "rodzin", w ktorych wszyscy są usatysfakcjonowani i szczesliwi albo mam taka nadzieję.  Ale obserwując swoj związek ale takze zwiazki wokol siebie stwierdzam że to zbyt trudne, za duzo tu osób.  Bo to nie jest zwiazek 2 doroslych osób tylko mieszanina byłych, przyszłych, teraźniejszych - tesciow, byłych teściów,  rodzicow , dzieci, rodzeństwa, przyrodniego rodzeństwa, przyszywanego rodzeństwa i wszelkich innych kombinacji.... to poprostu od wstepu jest tak skomplikowane , ze im dluzej w tym jestem tym kazdy dzien jest trudniejszy. Naprawdę , to moja subiektywna ocena ale zamiast lepiej i lzej z kazdym dniem jest gorzej.
Byc moze Wy nalezycie do grona szczesliwcow,  ktorym sie poukłada? wink
U nas święta tak wyglądaja kazde - czesc dnia z tata czesc z mamą - dwie wigilie, dwa sniadania wielkanocne..wszystko podwojne. Tak chcą oni tj. Partner i jego byla partnerka.  Kazde z nich chce spedzic ten dzien z dziecmi wiec tak sie dzielą.

Dobrze, ze u Twojego partnera nastąpiła refleksja, że jednak powinien to z Tobą omówić wink lepiej pozno niz wcale - choc wiadomo, ze przeciez i tak zabrałby Małą do Was - moze na krocej a moze wcale nie wink wazne, ze Ty moglabys z nim podjac decyzje wspolnie. Czasami tylko o to chodzi .. wink

8,228

Odp: Być drugą i macochą

Venna, zdecydowanie. Czasami chodzi o to żeby po prostu uwzględniono nasze zdanie.
A jak odbierasz kontakty swojego partnera z jego byłą? Irytuje Cię to? Ja się strasznie denerwuję, gdy była mojego dzwoni i rozmawia na inne tematy niż dziecko. Wiem, że to taki small talk ale i tak mnie to irytuje. No i jestem zazdrosna.

8,229

Odp: Być drugą i macochą

Rozalia jak minęły święta? Wiesz, jeslu chodzi o byłą partnerkę to nie mam zadnego problemu z ich kontaktami, zupelnie nie mam emocji - byc moze dlayego ze nie mam tez okazji byc swiadkiem ich rozmow. Choc zakladam, ze w przypadku takich pogawędek moglabym czuc irytację o czas a raczej jego stratę ale tego nie mogę byc pewna bo nie mam takiej sytuacji.Jedyne co mnie drażni to bezpośredni wpływ obcej i obojętnej mi o soby na moje życie. To niestety  jest masakra na najblizsze lata.. ;(

8,230

Odp: Być drugą i macochą

Cześć, Dziewczyny.
Czytam Was i czytam i dziwię się, że się wplątałam w to wszystko. To już 10 lat małżeństwa i bycia drugą, a rzadziej macochą. Kiedyś miałam relacje z pasierbicami dobre, potem takie sobie, a teraz nie mam wcale. Pasierbice mieszkają daleko, ale jestem pewna, że gdyby mieszkały z nami w jednym mieście, moje małżeństwo byłoby już historią. Tak że podziwiam Was za trwanie w takich związkach, kiedy macie dzieci M i Ex na co dzień. Matka dzieci, babka, a i mój uległy wobec Ex mąż zrobili swoje. Kobiety mnie nienawidzą, matka Ex obsmarowała mnie kiedyś listem do mojego dyrektora, a w pozwach o podwyższenie alimentów byłam tą najgorszą, która leży na plaży, kiedy M musi opiekować się dziewczynkami i naszym wspólnym synem, która zwraca uwagę, krzyczy, która "skubie z alimentów", zabiera im ojca itp. Chciałam naprawdę dobrze, ale nie wyszło. Może nie umiałam, może za mało się starałam.
Dziś, kiedy wiem, że ja zawsze muszę się dostosować (pisałyście, że obcy decydują o Waszym życiu - ja też tak mam), bo przecież wiedziałam, że on ma dzieci..., po raz kolejny mam ochotę uciekać. Dziewczyny są zmanipulowane (kropla drąży skałę), nie szanują M, relacje między nimi są kiepskie, a on chce je naprawić prawie za wszelka cenę. Teraz mąż pracuje w innym mieście i przyjeżdża do nas na weekendy (czasem przez pracę nie wszystkie). Jaka głupia byłam, że się na to zgodziłam! (on tak bardzo chciał awansować i więcej zarabiać, mówił, że to dla nas...) Jakim trzeba być człowiekiem, żeby czegoś takiego chcieć, gdy ma się dwie rodziny? M ma 3 dzieci i żadnym nie musi na co dzień się zajmować. Syn bardzo potrzebuje ojca, co ja sobie właściwie myślałam, zgadzając się? Chciałam, żeby mógł się spełniać itd. Głupia jestem. Dziś pojechał na tydzień ferii do córek, a ja mam wszystkiego dosyć. Jestem ciągle sama z synem i pracuję na 1,5 etatu. Wyszłam przecież za mąż nie po to, by być samotną...
Do tego M miał być też przez tydzień ferii z naszym synem, ale...okazało się, że nie dostanie jednak wolnego. I nasz wspólny tydzień się "anulował". Syn płacze i czuje się niesprawiedliwie potraktowany, bo M nie chce (jak już jest w domu) za bardzo nic z nim robić. Trzeba go bardzo namawiać. A tam u córek spełnia wszystkie życzenia. Przepraszam Was, że się tak użalam, ale muszę...To wszystko przez lata i powoli zmieniło mój stosunek do M. Myślę, że go już nie kocham. Za bardzo się rozczarowałam.
Kiedy to czytam, to aż nie wierzę, że to tak jakoś żałośnie wygląda.
Pozdrawiam i dobranoc.

