"Słoneczne" lato - opowiadanie. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 3 ]

Temat: "Słoneczne" lato - opowiadanie.

Przypominam że to co jest tu opisane może zdarzyć się naprawdę, pokazuje to jak kruche jest to co wszystko mamy...

"Słoneczne" lato.

Wiktora obudził przeraźliwy dźwięk radiobudzika. Był trochę zły, gdyż miał wcale ładny sen, w tymże śnie spacerował po plażach tureckiej Riwiery ze swoją dziewczyną, Martą. Fakt, że urlop miał za dwa dni i na tenże Riwierę się właśnie wybierali, jeszcze bardziej potęgował w nim niechęć do wyrywania się z oparów snu i udania się do pracy. Otworzył oczy.
"Kurczę, jeszcze tylko dwa dni, wytrzymaj..." - pomyślał. Z oporem zwlókł się z łóżka, dochodziła szósta dwadzieścia. Wiktor pracował w korporacji w dużym biurowcu, nie narzekał na zarobki, całkiem dobrze mu się żyło, dziewczynę miał śliczną, pracowała w sądzie, obydwoje byli "ustawieni" i czerpali z życia pełnymi garściami.

"Na Riwierze oświadczę jej się" - obiecywał sobie nie raz Wiktor, wszystko miał już poukładane, spacer po plaży, wieczorem romantyczna kolacja i wtedy wręczy jej pierścionek i poprosi o rękę...

    Na parkingu pod drapaczem chmur dojrzał swojego BMW X5. Charakterystyczny dźwięk sygnalizacji otwarcia drzwi echem rozległ się po hali podziemnej budowli. Dotknął drzwi auta i nagle wszystkie gwiazdy stanęły mu w oczach. Na ułamek sekundy poczuł paraliż w całym ciele i przeszywający ból.

-Achhhhh - krzyknął bezwiednie. Ładunek elektrostatyczny zebrany na karoserii był dość silny, potrafił na chwilę zamroczyć. Wsiadając do samochodu (zdenerwowany uprzednio kopiąc ze złością w oponę pojazdu) zauważył jeszcze podobny incydent u sąsiada, który właśnie zaspany dobierał się do swojego Land Rovera.

"Aj, aż faceta odrzuciło, przynajmniej nie jestem sam w cierpieniu" - pomyślał na poły z uśmiechem, na poły z żalem, naciskając na gaz.

      W pracy powitał go kierownik działu.

-Słuchaj, Wiktor, sprawę TerraFlexu musisz skończyć przed urlopem, rozumiesz, musisz to zrobić, inaczej będę zmuszony udać się do Prezia z wnioskiem o wstrzymanie urlopu. Nikt tego za Ciebie nie zrobi, to powinno być dla Ciebie wyróżnienie, mam nadzieję że jako stary kolega tak to odbierzesz...

    Z Filipem, kierownikiem działu Wiktor znał się z dziesięć lat, razem kończyli studia, tylko że różne kierunki, ale w tym samym budynku. Doskonale radzili sobie z tym, że się bliżej znają jeśli chodzi o stosunki w pracy. Wiktor znał swoje miejsce w szeregu i w pracy starali się obydwaj nie okazywać za dużo, że się przyjaźnią.

-Cholera z tym TerraFlexem, zawsze mam takie "kwiatki" przed urlopem, no ale trudno, będę zasuwał nawet w nocy, ale urlopu nie oddam, nie dam Ci satysfakcji naskarżenia na mnie do Prezesa - odparł mu Wiktor

-Trzymam za słowo. Acha, po pracy jak zawsze krę.... auuu! - Filip oparł się o metalową framugę drzwi i cofnął ją jak oparzony.

-Cholera, znowu kopie draństwo! Czy Ty masz tak samo? No czego się nie dotknę dziś! - sapał zniechęcony już Filip - to po pracy kręgle ok?

-Ty mnie najpierw gonisz do pracy, każesz po nocach tyrać, a potem po godzinach jakby nigdy nic na kręgle wyciągasz? -  zaśmiał się Wiktor - a mnie kopnęło przy samochodzie dziś i sąsiada też.

-Jakieś powietrze suche, czy co... - mruczał jeszcze pod nosem Filip odchodząc.

     Grzebiąc w papierach i klikając raz po raz w klawiaturę komputera, "kątem ucha" wyłapywał słabo dolatujące dźwięki wiadomości ogólnokrajowej rozgłośni z głośnika firmowego radiowęzła : "Wczoraj rano.... czterdzieści pięć.....na Słońcu.....największy.....stu lat........jako X86.....konsekwencje......naukowcy.....nie wiadomo....."

