Rozstanie - walka o szansę - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozstanie - walka o szansę

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 39 do 49 z 49 ]

39

Odp: Rozstanie - walka o szansę
Berefi napisał/a:

Rozstanie dość mocno mną wstrząsnęło i tak masz rację, że żyje tymi złudnymi nadziejami, ona mi nie ułatwia wysyłając mi różne sprzeczne sygnały. Ciągle mam jeszcze huśtawki emocjonalne, mówię, że pierd***e to wszystko i nigdy się już do niej nie odezwę, za parę godzin mi przechodzi i mówię sobie "k***a jak ją kochasz to o nią walcz idioto". Potrafię olać ją na dzień, dwa, trzy jak mocno się postaram, wtedy zazwyczaj ona się odzywa i szuka kontaktu... Ale to co zauważam to, że średnio z każdym dniem jest o ten 1 procent lepiej. W sensie, że jestem coraz bardziej ogarnięty, zaczynam myśleć mózgiem, a nie kierować sie tylko sercem i myślę, że przyjdzie taki moment, gdy stanie mi się to rzeczywiście obojętne, a wtedy prawdopodobnie, a raczej być może zacznie jej zależeć. A co do przedstawiania jej nowego chłopaka to nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, bo z miejsca odrzucam relacje na stopie koleżeńskiej czy inne opcje typu "zostańmy przyjaciółmi".

O widzę lekki progres. Zrozum, że Twoje emocje są bliskie nie jednemu ex-pizdusiowi. I nie obrażaj się, tylko weź w garść. Jeżeli naprawdę ją kochasz puść ją wolno.

Zobacz podobne tematy :

40

Odp: Rozstanie - walka o szansę
Berefi napisał/a:

Narazie ona nikogo nie ma, poza pisaniem i kilkoma spotkaniami z innymi facetami nic nie robi, żeby stawiało mnie to w pozycji plastra, którym być nie chcę.

Ja rozumiem, że łatwiej jest wyobrażać sobie że ona nikogo nie ma, z nikim nie sypia, ale musisz zrozumieć że po 8 letnim związku i 2 miesięcznej przerwie kobieta pewnie pragnie się 'wyszaleć', i jak to niezbyt ładnie napisałeś 'syndrom spuszczenia ze smyczy' się u niej mocno uaktywnił, więc skąd ta pewność że z nikim nie sypia? A może sypia. I powiem Ci więcej, jestem wręcz pewna że tak jest. I zaakceptuj to, bo łudzisz się i wmawiasz sobie to, a potem gdy się o tym dowiesz to będzie dla Ciebie niezły zong. Lepiej przygotuj się na najgorsze, bo jak na razie widzę że nie dopuszczasz nawet takich myśli, co może dla Ciebie się źle skończyć.


Berefi napisał/a:

Podobno nawet takie związki są później tymi o najtrwalszej więzi, gdy już uda sie rozwiązać problemy rozstania.

Jestem po 7 letnim związku. Na samym początku zachowywałam się tak jak Ty. Po czasie doszło do mnie, że to bez sensu, i że stać mnie na kogoś, kto będzie na mnie zasługiwał.
Do tej samej rzeki dwa razy się nie wchodzi, zapamiętaj to. Skoro się rozstaliście już raz, to znaczy, że to nie było to, i najprawdopodobniej w przyszłości już to nie wypali. Tym bardziej, że ona tego nie widzi i nie chce.

Gdy czujesz się wypalony, pamiętaj, że feniks odradza się z popiołów.

41

Odp: Rozstanie - walka o szansę
Natka_ napisał/a:

Ja rozumiem, że łatwiej jest wyobrażać sobie że ona nikogo nie ma, z nikim nie sypia, ale musisz zrozumieć że po 8 letnim związku i 2 miesięcznej przerwie kobieta pewnie pragnie się 'wyszaleć', i jak to niezbyt ładnie napisałeś 'syndrom spuszczenia ze smyczy' się u niej mocno uaktywnił, więc skąd ta pewność że z nikim nie sypia? A może sypia. I powiem Ci więcej, jestem wręcz pewna że tak jest. I zaakceptuj to, bo łudzisz się i wmawiasz sobie to, a potem gdy się o tym dowiesz to będzie dla Ciebie niezły zong. Lepiej przygotuj się na najgorsze, bo jak na razie widzę że nie dopuszczasz nawet takich myśli, co może dla Ciebie się źle skończyć.