Nigdy nie pozwól, aby ktoś dla ciebie był priorytetem, podczas gdy ty jesteś dla niego tylko jedną z opcji (Mark Twain)

8,231

Odp: Być drugą i macochą

Assunta, nawet nie wiesz jak bardzo Twoja historia jest mi bliska. Pewnie w kazdej z tych naszych historii jest wiele wspolnego i kazda z nas moze znalezc tam cząstkę wlasnego życia. Choc wiadomo zawsze jest inaczej bo sklada sie na to tak wiele czynników i indywidualnych cech. Jestem ciekawa czy udalo Ci sie kiedys porozmawiać z mężem tak szczerze o tej sytuacji? O tym jak się czujesz jak czuje się Wasz syn? Byliscie może u psychologa? Pytam o to bo sama sie zastanawiam nad wizytą u specjalisty. Podejrzewam, ze wiekszosc mezczyzn w takiej sytuacji problemu nie widzi i raczej zwala to na nas.. ?
Sama juz nie wiem czy w tym wszystkim dobre jest to ze mieszkacie daleko czy nie. Ale chyba corki Twojego meza sa juz stosunkowo duze?  Raczej nastolatki. Przyjezdzaja do Was?
Czy mąż bedzie tak długo pracował? U mnie jest podobnie - nie ma go na miejscu..
Nie wiem czy to odczytasz wiec sie nie rozpisuje. Sciskam Cie! Jestes super dzielna!;)

8,232

Odp: Być drugą i macochą
Venna napisał/a:

Rozalia jak minęły święta? Wiesz, jeslu chodzi o byłą partnerkę to nie mam zadnego problemu z ich kontaktami, zupelnie nie mam emocji - byc moze dlayego ze nie mam tez okazji byc swiadkiem ich rozmow. Choc zakladam, ze w przypadku takich pogawędek moglabym czuc irytację o czas a raczej jego stratę ale tego nie mogę byc pewna bo nie mam takiej sytuacji.Jedyne co mnie drażni to bezpośredni wpływ obcej i obojętnej mi o soby na moje życie. To niestety  jest masakra na najblizsze lata.. ;(

Święta minęły naprawdę dobrze ale od pierwszego dnia świąt do 29.12 mała była u nas i szczerze mówiąc, miałam jej już dosyć. Nie mam już siły na mieszkanie w kawalerce z facetem i sporadycznie jego dzieckiem. a jak Twoje święta?
Co do teraźniejszej sytuacji, jestem zirytowana, bo mała znowu zostaje u nas dłużej. Od piątku do wtorku rano i po prostu mam ochotę gdzieś wyjechać na ten weekend i pierwsze dwa dni tygodnia. I to chyba będzie najbardziej rozsądne.
Dzisiaj mieliśmy sprzeczkę o pakiet medyczny. Okazało się, że on ma pakiet na swoją byłą i dziecko, co mnie zdenerwowało. O ile finansowanie pakietu dziecku rozumiem, tak płacenie za byłą wydaje mi się dziwne. Nie wiem czy jestem przewrażliwiona czy to faktycznie jest nietypowe...

8,233

Odp: Być drugą i macochą

Wiesz, u Was jeszcze ta ograniczona przestrzeń w mieszkaniu pewnie powoduje wieksze napięcia.  Ja Ciebie doskonale rozumiem z ucieczkami z domu gdy Mała jest u Was. Tu chodzi o wlasną przestrzeń i swobodę. Chyba kazdy czlowiek tak ma. Potrzebujemy swojego kawałka.
Jesli chodzi o te pakiety medyczne to nie wiem jak to dziala moze jest to mega korzystne i dlatego Twoj partnej ubezpiecza swoją ex. Moze sie dogadali jakoś? Hmm nie wiem co Ci powiedziec bo nie znam ich relacji ale ja bym chyba to odpuscila i sie nie denerwowała. On Ci to wytlumaczył? Moze naprawdę są ku temu jakies przesłanki? Jego ex widocznie nie ma takiej mozliwosci w swojej pracy. Z tego co wspominałaś to oni się dogadują normalnie. Wiec moze on jej pomaga w ten sposob? Wiem ze to mega ułatwienie i jak są takie mozliwosci ludzie sie tych pakietow medycznych trzymają. Moze finansowo sie dogadali w tej sprawie?