     Z wiru pracy wyrwał go dźwięk komórki. To była Marta.

-Cześć Kochany, co tam u Ciebie, dużo pracy?

-Cześć, mhm - Wiktor jeszcze przez chwilę żył papierzyskami - aaaa, tak, sporo, muszę skończyć sprawę jednego kontrahenta przed urlopem, bo inaczej będziemy ugotowani....

-Hi Hi, ugotowani to my będziemy tak czy inaczej, na Riwierze, a raczej upieczeni - żartowała Marta - tak się cieszę na ten wyjazd, że nie masz pojęcia, w końcu jakieś porządne wakacje, układa nam się, prawda Kochany?

-No, trzeba przyznać że tak, słuchaj, przepraszam Cię, Kociaku, ale mam sporo pracy, zadzwonię ok? - Wiktor nie lubił "spławiać" Marty, lubił, kiedy dzwoniła do niego, pytała jak się czuje - kocham Cię bardzo i do wieczorka... halo..halo! No, teraz słyszę, coś przerywa, no to pa....

     Powrócił do pracy z jeszcze większym zapałem, kiedy po około piętnastu minutach przyszedł kolega z sąsiedniego biura.

-Co tam, może jakaś przerwa na kawkę?

-OOO, to już dziesiąta, chętnie - odpowiedział Wiktor.

-Ty, słyszałeś w radiu o tych podwyżkach, mają wejść jednak jeszcze w tym roku!

-Kurde, znowu Firma będzie musiała szukać oszczędności, mam nadzieję, że w wakacje będzie spokój jako taki, bo jesienią pewnie będzie trzeba już ostro zapierniczać.

-I o jakiś wybuchach gadali słonecznych, ciągle czymś ludzi straszą...

-No, to akurat sam słyszałem piąte przez dziesiąte, tyle już ich było i co? Nic się nie dzieje, myślę że nasza cywilizacja jest na takim poziomie, że w porę ludzi ostrzegą, pewnie mają jakieś zabezpieczenia i w ogóle, czytałem kiedyś że Ziemia ma naturalną osłonę magnetyczną która nas chroni...

-No, to lecimy na dół na tę kawkę, przerwa leci....

-Wiesz co, wszystko co metalowe mnie kopie.......

Im bardziej oddalali się korytarzem, tym ciszej słychać było rozmowę. Po powrocie z przerwy Wiktor rad nierad ponownie zasiadł przed komputerem, przecierając oczy. Nagle światła w biurze zgasły, zgasł też monitor komputera, zapiszczał buzzer zasilacza awaryjnego, po czym po kilku sekundach światła zaświeciły się, a monitor wrócił do pracy.

-Cholera, jeszcze tego brakowało - złościł się pod nosem - roboty tyle, a tu prąd ucieka...

Światła świeciły, ale jakoś nienaturalnie. Z takim różowym odcieniem. "Awaria w elektrowni?" - myślał- "coś jest nie tak..."

Pochylił się nad papierami, świetlówki wciąż świeciły jakoś inaczej... Tak jakby złowrogo, jakby za chwilę miałoby się stać nie wiadomo co strasznego.

Po może minucie wpadł Filip.

-Zbieraj się, potrzebujemy informatyków, awaria głównego serwera w Firmie! - zawołał. "No tak, dwa dni przed urlopem takie szopki" - Wiktor już był lekko wnerwiony.

Poszedł za Filipem, wsiedli do windy, kierownik nacisnął guzik "-3". "O, do podziemi zjeżdżamy" - Wiktor mimo woli poczuł dreszczyk emocji - "coś się dzieje w końcu w tej budzie..."

Myśli przerwał mu głuchy jęk, mrok który zapadł w windzie, a potem słowa Filipa - szlag!

Z głośnika windy rozległ się miękki głos syntezatora: -Korzystamy z zasilania awaryjnego. Winda pracuje. - I popłynęli dalej w dół.

-Słuchaj, Wiki, wygląda to na poważniejszą awarię na skalę miasta - Filip był już wyraźnie zdenerwowany - otrzymałem wcześniej podobne wieści od znajomych. Wszędzie uciekł prąd.

-Komórka nie pokazuje zasięgu- powiedział Wiktor -no chyba że to dlatego, że jesteśmy już na dole.