Jestem po 7 letnim związku. Na samym początku zachowywałam się tak jak Ty. Po czasie doszło do mnie, że to bez sensu, i że stać mnie na kogoś, kto będzie na mnie zasługiwał.
Do tej samej rzeki dwa razy się nie wchodzi, zapamiętaj to. Skoro się rozstaliście już raz, to znaczy, że to nie było to, i najprawdopodobniej w przyszłości już to nie wypali. Tym bardziej, że ona tego nie widzi i nie chce.

Rozumiem to wszystko i staram się mimo wszystko akceptować jej decyzję. W końcu dojdzie do pełnej akceptacji. Ograniczyłem z nią kontakt, zająłem się sobą i chociaż cierpię, tęsknię i odczuwam samotność to nie angażuje już jej w moje rozterki. Wszystko co chciałem jej przekazać już przekazałem i ona doskonale to wie. Nie mogę się zgodzić na dalsze bycie orbiterem czy kołem zapasowym. Zgadzam się, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, ale w znaczeniu pierwotnym i prawidłowym tego powiedzenia, czyli w sensie "panta rhei", wszystko płynie, zmieniają się okoliczność, woda w rzece do której wchodziłaś za pierwszym razem już dawno upłynęła i za drugim razem okoliczności oraz woda w rzece jest już inna, co nie oznacza, że jest gorsza.

Z nowości to nie mamy aktualnie żadnego kontaktu, co według mnie jest najcięższe w całym rozstaniu, nie móc rozmawiać z najbliższą osobą, z którą rozmawiało się o wszystkim przez 8 lat. Prawdopodobnie spotkamy się w sobotę na imprezie urodzinowej naszej wspólnej znajomej.

Poker napisał/a:

O widzę lekki progres. Zrozum, że Twoje emocje są bliskie nie jednemu ex-pizdusiowi. I nie obrażaj się, tylko weź w garść. Jeżeli naprawdę ją kochasz puść ją wolno.

Wiem, że moje zachowanie jest nieodpowiednie, sądzę, że przy kolejnych rozstaniach, jeśli takie się pojawią, zachowanie to będzie już bardziej męskie i spotka się z Twoją pełną aprobatą xD Przy tej sytuacji od początku popełniłem wszystkie możliwe błędy "nowicjusza"... Niestety.

Lady Loka napisał/a:

I to nie jest tak, że się nie walczy o coś, na czym Ci zależy. Chodzi o to, że ona podjęła decyzję i tyle. Uważasz, że Twoje decyzje są lepsze od jej? Uważasz, że nie ma racji, a Ty masz? Daj jej podejmować decyzje na temat własnego życia. A ona zadecydowała, że chce to życie bez Ciebie.

Nie uważam, że któraś decyzja jest lepsza a któraś gorsza. Czas pokaże w zasadzie, czy była ona dobra... Chociaż koniec końców prawdopodobnie oboje będziemy w jakiejś perspektywie czasu szczęśliwi, czy będziemy razem czy osobno. Zadecydowała tak i żyje beze mnie, a ja jako "Pan" swojego życia mogę zadecydować o sobie, o tym że kocham ją i chcę z nią żyć, dążyć do tego i próbować to zrobić. Siłą jej nie zmuszę, ale "poderwać" mogę. Jeśli będę tego jeszcze chciał i tak zadecyduje. Nie będę czekał całe życie tylko na jej decyzje i na jej skinienie.

42

Odp: Rozstanie - walka o szansę
Berefi napisał/a:

Wiem, że moje zachowanie jest nieodpowiednie, sądzę, że przy kolejnych rozstaniach, jeśli takie się pojawią, zachowanie to będzie już bardziej męskie i spotka się z Twoją pełną aprobatą xD Przy tej sytuacji od początku popełniłem wszystkie możliwe błędy "nowicjusza"... Niestety.

