Kobiety kochające za bardzo - grupa wsparcia KATOWICE - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Kobiety kochające za bardzo - grupa wsparcia KATOWICE

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 14 ]

Temat: Kobiety kochające za bardzo - grupa wsparcia KATOWICE

Drogie Panie,
wiem, że ten temat już był, ale ja chciałabym iść o krok dalej, chciałabym założyć grupę wsparcia dla takich kobiet w Katowicach. Sama jestem kobietą kochająca za bardzo i szukając takiej grupy żadnej bezpłatnej nie znalazłam. Pomyślałam, że może właśnie tutaj uda nam się zebrać 10 - 15 osób i rozpocząć spotkania. Myślę, że nawet jeśli nie będzie to najbardziej profesjonalna grupa wsparcia na świecie to sam fakt, że mamy z kim porozmawiać, podzielić się tym co nas boli a może i z czasem do kogo zadzwonić w trudnej chwili powinno być wystarczającym powodem do powstania tej grupy smile Dziewczyny liczę na Was !
smile

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Kobiety kochające za bardzo - grupa wsparcia KATOWICE

Ja bym chętnie dołączyła ale jestem z Dolnego Śląska:( więc tylko internetowo mogę uczestniczyć

3

Odp: Kobiety kochające za bardzo - grupa wsparcia KATOWICE

Oki, jak się okaże, że nie uda się uzbierać grupy w Katowicach to możemy założyć grupę internetową smile

4

Odp: Kobiety kochające za bardzo - grupa wsparcia KATOWICE

Witaj mikaone smile smile
masz świetny pomysł, popieram. Stwórzmy może taką grupę wsparcia w Katowicach (dot. oczywiście też innych miast z naszego regionu), abyśmy mogły podzielić się również innymi naszymi problemami, wesprzeć się wzajemnie, ale też... wnieść trochę radości, bo nie samymi problemami człowiek żyje wink
Pozdrawiam serdecznie
Dorinka

"Jeśli chodzi o czekoladę, opór jest bezcelowy"

