Seksoholizm - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2 3 4 7 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 39 do 76 z 263 ]

39

Odp: Seksoholizm

Ewka - masz 100% racji. Jestem w początkowej fazie terapii. Założyłem ten wątek w przekonaniu że zajrzą tu ludzie z tym samym problemem, seksoholicy. Masz rację że nie mogę jeszcze pomóc. Dziś mogę mówić tylko o tym co mnie spotkało, jednak na udzielanie rad jest jeszcze zbyt wcześnie. Nie mogę pomagać z oczywistych względów. Moja uzależniona osobowość sprawiła iż kobiety traktowałem przedmiotowo, zero uczuć czy emocji. Chodziło mi wyłącznie o osiągnięcie spełnienia, którego i tak nigdy nie doznawałem. Sex - z czasem - zacząłem traktować jako coś brudnego i złego, mimo to nadal to robiłem - bo musiałem (jak właśnie działa uzależnienie). Kasta - ja podobnie jak Twój mąż coraz rzadziej uprawiałem sex z żoną. Bo mój sex był brudny. Ogromne uczucie miłości i szacunku jakie żywiłem i wciąż żywię do mojej Żony nie pozwalało mi Jej kalać. Obecnie - powoli - na nowo odkrywam rozkosz jaką daje mi współżycie (każde) z moją Piękną Żoną.

Ewka - Podziwiam Cię za przenikliwość i trzeźwe spojrzenie. Podobnie jak kachna66 (wybacz to porównanie) wyjątkowo rzeczowo podchodzisz do moich wypowiedzi. Troszkę tylko, moim zdaniem, przesadziłaś z tą "analizą". W tym nie ma "drugiego dna". Jednak możesz mieć oczywiście rację i podświadomie zrobiłem to o czym piszesz.

Kasta - posłuchaj Ewki. Ona ma rację. Ja nie jestem w stanie Ci pomóc. Jestem na początku drogi i żyję z mocnym postanowieniem powrotu do normalnego życia.

Nie zamykam wątku, mam nadzieję że jednak trafią tu ludzie "potrzebujący". Będę go obserwował ale - Ewka - powstrzymam się od udzielania rad. Mogę Cię jednak zapewnić że jak już będę gotowy, będę również pamiętał o tym aby podzielić się moimi doświadczeniami.

Pozdrawiam.

Boże. Użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym czego nie mogę zmienić, odwagi - abym zmieniał to, co mogę zmienić i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.
Zobacz podobne tematy :

40

Odp: Seksoholizm

Marku, dziękuję. Bo niezwykle dla mnie ważny jest każdy szczegół, fakt. Mój mąż odsuwał się ode mnie, póki całkowicie nie przestał ze mną sypiać. Zgryzota okropna, dla kobiety to spadek poczucia wartości. Do zera. Gdy przyznał się do tego, że kocha inną, że może faktycznie szuka swojej tożsamości - zaczął znów się mną interesować. Czułam się pożądana, choć teraz już wiem, że może już mnie nie kochając traktował, jak piszesz Marku, przedmiotowo. Nie wiem, po raz pierwszy usłyszałam od niego "ale jesteś piękna!". Wydawało mi się - szczerze. Źle Marku, że masz zamiar tylko obserwować wątek, że się wycofujesz. Mnie nie jest potrzebny ktoś do uzdrawiania, lecz do zrozumienia tego, co przez lata działo się w moim domu. Dlaczego zabarykadowalismy się każde w swoim świecie? Nie wiem, dla mnie to była kara za, np. przytycie, rozstępy wyniesione z ciąży. Wydawało mi się, że dlatego mnie nie chce...

41

Odp: Seksoholizm

Dzien dobry,
Czy jest dobry? Dla Was obojga?
Co zrobiles,czy dokonales czegos,zeby przekonac Twoja Kobiete?
Czy byles dla niej wystarczajaco czuly?
Czy przekonales ja dzisiaj,ze tylko Ona sie liczy?
Czy zadales sobie pytanie, co liczy sie dla Ciebie?Co jest w Twoim zyciu wazne?
Czy masz swiadomosc,jak bardzo ja ranisz,ciagle klamiac?
Dla czego,zaden z was nie potrafi powiedziec calej prawdy,do bolu,zeby dac nam szanse zmierzyc sie z czym mamy do czynienia?
Zastanow sie nad soba,a potem dobrze pomysl nad tym,czym rzeczywiscie jest zwiazek dwojga kochajacych sie ludzi

42 Ostatnio edytowany przez Marek_40 (2010-10-25 08:37:11)

Odp: Seksoholizm

Malino, chciałbym wierzyć że na każde - poza ostatnim - Twoje pytanie mogę odpowiedzieć "tak". Że w każdej odpowiedzi jest choćby cień potwierdzenia. Jednak - a wiem to z całą pewnością - moja ocena nie jest obiektywna. Staram się mocno, mam jasno określony cel. Powstrzymam się jednak od wypowiedzi w tym temacie. Teraz muszę skupić się na tym co najważniejsze, na odzyskaniu choć odrobiny zaufania.

Na ostatnie odpowiem że do niedawna tłumaczyłem sobie że zatajając prawdę (kłamiąc) chronię Żonę. Wiem że to chore, głupie, idiotyczne i pokręcone ale właśnie tak myślałem. "Wczoraj" mówiłem że to wynik obawy o własną skórę, obawa przed konsekwencjami itd. (krótko - wylazł ze mnie egoista). "Dziś" pochylam głowę i spalam się ze wstydu, a żal za to co zrobiłem jest ogromny. Nie wiem co odpowiem "jutro". Przypuszczam że nic. Jedynymi słowami jakie mógłbym wypowiedzieć będą "przepraszam, zachowałem się jak idiota, nie mam nic na swoje usprawiedliwienie".

Moja Ukochana Żona cierpi. Ja jestem przyczyną i jestem za to całkowicie odpowiedzialny.

Boże. Użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym czego nie mogę zmienić, odwagi - abym zmieniał to, co mogę zmienić i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.

43

Odp: Seksoholizm

Marek,
czy Wy wszyscy funkcjonujecie wg.tego samego schematu?!
Dokladnie to samo uslyszalam od mojego meza; nie mowil mi prawdy,zeby mnie chronic!
Wiem,ze do tej pory cos ukrywa i o pewnych rzeczach mi nie mowi,mimo,ze prosze o to codziennie.
Zastanawiam sie,co jest tego przyczyna,bo chronic to mnie przestal jak zaczaly sie wycieczki po burdelach.
I dochodze do wniosku,ze ukrywa prawde tylko po to,zeby chronic swoja d...pe.
Zebym nie byla swiadoma tak do konca,jak bardzo gleboko jest w tym g....nie upaprany,zebym widziala w nim jeszcze odrobine czlowieczenstwa,a nie zdemoralizowanego do szpiku kosci gnoja.Czy mam racje?
Tylko widzisz,nie tedy droga.Jak wspominalam wczesniej,my,wasze zony,musimy miec swiadomosc,z czym naprawde przyszlo nam sie zmierzyc.

    Mowisz,chcesz odzyskac zaufanie.W jaki sposob?
Czy wiesz,ze za kazdym razem kiedy zamykasz za soba drzwi domu Twoj Aniol umiera ze strachu gdzie jestes
i co robisz?.
Nie masz bladego pojecia,jaki to strach.Czujesz go wrecz fizycznie. Paralizuje i obezwladnia.
W momencie,kiedy Twoja komorka jest wylaczona,wyobraznia Twojego Aniola dziala na przyspieszonych obrotach,a uwierz mi,ze obrazy w Jej glowie,nie naleza do przyjemnych.
Za kazdym razem,kiedy tylko Twoj wzrok przesliznie sie po innej kobiecie,Aniol mysli: obiekt sexualny.
Bo tak przeciez traktujecie kobiety,prawda?
Prostytutki(bo za takie,niestety tez uwazam kobiety,z ktorymi umawiales sie na sex przez internet - k......wa to nie profesja,to charakter),mialy jedyne zadanie-zadowolic Was i wasze chore zachcianki.
Powiem Ci wiecej,jestescie nie tyklo skrajnymi egoistami ale i leniami do potegi!
Kochanie sie z zona wymaga troche wysilku,bo przeciez jej sie tez cos nalezy.Jak sie nie stanie na wysokosci zadania,to zona moze delikatnie o tym napomknac,a tego wasze GEO juz by nie znioslo.
Dziwka nie powie,o cos ci dzisiaj kiepsko idzie,dla dziwki nie trzeba nawet dobrze wygladac i pachniec,bo wiadomo,o co chodzi,a chodzi o czysty sex.
Zadnych zobowiazan,wiecej sie nie widzicie.Zapinacie rozporki i wracacie do domu, a tam czekaja na was wasze Anioly..........
A wy,patrzac na nie,jedzac z nimi kolacje,nie macie nawet najmniejszych wyrzutow sumienia,bo przeciesz,w waszych chorych glowach,to sa DWA ODREBNE SWIATY,PRAWDA?

Tak,jestescie chorzy,jestescie slabi,zgubiliscie moralnosc,szacunek do samych siebie w imie czego?
Zaliczenia jeszcze jednej?
Tak,wyobrazam sobie,jaki to musi byc powod do dumy-zyje lat.....,a przelecialem 100,200 dziwek.
Zobaczcie ludzie,jaki ze mnie gieroj,a przy tym szczesciaz,bo niczego nie zlapalem(ale o tym tez nie myslicie,prawda?).Nie przyjdzie wam nawet do glowy,ze mozecie sprawic Aniolowi niespodzianke na ksztalt wenerki,bo jestescie w swoim zywiole,a wtedy o konsekwencjach sie nie mysli.

Powiedz mi Marek,jak na spowiedzi,co w tym jest,ze daje wam az takiego kopa?
Bo musi to byc bardzo silne,skoro za kazdym razem, po,czujecie do siebie obrzydzenie i nienawisc,a zaraz potem do tego wracacie.
Powiedz mi prosze jak to funkcjonuje,w ktorym momencie,rodzi sie ta mysl,zadza,ze musisz to zrobic.
Przeczytalam,ze wtedy czuecie sie jak narkoman na glodzie.....
Tylko narkoman na glodzie,musi miec fix natychmiast,a wy przeciez musicie to zorganizowac technicznie.
Gdzies przeciez nalezy pojechac,a to wymaga planowania i czasu i nigdy nie dzieje sie natychmiast.
Wiec macie na tyle cennego czasu,zeby sie zreflektowac i powiedziec nie.
Ale po co? Wasza przyjemnosc jest przeciez najwazniejsza.


Tak,twoja Zona cierpi.Cierpi za to,ze nie potrafisz trzymac fiuta w gaciach.Cierpi za twoje przyjemnosci.
I to jest cholernie nie fair.
Ona cierpi za twoje winy i nikt nie ma nad Nia litosci.To od Niej sie tej litosci wymaga,bo przeciez wy jestescie "chorzy"(pisze w cudzyslowiu,bo mam watpliwosci,czy to uzaleznienie,czy zwyczajne k.......wstwo,ktore w sobie macie),a chorym trzeba pomagac,trzeba ich leczyc i,przeciez,nie kopie sie lezacego,a wy lezycie i kwiczycie....
Tylko,czy przeszlo wam kiedys przez glowki,jaki jest koszt takiego leczenia?
A kto po terapii bedzie leczyl Aniola,ktoremu wyrwaliscie piora ze skrzydel,tak,ze juz nigdy nie pofrunie?
Ale przeciez tym nie bedziecie sobie zawracac dupy,bo to nijak ma sie do waszych przyjemnosci i nie jest waszym problemem.
W najgorszym wypadku,znajdzie sie jakis inny,naiwny Aniol,ktoremu znow bedzie mozna mydlic oczy,a robic swoje.

44 Ostatnio edytowany przez Marek_40 (2010-10-25 14:04:03)

Odp: Seksoholizm

Malino. Masz rację. Pojechałaś po mnie. Słusznie pojechałaś.
To co napisałaś to prawda. Jednak ! moja Żona ma pełny wgląd w mój e-mail i telefon. Weryfikuje moje słowa. Otwarłem się przed nią całkowicie. Zmieniłem się i wciąż zmieniam. Dążę do normalności. I mam nadzieję że jest szansa na odzyskanie jej zaufania.

Uzupełnię jeszcze swoją wypowiedź. Później.

