Co jest prawdą a co nią nie jest - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Co jest prawdą a co nią nie jest

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 28 ]

Temat: Co jest prawdą a co nią nie jest

To już prawie dwa miesiące jak wyprowadziłam męża z domu.
W sumie od 2 miesięcy nie wytrzeźwiałam.
Nie wiem co jest prawdą, a co nią nie jest.
Jestem juz tak strasznie zmęczona.
Złe sny budzą w mojej głowie demony.

Mam prawie 40 lat, 7 lat związku, 5 lat po ślubie. Nie mam dzieci, byłam raz w ciąży, ale poroniłam.

Jestem samodzielna, noszę spódnicę i spodnie, sama utrzymywałam dom i dawałam sobie radę ze wszystkimi problemami, swoimi i nie swoimi.

Czy byłam idealną żoną? Nie.. Daleką od ideału. Ale zawsze starałam się być szczera. W myśl zasady "lepsza najgorsza prawda, niż najpiękniejsze kłamstwo". Tego nauczyłam się już w dzieciństwie, nigdy nie wychodziło mi kłamanie.

Mój mąż pierwszy raz okłamał mnie jeszcze przed ślubem. Ale każdy z nas jest tylko człowiekiem i może popełniać błędy, można wybaczyć, jeśli wyciąga się wnioski ze swoich błędów. Potem jeszcze pare razy. Dodam, że chodzi mi o kłamstwa dotyczące innych kobiet, ale nigdy nie miałam fizycznych dowodów, no chyba, że sms o treści "kocham cię" wysłany do niego (podobno przez byłą partnerkę, która nie mogła o nim zapomnieć)
2 miesiące temu znalazłam zdjęcie kobiety w samej bieliźnie. Na początku próbował zmyślać, ale jak powiedziłam, że i tak wiem, przyznał się. Mówi, że nigdy mnie nie zdradził fizycznie, że jej tylko pomagał (meble, kotek do weterynarza itp.), a w biliźnie była, bo ona tak chodzi po domu, gdy jest jest gorąco (wiem jak to brzmi i to jest właśnie problem). Tylko dlaczego ja myślałam, że on wtedy jest w pracy albo realizuje swoje hobby.

Nie zrobiłam awantury, po prostu go spakowałam...

Od jakiś 2-3 lat zaczełam budować swój kokon. Tak jak teraz myślę, to chyba stało się wtedy jak powiedział, że mnie się wstydzi, bo kiedyś to robiłam tyle innych rzeczy, mógł się mną pochwalić... Tylko  że wtedy byłam młodsza, wolna, próbowałam wielu rzeczy w życiu. Przyszła szara rzeczywistość, praca, dom, problemy z którymi i tak zawsze zostawałam sama.
Zawsze starałam się zaspokajać jego potrzeby, bo kochałam, był dla mnie ważniejszy niż ja sama. W zamian oczekiwałam tylko tego, by mnie kochał.

Nie wiem jak mam to Wam opisać, może tak:

Mój mąż:
1. jak sie wyprowadzał powiedział tylko "Przemyśl sobie co robisz"
2. jakiś tydzień poźniej "Ok, zrozumiałem, już mnie ukarałaś, czy mogę wrócić do domu"
3. później: "Tylko Ciebie kocham"
4. poźniej: "Daj mi drugą szansę"
5. poźniej: "Wiem, że nie rozumiałem czym jest małżeństwo. Zmieniłem sie, teraz będzie inaczej."

Ja:
1. "O Boże, dlaczego mi to znowu zrobiłeś"
2. "To nie kara, nie wyobrażam sobie żyć z kimś komu zupełnie nie ufam"
3. "Nie wierze, nie umiem już wierzyć"
4. "Jaką k*wa drugą szanse? Dlaczego to, że płakałam, cierpiałam, jak wychodziły poprzednie sprawy, nie były dla Ciebie szansą? Bo wybaczałam?"
5. "Nie wiem, nie wiem, nie wiem"

To tylko hasła, ale obrazują mniej więcej nasze długie rozmowy, "fazy" jakie przeszłam.

A teraz.. teraz to bym chciała uciec.. w nicość..
Wiem, że on nie jest złym człowiekiem. Ale boję się. Cokolwiek teraz nie zrobie, to będzie źle.. JAk go widzę to prawie mu wierze, ale jak go nie ma to zawstydza mnie moja głupota, że mogę w to wierzyć.
Jak zostanę sama, to nie wiem jak poradzę sobie z samotnością. Nie chodzi mi o materialne sprawy, tylko emocjonalnie.
Jak wróci, to zwariuję, dostanę paranoi, będę widziała wszędzie tą wypiętą d*pę. Stanę się osobą jaką nigdy bym nie chciała być, podejrzliwą, w ciągłym zagrożeniu.