5

Odp: Kobiety kochające za bardzo - grupa wsparcia KATOWICE

Drogie kobitki  smile
   Witam serdecznie. Jestem świeżo po rejestracji, więc nie do końca wiem jak to wszystko działa (to mój pierwszy w życiu wpis na forum, a mam 29 lat, nigdy nie miałam odwagi nawet przez neta cokolwiek pisac, bo czułam zawsze, że jestem beznadziejna i nikt nawet nie zareaguje na to co piszę, choc teraz też tak może byc, to po 3 latach psychoterapii pewnie mnie to, aż tak nie dotknie;) Zapewne powtórzę post na temat uzależnienia od mężczyzny, ale szukam wsparcia wśród kobiet podobnych do mnie, bo momentami mam wrażenie, że jeszcze trochę i oszaleję. Tak bardzo uzależniłam swoje życie, szczęście i samopoczucie od męża, że trudno mi się teraz z tego wyplątac, pomimo - jak już wspomniałam uczęszczania na psychoterapię grupową.
Po ślubie jesteśmy już 10 lat (wszystko bardzo szybko i niedojrzale), bo biorąc ślub miałam 19 lat i byłam już w ciąży. Kiedy mój ówczesny mąż powiedział wtedy, że bardzo mnie kocha i chciałby miec ze mną dziecko jak najszybciej to ja byłam w siódmym niebie. ON MNIE KOCHA! WŁAŚNIE MNIE - myślałam sobie. I tak się potoczyło: ciąża, ślub, wspólne mieszkanie w domku moich rodziców, gdzie urządziliśmy sobie osobne 47-siedmio metrowe gniazdko. Ja wychowywałam synka, mój mąż pracował na zmiany, a moje życie polegało na czekaniu na niego, aż wróci z pracy i dopiero wtedy czułam, że żyję. Chciałam miec go tylko i wyłącznie dla siebie, żebym była dla niego najważniejsza i tego samego oczekiwałam od niego, ale on jako typ mało wylewny i unikający bliskości coraz więcej znajdował powodów do wyjścia z domu, głownie po to, aby dorobic po pracy pomagając tu i ówdzie. Chciałam żeby on tak samo poświęcił swoje życie dla mnie, ale niby czemu miał to robic? Wbrew moim nieświadomym jeszcze wtedy oczekiwaniom oczywiście nie robił tego, a coraz bardziej czuł się przeze mnie omotany, był wybuchowy, krzyczał na mnie, nie miał cierpliwości do naszego synka i często pił. Wtedy to on przed bliskością się nie bronił i mówił jak to mnie kocha, i że jestem jego gwiazdką na niebie, no chyba, że upoił się wręcz alkoholem i nie panując nad sobą używał wobec mnie okrutnych wulgaryzmów i wyrzygiwał wszystko co miał do mojej osoby(zdarzało się to baaardzo rzadko, ale się zdarzało), a na co dzień milczał, zawsze mu wszystko pasowało jeśli chodzi o moją osobę - tak mówił gdy był trzeźwy, ale czepiał się o byle pierdołę i zawsze miał pretekst żeby się na mnie powydzierac. Więc ja myśląc, że winna wszystkiemu jestem ja - starałam się jeszcze bardziej i coraz mniej miałam swojego życia. Wszystko robiliśmy pod niego. Aż mając 25 lat popadłam w depresję i tak zaczęła się moja przygoda z psychiatrami, psychoterapią i takie tam. Dodam iż przez te wszystkie lata nie pracowałam - cholernie bałam się iśc do pracy, no i...tu jest problem, bo mąż wyjechał do pracy za granicę dwa tygodnie temu, a ja zostałam z synem w domu, ponieważ został mi ostatni rok studiów, a to jest jedyna rzecz, którą chcę zrobic dla siebie samej. Najbliższą perspektywą wspólnego zamieszkania jest przyszła połowa roku. Boję się, że do tego czasu dosłownie zwariuję. Mój paniczny lęk przed pozostaniem samej, bez partnera zmusza mnie do ciągłej kontroli jego osoby, tzn. sprawdzam nieustannie czy jest dostępny na fb, a jeśli tak to dlaczego do mnie nie pisze, a jak już pisze to czy na końcu napisze, że mnie kocha czy nie i tak w kółko. Sama sobie robię tym krzywdę i boję się, że moje ciągłe osądy w jego kierunku zupełnie go do mnie zniechęcą i pozna tam inna kobietę. Taką, która będzie z radością wstawała rano z łóżka, a nie wiecznie depresyjną, taką, która nie będzie go wiecznie kontrolowała, tylko będzie mu szczerze ufała. Proszę, jeśli miałyście podobnie, poradźcie jak sobie z tym radzic.
Przepraszam za dłuuugaśny post wink