Boże. Użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym czego nie mogę zmienić, odwagi - abym zmieniał to, co mogę zmienić i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.

45

Odp: Seksoholizm

Czekam z niecierpliwoscia.
Pojechalam po Tobie ,ale spojrzmy prawdzie w oczy;chyba akurat po mnie ,rozgrzeszenia to sie chyba nie spodziewasz.
I dobrze wiesz,ze to nie atak na Twoja osobe.Nic na poziomie personalnym.
Desperacko probuje to jakos ogarnac,a ze emocje sa,jakie sa,trudno mi pisac o g....nie(mam na mysli nalog ,a nie Ciebie),jak o rozach.....

46

Odp: Seksoholizm

Witam was wszystkie, a raczej wszystkich... Przyglądam się temu wątkowi od jakiegoś czasu, jednak dopiero teraz zdecydowałam się podzielić się z wami swoim doświadczeniem. Zaznaczam, że mój przypadek nie jest zupełnie typowy. Z tego, co widzę, większość z was występuje w roli pokrzywdzonych przez swoich partnerów, ja byłam w trochę innej sytuacji - owszem, skrzywdzono mnie, ale ja również raniłam, również miałam i mam problem z pornografią. Piszę co prawda w czasie przeszłym ale zdaję sobie sprawę z tego, że nie jestem jeszcze na prostej.
Początek mojej historii jest dość typowy. Wielka ekslozja uczuć, "ten jedyny", zamążpójście, dziecko, itd. Potem stopniowe odsuwanie się mojego męża ode mnie, coraz rzadszy seks utrata poczucia swojej wartości. Zastanawiałam się co bylo tego przyczyną przez parę lat, szukając winy w nim, w sobie, w dziecku, we wszystkich dokoła. Odkrycie, że mój mąż ma swój mały (wielki?) świat fantazji, który mieści się w jego komputerze, było szokiem. Tyle, że u mnie zadziałało to trochę inaczej niż to opisujecie. Początkowe poniżenie ustąpiło szybko chęci zemsty. I tak się zaczęło. Znajdowałam przyjemność w obcowaniu z pornografią, aż w końcu postanowiłam zacząć realizować swoje fantazje. Dzięki mojej pracy jestem dość często poza domem. Przedłużenie pobytu poza domem o dzień czy dwa nigdy nie stanowi problemu. Parę następnych lat stało się serią romansów. Część z nich poważnych, a część dość powierzchownych. Mój mąż o niczym nie wiedział albo nie chciał wiedzieć bo było mu to wygodne. Jednocześnie dręczyłam się przez cały czas, zastanawiając się co sie takiego stało że mąż tak bardzo odsunął się ode mnie. Wciąż nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć, ale widząc go czasem w mieście z jego nową kobietą, myślę sobie, że chyba nigdy nie byłam tak naprawdę w jego typie. Owszem, łączyło nas na początku bardzo głębokie poczucie przyjaźni, ale zawsze czułam, że jeśli chodzi o fizyczną stronę naszego związku, jemu czegoś we mnie brakowało. Jego obecna partnerka jest w każdym razie całkowitym zaprzeczeniem mnie. Zresztą ja też po jakimś czasie przyznałam się sama przed sobą do tego że fizyczność odgrywa u mnie dużo większą rolę niż przypuszczałam. Tak czy inaczej, zatracałam się coraz bardziej. Uciekałam z jednego związku w drugi, gdy tylko czułam, że poziom uczuć urósł zbyt bardzo. Każdy nowy mężczyzna był wyzwaniem i podnieceniem. Oddaliliśmy się z mężem tak bardzo, że kontynuacja związku nie miała sensu (teraz wiem, że on też kogoś w tamtym czasie miał). W czasie rozwodu mąż zaczął robić problem że jednak nie chce się rozstawać że chce ze mną być, ale w końcu stało się. Poczułam się wolna i pusta zarazem.
Pierwszy związek po rozwodzie był dość głęboki. Byłam przekonana, że znalazłam wszystko to, czego mi brakowało do tej pory. Wiedziałam, żę mój nowy partner lubi pornografię, ale używał jej tylko wtedy, gdy mnie nie było przy nim. Godziłam się z tym, ponieważ, gdy był ze mną, nie miałam nigdy uczucia, że jestem gdzieś daleko, zawsze o mnie dbał, czułam się cudownie w jego ramionach. Zresztą mnie to też czasami wciąz podniecało więc akceptowanie tego po drugiej stronie było naturalne. Nie zdawałam sobie jedynie sprawy z tego, jak silne piętno jest we mnie odciśnięte. Nawet jeśli szłam do łóżka z moim facetem, moja głowa była pełna fantazji. Kochałam go i byłam z nim całą sobą, jednak w mojej głowie szalały fantazje. Do tego stopnia, że bez nich byłam w stanie osiągnąć jedynie połowę tego, co normalnie. Nie był to jednak problem, ponieważ z obu stron podchodziliśmy do tego dość luźno. W sumie nie miałabym nic przeciwko temu, żeby mój ówczesny kochanek okazjonalnie spotkał się z kimś jeszcze. Zresztą mi się też parę razy zdarzyło, że po wieczorze w klubie wylądowałam w łóżku z nieznajomym. Wtedy wydawałam się sobie zadowolona i szczęśliwa, teraz wiem, jak płytkie to było. Czegoś jednak wciąż szukałam. Mimo, że świetnie się z sobą rozumieliśmy, po upływie roku poczułam się znudzona. Może dlatego, że czułam, że zdobyłam go zupełnie? Po jakimś czasie poznałam mojego obecnego partnera. Na początku myślałam, że będzie tak jak zwykle, czyli silna fascynacja na początku i potem uczucia gdzieś ulecą. Wiem o sobie na tyle dużo, że zawsze przyglądam się sobie uważnie i martwię się czy to tylko haj i uczucie zakochania czy jest szansa na coś trwalszego. Mój obecny związek trwa 3 lata. Moja fascynacja pornografią niestety została. Pocieszam się tym, że używam jej tylko wtedy, gdy mojego partnera nie ma w pobliżu (moje wyjazdy trwają do dwóch tygodni). Gdy jestem z Nim, nie mam potrzeby zaglądania do pornografii, bo mój facet mi po prostu wystarcza i jest mi z nim dobrze. Czytając rozmaite wypowiedzi na tym forum wiem że powinno może być tak że w ogóle nie korzysta się z pornografii, ale nie czuję żebym tym raniła mojego faceta. Ważniejsze jednak w tym jest że jestem mu wierna. Owszem, dostrzegam atrakcyjność innych mężczyzn i czasami mam różne myśli ale wiem że jeśli bym znów zaczęła iść swoją starą drogą, skończyłabym tam gdzie już byłam a gdzie nie chcę już się znależć. Jest mi zbyt dobrze z moim obecnym mężczyzną i nie chcę go stracić.
Patrząc w przeszłość, wiem że z moim byłym mężem nie byliśmy dla siebie stworzeni i że tamten związek nie miał szans. Wciąż go szanuję (wciąż jest dobrym ojcem dla naszego dziecka) ale niesmak pozostał. Również do siebie samej. Tłumaczę to fizycznym niedopasowaniem choć wtedy wstydziłam się przyznać że mogę być tak nisko żeby fizyczność grała aż taką rolę ale takie są fakty. Mój mąż w pewnym momencie po prostu przestał mnie pociągać. Teraz wiem że w tamtym czasie szukałam. Zabrnęłam w pornografię, zapominałam się fantazjując w ramionach męczyzn których spotkałam. Wyleczona z tego nie będę chyba nigdy, ale przynajmniej znalazłam kompromis który pozwala mi na szacunek do samej siebie i poczucie że nie niszczę mojego partnera.

47 Ostatnio edytowany przez Marek_40 (2010-10-26 13:54:16)

Odp: Seksoholizm

Malino. Nie oczekuję rozgrzeszenia. Do wszystkich : nie oczekuję rozgrzeszenia.
Wiem że to co napisałaś nie działa na poziomie personalnym. Wiem że to co piszesz podszyte jest emocjami. I potwierdzam - masz rację we wszystkim co piszesz.

Mam tylko jedną wątpliwość. Próbujesz to ogarnąć. A ja coraz częściej myślę że tego się po prostu nie da zrobić. Racjonalnie próbujesz ogarnąć coś co jest nieracjonalne. Spojrzę na siebie z boku (kilka spostrzeżeń) : kłamca, egoista, zdrajca, intrygant, kombinator, człowiek bez honoru - mam wymieniać dalej ? po co ? miejsca braknie a i tak nie użyję wszystkich epitetów jakie przychodzą mi na myśl pod swoim adresem. Zastanawiasz się czy wszyscy działamy według tego samego schematu. Jak się okazuje, chyba tak. W każdym razie jest wiele wspólnego w działaniach wszystkich facetów. Czego to dowodzi ? Dwa światy - powiedziałaś. Czasem się zazębiają. Jak się kręci to się kręci. Jak wsypie się trochę piachu to zgrzyta. Ja niestety dosypałem całe mnóstwo piachu - i żałuję, mocno żałuję, ogromnie żałuję.

Nie wiem co mógłbym jeszcze powiedzieć. Na samym początku (gdy wszystko wyszło) funkcjonowało m.in. przekonanie że nie ma dla mnie (dla nas) przyszłości że nie mam żadnej szansy. Z czasem pojawił się malutki promyczek nadziei że jednak pracą, dążeniem do celu oraz wytrwałością zdołam uruchomić tę "maszynę". Chcę tego, pragnę tego. Pojawiają się jednak coraz częściej złe myśli - że jednak nie mam szansy.

Ogarnia mnie apatia, czasem szarpie mną gniew, czasem obojętnieję. Wy (kobiety) znacie stan nazywany "huśtawką nastrojów". Właśnie tego doświadczam. Głęboko szarpią i ranią mnie emocje związane z brakiem akceptacji samego siebie. Ja - egoista i kłamca do szpiku kości - (i nie mów że wzbudzam teraz litość czy gram na emocjach) miast chronić swoje własne wybujałe ego, uprawiam samobiczowanie a co gorsza - chcę jeszcze i wciąż mało bólu we mnie.
Nie sądź że nie czujemy (myślę o tych do których już doszło co robią) wstydu, żalu, nienawiści do samych siebie. Użalanie się nad sobą do niczego nie prowadzi. Dlaczego więc "nie widzę szansy" dla siebie, dla nas ? dla siebie ? Bo nie walczę ? Bo się nie staram ? Bo nie ma we mnie dobrej woli ? Bo mi się nie chce ? Bo to mam gdzieś czy się uda czy nie ? Bo jakoś to będzie ? Odpowiedz proszę - skoro jednak podejmuję walkę z problemem, ze sobą samym, skoro zmieniam siebie, dlaczego jest we mnie coraz mniej przekonania że w ogóle jest jakaś szansa ?

Niektórzy chowają ogon pod siebie, inni ewakuują się do sypialni, inni wychodzą z domu. Inni zaś podejmują wyzwanie, podejmują walkę. I co ? Równanie się znosi. Bez względu na postawę. Efekt jest ten sam. Albo zły albo żaden. Mylę się ?

sad

PS. Annber - to brutalne co powiem, ale - witaj w klubie - trafiłaś we właściwe miejsce. Ten wątek założyłem dla takich jak ja.

Boże. Użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym czego nie mogę zmienić, odwagi - abym zmieniał to, co mogę zmienić i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.

48

Odp: Seksoholizm

Marku, odkąd przeczytałam Twoje wypowiedzi w tym wątku, jedna kwestia nie daje mi spokoju. Napisałeś w którymś miejscu, że albo kochacie, albo odchodzicie. Czy tak rzeczywiście jest? Mój mąż przyznał mi się, że od dłuższego czasu jest zakochany w koleżance w pracy. Mimo wszystko przez ten długi czas wciąż był w domu - ze mną i dziećmi. Jednocześnie usłyszałam od niego, że mnie chciał oszukiwać i tak żyć, póki się nie zestarzeje. Pewnie to absurdalne, lecz czasem myślę - a po cholerę była mi ta szczerość? Teraz boli jak cholera, teraz muszę się zmagać i z tym, że wiem i z tym, że podejrzewam i z tym, że moje życie całkowicie się zmieni. Nie wiem, jak sobie wyobrażają życie patologiczni kłamcy - bo za takiego uważam mojego męża. Po co są im potrzebne rodziny - aby czuć się "normalnym", aby miał kto posprzątać i ugotować? A może kochają jednocześnie i zdradzają jednocześnie? Ty napisałeś, że jesteś uzależniony od 6 lat. To i długo, i któtko. Bo ja coraz częśćiej zaczynam myśleć, że mój mąż już przed ślubem wiedział, że ma jakiś problem. Bo odsuwał się ode mnie, co jakiś czas na jakiś czas, już w rok poślubie. Wynika mi więc, że ponad 10 lat naszym życiem rządziła pornografia/niezaspokojenie jego marzeń (o ile to są marzenia, wyobrażenia?). Czy to jednak możliwe, aby trwać w takim świecie tyle czasu. Tyle czasu?