Jakoś nie mogę uwierzyć, że można sie tak szybko zmienić..
Jakoś nie mogę uwierzyć już w nic...
Jestem już tak strasznie zmęczona...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Co jest prawdą a co nią nie jest

skoro to nie było jedne, jedyne kłamstwo dotyczące innej kobiety, to wygląda na to, ze kobiet to jego hobby..
a żonę potrzebuje do prania, sprzątania i gotowania.
jak się kogoś kocha, to się go nie zdradza..

3

Odp: Co jest prawdą a co nią nie jest

dobrze zrobiłas, zajmij się czymś innym, znajdź sobie jakieś hobby. A najlepiej to znajdź klina, nie od razu stały związek (chyba, że chcesz), ale flirtuj, baw się, chociażby tylko wirtualnie.

I nie wchodź z nim w jakiekolwiek dyskusje.

Odrodziłam się na nowo, miałam duszę kryształową
Lecz znów, i znów i znów kolorów szukam

4 Ostatnio edytowany przez szaraja (2013-09-25 18:32:03)

Odp: Co jest prawdą a co nią nie jest

Mówi, że nie zdradził ani wcześniej ani teraz.
Że tylko pomogał, spotykał się, rozmawiał... Tylko dlaczego nie pomogał mi, nie ze mna rozmawiał?
Nie mogę być w 100% pewna, że to zrobił.

A do co żony, jak pisałam nie byłam taka żoną..
1. Nie gotowałam. Tzn na początku tak, ale on i tak jeździł do mamy na obiady (bardziej mu smakowało i nie chciał mamie robić przykrości), więc potem sama to jadłam przez parę dni albo wyrzucałam. W końcu przestałam gotować.
2. Nie sprzątałam. Zarabiałam na to by ktoś to za mnie robił ( nie on oczywiście, tylko Pani którą zatrudniłam)
3. Prałam.. ale już nie prasowałam..

co do klina... miałam taki pomysł na początku.. żeby poczuć sie znów kobietą, nie cosiem.. przyjaciele powiedzieli mi, że to zły pomysł, że potem będę czuła się jeszcze gorzej i stracę szacunek do samej siebie...
Nie da się przestać kochać kogoś z dnia na dzień.. nawet jak ta osoba na to systematycznie pracuje.

5

Odp: Co jest prawdą a co nią nie jest

Nie chodzi o to byś sie od razu z kimś spotykała. Wejdź na czat i po prostu poflirtuj. bez żadnych zdjęć, zobowiązać, spotkań. Poczujesz się znowu kobieco,a  nie zrobisz nic co by Ci ujmowało jako kobiecie. Ja po rozstaniu z chłopakiem tak zrobiłam i nie żałuję.

Co do sprzątania itp. Nie byłaś złą żoną, tylko kobietą, która nie zmusza się do czegoś czego nie lubi. A on co, rączek nie miał? Nie tylko kobieta ma sprzątać, prać i gotować. Skoro stać Cie na to, żeby wynająć kogoś do tego typu prac to tylko cieszyć się możesz. to z nim jest coś nie tak, a nie z Tobą.

Odrodziłam się na nowo, miałam duszę kryształową
Lecz znów, i znów i znów kolorów szukam

6

Odp: Co jest prawdą a co nią nie jest

Pewnie jakbym miała dwadzieścia parę lat to bym tak zrobiła. To nie jest mój pierwszy wziązek.. Miałam ponad 30 lat jak wychodziłam za mąż.
Wcześniejsze rozstania bolały (i to nawet bardzo), ale czas leczył rany, bo wiedziałam, że przede mną jeszcze całe życie..
a teraz? teraz jest inaczej.
Jestem już za stara, nie mam dzieci i pewnie już nigdy ich nie będę miała.. Nie wiem kiedy rozminęłam się ze swoim mężem i ze sobą:(

7

Odp: Co jest prawdą a co nią nie jest

Nigdy nie jest się za starym, żeby kogoś poznać, albo poflirtować. Spróbuj, najwyżej Ci się nie spodoba i wymyślimy coś innego wink

Odrodziłam się na nowo, miałam duszę kryształową
Lecz znów, i znów i znów kolorów szukam

8

Odp: Co jest prawdą a co nią nie jest

Jesteś za stara ? Masz dopiero 40 lat ;-) możesz mieć jeszcze dzieci (mojej mamy znajoma urodziła dziecko słono po 40 !), możesz realizować swoje pasje, spotykać się z przyjaciółmi... możesz robić wszystko czego tylko dusza zapragnie i to bez oglądania się na nikogo, a tym bardziej na męża który na Ciebie moim zdaniem nie zasługuje.

