Spór o ... jedzenie... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Spór o ... jedzenie...

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 38 z 92 ]

Temat: Spór o ... jedzenie...

Dziewczyny, proszę Was o pomoc. Sama nie wiem, co myśleć, dlatego chciałam zapytać Was o opinię.

Jesteśmy z K. 6.5 roku razem, początkowo na odległość, ale od półtora roku mieszkamy razem. Mamy po 30 lat. Moim problemem z nim jest to, że uważam, że czasem traktuje mnie poniżej tego, jak powinien mnie traktować. Chodzi głównie o jedzenie.

Wspólnie jadamy zazwyczaj tylko w weekendy. W tygodniu on bierze obiad do pracy, kolacji nie jada, ja zjem w domu lub też biorę do pracy. Przez dłuższy czas wyglądało to tak, że K. przywoził słoiczki od mamusi i je jadł w pracy, ja zaś gotowałam dla siebie (zawsze było i dla niego, ale on wolał swoje). Aż powiedziałam: dość. Powiedziałam, że chcę wspólnie troszczyć się o jedzenie: możemy jeść raz jego słoiczki, raz moje gotowane, ale obydwoje to samo. Wiedział też, że nie będę tradycyjną kobietą, która będzie zawsze mu szykować jedzenie i oczekuję, że czas przygotuje i on. Gdy postawiłam sprawę na ostrzu noża, zaczął się bardziej angażować.

Odwiedził nas brat K., Bartek. Bartek na co dzień mieszka za granicą, najpierw pojechał do domu rodzinnego, a potem zatrzymał się kilka dni u nas. Z domu od mamusi przywiózł masę jedzenia, słoiki, domową wędlinę i pierogi (ja uwielbiam pierogi). Ale nawet mnie nie poczęstowali, ani Bartek, ani mój K. Pierogi przez 3 dni zjedli sami, przynajmniej dziś już ich w lodówce nie było, wędlina też prawie znikła. K. powiedział tylko, żebym poczęstowała się pączkiem roboty jego mamy. Dodam, że nie mam dobrej relacji z Bartkiem, bratem K., a przez to i z ich mamą. Nie chodzi mi o to, żeby mnie ktoś żywił, ale uważam, że jest tu coś mocno niepokojącego w zachowaniu mojego chłopaka, który nawet nie poczęstuje mnie, sam zaś zje wszystko ze swoim bratem. Wczoraj, gdy wróciłam z pracy przyszykował obiad. Sam kupił wszystko i zrobił dla naszej trójki. Doceniam. Mam jednak mieszane uczucia co do faktu nieczęstowania. Tym bardziej, że to nie pierwszy raz. Właściwie to nie raz dochodziło do starć między nami, bo miałam wrażenie, że żałował mi mięsa (!) lub  "domowego" jedzenia. Raz się dzieli, raz wcale. Czuję się jakby wykluczona z pewnych sfer, w tym przypadku JEDZENIA (!) od mamusi. Powtarzam: nie oczekuję, że mnie będzie żywił, ale chodzi mi o brak murów i bliskość między nami, która tutaj jest zachwiana. Mam dosyć walczenia z tym. Mam dosyć walczenia o bycie traktowana jak równa. Kiedy ja coś przywożę z domu, zawsze częstuję. Rozważam zakończenie tego związku, ale zanim podejmę jakiś krok, chciałam zapytać Was, co sądzicie o tej sprawie.

Z góry dziękuję za opinie.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Spór o ... jedzenie...

Twój instynkt dobrze ci podpowiada. Dzielenie się jedzeniem to jeden z obiawów wzajemnej troski, empatii, otwartości etc. Jeżeli komuś jest dobrze, to chce się tym podzielić z kochaną osobą (no i z bratem się dzieli ;P ) U twojego faceta jest to w zaniku w stosunku do ciebie - wniosek z tego jasny...

Założę się, że wktótce podobne zachowanie pojawi się w seksie  tongue

3

Odp: Spór o ... jedzenie...

Dziękuję Ci za odpowiedź. Jeśli chodzi o sex, to go nie ma. Ja nie chcę. Częściowo ze względów religijnych, częściowo - po prostu nie chcę...

4

Odp: Spór o ... jedzenie...

Wygląda na pozamiatane...

5

Odp: Spór o ... jedzenie...

Z jednej strony, tak, pozamiatane, ale z drugiej troszczy się o mnie, zrobi mi kawę, zrobi sałatkę do obiadu, zapyta jak pomóc... ja nie rozumiem tego rozstrzału w jego zachowaniu!

6 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2017-03-13 00:44:33)

Odp: Spór o ... jedzenie...
calineczka2 napisał/a:

Jesteśmy z K. 6.5 roku razem, początkowo na odległość, ale od półtora roku mieszkamy razem. Mamy po 30 lat.

calineczka2 napisał/a:

Jeśli chodzi o sex, to go nie ma. Ja nie chcę. Częściowo ze względów religijnych, częściowo - po prostu nie chcę...

Facet 6,5 roku bez seksu, to weź mu daj chociaż pojeść...
Sorry, ale nie kumam, Wy w ogóle w związku jesteście, czy tylko tak, współlokatorzy?