49

Odp: Seksoholizm

Kasta - powiem krótko. Moim celem jest odzyskanie zaufania Żony. Kocham ją i tylko ją. Nie będę się wypowiadał za innych (którzy to robią). Ja skończyłem. Zatem nie odejście (czyli tchórzostwo) a ciężka praca po to tylko, aby odzyskać cień Jej zaufania do mnie.

Boże. Użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym czego nie mogę zmienić, odwagi - abym zmieniał to, co mogę zmienić i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.

50

Odp: Seksoholizm

Taa, mojemu pewnie było łatwiej zakochać się w kimś innym (ma złudzenie, że dzięki temu pozbędzie się "przypadłośći?) aniżeli przyznać się do tego, że ma problem. Miotały nim skrajnośći - od pytania jak udało mi się znaleźć terapeutę, po negowanie, że ma jakikolwiek problem. Nawet nie umiem wyrazić tego, że on odejdzie bez szwanku a ja pozostaję z takim syfem. A i tak, znieczulona, lekami, czuję pewnie tylko kawałek. Najgorsze są popołudnia - wracam z pracy, stoję w korku, a w głowie kłębi się milion myśli. Nie dociera do mnie, że można rozpieprzyć życie tylu osobom przez onanizm. Kompulsywne zachowania, mnie sie wydawało, że dorosły facet ma wolę.

51

Odp: Seksoholizm

Miałam nie pisać już na tym forum, a tylko czytać, ale czasem mnie nosi i nie potrafię siedzieć cicho.
Kasta po co zadajesz pytania na które padła tu już odpowiedź. Poza tym każdy jest inny Marek może odpowiadać tylko za siebie. nie za twojego męża. Mogę Ci powiedzieć co mówi mój mąż.On naprawdę traktował wszystkie te kobiety jak naczynia do pozbywania się płynów ustrojowych.
I zapewniam Cię nie był przy mnie impotentem, nie uprawialiśmy seksu rzadko i krótko. Zawsze mieliśmy seks udany, mąż o mnie dbał, i w życiu i w łóżku. Całe życie słyszałam, że jestem najcudowniejszą istotą na ziemi. Dlatego jeszcze tu jestem, bo moje życie było dobre i miałam cudownego i kochającego męża. Dlatego jest mi tak ciężko. Fakt jest też taki. że ostatnie miesiące częstotliwość z jaką kochaliśmy się zmalała, i ja też myślałam że jest przemęczony. Ale skądinąd wiem że  wiele par uprawia seks 1-2x na miesiąc. U nas zmalała do przynajmniej 2x w tygodniu, więc sama rozumiesz nie było powodów do paniki. Seksoholik nie uprawia seksu z kobietami byle jakimi bo to tak bardzo lubi tylko taki ma sposób na wyładowanie swoich emocji. Mój maż się nawet wyraził że" w swym chorym umyśle sobie tłumaczył że pozbywał się tych emocji z byle kim żeby być dla mnie lepszym". Teraz wie że to chore po czasie. Być może twój mąż dlatego się od ciebie odsuwa? Być może mi się dobrze mówi, bo wiem że żadna dosłownie żadna z nich nic dla niego nie znaczyła. Mężczyźni nawet chorzy nie kochają kobiet które szybko wskakują do łóżka faceta , oni to lubią ale nie kochają. A seksoholikowi na dokładkę jest jedno czy ruda czarna piegowata byle pozbyć się płynów ustrojowych tak ocenia to na dziś mój mąż, nie jest z tego dumny , ale taka jest prawda. Nie widział różnicy między nimi a najgorszego sortu Tirówkami tylko te się częściej myły i czasem były uciążliwe, jak sam mówi musiał odpisywać na durne sms,no a jako zawodowy kłamca nie musiał się za bardzo wysiać. Teraz trochę za to płaci bo jedna z nich się poczuła wyjątkowa i się w nim zakochała i ma problem bo Go usiłuje szantażować smsami i zdjęciami. Ale na szczęście Ja się nie boję niech zrobi co chce.  W naszej kulturze zdrada po facecie spływa jak po kaczce a stara panna -bo taką jest -wchodząca do łóżka żonatemu mężczyźnie to już dzi......wka. Zrobi tylko sobie źle. Ja mam paru znajomych w jego i Jej  pracy i opowiem jaki koszmar przez nią przeżyłam. jak wystawała pod moim domem wołając mojego męża jak usiłowała przechodzić przez płot itp. Nie będę miała skrupułów tak jak ona nie miała wchodząc w moje życie.

52

Odp: Seksoholizm

Nie zauważyłaś, że pytam, ponieważ od niedawna znajduję się w stanie w jakim się znajduję? Że się miotam? Że nie mogę uwierzyć? I że czytam ten wątek już nasty raz aby móc powiedzieć sobie - nie jesteś gorsza, że nie widziałaś, bo tego NIE DAŁO się zauważyć. Bo maskowanie się jet tutaj najważniejsze? NIe dobieraj mi prawa do pytania. nawet jeśli dla Ciebie to nielogiczne i bez sensu.

53

Odp: Seksoholizm

Kasta nie chciałam Cię urazić, twoje pytania nie są niie logiczne. Na tym wątku co najwyżej zdarzają się nielogiczne odpowiedzi. Ale na twoje pytania padały tu wielokrotnie odpowiedzi, stad moje słowa, Jak ktoś kto nie jest w stanie ukochanej osobie odpowiedzieć dlaczego?, może zawsze odpowiadać z sensem. Odsyłam Cię do literatury psychologicznej. Jak zrozumiesz mechanizm uzależnienia to zrozumiesz że twój mąż musi upaść na samo dno żeby się mieć od czego odbić. Każdy ma swoje dno dla jednego będzie to  szok jak sobie uświadomi z jak obrzydliwymi i tak naprawdę brzydkimi kobietami to robi,  tak było u mojego męża, a inny dojdzie do zoofilij . Także nie ma na to jednoznacznej odpowiedzi.
Teraz już znikam z tego wątku Kachna

54

Odp: Seksoholizm

A ja boję się czytać, bo dodawanie 2+2 już teraz sprawia mi trudność. Bo widzę ile znaków, sygnałów przegapiłam. Usiłuję pozbyć się obwiniania siebie za bezmyślność, klapki na oczach, etc. Jeśli byłabyś skłonna przesłać mi tytuły przeczytanych i sprawdzonych przez Ciebie książek - będę ogromnie wdzięczna. Nie mam siły przedzierać się przez gąszcz publikacji tylko po to, aby trafić na ślad mojego problemu. Jeśli jednak Ty dłuzej borykasz się z uzależnieniem Twojego męża - pewnie masz za sobą lekturę, która była dla Ciebie najbardziej pomocna. Proszę - albo wklej tutaj, albo prześlij mi na priva. Pozdrawiam kasta

55 Ostatnio edytowany przez malina5512 (2010-10-27 00:37:57)

Odp: Seksoholizm

Kasta,
prosze,przestan sie obwiniac i doszukiwac jakie sygnaly przegapilas!
Zrozum,gdybysmy wygladaly jak Angelina Jolie i uprawialy z nimi sex 24/7 to i tak nie bedzie to,o co im chodzi.
Jak w kazdym uzaleznieniu np.narkomanii- uzywki sa rozne.
Jeden uzaleznia sie od koki,inny od hery,a jeszcze inny od lsd.
Ta sama zasada funkcjonuje w uzaleznieniach sexualnych-dla jednego to porno,dla kogos innego kompulsywna masturbacja,dziewczyny z portali,czy prostytutki.
Schemat ten sam.
Krok nastepny-uzywka,ktora zaspakajala"glod"juz nie wystarcza,bo delikwent sie na to uodpornil.Wiec trzeba siegnac po cos,co da "wiekszego"kopa..... i tak spirala sie nakreca.
Boje sie o Ciebie,bo jak wiele wspoluzaleznionych dalas sie chyba wciagnac w ten lej.
Pamietaj,to jego uzaleznienie i chocbys nie wiem co robila,Ty go z tego g.....na nie wyciagniesz.
Nie mozesz tego zrobic ani dla niego,ani ZA NIEGO!!!!
Jezeli chodzi o lektury polecam:
Patrick Carnes
"Out of the Shadows:  "wyjscie z cienia"
"Don't Call It Love"     "nie nazywaj tego miloscia"
Nie sa to lektury z gatunku przyjemnych,ale otwieraja oczka i pozwalja poznac problem.


Marek,
masz racje-tego nie da sie ogarnac racjonalnie!
Doszlam do tego dzisiaj i wiesz co? EUREKA!!!
Trzeba na to spojrzec " z boku",a emocje odlozyc(na chwile na inna polke).
Sprobuje to zobrazowac:
tez mam malog - pale.
Dla kogos,kto nigdy nie palil,musze byc idiotka.
Wszyscy wiedza,jakie sa tego skutki i dla patrzacego z boku ("zdrowego"),ja wydaje pieniadze,nieladnie pachne,
i powoli skazuje sie na smierc.
Tylko,ze akurat ja nie odbieram tego na tej plaszczyznie.
To samo jest z wami,prawda?

Tak - hustawka nastrojow.Raz w jedna,raz w druga i wy i my.
Szkoda,ze uchodzi z Ciebie para.
Zupelnie inaczej niz u mnie.
Na poczatku chcialo mi sie chyba bardziej reperowac,co on sp........lil,a teraz jestem w fazie,ze juz chyba nie zalezy na tym czlowieku,bo jak z kims,kto nie zna podstawowych zasad etyki zwiazku,mozna reperowac cokolwiek?
Powiem Ci tyle-jezeli czujesz,ze masz na tyle sily zeby z tym skonczyc(nie mowie o SLA,gdzie dopuszczane sa "wpadki"-kompletna bzdura),jezeli czujesz,ze mozesz to pokonac- walcz.
Walcz o Twojego Aniola,walcz o to,co bylo w Was piekne.
Jezeli nie masz w sobie sily i nie masz zamiaru niczego zmieniac,nie mam Aniola obietnicami bez pokrycia.
Trzymam kciuki

56 Ostatnio edytowany przez Marek_40 (2010-10-27 08:47:37)

Odp: Seksoholizm

Malino.

To że jestem coraz bardziej przygnębiony nie znaczy że uchodzi ze mnie "para". Wielokrotnie już mówiłem jak bardzo jestem zdeterminowany. Będę walczył ! Chcę walczyć !

Pozwolę sobie jeszcze odnieść się do Twoich słów, cyt. "walcz o to, co było w Was piękne. "Było" ? - w Niej nadal jest, we mnie, ufam że też - wiem że utytłane w gó*nie, ale przecież jest - muszę się oczyścić. Tak - to kluczowe słowa, jak drogowskaz ! Walcz o to co w Was piękne. Będę Malino, będę walczył właśnie o to. I trzymaj kciuki. Mocno. A My będziemy trzymać za Ciebie.

Dziękuję i pozdrawiam.

Boże. Użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym czego nie mogę zmienić, odwagi - abym zmieniał to, co mogę zmienić i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.