Nie jest Ci potrzebna moja aprobata. Przeżyłem kiedyś coś podobnego, staram się pomoc. Wysyłam Ci pewien "wykład" na maila.

Berefi napisał/a:

Byliśmy razem 8 lat.

Także, to zapewnie Twoja pierwsza kobieta i masz około 25 lat?

43

Odp: Rozstanie - walka o szansę
Poker napisał/a:
Berefi napisał/a:

Wiem, że moje zachowanie jest nieodpowiednie, sądzę, że przy kolejnych rozstaniach, jeśli takie się pojawią, zachowanie to będzie już bardziej męskie i spotka się z Twoją pełną aprobatą xD Przy tej sytuacji od początku popełniłem wszystkie możliwe błędy "nowicjusza"... Niestety.

Nie jest Ci potrzebna moja aprobata. Przeżyłem kiedyś coś podobnego, staram się pomoc. Wysyłam Ci pewien "wykład" na maila.

Berefi napisał/a:

Byliśmy razem 8 lat.

Także, to zapewnie Twoja pierwsza kobieta i masz około 25 lat?

Dzięki. Zgadza się, pierwszy poważny związek, eksperyment na żywym organizmie.

44 Ostatnio edytowany przez Realista (2019-01-11 04:59:08)

Odp: Rozstanie - walka o szansę
Natka_ napisał/a:
Berefi napisał/a:

Narazie ona nikogo nie ma, poza pisaniem i kilkoma spotkaniami z innymi facetami nic nie robi, żeby stawiało mnie to w pozycji plastra, którym być nie chcę.

Ja rozumiem, że łatwiej jest wyobrażać sobie że ona nikogo nie ma, z nikim nie sypia, ale musisz zrozumieć że po 8 letnim związku i 2 miesięcznej przerwie kobieta pewnie pragnie się 'wyszaleć', i jak to niezbyt ładnie napisałeś 'syndrom spuszczenia ze smyczy' się u niej mocno uaktywnił, więc skąd ta pewność że z nikim nie sypia? A może sypia. I powiem Ci więcej, jestem wręcz pewna że tak jest. I zaakceptuj to, bo łudzisz się i wmawiasz sobie to, a potem gdy się o tym dowiesz to będzie dla Ciebie niezły zong. Lepiej przygotuj się na najgorsze, bo jak na razie widzę że nie dopuszczasz nawet takich myśli, co może dla Ciebie się źle skończyć.


Berefi napisał/a:

Podobno nawet takie związki są później tymi o najtrwalszej więzi, gdy już uda sie rozwiązać problemy rozstania.

Jestem po 7 letnim związku. Na samym początku zachowywałam się tak jak Ty. Po czasie doszło do mnie, że to bez sensu, i że stać mnie na kogoś, kto będzie na mnie zasługiwał.
Do tej samej rzeki dwa razy się nie wchodzi, zapamiętaj to. Skoro się rozstaliście już raz, to znaczy, że to nie było to, i najprawdopodobniej w przyszłości już to nie wypali. Tym bardziej, że ona tego nie widzi i nie chce.


Ekspertka, która potrafi się czepiać faceta o jego przeszłość, że przeleciał jakąś laskę przed nią i przeszukiwać mu telefon w celu wyszukiwania takich rzeczy zahacza o masochizm. Nabierz dziewczyno trochę pokory serio. Nie wiesz tego co ta dziewczyna robi to, że jesteś kobietą nie obliguje Cię do generalizowania i patrzenia przez swój pryzmat na tamtą kobietę.