8,234

Odp: Być drugą i macochą

Nawet nie wiecie z jaką ulgą odetchnęłam gdy znalazłam ten wątek. Inna sprawa, że ilość postów przeraża mnie...niezła lektura na weekend mnie czeka. Widzę, że Rozalia94 ma chyba bardzo podobną sytuację lokalowo / układową do mnie. Tez mieszkam z moim chłopakiem w kawalerce i co dwa tygodnie przyjeżdża do nas jego 10 letni syn. Myślałam, że pomimo typowy dąsów jego byłej wszystko da się ogarnąć. Młody sprawiał wrażenie jakby mnie akceptował a nawet lubił. Cieszył się gdy razem ze mną mógł złożyć swoje nowe biurko, które kupił mu tata w IKEI (chłopak błyskawicznie ogarnął instrukcję i wspominał, że mama mu nie pozwala na takie rzeczy), wymyślał zabawy (urządził dla mnie hotel w swoim kąciku i zachowywał się jak najlepszy manager hotelu: zorganizował kąpiel, kazał tacie przygotować dla mnie drinka i zrobić masaż pleców), graliśmy w gry planszowe, otrzymywałam od niego drobne prezenty jak laurki, figurki złożone z klocków, chciał z nami wspólnie spędzać czas itp. Spędziliśmy razem całe święta (Świeta oczywiście przeorganizowane na ostatnią chwilę przez mamę chłopca - podobne akcje jak u Was dziewczyny).
W Sylwestra chłopiec chciał z nami spać. Najpierw zapytał czy może spać obok mnie. Odmówiliśmy mu mówiąc, że to nie jest dobry pomysł i że jak chce to może spać z nami ale obok taty (tj. tata w środku). Spaliśmy we trójkę na zsuniętych łóżkach. Potem Młody spędził z nami cały tydzień ferii. Mój chłopak wziął wtedy urlop żeby być z Młodym a ja normalnie chodziłam do pracy, wracałam wieczorem.

Od kilku tygodni mój partner otrzymuje niepokojące mnie wiadomości od mamy chłopca  tj. pojawiają się zarzuty, że uprawiamy seks przy chłopcu (co nie jest prawdą), pytania czy ja spędzam czas sam na sam z chłopcem oraz pojawiają się sugestie abym  wracała do swoich rodziców na weekendy kiedy chłopiec przyjeżdża do taty. O ile mój partner od razu postawił granicę, że nie ma mowy o tym, żebym wracała do domu rodzinnego z powodu wizyt Młodego, to moją dużą obawę wzbudza przede wszystkim pytanie o spędzanie przez Młodego czasu ze mną sam na sam, tym bardziej, że podobno chłopiec zaczął rozmawiać z kolegami w szkole o seksie i inni rodzice się na to skarżą. O ile kwestie niepokojących zachowań chłopca stara się wyjaśnić mój partner z mamą chłopca bezpośrednio, to ja boję się, że pojawi się zarzut jako bym to ja była winna tej sytuacji a co gorsza boję się insynuowania, że być może molestuję chłopca (inaczej nie jestem sobie w stanie wytłumaczyć pytania o częstotliwość i długość zostawania z chłopcem sam na sam). Nie wiem co mam z tą sytuacją zrobić. Mam straszny mętlik w głowie. Najbliższy weekend jadę do rodzinnego domu, przyjeżdża Młody. Mój chłopak ma z nim spróbować rozmawiać. Przez telefon najpierw mama Młodego powiedziała, że Młody twierdzi, że tata spędza z nim za mało czasu. Mamy wrażenie, że to nie jest do końca postulat Młodego, że mama chłopca mogła wymusić na nim te zeznania bo gdy chłopak u nas jest to poświęcamy mu praktycznie całą swoją uwagę a on i tak cały czas ogląda Youtube i gra w gry. Nam udaje się go odciągnąć tylko na chwilę na czas nauki. On nawet nie chce z nami ostatnio wyjść do sklepu na zakupy.

8,235 Ostatnio edytowany przez Justa35 (2020-02-29 06:08:22)