Pomijając właściwości zdrowotne pietruszki, można stwierdzić, że jest ona po prostu smaczna.

7

Odp: Spór o ... jedzenie...

Ale jak on to wszystko odbiera co mówi?

I have a pen...

8

Odp: Spór o ... jedzenie...

Hm, zachowuje się inaczej gdy jesteście tylko we dwoje i inaczej gdy jesteś Ty, On i jego mama albo brat ?
Bo to nie wróży nic dobrego...

9

Odp: Spór o ... jedzenie...

Już miałem napisać, że to burak, ale doczytałem to:

calineczka2 napisał/a:

Jeśli chodzi o sex, to go nie ma. Ja nie chcę. Częściowo ze względów religijnych, częściowo - po prostu nie chcę...

i teraz nie widzę powodu,. dla którego miałby żywić współlokatorkę, bo jego dziewczyną nie jesteś.

10

Odp: Spór o ... jedzenie...

to może z nim...porozmawiaj???? Powiedz jemu dokładnie to co nam tu napisałaś. Po 6,5 latach związku powinnaś już wiedzieć, że w związku szczerość i zaufanie to kluczowe sprawy. Skoro od 6,5 lat tak robi to może nie widzi w tym nic dziwnego? Ludzie wynoszą różne nawyki i zachowania z domu rodzinnego, często nie zdając sobie sprawy z tego, że dla innej osoby mogą one być dziwne, bądź im przeszkadzać/ranić. Z drugiej strony popatrz...on przez tyle lat toleruje brak seksu...to świadczy o tym, że musi Cię naprawdę kochać...

"Masz takie zamyślone usta, masz takie malinowe oczy, ale pewnym krokiem kroczysz."
https://www.youtube.com/watch?v=mS1Ckczz0LQ

11 Ostatnio edytowany przez Iceni (2017-03-13 00:54:17)

Odp: Spór o ... jedzenie...

Eee... macie po 30 lat, mieszkacie pod jednym dachem i 6 lat bez seksu? 

To sorry, takich zwiazkow ja nie kumam tongue to się rządzi zbyt zawiłymi regułami

12 Ostatnio edytowany przez Iceni (2017-03-13 00:56:47)

Odp: Spór o ... jedzenie...
EeeTam napisał/a:

Już miałem napisać, że to burak, ale doczytałem to:

calineczka2 napisał/a:

Jeśli chodzi o sex, to go nie ma. Ja nie chcę. Częściowo ze względów religijnych, częściowo - po prostu nie chcę...

i teraz nie widzę powodu,. dla którego miałby żywić współlokatorkę, bo jego dziewczyną nie jesteś.


Sorry,  wyslalo mi sie przez przypadek tongue

Ale generalnie zgadzam sie z tym.

Ty sie nie troszczysz o jego potrzeby (nie bo nie) to nic dziwnego, ze on odczuwa wieksza wiez emocjonalna ze swoim bratem niz z toba.

Jest tak na twoje wlasne zyczenie.

13

Odp: Spór o ... jedzenie...

Seks był między nami, nie ma go od pewnego czasu.

A co do rozmowy - ja już mu tłumaczyłam  i po prostu dalej jest to samo.. Tym razem nawet nie podjęłam tematu. Bo będzie: "przecież obiad zrobiłem. Co ty ode mnie chcesz?" Prawda. Zrobił. Doceniam. Super. Zrobił dla mnie i dla brata. I był przepyszny.   Nie wiem, czy ze względu na mnie czy na brata, czy dla "świętego spokoju". Ale zrobił. To dlaczego się nie poczęstuje, tym co przywiózł brat od mamy?

Co do zachowania przy rodzinie... tak, zachowuje się delikatnie inaczej niż przy mnie: jak jesteśmy sami, to częściej się dzieli, jak jesteśmy sami, mówi do mnie czasem zdrobniale, przy rodzinie nigdy, wręcz wkurza go, gdy ja powiem do niego zdrobniale przy bracie czy mamie bo "u niego się tak nie mówiło"

14 Ostatnio edytowany przez Iceni (2017-03-13 01:16:26)

Odp: Spór o ... jedzenie...

Jesteście parą, tak?
Od ponad 6 lat, tak?
Mieszkacie razem? tak?

No to następnym razem po prostu wstań, podejdź do lodówki i weź swoją porcję tongue

W związku ludzie się nie "częstują". W związku ludzie się DZIELĄ tym, co mają.

15

Odp: Spór o ... jedzenie...
Iceni napisał/a:

Jesteście parą, tak?
Od ponad 6 lat, tak?
Mieszkacie razem? tak?

No to następnym razem po prostu wstań, podejdź do lodówki i weź swoją porcję tongue

W związku ludzie się nie "częstują". W związku ludzie się DZIELĄ tym, co mają.


Polać Iceni!

"Masz takie zamyślone usta, masz takie malinowe oczy, ale pewnym krokiem kroczysz."
https://www.youtube.com/watch?v=mS1Ckczz0LQ

16

Odp: Spór o ... jedzenie...

A On wie dlaczego przestaliście uprawiać seks?

