Ogarnięty życiowo facet... co to faktycznie znaczy? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NIEŚMIAŁOŚĆ, NISKA SAMOOCENA, KOMPLEKSY » Ogarnięty życiowo facet... co to faktycznie znaczy?

Strony Poprzednia 1 6 7 8

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 421 do 439 z 439 ]

421

Odp: Ogarnięty życiowo facet... co to faktycznie znaczy?
Nowe_otwarcie napisał/a:

Właśnie o to chodzi: by kobieta była taka żeby nie było uczucia zawodu jak facet odżyje.

Dla mnie to trochę tak, jakby kobietę namawiać na auto z wypadku dając obietnicę czy gwarancję, że jak je nabędzie, to po gruntownej naprawie będzie z niego miała większy pożytek i da jej więcej satysfakcji niż jakieś średniej klasy auto "na chodzie". wink
Może to auto z wypadku to jakiś super model i wystarczy trochę przyklepać tu i ówdzie, odmalować, by przebiło nie jednego średniaka. Może... wink

Zobacz podobne tematy :

422

Odp: Ogarnięty życiowo facet... co to faktycznie znaczy?
Ela210 napisał/a:

Myślę  że autora bez zmiany myślenia czeka wiele związków  które będą się wypalać po dłuższym czy krótszym czasie.  Raczej krótszym, bo w pewnym wieku nie ma już cementu typu zakładamy rodzinę,  wspólny kredyt itd..
Zresztą nie myślę, by go to zmartwilo, gdyby jego związki kończyły się na zakladkę: czyli od razu pojawiała się druga kobieta.

Elu, z tego posta (zwłaszcza z jego zakończenia) to już wychodzi że uważasz mnie za kogoś, czyje potrzeby względem kobiet ograniczają się do tego by mieć na bieżąco kogo zaroochać miesiąc w miesiąc, a przy takim założeniu rozmowa zmierza do ściany, tym bardziej że założenie jest chybione.

423

Odp: Ogarnięty życiowo facet... co to faktycznie znaczy?
Roxann napisał/a:

Nie, nie o to chodzi, że musiałabym się bardziej starać, na pewno nie w tym sensie. Chodzi o to, że ciężko przewidzieć, jak taki facet się zachowa, jaki będzie kiedy dostanie już tą rybę, ile czasu i energii trzeba będzie mu poświęcić ile dać tej "miłości" i wsparcia by stanął na nogi i zaczął żyć, być takim jakim chce dzięki takiej kobiecie. To uzależnianie szczęścia od drugiej osoby to też spora wygoda i zrzucenie z siebie odpowiedzialności. Zmiana to cały proces i sama obecność drugiej osoby nie sprawi, że nagle staniesz się innym człowiekiem. Może i będziesz miał więcej motywacji, energii itd., ale ta osoba też przecież może mieć gorszy dzień, mieć swoje problemy itd.
Przykładowo poznając takiego faceta, zaczęłabym go ciągnąć za rękę, motywować, wspierać, dbać... ale kiedy to by było wystarczające by nie czuć się wykorzystywaną? Co gdybym powiedzmy załatwiła facetowi dobrze płatną, wzięła do swego domu, zorganizowała fajnie wspólny czas, dała ciepło itd., gdyby np. okazało, że ta praca mu nie odpowiada, że jednak zamiast gdzieś wyjechać, woli siedzieć w domu, że jednak tego wsparcia i wyrozumiałości ma za mało. Inna sprawa, że tak jak uzależnianie szczęścia od drugiej osoby, tak i całkowite skupienie na tej drugiej, nie jest dobre, wręcz toksyczne. Ja po prostu nie chciałabym mieć w domu dorosłego faceta, z którym trzeba się obchodzić jak z jajkiem, który nie potrafi sam funkcjonować, a przynajmniej tak twierdzi, i się uczepia na mnie. Osobiście uważam, że sama "miłość", to zbyt mało by taki facet się zmienił, a jest to tylko wygodna wymówka, dlaczego nic w tym kierunku nie robi - od początku jest zwalana wina na innych, a nie szukanie jej w sobie. Czyli co, jak np. miło tej miłości, za pół roku, rok, dwa, dalej nie znajdzie satysfakcjonującej pracy albo coś pójdzie nie tak, to kto będzie winny? Oczywiście kobieta. Poza tym już samo podejście, że facet chce czy zapowiada zmianę ale pod takim i takim warunkiem, jest niezwykle ryzykowane. Jak kogoś poznajemy, to takim jaki jest tu i teraz a nie obietnicami, jaki będzie, jak dostanie naszą miłość.
I podobnie jak Ela uważam, że trudno mu będzie stworzyć trwały związek, bo potrzebna jest zmiana myślenia, która nie nastąpi z dnia na dzień, a takich kobiet, które zechcą się "poświęcić" w imię wyższych ideałów może i jest sporo ale w większości będą to osoby w podobnej sytuacji, po przejściach, szukających sensu życia i nowego źródła energii do działania w postaci kochającej 2 połowki.