6

Odp: Kobiety kochające za bardzo - grupa wsparcia KATOWICE

Witaj koszmarko,
bardzo dobrze ze opisałaś swoją sytuację, a powiedz jeszcze skąd jesteś? Moja historia, jest bardzo podobna do Twojej, mam prawie 28 lat i to również jest mój pierwszy raz w tego typu miejscu.. Wcześniej uważałam, że wszystko co złe to wina mojego chłopaka, nie do końca zdając sobie sprawie jak bardzo jestem pogrążona w obsesji - myślę, że spokojnie tak mogę ten stan nazywać. Z moim chłopakiem jesteśmy razem 4 lata, z różnymi przerwami, krótszymi bądź dłuższymi. Na początku traktowałam ten związek z dużym dystansem bo on jest 6 lat młodszy, więc jak zaczęliśmy się spotykać to był ledwo pełnoletni. Wtedy nie zdawałam sobie sprawy, że dokładnie to mnie w nim pociągało.. 18 latek, uzależniony od marihuany w wiecznym konflikcie z rodziną. Sytuacja idealna dla kobiety takiej jak ja - z rodzinny z ojcem alkoholikiem nauczona od małego opieki nad młodszym rodzeństwem bo mama wiecznie pracowała a ojciec pił. Wracając do historii.. jak się poznaliśmy ja wynajmowałam pokój i pracowałam, a on szukał miejsca w którym mógłby uciec od rodziców i od nałogu.. toczyliśmy walkę przez 3 lata, on był miesiąc w mojej "klatce" nie wychodząc nigdzie, a z imprezowego chłopaka zrobił się odizolowanym tworem, który zrobił by dla mnie wszystko, a po miesiącu pakował manatki i wracał na 2 tygodnie do rodziców, którzy ciesząc się z jego powrotu pozwalali mu na wszystko. Po dwóch tygodniach odreagowania znowu wracał i tak prawie trzy lata żyłam na huśtawce, nie wiedząc czy dzień jego ucieczki jest dziś czy dopiero jutro..piekło. W końcu sytuacja zaczęła się stabilizować. Przestał uciekać. Poznałam jego rodzinę, z którą bardzo się zaprzyjaźniłam i która okazała się być wzorek do naśladowania..Niestety z powodu mojej obsesji na jego punkcie i jak już wspominałam totalnego zakazu wychodzenia doszło do potężnej awantury, on chciał uczcić zakończenie roku szkolnego a ja doprowadziłam do piekła. Płakałam, błagałam, nawet go biłam. Chciałam zrobić wszystko żeby został. Nie udało się. Wyprowadził się kilka dni później..to był początek czerwca..Piękne lato. Świat mi się zawalił. Przestałam jeść, wychodzić z domu.. przestałam żyć. wiedziałam, że on się świetnie bawi korzystając z wolności, a ja zostałam z niczym. Schudłam 15 kg w miesiąc była na skraju załamania. Trafiłam do psychologa i do psychiatry. Brałam leki antydepresyjne i chodziłam do psychologa..nic nie pomagało.. miałam koszmary. Spałam po 3 h na dobę. I nagle on wrócił. A ja upadałam coraz niżej, załatwiałam mu marihuane, za wszystko płaciłam..a on chętnie korzystał. Czułam się bardzo źle..a nie umiałam tego przerwać. Nie mieszkaliśmy razem...nie wiedziałam co robi wychodząc ode mnie. Któregoś dnia doszło do awantury po której stał się cud.. Mój chłopak się ogarnął. Wprowadził się z powrotem, zaczął prace. I od dwóch lat jest naprawdę dobrze.. jest tylko jeden problem.. żadne z nas nie ma znajomych, właściwie żadnych. Ja nie pozwalam mu wychodzić nigdzie, kontroluje telefon, facebooka, wszystko. Mam OBSESJE. I to jest silniejsze od mnie.. Niedawno trafiłam na książkę "Kobiety, które kochają za bardzo" i chłonąc każdą stronę już wiedziałam, że potrzebuje pomocy. Od września zaczynam terapie DDA i indywidualna terapie. Nie wiem czy mi to pomoże, ale wiem, że już nie chce tak żyć. Marze żeby mieć rodzinę, dzieci.. nie wiem czy mój chłopak dalej będzie przy mnie jak przestane być zanadto opiekuńcza i grać role matki, póki co jest bardzo wyrozumiały i sam mnie namawia do zmiany.. Wierze, że jak uda mi się poznać grupę kobiet, która też się z tym boryka to może wspólnie nam się uda pozbyć się tego uzależnienia od drugiego człowieka. Jestem bardzo przedsiębiorcza i pewna siebie - tak to widzą wszyscy na zewnątrz, a w środku jestem małą przerażoną dziewczynką, która nie umie zapanować nad emocjami..

Przepraszam, że tak się rozpisałam i tak mam wrażenie, że to chyba tylko część moich emocji i tego czym chciałabym się podzielać Jednak na początek chyba tyle wystarczy smile