Faktycznie z głośnika rozległo się "Poziom minus trzy - dziękujemy" i drzwi windy rozsunęły się. Szli długim, skąpo oświetlonym korytarzem z gdzieniegdzie wystającymi klamkami drzwi. Przy któryś z kolei, chyba większych, zatrzymali się. Na drzwiach napisane było " SERWERY - SEKTOR 7B". Weszli do środka, uprzednio zakładając fartuchy i nakładki na buty. Wnętrze było sterylne, cicho pracowały wentylatory oraz agregat klimatyzacji. W pomieszczeniu kręciło się już parę osób - informatyków, nawet rozpoznawał znajome twarze.

- Padł serwer główny - zaczął Filip - prawdopodobnie dlatego, że ma oddzielne zasilanie z góry, ja i paru innych kierowników mówiłem, że to nie jest najlepsze rozwiązanie, bo przy nieprzyjaznych warunkach na górze on ma największe ryzyko uszkodzenia, ale nie zdążyli tego poprawić. Chłopaki wprowadzą Cię w szczegóły -tu machnął ręką w kierunku facetów przy serwerze - ja tymczasem lecę na górę dowiedzieć się ile czasu jeszcze potrwa ta awaria w elektrowni...

Filip zniknął za drzwiami, a Wiktora zaczęły nachodzić myśli, na jaki obszar miasta rozciąga się brak prądu.

-Chodź popatrz na to- wyrwał go z zamyśleń głos Brajana, jednego z rozpoznanych kolegów - tu jest dysk zapasowy, który nie wiadomo dlaczego nie wystartował....

Zapadła całkowita ciemność. Wiatraki stanęły, rozległ się stuk i  Wiktor poczuł swąd spalenizny. Gdzieś zabłysła iskra.

-Cholera, jeszcze padły generatory! - rozległ się głos w ciemnościach - co jest grane? To już "po ptokach", serwery stanęły...

Jakiś facet uderzył się o coś i jęknął głośno. Ciemności były egipskie, było to pomieszczenie bez okien, dość głęboko pod ziemią. Wiktor namacał klamkę drzwi. Wyciągnął telefon. Blady blask z wyświetlacza wyłonił parę najbliższych urządzeń i postaci. Pozostali zrobili to samo, a przynajmniej próbowali.

-O, mi się rozładował nagle, a niech to diabli- powiedział ktoś z ciemności. Świecąc sobie telefonami wyszli z serwerowni, po czym korytarzem jakieś trzydzieści metrów doszli do drzwi z napisem " WYJŚCIE EWAKUACYJNE". Stefan, kolejny z rozpoznanych, szarpnął klamkę. Na szczęście było otwarte.

-No to zasuwamy schodami na górę, co to, zamach jakiś był czy co?- rzekł sfrustrowany Brajan

-Jakby zamach, to by raczej bombę podłożyli... - odrzekł jakiś nieznajomy - a tak, nie było słychać żadnego wybuchu...Może kilka awarii i zbieg okoliczności, spokojnie panowie.

Było ich z dziesięć osób, szli w milczeniu schodami, pierwsze piętro, drugie, trzecie... w końcu światło z okna, korytarz, na korytarzu kręcące się we wszystkie strony osoby, jakieś krzyki, nawoływania, prośby. Wiktor spojrzał przez okno, na pierwszy rzut oka wydawało się, że jest w porządku, ale przy dłuższym spoglądaniu okazało się że wszystkie pojazdy stoją. Jak okiem sięgnąć. Tłumy ludzi wzdłuż głównej ulicy jak szły tak idą, ale auta, autobusy, tramwaje, wszystko stoi. Postanowił wyjść na zewnątrz, głównym holem. Drzwi obrotowe nieczynne, przepchnął się jakoś z innymi i wyszedł w końcu. Tutaj dopiero pozornie spokojny tłum zmienił się w spanikowanych i zdenerwowanych ludzi. Znowu nawoływania, przekleństwa, krzyki. " Spadł samolot" - usłyszał Wiktor. Spojrzał na ekran telefonu. Zasięgu nie było, a telefon zrobił się jakby ciepły. Czytał o eksplodujących bateriach w telefonach i tym samym wiedział, że przed eksplozją robią się ciepłe, więc wystraszył się i wyjął baterię ze środka. Była ciepła. Wrzucił ją do kieszeni fartucha, który jeszcze na sobie miał od czasu wejścia do serwerowni. Zapytał jakiegoś spieszącego się jegomościa, co się stało, czemu nic nie działa.

-Nie wiem, nikt nic nie wie. Telewizji nie ma ani radia, wszystko padło, komórki, samochód mi stanął, a ja lecę do rodziny zobaczyć, czy u nich wszystko ok! - rzucił w przelocie przechodzień.

Wiktor szedł dalej. Jakieś rozpaczliwe próby uruchomienia samochodów, znów krzyki, gdzieniegdzie już nawet płacz, Policja i Straż próbująca uspokoić mieszkańców. Podszedł do jednego z policjantów.