57

Odp: Seksoholizm

Marek: piszesz: "Niektórzy chowają ogon pod siebie, inni ewakuują się do sypialni, inni wychodzą z domu. Inni zaś podejmują wyzwanie, podejmują walkę. I co ? Równanie się znosi. Bez względu na postawę. Efekt jest ten sam. Albo zły albo żaden"

Myślę, że to jest to sedno sprawy. Każdy radzi sobie na swój właściwy sposób. Z tego, co widzę, to większość osób które się tutaj wypowiadają stawia trwałość swojego małżeństwa czy związku jako najwyższą nienaruszalną wartość. Moje doświadczenia zaprowadziły mnie zupełnie gdzie indziej. Pokazały, że jest wiele możliwości bycia szczęśliwym z kimś. Dlatego między innymi w swoim obecnym związku nie panikuję na myśl "a co jeśli On odejdzie". Będzie boleć, ale życie pokazuje że jest tyle ciekawych ludzi. Byłam szczęśliwa z paroma facetami, na swój sposób z każdym inaczej.
Nie chcę nikogo krytykować bo każdy ma prawo do swojej drogi ale nie ma sensu wartościowanie kogoś kto odchodzi i postanawia szukać szczęścia w innym związku.
Marek wybrałeś pozostanie przy swojej żonie bo zdałeś sobie sprawę jak wiele dla Ciebie znaczy i jak wiele dla Ciebie uczyniła. Moja historia uświadomiła mi, że mój mąż nie znaczył dla mnie tyle ile myślałam że znaczy.

kachna66: ze swojej strony mogę powiedzieć że dla mnie istotną częścią moich podbojów było oczekiwanie zakochania. Ja lubiłam gdy motylki zaczynały łaskotać mi w brzuchu. Lubiłam ukradkowe spojrzenia, lubiłam zastanawiać się jak będzie z tym którego właśnie poznałam. Trochę jak otwieranie pudełka z prezentem. Nie wiem co jest w środku ale będzie przyjemne.

kasta: przez końcowy czas mojego małżeństwa byłam z mężem - wliczam to rzadkie spotkania w sypialni - ponieważ było mi go żal. Mój eks brał to za moją gotowość do powrotu do niego. Zresztą też raz mnie odtrącał, raz się do mnie przybliżał. W moim przypadku najważniejsze okazało się stwierdzenie że nie ma niczego nadzwyczajnego w tym że ktoś przestaje być atrakcyjny albo że potrzebuję kogoś zupełnie innego. To pozwoliło mi ruszyć do przodu. Przez jakiś czas łudziłam się że łatwiej będzie naprawiać moje małżeństwo niż rzucać się w nowy związek ale to tak nie działa. Za wiele się popsuło. W końcu żądnemu z nas nie chciało się nic naprawiać.
Poza tym, mówiąc zupełnie brutalnie, to co znalazłam po zakończeniu mojego małżeństwa okazało się lepsze i doskonalsze. Związek w którym jestem obecnie potwierdza to.
Może Twój maskował się przez tyle lat bo się zwyczajnie bał samotności albo tego jak sobie poradzisz bez niego? Może na swój niedoskonały sposób cię kochał? Pisałaś że masz dzieci. Może trzymał się ciebie bo miał wyrzuty sumienia że zostawi cię samą z dziećmi?
Trudno powiedzieć. Każdy jest inny. Pewnie nawet za ileś lat się nie dowiesz.
Mogę tylko (a i tak nie mam pewności) mówić za siebie. Ja przestałam kochać. Również fizyczna atrakcyjność (a raczej jej brak) w jakimś punkcie zaczęła u mnie odgrywać rolę większą niż się spodziewałam.

Do wszystkich: jestem prawie pewna (po wszystkich swoich doświadczeniach), że szans na dobry związek nie mają ci którzy opierają cały sens swego życia w drugiej osobie. Musisz sama wiedzieć czego chcesz, musisz sama się dobrze z sobą czuć, a Ten Obok ma być dopełnieniem tego kim jesteś. Tak przynajmniej wygląda mój obecny związek. Mój facet nie jest od tego żeby rozwiązywał za mnie m o j e problemy. On jest być po to żeby mnie wesprzeć. I wzajemnie.

Jak się potoczy reszta, nie mam pojęcia. Wiem że kocham faceta z którym jestem, jest dla mnie aktrakcyjny, czuję się z nim świetnie, ale przyznam się że boję się że to się skończy. Że w jakimś momencie zwycięży pokusa. I potem nie będzie miało nawet znaczenia czy On się o tym dowie czy nie. Będzie miało tylko znaczenie to co w mojej głowie. Rysa na szkle psująca obraz.
Jak do tej pory jest w porządku ale znam siebie na tyle że wiem co we mnie siedzi.

58

Odp: Seksoholizm

Annber, brutalne, lecz pewnie prawdziwe jest to, co piszesz. Na to aby ktoś ze mną byl tylko z litości, to ja nie zasłużyłam. Bo mnie warto kochać, mam świadomość tego, że jestem wartościowym człowiekiem. Coś we mnie w środku nie na tyle umarlo, aby nie czuć, że mnie się da lubić, kochać. Powoli też pozwalam sobie myśleć o sobie, że jestem atrakcyjną kobietą - choć żebranie o seks pozbawiło mnie tego poczucia. Nie myślę, że mój mąż bał się mnie zostawić - to raczej ja zarządzam naszym domem, dziećmi, pracuję, etc. Myślę, że to on się bał na zasadzie "a co jak mi się u tej nowej nie spodoba? Pokłamię i w razie czego będę miał gdzie wrócić". Dlatego ja już też wiem, że nie chcę dla siebie, dla moich dzieci tego niepokoju, trwania przy kimś kto sezonowo się oddala. Ale wiedzieć a przestać kochać - insza inszość. Chciałabym choć, do czasu powrotu mojego męża, nauczyć się patrzeć na niego bez lęku, bez okazywania słabośći. Stanąć na tyle na nogi, żeby wiedzieć, że to CO ON ROBI jest ZŁE. Aby mi się nie mieszały wartości, abym się już nie zastanawiała - a może mi sie wydaje. Bo wygodniej mi by było nie wiedzieć, nie widzieć. Ale nie było w tym mnie. A ja nie jestem cnotką, która będzie czekać w kącie póki mąż na nią łaskawie nie skinie. Czuje się jednak idiotką, bo stereotypowo myślałam, że seksoholik to ktoś kto pieprzy wszystko co się rusza. A skoro mój nie miał ochoty, bo "głowa bolała", to jaki z niego nałóg. Dziękuję Wam za wskazówki dotyczące lektury. poczytam, bo nie chcę się już dać robić w balona. Bo w sumie to dość inteligentna jestem - niech teraz kochanka mojego męża się z nim pomęczy;-). Wątpię czy jego nałóg ich nie dopadnie. A szok spowodowany zastaniem ukochanego "z bólem głowy" oglądającego nocą przysłowiowe "gołe baby" - bezcenny!

59 Ostatnio edytowany przez Marek_40 (2010-10-28 13:59:30)

Odp: Seksoholizm

Jest na netkobiety.pl taki wątek : "JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU". Pozwólcie, że wypowiem się w tym temacie - (muszę pilnować żeby nie wyszedł ze mnie egoista) - a jak wyjdzie napiszcie mi o tym.

Uzależnienie od sexu. Co to jest uzależnienie, wiemy. Jak się objawia, wiemy. Do czego zmusza, wiemy. Jakie są zachowania towarzyszące, wiemy. Wiedząc to wszystko co się wie w chwili gdy prawda wychodzi na jaw, stawia się pytanie "Jak żyć z człowiekiem uzależnionym od sexu". W tak postawionym pytaniu tkwi teza że da się z nim żyć ale nie bardzo wiadomo jak. Szuka się sposobu na życie z człowiekiem uzależnionym od sexu ? Nie ma takiego sposobu. Uzależniony podlega coraz głębszej metamorfozie. Zmienia się w potwora. Z czasem "umiera" w nim człowiek. Nieuzależniony od sexu partner patrzy więc na powolną degenerację ukochanej osoby.

Jednak !

To uzależnienie można leczyć. Pacjent musi chcieć się leczyć. Chce. Podejmuje leczenie. Wychodzi z uzależnienia. Wszystko pięknie (pamiętamy oczywiście o tym że mimo iż zdrowy to nadal jest seksoholikiem). Przyjmijmy że wyszedł z uzależnienia. Jest jednak małe ale. Przeszłość. Jak uwolnić się od przeszłości ? Leczenie załatwia "teraz" i daje szansę na "jutro". A co z "wczoraj" ? Wiem że "wczoraj" boli. Były uzależniony chciałby zapomnieć o "wczoraj". Nie może zapomnieć. Jak zapomni to ma sporą szansę na "powrót do przeszłości". Musi pamiętać. On musi, bo nie ma innego wyjścia. Chciałbym zadać następujące pytanie : Czy MOŻNA żyć z człowiekiem kiedyś uzależnionym od sexu ? Czy w ogóle taka możliwość jest brana pod uwagę ? Z człowiekiem który zniszczył wokół siebie wszystko i wszystkich ze sobą włącznie ?

Można !

Pod jednym warunkiem - że kocha się tego człowieka. "Miłość Ci wszystko wybaczy" - ktoś zaśpiewał. I co z tego że wybaczy jak wciąż pamiętamy. A pamięć o tych chwilach boli. Im dłużej jesteśmy "trzeźwi" tym bardziej boli. Cóż z tego że jesteśmy zdrowi i "trzeźwi". Nieustannie bolą wspomnienia krzywd jakie wyrządziło się ukochanej osobie. Czy "normalny" człowiek jest w stanie zaakceptować fakt że kiedyś tak bardzo skrzywdził ukochaną osobę ? Im dłużej "trzeźwy", im bardziej "świadomy", tym gorzej dla niego. Bo tym mocniej do niego dociera to co zrobił.

Pani Psycholog radzi abym sobie wybaczył. Ja mam sam sobie wybaczyć ? W moich oczach nie zasługuję na najmniejszą nawet odrobinę wybaczenia. Mam wybaczyć sobie to że skrzywdziłem moją Żonę ? W ŻYCIU TEGO NIE ZROBIĘ ! NIGDY SOBIE NIE WYBACZĘ TEGO JAKIM SKUR*NEM BYŁEM ! NIGDY ! NIGDY ! NIGDY ! NIGDY ! To może zrobić tylko Ona. Może wybaczyć. Ona może WSZYSTKO. Ja MUSZĘ pamiętać. I MUSZĘ z tym żyć. Do końca.

Kłamstwo jest najgorszą z wad. Jestem kłamcą. "Jak żyć z człowiekiem uzależnionym od sexu?". Każdy znajdzie jakiś sposób. "Czy można żyć z człowiekiem uzależnionym od sexu?". Można - to kwestia poziomu tolerancji. "Jak i czy w ogóle, można żyć z kłamcą?" (a uważam że każdy seksoholik jest kłamcą). NIE MOŻNA. Czy więc miłość jest ślepa i nie dostrzega tak oczywistego faktu że nie można żyć z człowiekiem uzależnionym od sexu, bo człowiek uzależniony od sexu to kłamca pozbawiony honoru ?. Nie dostrzega. Bo jest ślepa. Oby była ślepa zawsze. W przeciwnym wypadku, nawet po wyjściu z nałogu, seksoholik nie ma szans. Zabije go uzależnienie albo rozpacz.

Moja Żona czyta moje posty. Proszę więc wszystkich czytelników - nie komentujcie tego co szepczę cichutko poniżej.

Kocham Cię, Żono. Wybacz mi moje zachowanie. Wybacz zdradę jakiej się dopuściłem. Wybacz mi sześć lat kłamstw. Wybacz mi krzywdy jakie Ci wyrządziłem. Pragnę żyć z Tobą i tylko dla Ciebie. Pragnę wynagrodzić Ci wszystkie stracone lata. Kocham Cię miłością która z każdym dniem jest coraz zdrowsza i potężniejsza. Błagam Cię - wybacz

Boże. Użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym czego nie mogę zmienić, odwagi - abym zmieniał to, co mogę zmienić i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.