Częściowo ze względów religijnych, częściowo - po prostu nie chcę...

Przepraszam za wścibstwo, ale jak można nie uprawiać seksu częściowo ze względów religijnych?

I co On na brak seksu?

Kto do Kogo się wprowadził?

"Optymiści po prostu nie dopuszczają do siebie czarnych myśli.Oni je kolorują, czym? Mają magiczną kredkę, jaką jest:UŚMIECH!"

"Najpiękniejsze są dni, kiedy potrafimy być tak po prostu szczęśliwi i sami nie wiemy z jakiego powodu..."

17

Odp: Spór o ... jedzenie...

Pracujecie? U kogo mieszkacie?

18

Odp: Spór o ... jedzenie...

Ja się przeniosłam do jego miasta i wprowadziłam do niego.

Tak, wie, dlaczego nie ma seksu, wolałby, żeby był, chce, żeby był, ale respektuje mnie.

Nie chodzi mi o to, aby rozwiązać przez forum wszystkie problemy między nami - chodziło mi o Waszą opinię odnośnie wątku, który opisałam powyżej. Uważacie, że skoro nie ma seksu to się na mnie mści sprawiając mi ból? Że kobieta ma dawać, kiedy pan sobie zażyczy, a jak już nie da, to może być traktowana bez szacunku?

Proszę o Wasze opinie odnośnie opisanego wątku i z góry dziękuję.

19 Ostatnio edytowany przez CatLady (2017-03-13 12:54:26)

Odp: Spór o ... jedzenie...
calineczka2 napisał/a:

Ale nawet mnie nie poczęstowali, ani Bartek, ani mój K. Pierogi przez 3 dni zjedli sami, przynajmniej dziś już ich w lodówce nie było, wędlina też prawie znikła. K. powiedział tylko, żebym poczęstowała się pączkiem roboty jego mamy. Dodam, że nie mam dobrej relacji z Bartkiem, bratem K., a przez to i z ich mamą. Nie chodzi mi o to, żeby mnie ktoś żywił, ale uważam, że jest tu coś mocno niepokojącego w zachowaniu mojego chłopaka, który nawet nie poczęstuje mnie.

To nie jest coś mocno niepokojącego - to jest coś mocno chamskiego. Sami żarli i nawet jednego nie dali... Chyba już wiesz, gdzie Twoje miejsce. Z mamusią nawet nie próbuj się równać, ani Ty ani Twoja kuchnia. Jedzonko mamusi jest tylko dla uprzywilejowanych.

PS. Wiem ,że nie chcesz słyszeć opinii na temat seksu, ale to ważne, by ustalić, co jest przyczyną, a co skutkiem. Upadło życie seksualne i w efekcie tego on traktuje Cię bardziej jak współlokatorkę - której nie ma obowiazku żywić, albo on traktuje Cię źle i dlatego Ty nie chcesz seksu. Seks bardzo dużo mówi o związku. U was jest już chyba po faworkach...

20

Odp: Spór o ... jedzenie...

A ja w tym nie widzę za bardzo czegoś chamskiego. Stało jedzenie w lodówce, można sobie było wziąć, a nie oczekiwać, że ktoś poda... A nie bywało tak przypadkiem, Autorko, że kręciłaś nosem na jedzenie od "teściowej"? To i wtedy nic dziwnego, że facet nie proponuje, skoro myśli, że nie lubisz...

Pomijając właściwości zdrowotne pietruszki, można stwierdzić, że jest ona po prostu smaczna.

21

Odp: Spór o ... jedzenie...
calineczka2 napisał/a:

Uważacie, że skoro nie ma seksu to się na mnie mści sprawiając mi ból? Że kobieta ma dawać, kiedy pan sobie zażyczy, a jak już nie da, to może być traktowana bez szacunku?

Nie dramatyzuj tak i nie rób z siebie uciemiężonej ofiary. Seks był, ale teraz nie ma bo względy religijne (czyli co? zmieniłaś religię?) i po prostu nie chcesz... Skoro po prostu nie chcesz z nim bliskości, to  nie zawracaj mu gitary i nie przedłużaj agonii tego związku. Jedzenie od mamusi stanowi dla Ciebie taki problem? Ale już to, że zdecydowałaś jednostronnie, że seksu już nie będzie, bo tak, to już nie stanowi dla Ciebie problemu... Chcesz związku, wspólnoty, braku murów w lodówce, ale w łóżku jak najbardziej choćby płotek się przyda wink Nieautentyczna jesteś w swoim podejściu i wszystko tu gryzie się ze sobą. Masz postawę roszczeniową i uważasz się za pokrzywdzoną, ale krzywdy jakie sama wyrządzasz w związku nie rejestrujesz...

22

Odp: Spór o ... jedzenie...

Jednym z powodów, dla którego nie ma seksu jest to, że oddaliłam się emocjonalnie. A oddalam się za każdym razem, kiedy występuje problem z jego rodziną, kiedy czuję się jakby wykluczona, kiedy on staje po stronie rodziny, a nie mojej lub kiedy mam wrażenie, że żałuje mi jedzenia.