7

Odp: Kobiety kochające za bardzo - grupa wsparcia KATOWICE

Droga mikaone, bardzo dziękuję za odpowiedź :-)
  Fajnie wiedzieć, że nie jest się samemu na świecie z takimi problemami. Najlepiej byłoby ich nie mieć, ale cóż, jeśli już są to -"w kupie raźniej" ;-)
Jeśli chodzi o moje miejsce zamieszkania to niestety zbyt daleko, aby się spotykać w grupie wsparcia, którą chcesz założyć, gdyż są to okolice Zielonej Góry.
  Czytając wpisy w tym temacie zauważyłam, że bardzo dużo z Was to DDA, u mnie tego nie było. Z pozoru normalna rodzina...hmm, z tym, że mojego taty wiecznie nie było w domu, bo pracował, a po pracy dorabiał, a mama miała na głowie cały dom z trójką dzieci, więc nie miała dla nas wiecznie czasu, bo ciągle coś musiała robić, a to obiad, a to słoiki, a to działka i tak bez przerwy. A ja ciągle byłam zachłanna ich uwagi, ale oni oboje adorowali moją starszą siostrę, bo była ślicznym, ułożonym i niedomagającym się ciągłej uwagi dzieckiem, więc dla niewierzących w siebie (zauważyłam to będąc już dorosłą kobietą), wiecznie zapracowanych rodziców - ideał. A ja ciągle dążyłam do tego żeby być taką jak ona, bo zdawało mi się, że wtedy rodzice też będą mnie bardziej zauważali. Skutek był taki, że mnie było coraz mniej i kiedy mną zainteresował się chłopak, który znał też moją, piękną siostrą myślałam, że to cud jakiś. Wiedząc, że jesteśmy dwie, a tym razem to ja byłam dla kogoś ważna. I to mnie zgubiło, bo nieświadomie założyłam, że teraz, kiedy mam już kogoś kto zainteresował się tylko i wyłącznie mną to zrobię wszystko żeby tej osoby nie stracić. I rzeczywiście zrobiłam wiele...o wiele za dużo. Pił dużo na jakiejkolwiek imprezie byśmy nie byli. Najważniejsze było dla niego właśnie to. Picie przez duże P. Nigdy jednak nie pił kiedy wiedział, że musi iść do pracy i praca mimo wszystko była nr 1, picie nr 2, ja nr 3, a syn nr 4 :-( Wyrósł nam śliczny, inteligentny, cholernie niewierzący w siebie, zalękniony i agresywny 10-cio latek.
  Kurcze, pisząc to dopiero uświadamiam sobie jak strach przed odrzuceniem potrafi zniszczyć człowiekowi życie. Przecież gdybym tak potwornie nie bała się odrzucenia to nie godziłabym się na życie u boku kogoś, kto nie sprawdza się nawet w 40% jako mąż i ojciec. Tylko, że mną nie kierował przez ten cały czas zdrowy rozsądek, lecz strach-potężny strach. Odbierający niekiedy człowiekowi godność:-(
  Ty, Mikaone dużo już przeszłaś o z tego co piszesz to dzięki świadomości jesteś na dobrej drodze ku normalnemu życiu, a Twój facet? Straszny niedojżalec z niego jest czy był? Trudno mi to ocenić ;-) ale mimo wszystko chce być z Tobą i zapewne Cię kocha, bo inaczej by nie wrócił. Takie są moje spostrzeżenia. Pewnie sama czujesz najlepiej jak jest.
Pozdrawiam

8

Odp: Kobiety kochające za bardzo - grupa wsparcia KATOWICE

Koszmarko,
z tego co piszesz to chyba właśnie teraz kiedy go nie ma masz czas dla siebie i syna i możesz podjąć jakieś kroki, żeby się uwolnić od tego uzależnienia. A może gdzieś w Twojej okolicy są takie grupy wsparcia? Na początek polecam Ci żebyś zaczęła od książki o której pisałam "Kobiety, które kochają za bardzo", jest naprawdę rewelacyjna. I opisuje powody, dla których podejmujemy takie a nie inne decyzje w swoim życiu. Sytuacja rodzinna, którą opisujesz również jest jedną z tych, mogących powodować takie postępowanie z mężczyznami. A rozważałaś odejście od niego? Bierzesz to pod uwagę? Jesteś jeszcze bardzo młoda (wiem, bo jesteśmy w tym samym wieku:) więc jeszcze wszystko przed Tobą. Jak masz 10 letniego syna to możesz spokojnie iść do pracy, wiem, że to nie takie łatwe.. Ale powiem Ci coś z własnego doświadczenia. Pomimo, że mama tak naprawdę nigdy nie zrobiła mi krzywdy, mam do niej ogromny żal. Właśnie o to, że nie odeszła od ojca alkoholika.. wyprowadziłam się jak miałam 19 lat tylko po to żeby psychicznie odetchnąć. I wiem jedno, zdecydowanie wolałabym mieć samą szczęśliwą mamę niż całe dzieciństwo patrzeć na jej smutek i to co się działo w domu. Mam młodszego brata, który niestety jest dokładnie taki jak ojciec, pomimo, że jak był malutki to strasznie się go bał. A teraz jak dorósł to traktuje matkę tak jak ojciec..i pewnie tak samo będzie traktował swoją dziewczynę i nigdy nie stworzy normalnego domu wzorując się na tym potworze. Stąd moja rada dla Ciebie.. zabierz syna z tego domu.. Bo jeśli już teraz jest buntownikiem to nie mając ojca, który nad tym zapanuje, będzie się stawiał jeszcze bardziej. Wiedząc, że jak tata wróci to i tak nic z tym nie zrobi. Żałuje, że moja mama nie zrobiła tego dla nas i się nie wyprowadziła 'gdziekolwiek', teraz bym jej za to podziękował. I pewnie moje życie jako dorosłej kobiety byłoby zupełnie inne.. To taka moja dygresja smile