60

Odp: Seksoholizm

Marku wciąż obserwuję wątek i cieszę się, że się rozwija. Czytając ostatnie posty zauważyłam, że trafiają tu ludzie z podobnymi problemami, dzięki temu możecie się wspierać jak para znajomych, o których pisałam w pierwszym poście:
[Jedyna osoba jaką znam, której się udało "wyzdrowieć" związała się z człowiekiem swojego pokroju. Poznali się w ośrodku leczenia uzależnień gdy oboje byli już po trapi (nie umiem określić której 10-15 w tym parę zakończonych rzekomym sukcesem), i jako wolontariusze pomagali innym. Teraz żyją razem z swoimi "przypadłościami" i dzięki wspólnemu wsparciu są "trzeźwi". Ich wzajemne wsparcie wygląda zupełnie inaczej niż te, które dają "zdrowi". Tam nie ma ściemy, kłamstwa, wykorzystywania. Znają problem od podszewki i każdy sposób manipulacji, w końcu to ich własne praktyki stosowane kiedyś przez wiele lat. Między nimi nie ma zmiłuj, potrafią wychwycić każdą próbę matactwa i zdławić u źródła. Swoją drogą to bardzo szczęśliwa para, cieszą się każdym dniem i chłoną każdą chwilę. Powiedzieli mi kiedyś, że już nie stać ich na zmarnowanie nawet godziny.]pozwoliłam sobie przypomnieć.
Nie oznacza to wcale, że ludzie uzależnieni mają się łączyć, a już na pewno nie próbuję ich szufladkować. Uważam po prostu, że łatwiej im się nawzajem zrozumieć i wspierać.
Ujęło mnie to co piszesz o kłamstwie i muszę się z Tobą zgodzić całkowicie, dodam jeszcze tylko, że towarzyszy każdemu uzależnieniu. Przecież nikt się z swoją "wadą" nie obnosi, więc chowa uzależnienie za kłamstwem a to ma "szerokie plecy".
Pisałam na początku, że może szukasz tu formy usprawiedliwienia, wytłumaczenia, mam nadzieję, że się pomyliłam. Z radością opserwuję jak temat służy dobru i wzajemnemu wsparciu.
Napisałeś, że Twoja żona czyta te posty dlatego pozwoliłam sobie napisać coś do Niej: JESTEŚ WIELKA, ZAZDROSZCZĘ CI SIŁY.
Na koniec dodam, że obserwuję wątek i czasem się przypomnę małym postem. wink

61

Odp: Seksoholizm

Witam ponownie.
Ze mną jest tak: zaczynam być autentycznie nerwowa, jeśli nie mam orgazmu przez dzień czy dwa. Jeśli nie ma w pobliżu mojego faceta, muszę to zrobić sama i tyle. Wciąż do końca nie jestem przekonana czy to jest faktycznie uzależnienie czy mam po prostu akurat taki apetyt.

Czy da się ze mną żyć? Owszem, da się. Jeden z moich poprzednich partnerów miał podobne do moich potrzeby (teraz myślę, że może też był uzależniony) i byliśmy pod tym względem świetnie zgrani. Co jednak w końcu zaważyło o zakończeniu tamtego związku? Facet okazał się zbyt szalony i zbyt oderwany od rzeczywistości. Mimko wszystko świetny seks i mnóstwo wspólnych pasji to nie wszystko, o co powinno chodzić.

Muszę przyznać, że czasem myślę że w moim obecnym związku seksu mogłoby być trochę więcej. Zdarza się czasem, że mam dzień czy dwa bez zbliżenia i zastanawiam się co złego się dzieje (już mu się nie podobam? jest zmęczony? a może ma ten problem co ja?). Z drugiej strony jednak ludzie mają różne potrzeby i trudno żeby obojgu zawsze się chcialo tego samego. Zresztą jest różnica pomiędzy tym, że ktoś mówi że go ciągle głowa boli a tym że zdarzy się ze nie ma ochoty ale oprócz tego w łóżku jest absolutnie rewelacyjnie.

ewka3: obawiam się że na dłuższą metę tylko coś takiego o czym piszesz, może funkcjonować. Inaczej nie da się - bez pełnego zrozumienia problemu z drugiej strony się nie da. Widzisz, mój obecny facet tez ma dość bogatą przeszłość, ale dzięki temu rozumiemy sie lepiej. Wierzę w to, że nawet jeśli przez jakiś czas było się nisko, mozna z tego wyjść. Obawiam się jednak, że moje szanse na związek z kimś kto jest pełen ideałów i nie zna życia od jego ciemnej strony, nie byłby mozliwy.

Marek: wiesz, podziwiam cię. Za to, że "upierasz się" przy swojej kobiecie. Mi to nie wyszło. Ba, nawet nie miałam ochoty próbować naprawiać. Chociaż teraz gdy spotykam się czasem z moim eks na kawie żeby przedyskutować sprawy związane z naszym dzieckiem, jest mi czasem żal tamtego czasu. To już nigdy nie wróci. Mam na myśli jego, mnie i nasze dziecko razem. Jednak jest to jedyny moment, w którym odczuwam żal. Bo gdy zaczynam przypominać sobie jak mało nas na końcu łączyło, wiem że rozstanie było dobrym krokiem.

kasta: z tego co widzę jesteś wciąż na etapie zadawania sobie pytania "dlaczego". Masz rację, ten nałóg tak nie działa. Nie chodzi się do łóżka z "byle kim". W moim przypadku było czasem tak, że ktoś mi się pchał a ja go najzwyczajniej w świecie po prostu nie pragnęłam z powodów czysto fizycznych. Wolałam swoje fantazje i 60 minut sam na sam z sobą. Z moim eks było po prostu tak, że w pewnym momencie przestaliśmy się pociągać nawzajem. W chwili złości nawet mi to kiedys wykrzyczał. Jednak... co zrobić? Wtedy byłam oburzona że parę kilogramów po ciąży może mieć znaczenie ale okazało się że miało. Potem ja się znalazłam po tej samej stronie barykady. Mój facet przestał mi się fizycznie podobać. Nadal funkcjonowaliśmy jako para i rodzina ale ta część bycia razem uciekła i okazało się że bezpowrotnie. Przestał mi się podobać jego zapach, nagle zaczął dla mnie być za chudy. W pewnym momencie zauważyłam że musiałam się zmusić żeby pójść z nim do łóżka. I parę razy poszłam. Z litości. Okropne uczucie. Dla niego i dla mnie. (teraz wiem, że już wtedy pownniśmy się rozstać ale ciągnęliśmy to ze względu na... no właśnie na co? Głównie chyba dziecko...)
O reszcie pisałam wcześniej. Pornografia. Fantazje. Kluby, itd.

Tak ja mówiłam wcześniej nie wiem gdzie w końcu skończę. Chciałam, żeby związek w którym jestem, był tym który będzie trwał. Jednak nic na siłę. Jest naprawdę dużo kombinacji bycia szczęśliwym.

Jedną rzecz wiem na pewno. Nie da się zbudować niczego trwałego na kłamstwie. Nawet jeśli mam zadatki na dziwkę, to mój facet powinien wiedzieć o tym. Na razie jeszcze nie wie o mnie wszystkiego. Boję się że mogłabym go stracić. Z drugiej strony jest osobą która czasem świadomie wybiera niewiedzę...

62

Odp: Seksoholizm

Marku! Proszę o pomoc...już na tym portalu szukałam odpowiedzi, gdzie indziej...ale myślę, że Ty jesteś w stanie bardziej mi pomóc...zwracam się do "źródła" moich trosk, że tak się wyrażę. Otóż...mój narzeczony jest seksoholikiem...podejrzewam to...

Poniżej wklejam treść posta, który umieściłam w innym miejscu portalu. Proszę ustosunkuj się do tego...

"Witam! Niedawno odkryłam, że chłopak, z którym się spotykałam onanizuje się na portalu erotycznym zaczepiając inne osoby zarejestrowane na tym portalu. Inne osoby - czyli kobiety i mężczyzn. Zostawił mnie smsem (napisał że mnie zdradza), widywaliśmy się codziennie, więc nie miał kiedy mnie zdradzić. Chyba, że na tym portalu erotycznym. Robił to już gdy byliśmy razem (8 miesięcy przed rozstaniem). Napiszcie mi proszę, czy On jest ekshibicjonistą. Na obrazie kamerki widoczny jest cały tzn. ciało i twarz. Wpadłam w depresję, bo myślałam że to moja wina. Ciągle się zadręczałam. Dalej Go kocham, choć tak mnie potraktował. Napiszcie mi co o tym myślicie"

Dziękuję smile

P.S.

Będę też wdzięczna za opinie innych osób smile

63 Ostatnio edytowany przez malina551212 (2010-11-01 22:47:36)

Odp: Seksoholizm

Marek,
bardzo celne spostrzezenie.
W momencie,kiedy zalozylam watek,formulujac to pytanie w taki,a nie inny sposob,chyba wierzylam,ze sie da.
Czy po roku zadala bym pytanie w ten sam sposob?
Nie.
Po roku zapytala bym: "CZY WARTO ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU"
Po roku terapii,po roku " rwania wlosow z glowy", po 12tu miesiacach drogi przez meke....
NIE WIEM.
Sam wiesz,jakie to cholernie skomplikowane.
Z jednej strony wspolnych 16cie lat. Lat,kiedy bylam traktowana jak ksiezniczka,kiedy czulam sie kochana
i spelniona, i wszyscy znajomi zartowali, jak M poprosi A,zeby skoczyl,to on tylko bedzie pytal,na jaka wysokosc zyczy sobie M?.
To oczywiscie telegraficzny skrot.
Skad ja (biorac pod uwage powyzsze),moglam wiedziec,ze zwiazalam sie z kims,kto byl uzalezniony juz 20cia lat?.
To bylo nie fair.
Tacy ludzie nie powinni zakladac rodzin.( to nie tylko emocje)

Teraz fakty:
1) on nigdy nie myslal o tym,co robi w kategoriach uzaleznienia ba, on o tym w ogole nie myslal.
    To byl po prostu " nawyk"
2) tlumaczyl samemu sobie,ze przeciez nikomu nie dzieje sie krzywda.Ja o niczym nie wiem i nigdy sie nie
    dowiem (blad w mysleniu)
3) jak szydlo wyszlo z worka,rzucal sie jak ryba na haku,ze przeciez chyba nie podejrzewam go o to,ze jest
    szlajajacym sie po burdelach dupkiem.
4) to ja bylam motorem napedowym i cala sila sprawcza tego,ze po czterech miesiacach zaczal,powoli
    zdawac sobie sprawe,ze takie zachowania nie sa normalne ( w miedzy czasie,oczywiscie:" o co ci chodzi,
    wszyscy faceci to robia").
5) to ja prosilam,zeby zaczal " sciagac skore",zeby zaczal analizowac,o co w tym wszystkim chodzi
    ( zrobil to)
6) to ja zasugerowalam terapie (zgodzil sie i znalazl swietna terapeutke)
7) rownolegle chodzil na terapie z "urzedu".
8) wie,jak wazna jest dla mnie CALA prawda i powiedzial mi wszystko ( mam watpliwosci)
9) poczynil wszystkie kroki prawne,zeby zabezpieczyc MNIE materialnie.

Faktow ciag dalszy:
1) to,co sie stalo,rozwalilo nasz zwiazek (nawet,gdybysmy zdecydowali byc razem,trzeba wszystko budowac
    od nowa )
2) przeszlosc mozna odkreslic gruba kreska ( ale nigdy o tym nie zapomnimy)
3) jak ma wygladac przyszlosc( czy mozna zyc na beczce prochu?)
4) to,co sie stalo,spowodowalo, ze ja oddalam sie od niego bardziej z kazdym dniem (widze innego
    czlowieka)
5) nie ufam mu ( i nawet przy ogromie silnej woli,juz nigdy nie zaufam NIKOMU w 100%)
6) powoli i chyba celowo niszcze to,co jeszcze nas laczy

Po roku terapii mam wiedze teoretyczna i uwierz mi - spora.
Po roku terapii dalej nie wiem,jak teorie przelozyc na praktyke.
Po roku terapii wiem,ze kazdy przypadek jest inny.
Wiem,ze sa kobiety,ktore wybaczyly i na przekor wszystkim i wszystkiemu zdroworozsadkowemu,sa szczesliwe
i trwaja w zwiazku.
Wiem,ze sa kobiety,ktore wybaczyly,daly szanse i dostaly nastepnego kopa.
Wiem,ze sa kobiety,ktore kopa zasadzily ni nie zaluja,ale sa tez i takie,ktore zaluja tego do tej pory.

Jezeli chodzi o mnie, dalam nam czas do stycznia.
Jestem poraniona ale duzo bardziej stabilna emocjonalnie i to pomaga.
Z kazda decyzja,ktora podejme,wiaze sie spore ryzyko i to ryzyko przeciez caly czas jest wkalkulowane w nasze zycie.
16cie lat temu podjelam decyzje(czy sluszna?),zeby zwiazac sie z czkowiekiem,ktory mnie kocha i ktorego kocham ja.
Teraz ponosze skutki tej decyzji.
Niestety,nie jestem posiadaczka krysztalowej kuli i nie wiem,czy decyzja,ktroa podejme bedzie ta sluszna........
Czas pokaze.