Nie sądzę, żeby wziecie sobie z lodówki było dobrym rozwiązaniem. W końcu przywiózł z domu jego brat, z którym nie mam najlepszych relacji. Pokłóciliśmy się kiedyś - w zasadzie o pierdołę. Ja się wobec niego zachowałam nietaktownie, ale zanim to wyszło, przedstawiłam sprawę i go przeprosiłam. Dało mu to powody, by po mnie jeździć. i pokazywać, tam gdzie mógł, swoją pozycję władzy. Mój K. nie reagował. Po długim czasie wróciłam do tematu, przeprosiliśmy się wzajemnie i niby miało być ok. Ale ... poskarżył się mamusi (brat K.), że do tematu wróciłam. I mamusia się między nas wtrąciła, bez uprzedzenia mojego K. Bronił mnie przed mamą.
Niesmak pozostał, że rozmawiasz z dorosłym facetem (bratem K.), dochodzicie do jakiejś tam zgody, a  on idzie i włącza we wszystko mamusię.
I mimo, że mój K. bronił mnie wtedy przed mamą i że w całej sprawie nie chce zajmować niczyjej strony (bo później bronił też i brata) to czuję, że raz mnie nie wyklucza, raz wyklucza. Czuję, że kiedy jest wybór: "będę się bratał z bratem lub moją dziewczyną" - wybierze brata. Wydaję mi się, - i to szczególnie w tej drażliwej sytuacji - że powinien dążyć do tego, żeby wszyscy się dobrze czuli. Jeśli ja wchodzę z pracy do mieszkania, a oni siedzą sobie w kuchni i brat zajada wędlinę mamy, uważam, że powinien mnie mój chłopak poczęstować.
Jak ma t pierogi, które stoją dwa dni w lodówce i znikają, jak nie widzę - powiedzieć chociażby - reszta dla ciebie.
Ale może ja chcę za dużo - może jak niektórzy z was piszą - to takie normalne, że każdy powinien widzieć swoje i mieć w ... poważaniu drugą stronę, sama nie wiem....

Santapietruszka - nie, nie kręciłam nosem na jedzenie teściowej. Zawsze chwaliłam, a pierogi - czyje by nie były - uwielbiam. I on o tym wie. I dlatego czuję się zdołowana, że tak mnie traktuje. Gdyby to była zupa pomidorowa, nie zwróciłabym nawet uwagi.

Kilo - no właśnie, może jestem dziwna, ja to widzę tak, że najpierw powinna być ta bliskość w życiu, bez murow, a dopiero później ta w łóżku. PRzyznam, że nie jestem też super usatysfakcjonowana z seksu (plus do tego poczucie winy dochodzi, cóż, takie "kościelne" wychowanie) jak już jest, ale wiem też, że jeśli poza łóżkiem będę szczęśliwa i czuła się jak równy z równym - będzie mi łatwiej.

23

Odp: Spór o ... jedzenie...

Czyli wracam do tego, co napisalam na poczatku... Nie ma pomiedzy wami bliskosci. Zrozumienia.

W zwiazku nie chodzi o to, żeby być miłym. Nie o herbatki o poranku czy obiad od swieta chodzi. Chodzi o więź jaka się wytwarza będąc z kimś razem. Wydaje mi się, że u twojego faceta tego nie ma - stąd i niechęć do seksu, bo podswiadomie unikasz sytuacji, gdzie ta więź z twojej strony moglaby sie wzmocnić.  A on to akceptuje bez wiekszego problemu nie dlatego, że jest wyrozumiały, tylko wlasnie dlatego, że nie czuje tej więzi i mu nie brakuje bliskości z tobą.

I tak jak napisalam w pierwszym poscie nie jest to dobry znak, nawet gorszy niz na poczatku sadzilam, bo to, przed czym cię chcialam przestrzec już się dzieje.

24

Odp: Spór o ... jedzenie...
calineczka2 napisał/a:

Kilo - no właśnie, może jestem dziwna, ja to widzę tak, że najpierw powinna być ta bliskość w życiu, bez murow, a dopiero później ta w łóżku. PRzyznam, że nie jestem też super usatysfakcjonowana z seksu (plus do tego poczucie winy dochodzi, cóż, takie "kościelne" wychowanie) jak już jest, ale wiem też, że jeśli poza łóżkiem będę szczęśliwa i czuła się jak równy z równym - będzie mi łatwiej.

Nie jest to dziwne podejście, tylko jak najbardziej naturalne, że oddalenie od siebie w życiu codziennym rzutuje na życie seksualne. Jednakże zamiast wyjaśnić partnerowi swoje zahamowania wynikające z wychowania i to jak wasze codzienne relacje przenoszą się na sferę seksu, Ty po prostu zrobiłaś bana na seks i już. W ten sposób tylko oddaliliście się od siebie bardziej i spowodowałaś, że powstało pewnie więcej nieporozumień między wami. Mury są w związku, ale budujecie je razem. Fundamentem tych murów jest nieumiejętność komunikowania swoich potrzeb i swojego stanowiska. Więcej w tym co piszesz jest tego co powinien się on domyśleć, niż tego co w sposób jasny mu przedstawiłaś.
Co do samego faktu, że w tak zaborczy sposób podchodzi do jedzenia, to przyznam żałosne i tak jak wskazała Iceni, jest to jeden z prostszych wskaźników, dzięki którym można poznać czy ktoś troszczy się o Ciebie i czy ktoś uważa Cię za "swojego" wink
Wydaje mi się poza tym, że oprócz jedzeni i seksu to pewnie w waszym związku uzbierałoby się jeszcze trochę tzw. "trudnych spraw"...

