Witajcie! Mam prawie 21 lat, mój chlopak 26. Jestesmy razem prawie rok. Ostatnio rozmawialiśmy na temat wyboru antykoncepcji. Ja nie mogę brać hormonów z powodów zdrowotnych, globulki same nie są skuteczną metodą a z prezerwatywami w razie pęknięcia i tak same niewiele pomoga. Metody naturalne też nie są dobrym rozwiązaniem, tym bardziej że mam nieregularny okres. Zostaje prezerwatywa albo wstrzymanie się od seksu..
Z tym, że mój chłopak nie jest przekonany do gumek. Nigdy ich nie używał i twierdzi że są niewiele skuteczniejsze niż stosunek przerywany (chociaż wskaźnik Pearla dla prezerwatyw na kilku stronach znacznie się od siebie różni.. jest to średnio od 3 do 15)
No ale dobra, jak nie gumki to co? Wstrzemięźliwość? Niby przed naszym pierwszym razem plan był taki że na razie nic nie "robimy" ale efekcie odbyliśmy stosunek bez zapezpieczenia... ;/ (na szczęście to było już po owulacji) Później mimo że ustaliliśmy że to ma się nie powtórzyć ponownie w czasie pettingu gdy oboje byliśmy rozgrzani do czerwoności doszło do stosunku (w założeniu na pettingu miało się skończyć). Ogólnie było kilka czy kilkanaście w których chłopak dążył do seksu bez zabezpieczenia, ja odmawiałam ale robotem nie jestem i jak widać rozgrzana do czerwoności nie zawsze byłam w stanie odmówić... Raz nawet musiałam udać się do ginekologa po tabletkę 72h po. ;//// on mówił, żebym się nie martwiła, że nie muszę jej brać, że damy sobie razem radę. Ale wzięłam dla pewności. Pomimo tej sytuacji i tego ze poszło wtedy wiele moich łez kilka tygodni później ponownie doszło do stosunku ;// (mimo że znowu miał być tylko petting/ 69...)
Po tej sytuacji powiedziałam stop, nie możemy być dłużej tak nieodpowiedzialni i zapoczątkowałam tą rozmowę o metodach.
Ale chłopaka zdanie na temat prezerwatyw macie powyżej, ostatecznie stwierdził że chyba najpewniej będzie po prostu się powstrzymywać. No ale kurde przecież to nie zdało egzaminu jak do tej pory. Więc co ma się nagle nam odmienić?
Mój plan jest taki żeby póki co w ogóle nie pozwalać żebyśmy jednocześnie mieli zdjęte spodnie (najwięcej sytuacji w których prawie nas poniosło było po 69... ) i iść do apteki po gumki na wszelki wypadek bo widzę że na jego ruch w tym kierunku nie mam co liczyć...
No ale teraz pytanie - Czy tak da się żyć na dłuższą metę? Ja szczerze powiedziawszy nie sądzę... No ale z drugiej strony ten chłopak jest wspaniałą osobą, która niejednokrotnie udowodniła mi że mogę na nim polegać i go kocham. W sumie to dobór antykoncepcji jest naszym jedynym większym problemem. On ogólnie ma trochę wypaczone spojrzenie na antykoncepcję bo ogólnie uważa hormony za chyba 7 cud świata i najlepszą metodę. No tak, tylko jakoś mało zwraca uwagę na skutki uboczne (chociaż nie namawiał mnie na to ale i tak dla niego to jest najlepsza metoda, A jak mu powiedziałam że żylaki w rodzinie są przeciwskazaniem i ja sie na to nie decyduję to przestał to brać pod uwagę, dał spokój) no ale i ta jego nieodpowiedzialność (jeszcze większa niż moja) mnie wkurza.. Chociaż w sumie tylko w tej kwestii jest taki, na codzień ma głowę na karku..
No ma wady, jak każdy, zdecydowanie największą dla mnie jest ta nieodpowiedzialność, że podczas pettingu nie potrafi nad sobą panować (ja zresztą też nie zawsze jak widać..) no ale zeby zostawiać kogoś kogo się kocha i kto dobrze nas traktuje z takiego powodu...??
Mimo wszystko chciałabym rozwiązać ten problem... Co wy sądzicie na temat tej sytuacji? i co byście proponowały/li?