Co do wątku autorze zajmij się naprawdę sobą to będzie dla niej naprawdę bardziej atrakcyjne i pociągające jakoś w tym świecie bardziej chcemy to co nie łatwo zdobyć i o to o co trzeba się postarać smile Oczywiście, że można wchodzić do tej samej rzeki jeśli się jest innym człowiekiem i ta druga osoba też się w jakiś sposób zmieniła wtedy to na logikę hmm... inna rzeka smile

45

Odp: Rozstanie - walka o szansę

Miales trudny czas na studiach, w pracy, pewnie byles ogolnie ok dla niej? Nie widzialam opisu twojego zachowania, moze przeoczylam.Ale jak ty byles dla niej dobrym partnerem,a przy pierwszych komplikacjach zostales sam...po co Ci ten zwiazek? 8 lat razem a potem pierwszy problem i nagle koniec? Niech sobie szuka kogos na swoim poziomie. Chetnie bym zobaczyla relacje drugiej strony. Niewiem jaki ty byles w tym zwiazku.

46 Ostatnio edytowany przez Berefi (2019-01-11 15:54:40)

Odp: Rozstanie - walka o szansę
1990rusałka napisał/a:

Miales trudny czas na studiach, w pracy, pewnie byles ogolnie ok dla niej? Nie widzialam opisu twojego zachowania, moze przeoczylam.Ale jak ty byles dla niej dobrym partnerem,a przy pierwszych komplikacjach zostales sam...po co Ci ten zwiazek? 8 lat razem a potem pierwszy problem i nagle koniec? Niech sobie szuka kogos na swoim poziomie. Chetnie bym zobaczyla relacje drugiej strony. Niewiem jaki ty byles w tym zwiazku.

Tak jak pisałem wcześniej, ten związek nie był idealny, ale z mojej strony było zaangażowanie i koncentracja wyłącznie na mojej partnerce, nie interesowały mnie inne kobiety. Miałem ciężki okres życiowy, koniec studiów, pisanie magisterki i przygotowania do egzaminu magisterskiego, problemy ze znalezieniem pracy to wszystko męczyło mnie, stresowało i obniżyło poczucie własnej wartości. To najbardziej bolesne, że od najbliższej osoby w ciężkich chwilach oczekuje się wsparcia, a dostałem kopa w dupę... tymbardziej smutne, że ona zawsze mogła na mnie liczyć. Byłem z nią w czasie jej studiów, przy egzaminach kończących wspierałem, czekałem na nią pod drzwiami, pisałem i sprawdzałem części jej prac, byłem przy niej zawsze, gdy tego potrzebowała w zdrowiu i w chorobie. Ona nie potrafiła tego docenić. Nie mówię, że wina leży tylko po jej stronie. Każdy kij ma dwa końce, a jak się rozpada taki związek to wina, gdzieś leży pośrodku, problem w tym, że w czasie naszej ostatniej rozmowy powiedziała że ona nie widzi w tym wszystkim ŻADNEJ swojej winy, wszystko zrzuciła na mnie.
Przybliżając sytuację, która doprowadziła do rozstania... Poznała na komisji wyborczej gościa jakiegoś, zaczęli pisać, pilnowanie telefonu się zaczęło, odkładanie ekranem w dół, nie mogłem wziąć nagle jej telefonu itd. oczywiście wzbudziło to zazdrość.. Przez 2 tygodnie próbowałem dojść z nią do porozumienia, ale nie chciała zrobić żadnego kroku w moją stronę, pomimo że ciężko to mnie bolało, praktycznie nie jadłem, nie mogłem uczyć do egzaminów itd. Ostatecznie rozstaliśmy się tzn. ja wyprowadziłem się, bo nie chciałem dalej pozwalać na to, żeby tak mnie traktowała. Później to ja chciałem do niej wrócić, nie dałem odczuć jej, że coś straciła. Z tym gościem pisze ciągle, ale mineły 2 miesiące i nie za bardzo coś z tego wynika... Nie mamy jednak aktualnie żadnego kontaktu. Ona (26 l.) zaczęła jakieś imprezki z 18 latkami - poznała taką "przyjaciółkę" na prawie jazdy, ciągle snap/insta/msg, zdjęcia/filmiki z filtrami pieska i inne głupoty... Chyba jej imponuje, że interesują się nią ładne chłopaczki 18/19 letnie z insta..

