Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko

Strony Poprzednia 1 5 6 7

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 229 do 243 z 243 ]

229 Ostatnio edytowany przez Aaannaaa (2019-03-06 22:51:25)

Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko
kobietka taka 123 napisał/a:

Hej Kochani.

Byłam więc wczoraj u radcy. Po kolei będę załatwiać sprawy, w tym tygodniu wybieram się do pracy, najpierw rozmawiać z kierowniczką. Super babka, zrozumie. Kolejny krok to założenie konta w Polsce, na który będą przelewane pieniążki. Ogólnie chodzi o to, że mieszkanie w ktorym jestem bedzie wymawiane z końcem maja, więc do wtedy chciałabym też się wymeldować stąd. Dalej będę objęta ochroną macierzyńską, więc to nie problem.

Z mężem dogadujemy się, być może przez zauroczenie tą koleżanką przestał mnie obrażać, natomiast zaczął mi zbyt dużo o niej opowiadać, co z początku mi nie przeszkadzało, ale po pewnym czasie już zaczęło obciążać emocjonalnie. Więc postanowiłam mu napisać to wprost, pomyślałam że czas zacząć stawiać granice już od teraz, a nie gdy zacznę terapię dopiero. Coś mi się nie podoba, więc to powiem. Przeprosił, zaczął mi mówić same superlatywy, itd. no ale to już mało ważne, teraz czuję się lepiej. Nie muszę robić czegoś, czego nie chcę.

Mam teraz trochę inny problem. Tzn., moja mama bardzo przeżywa kolejny rozwód. Moi dwaj bracie także się rozwiedli. Zastanawia się, co z ojcem zrobili źle. Najpierw smutek, nie umiała wydusić z siebie słowa. Potem się ucieszyłam, kiedy w końcu powiedziała, że co tam będę robić, po co mam jeszcze tam mieszkać kolejny rok, ze mam wracać. A teraz znowu ubolewa, bo ludzie będą mieli jak ona to mówi, uciechę. Mieszkamy w dzielnicy miasta, ludzie się znają, ale ja to mam gdzieś. Mama jest staroświecka, jakkolwiek jest przekochana i dobra, tak niestety kompletnie nieasertywna, a ojciec tylko stoi z boku. Wszystko było na jej głowie, chociaż tata jest dobrym człowiekiem. Nie było u nas bicia, przemocy psychicznej. Wydaje mi się, że zabrakło jednak trochę twardej ręki ojca, a z kolei mój ojciec sam stracił swojego będą 4miesięcznym bobasem. Może mam rację co do mojej analizy dlaczego nam, ich dzieciom, w życiu nie wychodzi. Może gdyby doradzali więcej swoim dzieciom, postąpilibysmy inaczej. Nie chcę ich obwiniać, ale szukam również odpowiedzi co poszło nie tak. Nie wtrącali się, chociaż widzieli czasami, że dzieje się źle. No ale teraz to już na to za późno, teraz muszę robić tak, by mi było dobrze. Tak też mówi moja mama, chociaż przyznam, że małe to wsparcie. Ona chyba inaczej nie potrafi.


Kobietko chyba trochę znam ten problem. Też nieraz myślałam, że gdyby moi rodzice wiele lat temu, kiedy widzieli już jakie on ma fazy i co się wtedy ze mną dzieje, zareagowali bardziej stanowczo (ostrzegali mnie, ale nie było stanowczego stanowiska itp), to może dziś byłabym w innej skórze. Ale przecież nie można winić nikogo, tym bardziej rodziców za swoje wybory.
Też się balam tego gadania i tego, że mama będzie to przeżywać, choć wiem że gdyby ktoś za bardzo wnikal to ona sobie już poradzi z takim natretem smile choć będzie potem przeżywać w duszy... Tak to już jest.
Nie przejmuj się, przeżyła już rozwody Twojego rodzeństwa, da sobie radę i z Twoim.
Zawsze możecie powiedzieć, że Ty wróciłaś z dzieckiem, a Twój mąż dojedzie, chce tylko jeszcze trochę zarobić w Niemczech. Potem to będzie się przeciągac, później może już nikt nie będzie pytał. Przecież wiele małżeństw żyje na odległość i nic nikomu do tego. Mama też niech tak mówi i będzie miała spokój. Nie przejmuj się, najważniejsze, że wiesz ze możesz wracać i że jesteś mile widziana. Choćbys jak dobrze żyła i jak dobrze robiła, pomagała ludziom i miała idealne życie, to zawsze znajdą się takie wscibskie szuje, które obrobia Ci tyłek za Twoimi plecami i będą miały temat do plotek. Taki czy inny, pff kto by się przejmował wink wiem, łatwo się mówi. Ale jak to w sobie przegryziesz, to też machniesz ręką.