Nie mam żadnych dziwactw. To są "special effects"

Przebaczyć i zapomnieć? Ani nie jestem Jezusem, ani nie mam Alzheimera

9

Odp: Co jest prawdą a co nią nie jest

W kokonie może być całkiem przyjemnie - ciepło i nikt nie przeszkadza. Jedyny problem to samotność, ale to właśnie cena bycia w kokonie.

Mów mi Filip smile

10 Ostatnio edytowany przez szaraja (2013-09-25 22:46:35)

Odp: Co jest prawdą a co nią nie jest

Nie szukam sposobu jak zapomnieć.

Nie wiem czy dobrze robię. Czy nie popełniam największego błędu w swoim życiu, odchodząc.
Moi bliscy jedyne co mi mówią, to to, że mam tylko jedne życie i jest to tylko i wyłącznie moja decyzja. Wiem, że tak jest. Nie oczekuje, że ktoś powie mi co mam robić. Myślałam, że obce myśli ułatwią mi dialog ze samą sobą.
Po prostu nie wiem co mam robic!!!

Co do kokonu, możesz ironizować, ale zaczęłam się dystansować od męża i od świata, bo było mi już za ciężko. Nie dałam rady. I to też był mój błąd bo może powinnam bardziej zawalczyć. Tylko chce mi się wyć jak myślę, dlaczego ciągle ja miałam walczyć?
To nie tak, że nie rozmawiałam z nim co mnie boli. Próbowałam, może coraz rzadziej. On na każdą próbę rozmowy reagował złością i nie chciał ani nic zmieniać ani nawet o tym rozmawiać. Miałam wrażenie, że po prostu mam się uśmiechać, robić co trzeba i się nie czepiać. Teraz mówi, że żałuje, że bał się tych wszystkich poważnych rozmów dlatego tak reagował. Mówi, że nie rozumiał czym jest małżeństwo i że bardzo się zmienił. Powiedział mi też ostatnio, że stał się innym człowiekiem i że wybaczył mi, że go wyrzuciłam z domu.

I dlatego pytam czy można się tak zmienić? A jeśli tak, to dlaczego potrzeba do tego aż takich cierpień?
Czy taka zmiana możliwa jest na zawsze czy to krótkotrwałe i koniec końców będzie tak samo?
Czy nie myli miłości do swojego "starego" życia z miłością do mnie?
Czy to nie ja to wszystko spowodowałam? Czy go nie "wykastrowałam" tą swoją zaradnością ?
Czy może znowu to tylko wszystko kłamstwa..

11

Odp: Co jest prawdą a co nią nie jest

skoro nie jesteś jego kurą domową, to pozostaje raczej jego słabość do kobiet i potrzeba wracania co kogoś "pewnego"-czyli ciebie.

nie masz dowodów na to czy on cię zdradzał czy nie.. może to się wydawać dziwne ale..dlaczego nie wynająć detektywa?(chyba, że potrafisz być nim sama;) ) kiedyś jak ktos poszedł do psychologa to mówili, że jest chory psychicznie skoro tam chodzi - dziś dużo ludzi chodzi i nie jest to dziwne. podobnie usługi detektywistyczne- dopiero próbują wejść w modę-w przyszłości (sądzę, że nie tak dalekiej)będą normalnością jak psycholog dzisiaj. uważam, że jeśli możesz sobie na to finansowo pozwolić to nie masz nic do stracenia. możesz tylko zyskać pewność - w jedną lub w drugą stronę.

może być też tak, że twoje wyrzucenie go z domu rzeczywiście go otrzeźwiło - może myślał, że sobie może bimbać bezkarnie między kobietami a tu nie jest tak - żona sobie na wszystko nie pozwoli..