-Może Pan wie, co tu się dzieje?

-Nie wiemy, nie ma żadnej komunikacji, radiotelefony też nie działają, same zakłócenia, niewykluczony atak terrorystyczny. W tej chwili próbujemy zapanować nad zdenerwowanym tłumem, który coraz bardziej domaga się wyjaśnień. Nawet megafon nie działa, żeby do ludzi krzyknąć. Czeski film!

Wiktor podziękował i ruszył dalej. Właściwie sam nie wiedział, dokąd ma iść, myślał o rodzinie, o Marcie, czy oni mają to samo i czy nic im nie jest. Spojrzał w górę i oniemiał. Niebo całe zaróżowione, między chmurami gdzieniegdzie przeskakiwały błyskawice. "Matko Boska"- pomyślał- "wojna, atak jakąś nieznaną bronią! Muszę odnaleźć rodziców!" Pobiegł w boczną uliczkę, co chwila ocierając czy wręcz uderzając o napotkane osoby, tłumu przybywało, zauważył też chaos w sklepach i pierwsze plądrowania. Ludzie wynosili co się dało, żywność przede wszystkim. "Cholera, było kiedyś w szkole, co robić w razie wojny" - pomyślał w biegu.

Dobiegł do skrzyżowania, zobaczył most w oddali, ten, który prowadził do dzielnicy, w której mieszkali rodzice. Pobiegł z powrotem do biurowca, wpadł na parking, wzrokiem szukał swojego BMW. Oczywiście znów dostał w palec wyładowaniem, wskoczył do auta, a tam rozciągał się swąd spalonych przewodów... Wiedział już, że samochodu nie uruchomi, poszedł więc do mieszkania rodziców pieszo, po około godzinnej wędrówce dotarł do nich wreszcie.

-Mamo, tato !!!

Mieszkanie wydawało się puste, lecz z oddali rozległo się człapanie ojca.

-Wiki! Jesteś! Nam nic nie jest. Wiesz, ja podejrzewam, co mogło się stać. To nasze słońce...

-Tato, o czym Ty mówisz? Słońce to zrobiło? Jak??

-Trochę się tym interesowałem, a poza tym jeszcze przed uszkodzeniem się telewizora w wiadomościach napływały różne doniesienia o awariach elektrowni na całym świecie, a szczególnie na półkuli, która jest aktualnie oświetlona. Zdarzały się też awarie samolotów...

-No, ja słyszałem, jak wyszedłem z pracy, jak ludzie mówili, że samolot spadł!

-No widzisz, tu też się to sprawdza.

-Tak, teraz sobie przypominam, że nawet w radiu mówili coś o słońcu i o wybuchu!

-Właśnie synu, przez ten wybuch strumień naładowanych cząstek wpadł w atmosferę Ziemi, a pole magnetyczne okazało się za słabe żeby ją obronić przed tak potężną chmurą cząstek... Cząstki te wywołały przepływ prądu w każdym metalowym przedmiocie...

-Tato, i co teraz?

-Nie wiadomo. Może na drugiej półkuli zdążą się jakoś przygotować i uratować część cywilizacji, ale w naszym kraju na pewno legła ona w gruzach... Nie uratuje się nic, samoloty nie wystartują, samochody nie pojadą, elektronika spalona... Będziemy musieli radzić sobie bez tego wszystkiego...

-Ale jak to, bez telefonów, komputerów, samochodów i w ogóle? Firmy ubezpieczeniowe pobankrutują!

-O czym Ty mówisz, synu, pieniądze już raczej też przestały istnieć. Banki nie funkcjonują, jest ogólny chaos finansowy raczej już nie do odratowania. Strach pomyśleć, kiedy zacznie brakować jedzenia i wody, bo fabryki nic nie produkują, wszystko nie działa...

-Tato, to straszne, jak my sobie poradzimy?

-Będziemy musieli. Musimy przede wszystkim bronić jakoś tego, co mamy albo gdzieś wszystkich przesiedlą...

-Ale jak, samochody nie jeżdżą, samoloty nie latają??

-Nie wiem, synu. Będziemy żyć i czekać, tylko to nam pozostało...

Nic co ludzkie, nie jest mi obce.

GG 5287256
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: "Słoneczne" lato - opowiadanie.

Ogólnie mi się podoba. Pomysł świetny. Są niedoróbki. Co to znaczy "kąt oka"? Czasem za dużo przecinków. Gdzieś tam niepotrzebny cudzysłów i inne takie.

Posty [ 3 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2021