Edit: Weźmy odwróćmy sytuację, jest pewna kobieta z kompleksami, narzekająca na swój los, brakiem chęci i siły do zmian, która twierdzi, że przyczyną stanu rzeczy jest brak drugiej połówki i gdyby tylko znalazła faceta, który by ją pokochał, to nie tylko zadbałaby o swój wygląd ale i rozwój, poszukała lepszej pracy itd. i byłaby dla niego najlepszą partnerką pod słońcem. Czy takie podejście czy też obietnica jest zachęcająca i wiarygodna? Już widzę ilu chętnych by się znalazło by taką dziewczynę wybawić z marazmu i z entuzjazmem czekać na efekty swojej "miłości, jak przy nich rozkwitnie.

Po pierwsze: wyliczyłaś już więcej rzeczy niż ja bym potrzebował od tej swojej drugiej połówki, przestrzeliłaś nieco. Do wielu zmian wystarczy samo to, że ona jest; niczego mi nie musi znajdować, znajdę sobie sam dzięki temu, że mam świadomość że ona jest przy mnie, że zależy jej na mnie i moim rozwoju. Ale z zakończeniem tej części trafiłaś: może więc właśnie odpowiednią osobą dla mnie jest taka kobieta jaką opisałaś w części swojego posta sprzed edycji... i może właśnie dlatego taką wybrałem.

Edytowana część: ale też muszę widzieć w tej kobiecie potencjał. A to, czy kobieta jest np.  potencjalnie ładna, to widać nawet jak nie dba o urodę, schudnąć też może, podobnie jak wyregulować pewne rzeczy po dojściu do siebie. Zresztą na tę też czekam aż uporządkuje pewne rzeczy, więc masz odpowiedź smile

424 Ostatnio edytowany przez Nowe_otwarcie (2021-09-05 13:50:09)

Odp: Ogarnięty życiowo facet... co to faktycznie znaczy?
Roxann napisał/a:
Nowe_otwarcie napisał/a:

Właśnie o to chodzi: by kobieta była taka żeby nie było uczucia zawodu jak facet odżyje.

Dla mnie to trochę tak, jakby kobietę namawiać na auto z wypadku dając obietnicę czy gwarancję, że jak je nabędzie, to po gruntownej naprawie będzie z niego miała większy pożytek i da jej więcej satysfakcji niż jakieś średniej klasy auto "na chodzie". wink
Może to auto z wypadku to jakiś super model i wystarczy trochę przyklepać tu i ówdzie, odmalować, by przebiło nie jednego średniaka. Może... wink

No co Ci powiedzieć? Stuknięty merol, jak się go porządnie naprawi, to na 95% da więcej satysfakcji niż kupiona za tę samą sumę Dacia będąca na chodzie wink
Tylko właśnie podstawową kwestią jest to jak bardzo cena odbiega od wyjściowej dla bezwypadkowego? Dlatego taki facet to też nie jest faktycznie propozycja dla kobiety, która na wcześniejszym etapie życia (zakładając że by się znali) mogłaby sobie tylko o nim pomarzyć, bo faktycznie jest ryzyko że jak odżyje, to ona może zacząć go uwierać. Tak samo jak dla Janusza biznesu nie jest opcją specjalista mający chwilowy kryzys, bo wiadomo że nawet jak Janusz z chciwości go zatrudni, to gość nie będzie mu pracować "z wdzięczności" do emerytury za minimalną krajową.

Czyli odnosząc do tego o czym pewnie myślisz: jeśli kobieta (nazwijmy to) zbyt wiele oczekuje za to że łaskawie da mu szansę, to to też nie przejdzie.