A w kwestii mojego chłopaka, był bardzo niedorosły i niedojrzały jak go poznałam.. trafiłam dokładnie w okres jego buntu. Zresztą uzasadnionego. On ma starszego o rok brata u którego zdiagnozowano tętniaka i przez cały 'młodzieńczy okres' rodzice byli absolutnie skupieni na jego bracie zostawiając go samopas. A on próbując zwrócić ich uwagę robił absolutnie wszystko, od ucieczek z domu bo branie narkotyków i każda z tych rzeczy była mu wybaczona bo przecież on taki biedny i zaniedbany. Stąd kiedy poznał mnie i brat zaczął wychodzić z choroby sytuacja zaczęła się normować. Czasami wydaje mi się, że jest idealny, okazuje mi dużo ciepła- jego rodzice są przykładnym małżeństwem i on dokładnie to wyniósł z domu, dużo czułości.. poza tym jest bardzo wyrozumiały. Od 2 lat od kiedy jest naprawdę stabilnie ani razu nie wyszedł beze mnie z domu.. z kolega widział się tylko jak go zaprosiliśmy do mieszkania i to pod moim nadzorem. Dzisiaj po raz pierwszy wychodzi beze mnie a ja już cała panikuje.. oczywiście powiedziałam, że go odbiorę i ustalę godzinę o której mam przyjechać. Paranoja.. Dlatego myślę, że to ideał bo naprawdę sporo razem przeszliśmy. Mam wrażenie, że teraz trochę uspokoiłam, bo kiedyś byłam w stanie go uderzyć żeby nie wyszedł z domu na klatkę zapalić papierosa. Dlatego nazywam to obsesją i chorobą. Ten strach przed utratą go mnie paraliżuje. Niestety mój ukochany ma też drugą naturę, jest straszną sierotą w kwestii zrobienia czegokolwiek. Remont, organizacja wyjazdu, przeprowadzka. Wszystko zawsze robię ja. On by nawet nie wpadł na połowę tych rzeczy. Martwi mnie również bardzo jego niechęć do małżeństwa i posiadania dzieci - przynajmniej teraz - kiedyś - w przyszłości owszem chciałby, ale na pewno nie w tym roku i nie za rok.. a ja jestem coraz starsza i marze o macierzyństwie najbardziej na świecie. I poza osobnym wychodzeniem to jest problem numer jeden w naszym związku..z którym nie bardzo wiem co zrobić sad

9

Odp: Kobiety kochające za bardzo - grupa wsparcia KATOWICE

Mikaone, czytając to co napisałaś odnośnie ojca potwora i to, że wolałabyś żyć bez niego to łzy mi się pojawiły w oczach, bo próbowałam odejść od męża w marcu tego roku. Dla siebie i syna chciałam to zrobić, ale nie udało się. Miałam wrażenie, że rozpadam się na kawałki. Nie obchodziło mnie nic, syn był pozostawiony sam sobie, no może nie do końca, bo mieszkamy z moimi rodzicami, ale on wiecznie siedział przy komputerze, a ja chciałam umrzeć. Uporczywe myśli samobójcze nachodziły mnie jak złe duchy. Życie bez mojego męża było dla mnie nic nie warte, ale wiedziałam, że nie mogę się poddać, bo mam syna. Mimo to upadałam, podnosiłam się na chwilę i gdy zdawałam sobie sprawę, że dobrze się czuję i życie fajnie się toczy, to moja, pierwsza pojawiająca się myśl była taka: "przecież zostałaś sama, bez męża to co Ci po takim życiu?" I znów łapałam doła, a jedyne czego wtedy pragnęłam to jego obecności. Po miesiącu od rozstania on zaczął przychodzić pod różnymi pretekstami, a to po teczkę, której jeszcze nie zabrał, a to po coś innego i tak przez kolejne 3 miesiące spotykaliśmy się z różnych, "ważnych" powodów. Zaczęły się wspólne kawki, pocałunki i stwierdziłam, że on mnie naprawde kocha i poprosiłam żeby wrócił. Miał małe opory, ale w końcu wrócił i tylko na 3 tyg, bo wyjechał za granicę, do pracy. Myślałam, że już jestem silniejsza po tym jedynym rozstaniu, i że świetnie sobie poradzę, a tu guzik prawda...przrestałam jeść, uśmiechać się, spać...znów mnie nie ma i tylko czekam na wiadomości od niego zachłannie jak wygłodniały pies :-(