25

Odp: Spór o ... jedzenie...

Autorko, zauważ proszę, że tak naprawdę to nigdy nie chodzi o jeden problem. Pomimo, że skupiamy się na jednym najistotniejszym problemie dla nas, to tak naprawdę jest to sporo mniejszych bądź większych problemów, które się ze sobą zazębiają, albo żyją własnym torem, ale pobocznie występują.

U Was wielkim problemem jest brak seksu, który usilnie bagatelizujesz moim zdaniem.
Kolejnym problemem jest brak komunikacji u Was.
Pewnie jeszcze wiele rzeczy pominęłam.

Dobra, ale czy Twój Facet powiedział, pokazał Ci w jakiś sposób, że masz nie jadać Jego jedzenia?
A wspólne zakupy?

Co było najpierw: brak seksu czy niedzielenie się posiłkami z Jego strony?

"Optymiści po prostu nie dopuszczają do siebie czarnych myśli.Oni je kolorują, czym? Mają magiczną kredkę, jaką jest:UŚMIECH!"

"Najpiękniejsze są dni, kiedy potrafimy być tak po prostu szczęśliwi i sami nie wiemy z jakiego powodu..."

26

Odp: Spór o ... jedzenie...

Jak dla mnie katastrofa. Tyle lat razem i takie rzeczy...a gdyby było dziecko, to kto by je żywił? On je sam od mamusi, ty dla siebie i małego, a on czasem dla małego, jak będzie jego kolej? Gdyby po 6 latach razem mój facet jadł żarcie od mamusi razem z bratem, wyrzuciłabym to za drzwi razem z nimi. Ale to jest moje zdanie. Dziewczyny ciągną wątek seksu, który niestety jest bardzo wazny, chociaż autorka wyrażnie się odcina i bagatelizuje. Oboje jesteście siebie warci, tak myslę. On jak chce to da i ty jak chcesz , to dasz...super.

27

Odp: Spór o ... jedzenie...

Po tylu latach razem... To nie jest związek, to nie ma przyszłości...

28 Ostatnio edytowany przez Excop (2017-03-13 14:57:44)

Odp: Spór o ... jedzenie...
Małpa69 napisał/a:

Po tylu latach razem... To nie jest związek, to nie ma przyszłości...

To od kilku lat nie ma także przeszłości.
Dwoje dorosłych ludzi, gdzie jedno z partnerów(?) obawia się reakcji drugiego na udział tego pierwszego we wspólnym gospodarstwie.
Moim zdaniem, rodzina chłopaka nie ma z tym nic wspólnego. Obecnie przynajmniej.
Związek rozpadł się już dawno. Teraz pozostało "stare małżeństwo", którego podmioty nie wiedzą, co z tym zrobić. Nawet szukanie nowych kandydatów na partnerów nie jest w nim rozważane.
Oboje nie mają pomysłu na życie i tak w tym dziwnym "związku" bez intymności fizycznej, lecz w kotle wzajemnych zarzutów, tkwią.

facet po przejściach

29

Odp: Spór o ... jedzenie...
calineczka2 napisał/a:

Jeśli chodzi o sex, to go nie ma. Ja nie chcę. Częściowo ze względów religijnych, częściowo - po prostu nie chcę...

Słuchaj, a może on się nie dzieli, bo Ty się nie dzielisz.
Każde trzyma swoje zasoby dla siebie, bo chce lub...nie chce

30

Odp: Spór o ... jedzenie...

Czyli sex był na etapie zdobywania go ale teraz jak masz już gdzie mieszkac to się nawróciłaś?
Co jeszce oprócz mieszkania cię przy nim trzyma?

31

Odp: Spór o ... jedzenie...