Piszesz:" milosc ci wszystko wybaczy..."
Moze i wybaczy,ale nie moze byc antidotum i panaceum na cale zlo.
Bo oprocz milosci, u ludzi w sytuacji tak strasznie kryzysowej,do glosu dochodzi instynkt samozachowawczy.

W dalszym ciagu trzymam za Was kciuki.
Wierze,ze Wam sie uda.

"Światło wierzy, że przemieszcza się szybko - ale się myli.
Nieważne jak szybko pędzi zawsze odkrywa,
że ciemność dotarła na miejsce wcześniej i już na nie czeka".

64

Odp: Seksoholizm

A ja zastanawiam się - od kiedy przeczytałam ten wątek założony przez Marka - czy mogę przesłać link do niego mojemu prawie byłemu mężowi. Czy ma to sens. Czy on sam musi się zatrzymać (o ile się zatrzyma), bo cokolwiek zrobię ja będzie zanegowane. I siedzę sobie z tym problemem. I nie wiem jak to działa. Jak u alkoholika - wszyscy wokół widzą, że pije, lecz on zaprzecza. Czy też - jest się tym tak bardzo zmęczonym i dostrzega się, że spieprzyło się życie tylu osobom, że szuka sie ratunku. Moze to rozwalenie wszystkiego wokół jest/powinno być sygnałem dla mnie, dla jego rodziców, że coś złego sie dzieje? Może etap "zostawiam żonę, zostawiam dzieci (malutkie, którymi dobrze się zajmował!)" jest ostatnim etapem, bo przeraża go to co robi? Ale jeśli podeślę ten link - czy nie zaneguje go z gruntu tylko dlatego, iż jest on ode mnie. No właśnie, ot ciekawostka. Jak to do cholery działa?

65

Odp: Seksoholizm

Kasta,
pozwol,ze Cie zacytuje:" Jak u alkoholika - wszyscy wokół widzą, że pije, lecz on zaprzecza".
W przypadku uzaleznienia od sexu,podobnie( choc ja,przez tyle lat nic nie wiedzialam,co w przypadku uzaleznienia od prostytucji,jest wrecz regula).
Musi sie stac COS ,cos tak szokujacego i znamiennego,ze alko i sexoholik dozna wstrzasu.
Jak alko,ktory stracil przytomnosc po kolejnym kielichu i odwiezli go z odmrozeniem do szpitala,a tam przeciez wody mu nie daja.
I tak sobie lezy i wyje,bo jest na "glodzie",ale na to akurat nikt nie zwraca uwagi,bo sa powazniejsze przypadki.
I jak juz powyje i dotrze do niego gdzie i dla czego sie znalazl....zaczyna myslec i oceniac sytuacje(to ten reformowalny),a niereformowalny,wciaz mysli tylko o tym,kiedy sie znow napije.

Widzisz,(dla nas to jest oczywiste),oni sa zupelnie pozbawieni szerszej wizji....
Oni niczego nikomu nie spieprzyli.
Oni wrecz czuja sie ofiarami.
To sa dzieci,zamkniete z ich trauma,w cialach doroslych mezczyzn.I dokladnie tak samo funcjonuja. Nie rozumieja,o co ten caly krzyk........
Przeciez oni chcieli sie tylko pobawic,nie robiac przy tym nikomu krzywdy....

Kasta,
tak bardzo chciala bym Ci powiedziec: zrob to i to.
Ale to niemozliwe.
Mozesz go "pchac "w kierunku zrozumienia tego,co sie z nim stalo.
Mozesz podsylac lektury i linki,ale tak naprawde,to w niego musi strzelic piorun,zeby "zajarzyl",co sie dzieje.
Z calego serca zycze Ci ,no wlasnie - czego mozna zyczyc kobietom takim,jak my?
sily,samozaparcia,zrozumienia,rozsadku?
Pytania mozna mnozyc,a odpowiedzi i tak nie ma.

Spij spokojnie.
Wierze,ze wraz z uplywem czasu(ZBAWCA),bedziesz w stanie podjac decyzje,te jedyna i dobra tylko dla CIEBIE

"Światło wierzy, że przemieszcza się szybko - ale się myli.
Nieważne jak szybko pędzi zawsze odkrywa,
że ciemność dotarła na miejsce wcześniej i już na nie czeka".

66 Ostatnio edytowany przez Marek_40 (2010-11-02 14:48:33)

Odp: Seksoholizm

Ewka3 : Dzięki za Twoje słowa. I masz rację. Moja Żona jest WSPANIAŁA !!!

Annber : Czytaj jeszcze raz co napisałaś :

Nie da się zbudować niczego trwałego na kłamstwie. Nawet jeśli mam zadatki na dziwkę, to mój facet powinien wiedzieć o tym. Na razie jeszcze nie wie o mnie wszystkiego. Boję się że mogłabym go stracić.

Ja tak postępowałem. Ukrywałem prawdę. Nie mówiłem całej prawdy. Jednym słowem - kłamałem. Dziś wiem że "nie tędy droga" i że takie postępowanie jest złe. Prawda to prawda (jest tylko jedna prawda) i mimo że boli to jest lepsza od kłamstwa. Bój się - możesz go stracić. Piszesz "nie da się zbudować niczego trwałego na kłamstwie" - to prawda - przemyśl to zdanie jeszcze tysiąc razy i podejmij decyzję. A przecież wiesz co należy zrobić, prawda ?

Gwazdka : Niewiele wiem o tym co spotkało Ciebie i Twojego chłopaka. Jednak - skoro on to robi to z pewnością nie jest "normalny" w sensie seksualnym. Czy jest ekshibicjonistą ? Trudno powiedzieć. W trakcie moich poszukiwań informacji dot. seksoholizmu natknąłem się na informację że znacznie większy odsetek kobiet niż mężczyzn cechuje się  zachowaniami określanymi właśnie tym mianem. Czy to czegoś dowodzi ? Oczywiście że nie. Jednak - spójrzmy prawdzie w oczy - żeby się zabawiać przed kamerką trzeba być nago, prawda ? To że pokazuje całą sylwetkę (łącznie z twarzą) dowodzi raczej braku przezorności i złamania elementarnych zasad bezpieczeństwa oraz braku ochrony własnej prywatności. Zostawił Cię ? Nie przejmuj się więc.

Malino: nic dodać nic ująć - jest dokładnie tak jak piszesz.
Nie masz bladego pojęcia jak bardzo chciałbym aby to się nigdy nie wydarzyło. Im dłużej "trzeźwieję", im dłużej myślę o tym co narobiłem tym bardziej i tym głębiej dociera do mnie bezmiar zła do którego się przyczyniłem. I masz rację mówiąc że miłość nie może być panaceum. Ale dziś miłość jest jedynym uczuciem na jakim mogę oprzeć wszelką nadzieję na "lepsze" jutro. Twoje "faktów ciąg dalszy" - tak, tak i tak - masz rację. Jeżeli wciąż "chcesz" - wszystko przed Tobą. Jest tak, że "co nas nie zabije to nas wzmocni". Ja mam PLAN. Plan jest taki żeby być "normalny". Wiem że bez pomocy Mojego Anioła nie mam szans. Żadnych ! Skoro więc ja mam Plan a Mój Anioł wciąż chce - jest nadzieja. Zdaję sobie sprawę z tego że jest wątła, tak malutka że prawie jej nie ma - ale jest. To, że masz sporą wiedzę i doświadczenie w temacie, można wyczuć. Wypowiadasz się konstruktywnie i bardzo dojrzale. Twoje spostrzeżenia są niezwykle celne. W poście do Kasty piszesz :

(...) oni są zupełnie pozbawieni szerszej wizji....
Oni niczego nikomu nie spieprzyli.
Oni wręcz czują się ofiarami.
To są dzieci, zamknięte z ich traumą, w ciałach dorosłych mężczyzn. I dokładnie tak samo funkcjonują. Nie rozumieją,o co ten cały krzyk ...
Przecież oni chcieli się tylko pobawić, nie robiąc przy tym nikomu krzywdy....

I znowu masz rację. Musi się stać coś co wstrząśnie seksoholikiem. Coś co mu dokopie. Musi w niego strzelić piorun. Bez tego nigdy sobie nie uświadomi w co się wpakował. Mnie "strzelił". Na szczęście wystarczająco mocno. Dotarło, chociaż - jak się okazało - tak nie do końca. Myślałem że uda mi się tak tylko "trochę". Myliłem się. I to BARDZO się myliłem. Ale o tym że się myliłem dowiedziałem się dopiero od Mojego Anioła. Dziś ponoszę konsekwencje swojego głupiego postępowania. I jest mi trudniej. Wciąż jednak nie tracę nadziei. Malino - pisz proszę. Twoje posty wnoszą dużo dobrego do dyskusji.
Zauważ. Postawa kobiety, partnera (tak ogólniej) osoby uzależnionej, aczkolwiek niezwykle istotna, ma drugorzędne znaczenie. To od uzależnionego (seksoholika) zależy wspólna przyszłość. Jeżeli będzie chciał nad sobą i swoją przyszłością ciężko pracować - ma szansę. Prawda ? Ja wierzę że ma.

Czy warto żyć z człowiekiem uzależnionym od sexu ? Trudne pytanie. I nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Myślę że to zależy od tego JAKIM jest człowiekiem. Czy w ogóle jest człowiekiem. Bo jak nie jest - to nie warto.

Wierzę że nam i Wam się uda. I będę trzymał za Was kciuki. Pozdrawiam.

Boże. Użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym czego nie mogę zmienić, odwagi - abym zmieniał to, co mogę zmienić i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.

67 Ostatnio edytowany przez kasta (2010-11-02 19:25:11)

Odp: Seksoholizm
malina551212 napisał/a:

Musi sie stac COS ,cos tak szokujacego i znamiennego,ze alko i sexoholik dozna wstrzasu. (...)
Mozesz go "pchac "w kierunku zrozumienia tego,co sie z nim stalo.
Mozesz podsylac lektury i linki,ale tak naprawde,to w niego musi strzelic piorun,zeby "zajarzyl",co sie dzieje.
Z calego serca zycze Ci ,no wlasnie - czego mozna zyczyc kobietom takim,jak my?
sily,samozaparcia,zrozumienia,rozsadku?
Pytania mozna mnozyc,a odpowiedzi i tak nie ma.

Spij spokojnie.
Wierze,ze wraz z uplywem czasu(ZBAWCA),bedziesz w stanie podjac decyzje,te jedyna i dobra tylko dla CIEBIE

Dla mnie już fakt rozwalania i rozwalenia rodziny wydaje się tym czymś, co powinno sprawić, że warto oprzytomnieć. Patrzę na moje mądre dzieci i zastanawiam się, co im kiedyś odpowiem na pytanie "mamo, dlaczego rozpadła się nasza rodzina". CO im powiem? Przez onanizm? Nie wyobrażam sobie nic gorszego nad utratę rodziny. Utratę codziennego widzenia małych łapek i usmiechów. Nie umiem sobie wyobrazić, że ponad to jest nałóg. To już nie zabawa w oglądanie gołych bab. Dla mnie to ucieczka - znalazł nową, jest zakochany. Samo przejdzie?!

68

Odp: Seksoholizm

Marek,
Twoj cytat:" Czy warto żyć z człowiekiem uzależnionym od sexu ? Trudne pytanie. I nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Myślę że to zależy od tego JAKIM jest człowiekiem. Czy w ogóle jest człowiekiem. Bo jak nie jest - to nie warto.