425 Ostatnio edytowany przez Roxann (2021-09-05 13:58:24)

Odp: Ogarnięty życiowo facet... co to faktycznie znaczy?
Nowe_otwarcie napisał/a:

Po pierwsze: wyliczyłaś już więcej rzeczy niż ja bym potrzebował od tej swojej drugiej połówki, przestrzeliłaś nieco. Do wielu zmian wystarczy samo to, że ona jest; niczego mi nie musi znajdować, znajdę sobie sam dzięki temu, że mam świadomość że ona jest przy mnie, że zależy jej na mnie i moim rozwoju. Ale z zakończeniem tej części trafiłaś: może więc właśnie odpowiednią osobą dla mnie jest taka kobieta jaką opisałaś w części swojego posta sprzed edycji... i może właśnie dlatego taką wybrałem.

Edytowana część: ale też muszę widzieć w tej kobiecie potencjał. A to, czy kobieta jest np.  potencjalnie ładna, to widać nawet jak nie dba o urodę, schudnąć też może, podobnie jak wyregulować pewne rzeczy po dojściu do siebie. Zresztą na tę też czekam aż uporządkuje pewne rzeczy, więc masz odpowiedź smile

W takim razie uważam, że to może się udać bo początkowo miałam wrażenie, że masz nieco zawyżone wymagania i roszczeniowe podejście do kobiet. Mnie nie dziwi, że przyciągasz akurat osoby będące w podobnej sytuacji do Twojej. Możecie dać sobie wsparcie i zrozumienie, wzajemnie motywować do działania zauważając swój potencjał. To jest ta równowaga w dawaniu i braniu, przynajmniej częściowa. Dlatego potencjalne rozczarowanie czy poczucie wykorzystania jest mniej prawdopodobne. Gorzej by było gdybyś szukał kobiety, na której chciałbyś się uwiesić i/lub podbudować ego jej kosztem. Niestety faceci będący w dołku czy z kompleksami idą na łatwiznę i uznają, że atrakcyjna kobieta załatwi wszystko.

Nowe_otwarcie napisał/a:
Roxann napisał/a:
Nowe_otwarcie napisał/a:

Właśnie o to chodzi: by kobieta była taka żeby nie było uczucia zawodu jak facet odżyje.

Dla mnie to trochę tak, jakby kobietę namawiać na auto z wypadku dając obietnicę czy gwarancję, że jak je nabędzie, to po gruntownej naprawie będzie z niego miała większy pożytek i da jej więcej satysfakcji niż jakieś średniej klasy auto "na chodzie". wink
Może to auto z wypadku to jakiś super model i wystarczy trochę przyklepać tu i ówdzie, odmalować, by przebiło nie jednego średniaka. Może... wink

No co Ci powiedzieć? Stuknięty merol, jak się go porządnie naprawi, to na 95% da więcej satysfakcji niż kupiona za tę samą sumę Dacia będąca na chodzie wink
Tylko właśnie podstawową kwestią jest to jak bardzo cena odbiega od wyjściowej dla bezwypadkowego? Dlatego taki facet to też nie jest faktycznie propozycja dla kobiety, która na wcześniejszym etapie życia (zakładając że by się znali) mogłaby sobie tylko o nim pomarzyć, bo faktycznie jest ryzyko że jak odżyje, to ona może zacząć go uwierać. Tak samo jak dla Janusza biznesu nie jest opcją specjalista mający chwilowy kryzys, bo wiadomo że nawet jak Janusz z chciwości go zatrudni, to gość nie będzie mu pracować "z wdzięczności" do emerytury za minimalną krajową.

Czyli odnosząc do tego o czym pewnie myślisz: jeśli kobieta (nazwijmy to) zbyt wiele oczekuje za to że łaskawie da mu szansę, to to też nie przejdzie.

Właśnie o to chodzi byś Ty nie przeceniał swoich możliwości "po zmianie", ani potencjalna kobieta nie miała zbyt wielkich oczekiwań (i na odwrót). W końcu macie się zakochać w sobie już teraz wink także ta zmiana zapowiadana już na wstępie, może przynieść różne skutki. wink

426 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-09-05 17:58:20)

Odp: Ogarnięty życiowo facet... co to faktycznie znaczy?