Witaj,
Opisze ci mój punkt widzenia, który nie sprowadza się tylko do sexu, a kiedy go nie ma to znaczy że mozna pogardzac drugim człowiekiem.
Jak się nie podoba patrtnerowi autorki, że mu nie daje to niech sobie odejdzie do takiej, która mu da po 5 minutach znajomości po 10 razy.
Wbrew pozorom sexs to nie wszystko. Niestety pomimo postępu ludziom wciąż się wydaje że sexs w związku to przywilej, a jak tego nie ma to znaczy że ktoś jest zły, albo że można sobie wziąć na siłę, bo przecież to podstawa. Wiecie skąd się biorą gwałty w związkach? Z prześwuadczenja typu "moja dziewczyna więc niech mi daje kiedy ja chcę, bo od czego jest baba?".
Ja rozumie autorkę że może mieć pewne "zahamowania" w kwestii sexu zarówno jeżeli chodzi o kwestię religijne jak i relacji pomiędzy nią a facetem.
Ja np.jestem osobą, która osobiście przestrzega pewnych zasad religijnych i o ile nie po ślubie, to sexs naprawdę chcę by był po długiej znajomości, a nie po kilku miesiącach. Swoje podejście od razu przedstawiam na początku znajomości facetowi i do niego należy decyzja czy będzie na mnie czekał, czy chcę od razu. Jak chcę od razu to niech się mną nie interesuje.
Faceci jednak zawsze na początku mówią "a mi to nie przeszkadza, ja cię kocham mogę czekać całą wieczność" . W rzeczywistości jednak okazuje się, że to są bajki i po kilkumiesiącach naciskają, wywołują presję bo oni już chcą i nagle zaczynają im przeszkadzać moje zasady. To po co w takim razie się mną interesowali? Szlak mnie trafia jak najpierw obiecują, a potem wielki foch bo to ja jestem ta zła, bo mu nie daje. Nienawidzę takiej hipokryzji.
A co do zachowania tego partnera autorki, on jej nie szanuje i wyczuwam z jego strony pogardę i jakby się jej wstydził. Takie zachowanie dla mnie by nie przeszło choćby 100 lat nie było sexu, bo nikt nie ma prawa tak traktować ukochanej osoby, tylko z powodu że mu kobieta nie daje. To droga do patologii.
Jeżeli jej partnerowi to tak przeszkadza to niech z nią porozmawia jak dorosły człowiek, a nie zachowuje się jak dziecko i mamisynek, który tak bardzo się przejmuje co mamusia powie. Albo się kogoś kocha i zawsze staje w obronie, albo się nie kocha. Co to za idiotyczne zachowanie, że wstydzi się swojej dziewczyny? Że normalnie nie można powiedzieć bratu i matce żeby się odczepili od dziewczyny? Że nie można się zachowywać jak człowiek naturalnie, a nie przy rodzinie udawać Bóg wie co? To jest facet? Boże on się zachowuje jak pięcioletnie dziecko.
Autorko znajdź sobie kogoś na miarę swojego poziomu i przedewzystkim osobę, która serio zaakceptuje twoje zasady.
Ja bym z takim człowiekiem się nie zadawała bo czuła bym się jak 5koło u wozu, a takie uczucie powiduje spine, taką że nie ma się nawet ochoty na żaden sexs. Jak w łóżku nie wyjdzie to może jeszcze pójdzie się poskarżyć mamusi lub braciszkowi o ile już tego nie zrobił, bo mu nie dajesz wink
Pamiętaj zqslugujesz na szacunek, kto będzie szanował ciebie i twoje zasady, akceptował ciebie i te zasady, będzie szczery wobec ciebie i nie będzie fałszywy, tak jak twój facet wink

Wsłuchaj się w te słowa i zapamiętaj je, następnie wstań i wykrzycz je temu, który  uczynił je tobie! Życie jest tylko jedno i albo je przeżyjesz godnie, albo przeminie w tle piekła bezpowrotnie. Zatem powstań-walcz-tańcz i ciesz się życiem! smile
https://m.youtube.com/watch?v=d9FnreOC5uY

32

Odp: Spór o ... jedzenie...
Iceni napisał/a:

Czyli wracam do tego, co napisalam na poczatku... Nie ma pomiedzy wami bliskosci. Zrozumienia.

W zwiazku nie chodzi o to, żeby być miłym. Nie o herbatki o poranku czy obiad od swieta chodzi. Chodzi o więź jaka się wytwarza będąc z kimś razem. Wydaje mi się, że u twojego faceta tego nie ma - stąd i niechęć do seksu, bo podswiadomie unikasz sytuacji, gdzie ta więź z twojej strony moglaby sie wzmocnić.  A on to akceptuje bez wiekszego problemu nie dlatego, że jest wyrozumiały, tylko wlasnie dlatego, że nie czuje tej więzi i mu nie brakuje bliskości z tobą..

Iceni, bardzo trafnie to ujęłaś.. Ja ciągle mówię mu, że chciałabym więcej bliskości emocjonalnej z nim, a on mi odpowiada, że nie wie, o czym mówię. Dla niego "bliskość" = seks.

To prawda, że trochę boję się znowu angażować w pełni - boję się kolejnych zawodów, choćby w stylu: "to moje, a to twoje".


Krejzolko, takie lub podobne sceny z jedzeniem w sumie były "prawie" od początku, powiedzmy są od jakiś 4 lat, na samym początku dzielił się wszystkim. To nie jest zawsze, tak, od czasu do czasu: albo czuję jego niechęć podzielenia się czymś, albo przywiezie lub dostanie coś, je nawet czasem na moich oczach i nawet nie zaproponuje. Kiedyś raz (ale to już dawno) miał pretensje, że wróciwszy wieczorem jadłam nieco samego mięsa (bo przecież powinnam wziać z ryżem). Heca polega na tym, że ... sama wszystko kupiłam i przyrządziłam.. Innym razem, od czasu do czasu, proponuje mi swoje jedzenie.

Po prostu mam już dosyć tego. Czuje się wykluczona i niegodna tego jedzenia.  Ostatnia taka akcja miała miejsce ok. 3 tygodnie temu, kiedy właśnie stał przede mną i zajadał jakieś śliwki marynowane (wcześniej dawno takich nie mieliśmy).