ktoś pisał wcześniej o hobby - może naucz się gotować:) dobrze ci to zrobi bo będziesz mieć zajęcie a mąż (ten czy następny) na pewno to doceni..:)

nie mam wglądu w wasze małżeństwo dlatego mogę się mylić ale wydaje mi się, że może mało rzeczy robiliście dla siebie nawzajem - takich za które moglibyście być wdzięczni, lub za które moglibyście siebie podziwiać. może jesteście zbyt niezależni od siebie, zbyt samodzielni.. może mąż tobie nie pomagał bo go o to nie prosiłaś. absolutnie cie nie chce obwiniać. chodzi mi o to, że mężczyźni lubią kiedy kobieta traktuje ich jak swojego "wybawcę", "rycerza na białym koniu".. skoro taki był pomocny tamtym kobietom tzn, że one go o to prosiły.. a wiedziały jak prosić i jak dziękować.. może czuł się przez to dowartościowany..

trzymam za ciebie kciuki bo widzę, że jesteś fajna babka:)

12

Odp: Co jest prawdą a co nią nie jest
farfalla napisał/a:

skoro nie jesteś jego kurą domową, to pozostaje raczej jego słabość do kobiet i potrzeba wracania co kogoś "pewnego"-czyli ciebie.

nie masz dowodów na to czy on cię zdradzał czy nie.. może to się wydawać dziwne ale..dlaczego nie wynająć detektywa?(chyba, że potrafisz być nim sama;) ) kiedyś jak ktos poszedł do psychologa to mówili, że jest chory psychicznie skoro tam chodzi - dziś dużo ludzi chodzi i nie jest to dziwne. podobnie usługi detektywistyczne- dopiero próbują wejść w modę-w przyszłości (sądzę, że nie tak dalekiej)będą normalnością jak psycholog dzisiaj. uważam, że jeśli możesz sobie na to finansowo pozwolić to nie masz nic do stracenia. możesz tylko zyskać pewność - w jedną lub w drugą stronę.

może być też tak, że twoje wyrzucenie go z domu rzeczywiście go otrzeźwiło - może myślał, że sobie może bimbać bezkarnie między kobietami a tu nie jest tak - żona sobie na wszystko nie pozwoli..

ktoś pisał wcześniej o hobby - może naucz się gotować:) dobrze ci to zrobi bo będziesz mieć zajęcie a mąż (ten czy następny) na pewno to doceni..:)

nie mam wglądu w wasze małżeństwo dlatego mogę się mylić ale wydaje mi się, że może mało rzeczy robiliście dla siebie nawzajem - takich za które moglibyście być wdzięczni, lub za które moglibyście siebie podziwiać. może jesteście zbyt niezależni od siebie, zbyt samodzielni.. może mąż tobie nie pomagał bo go o to nie prosiłaś. absolutnie cie nie chce obwiniać. chodzi mi o to, że mężczyźni lubią kiedy kobieta traktuje ich jak swojego "wybawcę", "rycerza na białym koniu".. skoro taki był pomocny tamtym kobietom tzn, że one go o to prosiły.. a wiedziały jak prosić i jak dziękować.. może czuł się przez to dowartościowany..

trzymam za ciebie kciuki bo widzę, że jesteś fajna babka:)

Bo co ma się zmieniać dla widzimisia następnego męża neich se sam gotuje big_smile
Zarabia nieźle i jeszcze w domu ma robić na drugi etat to chore yikes

Jestem wierna tak jak ty mi.

13

Odp: Co jest prawdą a co nią nie jest

Może chociaż jakaś Poradnia Małżeńska pomogłaby Ci podjąć odpowiednią decyzję. Smutne jest to, co piszesz. Mi kiedyś, kiedy byłam młoda i zaszłam w ciążę przypadkową, wydawało się, że chyba gorzej być nie może, że tak wiele tracę w życiu, że nie zdążyłam się nawet wyszumieć i już muszę stać się dorosłą, odpowiedzialną, matką i żoną. Wtedy była to dla mnie ogromna krzywda, czułam straszny żal..
Ale czytając to co piszesz, jak opisujesz swoje życie,  to tylko utwierdziło mnie w przekonaniu,  że niczego w życiu nie straciłam, że poprostu dostałam od życia coś, co zazwyczaj dostaje się później -to jak z prezentem, który dostaje się przed swoimi urodzinami.  Dostałam dwa prezenty -ten wcześniejszy i ten późniejszy. Niczego tak naprawdę nie straciłam, dzieci odchowałam, wciąż byłam młoda i mogłam nadrobić to, co straciłam.
Wiem, że to co napisałam, to bardziej pocieszenie dla mnie, niż dla Ciebie, ale chcę Ci powiedzieć, byś opuściła swój kokon i zaczęła żyć, starając się nadrobić, to co straciłaś i nie oglądać się za siebie. Pomysł z czatem też może być dobry.  Może po drugiej stronie monitora znajdzie się dusza, tak samo zraniona jak Ty? A kto Cię bardziej zrozumie, jak ten, który przeszedł to samo co Ty?
Lepiej spróbować i żałować, niż żałować, że się nie spróbowało wink