Odp: Być drugą i macochą

Witam Was serdecznie, jestem tutaj nowa i cieszę się że poruszacie takie tematy, bo mój drugi związek również jest ciężki.
Jestem po rozwodzie i od 2 lat żyję z partnerem, który także jest rozwiedziony. Myślałam, że będziemy się dobrze rozumieć mając podobne doświadczenia. Niestety jego była żona, gdy się o mnie dowiedziała robiła wszystko, by się do niego zbliżyć. Na początku myślałam, że może się boi, że jako ojciec będzie miał mniej czasu dla synów. Starałam się więc, by zawsze był czas dla dzieci co 2 tygodnie wg ustaleń w sądzie. To jej jednak nie wystarczało. Zaczęła wydzwaniać do niego tylko gdy był w pracy, zaczęła proponować wyjścia na kawę, bo nagle tak dużo mają do omówienia, a nawet padły propozycje wspólnych wyjazdów niby dla dobra dzieci. Partner zaczął mnie oszukiwać, spotykał się z byłą mówiąc mi, że idzie pomóc swojej mamie. Wszystko oczywiście niby dla dobra dzieci. Po 1,5 roku naszego związku okazało się że była żona kogoś poznała. Sądziłam że to pomoże nam poukładać swój związek, ale mój partner stał się bardzo zazdrosny o byłą. Nie mógł uwierzyć że kogoś ma, a gdy już to do niego dotarło to zerwał kontakt z byłą i dziećmi.. Z jednej strony dobrze, bo mam spokój z jego byłą, a z drugiej strony.. Kto się w końcu liczył dla mojego partnera - dzieci czy ich matka..?
Od tamtego czasu minęło kilka miesięcy, oświadczył mi się i naprawę myślałam, że teraz się ułoży. Zaczęliśmy myśleć o wspólnym dziecku, ale przerwaliśmy wszystko, gdyż on zerwał zaręczyny. Przestraszył się ślubu..
Jednak tego że mimo rozwodu ma kredyt z byłą żoną na kolejne 20kilka lat się nie boi. Ustalone było, że dom przechodzi na byłą, a ona załatwia w banku ich wspólny kredyt na nią i rodziców. Dom przepisany na nią, a kredyt dalej wspólny. Młodszy syn jest dzieckiem jej i kochanka, ale mój partner ma zasądzone alimenty, bo nic z tym nie robi. Pozew był już napisany, ale partner się wycofał, bo była żona wymyśliła, że to się da inaczej załatwić. Do dziś nie jest załatwione.
Powiedzcie mi czy to ze mną jest problem, czy trafiłam na małżeństwo niby po rozwodzie, ale.. Nie wiem co mam o nich sądzić

8,236

Odp: Być drugą i macochą

Justa35, uciekaj z tego bagna. Jeśli 35 to Twój wiek, to rozumiem, że chciałabyś stabilizacji, rodziny, dziecka, ale nie z tym człowiekiem. Pogrążysz się jeszcze bardziej, chyba, że zależy Ci przede wszystkim na dziecku, niekoniecznie na tym partnerze.
Wydarzenia, które opisujesz wskazują na to, że on nie pogodził się w tym rozwodem i raczej jego uczucia do byłej żony nie wygasły.
Został zdradzony, jego ex ma dziecko z kochankiem, a jednak on do tej pory nie wniósł pozwu o zaprzeczenie ojcostwa (świadomie płaci alimenty na to dziecko!), w każdej sytuacji idzie jej na rękę, jest o nią zazdrosny, odwołał zaręczyny...
Ile Ci jeszcze potrzeba dowodów na to, żeby zrozumieć, że jesteś tylko opcją. Gdy jego ex związała się z nowym facetem, tak się wkurzył, że przestał też kontaktować się z dziećmi??? W czym one zawiniły i nie rozumiem, jak możesz mieć z tego powodu satysfakcję.
Oczywiście, masz chwilowy spokój, ale też kolejny dowód na to, że nawet dzieci nie są dla niego tak ważne jak ex żona.
On do tej pory nie przetrawił tego rozstania, a Ty jesteś tylko na pocieszenie.
Uważam, że marnujesz swój czas.

8,237 Ostatnio edytowany przez Justa35 (2020-03-01 05:04:23)

Odp: Być drugą i macochą

Widzę dziewczyny, że Wy też macie z tym problem, że zbyt dużo miejsca zajmuje ex faceta w Waszym życiu. Jeszcze trudniej, gdy wykorzystuje do tego dziecko, a tak jest przeważnie. Ex mojego faceta potrafiła zadzwonić wieczorem by przyjechał (40 km), bo syn za nim płacze. No więc jechał. Zawsze też miała problemy z dzieckiem, gdy mój facet był w pracy, bo wtedy mogła pogadać bez obaw, że ja będę obok. Gdy jechałam razem z moim po jego chłopców lub ich odwoziliśmy  udawała, że mnie nie widzi i pakowała się do auta, by z tylnego siedzenia zabrać rzeczy. Ja też jestem ex i jestem tą drugą. Takie 2w1. Mój były porzucił mnie i dzieci dla innej lecz takich cyrków nie odstawiałam. Na początku sądziłam że może ex się boi, że mój facet porzuci dzieci, ale nie. Ona jest jak pies ogrodnika. Chodziło o to by był sam, na każde zawołanie.
Postanowiłam jeszcze raz z nim szczerze o tym wszystkim porozmawiać. W czwartek umówiony jest do prawnika w sprawie zniesienia alimentów. Mam też nadzieję że przy okazji sprawy porozumieją się na nowych zasadach do kontaktów z biologicznym synem lub obydwoma chłopcami. Bo szczerze mówiąc nie wiem jak to jest prawnie w takiej sytuacji. Zauważyłam jedno, że odkąd ex jest w związku już nie ma problemów z synem, gdy mój facet jest w pracy by do niego dzwonić. Syn też już nie płacze wieczorami by ojciec rzucał wszystko i jechał do niego. Widać że to było kłamstwo zrzucone w dodatku na dziecko.
Trudno, może wychodzę na jędzę, ale między nami jest dużo lepiej, gdy on nie ma kontaktu z byłą. Widać że się stara, ale we mnie jeszcze wszystko to siedzi. Ten niepokój, że wszystko się skończy, gdy (nie daj Boże) ona znowu będzie sama. I owszem chcę by mój miał kontakt z dziećmi ale na nowych zasadach. Ex nie może mieszać a potem zrzucać na dziecko.
Boję się też, że mój znowu da się zmanipulować "dla dobra dzieci". To są tak ciężkie chwile, które odbierają całą radość życia. I zatruwają myśli. Zna to każda z Was, która żyła w cieniu ex. Jestem z nim, bo jest spokojnym, ciepłym facetem. Ma bardzo dobre relacje z moimi dzieciakami. Tylko żeby w końcu umiał postawić na swoim i nie dał się tak manipulować nim

