Mieszkam za granica w duzym miescie, tutaj kobiety sa latwe, mezczyzni szukaja tylko seksu, przez seks powstaje wiekszosc zwiazkow. Ja mam polska mentalnosc. Jestem z porzadnej, konserwatywnej rodziny.
NIe mam problemu calowac sie z facetem, ktory mi sie podoba, nawet cos wiecej, ale obcy facet mnie nie podnieca, nie potrafie miec z nim seksu.
Ostanio mialam u siebie w lozku faceta, ktory strasznie mi sie podobal, bawilismy sie razem na miescie calutka noc i bylo cudownie, swietnie sie rozumielismy. On nawet nic nie zaczynal, to ja zaczelam sie do niego dobierac, dawno nie mialam seksu i czuja ogromna potrzebe, ale on dotykal mnie w sposob zimny i agresywny, jego "pieszczoty" nie podniecaly mnie i nie podobaly mi sie, ale dalej w to brnelam, chcialam zobaczyc jak bedzie. To ja zaczelam go rozbierac. Po chwili tych jego pieszczot on chce zaczac uprawiac ze mna seks, na co ja: sorry, ja tego nie chce. Zaczelam mu opowiadac o moim podejsciu do seksu, i on stwierdzil, ze ja mam problem z seksem. Potem stwierdzil, ze dla niego to jest ok ze sie nie przespalismy ze soba, dodal, ze jesli kobieta ma z nim seks na pierwszej randce to nie ma juz szans, zeby on z nia mial cos powaznego ( on tez jest z konserwatywnej rodziny ze slowianskiego kraju), nie weidzialam, jak to zinterpretowac, czy to byl komplement, ze jednak tego nie zrobilam, czy raczej "juz po ptakach, bo i tak zaszlismy bardzo daleko".
Zasnal. Ja nie moglam spac. Czulam sie okropnie, wykapalam sie, wyszlam na miasto z kolezanka. Obudzilam go pozniej i on poszedl. Pocalowal mnie krotko na pozegnanie, dobrze ze chociaz to zrobil, bo czulam sie potwornie. To bylo straszne. NIe wiem, czy rozumiecie o co mi chodzi. W sumie nie moglam od niego niczego oczekiwac, ale i tak bylam rozczarowana ze to wszystko bylo takie chlodne. NIe wiem, tak troche sie poczulam potraktowana jak zwierze, on mnie nie przytulil w lozku, dotykal mnie bez zadnej delikatnosci, zwierzeco.
To nie byl pierwszy raz dlatego obiecalam sobie, ze juz nigdy wiecej czegos takeigo nie zrobie, przekonalam sie juz na kilku roznych facetach, ze zawsze jest tak samo.
Ogolnie chodzi mi o to, ze dalam sie pozadnie wymacac obcemu facetowi i nie mialam w tym zadnej przyjemnosci, jezeli nie nazwac tego dyskomfortem.
Dodam jeszcze, ze mialam w zyciu 3 zwiazki i seks byl wspanialy, nie jestem ani troche pruderyjna, nie mam specjalnie kompleksow, zawsze mialam orgazmy. Ale i kochalam i bylam kochana.
Wiem, ze nie mam problemow z seksem, ale to zasialo we mnie ziarenko watpliwosci. NIe mialam prawdziwego seksu juz bardzo dlugo, ponad 1,5 roku. Tylko kilka takich historii jak wyzej opisalam.
Czy wszystkie kobiety tak maja, ze nie potrafia sie podniecic z obcym mezczyzna?
Dlaczego tyle kobiet zgadza sie na takie jednorazowe numerki? Jak one sie po czyms takim czuja? Ja mialam 2 dni depreche na maxa.
Spotkalam tego goscia u znajomych nastepnego dnia, czy moze tego samego dnia, bo rano on jeszcze u mnie byl. Zachowawal sie tak, ze zdawalo mi sie, ze mu zalezy na utrzymaniu kontaktu tak jak i mnie, widzialam, ze chcialby byc teraz ze mna sam, ze mu sie bardzo podobam. ALe juz sie wiecej nie odezwal. No ok, minely dopiero 3 dni, ale i tak.
Ogolnie o co mi chodzi, chche wiedziec, czy inne kobiety czuja tak jak ja. Dlaczego nie podniecaja mnie obcy mezczyzni, ktorzy mi sie przeciez bardzo podobaja. TEn facet o ktorym pisze, jest poprostu zabojczo atrakcyjny jako caloksztalt.
Podzielcie sie ze mna waszymi seksualnymi przezyciami i doswiadczeniami z obcymi mezczyznami. Napiszcie, co sadzicie o moim zachowaniu.