"Nigdy nie jest za późno, by stać się osobą, którą mogłeś być." - George Elliot

14

Odp: Co jest prawdą a co nią nie jest

Prosić o pomoc, nie prosiłam. Nie umiem robić z siebie sieroty, jeśli umiem sama sobie poradzić. Zawsze miałam nadzieję, że sam wykaże jakąs inicjatywę. Zresztą wydawało mi się, że właśnie to we mnie ceni. Moją zaradność i to, że może być mnie pewny. Zapytałam go, dlaczego nie był nigdy o mnie zazdrosny, odpowiedział, że mnie zna i nigdy nie musiał, ale teraz (po wyprowadzce) jest i boi się, że poznam kogoś innego. Czy możliwe jest kochać kogoś i nigdy nie być o tą osobę zazdrosnym?

Jeśli chodzi o hobby to mam, rozwiązuję zadania matematyczno-logiczne, dużo czytam, gram i śpiewam w garażowym zespole. Po prostu kiedyś byłam bardziej aktywna i wszechstronna. Próbowałam też dzielić z nim jego hobby, zapisałam sie na kurs itd., ale to było nie dla mnie. A gotowanie, no cóż, starałam się, ja dawałam radę zjeść, ale nie nazwałabym siebie w tym kierunku utalentowaną wink I masz rację farfalla, z czasem coraz mniej rzeczy robiliśmy razem, aż w końcu zaczeliśmy się mijać i każdy miał swoje własne życie.

Czy te "podziękowania" innych, nieporadnych kobiet zawsze muszą oznaczać to co myslę? Czy możliwe, żeby to wszystko było niewinne? Czy możliwe jest dostać smsa o tresci "kocham cie" od kobiety, kiedy nie jest sie nią zainteresowanym i nie daje się żadnych sygnałów i ma sie tą osobę wpisaną w telefonie pod takim hasłem by ewentualnie mnie okłamać? Czy możliwe jest zrobienie zdjęcia w bieliźnie koleżance o której nie wiedziałam a jej pomagał, a w bieliźnie była bo było gorąco?

To przecież brzmi jak jakiś kiepski żart. A jednak mówi, że to prawda, że to nie były romanse.

On ma na wszystkie te pytania odpowiedzi, tylko ja nie umiem już w nie uwierzyć chociaż bym chciała...
Poprosiłam go, żeby się zastanowił, co dawały mu te kobiety, czego mu brakowało że ich potrzebował, skoro to nie były romanse w ścisłym tego słowa znaczeniu. Powiedział, że sam nie wie i że to z głupoty.

15

Odp: Co jest prawdą a co nią nie jest
Rdzawa napisał/a:

Jesteś za stara ? Masz dopiero 40 lat ;-) możesz mieć jeszcze dzieci (mojej mamy znajoma urodziła dziecko słono po 40 !), możesz realizować swoje pasje, spotykać się z przyjaciółmi... możesz robić wszystko czego tylko dusza zapragnie i to bez oglądania się na nikogo, a tym bardziej na męża który na Ciebie moim zdaniem nie zasługuje.

Może to robić z mężem, czy bez męża - bez róznicy.

16

Odp: Co jest prawdą a co nią nie jest
szaraja napisał/a:

.Czy możliwe jest kochać kogoś i nigdy nie być o tą osobę zazdrosnym? ...

Oczywiście.