Nic nie pisałam o seksie, jak tu sugerujesz
Wiem że wierzysz  w swoją wizję 2 koników w karocy , które razem pomkną ku swietlanej przyszłości. Ale uważam że w samym założeniu jest błąd.
Bo co innego pojechać razem jak jest każdemu osobno po drodze, a co innego przypiąć się do dyszla i realizować wspólny cel. Niby subtelna różnica, ale tylko z pozoru.
W Twojej wizji związku mam wrażenie że wpisane jest takie myslenie: że nie bierzemy sobie kogoś,  kogo akceptujemy, tylko kogoś  kto musi podlegać  tuningowi..A skąd wiesz że dziewczyna o pięknej twarzy o porarganych włosach i w dżinsach będzie chciała zmieniać  się w kierunku który Ty sobie wymyślasz?

jedni lubią zagadki kryminalne- a ja psychologiczne smile

większym nieszczęściem nie umieć kochać, niż nie być kochanym... smile

427

Odp: Ogarnięty życiowo facet... co to faktycznie znaczy?
Ela210 napisał/a:

Nic nie pisałam o seksie, jak tu sugerujesz
Wiem że wierzysz  w swoją wizję 2 koników w karocy , które razem pomkną ku swietlanej przyszłości. Ale uważam że w samym założeniu jest błąd.
Bo co innego pojechać razem jak jest każdemu osobno po drodze, a co innego przypiąć się do dyszla i realizować wspólny cel. Niby subtelna różnica, ale tylko z pozoru.

Wiesz Elu, to nie tak: to nie dwa koniki przy karocy. To raczej dwa konie uczące się ciągnąć ciężki wóz, które uczą się sobie ufać i widzą, że przy jednej przeszkodzie terenowej jeden z koni wie lepiej jak pociągnąć skutecznie wóz, przy innej drugi z koni będzie sobie radzić lepiej, ale nabierają przekonania że razem są w stanie ten wóz pociągnąć, że są w stanie ciągnąć go razem. Ze się rozumieją, wiedzą czego się można po tym drugim koniu spodziewać, w jakim stopniu można na nim polegać, ZA CO chce się z nim iść w parze i MIMO CZEGO chce się z nim iść w parze.

Ela210 napisał/a:

W Twojej wizji związku mam wrażenie że wpisane jest takie myslenie: że nie bierzemy sobie kogoś,  kogo akceptujemy, tylko kogoś  kto musi podlegać  tuningowi.

Nie tuningowi. Osoba będąca w dołku z samej definicji tego stanu jest poniżej nawet swojej normy. Dla mnie oczywiste jest, że wyjdę wyżej niż jestem w obecnej chwili i to z prostego powodu: bo nawet dalsze życie w obecnym stanie nie ma kompletnie żadnego sensu. Naturalne jest więc, że nie będę szukać kobiety dla której stan równy mojemu obecnemu jest stanem naturalnym, bo jak wyjdę z dołka, to zaczęłaby mnie ona "uwierać". Dlatego właśnie optymalnym rozwiązaniem wydaje się kobieta też będąca w dołku, która dzięki wzajemnemu wsparciu dojdzie do zwykłej (lepszej niż obecna) formy. I taką chyba znalazłem.

Ela210 napisał/a:

A skąd wiesz że dziewczyna o pięknej twarzy o porarganych włosach i w dżinsach będzie chciała zmieniać  się w kierunku który Ty sobie wymyślasz?

Wcześniej była mowa o "obiecankach". Ergo: z tego wynika, że chyba już na wstępie ona deklaruje kierunek w jakim chce iść, prawda? wink

428

Odp: Ogarnięty życiowo facet... co to faktycznie znaczy?
Roxann napisał/a:

W takim razie uważam, że to może się udać bo początkowo miałam wrażenie, że masz nieco zawyżone wymagania i roszczeniowe podejście do kobiet. Mnie nie dziwi, że przyciągasz akurat osoby będące w podobnej sytuacji do Twojej. Możecie dać sobie wsparcie i zrozumienie, wzajemnie motywować do działania zauważając swój potencjał. To jest ta równowaga w dawaniu i braniu, przynajmniej częściowa. Dlatego potencjalne rozczarowanie czy poczucie wykorzystania jest mniej prawdopodobne. Gorzej by było gdybyś szukał kobiety, na której chciałbyś się uwiesić i/lub podbudować ego jej kosztem. Niestety faceci będący w dołku czy z kompleksami idą na łatwiznę i uznają, że atrakcyjna kobieta załatwi wszystko.