8,238

Odp: Być drugą i macochą
Justa35 napisał/a:

Ten niepokój, że wszystko się skończy, gdy (nie daj Boże) ona znowu będzie sama. I owszem chcę by mój miał kontakt z dziećmi ale na nowych zasadach. Ex nie może mieszać a potem zrzucać na dziecko.
Boję się też, że mój znowu da się zmanipulować "dla dobra dzieci".

Problem nie leży w jego ex żonie, tylko w nim samym i jego stosunku do niej. Zwróciłaś uwagę na to, że cały Twój spokój i szczęście leży w rękach tej kobiety? To ona rozdaje karty, a Twój partner tańczy tak, jak ona zagra i bynajmniej nie chodzi tu o dzieci (bo przecież obrażając się na ex, przestał się z nimi kontaktować), chodzi ciągle o jego zranione uczucia do niej.
Ty jesteś na dalszym miejscu, mimo ich rozwodu i faktu, że tworzycie związek.
Podejrzewam, że to ona odeszła od niego, a nie na odwrót. Pomimo jej zdrady i dziecka z kochankiem on był skłonny jej wszystko wybaczyć i dlatego nie wniósł o zaprzeczenie ojcostwa, dlatego robi za jelenia, żeby nie stracić ostatecznej szansy w jej oczach. 
Jego ex doskonale zdaje sobie sprawę z jego uzależnienia uczuciowego i zwyczajnie z nim pogrywa i wykorzystuje go, grając Tobie na nosie.
Twój niepokój jest w pełni uzasadniony. Faktycznie, Twój spokój zależy od trwałości i szczęścia ex w związku z nowym facetem.
Twój partner nie jest uczciwy ani wobec Ciebie, ani też wobec siebie. Z pewnością trudno byłoby mu się przyznać, że mimo całej krzywdy jakiej doświadczył od byłej żony, ciągle ją kocha i nie potrafi przestać, więc zastanów się jaka rolę pełnisz w jego życiu?

8,239 Ostatnio edytowany przez Justa35 (2020-03-02 10:50:42)

Odp: Być drugą i macochą

Witaj Josz
Wielokrotnie myślałam o tym jaką rolę pełnię w jego życiu. Wielokrotnie też z nim o tym rozmawiałam. Ja po odejściu męża byłam sama 4,5 roku. Musiałam się uspokoić i poukładać życie. Zostałam sama z małymi dziećmi bez nikogo z rodziny do pomocy, by został z nimi chociaż na godzinę (mieszkam 300 km od rodzinnego miasta). Jednak miałam wsparcie mamy, chociaż telefoniczne, ale mogłam się wygadać.
Natomiast mój facet, gdy złożył pozew o rozwód nie miał poparcia bliskich. Brat-ksiądz udzielał im ślubu, więc mnie traktuje jak zło. Siostra trafiła na mądrego faceta i żyją razem 20kilka lat, więc myśli, że każdy powinien wytrwać w małżeństwie. Dobrze, że z mamą mojego mam dobre relacje. Zatem rodzinka po złożeniu pozwu do sądu kazała mu wracać do żony, gdyż zamieszkał u matki. Jednak do żony nie wrócił, zamieszkał w domku letniskowym kolegi z pracy. I z rozmowy z nim wiem, że zanim się pojawiłam jego ex tak nie wydzwaniała, a mieszkali blisko. Mieli do siebie 7 km, a teraz gdy mój mieszka u mnie mają ok. 40 km.
Doszłam do wniosku że nie mam nic do stracenia. Daję nam czas 3 lata, mniej więcej tyle potrzebuję aby załatwić tutaj sprawy ze swoim mieszkaniem, sprzedać je i wrócić do swojego miasta. Przez ten czas mój facet albo dojrzeje do drugiego związku albo zostanie tutaj z ex lub inną.
A byłej zawsze się będę czepiała, gdyż miała nowy dom, męża i syna to zachciało się kochanka. Gdy mój walczył o ich związek to się z niego śmiała, że boi się, że zostanie sam. Nie przewidziała jednak, iż to ona zostanie sama, a mąż po rozwodzie sobie kogoś znajdzie. I gdy się do mnie przeprowadził to nagle stał się dla niej ważny, atrakcyjny? Zatem dlaczego teraz, gdy kogoś ma siedzi cicho na d.. i nie wydzwania że syn to, syn tamto. Dlaczego nie czepia się, że ojciec nie widuje dzieci? Bo pojawił się nowy wujek. Ona ma 5 rodzeństwa i każde z nich jest w związkach, tylko ona jedna była sama i kątem u rodziców. Dlatego siedzi cicho w nowym związku i całkiem możliwe, że jej na rękę że nie przyjeżdżamy po dzieci, bo jej facet miałby takie samo piekło jakie przeszłam ja. I tego się może boi, żeby nie odszedł. Dlaczego nawet sam syn się nie odzywa do ojca? Mój syn mimo dobrych relacji z wujkiem pisze i dzwoni do ojca.
Wszystko się wyjaśni z czasem, gdy ruszy sprawa w sądzie..