U mnie huśtawka, zaczęły się jazdy, czepianie o byle co (tym samym ogłaszam niniejszym koniec miesiąca miodowego, i tak długo pociągnął).
Nawet się już wyprowadzal, spakowal rzeczy i wyszedł. Szczerze mówiąc miałam nadzieję, że nie wróci... Ale wrócił po kilku godzinach oczywiście, było to do przewidzenia.
Scenariusz taki - wstaje, robi aferę, mówi że tego nie wytrzyma (!), pakuję się i wyjeżdża, po czym wraca i zaczyna "rozmowę".

Kilka lat temu w takich sytuacjach (pakowanie, grozenie że odchodzi) biegam za nim we łzach i prosiłam żeby mnie nie zostawial. Jak przestałam go zatrzymywać, to później coraz dłuższe pakowanie, wracanie do domu po kilka razy bo niby czegoś zapomniał itp. W końcu dał sobie spokój z tym teatrzykiem, bo widział że nie działa. Teraz wie, że jest kiepsko (delikatnie mówiąc), bo ja od połowy stycznia trwam przy swoim, więc wraca do starych praktyk. Ale jeszcze chwila...

Trzymaj się Kobietko.

Zobacz podobne tematy :

230 Ostatnio edytowany przez nudny.trudny (2019-03-07 01:38:33)

Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko

dzięki:)

kobietka taka 123 napisał/a:

Może mam rację co do mojej analizy dlaczego nam, ich dzieciom, w życiu nie wychodzi. Może gdyby doradzali więcej swoim dzieciom, postąpilibysmy inaczej. Nie chcę ich obwiniać, ale szukam również odpowiedzi co poszło nie tak. Nie wtrącali się, chociaż widzieli czasami, że dzieje się źle. No ale teraz to już na to za późno, teraz muszę robić tak, by mi było dobrze. Tak też mówi moja mama, chociaż przyznam, że małe to wsparcie. Ona chyba inaczej nie potrafi.

Twoi rodzice chyba nie mogą odpowiadać za to, że mąż zachowywał się w taki sposób:( niezależnie od tego, co by doradzali. Nie widzę innego rozwiązania niż rozwód które byłoby korzystne dla Ciebie

gdyby ktoś miał pytania;) "Co do użytkownika nudny.trudny, to może pozostawię to bez komentarza. Czasem lepiej machnąć ręką":D

231

Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko
nudny.trudny napisał/a:

dzięki:)

kobietka taka 123 napisał/a:

Może mam rację co do mojej analizy dlaczego nam, ich dzieciom, w życiu nie wychodzi. Może gdyby doradzali więcej swoim dzieciom, postąpilibysmy inaczej. Nie chcę ich obwiniać, ale szukam również odpowiedzi co poszło nie tak. Nie wtrącali się, chociaż widzieli czasami, że dzieje się źle. No ale teraz to już na to za późno, teraz muszę robić tak, by mi było dobrze. Tak też mówi moja mama, chociaż przyznam, że małe to wsparcie. Ona chyba inaczej nie potrafi.

Twoi rodzice chyba nie mogą odpowiadać za to, że mąż zachowywał się w taki sposób:( niezależnie od tego, co by doradzali. Nie widzę innego rozwiązania niż rozwód które byłoby korzystne dla Ciebie

Wiem nudny, masz rację. ja się z tym pogodziłam, dobrze się z tym czuję, wiosna idzie a moja już powoli się w głowie zaczęła. Rodzice już trochę wiekowi, tata nie wie póki co nic, a mama coz.. najgorsza jest ta cisza w słuchawce:/ gdy coś wspominam o pozwie,  jak to bedzie wyglądało. Mama mówi,  że ściska ją wszystko w żołądku, nie potrafi o tym gadac. Że zamiast lepiej jest wszystko gorzej. Myślę, że ludzie prędzej czy później Aniu i tak się zorientują, a mama nie umie kłamać, więc i tak zaczaja rozstanie. U nas każdy każdego zna, z widzenia choćby. Żal mi jej, ale muszę do jasnej ciasnej patrzeć na siebie wreszcie. Mamie też nie jest latwo, bo moje  rodzeństwo dokonywało różnych wyborów,  ale też ewidentnie mama dała sobie wejść na głowę. Za dobra ta kobieta. Trzeba będzie przeżyć.