Może wyliśmy na podobnej częstotliwości fal? big_smile
Nie wiem, ale coraz mocniej zaczynam podejrzewać że jest jakoś tak że osoby podobne do siebie, z podobnymi problemami dają jakieś takie sygnały (choć na pierwszy rzut oka niczego z tego nie ujawniają), które może wychwycić i odpowiednio zinterpretować jedynie ten "pasujący" egzemplarz. Tak jak ja i ona: ona na pozór pełna optymizmu i życzliwego podejścia do wszystkich kobieta, ja też nie wykładałem wszystkich swoich problemów na stół... i z jakiegoś powodu wydaliśmy się sobie wzajemnie intrygujący, potrafiliśmy pisać do rana... Z czasem wyszło jak jesteśmy do siebie podobni, jak podobne problemy mieliśmy, jak rozumiemy swoje reakcje i że prawdopodobnie jestem jednym z niewielu facetów, który jest w stanie w pełni zrozumieć przejścia takiej kobiety i będzie wiedział co z tym dalej robić, że go to nie odstraszy, bo doświadczenie życiowe nauczyło go jak sobie z tym radzić. Ona z kolei o nastawieniu do związku dosłownie jak skrojonym pode mnie. Przypadliśmy sobie też do gustu fizycznie: najpierw myślałem że jest po prostu miła, ale potem zauważyłem swoje podobieństwo do jej byłego - nieżyjącego już - faceta i zdałem sobie sprawę z tego, że prócz podpasowania osobowościowo-charakterologicznego dodatkowo zupełnie przypadkowo wstrzeliłem się w jej typ faceta (co jeszcze ciekawsze ona moje pierwsze zdjęcie zobaczyła dopiero po miesiącu pisania, gdy czuła już że coś ją do mnie ciągnie i to nie jak do kolegi); zresztą ona fizycznie też mi się spodobała. Baliśmy się jak wypadnie w realu, ale już na pierwszym spotkaniu była chemia.

Roxann napisał/a:

Właśnie o to chodzi byś Ty nie przeceniał swoich możliwości "po zmianie", ani potencjalna kobieta nie miała zbyt wielkich oczekiwań (i na odwrót). W końcu macie się zakochać w sobie już teraz wink także ta zmiana zapowiadana już na wstępie, może przynieść różne skutki. wink

Nie przeceniam. Nie spodziewam się zmiany o 180 stopni, ale jednocześnie zdecydowanie czuję że będzie lepiej; naturalne więc że liczę że u obu stron tak będzie smile

429

Odp: Ogarnięty życiowo facet... co to faktycznie znaczy?
Nowe_otwarcie napisał/a:

[
Może wyliśmy na podobnej częstotliwości fal? big_smile
Nie wiem, ale coraz mocniej zaczynam podejrzewać że jest jakoś tak że osoby podobne do siebie, z podobnymi problemami dają jakieś takie sygnały (choć na pierwszy rzut oka niczego z tego nie ujawniają), które może wychwycić i odpowiednio zinterpretować jedynie ten "pasujący" egzemplarz. Tak jak ja i ona: ona na pozór pełna optymizmu i życzliwego podejścia do wszystkich kobieta, ja też nie wykładałem wszystkich swoich problemów na stół... i z jakiegoś powodu wydaliśmy się sobie wzajemnie intrygujący, potrafiliśmy pisać do rana... Z czasem wyszło jak jesteśmy do siebie podobni, jak podobne problemy mieliśmy, jak rozumiemy swoje reakcje i że prawdopodobnie jestem jednym z niewielu facetów, który jest w stanie w pełni zrozumieć przejścia takiej kobiety i będzie wiedział co z tym dalej robić, że go to nie odstraszy, bo doświadczenie życiowe nauczyło go jak sobie z tym radzić. Ona z kolei o nastawieniu do związku dosłownie jak skrojonym pode mnie. Przypadliśmy sobie też do gustu fizycznie: najpierw myślałem że jest po prostu miła, ale potem zauważyłem swoje podobieństwo do jej byłego - nieżyjącego już - faceta i zdałem sobie sprawę z tego, że prócz podpasowania osobowościowo-charakterologicznego dodatkowo zupełnie przypadkowo wstrzeliłem się w jej typ faceta (co jeszcze ciekawsze ona moje pierwsze zdjęcie zobaczyła dopiero po miesiącu pisania, gdy czuła już że coś ją do mnie ciągnie i to nie jak do kolegi); zresztą ona fizycznie też mi się spodobała. Baliśmy się jak wypadnie w realu, ale już na pierwszym spotkaniu była chemia.