8,240

Odp: Być drugą i macochą

Witam, chciałabym prosić o radę. Jestem w związku od kilku lat z mężczyzną, który ma dziecko z poprzedniego małżeństwa. Ja również mam dziecko z poprzedniego małżeństwa. Co jakiś czas pojawiają się stresujące sytuacje na tle dzieci. Zawsze gdy pojawia się u nas jego dziecko, gdzieś razem wychodzimy czy wyjeżdżamy on małymi rzeczami stara się pokazać, że dziecko jest ważniejsze ode mnie. Np. w dniu wczorajszym, w dzień kobiet, zapytał czy Jego Córka może z nami pójść na obiad (dodam, że w zeszłym roku spędził z Nią cały dzień kobiet- co dla mnie osobiście jest niezrozumiałe ?,), powiedziałam, ze tak, ponieważ szła tez moja córka, więc nie widziałam w tym większego problemu. Później Jeg dziecko zmieniło godzinę, więc poszliśmy na kolację zamiast obiadu. Ok. Cały wieczór rozmowa sie nie kleiła, a oni szeptali do siebie i jak podchodziłam do stolika to przerywali rozmowę (rzekomo córka poprosiła go o dochowanie tajemnicy ponieważ opowiadała o problemach w domu koleżanki). Na koniec podał jej kurtkę i założył, odwrócił sie tyłem i zaczekał aż ubiorę moje, znacznie młodsze dziecko, i siebie - mi już nie podał kurtki (zawsze tak robi przy córce). To jest jeden z przykładów. Takich sytuacji jest mnóstwo. Ogólnie on bardzo fajnym facetem, kochamy się, ale jak pojawia sie jego córka to on za wszelka cenę jakoś podświadomie próbuje, kosztem mojej osoby, udowodnić jej jak bardzo ja kocha?! Ja bardzo źle sie czuje i nie mam ochoty uczestniczyć w tych spotkaniach i wyjazdach. Nie mam również nic przeciwko temu żeby oni spotykali sie sami, ale on uparcie twierdzi ze ze mną jest lepiej, weselej. Ja po każdym takim wspólnym wyjściu mam ochotę sie rozstać... dla mnie to jest  upokażające. Wiem, że to sie nigdy nie zmieni, on robi to odruchowo, a ja czuję sie zażenowana. Nie mam już siły o tym rozmawiać, słuchać ze to sie zmieni, ze on tak tego nie odebrał, ze moja kurtka daleko wisiała i tak w kółko. I czy to jest normalne, że on ma potrzebę spędzać dzień kobiet z dzieckiem? Mój były mąż nigdy nie świętował dnia kobiet z naszą córką, mój tato ze mną też nie. Tak jestem wychowana i być może to ja źle odbieram ten dzień?! Bardzo proszę o szczere komentarze.

8,241

Odp: Być drugą i macochą

Przesadzasz. Skoro przeszkadza ci córka partnera w dzień kobiet, to po co ciągniesz swoją... Moi zdaniem jesteś zwyczajnie zazdrosna i wyolbrzymiasz każda pierdołę.

Zdejmij z siebie płaszcz
Ładnie, proszę Cię
Chce zobaczyć całą gamę złości w kości
I chcę poczuć z Tobą tlen

8,242 Ostatnio edytowany przez Paulina2102 (2020-03-09 20:13:22)

Odp: Być drugą i macochą

Tak, jak napisałam - nie przeszkadzało mi to w tym roku, ponieważ i tak szlismy z dzieckiem. Pytam czy potrzeba spędzania dnia kobiet z dzieckiem, ponieważ on taką potrzebę ma, to normalna sytuacja. Dla mnie jest nowością, ale być może wszyscy ojcowie spędzają ten dzień z córkami? Ponieważ tak jak napisałam w zeszłym roku spędził ten dzień ze swoją córką, a nie ze mną. W tym roku poszliśmy razem. Myślę, że gdybym nie miała ochoty pójść z dziećmi to on ponownie spędziłby ten dzień z córką, a nie ze mną?.

czekoladazfigami napisał/a:

Przesadzasz. Skoro przeszkadza ci córka partnera w dzień kobiet, to po co ciągniesz swoją... Moi zdaniem jesteś zwyczajnie zazdrosna i wyolbrzymiasz każda pierdołę.

8,243

Odp: Być drugą i macochą

Mój mąż spędza czas w dzień kobiet ze swoją córka. Kupuje jej kwiaty i prezent. Ba wysyła życzenia do byłej żony i teściowe. Śmieszy mnie takie ślepe przywiązanie do dat. Wiadomo, że po rozwodzie ma mniejszy kontakt z dzieckiem i chce wykorzystać ten czas ile może. I to się chwali. Trzeba zaproponować, że sobie poświstujecie we 2 w innym terminie.

