Historia miłosna bez happy endu - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Historia miłosna bez happy endu

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 39 do 46 z 46 ]

39

Odp: Historia miłosna bez happy endu

Ogólna zasada jest taka, że kiedy nie "rusza" nas już były związek, kontakt z byłym jestt neutralny, emocje są przepracowane i sytuacja rozwiązana, można uznać, że jest się gotową na nowy związek. Psychologia mówi o roku, kiedy masz szansę przejść przez wszystkie ważne daty bez byłego: urodziny, wakacje, święta, itp. Jakkolwiek w życiu bywa różnie, często "ktoś" pojawia się wcześniej (znam z własnego doświadczenia). Ważne, żeby ran z poprzedniego związku nie leczyć w nowym, chociaż oczywiście nie zawsze się da. Postaraj się odczekać jeśli się da, zainwestuj w przyjaźń.

Reklama
Zobacz podobne tematy :

40 Ostatnio edytowany przez aszura_vampire (2018-03-03 13:37:13)

Odp: Historia miłosna bez happy endu

Edit: skasowałam cały post, bo był głupi i czuję się źle, że w ogóle go napisałam. Kolega pozostanie kolegą i tym lepiej dla mnie - na obecnym etapie nie jestem w stanie zawierać zdrowych znajomości. Widzę, że przez nagłe wyrwanie z toksycznego związku moja psychika jest trochę w szoku. Nie szkodzi, że bez męża jest lepiej, byłam tak przyzwyczajona do złej sytuacji między nami, że obecnie podświadomie będę dążyć do uzyskania podobnego efektu z kimś innym. Muszę się zająć sobą, na nowo odszukać radość z bycia mną. Chcę się uwolnić od widma, którym się stałam i znowu poczuć się kobietą. Przez wieczne zamartwianie się o męża zrezygnowałam dosłownie ze wszystkiego, na nic nie miałam siły, nic mnie nie cieszyło. Wegetowałam. Teraz czuję ulgę, że mam to za sobą i ufam, że czeka mnie lepsza przyszłość.

41

Odp: Historia miłosna bez happy endu

Update: dostałam gorzką nauczkę, że nie da się przyjaźnić ze swoim byłym.
Umówiłam się z mężem, że w przyszłym tygodniu podrzuci mi swoją obrączkę na sprzedaż, a ja oddam mu swój klucz do mieszkania. Byłam bardzo rzeczowa i zrobiło mi się z tego powodu głupio: znam go tyle lat, przecież nie mogę traktować go jak obcego człowieka. Zainicjowałam pogawędkę i prawie od razu tego pożałowałam. Mój „cudowny” mąż wyznał mi, że ma wspaniały seks ze swoją kochanką. Że nie spodziewał się, że mężczyzna może kilka razy. Mój mąż o niskim libido. Czuję się jak śmieć. On naprawdę nigdy nie widział we mnie kobiety; nigdy mi nie powiedział, że jestem piękna, zawsze byłam „słodka i urocza”. Mam wrażenie, że nakręcał się na mnie tylko wtedy, kiedy widział jak inni mężczyźni mnie podziwiają. Ale oczywiście z jego nową dziewczyną jest inaczej. Jest idealnie w jego typie, w przeciwieństwie do mnie. Czuję się sponiewierana. Sama jestem sobie winna, po co ja się w ogóle odzywałam? Trzeba było skończyć na konkretach i już. Czuję się zraniona i zła. W jego życiu prawie nic się nie zmieniło, a ja muszę poukładać swoje od zera. Niby nie czuł do mnie tego, co do swojej kochanki, ale brał mój czas, moje zaangażowanie, moje nerwy. Poświęcałam się dla niego kosztem kontaktów z rodziną i znajomymi: on nie lubił utrzymywać kontaktów z ludźmi, więc dostosowałam się do niego. Wyciągnęłam go z bagna, a on wyrzucił mnie jak śmiecia. Wykorzystał mnie. Może nie z premedytacją, może nie jest tego świadomy, ale i tak to zrobił.
Nie chcę już więcej o nim słyszeć. Żałuję tych wszystkich straconych lat. Mogłam mieć innych, ale byłam wierną żoną alkoholika. Wierzyłam, że razem przetrwamy wszystko i że z moją pomocą mój mąż stanie się tym mężczyzną, którego w nim widziałam. Naiwne złudzenia. Odbieram to jako ważną życiową lekcję. Mam nadzieję, że spotkam jeszcze kogoś, w kim się zakocham, ale już nigdy się tak nie zatracę. To po prostu nie jest tego warte.