Ja mam podobne odczucie patrząc na swoje doświadczenia. Też nie mam łatwej przeszłości za sobą, też miałam gorszy czas, kilka nieudanych związków ale trafiłam na tzw. bratnią duszę, również po przejściach. Tyle, że oboje byliśmy już po tym najgorszym etapie, z którym lepiej lub gorzej ale sobie poradziliśmy. Mam wrażenie, że nikt mnie tak nie rozumie jak on (jemu jedynemu zdołałam powiedzieć całą prawdę nawet nie wierząc ale wiedząc, że mogę i chcę), i na odwrót. Niemal wszyscy wokół mi go odradzali ale ja wiedziałam jaki był wcześniej i co spowodowało, że na pewnym etapie życia "zbłądził" czy też popełnił błąd za który musiał ponieść konsekwencje. Poza tym widziałam, że jeszcze zanim mnie poznał zrozumiał, że musi się wziąć w garść i zmienić. Ja też zrozumiałam z czego wynikają moje problemy w relacjach, a przede wszystkim to, że wina leży w dużej mierze po mojej stronie. Zaczęłam więc nad tym pracować. Myślę, że gdybyśmy się spotkali na innych etapach, nasz związek nie miałby szans.

430 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-09-06 19:29:02)

Odp: Ogarnięty życiowo facet... co to faktycznie znaczy?

Przyznaj Roxann że ja nie odradzalam:)
Ale jak napisalaś: wy już byliście gotowymi indywidualnosciami A nie masami do wyrobienia.  Każde mogło samodzielnie egzystować. 
Nikt nikogo nie wykorzystywał. I dlatego nikt nie uciekł z powodu okazanej słabości.

jedni lubią zagadki kryminalne- a ja psychologiczne smile

większym nieszczęściem nie umieć kochać, niż nie być kochanym... smile

431

Odp: Ogarnięty życiowo facet... co to faktycznie znaczy?
Ela210 napisał/a:

Przyznaj Roxann że ja nie odradzalam:)
Ale jak napisalaś: wy już byliście gotowymi indywidualnosciami A nie masami do wyrobienia.  Każde mogło samodzielnie egzystować. 
Nikt nikogo nie wykorzystywał. I dlatego nikt nie uciekł z powodu okazanej słabości.

Tylko Ty dalej walczysz o słuszność swojej tezy i wieszczysz mi klęskę tylko dlatego że nie pasuje to do Twojej wizji, Twojego schematu. Skąd ten upór? Nie wszyscy muszą być stworzeni do indywidualnego życia, niektórzy mogą się w pełni odnaleźć tylko w życiu z kimś. Dlaczego ma im się to nie udać? Tylko dlatego że nie pasuje do Twojego "jedyniesłusznego" modelu? Może po prostu "Twoja wersja" dla niektórych jest nieosiągalna/nieakceptowalna i muszą wybrać inną, która do nich pasuje.

432

Odp: Ogarnięty życiowo facet... co to faktycznie znaczy?
Roxann napisał/a:

Ja mam podobne odczucie patrząc na swoje doświadczenia. Też nie mam łatwej przeszłości za sobą, też miałam gorszy czas, kilka nieudanych związków ale trafiłam na tzw. bratnią duszę, również po przejściach. Tyle, że oboje byliśmy już po tym najgorszym etapie, z którym lepiej lub gorzej ale sobie poradziliśmy. Mam wrażenie, że nikt mnie tak nie rozumie jak on (jemu jedynemu zdołałam powiedzieć całą prawdę nawet nie wierząc ale wiedząc, że mogę i chcę), i na odwrót. Niemal wszyscy wokół mi go odradzali ale ja wiedziałam jaki był wcześniej i co spowodowało, że na pewnym etapie życia "zbłądził" czy też popełnił błąd za który musiał ponieść konsekwencje. Poza tym widziałam, że jeszcze zanim mnie poznał zrozumiał, że musi się wziąć w garść i zmienić. Ja też zrozumiałam z czego wynikają moje problemy w relacjach, a przede wszystkim to, że wina leży w dużej mierze po mojej stronie. Zaczęłam więc nad tym pracować. Myślę, że gdybyśmy się spotkali na innych etapach, nasz związek nie miałby szans.