Coz mozna dodac- nasza (partnerow) ocena zawsze bedzie subiektywna.
Czasami ofiara,w kacie widzi zbawce.
Jestem po sesji i musze przyznac,ze mam problem......
Jestem zla na moja terapeutke,za to,ze wg.mnie,probuje wybielic mojego meza.
Z drugiej strony,wiem,ze jest profesjonalistka,z duzym doswiadczeniem w tym akurat temacie.
Nie wiem,gdzie lezy przyczyna tego,ze ja nie chce slyszec rzeczowych argumentow,na jego korzysc.
TO JEST UZALEZNIENIE,czy sie to komus podoba,czy nie.
Ok.To do mnie dotarlo.
Po roku,ale dotarlo.
Co nie zmienia faktu,ze ja nie chce tego akceptowac.
Mam kompletnie podzielona psychike: z jednej strony,znam zasady funkcjonowania uzaleznienia i wszystkich wiazacych sie z tym konsekwencji,a druga strona medalu wyglada zupelnie inaczej.
NIE CHCE TEGO PRZYJAC DO WIADOMOSCI!
Nie wiem,czy to moje zranione ego,nie wiem,czy to fakt,ze gdzies w podswiadomosci,tlucze sie mysl,ze moze
po drodze to ja zgubilam go jako czlowieka do kochania.
Bo przeciez byly inne,wazniejasze rzeczy......Wybor dobrej szkoly dla dziecka,zmiana pracy,wiekszy prestiz
i pieniadze,kupno wiekszego domu.
Retrospektywnie( co nie jest ani latwe,ani przeyjemne),zaczynam widziec rzeczy,ktorych widziec nie chce.
Nie mysl MAREK,ze ja w jaki kolwiek sposob,probuje go usprawiedliwiac.
Nic bardziej mylnego.
Patrze teraz na siebie i swoje zachowania. I widze,ze nie bylam "czysta".
Taka mala dygresja.
Zawsze latwiej doszukiwac sie winy w partnerze,okolicznosciach.....
Znacznie trudniej zdobyc sie na refleksje,co  i w ktorym momencie poszlo nie tak.
Moze podswiadomie czulam,ze cos jest nie tak i wlaczyl sie instynkt samozachowawczy,
i automatycznie,zaczelam sie od niego oddalac?

Dobry Boze,temat rzeka....

Twoje zadanie,w tej chwili,polega (nie mowiac o rzeczach oczywistych,PRZESTALES , JEST TRZEZWY),
na przekonaniu Twojego Aniola,ze nigdy,przenigdy do tego nie wrocisz.
Juz dobrze znasz ten smrod,smrod,ktory ciagnie sie za toba od 6ciu lat.
Znasz ten "zapach".
Nie pozwol,zeby znow wzial gore.
Nie narazaj na to Twojego ANIOLA.

Powodzenia

"Światło wierzy, że przemieszcza się szybko - ale się myli.
Nieważne jak szybko pędzi zawsze odkrywa,
że ciemność dotarła na miejsce wcześniej i już na nie czeka".

69 Ostatnio edytowany przez Marek_40 (2010-11-03 16:04:59)

Odp: Seksoholizm

Malino.

Skoro wiesz że Twoja terapeutka "jest profesjonalistką, z dużym doświadczeniem w tym akurat temacie" to dlaczego zakładasz że ona chce go "wybielić" ??? A co tu wybielać ? Fakty są takie jakie są i inne już nie będą. Jej zadaniem, jako Twojej terapeutki, jest działanie na Twoją korzyść ! Czy ja się mylę ? Dlaczego jesteś na nią zła ? To proste - obrała taką a nie inną metodę - i tyle. W swoim działaniu zmierza do celu jaki chce - i Ty też chcesz - osiągnąć (wiesz o czym myślę). Nie chcesz słuchać rzeczowych argumentów na jego korzyść ? A dlaczego ? Tego co robił nie można usprawiedliwić ale przecież są jakieś przyczyny, być może niezależne od niego, na które nie miał wpływu. Nie chcesz tego zaakceptować - to trochę tak jakbyś nie chciała przyznać że po nocy nastaje dzień. Podążaj jej ścieżką, pomóż jej a pomożesz sobie (jeżeli się mylę, wybacz)

Podkreślasz "NIE CHCĘ" - to trochę niedobrze, co ? Pomyśl chwilkę i zastanów się nad konsekwencjami takiego podejścia. Twoje ego zostało urażone. Nie można go w żaden sposób "obłaskawić" ? Naprawdę nie można ?

Wiem że nie chcesz ani też nie usprawiedliwiasz jego postępowania. Można poznać przyczyny ale NIE MOŻNA i NIE WOLNO tego usprawiedliwiać !!! Piszesz :

Patrze teraz na siebie i swoje zachowania. I widzę, że nie byłam "czysta".

Malino !!! otrząśnij się !!! doszukujesz się winy ... w sobie ??? TO JEGO WINA !!!

!!! ja czuję się winny wszystkiego co uczyniłem i jestem przekonany że to nigdy nie powinno zostać wybaczone !!!

Jak i czy można wybaczyć tak skrajne skur*stwo jakim jest zdrada małżeńska ? można to zrobić ? Pragnę wierzyć że można. Kto, oprócz Boga, potrafi kochać tak mocno żeby wybaczyć ? Zakochana Kobieta. Tylko Ona potrafi tak kochać. Tak kocha Mój Anioł. A nie wiem czy mi wybaczy. Wiem, że nie powinna mi tego wybaczyć. Może pozwoli mi tylko żyć u swego boku. Kocham ją. Mam nadzieję że pozwoli mi okazywać sobie tę miłość. Żałuję tego co zrobiłem. Zrobię WSZYSTKO aby naprawić szkody jakie wyrządziłem. A tak niewiele umiem, tak niewiele wiem.

PS. Malino. Piszesz bez polskich znaków diaktrycznych. Czy moje się u Ciebie wyświetlają ?

Boże. Użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym czego nie mogę zmienić, odwagi - abym zmieniał to, co mogę zmienić i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.

70

Odp: Seksoholizm

Witaj Marek,
nie pownnam wczoraj niczego pisac.
Wyszlo nie tak,jak chcialam.
Moja terapeutka,caly czas kladzie silny nacisk na to ,ze to,co sie stalo,nie ma zadnego zwiazku z moja osoba.
Caly czas mi powtarza,ze mezczyzni doskonale odrozniaja sex od milosci i to my,kobiety,miedzy obiema stawiamy znak rownosci.....
Nie powinnam negowac jej spojrzenia na temat,bo to ona,a nie ja jest profesjonalistka.
Tylko tak trudno podejsc do tego rzeczowo i na chlodno,kiedy w czlowieku gotuja sie emocje(po raz kolejny).

ABSOLUTNIE NIE DOSZUKUJE SIE ZADNEJ WINY W SOBIE!
Biorac pod uwage(wspominalam o tym wczesniej),ze kiedy go poznalam ,on juz mial 20cia lat "doswiadczenia".
Wiec to zadna moja wina, a uwierz mi,jestem naiwna ale NIE GLUPIA.
Wczoraj,po raz pierwszy,po prostu zaczelam patrzec na siebie z perspektywy wspolnych 16tu lat.
I,niestety,naszly mnie takie,a nie inne refleksje......


To dobrze,ze czujesz sie winnym,bo przeciez jestes.
Kazda lawa przysieglych,wydalaby na Ciebie wyrok skazujacy!

Plusem dla Ciebie jest to,ze naprawde sie starasz.
Pokaz Twojemu Aniolowi,ze jestes CZLOWIEKIEM, i pisze z duzej litery,bo wiem,ze Twoj Aniol wierzy w CZLOWIECZENSTWO.
Twoj Aniol jest tak madry,ze wie,ze bycie CZLOWIEKIEM,to bycie slabym.
I Twoj Aniol daje Ci szanse,zebys pokazal jej lepsza czesc czlowieczenstwa!
Nie spieprz tego.
Taka szanse dostaje sie tylko raz.


Nie martw sie o znaki diaktryczne - wyswietlaja sie OK.
Moje nie beda sie wyswietlac u Ciebie,bo nie mam polskiej klawiatury,ale to chyba jest tutaj naj mniej istotne.
Swoja droga,szkoda,ze nie mam mozliwosci przeslania Ci maila na pr.
Istnieje strona,FENOMENALNA,ktora,uwazam,byla by bardzo pomocna,ale nie chce sie narazac,a przy tym,musiala bym zadac Ci pytanie o znajomosc jesyka obcego.
Mozesz mi przeslac maila na privet,jezeli jestes zainteresowany.

Usuwaj kazdy pylek spod stop Twojego Aniola.
Badz pewien,ze Aniol CZUJE W KAZDEJ CHWILI TO,ZE GO KOCHASZ I JESTES DLA NIEGO W STANIE ZROBIC WSZYSTKO!
Nie spie....dol tego kolego.

Pozdrawiam i zycze sily

"Światło wierzy, że przemieszcza się szybko - ale się myli.
Nieważne jak szybko pędzi zawsze odkrywa,
że ciemność dotarła na miejsce wcześniej i już na nie czeka".

71 Ostatnio edytowany przez Marek_40 (2010-11-04 11:17:57)

Odp: Seksoholizm

Staram się Malino, staram. Nie zawsze wszystko mi wychodzi, nie wszystko się udaje ale staram się. Zależy mi na tym aby się udało. Jestem to winien wszystkim których skrzywdziłem.

Powoli dojrzewam do stanu, w którym przyznam samemu sobie kim jestem i co zrobiłem. Wierzysz że podczas golenia nie patrzę sobie w oczy ? Że unikam własnego wzroku ? Mój Anioł kiedyś powiedział że współczuje mi tej chwili, kiedy do mnie dotrze kim byłem. Obrachunek moralny - to coś co każdy seksoholik powinien uczynić. No i ? Mógłbym się rozpisać, argumentować, udowadniać, postępować zgodnie z utartymi schematami, podążać za wskazówkami 12 kroków SA, etc. A na końcu i tak, spojrzę w lustro, spojrzę sobie w oczy i powiem ty ch*ju, skur*nie, patrz co narobiłeś. Czy w tej chwili będzie miało znaczenie dlaczego tak postępowałem ? Bo że niby co ? "Chory" byłem ? To niczego nie tłumaczy.

Oj, Malino (i Wy wszyscy, którzy sądzicie że po terapii seksoholik może normalnie żyć). Jeżeli "chory" wróci do stanu "normalności" to wyrzuty sumienia powinny go zabić. Bo jak tu żyć ze świadomością kim jestem i co zrobiłem ? Mężczyźni doskonale odróżniają sex od miłości - nawet nie chcę myśleć o możliwych implikacjach tego stwierdzenia - to stwierdzenie (chociaż być może prawdziwe) niczego nie tłumaczy i nie może być argumentem w dyskusji nt. zdrady małżeńskiej.

Tak sobie myślę że trzeba być silnym, chcieć i działać - to chyba jedyne wymagania jakie muszą być spełnione dla ratowania związku. Chcesz ratować związek ? On też chce ? Jesteś silna ? On też ? To do dzieła ! Nikt tego za nas nie załatwi. Nikt (poza nami) nie naprawi naszego związku. Ci wszyscy "z boku" to obcy. Mogą pomagać, doradzać (przeszkadzać przecież tez mogą) ale to my podejmujemy decyzje. To od nas zależy TERAZ, które kształtuje przyszłość.

PS. Proszę, przestań dawać mi jakiekolwiek "plusy". Nie zasługuję na najmniejszą nawet pochwałę swojego postępowania.

Boże. Użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym czego nie mogę zmienić, odwagi - abym zmieniał to, co mogę zmienić i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.

72

Odp: Seksoholizm

Czytam raz jeszcze te wszystkie posty i tak sobie myślę, że chyba nikt do końca nie docenia prostego faktu: kochał - przestał kochać. Kochała - przestała kochać. Poprzednio mi się nie chciało niczego zmieniać - obecnie mi się chce nad sobą pracować, bo widzę jak bardzo mi zależy na moim Mężczyźnie. W poprzednim związku bym się z tego śmiała. "Nie podoba się? To do widzenia". I tyle. Przez jakiś czas miałam wyrzuty sumienia, że on mnie jeszcze wtedy kochał a ja jakoś nie potrafię odwzajemnić jego uczuć. To usprawiedliwiało mnie w moich oczach. Jasne że źle, ale w końcu odeszłam.
Między innymi po to, żeby szukać takiej miłości jakiej pragnęłam.

Co mnie ostatnio martwi - zaczynamy być na różnych poziomach jeśli idzie o nasze fizyczne potrzeby. Ja wciąż chciałabym raz, dwa razy dziennie. On czasem nie chce przez dwa dni. Wiem, że muszę to uszanować, ale tysiące myśli przelatują mi przez głowę. Zaczyna się nudzić?
Problem w tym, że za każdym razem gdy zaczynam dyskusję, jestem zapewniana, że nic się nie zmienia, a ja jednak czuję powiększającą się we mnie frustrację...

Cholera, jeśli kiedykolwiek będę chciała następnego związku, chyba z całą premedytacją pójdę na jakieś spotkanie Anomimowych, żeby związać się z kimś podobnym do siebie w kwestii t y c h potrzeb...