Oczywiście po jakimś czasie jak rozmawialiśmy ona stwierdziła, że to nie ze względu na to się rozstaliśmy, tylko ona nie była szczęśliwa już dawno, jako przyjaciel jestem ok, ale nie jako facet, ona nie czuje już pożądania do mnie, chce się pobawić itp.

Jeśli chodzi o mnie, mam sobie do zarzucenia, że nie dbałem o ten związek tak jak powinienem, robiłem czasem jakieś dziecinne problemy itp. dlatego uważam, że to rozstanie było potrzebne, żeby przewartościować swoje życie, zobaczyć co jest istotne i nauczyć doceniać to i o to dbać. Ale nie było żadnej zdrady, nie było bicia, nadużywania alkoholu, ani innych używek. W ten sposób przy pierwszych komplikacjach zostałem sam i nie zasłużyłem nawet na to by dostać szansę. Może i dobrze, bo skoro ona nie wyciągnęła żadnych wniosków to jaki sens miałaby mieć ta szansa.

47

Odp: Rozstanie - walka o szansę
Berefi napisał/a:

Jeśli chodzi o mnie, mam sobie do zarzucenia, że nie dbałem o ten związek tak jak powinienem, robiłem czasem jakieś dziecinne problemy itp. dlatego uważam, że to rozstanie było potrzebne, żeby przewartościować swoje życie, zobaczyć co jest istotne i nauczyć doceniać to i o to dbać. Ale nie było żadnej zdrady, nie było bicia, nadużywania alkoholu, ani innych używek. W ten sposób przy pierwszych komplikacjach zostałem sam i nie zasłużyłem nawet na to by dostać szansę. Może i dobrze, bo skoro ona nie wyciągnęła żadnych wniosków to jaki sens miałaby mieć ta szansa.

No i pięknie. smile

48 Ostatnio edytowany przez 1990rusałka (2019-01-11 18:15:47)

Odp: Rozstanie - walka o szansę

Mysle ze zawsze taka byla tylko nie pokazywala tego,teraz dostala impuls.Nie rozumiem tego, chlopak z komisji i pisanie w ukryciu, znajomi z prawa jazdy fajniejsi od kogos kto byl 8lat? Niewspolmierna reakcja do twoich niewielkich przewinien, niesprawiedliwa ocena ze to tylko twoja wina.Jestem zdziwiona i nie rozumiem tego. Nie wiem czemu ostatnio czytam tylko o nieudanych zwiazkach 8letnich i podobnej dlugosci, takich naglych odejsciach z byle powodu. Czemu nie ma ani jednego tematu o udanym zwiazku, nigdzie, ani jednego.

49

Odp: Rozstanie - walka o szansę
1990rusałka napisał/a:

Mysle ze zawsze taka byla tylko nie pokazywala tego,teraz dostala impuls.Nie rozumiem tego, chlopak z komisji i pisanie w ukryciu, znajomi z prawa jazdy fajniejsi od kogos kto byl 8lat? Niewspolmierna reakcja do twoich niewielkich przewinien, niesprawiedliwa ocena ze to tylko twoja wina.Jestem zdziwiona i nie rozumiem tego. Nie wiem czemu ostatnio czytam tylko o nieudanych zwiazkach 8letnich i podobnej dlugosci, takich naglych odejsciach z byle powodu. Czemu nie ma ani jednego tematu o udanym zwiazku, nigdzie, ani jednego.

Nie sądzę, żeby zawsze taka była, bo nie da się udawać przez 8 lat. Zgadzam się, że mega słabym jest zrezygnować ze związku z kimś dla jakiś "5 minutowych" znajomości czy paru imprez.

Dzisiaj spotkamy się na urodzinach naszej wspólnej znajomej. Nie za bardzo wiem jak się zachowywać, bo chociaż gdzieś tam poukładałem sobie to wszystko w głowie to uczucia jeszcze w sercu będą długo. Nie będzie tam zbyt wiele osób, chciałbym się dobrze bawić, ale nie wiem czy będę potrafił, a udawać że nic się nie wydarzyło nie mam zamiaru. Macie jakieś rady?

Posty [ 39 do 49 z 49 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozstanie - walka o szansę

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018