17

Odp: Co jest prawdą a co nią nie jest

Pytasz: "Czy te "podziękowania" innych, nieporadnych kobiet zawsze muszą oznaczać to co myslę? Czy możliwe, żeby to wszystko było niewinne? Czy możliwe jest dostać smsa o tresci "kocham cie" od kobiety, kiedy nie jest sie nią zainteresowanym i nie daje się żadnych sygnałów i ma sie tą osobę wpisaną w telefonie pod takim hasłem by ewentualnie mnie okłamać? Czy możliwe jest zrobienie zdjęcia w bieliźnie koleżance o której nie wiedziałam a jej pomagał, a w bieliźnie była bo było gorąco?"

odpowiadam: uważam, że nie jest to możliwe

uważam, że wiara w to byłaby naiwnością. tylko pytanie co dalej z tym zrobisz? czy mu wybaczysz? czy dasz mu kolejną szansę?

bardzo fajnie, że zapytałaś go czego mu brakuje, co one takiego w sobie mają.. ale pamiętaj, żeby przy kolejnej rozmowie powiedzieć czego TY potrzebujesz w tym związku.. pamiętaj, że to ty go wyrzuciłaś a to on błaga cię o możliwość powrotu - nie wahaj się w tej sytuacji stawiać wymagań. to ty jesteś tu pokrzywdzona. to on zachowuje/zachowywał się nie fair.choć prawda-jeśli postanowicie się zejść, to łatwiej coś naprawić jeśli obie strony pracują nad związkiem.

ps. przyznam, że jak pisałaś wcześniej,jak on ci powiedział, że: " ON CI WYBACZYŁ, ze go wyrzuciłaś z domu", to miałam ochotę zdzielić go w twarz!! - jakby ci taki tekst jeszcze w oczy powiedział to walnij go ode mnie!!

18

Odp: Co jest prawdą a co nią nie jest

Daj mu ostatnia szanse. Jak zawali to spakuj walizki ale na zawsze. Przy okazji pogadajcie, bo to, co on robil nie jest normalne. Mozna komus pomoc ale to sie mowi drugiej osobie, nie ukrywa sie. A latanie w bieliznie to rozwalilo mnie bardziej niz je u mamy, bo mu bardziej smakuje.
Jak zawali to wywal i zyj bez niego.

Nie wiem, moze moje zdanie jest przestarzale a moze w domu bylo to wazne. U mnie sanidania sie jadalo odzielnie, bo rodzice na inna godzine do pracy a ja z rodzenswtwem na inna godzine do szkoly. Ale obiad i kolacja zawsze wspolnie. Nauczono mnie, ze posilek- moga byc to zwykle kanapki to wazny momet w zyciu rodziny, bo wszyscy siedza przy stole, rozmawiaja, nie spiesza sie, sa razem. Jakby facet mi jezdzil do mamy, bo nie chce robic jej przykrosci i lepiej mu smakuje to bym sie chyba wkurzyla. Gdybys jeszcze nie gotowala. Taki mamisynek.

19 Ostatnio edytowany przez szaraja (2013-10-08 23:05:48)

Odp: Co jest prawdą a co nią nie jest

znowu jestem pijana...
nic sie nie zmienilo..
dowiedzialam sie ze ze skoro nie umiem zapomniec to powinnam sie "pogodzic".... a to ze nie chce zeby wrocil to nie to ze nie umiem juz ufac tylko ze "nie chce mi sie juz starac o nasz zwiazek"

ps najgorsze jest to ze kazde spotkanie z nim rozwalania mnie zupelnie.
ps2. farfalla skad jestes?

20

Odp: Co jest prawdą a co nią nie jest

W dzisiejszym niestabilnym świecie kobieta, która potrafi zapracowac na dom daje poczucie bezpieczeństwa i wolności od obowiązku, który nie wszystkim mężczyznom przychodzi lekko i przyjemnie, albo wolą pracować na swoje a nie na wspólne.
Mnie się widzi, że ten twój mąż jest bardzo, bardzo nie fair z tobą. Okłamuje cię, wpędza w rozstrój emocjonalny, i jeszcze nie potrafi tego zrozumieć tylko zwala winę na ciebie. Zaden przyzwoity, szanujący męzczyzna nie dopuści, żeby kobieta wpadła w taki tajfun jak ty. Cóż, szanuję twój ból,  ale nie uważam, żeby argumenty, które ten ból  podsycają były racjonalne. Czas płynie tak czy siak.Mozesz go przepłakać, mozesz też wrócić do swego poprzedniego zycia, wspaniałomyślnie, zapominając o tym co było i jeszcze bardziej wspaniałomyślnie zaakceptować ewentualne przyszłe zdrady męża. A możesz zrobić maleńką analizę, co wyrobisz, a czego nie zdzierżysz i nie łamiąc sobie kręgosłupa zrealizować swoje potrzeby. Czterdzieści lat , to nie  pierwsza młodość ale daleko ci do starości, to dopiero dojrzałość. Masz przed sobą co najmniej drugie tyle co dotychczas dojrzałego życia, możesz szukać nowego mena, albo zrobić takie pranie mózgu swojemu wybrańcowi, że jak to przetrzyma, odechce mu się innych bab do końca życia. Jedno robisz głupio, pijesz i tyle osiągniesz, że pójdziesz na dno dając satysfakcję takiemu dupkowi, a jeszcze sobie trochę ujmiesz w otoczeniu. Czy to warto i dla kogo, dla siebie? a może dla niego.