Reklama

42 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2018-03-09 15:44:39)

Odp: Historia miłosna bez happy endu

Napiszę Ci tak- wiele tu historii smutnych w tym dziale, ale jak Ty opisałaś swoją, ścisnęło mi się serce. Że rozpada się związek ludzi którzy kochają się niemal od dzieciństwa. Z kolejnych postów wyłania się obraz bardzo toksycznego związku- w ktorym partner rani Cię celowo.
Wiec to co mozna uznać było za smutne niedopasowanie- jest w sumie Twoim szczęściem, bo sie uwolniłaś, bo jesteś jeszcze bardzo młoda.
Pracuj nad sobą i dbaj o siebie. Abyś faktycznie si ę nie zatracała, ale potrafiła zaangażować w zdrowym układzie.. Kup sobie szampana i wypij za swoją wolność. Jak najszybciej załatw sprawy rozwodowe- super gdybyś miała prawnika i nie musiała narażać się na takie rozmowy jak wczoraj..
masz terapeutę- mam nadzieję że dobrego, który pomoże zrozumieć Ci TWÓJ wpływ na to, jakiego wybierasz mężczyznę na życie.

z woli nieba jestem tu..
Z woli nieba jestem tu
raz mu wyszedł taki cud smile wink

43

Odp: Historia miłosna bez happy endu
Ela210 napisał/a:

Napiszę Ci tak- wiele tu historii smutnych w tym dziale, ale jak Ty opisałaś swoją, ścisnęło mi się serce. Że rozpada się związek ludzi którzy kochają się niemal od dzieciństwa. Z kolejnych postów wyłania się obraz bardzo toksycznego związku- w ktorym partner rani Cię celowo.
Wiec to co mozna uznać było za smutne niedopasowanie- jest w sumie Twoim szczęściem, bo sie uwolniłaś, bo jesteś jeszcze bardzo młoda.
Pracuj nad sobą i dbaj o siebie. Abyś faktycznie si ę nie zatracała, ale potrafiła zaangażować w zdrowym układzie.. Kup sobie szampana i wypij za swoją wolność. Jak najszybciej załatw sprawy rozwodowe- super gdybyś miała prawnika i nie musiała narażać się na takie rozmowy jak wczoraj..
masz terapeutę- mam nadzieję że dobrego, który pomoże zrozumieć Ci TWÓJ wpływ na to, jakiego wybierasz mężczyznę na życie.


Tez jestem tego samego zdania.

Reklama

44

Odp: Historia miłosna bez happy endu
aszura_vampire napisał/a:

Edit: skasowałam cały post, bo był głupi i czuję się źle, że w ogóle go napisałam. Kolega pozostanie kolegą i tym lepiej dla mnie - na obecnym etapie nie jestem w stanie zawierać zdrowych znajomości. Widzę, że przez nagłe wyrwanie z toksycznego związku moja psychika jest trochę w szoku. Nie szkodzi, że bez męża jest lepiej, byłam tak przyzwyczajona do złej sytuacji między nami, że obecnie podświadomie będę dążyć do uzyskania podobnego efektu z kimś innym. Muszę się zająć sobą, na nowo odszukać radość z bycia mną. Chcę się uwolnić od widma, którym się stałam i znowu poczuć się kobietą. Przez wieczne zamartwianie się o męża zrezygnowałam dosłownie ze wszystkiego, na nic nie miałam siły, nic mnie nie cieszyło. Wegetowałam. Teraz czuję ulgę, że mam to za sobą i ufam, że czeka mnie lepsza przyszłość.