Po 2 skoro partner szanuje córkę, daje jej kwiatki, to uczy ją tego jaki powinien być mężczyzna. Zaszczepia jej dobre wzorce.

Zdejmij z siebie płaszcz
Ładnie, proszę Cię
Chce zobaczyć całą gamę złości w kości
I chcę poczuć z Tobą tlen

8,244

Odp: Być drugą i macochą
czekoladazfigami napisał/a:

Po 2 skoro partner szanuje córkę, daje jej kwiatki, to uczy ją tego jaki powinien być mężczyzna. Zaszczepia jej dobre wzorce.

Hahaha, o jakich dobrych wzorcach piszesz jeśli pokazuje, że szarmancki facet jest szarmancki wybiórczo wobec kobiet???? Jeśli szarmancko podaje płaszcz córce, a będąc w towarzystwie swojej partnerki, tę partnerkę pomija, to uczy córkę nie dobrych wzorców lecz:
- tego, że jest Ona pępkiem Jego świata;
- tego, że swoją partnerkę i Jej córkę traktuje jako osoby drugiej kategorii;
Z czasem córka dostrzeże to, że jest ważniejsza od partnerki ojca i jej córki i nie będzie traktować tych kobiet z należnym szacunkiem.
Małe gesty (lub ich brak) w tym przypadku juz świadczą o problemie, który niestety bedzie się pogłębiał.

8,245

Odp: Być drugą i macochą
Venna napisał/a:

Wiesz, u Was jeszcze ta ograniczona przestrzeń w mieszkaniu pewnie powoduje wieksze napięcia.  Ja Ciebie doskonale rozumiem z ucieczkami z domu gdy Mała jest u Was. Tu chodzi o wlasną przestrzeń i swobodę. Chyba kazdy czlowiek tak ma. Potrzebujemy swojego kawałka.
Jesli chodzi o te pakiety medyczne to nie wiem jak to dziala moze jest to mega korzystne i dlatego Twoj partnej ubezpiecza swoją ex. Moze sie dogadali jakoś? Hmm nie wiem co Ci powiedziec bo nie znam ich relacji ale ja bym chyba to odpuscila i sie nie denerwowała. On Ci to wytlumaczył? Moze naprawdę są ku temu jakies przesłanki? Jego ex widocznie nie ma takiej mozliwosci w swojej pracy. Z tego co wspominałaś to oni się dogadują normalnie. Wiec moze on jej pomaga w ten sposob? Wiem ze to mega ułatwienie i jak są takie mozliwosci ludzie sie tych pakietow medycznych trzymają. Moze finansowo sie dogadali w tej sprawie?

Z tego co mówił to w żaden sposób się nie dogadali. Ot, tak zostało po ich rozstaniu. A on jako dobry człowiek chce ją wesprzeć w ten sposób. I ja wiem, że ta dodatkowa kwota nie ma aż takiego znaczenia, tylko wydaje mi się, że bardziej naturalne byłoby gdybyśmy mieli taki pakiet razem smile Nie widzę po prostu przesłanek do opłacania pakietu byłej partnerce. No ale póki co temat zawieszony.
Teraz zmienia się Mała i jej relacja z tatą. Mała częściej dzwoni i opowiada o swoim dniu. Każdy jej telefon wiążę się z rozmową z ex, która radosnym głosek opowiada o różnych aspektach swojego życia. W takich momentach zazdrość o byłą bierze górę i nie myślę racjonalnie.
No ale z drugiej strony, jego była jest w związku. I uwaga... z facetem z 2 dzieci z poprzedniego małżeństwa. Wydaje mi się to kolejnym czynnikiem destabilizującym nasze życie, bo już w grę wchodzić będą nie tylko plany byłej ale i jej faceta w połączeniu z jego byłą żoną. I tu rodzi się pytanie:czy to wszystko ma sens?

8,246

Odp: Być drugą i macochą
koma5 napisał/a:

Niestety, w życiu Waszych facetów są dzieci i musicie sie z tym pogodzić.

"Widziały gały, co brały" - takie przysłowie chyba wyjaśnia wszystko.

Ojciec odszedł, ale ma swoje obowiązki i koniec! Nie widzę powodu, aby była żona musiała oszczędzać kochanego tatuśka tylko dlatego, że zostawił ją z małym dzieckiem i odszedł do drugiej kobiety.

A dzieciatego rozwodnika gały widziały co brały? Jak masz jobla na punkcie dzieci, a nowa partnerka ma być na drugim miejscu po wsze czasy to nie zwracaj jej głowy. W końcu widziały gały co brały i jakie będą oczekiwania wobec dzieciatego.

Niedobrze mi się robi od tych stwierdzeń kierowanych do partnerek dzieciatych tatuśków.

M.