Mikaone czytałam tą książkę. Fajna jest, bo daje nadzieję, że będzie lepiej, ale co innego zrozumieć intelektualnie, a co innego poradzić sobie z nadchodzącymi, trudnymi emocjami.

Kurcze, Ty musisz okropnie cierpieć, że w chwili desperacji potrafisz uderzyć swojego faceta. Hmm...to tak jakbyś nadal czuła się za niego mega odpowiedzialna i tylko przy Tobie on może być bezpieczny. Nie pozwalasz mu, aby miał własne życie, tylko jak długo wytrzyma to on i jak długo Ty to wytrzymasz. Podobnie do Ciebie mam problem z zaufaniem ludziom, a największy z zaufaniem mojemu mężowi, a niby bez zaufania trudno mówić o miłości...

10

Odp: Kobiety kochające za bardzo - grupa wsparcia KATOWICE

Cześć dziewczyny smile

Jestem z Mikołowa, więc okolice Katowic. Szukam osób z podobnymi problemami/obserwacjami odnośnie samych siebie - w kwestii oczywiście współuzależnień.
Osobiście wolałabym abyśmy się spotkały. Nie chcę wywlekać swojej historii w necie.
Post widzę świeży bo z sierpnia, więc może jednak coś się da w tej kwestii zrobić smile

11

Odp: Kobiety kochające za bardzo - grupa wsparcia KATOWICE

Cześć dziewczyny,

Ja jestem z Katowic i też nowa na forum. Ostatnio odkryłam mój problem uzależnienia od mojego narzeczonego ! Pomimo jego wielu wad ( w zestawieniu  minusów i plusów niestety więcej jest tych minusów ) mam wątpliwości czy ciągnąć to dalej, ale wciąż z nim jestem.
Czasami zastanawiam się czy jestem z nim bo go dalej kocham czy dlatego, że boję się zostać sama. Boję się że już nikogo sobie nie znajdę.

Ech wszystko to jest takie ciężkie:-(

Też byłabym za stworzeniem grupy wsparcia.

12

Odp: Kobiety kochające za bardzo - grupa wsparcia KATOWICE

Nazwa nie jest dobra. To nie jest kochanie za bardzo tylko kochanie nieodpowiednich partnerów. Zwykle na skutek przyzwyczajenia do patologicznego ojca.

I believe myself that romantic love is the source of the most intense delights that life has to offer. In the relations of a man and a woman who love each other with passion and imagination and tenderness, there is something of inestimable value, to be ignorant of which is a great misfortune to any human being.

13

Odp: Kobiety kochające za bardzo - grupa wsparcia KATOWICE

Witajcie drogie Panie (i Pan), niestety w dalszym ciagu nie udało nam się utworzyć grupy. Wynika to z braku wśród nas osoby, która miałaby jakikolwiek doświadczenie w prowadzeniu takiej grupy bądź w poradzeniu sobie z tym co nas dotyczy. Z tego co czytałam to możemy narobić sobie sporo krzywdy jeśli nie będzie wśród nas osoby kompetentej w tym temacie. Obawiam się, że może sie okazać, że stworzymy grupe, której spotkania będą opierać się na opowiadaniu swoich historii i przysłowiowym użalaniu się nad sobą - a to przecież nie o to chodzi. Może któraś z Was zna kogoś kto mógłby nas poorawdzić? Albo ośrodek na terenie śląskam, który taka grupe ma? Dajcie znać!

Posty [ 14 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Kobiety kochające za bardzo - grupa wsparcia KATOWICE

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018