Przeczytałem przed skasowaniem. Nie był głupi, był emocjonalny. Niestety, nie można przeskakiwać etapów, emocje z pominiętego etapu wrócą, ale jak to zwykle bywa, w najmniej spodziewanym momencie. Najlepiej jednak wszystko przechodzić we właściwej kolejności.
Daj sobie czas...



aszura_vampire napisał/a:

Update: dostałam gorzką nauczkę, że nie da się przyjaźnić ze swoim byłym.
Umówiłam się z mężem, że w przyszłym tygodniu podrzuci mi swoją obrączkę na sprzedaż, a ja oddam mu swój klucz do mieszkania. Byłam bardzo rzeczowa i zrobiło mi się z tego powodu głupio: znam go tyle lat, przecież nie mogę traktować go jak obcego człowieka. Zainicjowałam pogawędkę i prawie od razu tego pożałowałam. Mój „cudowny” mąż wyznał mi, że ma wspaniały seks ze swoją kochanką. Że nie spodziewał się, że mężczyzna może kilka razy. Mój mąż o niskim libido. Czuję się jak śmieć. On naprawdę nigdy nie widział we mnie kobiety; nigdy mi nie powiedział, że jestem piękna, zawsze byłam „słodka i urocza”. Mam wrażenie, że nakręcał się na mnie tylko wtedy, kiedy widział jak inni mężczyźni mnie podziwiają. Ale oczywiście z jego nową dziewczyną jest inaczej. Jest idealnie w jego typie, w przeciwieństwie do mnie. Czuję się sponiewierana. Sama jestem sobie winna, po co ja się w ogóle odzywałam? Trzeba było skończyć na konkretach i już. Czuję się zraniona i zła. W jego życiu prawie nic się nie zmieniło, a ja muszę poukładać swoje od zera. Niby nie czuł do mnie tego, co do swojej kochanki, ale brał mój czas, moje zaangażowanie, moje nerwy. Poświęcałam się dla niego kosztem kontaktów z rodziną i znajomymi: on nie lubił utrzymywać kontaktów z ludźmi, więc dostosowałam się do niego. Wyciągnęłam go z bagna, a on wyrzucił mnie jak śmiecia. Wykorzystał mnie. Może nie z premedytacją, może nie jest tego świadomy, ale i tak to zrobił.
Nie chcę już więcej o nim słyszeć. Żałuję tych wszystkich straconych lat. Mogłam mieć innych, ale byłam wierną żoną alkoholika. Wierzyłam, że razem przetrwamy wszystko i że z moją pomocą mój mąż stanie się tym mężczyzną, którego w nim widziałam. Naiwne złudzenia. Odbieram to jako ważną życiową lekcję. Mam nadzieję, że spotkam jeszcze kogoś, w kim się zakocham, ale już nigdy się tak nie zatracę. To po prostu nie jest tego warte.

To co nas nie zabija, to nas wzmacnia. Twoja słabość teraz, jest jego siłą. Kiedy staniesz się silna, to będzie jego słabość....
A co do reszty... Hmmm... Napiszę tak: nigdy nie mów nigdy...
Uszy do góry! i pisz... Wyrzucaj swoje emocje...

"Ludzi można z grubsza podzielić na dwie kategorie: miłośników kotów i osoby poszkodowane przez los." 
Oscar Wilde
gg: 12848803

45

Odp: Historia miłosna bez happy endu
Ela210 napisał/a:

Napiszę Ci tak- wiele tu historii smutnych w tym dziale, ale jak Ty opisałaś swoją, ścisnęło mi się serce. Że rozpada się związek ludzi którzy kochają się niemal od dzieciństwa. Z kolejnych postów wyłania się obraz bardzo toksycznego związku- w ktorym partner rani Cię celowo.