Aniu, nie daj się. W duchu ten człowiek jest bardzo słaby i żywi się Twoimi emocjami. Nie zdziwię się, jak sie już rozstaniecie, że szybko znajdzie nową "ofiarę". A tak w ogóle to Polak czy Anglik? Chyba nie doczytałam, tak z ciekawości pytam. Buziaki

232

Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko

Polak, mnie tam do obcokrajowców nigdy nie ciągnęło. Za duza różnica kultur, przyzwyczajen, wychowania. My mamy Polakow a jak ciezko czasem znalezc wsoolny jezyk.

Mamy juz nie zmienisz, jakos to bedzie. Przyjedziesz do domu, to zapomni choc troche o tym, co powiedza inni, bo bedzie sie cieszyc wnuczką smile bedzie miala zajecie i dume smile

233

Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko
Aaannaaa napisał/a:

Polak, mnie tam do obcokrajowców nigdy nie ciągnęło. Za duza różnica kultur, przyzwyczajen, wychowania. My mamy Polakow a jak ciezko czasem znalezc wsoolny jezyk.

Mamy juz nie zmienisz, jakos to bedzie. Przyjedziesz do domu, to zapomni choc troche o tym, co powiedza inni, bo bedzie sie cieszyc wnuczką smile bedzie miala zajecie i dume smile

Ja też wolę Polaków,  ale no cóż, człowiek jak człowiek,  toksyczny może być każdy.

Myślę, że masz rację. Czas zaleczy rany i pozwoli zaakceptować stan rzeczy.

Dziś byłam dopytać jeszcze w urzędzie meldunkowym.  Wystarczy, że tydzień przed dniem wyjazdu się wymelduje. W necie to pisza różne rzeczy,  trzeba to i tamto, a wcale tak nie jest.

Mąż dzwonił z pytaniem, czemu my się właściwie rozstalismy. Bo on zapomniał. Haha. Ale spoko, bez spiny było. Ma tam byc do końca miesiąca. Podobno.

234

Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko

Kobietka znajdź sobie koniecznie wsparcie, może jakaś przyjaciółka? Mama prędzej czy później zaakceptuje ten fakt, tzn kolejny rozwód. A Ty ułożysz sobie jeszcze życie.

235

Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko

Na szczęście mam stałą grupkę przyjaciół,  których znam od lat. Wiem, że dam radę.

236

Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko

Sory dziewczyny, że tak się wcinam, ale może pomogę.
Jeśli chodzi o mamę. Wystarczy powiedzieć " mamuś, krzywdził mnie, wychowałaś kobietę, która nie chce dać krzywdzić, ani siebie, ani dziecka. Dzięki Tobie mam tę siłę. Wiem, że miało być inaczej, ale jeszcze będzie dobrze właśnie dlatego, że mam Was. "
Myślę, że z czasem będzie dumna z tego, że teraz zawalczyłaś.
Dobrego.

237

Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko

Nie wcinasz się. Dobre słowo zawsze mile widziane. Dzięki:)

238

Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko
takasobiemamuśka napisał/a:

Sory dziewczyny, że tak się wcinam, ale może pomogę.
Jeśli chodzi o mamę. Wystarczy powiedzieć " mamuś, krzywdził mnie, wychowałaś kobietę, która nie chce dać krzywdzić, ani siebie, ani dziecka. Dzięki Tobie mam tę siłę. Wiem, że miało być inaczej, ale jeszcze będzie dobrze właśnie dlatego, że mam Was. "
Myślę, że z czasem będzie dumna z tego, że teraz zawalczyłaś.
Dobrego.


No i tego nam wszystkim chyba po prostu było trzeba. W samo sedno. Dzięki! smile

239 Ostatnio edytowany przez kobietka taka 123 (2019-03-19 20:19:31)

Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko

W końcu się zebrałam na pisanie.

W sobotę jadę wreszcie do Polski. Na 2,3 tygodnie max. Potem z powrotem poskladać wnioski, i znowu do Polski na wesele i Wielkanoc, potem znowu tutaj na terminy lekarskie z małą i ostateczne pakowanie. W pracy dziś powiedziałam, właściwie byłam u kierowniczki w domu, zrozumiała, uważa że to najlepszy krok jaki mogłam podjąć. W maju pójdę się pożegnać.