Chociaż to w sumie też źle... Mam na myśli wychodzenie akurat z tego punktu...

Wracając jednak do mojej głównej myśli, nigdzie nie jest napisane, że należy się męczyć w związku z kimś kogo przestało się kochać. Ślub jest piękną rzeczą. Ten cały haj jest cudowny. Poczucie, że można coś takiego w ogóle komuś obiecać dodaje skrzydeł. Ale...

73

Odp: Seksoholizm

Witam ponownie.Stale śledzę tą stronę,choć nieczęsto zabieram tu głos, ale czasem mam taki wewnętrzny przymus i wtedy piszę.
Annber jak czytam twoje słowa to stale mam wrażenie że pomyliłaś wątki. Że tak naprawdę piszesz o czymś o czym nie masz pojęcia. Człowiek mający duże potrzeby seksualne a seksoholik to są dwie rożne osoby. Można mieć duże potrzeby i nie być seksoholikiem i nie mieć wysokiego libido a być seksoholikiem. To nie ma jedno z drugim nic wspólnego. Osoba nieuzależniona z dużymi potrzebami wybiera partnerów świadomie nie pójdzie do łóżka z byle kim to Ona wybiera, decyduje z kim kiedy i gdzie.Jak nie podoba jej się ktoś to powie nie i już. Zdarza się że ulegnie chwili i po akcie mówi sobie gdzie ja miałam/ miałem oczy, ale to się tylko zdarza.
Seksoholik natomiast nie panuje nad tym nie odmówi seksu nikomu, bo nie o seks tu chodzi jako taki. Seksoholikiem rządzi mechanizm zwany uzależnieniem. To jest sposób na wyładowanie napięcia, pozbycie się emocji.
Seks jest jedną z naturalnych potrzeb człowieka i różnimy się tym od zwierząt, u których jest to akt prokreacji. My uprawiamy seks nie tylko wtedy gdy z tego może  powstać nowe życie, ale również  przyjemności, dla okazania uczuć, czy zaspokojenia jakiś potrzeb. Zaburzenia pojawiają się wtedy gdy człowiek przestaje nad tym panować i seks zaczyna służyć   tylko do zaspakajania potrzeb- wyładowywania emocji czy podniesieniu własnej wartości. Poczucie swojej wartości zawsze może być większe a emocje zawsze w nas będą i każdy z nas powinien umieć sobie z nimi radzić . Ale jak wiemy nie każdego nauczono jak to robić. I stąd są uzależnienia.  Równie silną potrzebą dla każdego stworzenia na ziemi jest jedzenie i przyjmowanie płynów. Czy jak znajdziesz się na pustyni ze swoim dorosłym dzieckiem i będziesz miała resztkę wody wypijesz ją po kryjomu czy ostatnią kroplę oddasz swojemu dziecku? Większość ludzi  zginie za swoje dziecko bez mrugnięcia okiem. Natomiast większość zwierząt prędzej zabije swoje dorosłe dziecko niż samo zginie.I tym się różnimy od zwierząt, że dano nam dar panowania nad swoimi emocjami i potrzebami. Uczucie jakim darzymy drugiego człowieka nie pozwoli nam go skrzywdzić. Chyba że nasz rozwój emocjonalny jest zaburzony, nie pozwolono nam w dzieciństwie wyrażać emocji nie nauczono nas jak to robić( oczywiście bardzo tu upraszczam, ale trudno żebym się rozpisywała tu jak wychowywać dzieci). Wtedy tłumimy te emocje które w końcu znajdą ujście najczęściej w uzależnieniu  i nie jest ważny środek uzależniający ale sam mechanizm uzależnienia.
Annber ja nie wiem czy ty jesteś seksoholiczką czy nie i myślę że ty też nie wiesz, być może jesteś na początku tej drogi, która niestety prowadzi w dół. Na pewno wiesz że coś jest nie tak i za to Cię podziwiam, że to widzisz. Mało który człowiek uzależniony Czy to od alkoholu czy seksu czy narkotyków zdaje sobie sprawę że ma problem dopóki nie spadnie na dno.
Dlatego dziewczyno coś z tym rób zanim się zniszczysz, psycholog to taki człowiek który może Ci pomóc i nie gryzie:)
Ja za Ciebie mocno trzymam kciuki i będę Ci kibicować nie zniszcz siebie i człowieka z którym jesteś , bo możecie być szczęśliwi.

74

Odp: Seksoholizm

Witajcie,

Dziękuję wszystkim za wpisy na tym forum, są niezwykle pomocne.
Bardzo proszę o informację tych osób które uczestniczyły lub nadal uczestniczą w terapii. Pani seksuolog do której się zgłosiłam powiedziała że terapia jest niezbędna i będzie wyglądała tak, że pracować będzie głównie z osobą która ma podstawowy problem czyli z moim facetem, że będzie też praca ze mną i z nami razem. Czy u Was też tak wygląda?
Czy badana była u Was na początku motywacja ?

Jak Marku było u Ciebie, gdy Twoja żona znalazła psychologa, czy szybko podjąłeś decyzję czy się opierałeś ?
Pytam bo to wzięlam sprawę w swoje ręce po tym jak go zobaczyłam masturbującego sie przy porno. Wcześniej tylko przeczuwałam że się często onanizuje ale nigdy go nie przyłapałam. Wiedziałam że jeśli teraz nic nie zrobię to sama siebie skazuję na współuzależnienie. A tego nie chcę. Poszłam po pomoc. Powiedziałam mojemu partnerowi że byłam u specjalisty i że dostał zaproszenie na spotkanie. Zgodził się ale zaraz dodał że poszuka też innego, z NFZ bo taki prywatny to może wmawiać nam problem. Czyli pojawił się juz opór.
Póki co od kilku dni mój F. się do mnie nie odzywa. Może się waha, może nie ma wystarczającej motywacji ?
Jest zagrożony w pracy, nasz związek też jest pod znakiem zapytania ale może jeszcze to nie jest ten jego czas ? Może potrzebuje jeszcze innego silnego bodźca aby zapragnąć zmian?

Wiem jedno, jeżeli on się nie zdecyduje na terapię to ja odchodzę, z bólem serca ale odchodzę. Kocham go bardzo, jest dla mnie przyjacielem i miłością życia ale nie godzę się na bycie poniżaną i zdradzaną.
Terapeutka dała mi jasno do zrozumienia że tylko terapia może być dla nas szansą.
Póki co czekam. Czekam na znak że on chce szukać pomocy.
I modlę się . Tak, teraz  pozostaje mi tylko zaufać. Cokolwiek sie stanie, wierzę że będzie miało sens.
Pozdrawiam wszystkich

Kostka

75

Odp: Seksoholizm

Kachna66, dziekuje za Twoje slowa.
Chyba masz racje z wizyta u psychologa. Czuje, ze cos jest ze mna nie tak, jednak nie do konca jestem w stanie okreslic co...

Z tego, co siebie obserwuje, to w momencie jesli wszystko jest w porzadku miedzy mna a moim partnerem, moje potrzeby sa zaspokojone, nie mam najmniejszych nawet pokus, zeby rzucac sie na pornografie albo polowac na facetow w klubach (co mialo miejsce w przeszlosci - ale tylko wtedy, gdy albo nikogo nie mialam albo moj zwiazek chylil sie juz ku upadkowi a uczucia ktore zywilam do mojego meza byly bardzo dalekie od tego zeby je opisac slowem "milosc"). Zreszta patrzac wstecz, faceci na jedna noc byli kompletna pomylka. Maksymalne spelnienie moge osiagnac jedynie wtedy, kiedy wszystkie elementy dokladnie do siebie pasuja. Kocham. Jestem kochana. A seks z Nim jest forma wyrazenia jak bardzo bliski mi jest.
(zreszta tak dokladnie jest w moim obecnym zwiazku. Dotykam nieba za kazdym razem, gdy jestem z nim blisko. Tyle, ze... ja chce wiecej :-)

76 Ostatnio edytowany przez Marek_40 (2010-11-08 14:03:41)

Odp: Seksoholizm

- Malino.
Dziękuję za linka. Rzeczywiście, ciekawa strona.

- Annber.
Pomyśl nad wizytą u psychologa. Tak na mojego czuja to chyba powinnaś to zrobić - bo niby wszystko pięknie i ładnie ale (no właśnie, to wredne "ale") niepokoją mnie Twoje słowa że "ja chcę więcej". Wiesz - ja też chciałem więcej. Obym się mylił. Obym nie miał racji mówiąc że jesteś na samym początku tej drogi która zaprowadziła mnie na samo dno. Zauważ, Kachna ma podobne spostrzeżenia.

- Kostka.
Doprawdy, nie wiem co Ci odpisać. Przeczytaj, proszę, wszystkie moje posty. Dość szczegółowo opisuję swoją historię. Na dziś uczestniczę w terapii. I wiem że jest niezwykle pomocna. Ze swojej strony polecam jednak psychologa w miejsce seksuologa. A tak na marginesie - nie za szybko na decyzję o rozstaniu ?

- od siebie dla wszystkich - kilka ważnych myśli
Bardzo istotna jest postawa partnera. Bez jego wsparcia NIC nie ma sensu (przynajmniej tak jest w moim przypadku dziękuję Ci Mój Aniele). Niezwykle ważne (wręcz krytyczne) jest nastawienie uzależnionego. Jeżeli chce to ma szansę. Jakakolwiek wpadka jest niedopuszczalna - niweczy wszystkie osiągnięcia. Ponadto uzależniony bezwzględnie musi znać i utrzymywać kierunek w którym ma podążać. Bez tego, poruszając się po omacku, naraża się na porażkę.

Modlitwa o pogodę ducha. Jej pierwsze cztery wersy. Pozwólcie że je przytoczę (rozpoczynamy nią meeting'i) :

Boże, użycz mi pogody ducha
abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić.
Odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić.
I mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.

Zauważcie ile w tych kilku słowach determinacji, bezradności i nadziei. Nie czytajcie słów tej modlitwy w ciszy. Przeczytajcie ją jeszcze raz - na głos. Usłyszcie ją. Przeczytajcie ją dla siebie. Gwarantuję że spojrzycie na wszystko nieco inaczej.

I dalej. 12 kroków SA - coraz częściej doświadczam przekonania że stanowią clou rozwiązania mojego problemu.
Pozwólcie że przytoczę je ponownie :

1. Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec lubieżności i że przestaliśmy kierować  własnym życiem.
2. Uwierzyliśmy, że Siła Większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie.
3. Postanowiliśmy powierzyć naszą wolę i nasze życie opiece Boga, jakkolwiek Go pojmujemy .
4. Zrobiliśmy gruntowny i odważny obrachunek moralny.
5. Wyznaliśmy Bogu, sobie i drugiemu człowiekowi istotę naszych błędów.
6. Staliśmy się całkowicie gotowi, aby Bóg uwolnił nas od wszystkich wad charakteru.
7. Zwróciliśmy się do Niego w pokorze, aby usunął nasze braki.
8. Zrobiliśmy listę osób, które skrzywdziliśmy i staliśmy się gotowi zadośćuczynić im wszystkim.
9. Zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim, wobec których było to możliwe, z wyjątkiem tych przypadków, gdy zraniłoby to ich lub innych.
10. Prowadziliśmy nadal obrachunek moralny, z miejsca przyznając się do popełnianych błędów.
11. Dążyliśmy poprzez modlitwę i medytację do coraz doskonalszej więzi z Bogiem, jakkolwiek Go  pojmujemy , prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas, oraz o siłę do jej spełnienia.
12. Przebudzeni  duchowo dzięki tym krokom, staraliśmy się nieść posłanie innym seksoholikom i stosować te zasady we  wszystkich  naszych poczynaniach.

Jak ważne jest aby podążać tą ścieżką ! I jak bardzo trudne i bolesne. Szczęście rodzi się w bólu. A przecież właśnie tam podążam. Póki co, boli. Wierzę że kiedyś przestanie. I dotrę tam gdzie zmierzam. Robię to bo chcę to robić. Dla siebie. I dla Mojego Anioła. Kocham Cię Mój Aniele. Już do Ciebie biegnę !

Boże. Użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym czego nie mogę zmienić, odwagi - abym zmieniał to, co mogę zmienić i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.

Posty [ 39 do 76 z 263 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 7 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018