Wspólne zakupy .... praktycznie nie istnieją. K. nie chce jechać samochodem do sklepu..woli po pracy wskoczyć i coś kupić. Tak raz on wskakuje i kupuje, raz ja.




Rozmawiałam dziś z K. na ten temat. Powiedział, że nawet nie zauważył i nie pomyślał, że mógł zaproponować. Ja po prostu nie wiem czy to rzeczywiście, czy to tylko taka wymówka. Do tej pory zawsze wierzyłam we wszystko co mi mówił i tłumaczyłam sobie, ze on taki jest, że chce dobrze, itp. Ale od pewnego czasu chodzi mi po głowie taka myśl, że często, gdy moje zarzuty są słuszne, on szuka wymówki. I trochę mam wrażenie, że tak jest i tym razem.... sama nie wiem... po prostu nie wiem.

33 Ostatnio edytowany przez Krejzolka82 (2017-03-14 08:45:12)

Odp: Spór o ... jedzenie...
calineczka2 napisał/a:

Iceni, bardzo trafnie to ujęłaś.. Ja ciągle mówię mu, że chciałabym więcej bliskości emocjonalnej z nim, a on mi odpowiada, że nie wie, o czym mówię. Dla niego "bliskość" = seks.
To prawda, że trochę boję się znowu angażować w pełni - boję się kolejnych zawodów, choćby w stylu: "to moje, a to twoje".

Naprawdę nie zauważyłaś wcześniej, że dla Niego "bliskość=seks"?
No to jak to się stało, że jesteście parą?
Jak poznaliście się?
I czy zawsze miałaś takie myślenie na temat seksu, jakie nam teraz przedstawiasz (chodzi o Twoją religijność)?

Ale wiesz, że bez pełnego zaangażowanie to prędzej czy później się rozwali?
Wiadomo, że w związku tez trzeba mieć swoje własne oddzielne sprawy, ale nie kurde jedzenie.
Jak można w związku wydzielać sobie jedzenie?

calineczka2 napisał/a:

Krejzolko, takie lub podobne sceny z jedzeniem w sumie były "prawie" od początku, powiedzmy są od jakiś 4 lat, na samym początku dzielił się wszystkim. To nie jest zawsze, tak, od czasu do czasu: albo czuję jego niechęć podzielenia się czymś, albo przywiezie lub dostanie coś, je nawet czasem na moich oczach i nawet nie zaproponuje. Kiedyś raz (ale to już dawno) miał pretensje, że wróciwszy wieczorem jadłam nieco samego mięsa (bo przecież powinnam wziać z ryżem). Heca polega na tym, że ... sama wszystko kupiłam i przyrządziłam.. Innym razem, od czasu do czasu, proponuje mi swoje jedzenie.

Po prostu mam już dosyć tego. Czuje się wykluczona i niegodna tego jedzenia.  Ostatnia taka akcja miała miejsce ok. 3 tygodnie temu, kiedy właśnie stał przede mną i zajadał jakieś śliwki marynowane (wcześniej dawno takich nie mieliśmy).
Wspólne zakupy .... praktycznie nie istnieją. K. nie chce jechać samochodem do sklepu..woli po pracy wskoczyć i coś kupić. Tak raz on wskakuje i kupuje, raz ja.

Dobra seks seksem, ale na litość boską konflikt przez jedzenie?
Nie mieści mi się to w głowie, żeby nie podzielić się z kimś jedzeniem, jak akurat jem, a tym bardziej, jak mieszkam z ukochaną osobą, żeby moje jedzenie było tylko moje, a jego tylko jego.
Masakra jakaś.

Czemu dopiero teraz coś z tym zaczęłaś robić?
Czemu wcześniej z Nim szczerze nie porozmawiałaś na temat tego nieszczęsnego jedzenia?

No dobra, a nie mogłaś ot tak wziąć sobie parę tych śliwek ze słoiczka, tylko czekać na Jego gest?
Czy Ty potrafisz Jego o coś poprosić?
Czy Ty potrafisz z Nim normalnie, na luzie porozmawiać?
Czy Wy w ogóle potraficie się ze sobą komunikować?

A jest coś co w ogóle robić wspólnie?
Czy tylko wspólnie sobie mieszkacie?

calineczka2 napisał/a:

Rozmawiałam dziś z K. na ten temat. Powiedział, że nawet nie zauważył i nie pomyślał, że mógł zaproponować. Ja po prostu nie wiem czy to rzeczywiście, czy to tylko taka wymówka. Do tej pory zawsze wierzyłam we wszystko co mi mówił i tłumaczyłam sobie, ze on taki jest, że chce dobrze, itp. Ale od pewnego czasu chodzi mi po głowie taka myśl, że często, gdy moje zarzuty są słuszne, on szuka wymówki. I trochę mam wrażenie, że tak jest i tym razem.... sama nie wiem... po prostu nie wiem.

Ale o tym się nie myśli, ponieważ to jest tak rzeczywista rzeczywistość.
Przywozi jedzenie od Mamusi i od tej pory jest to Wasze wspólne jedzenie, bez pytania, bez proponowania, po prostu jedzenie dla Was i tyle.