Nie potrafię przyjąć tego do wiadomości. Chociaż mnie skrzywdził nie umiem założyć, że zrobił to z premedytacją. Może on inaczej nie umie. Nie miał dobrego męskiego wzorca w dzieciństwie. On we wszystko jest taki... niezaangażowany. Jakby na niczym i nikim mu nie zależało. Nie pamięta o urodzinach. Nie dzwoni sam z siebie. Załatwia wszystko na ostatnią chwilę. Zamiast porozmawiać o tym, co go dręczy wycofuje się i ucieka w alkohol. Próbowałam do niego dotrzeć, kiedy między nami się popsuło - nic nie mówił. Przestał nawet mnie przytulać. Czy ja byłam dla niego kiedykolwiek tak ważna, jak on dla mnie? Kiedyś mówił, że gdyby nie ja, to by się zabił. Że kocha mnie i będzie żył dla mnie. Widziałam miłość w jego oczach. Co się takiego stało, że to się zmieniło? Nie potrafię tego pojąć. Myślałam, że nasze uczucia umacniają się z czasem. Że mogę zaufać mu własnym życiem. Zawiodłam się tak srogo, że nie ma po prostu słów, żeby to opisać. Złamał mi nie tylko serce, ale i zabrał najważniejsze marzenia. I choć niby wiem, że lepiej mi będzie bez niego, to tęsknię. Z całej siły przepędzam jego obraz z głowy, bo jeśli tylko go sobie przypomnę, coś we mnie pęka. Wierzyłam w niego, kiedy nikt inny nie wierzył. Troszczyłam się, czekałam, kochałam. Teraz jestem pusta, ogołocona do cna. Cały czas nie mogę uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Nie wiem co będzie jutro, za tydzień. Nie planowałam przyszłości bez niego. Po raz kolejny dziękuję za pracę, dzięki której moje myśli podążają w zdrowszym kierunku.

46

Odp: Historia miłosna bez happy endu

Cześć, żyję. Spotkałam się raz z mężem, w celu przekazania kluczy. Sprzedałam obrączki.
Ostatnio miewam co noc powtarzający się koszmar - mija kilka miesięcy od chwili obecnej i mój mąż chce do mnie wrócić. We śnie tłumaczę mu, że chyba zgłupiał, że przecież sprzedałam już obrączki, on nie chce mieć dzieci i to wszystko jest bez sensu, ale jednocześnie odczuwam ogromną tęsknotę. We śnie sytuacja nie rozwiązuje się, to raczej ciągły dialog między nami o niepowodzeniach w naszym związku, którego brakowało mi w prawdziwym życiu. Zapewne tak moja podświadomość radzi sobie z rozstaniem. Niekiedy bywa to męczące - na co dzień nie kontaktuje się z mężem, nie oglądam wspólnych zdjęć, unikam rzeczy przypominających mi o nim, ale po przebudzeniu z takiego snu i tak myślę o nim i czuję się rozbita. Zadręczam się pytaniami, zastanawiam czy było coś, co mogła zrobić, czy dałam z siebie naprawdę wszystko albo czy mój mąż kiedykolwiek mnie tak naprawdę kochał, czy byłam dla niego ważna. Oczywiście teraz nie ma to najmniejszego znaczenia, ale mimo to wątpliwości ciągle do mnie wracają. Staram się nie zamykać w czterech ścianach, nawet zwykły spacer z psem jest lepszy niż siedzenie w domu i rozpamiętywanie. Mam trochę trudności z nerwami, kupuję bez opamiętania i nie potrafię dobrze rozplanować finansów na miesiąc, chociaż zawsze bardzo dobrze sobie z tym radziłam. Moja siostra pilnuje, żebym jadła domowe obiadki, mam dni kiedy nie jem prawie nic, a potem takie, kiedy jem za pięć osób. Przytłacza mnie wizja rozwodu, a najbardziej to, że po prostu mnie na niego nie stać. Musze odłożyć pieniądze i trochę mi to zajmie, nie mam pojęcia kiedy złożę pozew. Do tego czasu będę żyć w zawieszeniu i jest to bardzo męczące.

Posty [ 39 do 46 z 46 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Historia miłosna bez happy endu

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018