Bratnia dusza... to właśnie o to chodzi. Nie było łatwo: na początku była zaangażowana w wirtualną relację z kimś innym, wtedy nie do końca trafnie odczytywałem jej intencje, choć już wtedy ją intrygowałem. Pomogło mi to, że tamten nie dość że ją na dłuższy czas olał, to jeszcze okazał się dupkiem. Przełom nadszedł gdy podczas pewnej dyskusji o sprawach metafizycznych uświadomiłem sobie, że ona się zastanawia czy to czasem JA nie jestem tym jej przeznaczonym... Potem odkryliśmy jak wiele nas łączy; dziś wiem że ona jest jeśli chodzi o osobowość wręcz wersją mnie z czasów gdy byłem w jej wieku, przez co jestem w stanie nie tylko rozumieć jej reakcje na różne rzeczy, ale często także je przewidywać. Dlatego też, dzięki podobnej osobowości wzbogaconej o ileś lat doświadczenia większego od niej, łatwiej niż ona mogę znaleźć rozwiązanie problemu, z którym ona się boryka. Lubimy od cholery tych samych rzeczy; gdy napisała mi że nawet śmiejemy się z tego samego, to nie byłem do końca pewien, ale gdy zobaczyłem jej reakcje (na naszej pierwszej randce) w kinie na film, to już wiedziałem że miała rację, bo te same sceny i w ten sam sposób nas bawiły. Mam nadzieję że nam wyjdzie, choć ona się boi że nie będę jej traktować poważnie... ale ja zamierzam ją traktować tak poważnie jak tylko będę w stanie. Bo już mi na niej zależy... Po czasie, jeszcze nim się pierwszy raz spotkaliśmy, zacząłem czuć że ona do mnie czuje coraz więcej, zresztą to potwierdzała; w rozmowie o mnie swojemu przyjacielowi wyznała, że chyba się zauroczyła, pierwszy raz od naprawdę długiego czasu... przed pierwszym spotkaniem widać było że oboje się boimy co będzie jak nie wypali, ale wypaliło! To nie jest łatwa kobieta, wręcz prawie wszyscy po pewnym czasie mi doradzali bym dał sobie z nią spokój, ale chyba właśnie ja mam najlepsze przygotowanie by sobie z nią poradzić i w zasadzie potwierdzała to każda kolejna jej tajemnica, którą mi zdradzała. I naprawdę chcę żeby nam się udało.

433 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-09-07 11:46:09)

Odp: Ogarnięty życiowo facet... co to faktycznie znaczy?

Oj..będzie bolało.. : /
Jesteście podobni i podobnie siebie używacie.
Ty serio masz po 40?
To nie są moje teorie. Ale pewne zasady dynamiki  relacji znane tej większości co Ci doradzała dac sobie spokój z tą kobietą.

Na głowie kwietny ma wianek...

Nie robisz żadnego nowego otwarcia tylko całkiem stare. Stworzyłeś sobie anioła i się do niego modlisz.
Jak tu życzyć powodzenia?

jedni lubią zagadki kryminalne- a ja psychologiczne smile

większym nieszczęściem nie umieć kochać, niż nie być kochanym... smile

434

Odp: Ogarnięty życiowo facet... co to faktycznie znaczy?
Ela210 napisał/a:

Oj..będzie bolało.. : /
Jesteście podobni i podobnie siebie używacie.

Tak, podobnie; tyle tu było gadki o równowadze brania i dawania, no to jest ta równowaga i co? Dalej źle?

Ela210 napisał/a:

Ty serio masz po 40?
To nie są moje teorie. Ale pewne zasady dynamiki  relacji znane tej większości co Ci doradzała dac sobie spokój z tą kobietą.

Na głowie kwietny ma wianek...

Nie robisz żadnego nowego otwarcia tylko całkiem stare. Stworzyłeś sobie anioła i się do niego modlisz.
Jak tu życzyć powodzenia?

Tak, serio mam po 40, a ona... jest nieco młodsza. I co z tego? Planowałem pierwotnie szukać w przedziale 35-39, natknęliśmy się na siebie zupełnie przypadkowo. Złapaliśmy kontakt, wytworzyła się więź. Największą rolę odegrał jej charakter (choć jest niebrzydka), jej podejście do życiowych i związkowych kwestii; dlatego właśnie to ona mi bardziej podpasowała, a np. jedna ładna i inteligentna kobieta, która co prawda była mi bliższa wiekowo, ale miała dość podły charakter (choć podobno przy właściwym facecie jej wady miały cudownie znikać). I co, dalej źle? Ileś miesięcy temu dzieciatą traktowałem jak zło konieczne, którego w mojej sytuacji nie uniknę. Ona ma dziecko i zupełnie inaczej na to patrzę niż wtedy. Nie idealizuję jej, jestem świadomy jej wad (niektóre z nich to nie pikuś), ale i widzę jakie ma zalety. Nie lecę jak ćma do ognia, po prostu na podstawie wcześniejszych doświadczeń (w końcu przeżycia są po to żeby człowiek za kolejnym razem wiedział jak lepiej postąpić) sądzę, że jestem w stanie sobie poradzić z taką relacją (kilkanaście lat temu pewnie nie byłbym w stanie).