21

Odp: Co jest prawdą a co nią nie jest

Ja uważam , że ludzie tacy jak Twój mąż się nie zmieniają, oni mają swoisty system wartości, są totalnymi egoistami, choć czasami nabierają wszystkich dookoła, że jest inaczej....
Pisałaś, że może nie byłaś "taką" żoną, nie gotowałaś....itd....
Nie wyrzucaj sobie tego, takie myślenie jest błędne....
Ja - gotowałam, sprzątałam, prasowałam, raz w tygodniu piekłam ciasta, dom i ogród w idealnym porządku..Ponadto pracowałam zawodowo, byłam zadbaną kobietką. Lubiłam swój dom, ale też nie byłam kurą domową -  miałam też swoje życie, spotykałam się raz na jakiś czas z koleżankami, kino, kawiarnia, pogaduszki ....  Ponadto okazywałam uczucia mężowi - z wzajemnością, dużo też podróżowaliśmy - żyć nie umierać..
Mój mąż mnie zdradził....
Jak zapytałam dlaczego ...... usłyszałam, że nie podoba mu się mój tryb życia, że powinnam częściej wychodzić z domu, że po pracy zamiast siedzieć w domu powinnam iść do knajpy, np. na piwo.... Jednocześnie wymagał, aby w domu był codziennie obiad, aby było czyściutko...
Jego kochanka - matka dwójki dzieci - miała właśnie taki tryb życia - po pracy, knajpka, jakiś krótki wypadzik z tym lub tamtym "kolegą" , powroty do domu nad ranem w stanie upojenia...
Taaaaa, to ja byłam ta nudna.....
W tym momencie mój cały system wartości zawalił się totalnie, bo co z tego, że byłam dobrą żoną, zadbaną kobietą...  to była za mało, aby mnie szanować jako człowieka. W tym momencie stwierdziłam, że rodzice źle mnie wychowali, bo wpoili mi wartości, które są w tym świecie całkowicie bezużyteczne.
Nie ma sprawiedliwości, jeden zdradza, bo brakuje mu czegoś w małżeństwie, drugi, bo ma za dużo, trzeci bo ma za dobrze , a tak naprawdę, bo w du...ach im się przewraca.

22

Odp: Co jest prawdą a co nią nie jest

dziekuję Kurcze i fantasy...


Wiem, że za dużo piję i to też mnie przeraża. Jestem już tak strasznie zmęczona, że sobie nie radzę, tracę kontrolę nad swoim życiem. Zachowuję się nieracjonalnie. Sama się siebie wstydze.

Idę dziś do psychlekarza

23

Odp: Co jest prawdą a co nią nie jest

I to jest zdrowa i najlepsza decyzja jaką mogłaś podjąć w obecnym stanie ciała i duszy. Bedą z ciebie jeszcze ludzie, a jestem pewna, że jak tylko staniesz na nogach, otrząśniesz sie z tego kubła śmieci, które na ciebie wywalił, to prędko przyleci i będzie się znów łasił jak młody kotek.  Patrz wtedy na niego  nie oczyma nadziei, tylko pamięcią bólu, który teraz przechodzisz, będzie łatwiej wybrać i podjąć decyzję.

24

Odp: Co jest prawdą a co nią nie jest

Byłam wczoraj u lekarza.

Dostałam tabletki, mam zacząć brać po 4 dniach nie-picia. I potem podczas ich brania kategoryczny zakaz picia alkoholu. Trochę się zastanawiam, czy nie zamieniam jednego uśmierzacza bólu na inny.

Teraz myślę, że dopóki nie dojdę ze sobą do porządku to nie będę umiała podjąć żadnej decyzji.

Mam problem z tym, że nie mam celu. I nawet jak myślę co tym celem mogłoby się stać to nic nie przychodzi mi go głowy. Kiedyś chciałam mieć rodzinę i dzieci. Praca nigdy nie była dla mnie celem tylko środkiem do zrealizowania powyższego. A teraz? Teraz to tak naprawdę nic mi się nie chce.