Co do jeszcze męża. Nie mam życia w weekendy. Napastuje mnie seksualnie, nie zgwałci, ale jest bardzo nachalny i na siłę chce pójść do łóżka. Chyba zrobiłam błąd, bo okazałam emocje jak mi powiedział, że się z tą dziewczyną ze szpitala chwycił za dłonie i że razem gdzieś tańczyli. Sama sobie winna jestem, bo słuchałam z początku tych opowieści. Ale jak doszło do opowiadania o romantyzmach, poczułam się znowu jak frajer.  Ze tak łatwo sobie kombinuje z innymi, a mnie posądzał o zdrady. Kompletnie wyssane z palca. Nawet się okazało, że ona kogoś ma, to znowu ja jestem dobra, tak to widzę. jak go odwiedzałam było ok, jak jest w domu jest masakra. teraz już tam nie chodzę. Napisalam jego terapeucie o tych weekendach i poprosilam o omówienie tego tematu na sesji. Zaczynam myśleć, że może on chce seksu żeby mnie wrobić w drugie dziecko. Co to, to nie.

Ostatnie dni były ciężkie, ale już jest lepiej. Dam radę.

240

Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko

w weekendy nie masz życia czyli rozumiem że jest jakiś czas, przez który masz z nim styczność:(
dobrze że potrafisz sama sobie odpowiedzieć na niektóre wątpliwości jakie pojawiają się w postach, dobrze że sama widzisz jego brak spójności i zaprzeczanie sobie samemu, w takich sprawach jak łatwość nawiązywania kontaktów z innymi dziewczynami podczas gdy Ty byłaś posądzana, właściwie nie ma nic do dodania. Czyli rozumiem że jeszcze trochę i będziesz mieć spokój, powodzenia

kobietka taka 123 napisał/a:

muszę do jasnej ciasnej patrzeć na siebie wreszcie

dokładnie tak

gdyby ktoś miał pytania;) "Co do użytkownika nudny.trudny, to może pozostawię to bez komentarza. Czasem lepiej machnąć ręką":D

241

Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko

Tak jest, jeszcze trochę.

Ma pozwolenie na wychodzenie w weekendy. Teraz też w ciągu dnia między posiłkami. Ale w weekendy całe dni. Wtedy wraca do domu.

Prosiłam żeby mi obniżył lozeczko dla dziecka to "teraz nie". Coz, wcale do tego nie doszło. Dobrze że chociaż krzesełko do karmienia przyniósł i poskrecal. Ale to zajęło 5 min, lozeczko trwaloby dłużej (stare i trzeba porozbierac). Wolał się za mną uganiac.

Nudny, on uważał ze jak zajmie się kimś innym to o mnie zapomni. Problem w tym, że nawet jakby to się założę ze dalej chciałby seksu ze mną. I jeszcze gadki, że nawet po rozwodzie będzie mnie podrywal. Ha, ha. Eh ta fantazja.

242

Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko

Kobietka bardzo dobrze, że napisałaś terapeucie o tych weekendach. Może coś z tego wyniknie. A nie możesz w weekendy go unikać? Wyjść na cały dzień z dzieckiem, pojechać do kogoś? Tak żebyś była z nim jak najmniej?
U mnie też żarty tego typu, że po rozwodzie będzie przyjeżdżał wiadomo po co. No cóż, nie skomentuję. A propos znowu natknęłam się na kolejne porn..y ( cała dłuuuga lista). Już mi ręce opadają, jak mu powiedziałam, że ma z tym problem to jeszcze kłamał w żywe oczy. Że on tylko ogląda ale rzadko i nic nie robi. Pewnie, jakby babcia miała wąsy to by była dziadkiem.

243

Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko

Szczerze, to mało mam tu znajomych, a oni też w sb pracują. Na cały dzień z dzieckiem to średnio, kręcić się po galeriach nie ma co cały dzień..  kurczę jestem u siebie w mieszkaniu, powinnam mieć spokój.  Ale też wiem, że są takie osoby jak nasi mężowie Toniu, Twój się nie chce wyprowadzić a mój się dobiera.

Jestem już spakowana. Jutro z rana jedziemy smile

Posty [ 229 do 243 z 243 ]

Strony Poprzednia 1 5 6 7

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018