8,247

Odp: Być drugą i macochą

Witam wszystkich.
Mam nadzieje ze jest ktos jeszcze aktywny na tym forum. Znalazlam je przez przypadek, ale jakze bliskie sa memu sercu problemy.
Nosze smutek i bezsilnosc w sobie juz prawie rok, bo jakos wstyd jest mi sie przyznac przed innymi ze tak naprawde wszystko sie sypie....A wiec od poczatku. Gdy poznalam swego partnera, wiedzialam ze ma 5-letnia corke z poprzedniego zwiazku, wiec wiedzialam na co sie pisze. Z E. polubilysmy sie od razu, bywala u nas w co drugi weekend, spedzalam z nia wiecej czasu niz moj partner, ale mi to nie przeszkadzalo. Pozniej ciaza, i czas na powiekszenie rodziny...i tu niestety zaczal sie caly koszmar, ktory trwa do dzis. Urodzilam nasza coreczke, moje pierwszw dziecko, wiec same rozumiecie jak wazne to dla mlodej mamy przezycie, a zarazem jak trudno czasami jest sie odnalesc w nowej sytuacji. Urodzilam w niedziele, wrocilismy wszyscy do domu juz tego samego dnia popoludniu. Wszystko pieknie...az do wtorku. We wtorek moj partner postanowil przywiesc swoja corke zeby poznala siostre. Super, tylko zapomnial mi powiedziec ze zostanie na dwa tygodnie. Coz, dwa dni po porodzie, z bolu jeszcze sie skrecalam, chcialam nacieszyc sie coreczka sam na sam z partnerem, ale niestety nikt mnie o zdanie nie zapytal. Gdy tylko weszla do domu, odrazu byla naburmuszona, i na chwile swego taty nie zostawia, tym samym nie dajac szansy mojemu partnerowi zeby mi pomagal przy niemowlaku. Doszlo do tego ze ja z mala musialam spac (o ile mozna nazwac to spaniem) w salonie, bo ona co chwila wpadala do naszego pokoju, z placzem, dlaczego nie moze spac z nami, skoro Marysia jest z nami w pokoju. Wiec w nocy czuwalam, przy Marysi, a w dzien oni szli na spacer i sie dobrze bawili, a ja znowu sama z niemowleciem. Probowalam byc wyrozumiala i jakos to przetrwac... mialam nadzieje ze w koncu to sie skonczy. Ale sie nie skonczylo. E wrocila do domu, po dwoch tygodniach znowu do nas na weekend. I od razu w ryk, ze mnie nienawidzi i nie chce mnie i Marysi w tym domu. Uwierzcie mi ze w tym momencie serce mi peklo, i niestety zmienilo moj stosunek do E kompletnie. Moj partner zamiast, jakos to ogarnac, pomoc mi, tylko ja tlumaczyl ze pewnie wcale tak nie myslala. Coz, zal pozostal. Mi jako mlodej mamie pierwszego dziecka, przez te pierwsze dwa tygodnie potrzebne bylo wsparcie partnera.....a zamiast tego dostalam po lbie. Pozniej juz bylo tylko gorzej. Non stop humorki E. telefony, smsy w nocy od EX codziennie. Probowalam rozmawiac z partnerem ze to sie musi skonczyc. Ze ma nowa rodzine, i jego EX musi zaakceptowac fakt, ze kontakty ograniczaja sie tylko do spraw dotyczacych ich wspolnej corki, ale z pewnoscia nie codziennie i nie o polnocy. Czy pomoglo, nie. On niby z nia rozmawial, a ona robi dalej swoje. Wiec jest nas trojka w zwiazku, naburmuszona 7 latka, ktorej nic nie pasuje i Marysia.
Nie chce tak zyc. Patrze na E i mam zal ze zmarnowala mi najwazniejszy czas macierzynstwa, te pierwsze tygodnie, gdzie wszystkiego sie uczylam, gdzie powinnam miec partnera dla siebie i Marysi.... a nie mialam. Duzo czasu minelo, zanim zdalam sobie sprawe jaka krzywde mi wyrzadzili. Ile wspanialych chwil mi zabrali. Czy jestem egoistka tak myslac? Boje sie, ze jesli zostane w tym zwiazku, to stane sie zlosliwa jedza....bo nie ukrywam ze jest we mnie mnostwo zalu. Krylam wszystko w sobie, az niestety nie moge dluzej tego zniesc. Partner sobie z tego nic nie robi, i tylko twierdzi ze nie mial innego wyjscia a ja przesadzam.
Pierwszy raz o tym pisze...to tylko niewielki procent co sie dzieje, pewnie ksiazka niezla by wyszla zeby wszystko opisac, ale moze jakos rade od Was dziewczyny dostane. Jak nauczyc sie z tym zyc, jak sie pogodzic z sytuacja, czy moze sobie odpuscic i zaczac zyc bez bagazu mojego partnera, za to poswiecic sie moje corce. Nie chce zemy miala sfrustrowana mame sad

8,248

Odp: Być drugą i macochą

To nie wina 7-letniego dziecka, że nie radzi sobie z emocjami. To twój facet nawalił.

Zdejmij z siebie płaszcz
Ładnie, proszę Cię
Chce zobaczyć całą gamę złości w kości
I chcę poczuć z Tobą tlen

Posty [ 8,196 do 8,248 z 8,248 ]

Strony Poprzednia 1 148 149 150

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018