435

Odp: Ogarnięty życiowo facet... co to faktycznie znaczy?

Nie mówiłam o różnicy wieku tylko o tym że facet w pewnym wieku ma już nazbierane sporo doświadczeń życiowych i powinien trzeźwo patrzeć na różne sytuacje A nie zachowywać się jak ktoś bez przemyśleń.
Bo jakie są twoje wnioski z poprzedniego związku?

jedni lubią zagadki kryminalne- a ja psychologiczne smile

większym nieszczęściem nie umieć kochać, niż nie być kochanym... smile

436

Odp: Ogarnięty życiowo facet... co to faktycznie znaczy?
Ela210 napisał/a:

Nie mówiłam o różnicy wieku tylko o tym że facet w pewnym wieku ma już nazbierane sporo doświadczeń życiowych i powinien trzeźwo patrzeć na różne sytuacje

Mam doświadczenia życiowe i staram się trzeźwiej patrzeć na różne sytuacje, natomiast zawsze kiedy się coś do kogoś czuje, to ten ogląd może być nieco zakłócony. Problem w tym, że NIE DA budować normalnej relacji bez uczuć.

Ela210 napisał/a:

A nie zachowywać się jak ktoś bez przemyśleń.
Bo jakie są twoje wnioski z poprzedniego związku?

Wnioski? Pomyślmy:
- błędem było wzięcie sobie kobiety ładnej, ale niedopasowanej;
- błędem było bycie z kobietą, która dla wzmocnienia swojej pozycji i wyładowania swoich emocji gnoi mnie i podcina mi skrzydła zamiast mnie wspierać i przekonywać że sobie poradzę;
- błędem było trwanie w związku z kobietą, która stosowała przemoc fizyczną i psychiczną...
Zebrało się tego trochę. Miałem to na uwadze przy poszukiwaniu kolejnej; właśnie ze względu na wewnętrzne podobieństwa do mojej ex jedna wyraźnie chętna odpadła...

437

Odp: Ogarnięty życiowo facet... co to faktycznie znaczy?

atrakcyjna awanturnica to tylko jeden z typów których należy unikać. Skryty bluszcz też do nich należy.

jedni lubią zagadki kryminalne- a ja psychologiczne smile

większym nieszczęściem nie umieć kochać, niż nie być kochanym... smile

438

Odp: Ogarnięty życiowo facet... co to faktycznie znaczy?
Ela210 napisał/a:

atrakcyjna awanturnica to tylko jeden z typów których należy unikać. Skryty bluszcz też do nich należy.

Oj tam, bluszcz jest fajny big_smile
Poza tym nawet nie jestem w stanie określić czy rzeczywiście z niej bluszcz wink

A tak w ogóle to ostrożnie, bo najpierw wyeliminujesz kobiety które nie powinny ze mną być, potem te z którymi ja nie powinienem być i wyjdzie że nie ma kobiety odpowiedniej dla mnie. A ja nie zamierzam być sam smile

Odp: Ogarnięty życiowo facet... co to faktycznie znaczy?

Ogarniety facet to taki ktory wie czego chce, daje rade na tyle ze moze wziasc pasazerke
do dalszej jazady przez zycie, ale sam bez stresu tez dojedzie.
Jezeli z pasazerka dobrze sie czuje to podroz jest przyjemna i jada do konca razem.
Jesli zle sie czuje....w pewnym momencie przerwie wspolna podroz zeby:
A- poprawia warunki na tyle aby moc poprostu jechac dalej / probuje-naprawia
B- dziekuje za dalsza jazde pasazerce i kontynuuje dalsza jazde.

Posty [ 421 do 439 z 439 ]

Strony Poprzednia 1 6 7 8

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NIEŚMIAŁOŚĆ, NISKA SAMOOCENA, KOMPLEKSY » Ogarnięty życiowo facet... co to faktycznie znaczy?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2021