25

Odp: Co jest prawdą a co nią nie jest

Ja miałam 38 lat jak urodziłam dziecko, moja koleżanka 44. Czemu boisz sie starości, czemu przekreslasz najpiekniejsze lata swojego zycia, dojrzałe, madre. Bedąc w takim stanie psychicznym i jeszcze pijąc, rzeczywiście zaczniesz sie starzeć w szybkim tempie. Popatrz po świecie, ile kobiet z własnego wyboru zaczyna  układac sobie zycie  po 40. Potrzebujesz rozmów z mądrym psychologiem, może zacznij od przeczytania kilku ksiązek, choćby zyciorysów. Może to wyciszy ten strach, który teraz tobą poniewiera. Strach niszczy, bojąc sie czegość, wpadamy właśnie w to czego się boimy. Bojąc się , że zostałaś bez celu, sama z 40 na głowie nie pomagasz sobie, tylko realizujesz swój strach.

26

Odp: Co jest prawdą a co nią nie jest
szaraja napisał/a:

...
Mam problem z tym, że nie mam celu. I nawet jak myślę co tym celem mogłoby się stać to nic nie przychodzi mi go głowy.

Może na początek: wprowadzenie ładu w swoje życie?
Długo zamierzasz żyć TAK w zawieszeniu?
Bo KIEDYŚ będzie trzeba pomyśleć albo o "rozwiązaniu związku przez rozwód" albo... A może w drodze "próby" jakaś terapia małżeńska? (chociażby PO TO by zobaczyć REAKCJĘ na propozycję).

"Panie, daj mi SIŁĘ, abym zmienił to, co zmienić mogę,
daj mi CIERPLIWOŚĆ, abym zniósł to czego zmienić nie mogę
i daj mi MĄDROŚĆ, bym odróżnił jedno od drugiego."F.C. Oetinger

27

Odp: Co jest prawdą a co nią nie jest

nie zaznaczyłam wątku i miałam totalny problem z jego odnalezieniem. na szczęście (dopiero dziś) wpadłam na to, że jest w kompie coś takiego jak historia! big_smile
w każdym razie byłam zmartwiona jak sobie radzisz, czy coś się zmieniło..

nawet jeśli tabletki są tylko innym uśmierzaczem zamiast alkoholu, to myślę, że jest to mniejsze zło.
Po tym przynajmniej trzymasz pion i nie tracisz pracy..

dobrze, że byłaś u "psuchomagika" ale czy ty chodzisz na jakąś psychoterapię czy po prostu poszli na łatwiznę i dali ci tylko leki..? wizyty u dobrego psychologa (nie u psychiatry) pomogą ci zacząć życie z nowymi siłami (i to bez pomocy farmakologicznej). - wiem bo kiedyś korzystałam z takiej pomocy.
________________

z jednej strony piszesz, że nie chce ci się już pracować nad tym związkiem ale z drugiej strony widać, że nie potrafisz się pogodzić z tym, że mogłoby go już nie być. ciężka sprawa.. ale trzeba się na coś zdecydować bo takie zawieszenie sprawia, że stoisz w miejscu pogrążając się w czarnych odmętach rozpaczy.. to jak sama widzisz - nie służy ci..

jeśli czujesz, że nie potrafisz go przyjąć pod swój dach ponownie to może daj sobie czas (z datą! może to być nawet kilka tygodni) na to by się wyciszyć, pozbierać się, pogadać ze swoimi myślami, pragnieniami, odczuciami..-bez presji żadnej decyzji, że dziś lub jutro musisz ją podjąć. otóż NIE MUSISZ. Podejmiesz ją np. za miesiąc (w zależności od wyznaczonego terminu)

i banalna sugestia ale nie mogę nie napisać - idź na siłownię. zapytaj tam kogoś jak ćwiczyć na tych sprzętach, powiedz, ze jesteś pierwszy raz, zeby ktos ci podpowiedział od czego zacząć.. wierz mi - jak ćwiczysz nie myślisz o niczym bo nie masz na to siły. starasz się tam przetrwać! taki "reset" ok 1-1,5 godz ci się czasem przyda. a moze będzie worek treningowy..;)
tylko się nie przeforsuj. ja na początku robiłam po troszeczku..

bądź dzielna! trzymam za ciebie kciuki:)

ps. pytałaś skąd jestem - wybacz ale takie wyznanie nie będzie sprzyjać mojej anonimowości

Posty [ 28 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Co jest prawdą a co nią nie jest

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018