To forum to mnie tak czasami zadziwia, że nie mogę.
Nie wiem w jakim ja Świecie żyję... smile

"Optymiści po prostu nie dopuszczają do siebie czarnych myśli.Oni je kolorują, czym? Mają magiczną kredkę, jaką jest:UŚMIECH!"

"Najpiękniejsze są dni, kiedy potrafimy być tak po prostu szczęśliwi i sami nie wiemy z jakiego powodu..."

34

Odp: Spór o ... jedzenie...

A ja ciągle nie mogę zrozumieć, jak to jest mieszkać razem, mieć wspólną lodówkę i oczekiwać, że ktoś mnie czymś poczęstuje, a jak nie, to będę rozkminiać...
Częstuje się gości - logiczne, przecież nie przyjdą i nie wlezą do lodówki (aczkolwiek ja czasem takich miewam big_smile ). Częstuje się współlokatorów, jeśli każdy ma osobną półkę w lodówce (abstrahując od tego, że zdarzają się lokatorzy bezczelni i częstują się sami). Ale mieszkać z kimś parę lat i czekać, aż ktoś mi zaproponuje jedzenie - no, sorry, Autorko, ja tego nie kumam. Tak jak Krejzi napisała - "Przywozi jedzenie od Mamusi i od tej pory jest to Wasze wspólne jedzenie, bez pytania, bez proponowania, po prostu jedzenie dla Was i tyle"

Pomijając właściwości zdrowotne pietruszki, można stwierdzić, że jest ona po prostu smaczna.

35

Odp: Spór o ... jedzenie...

Dziwaczne conajmniej. Razem od lat mieszkacie, a zachowujecie sie jak lokatorzy. I dopiero teraz Ci to przeszkadza?

Wiesz co, jakbym nawet z kolezanka mieszkala, to watpie, ze mialabym takie rozkminy w temacie schrupania czegos z lodowki (oczywiscie zakladam, ze z owa kolezanka mialabym dobre przyjacielskie sosunki), bo pewnie razem chodzilybysmy na zakupy i dzielily sie 50/50. A co dopiero w zwiazku, ktory przeciez powinien byc wspolnota, a nie jakims tam luznym mieszkaniem w tych samych scianach.

Marnie Wam wroze. Brak seksu jest tu tylko generalnym symptomem braku wiezi i porozumienia, podobnie jak stawianie plotow wkolo sloikow mamusi. Wy sie po prostu nie dogadujecie.

36

Odp: Spór o ... jedzenie...

Brat przyjeżdża do Was z wizytą,idzie do mamusi a ta szykuję mu "wałówkę".Bo co? Bo inaczej biedaczek będzie głodował?
Matka Twojego faceta traktuje Cię jak współlokatorkę-mieszkasz z jej synem-trudno ale wiadomo,że jedzenie,opłaty macie osobne.
Więc szykuje synkowi jedzonko,dla drugiego także by chłopaki nie głodowały.
Jestem mężatką i czasem dostajemy jakieś dobre jedzonko od mojej mamy lub od mamy męża.Ale to nie jest regularna wałówa.Bo zarówno moja teściowa jak i moja mama wiedzą,że my z głodu nie umrzemy.
Myślę,że Twój facet kiepsko prezentuje Cię w swoim rodzinnym domu i chyba stąd takie sytuacje.

Poza tym brat Twego faceta jest u Was z wizytą,korzysta z wszystkiego co jest u Was więc nie widzę powodu byś Ty nie korzystała z tego co jest w Twojej lodówce:)

Nie bardzo rozumiem-nie uprawiasz seksu ze względów religijnych? Znaczy,że wcześniej uprawiałaś ale zmieniłaś religię?
Od prawie siedmiu lat nie czujesz bliskości ze swym facetem i z nim jesteś? A po co? Czekasz aż się odmieni? smile

Końcówkę -om piszemy w celowniku liczby mnogiej rzeczowników wszystkich rodzajów, np.Wspomniałem o tym moim gościom.
Zwrócił się ku tamtym kobietom.
Przyjrzał się uważnie oknom i drzwiom.

37

Odp: Spór o ... jedzenie...

Niezależnie od tego kto tu jest winny, to proponuję bardzo poważną ostateczną rozmowę i albo w jedną albo w drugą...

38

Odp: Spór o ... jedzenie...

Gojka, to ze ma mamunia daje walowke moze byc tez dowodem nad jej nadopiekunczosc. Syn dorosly, ale ona ciagle go traktuje jak malego dzieciaka, a dziewczyne jak wroga numer jeden, ktory chce jej odebrac syneczka. Tylko problem jest w tym, ze ten stary kon daje sie tak traktowac, zamiast grzecznie mamusi podziekowac za kulinarny prezent i jasno zakomunikowac, ze oni maja co w domu jesc (nie zeby ja obrazic, ale zeby dac do zrozumienia, ze okazjonalny sloiczek jest milo przyjmowany, ale dokarmiania nie potrzebuje).

Posty [ 1 do 38 z 92 ]

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Spór o ... jedzenie...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018